Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.
Zamknij

Reklama

W Polsce, czyli nigdzie. Po obejrzeniu „Niewinnych”

2016-03-14 21:40

S. Małgorzata Krupecka

Rzecz się dzieje „dans un couvent hors du temps”, jak napisał recenzent François Forestier dla francuskiego magazynu „L’Obs”. Istotnie, nie tylko poza czasem, ale i poza miejscem. Może wszędzie, ale na pewno nie w polskim klasztorze. Dlatego o pochlebną opinię na temat filmu nie warto pytać polskich zakonnic. Także, a może zwłaszcza takich, które badają historię. Mogą tylko z żalem stwierdzić, że szansa na dobre potraktowanie niesłychanie interesującego i ważnego tematu została zmarnowana. Od razu zaznaczam: widziałam film, nie można mi więc zarzucić, że nie wiem, o czym piszę.

Polub nas na Facebooku!

„To historia oparta na faktach”

- taki jest pierwszy napis, który się pojawia na ekranie. Autorce ewidentnie zależy na tym, żeby widz uwierzył, że film niesie prawdę historyczną. Obrońcy filmu nie mogą się więc obrażać i zasłaniać argumentem o autonomii utworu fabularnego, gdy „prawdę ekranu” - by posłużyć się tym świetnym bareizmem - próbuje się skonfrontować z „prawdą czasu” i gdy ta konfrontacja przynosi wyniki przemawiające na niekorzyść dzieła.

Filmowa lekarka Mathilde Beaulieu, komunistka i córka zadeklarowanych komunistów, pracuje w misji francuskiego Czerwonego Krzyża, zbierając na terenie Polski rannych Francuzów w celu przetransportowania ich do ojczyzny.

Reklama

W rzeczywistości francuska misja miała na celu nie tylko opiekę medyczną nad swoimi rodakami, ale też duchową, dlatego w ekipie byli również księża. Z opisu tej wyprawy humanitarnej - dostępnego w internecie w języku francuskim pt. „Le rapatriement a l’Est et l’aventure de la mission de Varsovie” - sporządzonego przez trzech kolegów prawdziwej Madeleine Pauliac, wynika, że 1 maja 1945 roku wśród 9 oficerów francuskiej misji repatriacyjnej w Warszawie było 2 lekarzy i 2 kapelanów. Madeleine podczas jednej z wypraw, prawdopodobnie w Gdańsku, spotkała niemieckie zakonnice, które wielokrotnie - niektóre po pięćdziesiąt razy - były gwałcone: 15 zamordowano, 10 przeżyło, spośród nich połowa była w ciąży.

„Największym dramatem sióstr była decyzja: oddać dziecko czy odejść z klasztoru?” - w którymś z wywiadów mówi siostrzeniec Madeleine. I jest to rzeczywiście temat, z którego mógł się zrodzić znakomity film o ogromnej dawce tragizmu. Historia ta została jednak strywializowana. W narracji filmowej pierwszoplanową postacią staje się autorytarna przełożona klasztoru (nawet na plakacie filmowym zajmuje połowę miejsca), a jej główną troską jest utrzymanie wszystkiego w tajemnicy - za wszelką cenę, choć nie wiadomo dlaczego.

Motywacja religijna jest zbyt łzawa?

Rezultat, jaki dała przeróbka epizodu opisanego przez prawdziwą Madeleine Pauliac, zaskoczył chyba nawet jej siostrzeńca Philippa Mayala, który wydobył zapiski cioci na światło dzienne, a który w rozmowie z Arthurem Herlin na francuskim portalu „Aleteia” mówi: „Dyskutowałem z realizatorką Anne Fontaine, która nie chciała w żadnym razie, żeby tych dwoje protagonistów, tzn. Matylda i drugi lekarz, pomagało konsekrowanym kobietom kierując się swoimi przekonaniami religijnymi. Zwłaszcza postępowanie filmowej Matyldy nie powinno być motywowane porywem miłosierdzia, litości, współczucia czy religii, żeby uniknąć ryzyka nadania filmowi łzawego klimatu. Jej decyzja ma być motywowana tylko poczuciem obowiązku”.

Jeśli spieszenie ludziom z pomocą z przyczyn religijnych miałoby być zbytnim sentymentalizmem, to czy warto się prześcigać - wbrew intencjom autorów - w określaniu filmu mianem dzieła religijnego? Chyba że chodzi o jakąś religię bez Boga.

Ostatecznie siostrzeniec historycznej Madeleine i autor prawzoru scenariusza, choć przyznaje się do momentów irytacji, skapitulował: „Sprzedałem prawa do tej historii, mają więc wolność wprowadzać takie modyfikacje, jakie uznają za słuszne”.

Potwierdza jednak, że w rzeczywistości w wyprawach sanitarnych po Polsce towarzyszył Madeleine, oprócz pielęgniarek, także zakonnik, ojciec Belliard, były więzień, który pozostał, żeby pomóc w ewakuacji chorych Francuzów z Pomorza. Odprawiał ekipie mszę świętą, niósł pociechę rannym, pomagał w ich wyszukiwaniu. A potem powiedział wzruszającą homilię podczas pogrzebu Madeleine, która zginęła w wypadku drogowym w 1946 roku w okolicach Sochaczewa.

Ktoś z dyskutantów na francuskim forum postawił pytanie, które i mnie się nasunęło: „Po co zastępować księdza żydowskim lekarzem?”. Ktoś inny zauważył: „Szczerze mówiąc, za bardziej pociągającą uważam tę prawdziwą Madeleine, a nie postać wymyśloną-zdeformowaną na użytek filmu”.

Działy: Kultura

Tagi: film

Tagi
Nasze serwisy
Polecamy
Zaprzyjaźnione strony
Najpopularniejsze
24h7 dni

Reklama

Lidia Dudkiewicz, Red. Naczelna

Oscar dla „Człowieka Boga” EDYTORIAL

Adwentowe czuwanie ma zmierzać ku temu, aby Chrystus zadomowił się pełniej w naszym życiu osobistym, rodzinnym, parafialnym, narodowym. Podjęcie czuwania winno także wzbudzić w nas... »
Bp Ignacy Dec

Reklama


Adresy kontaktowe


www.facebook.com/tkniedziela
Tel.: +48 (34) 365 19 17, fax: +48 (34) 366 48 93
Adres redakcji: ul. 3 Maja 12, 42-200 Częstochowa


Wydawca: Kuria Metropolitalna w Częstochowie
Redaktor Naczelny: Lidia Dudkiewicz
Honorowy Red. Nacz.: ks. inf. Ireneusz Skubiś
Zastępca Red. Nacz.: ks. Jerzy Bielecki
Sekretarz redakcji: ks. Marek Łuczak
Zastępca Sekretarza redakcji: Margita Kotas