Reklama

Prezydent nie potrzebuje cudów

2016-05-24 21:41

Artur Stelmasiak

Artur Stelmasiak
Prezydent Andrzej Duda niesie konsekrowaną Hostię na ołtarz

Według nauczania Kościoła cuda eucharystyczne są po to, aby umocnić wiarę w sakramentalną obecność Ciała i Krwi podczas Mszy świętej. Są jednak ludzie, którzy nie potrzebują takich cudów

Zbliżamy się do uroczystości Bożego Ciała, a dokładnie Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej. To święto jest bardzo piękne w Polskiej tradycji, bo jest publicznym aktem wiary w Eucharystię. Ofiara Ciała i Krwi dokonująca się podczas każdej Mszy świętej nie jest tylko tradycją, ale czymś bardzo konkretnym. I znam wiele osób, których do tego nie trzeba przekonywać.

W ostatnich latach Pan Bóg dał nam sporo znaków, abyśmy nie mieli wątpliwości w to co dzieje się na ołtarzu podczas Mszy św. Najpierw cała Polska patrzyła na Sokółkę, gdy w 2008 roku doszło do zdarzenia uznawanego przez wiernych za cud eucharystyczny, a niedawno ogłoszono, że w 2013 r. podobne zdarzenie miało miejsce w Legnicy. I choć obydwa domniemane cuda nie są jeszcze potwierdzone oficjalnie przez najważniejsze instytucje Kościoła, to jednak już mają uznane „znamiona cudu”.

W historii Kościoła zostało uznanych prawie 140. cudów eucharystycznych na całym świecie. Nie chcę opisywać wszystkich przypadków, ale zadać pytanie: Po co cuda eucharystyczne w ogóle się zdarzają? Teolodzy twierdzą, że są one potrzebne ludziom, aby pogłębić ich wiarę w Jezusa Eucharystycznego. Nazywają je często lekiem na zwątpienie, bo wydarzają się zazwyczaj wtedy, gdy ludzie wątpią w realną obecność Ciała i Krwi podczas Mszy świętej.

Reklama

I właśnie w tym kontekście chciałbym przypomnieć zdarzenie, które z cudem nie ma nic wspólnego, ale jest wymowne i symboliczne. Choć moim zdaniem nic nadzwyczajnego się nie stało, to jednak wydarzenie podczas Mszy św. w trakcie zeszłorocznych obchodów Święta Dziękczynienia nabrało wielkiego rozgłosu. Byłem naocznym świadkiem, jak świeżo wybrany Prezydent elekt Andrzej Duda zrywa się z kolan i rzuca w pogoń za konsekrowaną Hostią, którą porwał wiatr. Widziałem dramaturgię i powagę tej chwili. Reszta osób była jedynie mocno zdziwiona nietypowym zachowaniem głowy państwa.

Stałem z aparatem pomiędzy kapłanami celebrującymi Eucharystię. Po tym, gdy Prezydentowi udała się ta pierwsza i nagła misja pogoni za Eucharystią, proboszcz jednej z warszawskich parafii spojrzał w moją stronę, uśmiechną się i powiedział: - To było mocne!

Zgadzam się: To było mocne! Cała Polska widziała bowiem, jak Prezydent publicznie złożył akt wiary w Jezusa Eucharystycznego. W gonitwie za Hostią nie dbał o swój wizerunek, protokół dyplomatyczny, konwenanse, czy jakiekolwiek inne okoliczności. To publiczny przykład, kiedy osobista wiara Prezydenta miała pierwszeństwo przed etykietą i protokołem. Po prostu robił wszystko, co możliwe, aby ochronić Pana Jezusa Eucharystycznego. To był zwyczajny odruch, ale zarazem akt wiary w Eucharystię. Dlatego też uważam, że Prezydent nie potrzebuje cudów eucharystycznych.

Ten obrazek przywołuje nie bez przyczyny. Mija równo rok, od kiedy Polacy wybrali Andrzeja Dudę na najważniejszy urząd w Polsce. Ale też pamiętam, jak po wydarzeniu na Święcie Dziękczynienia lewicowo-liberalne media drwiły i szydziły z Prezydenta. Śmiano się, że się modli, że nie przystoi Prezydentowi uganianie się za „opłatkiem”.

Kilka dni później Prezydent pośrednio odniósł się do tych pomówień. Powiedział, że zdaje sobie sprawę z tego, iż bardzo wielu ludzi modliło się za niego podczas kampanii wyborczej i nadal modli się. - Ogromnie za to dziękuje, bo bez tej modlitwy nie byłoby tego zwycięstwa. Udało się, bo kandydat był dobrze omodlony - mówił Andrzej Duda podczas spotkania z polskimi misjonarzami. Powiedział jednak coś jeszcze. - Modliłem się przed kampanią, modliłem się w trakcie kampanii i zamierzam się modlić także, jako prezydent... Ja do modlitwy nikogo nie zmuszam, ale także proszę, aby nikt mi jej nie zabraniał - powiedział wówczas Prezydent elekt.

Przyglądałem się z bliska całej zeszłorocznej kampanii wyborczej oraz śledzę na bieżąco prezydenturę Andrzeja Dudy. Oczywiście można się nie zgadzać z jego decyzjami politycznymi. Ale trzeba przyznać, że pod wieloma względami pozostał tym samym człowiekiem, którym był jako kandydat. Chodzi oczywiście o wymiar religijny tej prezydentury, a precyzyjniej o świadectwo katolika w życiu publicznym. Rozmawiałem z rodzicami Prezydenta, przyjaciółmi i współpracownikami. Trudno oprzeć się wrażeniu, że ten polityk jest po prostu silnie przekonany, iż chrześcijaństwo nie jest tylko sferą prywatną. Jego zdaniem wartości płynące z Ewangelii mają również charakter państwowotwórczy i tożsamościowy, a więc wspieranie ich jest po prostu polską racją stanu.

Patrząc przez te kilkanaście miesięcy na Prezydenta i słuchając jego słów, wielokrotnie znajdowałem potwierdzenie swojej hipotezy. Najbardziej dobitnie zabrzmiało, to w Gnieźnie i w Poznaniu podczas obchodów 1050. rocznicy Chrztu Polski. Prezydent mówił, że historia państwa polskiego i chrześcijaństwa w Polsce po prostu są ze sobą tożsame. Dlatego też jest silnie przekonany, że tych dwóch rzeczywistości nie można sztucznie rozdzielać.

Przypomniałem dwa domniemane cuda eucharystyczne, które w ostatnich latach wydarzyły się w Polsce. Cuda są czymś bardzo rzadkim i dlatego zestawiłem je z zachowaniem Prezydenta. To zachowanie nie było żadnym cudem, ale czymś nadzwyczaj normalnym. Andrzej Duda jest autentyczny i pewnie dlatego Polacy mu coraz bardziej ufają.

Warto się zastanowić nad tym, czym jest Eucharystia dla każdego z nas... Warto uklęknąć, a nie kucać podczas procesji Bożego Ciała, ale warto też uklęknąć np. w pierwszy piątek miesiąca, gdy widzimy na ulicy kapłana, który niesie Pana Jezusa do chorych... Niestety taki widok klęczących ludzi na ulicy w miastach, to dziś już rzadkość.

Tagi:
komentarz

Rok bezobjawowej pracy Trybunału Konstytucyjnego

2018-10-28 17:14

Artur Stelmasiak


trybunal.gov.pl

Pierwsza rocznica skargi ws. aborcji eugenicznej wskazuje, że w Trybunale Konstytucyjnym nie doszło do Dobrej Zmiany. Przez 12 miesięcy nie ma żadnych przejawów pracy sędziów TK, a w tym czasie zabito ok. 1050 niewinnych dzieci.


Dokładnie 27 października mieliśmy bardzo ważną rocznicę, której nie zauważyły media, ani politycy. Rok temu ponad 100 posłów złożyło w Trybunale Konstytucyjnym wniosek o stwierdzenie niekonstytucyjności przesłanki zezwalającej na zabijanie dzieci, u których lekarze stwierdzili prawdopodobieństwo niepełnosprawności lub choroby.

Po roku "pracy" sytuacja nie wygląda dobrze, bo mimo wcześniejszych zapowiedzi prezes Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej, że sprawa życia i śmierci jest dla niej priorytetowa i będzie rozstrzygnięta w ciągu kilku miesięcy, nic dalej się nie wydarzyło. Gdybyśmy zrobili ranking prezesów trybunału TK, to pod tym kątem Przyłębska działa kilkukrotnie wolniej od prof. Andrzeja Zolla, który w 1997 roku wydał przełomowe orzeczenie dla ochrony życia w Polsce. Prezes Andrzej Zoll w o wiele trudniejszej sytuacji kwestię ochrony życia rozwiązał dokładnie w 162 dni, a TK pod wodzą prezes Przyłębskiej nie wykazuje zainteresowania sprawą od 365 dni. Według najnowszych statystyk z Ministerstwa Zdrowia, w tym czasie zabito w polskich szpitalach ok. 1050 niewinnych dzieci.

Przypomnę, że skład orzekający pod przewodnictwem prof. Andrzeja Zolla miał o wiele trudniejsze zadanie. Miał przeciwników życia nienarodzonych w rządzie SLD i w Sejmie. Ówczesny Prokurator Generalny oraz Sejm wysyłał do TK proaborcyjne opinie prawne, ale sędziowie i tak zrobili swoje. Teraz sprawa wydaje się łatwa i oczywista, a na biurku Julii Przyłębskiej leży zbieżna z poselskim wnioskiem opinia Sejmu oraz Prokuratora Generalnego. Wszystkie dokumenty jednoznacznie wskazują, że aborcja eugeniczna jest niekonstytucyjna.

Wyrok z 1997 roku jest przełomowy dla całego późniejszego orzecznictwa. Sędziowie dali wówczas jednoznaczną wskazówkę, że również aborcja eugeniczna jest niekonstytucyjna. To bardzo logiczne. Skoro według konstytucji życie ludzkie jest prawem chronione od poczęcia, to tak jak nie zabijamy dorosłych niepełnosprawnych i chorych, tak samo nie można zabijać ich przed urodzeniem. Nie ma więc wątpliwości, że nienarodzone dzieci ze stygmatem prawdopodobieństwa choroby i niepełnosprawności, zasługują na taką samą ochronę, jak ich rówieśnicy bez tego wyroku.

Sprawa budzi coraz większy niepokój w gronie sędziów TK. Wielu z nich chciałoby rozstrzygnąć raz na zawszę tę sprawę i nie rozumieją dlaczego prezes Przyłębska przez tyle miesięcy nie wyznaczyła terminu rozprawy. Coraz większe rozczarowanie panuje także wśród posłów, którzy przed rokiem złożyli wniosek. Pod koniec lipca poseł Anna Sobecka i Anna Siarkowska wysłały otwarty apel do prezes TK Julii Przyłębskiej w tej sprawie. Po dwóch tygodniach panie dostały odpowiedź, że Przyłębska dokłada "wszelkich starań", by nie było "nieuzasadnionej zwłoki" w tej sprawie. Poseł Sobecka 19 września ponownie wysłała list do TK z pytaniem o termin rozpatrzenia skargi. I choć upłynął już ponad miesiąc, to nadal nie otrzymała odpowiedzi.

O pracę sędziów Trybunału Konstytucyjnego pytają także zwykli obywatele, którzy są coraz bardziej zniecierpliwieni. Jeden z nich na podstawie dostępu do informacji publicznej wysłał 11 października szereg pytań o to, jakie i kiedy wydała prezes TK zarządzenia, o korespondencję z Kancelarii TK, ewentualne ekspertyzy oraz jakiekolwiek czynności ws. skargi dotyczącej aborcji eugenicznej. Jestem bardzo ciekawy tych odpowiedzi, bo wtedy będziemy mogli poznać na czym polega praca Trybunału Konstytucyjnego nad najważniejszym wnioskiem, który obecnie się znajduje na biurku prezes Juli Przyłębskiej. Niestety będziemy musieli jeszcze poczekać, bo po ustawowych dwóch tygodniach przyszła odpowiedź, że ze względu na szeroki zakres pytań oraz "konieczność przygotowania szczegółowych odpowiedzi, prośba zostanie rozpatrzona w terminie do 23 listopada br."

Tempo prac Trybunału Konstytucyjnego nad aborcją eugeniczną jest niezwykle ważne, bo codziennie zabijanych jest troje dzieci w polskich szpitalach. Ale również 12 miesięcy bezobjawowego rozpatrywania poselskiej skargi budzi jeszcze jeden niepokój. Być może TK w ogóle nie zamierza zająć się prawami konstytucyjnymi nienarodzonych dzieci, a skarga sama wygaśnie wraz z końcem kadencji posłów, którzy ją podpisali. Pewne jest jednak, że byłby to największe nadużycie prezesa TK i typowo polityczne działanie w całej historii istnienia Trybunału Konstytucyjnego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek: droga ku doskonałości wymaga otwarcia się na Boga

2018-11-21 10:49

tłum. st (KAI) / Watykan

„Daremne jest myślenie, że potrafimy się poprawić bez daru Ducha Świętego. Daremne jest myślenie o oczyszczeniu naszego serca w tytanicznym wysiłku samej tylko naszej woli. Musimy w prawdzie i w wolności otworzyć się na relację z Bogiem: jedynie w ten sposób nasze wysiłki mogą przynieść owoce” – powiedział Ojciec Święty podczas dzisiejszej audiencji ogólnej. W swojej katechezie papież mówił o ostatnim przykazaniu: „Nie będziesz pożądał żony [...] ani żadnej rzeczy, która należy do bliźniego twego”. Jego słów na placu św. Piotra wysłuchało dzisiaj około 10 tys. wiernych.

Vatican Media

Oto tekst papieskiej katechezy w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Nasze spotkania na temat Dekalogu prowadzą nas dzisiaj do ostatniego przykazania. Wysłuchaliśmy go na początku audiencji. To nie tylko ostatnie słowa tekstu, ale znacznie więcej: stanowią one wypełnienie podróży przez Dekalog, poruszając serce tym wszystkim, co zostało mu przekazane. Istotnie, jeśli przyjrzymy się lepiej, to nie dodają nowej treści. Wskazania „Nie będziesz pożądał żony [...] ani żadnej rzeczy, która należy do bliźniego twego” są co najmniej zawarte domyślnie w przykazaniach na temat cudzołóstwa i kradzieży; jaka jest więc funkcja tych słów? Czy jest to podsumowanie, czy może coś więcej?

Pamiętajmy, że zadaniem wszystkich przykazań jest wskazywanie granicy życia, a jeśli ją człowiek przekroczy, to rujnuje samego siebie i bliźniego swego, niszcząc swą relację z Bogiem. Jeśli pójdziesz dalej, zniszczysz relację z Bogiem, a następnie z innymi, przykazania to sygnalizują. Poprzez to ostatnie słowo podkreślany jest fakt, że wszystkie wykroczenia rodzą ze wspólnej przyczyny wewnętrznej: złych pragnień. Wszystkie grzechy rodzą się ze złego pożądania, zaczyna się od serca i kończymy wykroczeniem, które rani nas samych oraz innych ludzi.

W Ewangelii Pan Jezus mówi wyraźnie: „Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym” (Mk 7,21-23).

Rozumiemy zatem, że cała droga podjęta przez Dekalog nie miałaby sensu, gdyby nie osiągnęła poziomu serca człowieka, od miejsca, w którym rodzą się te wszystkie okropne rzeczy. Dekalog okazuje się klarowny i głęboki w tym aspekcie: punktem docelowym jego podróży jest serce, a jeśli nie zostanie ono wyzwolone, to reszta na niewiele się zda. Można sprowadzić przykazania Boże do pięknej fasady takiego życia, które wciąż pozostaje egzystencją niewolników, a nie synów. Często za faryzejską maską męczącej poprawności kryje się coś brzydkiego i nierozwiązanego.

Musimy natomiast za pomocą tych przykazań dotyczących pożądań pozwolić, by zerwały z nas maskę, żeby ujawniły nam nasze ubóstwo, doprowadziły nas do świętego upokorzenia. Każdy z nas może zadać sobie pytanie, jakie brzydkie pragnienia pojawiają się najczęściej i warto się nad tym zastanowić. Człowiek potrzebuje tego błogosławionego upokorzenia: powodującego odkrycie, że nie może wyzwolić się sam, tego, z powodu którego woła do Boga, by został zbawiony. Św. Paweł wyjaśnia to w sposób niezrównany, odnosząc się właśnie do przykazania, nie pożądaj (por. Rz 7, 7-24).

Daremne jest myślenie, że potrafimy się poprawić bez daru Ducha Świętego. Daremne jest myślenie o oczyszczeniu naszego serca w tytanicznym wysiłku samej tylko naszej woli. To nie jest możliwe. Musimy w prawdzie i w wolności otworzyć się na relację z Bogiem: jedynie w ten sposób nasze wysiłki mogą przynieść owoce. Istnieje bowiem Duch Święty, który prowadzi nas naprzód.

Zadaniem Prawa biblijnego nie jest łudzenie człowieka, jakoby literalne posłuszeństwo mogło doprowadzić go do sztucznego, a ponadto nieosiągalnego zbawienia. Zadaniem Prawa jest doprowadzenie człowieka do jego prawdy, to znaczy do jego ubóstwa, które staje się autentyczną i osobistą otwartością na miłosierdzie Boga, który nas przemienia i odnawia. Tylko Bóg może odnowić nasze serce, pod warunkiem, że otworzymy Jemu serce.

Ostatnie słowa Dekalogu pouczają wszystkich, abyśmy uznali siebie za żebraków; pomagają byśmy stanęli w obliczu nieuporządkowania naszego serca i przestali żyć samolubnie a stawali się ubogimi w duchu, autentycznymi przed obliczem Ojca, dając się odkupić Synowi i pouczyć przez Ducha Świętego.

„Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie” (Mt 5, 3). Tak, błogosławili ci, którzy przestają się łudzić, będąc przekonanymi, jakoby mogli się zbawić ze swojej słabości bez miłosierdzia Boga, które jedynie jest zdolne do uzdrowienia serca. Błogosławieni, którzy rozpoznają swoje złe pragnienia i z sercem pokutującym i pokornym nie stają przed Bogiem i ludźmi jako sprawiedliwi, ale jako grzesznicy. Piękne są słowa wypowiedziane przez Piotra do Pana: „Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny” (Łk 5,8).

To oni potrafią okazać współczucie i miłosierdzie dla innych, ponieważ doświadczają tego na samych sobie. Dziękuję.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Rzym: niebawem papież podda się operacji usunicia zaćmy

2018-11-21 18:52

st (KAI) / Rzym

W Watykanie krążą pogłoski na temat operacji zaćmy, jakiej ma się poddać w najbliższym czasie Papież Franciszek. Portal il sismografo przypomina, że 29 marca, spotykając się z więźniami w zakładzie karnym Regina Coeli na Zatybrzu w Rzymie Ojciec Święty powiedział: „W moim wieku pojawia się zaćma i nie widzi się dobrze rzeczywistości. Z tego powodu w przyszłym roku powinienem poddać się operacji”.

Grzegorz Gałązka

Przewiduje się, że papież będzie musiał dwukrotnie poddać się operacji, ponieważ dotknęła go zaćma dwustronna. Oznacza to, że najpierw lekarze będą musieli usunąć upośledzenie oka bardziej dotkniętego chorobą, a po jakimiś czasie drugiego. W obydwu wypadkach będzie chodziło o wszczepienie nowej (sztucznej) soczewki. Zdaniem portalu il sismografo operacja zostanie przeprowadzona w szpitalu prowadzonym przez Zgromadzenie Sióstr Dominikańskich Najświętszego Różańca w Rzymie, gdzie klinika okulistyczna działa od 1960 roku. Operacja trwa około 20 minut, wykonywana jest w znieczuleniu miejscowym kroplami do oczu i nie wymaga szwów, a pacjent wraca do domu po bardzo krótkim czasie. Zaćma jest chorobą na którą zapada 60 proc. osób powyżej 70 roku życia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem