Reklama

Papież: przyjmujmy i przekazujmy nadmiar miłosierdzia!

2016-06-02 11:48

tom, st (KAI) / Rzym / KAI

Catholic News Service/facebook.com

"Jedynym nadmiarem w obliczu nadmiernego miłosierdzia Boga jest nadmiar w jego przyjmowaniu i pragnieniu, aby przekazywać je innym" - powiedział papież Franciszek w swym pierwszym rozważaniu, jakie wygłosił w bazylice św. Jana na Lateranie podczas rekolekcji dla księży w ramach Jubileuszu Kapłanów w czasie Roku Świętego Miłosierdzia. Papież wezwał kapłanów do "nawrócenia mentalności instytucjonalnej" i zachęcił do podążania drogą „prostoty ewangelicznej”, która pojmuje i dokonuje wszystkiego w kluczu miłosierdzia.

Ponadto, miłosierdzie przyjmuje się, kultywuje lub odrzuca w sposób wolny. Jeśli ktoś da się nim porwać, to jeden gest pociąga za sobą drugi. Jeśli ktoś je omija, serce ulega oziębieniu. Miłosierdzie pozwala nam doświadczyć naszej wolności i to właśnie tam możemy doświadczyć wolności Boga, który jest miłosierny wobec tych, którzy są miłosierni (por. Pwt 5,10), jak powiedział Mojżeszowi. W swoim miłosierdziu Pan wyraża swoją wolność. A my naszą wolność.

Możemy długo żyć „bez” miłosierdzia Pana. To znaczy, że możemy żyć nie uświadamiając go sobie i nie prosząc o nie wprost, aż ktoś zda sobie sprawę, że „wszystko jest miłosierdziem” i gorzko płacze, że nie skorzystał z niego wcześniej, od chwili, gdy bardzo go potrzebował!

Nędza, o której mówimy, jest ubóstwem moralnym, nie do przekazania, z którego powodu człowiek staje się świadomy siebie jako osoba, która w decydującym momencie swego życia działała z własnej inicjatywy: dokonała wyboru i to wybrała źle. Tego dna trzeba dotknąć, aby odczuć żal za nasze grzechy i prawdziwie pokutować. W innych bowiem dziedzinach człowiek nie czuje się tak wolny, ani nie odczuwa, że grzech ma negatywny wpływ na całe jego życie i dlatego nie odczuwa swojej nędzy, a tym samym zatraca się miłosierdzie, działające jedynie pod tym warunkiem. Człowiek nie idzie do apteki i nie mówi: „W imię miłosierdzia, proszę mi dać aspirynę”. W imię miłosierdzia prosi, by dano mu morfinę dla osoby doznającej bardzo silnego bólu nieuleczalnej choroby.

Z tą naszą nędzą moralną Bóg jednoczy Serce Chrystusa, swego umiłowanego Syna, pulsujące jako jedno serce, wraz z sercem Ojca i Ducha Świętego. Jest to serce, które wybiera drogę najbliższą i które się angażuje. To cecha miłosierdzia, które brudzi sobie ręce, dotyka, angażuje się, pragnie wejść w relację z innym, zwraca się ku temu, co jest osobiste, z tym, co jest bardziej osobiste, nie zajmuje się „przypadkiem”, ale angażuje się w relację z osobą, troszczy się o jej ranę. Miłosierdzie wykracza poza sprawiedliwość, dając to poznać i odczuć, jesteśmy powiązani ze sobą, jedna osoba z drugą. Miłosierdzie nadając godność podnosi tego, wobec którego się uniża i obydwu czyni równymi – miłosiernego i tego, który otrzymał miłosierdzie.

Dlatego ojciec odczuwa potrzebę wyprawienia uczty, aby za jednym razem zostało przywrócone wszystko, przywracając swemu synowi utraconą godność. Pozwala to spojrzeć w przyszłość na nowy sposób. Nie dlatego, aby miłosierdzie nie dostrzegało obiektywności szkód wyrządzonych przez zło. Ale odbiera mu moc w odniesieniu do przyszłości, odbiera mu władzę nad życiem płynącym naprzód. Miłosierdzie jest prawdziwą postawą życia, które sprzeciwia się śmierci będącej gorzkim owocem grzechu. W tym miłosierdzie jest jasne, ale w żadnym wypadku nie jest naiwne. Nie tyle nie widzi zła, ile dostrzega, jak bardzo życie jest krótkie i patrzy na całe dobro, które pozostaje do zrobienia. Dlatego trzeba przebaczać całkowicie, aby druga osoba patrzyła w przyszłość i nie traciła czasu na obwinianie siebie, litowanie się nad sobą i żałowanie tego, co straciła. Kiedy podejmujemy troskę o innych, to dokonujemy również rachunku własnego sumienia i zależnie od tego, na ile różne osoby sobie pomagają, naprawione zostanie także popełnione zło. Miłosierdzie jest zasadniczo pełne nadziei.

Trzeba dać się pociągnąć i posłać poruszeniem serca Ojca, aby zachować to zdrowe napięcie zawstydzonej godności. Dać się pociągnąć centrum Jego serca, jak krew, która się pobrudziła idąc nieść życie członkom najbardziej odległym, aby Pan nas oczyścił i obmył nogi; dać się posłać będąc wypełnionymi tlenem Ducha Świętego, aby nieść życie wszystkim członkom, zwłaszcza tym najbardziej oddalonym, kruchym i poranionym.

Pewien ksiądz opowiadał o jakiejś osobie, która mieszkała na ulicy, a w końcu zamieszkała w schronisku. Był to człowiek zamknięty w swej goryczy, który nie miał kontaktu z innymi. Jak sobie potem zdali sprawę, był to człowiek wykształcony. Jakiś czas później, człowiek ten był hospitalizowany z powodu nieuleczalnej choroby i powiedział księdzu, że gdy tam był, odczuwając swoją nicość i rozczarowanie swym życiem, osoba w łóżku obok poprosiła go o podanie spluwaczki, a następnie opróżnienie jej. Opowiedział, że ta prośba pochodząca od kogoś, kto tego naprawdę potrzebował i był w gorszym stanie od niego, otworzyła mu oczy i serce na niezwykle potężne poczucie humanizmu i chęć pomocy innym, a także pozwolenie, aby pomógł w tym Pan Bóg. W ten sposób zwykły akt miłosierdzia połączył go z miłosierdziem nieskończonym, miał odwagę, by pomóc innym, a następnie pozwolił, aby inni pomogli jemu: zmarł wyspowiadawszy się, w pokoju.

Zostawiam was zatem z przypowieścią o miłosiernym ojcu, gdy już znaleźliśmy „swoje miejsce” w tej chwili, w której syn czuje, że będąc brudnym otrzymał nowe szaty, grzesznik, któremu przywrócono godność, wstydzący się siebie i dumny ze swego ojca. Znakiem tego, czy ktoś jest na właściwym miejscu, jest pragnienie, by być od tej pory miłosiernym dla wszystkich. Tu jest ogień, który Jezus przyszedł przynieść na ziemię, ten ogień, który rozpala inne ognie. Jeśli nie zapala się płomień, to znaczy, że jeden z biegunów nie pozwala na kontakt. Albo przesadny wstyd „nie łączy kabli” i, zamiast wyznać otwarcie „popełniłem to i to”, dochodzi do ukrywania, albo przesadna godność, która dotyka rzeczy w rękawiczkach.

NADMIARY MIŁOSIERDZIA

Jedynym nadmiarem w obliczu nadmiernego miłosierdzia Boga jest nadmiar w jego przyjmowaniu i pragnieniu, aby przekazywać je innym. Ewangelia ukazuje nam wiele pięknych przykładów ludzi, którzy przekraczają siebie, aby zyskać miłosierdzie: paralityk, którego przyjaciele spuścili przez dach w miejsce, gdzie Pan głosił swoje słowo; trędowaty, który pozostawił swoich dziewięciu towarzyszy i wrócił wielbiąc i dziękując Bogu donośnym głosem i upadł na twarz do nóg Pana; ślepy Bartymeusz, któremu udaje się zatrzymać Jezusa swoim wołaniem; kobieta cierpiąca na krwotok, która w swojej nieśmiałości, dąży do osiągnięcia intymnej bliskości z Panem i która, jak mówi Ewangelia, gdy dotknęła płaszcza Pana dostrzegła, że wyszła od Niego jakaś siła - dynamis... To wszystko przykłady tego kontaktu, który rozpala ogień i wyzwala dynamikę, pozytywną moc miłosierdzia. Jest również grzesznica, której nadmierne wyrazy miłości do Pana, z obmyciem stóp łzami i osuszeniem ich własnymi włosami, są dla Pana znakiem, że otrzymała wiele miłosierdzia i dlatego wyraża to w ten sposób. Osoby najprostsze, grzesznicy, chorzy, opętani... są natychmiast podnoszone przez Pana, który sprawia, że przechodzą od wykluczenia do pełnego włączenia, od dystansu do uczty. Wyraża się to w tym, że miłosierdzie pozwala nam przejść „od dystansu do uczty”. Nie można tego zrozumieć inaczej jak tylko w kluczu nadziei, w kluczu apostolskim, w kluczu osoby, która została obdarzona miłosierdziem, aby sama z kolei obdarzała miłosierdziem.

Możemy zakończyć, modląc się słowami Magnificat miłosierdzia, Psalmem 50, króla Dawida, który recytujemy podczas jutrzni w każdy piątek. Jest to Magnificat „serca skruszonego i pokornego”, które w swoim grzechu ma wielkość wyznawania Boga wiernego, który jest większy niż grzech. Będąc w chwili, kiedy syn marnotrawny spodziewał się, że będzie potraktowany zimno, a zamiast tego Ojciec stawia go w centrum uczty, możemy sobie wyobrazić go, jak odmawia Psalm 50 i modlić się wraz z nim na dwa chóry. Słyszymy go mówiącego: „Zmiłuj się nade mną, Boże, w łaskawości swojej, w ogromie swego miłosierdzia zgładź nieprawość moją...”. A my mówimy: „Tak, uznaję nieprawość moją (także i ja), a grzech mój jest zawsze przede mną”. Zaś głos mówi: „Przeciwko Tobie (Ojcze) przeciwko Tobie samemu zgrzeszyłem”.

Modlimy się wychodząc z tego intymnego napięcia, które rozpala miłosierdzie, tego napięcia między wstydem, który mówi: „Odwróć swoje oblicze od moich grzechów i zmaż wszystkie moje przewinienia”; i tej ufności mówiącej: „Pokrop mnie hizopem, a stanę się czysty; obmyj mnie a nad śnieg wybieleję”. Ufność która staje się apostolską: „Przywróć mi radość Twojego zbawienia, i wzmocnij mnie duchem ofiarnym. Będę nieprawych nauczał dróg Twoich i wrócą do Ciebie grzesznicy”.

Tagi:
papież miłosierdzie Franciszek Rok Miłosierdzia

Sanktuarium i kult Bożego Miłosierdzia

2017-04-21 14:05

aw, mp / Kraków / KAI

Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach, gdzie zmarła św. siostra Faustyna, apostołka Bożego Miłosierdzia, jest najbardziej umiędzynarodowionym miejscem kultu w Polsce. Rocznie przybywa tu ponad 2 mln pielgrzymów z całego świata, ze wszystkich kontynentów. W niedzielę Kościół katolicki będzie obchodził Święto Miłosierdzia Bożego.

Karol Sudor

Sanktuarium Bożego Miłosierdzia

Kaplica zakonna Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, w której jest łaskami słynący obraz Jezusa Miłosiernego pędzla Adolfa Hyły i relikwie św. Faustyny, została wpisana na listę sanktuariów przez kard. Karola Wojtyłę już w 1968 r. W 1992 r. kard. Franciszek Macharski wydał dekret erekcyjny ustanawiający to miejsce sanktuarium Bożego Miłosierdzia. 8 grudnia 1999 rozpoczęto budowę sanktuarium Bożego Miłosierdzia według projektu wybitnego krakowskiego architekta prof. Witolda Cęckiewicza. Wzniesiono je w rekordowym tempie. Tuż przed przybyciem Jana Pawła II w celu poświęcenia sanktuarium, pracowało tu ponad 100 robotników na dwie zmiany (w najbardziej gorącym okresie było ich 200). Jan Paweł II poświęcił bazylikę 17 sierpnia 2002 r. W dolnym kościele mieszczą się kaplice pw. św. Faustyny (dar Episkopatu i wiernych Włoch).

Przy sanktuarium mieści się Dom Duszpasterski na blisko 100 miejsc, a także poradnie - trzeźwości, rodzinna oraz dla osób z problemami religijno-moralnymi. Rektorem sanktuarium jest krakowski biskup pomocniczy Jan Zając.

Święta Faustyna Kowalska (1905-38)

Helena Kowalska urodziła się 25 sierpnia 1905 r. we wsi Głogowiec koło Łodzi. Była trzecim z dziesięciorga dzieci ubogich rolników. W 1925 r. wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia Bożego. W zakonie przyjęła imię Maria Faustyna. Pracowała jako kucharka, ogrodniczka i furtianka w kilku domach Zgromadzenia w Warszawie, Płocku, Wilnie, Krakowie. Zwykłym obowiązkom zakonnym towarzyszyły wizje i objawienia (po raz pierwszy 22 lutego 1931 r. w Płocku).

W kolejnych objawieniach Jezus polecił jej namalowanie obrazu Pana Jezusa Miłosiernego z napisem "Jezu, ufam Tobie", chciał, aby założyła zgromadzenie, które będzie wypraszać dla świata Boże miłosierdzie, przekazał jej tekst Koronki do Bożego Miłosierdzia, chciał też aby czcić moment Jego konania na krzyżu w Godzinie Miłosierdzia, i aby pierwsza niedziela po Wielkiejnocy była obchodzona w Kościele powszechnym jako Święto Miłosierdzia Bożego.

Swoje wizje i rozmowy z Jezusem opisuje s. Faustyna w "Dzienniczku" - jednym z najwybitniejszych dzieł mistyki chrześcijańskiej. Zmarła na gruźlicę 5 października 1938 r. w klasztorze Zgromadzenia w Łagiewnikach. Za jej życia powstał jedynie obraz Jezusa Miłosiernego (namalował go wileński malarz Eugeniusz Kazimirowski), zostały wydrukowane książeczka z tekstem "Koronki do Miłosierdzia" oraz obrazki Jezusa Miłosiernego. 18 kwietnia 1993 r. papież Jan Paweł II beatyfikował, a 30 kwietnia 2000 r. kanonizował apostołkę miłosierdzia Bożego.

Kult Bożego Miłosierdzia

Głoszenie prawdy o miłości Boga do ludzi stało się misją życiową skromnej zakonnicy Faustyny Kowalskiej. "Nie znajdzie ludzkość uspokojenia, dopokąd się nie zwróci z ufnością do Miłosierdzia Mojego" - usłyszała od Chrystusa. Głoszenie zawartej w Piśmie Świętym prawdy, paradoksalnie z trudem zostało zaakceptowane przez władze kościelne - orędzie s. Faustyny Kowalskiej rozpowszechniło się dopiero po jej śmierci. Po wybuchu II wojny światowej Polacy, którzy rozproszyli się po całym świecie, szerzyli orędzie Bożego Miłosierdzia w ZSRR, Wielkiej Brytanii, USA, Meksyku.

W 1959 r. Kongregacja Świętego Oficjum, opierając się na nieprecyzyjnych przekładach "Dzienniczka", wydała notyfikację, zakazującą szerzenia kultu w formie przekazanej przez s. Faustynę. Notyfikacja obowiązywała 19 lat. Rozpoczęcie procesu informacyjnego s. Faustyny w 1965 r., odwołanie notyfikacji w 1978, opublikowanie w 1981 r. pierwszego wydania krytycznego "Dzienniczka", coraz liczniejsze pielgrzymki do jej grobu w Łagiewnikach, popularyzacja Koronki do Miłosierdzia Bożego oraz obrazu (kolejną jego wersję namalował w 1943 r. krakowski malarz Adolf Hyła i jest ona bardziej znana od wileńskiego pierwowzoru), doprowadziły do rozpowszechnienia kultu Bożego Miłosierdzia. Prawdziwy "boom" kultu nastąpił po beatyfikacji w 1993 i kanonizacji św. Faustyny w 2000 r. oraz wybudowaniu sanktuarium Bożego Miłosierdzia, które w 2002 poświęcił Jan Paweł II. Dziś kult szerzy się na wszystkich kontynentach, szczególnie w Czechach, Słowacji, na Węgrzech, w Peru, Meksyku, USA, Filipinach, Korei.

W 2005 r. do Łagiewnik przybyło np. ponad 2 mln pielgrzymów z 89 krajów świata. W tym samym czasie wpłynęło ponad 100 tys. listów z prośbami o modlitwę przez wstawiennictwo św. Faustyny - wśród nich było 6,4 tys. podziękowań za łaski już otrzymane.

Klasztor w Łagiewnikach

W 1889 r. w podkrakowskiej wsi Łagiewniki za pieniądze, ofiarowane przez księcia Aleksandra Lubomirskiego, kard. Albin Dunajewski kupił kilkanaście hektarów ziemi, na którym w stylu neogotyckim wzniesiono zakład dla dziewcząt moralnie zaniedbanych, oraz kaplicę i klasztor Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. Kompleks budynków nazwano Józefów, na cześć św. Józefa, Oblubieńca Maryi. W czasie II wojny światowej siostry przyjmowały uchodźców z całej okupowanej Polski. Po wojnie, choć siostry nie mogły w pełni realizować swojego charyzmatu, w miarę możliwości pracowały z młodzieżą, opiekowały się pielgrzymami, coraz liczniej przybywającymi do grobu s. Faustyny i kaplicy z cudownym obrazem Pana Jezusa Miłosiernego.

Obecnie w klasztorze mieszka ponad 100 zakonnic. 20 z nich pracuje z 70 dziewczętami sprawiającymi problemy wychowawcze (są kierowane przez sądy) w Młodzieżowym Ośrodku Wychowawczym im. św. Faustyny. Siostry prowadzą tu gimnazjum i liceum oraz dwie szkoły zawodowe - gastronomiczną i fryzjerską oraz internat.

W zespole klasztornym mieści się także Wydawnictwo Misericordia, popularyzujące spuściznę s. Faustyny oraz redakcja kwartalnika "Orędzie Miłosierdzia" (roczny nakład 270 tys. egz.). Tu mieści się także siedziba Stowarzyszenia Apostołów Bożego Miłosierdzia Faustinum. Erygował je w 1996 r. kard. Franciszek Macharski. Faustinum formuje apostołów Bożego Miłosierdzia. Ich formacja trwa cztery lata, prowadzona jest w 6 językach - po polsku, angielsku, niemiecku, francusku, czesku i słowacku, a 4 koleje - węgierski, słoweński, koreański i hiszpański odbywają się pod kierunkiem biskupów diecezji. Apostołowie Miłosierdzia zrzeszeni w Faustinum są w 64 krajach, jest ich 11 tys. Łagiewniki są też centrum Apostolskiego Ruchu Bożego Miłosierdzia. Należą do niego zgromadzenia zakonne, stowarzyszenia, ruchy apostolskie i osoby indywidualne głoszące orędzie Miłosierdzia. Na całym świecie jest kilka milionów czcicieli Bożego Miłosierdzia, w samych USA około 2 mln.

Jan Paweł II i Łagiewniki

17 sierpnia 2002 r., po poświęceniu bazyliki Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach, Jan Paweł II wspominał: "Przychodziłem tutaj zwłaszcza w czasie okupacji, gdy pracowałem w pobliskim Solvayu. Do dzisiaj pamiętam tę drogę, która prowadziła z Borku Fałęckiego na Dębniki, którą odbywałem codziennie, przychodząc na różne zmiany w pracy, przychodząc w drewnianych butach. Takie się wtedy nosiło. Jak można było sobie wyobrazić, że ten człowiek w drewniakach kiedyś będzie konsekrował bazylikę Miłosierdzia Bożego w krakowskich Łagiewnikach!".

Miejsce, które znał od wczesnej młodości, i w którym zapewne poznał orędzie s. Faustyny, Karol Wojtyła nawiedzał później jako ksiądz, biskup i kardynał, a orędzie o Bożym Miłosierdziu kształtowało jego posługę w Kościele. To on rozpoczął proces informacyjny s. Faustyny, później jako papież beatyfikował ją i kanonizował. W 1980 ukazała się jego encyklika Dives in misericordia, w której podkreśla, że miłosierdzie jest głównym przymiotem Boga. Jako Papież nawiedził Łagiewniki dwa razy - 7 czerwca 1997 r. oraz 17 sierpnia 2002, gdy poświęcił bazylikę Miłosierdzia Bożego i dokonał aktu Zawierzenia świata Bożemu Miłosierdziu.

Zgromadzenie Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia

Zgromadzenie Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia zostało założone w 1862 r. przez Teresę Ewę z Sułkowskich Potocką. Jego zadaniem była praca na rzecz zaniedbanych moralnie kobiet, które same pragnęły odmiany swego życia. Pierwszy Dom Miłosierdzia powstał w Warszawie przy ul. Żytniej, kolejne w Krakowie, Płocku i Wilnie.

W okresie między dwoma wojnami Domy Miłosierdzia przekształcały się w zakłady wychowawcze z własnymi programami nauczania, gdzie uczono też zawodów. Po wojnie, na fali likwidacji dzieł edukacyjnych i charytatywnych Kościoła, niemal wszystkie placówki prowadzone przez Zgromadzenie zostały zamknięte. Siostry zajęły się opieką nad niepełnosprawnymi umysłowo osobami, samotnymi matkami, chorymi kobietami. Obecnie Zgromadzenie liczy ponad 430 siostry, które pracują w 18 domach w Polsce i 9 za granicą - w Rzymie, Jerozolimie, w USA, Kazachstanie, w Czechach, na Białorusi i Słowacji.

Siostry są wychowawczyniami, szerzą kult Bożego Miłosierdzia w formie, przekazanej przez św. Faustynę, poprzez apostolat, opiekę nad pielgrzymami, działalność wydawniczą. Za duchową współzałożycielkę siostry uznały św. Faustynę Kowalską, która spędziła we wspólnocie 13 lat, a jej misja nadała nowy impuls duchowy i apostolski całemu Zgromadzeniu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Chciałam sprawdzić Maryję – świadectwo z Niepokalanowa

2018-09-19 20:21

Agnieszka Bugała
Kaplica w Niepokalanowie

Na nocne czuwania przed Najświętszym sakramentem w Niepokalanowie przed pierwszą sobotą miesiąca przyjeżdżam już od roku. Wcześniej słyszałam często jak o. Mirosław Kopczewski OFMConv zachęcał do takiej formy modlitwy. Myślałam sobie: to nie dla mnie, nie czułam się na siłach. Bałam się, czy starczy mi sił, czy podołam fizycznie tak czuwać w nocy. (Swoją drogą dziwne te lęki, bo przecież na weselu tańczy się całą noc i siły się znajdują).

Przekonały mnie jednak słowa o. Mirosława o tym, że jak ofiarujesz Matce Bożej jajko, Ona w zamian odda ci kurę, a jeśli podarujesz kurę, Ona da tobie wołu, jeśli ofiarujesz wołu Ona odda ci farmę, a jeśli Maryi ofiarujesz farmę…?

Pomyślałam, że sprawdzę na własnej skórze, we własnym życiu, czy to prawda, czy ta zasada działa, czy rzeczywiście Maryja jest tak hojna. I tak to się zaczęło, od sprawdzenia Matki Bożej, a Ona ze swoim Synem, powolutku lecz dostrzegalnie, przemieniała i nadal przemienia moje przekupne serce i życie.

W czasie adoracji Pan Jezus sam wyznacza co będzie tematem spotkania. Ja daję Mu do dyspozycji czas, samą siebie i ..... dzieje się. Bóg hojnie odpowiada na moją dyspozycyjność wg. zasady: DAR za dar.... Często na adoracji dotyka mnie mocno jakiś fragment z Pisma św., czasem jest to jakiś obraz, a czasem jest tylko cisza, tak bardzo kojąca cisza... Na samym początku czuwania były dla mnie jakby jałowe. Piszę „jakby jałowe”, ponieważ nie przynosiły rewolucyjnych zmian w moim życiu, jednak zawsze dawały pokój, ukojenie i nowe siły.

Teraz za każdym spotkaniem już tęsknię. Czasami łapię się na tym, że już po przyjeździe do domu, czy w połowie miesiąca, myślę o kolejnej adoracji, by móc odpocząć przy Jezusie, tak słodko, tak w milczeniu. Coraz mocniej odczuwam w sercu brak tych spotkań i Obecności Jezusa w Najświętszym Sakramencie w tygodniu, gdy daleko jeszcze do wyjazdu. To niesamowite, jak Jezus słucha naszych pragnień i delikatnie na nie odpowiada, zapraszając do spotkania, do głębszej relacji.

Na rozpoczęcie mojego urlopu pewien znajomy życzył mi dużo wakacyjnego wypoczynku na słonecznej plaży. Uśmiechnęłam się i podziękowałam za życzenia. Nie wiem jak to się stało, ale od razu w mojej głowie pojawiła się myśl, złota myśl: przecież to jest super pomysł, że też sama na to nie wpadłam! Mogę przez całe wakacje spotykać się z Jezusem przed Najświętszym Sakramentem. Nigdy dotąd nie spędzałam tak wakacji!

Złotą myśl wprowadziłam w czyn i słów zachwytu mi brakuje, by opisać jak wspaniałomyślnie Jezus odpowiedział na ten dar codziennych adoracji.

Owocem tych adoracji jest m.in coraz to głębsze poznawanie samej siebie, życie w prawdzie o sobie , o swoim życiu, o moim grzechu. To dzięki tym spotkaniom wiem co jeszcze muszę wyznać na spowiedzi, za co jeszcze nie żałowałam, za co nie zadośćuczyniłam ludziom i Bogu. Dzięki tym spotkaniom Jezus pomógł mi rozeznać, po blisko 20. latach modlitw i próśb, jakie jest moje powołanie… Chwała Panu! Jezus pomaga dostrzec ślady Jego obecności w mojej codzienności i całym moim życiu...

Im więcej, częściej i na dłuższy czas spotykam się z Jezusem na adoracji, tym więcej jeszcze pragnę nabierać przy Nim sił - TO DZIAŁA JAK MAGNES, przyciąganie gwarantowane. I widzę jak Jezus pomaga mi w życiu realizować te pragnienia.

Sprawdziła się zasada: Im więcej dasz, tym więcej otrzymasz...

DAR ZA DAR, MIŁOŚĆ ZA MIŁOŚĆ, CIERPIENIE ZA CIERPIENIE....

I im więcej dasz, tym więcej i bardziej pragnąć będziesz – tak to działa.

Czasami jednak „ktoś mi w głowie myśli” inaczej i zaciemnia wszystko... Przychodzą wtedy chwile niechęci, myślenia typu: Może już starczy tych adoracji? Po co ich tyle? To nic nie daje (mimo, iż mam realne, odczuwalne skutki działania tej modlitwy). Kiedy jednak przychodzę na adorację, mimo zwątpienia i czarnych myśli, to Jezus jak zawsze działa z mocą, pokrzepia ducha i ciało. I często sama się dziwię, że będąc bierna, zmęczona, siedzę tylko w ławce, a Jezus leczy i przemienia to, co we mnie mroczne i ciemne. Zawsze wychodzę z adoracji inna niż przyszłam, bardziej radosna, lżejsza jakaś.

Jaka moc, jaka siła ukryta jest w tym małym kawałku Chleba! Wciąż mnie to zadziwia…

Chwała Panu za wszystkie Jego cuda....
Chwała Panu za wszystkie Jego dary...
Chwała Panu, za Jego nieustanną, uzdrawiającą Obecność...
Dobrze, że jesteś Panie. Dobrze, że jesteś...

Świadectwo Marty udostępnione o. Mirosławowi Kopczewskiemu OFMConv

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Z dziejów Kościoła na Łotwie

2018-09-21 13:27

Krzysztof Tomasik / Ryga (KAI)

W poniedziałek 24 września Franciszek w ramach swojej pielgrzymki do krajów bałtyckich i w 25. rocznicę wizyty św. Jana Pawła w tym regionie, odwiedzi Rygę i Agłonę na Łotwie. Z tej okazji przedstawiamy krótki zarys dziejów Kościoła w tym kraju.

GRAZIAKO

Chrześcijańskie oblicze Łotwy

Łotwa składa się z czterech krain historycznych: Liwonii, Łatgalii, Kurlandii i Semigalii, z których każda ma własną bogatą przeszłość. Pierwsi misjonarze chrześcijańscy, pochodzący z Niemiec, przybyli tam dopiero pod koniec XII wieku. Szczególne zasługi dla chrystianizacji mieli biskupi: Albert i św. Meinard (Meinhard; ok.1130-96). Za oficjalną datę rozpoczęcia chrystianizacji tych ziem przyjmuje się rok 1186, gdy Meinard przyjął sakrę biskupią z rąk arcybiskupa Bremy. W 2 lata później Klemens III zatwierdził go na urzędzie biskupa Üxküll, podlegającego metropolicie bremeńskiemu.

W 1193 Celestyn III wezwał do podjęcia krucjaty w Europie Północnej, aby nawracać żyjące tam plemiona pogańskie. W 1202 bp Albert von Buxhövden utworzył w tym celu Zakon Rycerzy Chrystusa, zwanych potocznie kawalerami mieczowymi. Chrystianizacja średniowiecznych ziem łotewskich nie zawsze odbywała się w sposób pokojowy, toteż miejscowi mieszkańcy nieraz uważali chrześcijaństwo za wiarę narzuconą z zewnątrz i w XII w. wspólnie z Estami kilkakrotnie organizowali powstania przeciwko najeźdźcom.

W 1215 Innocenty III nazwał Łotwę „Terra Mariana” czyli „Ziemią Maryi”. W 1237 kawalerowie mieczowi zjednoczyli się z zakonem krzyżackim, rozpoczynając pełne panowanie polityczne nad całym tym obszarem. Po sekularyzacji zakonu w 1561 panowie feudalni, przede wszystkim Niemcy, przyjęli luteranizm, zmuszając też swych poddanych do przejścia na nową wiarę. Natomiast wśród Łotyszy żyjących w dobrach należących do polskich rodów szlacheckich rozwijał się i umacniał katolicyzm. W 1660, na mocy pokoju w Oliwie, Kurlandia i Łatgalia, czyli tzw. Inflanty Królewskie, przypadły Polsce, podczas gdy Semigalia i Liwonia (Liwlandia), zwane Inflantami Szwedzkimi, przyznano Szwecji, skąd po wojnie północnej w 1721 przeszły pod panowanie rosyjskie.

W dziejach łotewskiego katolicyzmu szczególną rolę odegrali duchowni pochodzący z Rzeczpospolitej Polskiej. W pracach jezuickiego kolegium w Rydze brał udział ks. Piotr Skarga. W XVII wieku do Łatgalii przybyli wileńscy dominikanie, którzy wznieśli piękny barokowy klasztor w Agłonie, gdzie niemal od początku znajdował się cudowny obraz Matki Bożej zwanej Przewodniczką z Kwiatem. Miejsce to z czasem stało się narodowym łotewskim sanktuarium maryjnym. W wyniku rozbiorów Polski w drugiej połowie XVIII w. Inflanty Królewskie weszły w skład imperium rosyjskiego.

Po I wojnie światowej Łotwa, wraz z innymi krajami bałtyckimi, ogłosiła niepodległość w roku 1918, ale musiała czekać aż do 1921 na jej oficjalne uznanie. W niepodległym państwie w dwudziestoleciu międzywojennym odrodziła się w 1918 historyczna diecezja ryska, która w 5 lat później stała się archidiecezją, a jej pierwszym rodzimym pasterzem został ks. Antoni Springowicz. W 1920 powstało pierwsze łotewskie seminarium duchowne - w Agłonie, przeniesione potem do Rygi. W 1937 Pius XI utworzył biskupstwo w Lipawie. W chwili wybuchu II wojny światowej istniało na Łotwie w dwóch diecezjach 200 parafii, w których pracowało 206 księży. Było prawie pół miliona katolików, co stanowiło jedną czwartą ogółu mieszkańców kraju. Większość wiernych zamieszkiwała Łatgalię, gdzie znajdowało się też największe skupisko Polaków.

Kościół prześladowany

Ponowne wkroczenie Armii Czerwonej i zajęcie Łotwy przez ZSRR w 1940 rozpoczęły okres prześladowań religijnych w tym kraju. Komuniści skonfiskowali majątki kościelne, zlikwidowali szkolnictwo i prasę katolicką, rozpoczęły aresztowania i wywózki księży. W latach 1944-1958 zostało represjonowanych 63 duchownych, z których co najmniej 7 zostało rozstrzelanych bądź zmarło w łagrach. Wśród ofiar byli też dwaj biskupi, w tym pochodzący z rodziny polskiej Kazimierz Dulbiński. Niszczono majątek Kościoła, paląc m.in. biblioteki kościelne i klasztorne. W latach pięćdziesiątych zmarli kolejno arcybiskup Antoni Springowicz i ostatni czynny biskup na Łotwie Peters Strods. W 1950 zabroniono katechizacji dzieci. Od 1959 księża nie mieli prawa pomagać swoim kolegom w pracy duszpasterskiej bez specjalnego zezwolenia. W 1961 zakazano młodzieży do lat 18 posługiwania przy ołtarzu, śpiewania w chórze udziału w procesjach. Dwa lata później zabroniono też odprawiania nabożeństw w tych parafiach, które nie miały swoich świątyń.

W odróżnieniu od większości innych ówczesnych republik sowieckich na Łotwie plan ateizacji społeczeństwa nie do końca się powiódł, mimo że reżim dokonał dużego spustoszenia wśród dzieci i młodzieży. W takich warunkach utrzymanie wiary było możliwe tylko dzięki rodzinie i parafii. Księża przygotowywali kazania niedzielne pod kątem katechez przygotowujących do przyjęcia sakramentu chrztu, I komunii czy małżeństwa. Żeby zmniejszyć ryzyko represji, nauczano religii w małych grupach lub indywidualnie. Powstawały chóry kościelne i odbywały się procesje wewnątrz świątyń.

W 1962 Jan XXIII mianował administratorem apostolskim obu łotewskich diecezji przebywającego wówczas w Rzymie bp. Juliansa Vaivodsa, który po wojnie za opracowanie katechizmu dla dzieci, spędził dwa lata w łagrze na Syberii, rąbiąc drzewa. Watykan polecił również bp. Vaivodsowi opiekować się katolikami na Białorusi, Ukrainie, Rosji, Kazachstanie i azjatyckich republikach sowieckich. Na konsystorzu 2 lutego 1983 Jan Paweł II włączył go (wraz m.in. z abp. Józefem Glempem) jako pierwszego w dziejach hierarchę łotewskiego (i pierwszego obywatela sowieckiego) w skład Kolegium Kardynalskiego.

Z jego posługą łączy się też niezwykłe zjawisko, jakim było seminarium duchowne w Rydze. Przez cały okres powojenny władze komunistyczne zezwalały na istnienie jedynie dwóch katolickich seminariów duchownych na terenie całego ogromnego państwa. Przy tym o ile seminarium w Kownie mogło kształcić kleryków tylko z terytorium Litwy ( i tej części archidiecezji wileńskiej, która po wojnie znalazła się na obszarze Białorusi), o tyle po 1970 nie dotyczyło to placówki w Rydze. Mogła ona przyjmować kandydatów z różnych części ówczesnego imperium sowieckiego.

Przed rozpoczęciem nauki w seminarium musieli oni odbyć obowiązkową służbę wojskową, zameldować się w Rydze czy w ogóle na Łotwie, podjąć tam pracę, często nisko opłacaną, np. jako palacze w kotłowni, kierowcy itp., następnie zdać zaoczną maturę i czekać na przyjęcie na nieliczne wolne miejsca. Często czas oczekiwania na przyjęcie trwał pięć, a nawet więcej lat. Warunki życiowe w ryskim seminarium były bardzo trudne. Klerykom i wykładowcom władze oddały do dyspozycji tylko 230 m. kw. i na tak małej przestrzeni trzeba było urządzić pomieszczenia mieszkalne, stołówkę, sale wykładowe, miejsce na modlitwę i dni skupienia. Kandydaci na kapłanów byli przez cały czas nauki śledzenie, przeglądano ich korespondencję i ograniczano dostęp do literatury. Święcenia kapłańskie często przyjmowali mężczyźni już po trzydziestce, a czasem znacznie starsi.

Jedną z najwybitniejszych postaci Kościoła łotewskiego tamtych czasów był bp Bolesław Sloskans (po łot.

Boļeslavs Sloskāns). Urodził się 31 sierpnia w 1893 w Stirniene w Łatgalii. Po ukończeniu szkoły w Rydze oraz seminarium duchownego i Katolickiej Akademii Duchownej w Petersburgu przyjął 21 stycznia 1917 święcenia kapłańskie, po czym pracował w kościołach i kaplicach Petersburga, Pietrozawodska, Kronsztadtu, Twierdzy Szliselburskiej, Witebska i Mohylewa. 10 maja 1926 w Moskwie został potajemnie konsekrowany na biskupa.

Ale już w rok później został aresztowany i zesłany do łagrów, gdzie był „nielegalnym" duszpasterzem współwięźniów. W 1933 rząd Łotwy wymienił go na szpiega komunistycznego. Przed zajęciem kraju przez Armię Czerwoną panujący tam Niemcy deportowali go w 1944 do Prus Wschodnich. Aresztowany przez Gestapo i dzięki interwencji biskupów niemieckich zwolniony, został wysłany do Bawarii, skąd w 1946 wyjechał do Belgii i tam zamieszkał w klasztorze benedyktyńskim w Lowanium.

W 1952 Pius XII mianował go wizytatorem apostolskim dla katolików rosyjskich i białoruskich, żyjących na emigracji, a w rok później doszły do tego podobne uprawnienia w stosunku do emigrantów katolickich w Łotwy i Estonii. Uczestniczył we wszystkich 4 sesjach Soboru Watykańskiego II. Zmarł 18 kwietnia 1981 w Lowanium. W 1993 jego doczesne szczątki przewieziono na Łotwę i złożono je w bazylice Wniebowzięcia NMP w Agłonie. W 2000 rozpoczął się jego proces beatyfikacyjny.

Odradzanie się Kościoła

Stopniowo w warunkach postępującej odwilży, rozpoczętej przez szefa sowieckiej partii komunistycznej Michaiła Gorbaczowa, nacisk komunistów na sprawy religijne zaczął słabnąć. W 1986 Łotwa świętowała 800. rocznicę przyjęcia chrześcijaństwa, a główne obchody odbyły się w Rydze, Bazylice św. Piotra w Rzymie i w sanktuarium w Agłonie. W dniach 15-17 sierpnia 1986, w uroczystość Wniebowstąpienia NMP, w agłońskiej bazylice modliło się około 150 tysięcy osób. Jedną z najbardziej podniosłych chwil było odczytanie posłania Jana Pawła II do katolików łotewskich, w którym wzywał ich do zachowania wiary przodków oraz przekazanie jej kolejnym pokoleniom, mimo trudności, z jakimi mogą się spotykać.

Przełomowe w historii państwa łotewskiego okazały się lata 1990-91. Na fali zmian zachodzących w ówczesnym ZSRR stało się możliwe ogłoszenie deklaracji niepodległości. 8 maja 1991, po 32 latach przerwy, papież mógł w warunkach wolności mianować nowego metropolitę ryskiego po śmierci kardynała Vaivodsa (8 V 1990) w osobie ks. Jānisa Pujatsa, dotychczasowego dziekana ryskiego i wykładowcy seminarium, który 21 lutego 2001 został kardynałem.

Wydarzeniem historycznym w dziejach łotewskiego Kościoła była wizyta Jana Pawła II w dniach 8-9 września 1993. Spotkał się on z mieszkańcami tego kraju podczas mszy św. w Rydze i Agłonie; podczas tej drugiej ukoronował znajdujący się tam cudowny obraz Matki Bożej.

Obecnie Kościół katolicki na Łotwie tworzy jedną prowincję - metropolię ryską, w której skład wchodzą archidiecezja ryska oraz diecezje: jełgawska, lipawska i rzeżycko-agłońska.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem