Reklama

Forum wizja Rozwoju

Lwów: 30 tysięcy wiernych na Drodze Krzyżowej

2016-04-05 20:47

Ks. Grzegorz Draus

Ks. Grzegorz Draus

W niedzielę 3 kwietnia br. ponad trzydzieści tysięcy ludzi przeszło Drogą Krzyżową ulicami Lwowa. Jest to najliczniejsze religijne wydarzenie na Ukrainie.

Nabożeństwo organizowane jest przez diecezję greckokatolicką. Tradycyjnie wzięli w nim udział ksiądz i wierni z rzymskokatolickiej parafii św. Jana Pawła II we Lwowie.

Trasa Drogi Krzyżowej wiedzie przez lwowską Starówkę, poczynając od karmelickiego kościoła pw. św. Michała (obecnie posługują w nim greckokatoliccy studyci), przez Rynek, aż do cerkwi katedralnej pw. św. Jura.

Reklama

Krzyż był niesiony przez uczestników wojny na wschodzie Ukrainy, przez rodziny zabitych żołnierzy i przesiedlonych z terenów walk.

Rozważania przy stacjach były oparte na pismach bł. Wasyla Wieliczkowskiego, wieloletniego więźnia obozów komunistycznych.

Tagi:
Droga Krzyżowa

Siewierska Droga na Golgotę

2018-04-11 14:49

Agnieszka Raczyńska
Edycja sosnowiecka 15/2018, str. VI

Już po raz trzeci w swojej historii parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa w Siewierzu podjęła się wielkiego trudu przedstawienia na żywo treści wydarzeń zamkniętych w 14. stacjach Drogi Krzyżowej Jezusa. Fenomenem misterium jest to, że odtwórcami wszystkich ról są mieszkańcy Siewierza

Emilia Lorek
Spotkanie z niewiastami

To grono 110 osób odtwarzających ewangeliczne sceny. Obok Jezusa i Jego Matki byli oczywiście Maria Magdalena, Józef z Arymatei, Prorok Nikodem, w którego wcielił się emerytowany proboszcz parafii ks. kan. Emil Ilków, uczeń Jan, dwóch łotrów, arcykapłani, faryzeusze, Żydzi, Piłat i jego żona Klaudia, niewiasty jerozolimskie, siepacze, żołnierze, chórzyści, którzy zapewnili tło muzyczne, a także narratorzy. Ten zakrojony na szeroką skalę spektakl odbył się w naturalnej scenerii. Pielgrzymi, idąc za Chrystusem, przebyli drogę od parafialnego kościoła, stanowiącego pretorium Piłata aż na Golgotę, czyli na Górki Rejętowskie. Trasa wynosiła tyle, ile rzeczywista Droga Krzyżowa, tzn. równy 1 km. Blisko 3-godzinne plenerowe Misterium Męki Pańskiej odbyło się w Wielki Piątek o godz. 15.00. Ciężar zorganizowania Drogi Krzyżowej podjęło wielu parafian, którzy całym sercem, oddaniem i poświęceniem zapragnęli ofiarować go wraz z modlitwami. Reżyserem widowiska i autorką scenariusza była p. Irena Świertok-Kmiecikowa.

W niezwykłym czasie z niezwykłym Świętym

Misterium odbyło się w niezwykłym czasie – 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Warto zaznaczyć, że parafianom podczas całego Wielkiego Postu towarzyszył św. o. Pio, którego myśli stały się podstawą ku temu, by wzmocnić wiarę i wrażliwość na Ewangelię. To właśnie tego Świętego z Pietrelciny Chrystus zaprosił słowami: „Weź udział w mojej męce…” A słowa Jezusa przekazane przez o. Pio spowodowały, że mieszkańcy Siewierza i okolic tak licznie wzięli udział w tegorocznym Misterium Męki Chrystusa. Nie ulega wątpliwości, że Wielki Post z Drogą Krzyżową pomógł w wewnętrznym duchowym nawróceniu, duchowym zmartwychwstaniu – podobnie jak 100 lat temu odrodziła się i zmartwychwstała nasza Ojczyzna.

Misterium Męki Pańskiej

Droga na Golgotę przebiegała tak, jak ukazuje ją Ewangelia. Przeżyliśmy wszystkie sceny, wszystkie momenty i spotkania Chrystusa podczas Drogi Krzyżowej, wszystkie upadki, całą Mękę Jezusa krok po kroku aż po ukrzyżowanie, śmierć, złożenie w grobie i zmartwychwstanie. Nie zabrakło zjawiskowych efektów specjalnych, modlitwy, rozważań i śpiewu. Każdej stacji towarzyszyła krótka tzw. stop-klatka, podczas której postaci zatrzymywały się jakby w bezruchu. W tym czasie prowadzone były krótkie rozważania danej stacji połączone z modlitwą. Przedłużeniem Męki Pańskiej była Godzina Święta w parafialnym kościele, która odbyła się w Wielki Piątek a rozważania przy grobie Chrystusa prowadziła parafialna młodzież – uczniowie, studenci i młodzież pracująca. Piękna scena dotycząca Zmartwychwstania została ukazana podczas Rezurekcji. Po Mszy św. do wyciemnionego kościoła weszły trzy Marie z lampkami oliwnymi, podeszły do pustego grobu i dowiedziały się od anioła, że Jezusa już tutaj nie ma. Poinformował je, by podążyły do Galilei. Następnie do kościoła ze sztandarem wszedł Chrystus – zwycięzca śmierci, piekła i szatana i po słowach: „Pokój wam!” przybliżył obecnym swoje zwycięstwo nad śmiercią, zapraszając wiernych do procesji rezurekcyjnej.

Na pierwszym i drugim planie

Wszyscy występujący bardzo przeżyli swoje role. Prawie cały zespół z ubiegłych lat wziął udział w tegorocznej Drodze Krzyżowej. Pojawili się także nowi aktorzy. Obok aktorów był także tzw. „drugi plan”. To ponad 40 osób, które wspierały całe trudne logistycznie przedsięwzięcie (nagłośnienie, obsługa prądu, platformy). Nastroje i motywacje w zespole aktorów były ogromne, bo przecież każdy z nas, idąc na Drogę Krzyżową, przychodzi jako pielgrzym, z osobistymi prośbami, podziękowaniami, z modlitwą. – Jestem wzruszona postawą wszystkich artystów – amatorów, a szczególnie tych, którzy podjęli się najtrudniejszych ról. Są to ukrzyżowani Jezus i łotrzy. Gratuluję zaangażowania i wyrażenia osobistych emocji (mimo wewnętrznych oporów) brutalnym żołnierzom i ich dowódcy, bezlitosnym siepaczom, zaciekłym kapłanom i faryzeuszom oraz rozwścieczonemu tłumowi Żydów. Wzruszyły role przyjaciół Jezusa z Maryją na czele, z Szymonem z Cyreny, Weroniką i płaczącymi niewiastami. Zapamiętamy także wrażliwą Klaudię – żonę Piłata, która szczerze wstawiła się za Jezusem – zaznacza p. Irena Świertok-Kmiecikowa.

Wielkopiątkowe rekolekcje

Były to osobiste rekolekcje. Dziś szukamy Boga na skróty, a przynajmniej raz na jakiś czas powinniśmy się zatrzymać. Okazją jest właśnie Droga Krzyżowa, która jest uniwersalna, dla wszystkich – wierzących, wątpiących i niewierzących, bo tam na Drodze Krzyżowej każdy może odnaleźć siebie. Każdy ma coś z tych postaci – i z Matki Bożej, i z łotrów, i z Piłata, i ze św. Weroniki… To był tylko 1 km, symbol wszystkich dróg życia, a właściwie naszej życiowej drogi. Wszystkim uczestnikom Misterium cały zespół aktorów na czele z panią reżyser Ireną Świertok-Kmiecikową oraz proboszczem parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Siewierzu ks. Markiem Cudą życzą, by przeżycia, które wypłynęły z obecności na tegorocznej Drodze Krzyżowej pomogły w odnalezieniu siebie na ścieżce własnego życia i w zrozumieniu cierpienia i siły krzyża – tego na ramionach Jezusa i tego krzyża na naszych ramionach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Zła się nie ulękli. Ratowali

2018-04-11 14:49

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 15/2018, str. I

Tragiczne losy rodziny Lechów mieszkających w Wólce, wsi położonej między Włoszczowicami, a Gołuchowem, splotły się z faktem ratowania przez nich gromady Żydów w czasie II wojny światowej. Zbrodnia dokonana w odwet przez Niemców wydarzyła się w lipcu 1943 r. Lechowie nigdy nie otrzymali tytułu Sprawiedliwi wśród Narodów Świata. Ilu takich Lechów było – jest, na Kielecczyźnie, w Polsce?

TD
W gospodarstwie Lechów przechowywano Żydów, uciekinierów z getta. Nieraz nawet do 30 osób

Uczestnikiem wydarzeń był 14-letni wówczas Jan Lech, dzisiaj liczący 89 lat. Nadal mieszka we wsi, w pewnym oddaleniu od miejsca tragicznych wydarzeń. Ma kilkaset zł renty i słuch uszkodzony trwale w czasie obławy.

Lechowie

Trudno się dziwić, że okolice Gołuchowa i Wólki wybierali Żydzi rozpaczliwie szukający ratunku przed deportacją. Tereny do dzisiaj są dość odległe, choć nie odludne, osiedlają się nowi, bywają letnicy.

Rodzina Lechów od dawna osiadła w okolicy. Franciszek Lech – ojciec Jana urodził się w 1890 r. Brał udział w I wojnie światowej, był w niewoli niemieckiej. Po powrocie w 1918 r. został ponownie powołany do wojska do Kielc, a po zakończeniu I wojny światowej powrócił do domu. Stryj Wacław zginął na froncie w czasie I wojny, a stryj Stanisław mieszkający k. Radomia w Helenowie brał udział w kampanii wrześniowej 1939 r.

TD
Jan Lech, bezpośredni uczestnik wydarzeń 1943 r.

Po kapitulacji twierdzy Modlin szczęśliwie powrócił w rodzinne strony. Rodzinie nieobce były więc czyny wojenne i obowiązek patriotyczny. – Ojce wiedzieli, że pomóc trzeba było – opowiada dzisiaj Jan Lech.

– Na skraju lasu w Wólce, w odległości 100 metrów od wsi stoją obecnie inne zabudowania, ale to właśnie dawna ojcowizna Lechów, miejsce zbrodni hitlerowskiej. Tu w bestialski sposób zostali zabici Żydzi, część żywcem spłonęła w podpalonych przez Niemców zabudowaniach, umierając w męczarniach. Nie byli stąd, to Żydzi uciekinierzy, wysiedleńcy. Spokojne miejsce z daleka od głównych dróg, wsi, wydawało się idealne – opowiada Bogdan Skrobisz, nauczyciel z Kij, który od kilku lat zajmuje się tą sprawą. Ci Żydzi, polscy obywatele mieli twarze, imiona, życiorysy. Nie byli anonimową masą. Pewnie ich nazwisk nie poznamy już nigdy.

Co jest za płotem

Z opowiadań starszych mieszkańców Włoszczowic, którzy przechodzili w pobliżu do swoich pól na tzw. gołuchowskim wynika, że miejsce miało być ogrodzone gęstym wysokim płotem tzw. plecionką z wikliny, leszczyny. Dzieci, pędzące krowy i gęsi na łąki były ciekawe, jak wygląda podwórko, a właściwie, co tam jest za tym wysokim ogrodzeniem…? Skradały się i poprzez szpary dostrzegały kobiety, mężczyzn i dzieci żydowskie, których według nich było bardzo dużo. Strach był jednak silniejszy niż ciekawość, szybko wracały więc do swoich stadek gęsi.

Zabudowania stanowiły jeden ciąg: dwa drewniane domy, obora i stodoła pod jednym dachem krytym strzechą. W ogrodzie stało kilkanaście pszczelich uli. To tu w 1929 r. urodził się Jan Lech.

Lata 1942/43 dla Żydów były szczególnie ciężkie. Ruszyła masowa eksterminacja. Z pobliskiego Chmielnika z getta wysiedlono ponad 10-12 tysięcy Żydów, kierując ich do obozów śmierci. 6 października 1942 r. gestapowcy zabili 200 osób, a ponad 9 tys. wysiedlono z getta w kierunku Chęcin. Drugi etap wysiedlania, czy raczej Zagłady, miał miejsce 16 listopada, wówczas złapano 700 osób i transportowano w kierunku Stopnicy. 10 grudnia 1942 r. 200 osób skierowano na Staszów. Do akcji likwidacyjnych Niemcy używali specjalnych oddziałów litewskich i ukraińskich zwanych „Schraff Commando”. Ogromna część – niemal wszyscy – chmielniccy Żydzi zginęli w Treblince.

Żydzi, którzy zdołali umknąć rozpaczliwie szukali schronienia, Wólka wydawała się idealna. Ojciec Jana, Franciszek z pełną świadomością, co grozi za ukrywanie Żydów, zgodził się udzielić pomocy. Do Wólki zaczęli przybywać Żydzi z Chmielnika, Piotrkowic, Kij i innych miejscowości. – Liczba ich była ruchoma, od kilku do nawet 24. Przez te kilka miesięcy przewinęło się ich dosyć sporo – jedni przychodzili, inni odchodzili – mówi Bogdan Skrobisz. Zdaniem Jana Lecha – bywało ich nawet i 30.

– O tym, że w Wólce ukrywają się Żydzi, wiedzieli mieszkańcy sąsiednich wiosek: Włoszczowic, Gołuchowa, gdyż u okolicznych gospodarzy odbywało się zaopatrywanie w żywność. Dziewczęta i chłopcy, którzy chodzili na jagody, widzieli wyglądające dzieci żydowskie ze szczytu zabudowań, które chowały się natychmiast, gdy spostrzegły, że są obserwowane – opowiada Bogdan Skrobisz.

Rozpętało się piekło

Czy ktoś wydał Żydów i rodzinę Lechów? Odpowiedź na to pytanie wymaga szczegółowej kwerendy, m.in. w IPN (która trwa i o wynikach której poinformujemy Czytelników). Ale może tej prawdy nie poznamy nigdy? Bezspornym faktem pozostaje pomoc Lechów, niewiadoma liczba uratowanych Żydów, niemiecki mord na dziewięciu Polakach wyznania mojżeszowego i Wojciechu Lechu. W mordzie brał udział specjalny oddział żandarmerii z Jędrzejowa w sile drużyny.

Może coś powiedział ten Żydek, co zwykle starał się o chleb, może on wydał na mękach rodzinę Lechów? Siulim („Siulimek” mówi Jan Lech) dostał się w ręce niemieckiego oddziału z Jędrzejowa. Przybył do Kij po pożywienie. Bogdan Skrobisz uważa, że nie zdradził miejsca ukrywających się współbraci, podobnie jak mieszkańcy wsi.

Być może miejsce wydał przebywający wówczas w Kijach Stanisław U., skazany w 1948 r. wyrokiem „Sierpniówek” na 5 lat pozbawienia wolności. („Sierpniówki” to procesy wytaczane po wojnie na mocy dekretu „O wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy” uchwalonego w sierpniu 1944 r. Na tej podstawie zapadło w polskich sądach około 20 000 wyroków, często pospiesznych, wpisujących się w „dialog” między rządem a narodem. Manipulacje „Sierpniówkami” odbywały się dla uzyskania politycznych celów – przyp. red.) Z kolei podejrzewany o donos komendant policji w Kijach został uniewinniony.

W tym dniu, „dniu piekła”, jak wspominali mieszkańcy, żandarmi mieli powiedzieć do Katarzyny Lech, jej sąsiadki i Jana stojących nieopodal domu: „Uciekajcie stąd szybko, bo za chwilę będzie tu piekło”. Kobiety umknęły do lasu, a Jan w kierunku domu, pod obstrzałem z broni maszynowej („nie wiem, co ja wtedy miałem w głowie”, powie dzisiaj). Pamięta żółty kolor kwiatów, w których na chwilę się schował, pamięta ryk palonych żywcem cielątek. Wólka została otoczona szczelnie od strony lasu i Gołuchowa.

Chłopak przedostał się do stodoły, gdzie schowani byli Żydzi. Niemieckie kule przeszywały słomiane poszycie, łaty, krokwie. Spadające odłamki parzyły ręce zakrywające głowy. Janowi w przerażeniu i panice udało się wydostać na drogę, gdzie przez łąki uciekał w stronę Włoszczowic, pod silnym obstrzałem, w „deszczu pocisków”. Skutki tego odczuwa do dziś, ma ciągły szum w uszach, niedosłyszy, używa aparatu słuchowego.

Żydów w zabudowaniach w tym dniu schroniło się dziewięcioro. Umierali w męczarniach w płonących zabudowaniach, głównie w stodole. Inni próbowali uciekać, ale ginęli od strzałów i pocisków. Gdy jeden z rannych Żydów uciekał w stronę Gołuchowa, zastrzelił go patrol żandarmów z Chmielnika. Ciała pomordowanych grzebali zmuszeni przez Niemców mieszkańcy Włoszczowic. Zakopywano w tych miejscach, gdzie zostali zastrzeleni.

Śmiertelne pogorzelisko

Ojciec Jana – Franciszek, który szczęśliwie uszedł z życiem, pracował w tym dniu w polu przy ziemniakach, obok Zygmunt Kulik z Włoszczowic pasł krowy. Franciszek z przerażeniem i bólem patrzył, jak w płomieniach giną ludzie, jak płonie dorobek całego jego życia. Ukrytych w życie mężczyzn wytropili żandarmi; uratowała ich znajomość języka niemieckiego, którą Franciszek wyniósł z niewoli.

Nad gospodarstwem Lechów przez całe dnie unosił się swąd i dym.

Nikt nie pojawiał się w pobliżu pogorzeliska, by nie wpaść w ręce żandarmów, którzy systematycznie kontrolowali, czy nie wracają gospodarze, Żydzi? Ale Wojciech Lech, brat Franciszka zmęczony tułaczką po lesie przywlekł się do domu i, zmordowany, zasnął na kopcu z ziemniakami. Natychmiast zastrzelili go żandarmi z patrolu rowerowego. Wojciecha pochowano z rozkazu Niemców blisko miejsca, gdzie został zamordowany, tuż obok kopca. Brat Wojciecha Franciszek po miesiącu czasu zakupił trumnę, odkopał zwłoki brata i pochował go na własnej łące w pobliżu lasu. Tam, gdzie stoi teraz na łące drewniany krzyż.

Rodzina Lechów do nadejścia zimy ukrywała się we włoszczowickim lesie, gdzie cały czas towarzyszył im strach, głód oraz roje komarów. Później schronienia udzielił im Bolesław Lasak z Gołuchowa. Mieszkali u niego przez trzy miesiące. Sołtys Gołuchowa Władysław Kasza zorganizował dokumenty (Kenkarty) od żandarmów. Wreszcie w domu Pawłowskich doczekali końca wojny. Lechowie powrócili na spaloną Wólkę i z wielkim trudem odbudowali gospodarstwo od podstaw.

– Ta lekcja historii jest dowodem, że w gminie Kije udzielano pomocy bezbronnym Żydom. Rodzina Lechów tak w pierwszej, jak i w II wojnie światowej czynnie uczestniczyła w walce oddając życie i dobytek. Chciałbym, by młode pokolenie naszej gminy poznawało cichych bohaterów czasu II wojny światowej – mówi Bogdan Skrobisz. – Takie postawy indywidulanych ludzi i całych rodzin wciąż odkrywamy w woj. świętokrzyskim i w całej Polsce – podkreśla dr Tomasz Domański z kieleckiej delegatury IPN.

Panu Bogdanowi Skrobiszowi dziękuję za pomoc i współpracę.

***


Czy wiesz, że…
Medal „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata” z gminy Kije otrzymały cztery rodziny: rodzina Kowalskich z Czechowa (1992); rodzina Kaszubów z Żydówka (1993); rodzina Boberków z Żydówka (1993), rodzina Wróblów z Czechowa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Korea Płd.: modlitewna nowenna o pokój i pojednanie

2018-06-18 20:36

vaticannews.va / Seul (KAI)

W Korei Południowej trwa specjalna nowenna modlitewna o pokój i pojednanie na Półwyspie Koreańskim. Zorganizował ją tamtejszy episkopat podkreślając, że trwający dialog polityczny potrzebuje modlitewnego wsparcia.

East News/AP Photo/Ahn Young-joon

Zachodzące zmiany Koreańczycy wciąż przyjmują z pewną nieśmiałością, jakby nie dowierzając, że pojednanie między obu Koreami może stać się faktem. „Ziarno porozumienia i pokoju zostało zasiane, pierwsze mury obalono trzeba mieć nadzieję na wspólną pokojową przyszłość” – podkreśla bp Lazzaro You Heung-sik.

Ordynariusz Daejeon zauważa, że pierwszą oznaką nowej wiosny w relacjach między Północą a Południem był start sportowców zwaśnionych krajów na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich, a następnie szczyt w Singapurze i spotkanie prezydenta USA Donalda Trumpa z przywódcą Korei Północnej Kim Dzong-unem.

- 25 czerwca 1950 r. w Korei wybuchła wojna. Do ubiegłego roku Półwysep Koreański był najbardziej niebezpiecznym miejscem na świecie. Ostatnie inicjatywy były sianiem ziaren pokoju na tej ziemi i dały początek nowej erze – mówi Radiu Watykańskiemu bp You Heung-sik. – Ufam, że Korea Północna nie wycofa się z dialogu, byłoby to jak zbudowanie mostu, który następnie się rozpadł. Trzeba kontynuować dialog! Przez ponad 65 lat obie Korea żyły w klimacie nienawiści, podziałów, zazdrości. Teraz trzeba naprawdę otworzyć serca, umysły i nasze dusze na przebaczenie i pojednanie. Trzeba wspólnie zatroszczyć się o wzajemne braterstwo, szczerze i pełni ufności iść dalej tą drogą.

21 czerwca w Daegu odbędzie się konferencja poświęcona przyszłości Półwyspu Koreańskiego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem