Reklama

Dyrektor „L’Osservatore Romano”: o Franciszku bez uprzedzeń

2016-06-14 10:02

Rozmawiał Paweł Bieliński (KAI) / Warszawa / KAI

Krzysztof Tadej

Krytycy Franciszka „najwyraźniej nie zadają sobie trudu czytania jego tekstów” - przekonuje w rozmowie z KAI Giovanni Maria Vian, dyrektor watykańskiego dziennika „L’Osservatore Romano”. Apeluje, by „oddzielić papieża od stereotypów na jego temat”. Podkreśla, że Franciszek jest misjonarzem i wzywa cały Kościół do duszpasterskiego nawrócenia, by z radością głosić Ewangelię na granicach niewiary i ubóstwa. Wskazuje na ciągłość społecznego nauczania obecnego biskupa Rzymu w stosunku do jego poprzedników.

KAI: Kim jest papież Franciszek?

- Misjonarzem. W dodatku misjonarzem-jezuitą. Tak jak jego współbracia od początku istnienia zakonu stara się wychodzić na granice. Granice nie tylko geograficzne, ale także granice niedowiarstwa, niewiary, ateizmu, ubóstwa itd. Zawsze był misjonarzem, najpierw jako jezuita, potem jako biskup, a teraz jako papież.

- Z racji swego argentyńskiego pochodzenia Franciszek nadaje Kościołowi latynoamerykański koloryt...

- To oczywiste. Po raz pierwszy Kościół ma papieża, który pochodzi z tak daleka, choć jego rodzina ma swe korzenie we włoskim Piemoncie. Sam stwierdził, że przyjechał do Rzymu prawie z końca świata. Podobną rzecz powiedział św. Jan Paweł II, że został wezwany „z dalekiego kraju”. Ale teraz mamy papieża z jeszcze bardziej odległych stron.
Franciszek był biskupem w wielkiej metropolii, jaką jest Buenos Aires. To stolica bardzo bogatego kraju, w którym różnice między bogatymi i ubogimi są olbrzymie. Tłumaczy to wrażliwość papieża na sprawy społeczne.
Dochodzą do tego jego osobiste doświadczenia. Jorge Bergoglio żył w Argentynie w czasach bardzo srogiej dyktatury. Podobnie zresztą jak Karol Wojtyła, który doświadczył w Polsce dwóch totalitaryzmów: nazizmu i komunizmu. Z kolei Joseph Ratzinger, przyszły Benedykt XVI, przeżywał narodziny III Rzeszy; jego ojciec został zwolniony z pracy przez nazistów.

- To latynoamerykańskie doświadczenie papieża skłania go do troski o ubogich?

- Tak, ale ona wypływa przede wszystkim z samej Ewangelii. Papież kilkakrotnie to wyjaśniał, mówiąc, że uczy tego, co jego poprzednicy, kierując się społeczną nauką Kościoła, nie dodaje nic nowego. Tak samo nauczał Jan Paweł II. To czysta Ewangelia, a nie - jak niektórzy mówią - komunizm, na który Polacy są, co zrozumiałe, bardzo uwrażliwieni.

- W Polsce istnieje niemało uprzedzeń w stosunku do papieża Franciszka. Wielu ludzi, zwłaszcza o prawicowych poglądach politycznych, krytykuje to, co papież mówi i robi. Na przykład oskarża się go o zrywanie z dziedzictwem Jana Pawła II, zwłaszcza gdy chodzi o kwestie związane z małżeństwem i rodziną. Pisze się wręcz, że Franciszek faktycznie odrzucił adhortację „Familiaris consortio”, zastępując ją nowym nauczaniem...

- Nie powiedziałbym, że jest to nowe nauczanie. Wyraża ono tę samą troskę o małżeństwa i rodziny, która była zawsze obecna w Kościele. Natomiast zmieniła się sytuacja rodzin, które znajdują się w coraz większym kryzysie, co widać gołym okiem. Małżeństwa się rozpadają i coraz więcej kobiet samotnie wychowuje dzieci. Sekularyzacja jest dziś o wiele dalej posunięta niż kiedyś. Trzeba tej sytuacji stawić czoła.
W związku z dwoma zgromadzeniami Synodu Biskupów na temat rodziny podkreślano sprawę osób, które po rozwodzie zawarły nowe związki cywilne. Tymczasem sam papież mówił, że nie można sprowadzać obrad synodu do tego problemu, który trzeba rozwiązać tak, jak zawsze to robiono w Kościele: troską duszpasterzy o człowieka. Była to próba zamknięcia papieża w schemacie, w którym on sam się nie odnajduje.

- Niektórzy zarzucają Franciszkowi, że zamiast wzmacniać doktrynę Kościoła, zajmuje się drugorzędnymi sprawami, takimi jak ekologia...

- Zwracanie uwagi na naszą planetę też nie jest niczym nowym. Troska o stworzenie była obecna już u Ojców Kościoła, a potem na przykład u św. Franciszka z Asyżu. W swej encyklice „Laudato si’” papież nie twierdzi, że ma rozwiązanie problemów ekologicznych. Ale w obliczu dzikiej eksploatacji zasobów Ziemi tłumaczy, że przynosi to szkodę jej najbiedniejszym mieszkańcom. Mamy tu więc kolejny przejaw troski Franciszka o ubogich.
Sam papież zresztą nigdy nie przedstawiał swej encykliki jako ekologicznej. Jest to encyklika społeczna, kontynuująca linię „Caritatis in veritate” Benedykta XVI, trzech encyklik społecznych Jana Pawła II („Centesimus annus”, „Sollicitudo rei socialis”, „Laborem exercens”), jeszcze wcześniejszego nauczania Pawła VI („Octogesima adveniens”, „Populorum progressio”), Jana XXIII („Mater et magistra”), Piusa XI („Quadragesimo anno”), Leona XIII („Rerum novarum”).

- To prawda. Ale jak rozwiać wątpliwości co do małego zainteresowania sprawami doktrynalnymi?

- Franciszek wielokrotnie już sam odpowiadał na to pytanie, mówiąc: jestem synem Kościoła i głoszę to, czego Kościół zawsze nauczał. Ale stara się, tak jak przed nim Benedykt XVI, przedstawiać nie tyle zakazy, ile przede wszystkim najbardziej pociągającą część nauczania Kościoła, czyli Ewangelię. Nauczanie Kościoła jest przecież zakorzenione w Piśmie Świętym.
Naprawdę nie rozumiem, jak można tak przedstawiać papieża. To nieuczciwe, to nie odpowiada rzeczywistości. Ludzie, którzy papieża oskarżają, najwyraźniej nie zadają sobie trudu czytania jego tekstów.

- Dokładnie. Przecież to papież Franciszek nazwał aborcję „złem absolutnym”. Nie przypominam sobie tak mocnych słów na ten temat nawet u Jana Pawła II...

- To prawda. Dlatego trzeba oddzielić papieża od stereotypów na jego temat. To wielkie wyzwanie dla nas wszystkich.

- Papież wzywa Kościół do przyjmowania uchodźców, a w Polsce, według badań opinii publicznej, trzy czwarte katolików się na to nie godzi. Jak ich przekonać, by nie odrzucali nauczania Kościoła, do którego należą?

- Trzeba przypomnieć, że w Kościele istnieje nieprzerwana, chrześcijańska tradycja przyjmowania cudzoziemców. Tak było zresztą już w tradycji żydowskiej. Biblia jest pełna tego typu zaleceń. W regule św. Benedykta zostało zapisane, że mamy przyjmować obcego, jak gdyby to był sam Chrystus. Poza tym jest to kwestia humanitarna, wobec której nikt nie może przejść obojętnie.
Dodałbym, że ślepotą jest niedostrzeganie tego olbrzymiego zjawiska, które będzie trwało przez lata. Dlatego lepiej stawić mu czoła. Konieczna jest zmiana mentalności, by przyjąć uchodźców tam, gdzie to możliwe, by włączyć ich w życie społeczeństwa na tyle, na ile to możliwe. Papież niejeden raz powtarzał, że należy to robić we współpracy międzynarodowej. Wskazywał również, że jednocześnie trzeba zapobiegać przyczynom migracji: wojnom i przemocy, napędzanym przez handel bronią, wyzyskiwanie wielu państw afrykańskich i bliskowschodnich przez inne państwa, nie tylko zachodnie, ale także azjatyckie. Jest to historyczne wyzwanie, wobec którego Europa jako całość i każde państwo europejskie z osobna musi podjąć.

- Niechęć wobec przyjmowania uchodźców wiąże się z lękiem przed islamem. Ludzie obawiają się, że muzułmanie wkrótce zaleją Europę, która utraci swą chrześcijańską tożsamość...

- Papież nieustannie powtarza, że nie da się z nikim prowadzić dialogu, jeśli nie jest się pewnym własnej tożsamości. Ale czym jest dziś chrześcijańska tożsamość Europy? Myślę, że lęk, który się ujawnił wynika ze świadomości, że europejska tożsamość, którą częściowo uformowało chrześcijaństwo, nie jest mocna. Utraciliśmy ją. Na Europę składa się dziś konsumpcjonizm, pieniądz, pustka ideowa, brak wartości. Trzeba odrodzić nie tylko wiarę chrześcijańską: katolicką, prawosławną, protestancką. Trzeba również odrodzić politykę - inną politykę. Trzeba przywrócić ideały ludziom młodym, wykorzenionym, z powodu pustki wartości uwodzonym przez propagandę, dającym się zwerbować jako foreign fighters [czyli obywatele państw Unii Europejskiej, wstępujący w szeregi Państwa Islamskiego, a następnie wracający do Europy, by dokonywać zamachów terrorystycznych - KAI].

- Niektórzy księża zarzucają Franciszkowi antyklerykalizm, bo wytyka im niedociągnięcia w stylu życia i posługi...

- Papież ma świadomość tego, że księża odgrywają zasadniczą rolę w Kościele. A skoro ludzie widzą w nich obraz Chrystusa, to muszą oni żyć na miarę tego obrazu. Według Franciszka, trudno sobie wyobrazić księdza zamkniętego w sobie, który troszczy się tylko o to, by jemu było dobrze, nie ma czasu dla wiernych. To zaprzeczenie ideału skłania papieża do stawiania księżom większych wymagań. Ale tego samego wymaga on od siebie! Przecież powtarza, że jest grzesznikiem... A jednocześnie wie, jak wielu księży, pomimo swej grzeszności, stara się wiernie iść za Chrystusem.
Tłumaczy to także stanowczość papieża, podobnie jak wcześniej Benedykta XVI, wobec zbrodniczego skandalu nadużyć seksualnych. Takie czyny są bezdyskusyjnie niedopuszczalne, dlatego trzeba tu być bardzo czujnym i surowym.

- Zakończmy tę rozmowę czymś bardziej pozytywnym: na czym polega duszpasterskie nawrócenie, do którego wzywa Franciszek od początku swego pontyfikatu?

- Kilka dni przed swym wyborem na papieża Jorge Bergoglio powiedział, że cały Kościół, a więc biskupi, księża, osoby konsekrowane i wierni świeccy powinni wyjść na zewnątrz, aby głosić Ewangelię i dzielić się radością jej głoszenia. Wracamy tu do tego, o czym mówiliśmy na początku: do misji. Franciszek jest misjonarzem.
Rozmawiał Paweł Bieliński

Tagi:
papież rozmowa Franciszek

Franciszek zachęcił biskupów Afryki do dialogu z islamem

2018-06-17 12:33

vaticannews.va / Watykan (KAI)

Pokojowe współistnienie chrześcijan i muzułmanów zagrożonych w Afryce coraz bardziej radykalnymi działaniami islamskich fundamentalistów znalazło się w centrum spotkania papieża Franciszka z biskupami Gambii, Sierra Leone i Liberii. Przybyli oni do Watykanu z tradycyjną wizytą ad limina Apostolorum.

Grzegorz Gałązka

„To było braterskie spotkanie. Franciszek zachęcał nas do zadawania mu pytań. Bardzo interesował się codziennością naszych wspólnot, szczególnie zagrożeniem jakie niesie dla nich rozwój fundamentalizmu islamskiego w Afryce” – mówi Radiu Watykańskiemu abp Charles Edward Tamba.

Metropolita Freetown zauważa, że muzułmańscy dżihadyści atakują coraz to kolejne kraje na Czarnym Lądzie. „Bardzo trudna sytuacja jest w Mali. Burkina Faso, na Wybrzeżu Kości Słoniowej, w Nigrze i Nigerii. Zastanawiamy się, kto będzie następny” – podkreśla abp Tamba.

„Zadaliśmy papieżowi naprawdę wiele pytań. Rozmawialiśmy m.in. o narastającym w Afryce problemie islamskiego fundamentalizmu. Franciszek zachęcał nas byśmy nie dali się zdominować logice strachu, byśmy nie tracili nadziei. Podkreślał, że cały czas trzeba starać się prowadzić dialog z umiarkowanymi muzułmanami. Jako przykład podał swoje rozmowy z przedstawicielami uniwersytetu al-Azhar w Egipcie – mówi Radiu Watykańskiemu abp Tamba. – Powiedział nam, że wspólnie przygotowują dokument o wzajemnej współpracy i dialogu międzyreligijnym, który może przyczynić się do budowania pokoju i braterstwa między chrześcijanami i muzułmanami na świecie. To jest dla nas bardzo ważny temat ponieważ obawiamy się rozlania islamskiego dżihadu na kolejne kraje Afryki. Poprosiliśmy też Ojca Świętego, by zechciał nas odwiedzić”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Sophia Loren: kiedy widzisz i słuchasz Franciszka, masz chęć wierzyć

2018-06-16 16:56

ts / Rzym (KAI)

Dzięki papieżowi Franciszkowi gwiazda włoskiego filmu 83-letnia Sophia Loren czuje się znowu mocniejsza w wierze. „Obecny papież bardzo pomaga ludziom w ich wierze”, powiedziała aktorka w wywiadzie dla katolickiego czasopisma „Famiglia Cristiana”.

wikipedia.org

Loren przyznała, że praktykuje wiarę „trochę na własny sposób”. W niedzielę ogląda zawsze w telewizji modlitwę Anioł Pański z papieżem. Podkreśliła, że jego bezpośredni sposób bycia oraz wypowiedzi dają poczucie bezpieczeństwa. „Kiedy go zobaczyłeś i posłuchałeś, masz naprawdę chęć żyć i wierzyć, wierzyć, wierzyć”, podkreśliła Loren.

Jednocześnie znana włoska aktorka wyraziła zaniepokojenie obecną sytuacją w jej kraju, a zwłaszcza ludźmi, którzy nie są w stanie się przebić. „Nie, nie jestem optymistką, to wszystko napełnia strachem”, wyznała Loren dodając, że pozostaje tylko modlitwa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Częstochowa-Kiedrzyn: uroczystości ku czci św. Brata Alberta

2018-06-17 20:12

Ks. Mariusz Frukacz

„Coraz więcej ludzi w naszych czasach ulega amnezji duchowej” – mówił w homilii ks. dr Krzysztof Dziub, wikariusz sądowy Sądu Metropolitalnego w Częstochowie, który 17 czerwca przewodniczył Mszy św. z racji uroczystości ku czci św. Brata Alberta w parafii pw. św. Brata Alberta Chmielowskiego w Częstochowie-Kiedrzynie.

Ks. Mariusz Frukacz

Na Mszy św. zgromadzili się m. in. kapłani, siostry Adoratorki Krwi Chrystusa. Uroczystości ubogaciła Orkiestra Jasnogórska pod dyrekcją kapelmistrza Marka Piątka.

„Życie św. Brata Alberta pokazuje, że nierozerwalna jest więź między miłosierdziem a chrześcijaństwem” - mówił na początku Mszy św. ks. kan. Sławomir Wojtysek.

W homilii ks. Dziub wskazując na patrona kościoła i parafii podkreślił, że „dziś staje przed nami św. brat Albert, by zapytać o nasze życie” – Coraz więcej nam współczesnych ulega amnezji duchowej. Popatrzmy na nasze kościoły. Coraz mniej w nich ludzi. Jak trwoga to do Boga, wielu przychodzi tylko po kwitek, by być ojcem lub matka chrzestną – mówił ks. Dziub.

- Co więcej ludzie będący w kościołach na Mszy Św., zachowują się jak w kinie, nie chcą się modlić, nie przystępują do Komunii Św. A Bóg czeka i patrzy cierpliwie, co my z tą naszą wolnością, którą nas obdarował robimy – kontynuował kapłan.

- Dziś staje przed nami św. brat Albert, by zapytać: Czy pomyślałeś, że On kiedyś upomni się o to wszystko, upomni jak się o swoje, o to co Mu się należy? – przypomniał kaznodzieja.

Duchowny z bólem zauważył, ze „niestety my nie karmimy się Słowem Bożym, Chlebem dającym życie wieczne, lecz kłamstwami, które zabijają, niszczą człowieka” - A później się dziwimy, że ludzie się kłócą, włóczą po sądach, że rodziny się rozpadają, dzieci uciekają z domów. To wszystko zaczyna się niestety od odejścia od Boga, w szukaniu radości i szczęścia pod niewłaściwym adresem – wskazał duchowny.

Ks. Dziub podkreślił, że „dziś ludzie szukają radości i szczęścia. I jak się okazuje wciąż są śmiertelnie smutni.” - Wielu utożsamia szczęście z doznawaniem przyjemności cielesnych i umysłowych. Tymczasem przyjemność to szczęście ciała, radość to szczęście ducha – podkreślił ks. Dziub i dodał: „Grzeszne przyjemności, jak alkohol, narkotyki czy rozpusta pozostawiają posmak śmierci i smutku. Im więcej człowiek zalicza przyjemności tym bardziej jest smutny. Im więcej ich je tym bardziej jest głodny. Jak mówił Seneka „niektórzy są przez przyjemności nieszczęśliwi”.

- Jeśli chcesz być szczęśliwy, radosny to musisz jak św. Brat Albert mieć spokojne sumienie, bo przecież sam wiesz najlepiej, że niemożliwa jest radość jeśli męczą cię wyrzuty sumienia. I choćbyś nie wiem jak chciał się wyszumieć, zapić, nie zagłuszysz swojego sumienia – wołał do wiernych ks. Dziub.

Na zakończenie kaznodzieja podkreślił, że „najwyższy czas przebudzić się z tej duchowej amnezji” – Trzeba uświadomić sobie, że tak naprawdę nic nie mamy na ziemi, że nasze ciała należą do ziemi, a dusza do Boga. Z każdym dniem, każdy z nas jest bliżej tego, by oddać to co posiadamy. Ziemi ciało, a Bogu duszę – zakończył ks. Dziub.

Uroczystości zakończyły się procesją z Najświętszym Sakramentem i ucałowaniem relikwii św. Brata Alberta.

Parafię erygował 13 lipca 1997 r. abp Stanisław Nowak wydzielając jej teren z parafii św. Andrzeja Boboli. Budowę świątyni pw. św. Brata Alberta Chmielowskiego prowadził i ją wyposażał ks. Zdzisław Hatlapa. Została ona uroczyście poświęcona przez abp. Stanisława Nowaka 17 czerwca 2001 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem