Reklama

Sąd nad apostazją

2016-02-12 12:17

Artur Stelmasiak

Paweł Bugira

Wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego ws. apostazji jest klęską organizacji skrajnie lewicowych, które same chciałby decydować, kto jest członkiem Kościoła, a kto jest ze wspólnoty wyłączony.

Naczelny Sąd Administracyjny oddalił sześć skarg kasacyjnych Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych przeciwko proboszczom w sprawie odmowy apostazji. To bardzo ważny wyrok, który ukróci dalsze spekulacje nt. ingerencji państwowych instytucji w wewnętrzne procedury Kościoła katolickiego.

Przypomnę, że w roku 2014 GIODO pięciu proboszczom nakazał naniesienie w księdze chrztów adnotacji o treści zgodnej z żądaniami osób skarżących się. Proboszcz miałby procedować w tej sprawie nie według przepisów kościelnych, ale według woli osoby dokonującej aktu wystąpienia z Kościoła. Inspektor chciał wymusić na proboszczach apostazję na życzenie, a przecież prawo kanoniczne obliguje kapłanów do zachowywania kościelnych procedur.

Reklama

W każdym z tych przypadków proboszczowie wskazywali, jakie wymogi należy spełnić w przypadku wystąpienia z Kościoła katolickiego. W pierwszej kolejności należy uzyskać metrykę chrztu, potem udać się do proboszcza parafii miejsca zamieszkania, aby porozmawiać na temat wystąpienia. Następnie wobec proboszcza i dwóch świadków złożyć oświadczenie woli wraz z podpisem. Na tej podstawie miał być sporządzony dokument, który trafi do kurii i dopiero urzędnicy biskupa mogą wydać zalecenie dotyczące wpisu w księdze chrztów. Skutkiem tego może być wydanie świadectwa chrztu z adnotacją o apostazji.

Wojewódzki Sąd Administracyjny przyznał rację proboszczom. Państwo w żaden sposób nie może ingerować w sferę przynależności do Kościoła lub związku wyznaniowego, bowiem naruszałoby nie tylko chronioną konstytucyjnie autonomię Kościoła katolickiego, ale wkraczałoby w sferę wolności religii i wyznania. Nie sposób zaakceptować sytuacji, w której o przynależności do Kościoła, lub jej braku, rozstrzygałby organ państwowy, jakim jest GIODO, na podstawie przepisów powszechnie obowiązujących.

Okazuje się, że dotychczasowe postępowanie inspektora było kuriozalne. Rościł on sobie prawo do rozstrzygania kwestii przynależności do Kościoła katolickiego w drodze samodzielnych ustaleń, a nie na podstawie opinii przedstawicieli Kościoła.

Jest to przegrana prezesa GIODO oraz różnych środowisk lewicowych i ateistycznych, które od wielu lat poszukują narzędzi medialnych, prawnych i instytucjonalnych, aby ingerować w wewnętrzne procedury Kościoła. To oni sześć lat temu na jednym z ateistycznych portali publicznie rzucili rękawicę „państwu konfesyjnemu”, w którym wszystko trzeba „uzgodnić” i „wyjaśnić” z biskupami za plecami sądów.

Cała sprawa pokazuje, że Kościół bardzo poważnie traktuje akt apostazji i nie wystarczy jednorazowe antyklerykalne uniesienie, aby się własnoręcznie wyłączyć ze wspólnoty Kościoła. Dla ludzi wierzący jest to przecież sprawa życia i śmierci.

Tagi:
komentarz

Spór o gdański model równości

2018-06-14 14:18

Antoni Szymański Senator RP

torbakhopper/ Foter CC-BY ND

Mimo coraz silniej wyrażanego sprzeciwu prorodzinnych środowisk obywatelskich, część gdańskich urzędników forsuje uchwalenie dokumentu „Model na rzecz Równego Traktowania”. Dokument w obecnym kształcie zawiera kontrowersyjne zapisy godzące w prawa rodziców.

Deklarowanym celem dokumentu „Model na rzecz Równego Traktowania” jest wyznaczanie kierunków dla wieloletniej polityki społecznej władz Gdańska w aspekcie równościowym. Obejmuje on zagadnienia takie jak równe traktowanie obywateli pod względem płci, wieku, pochodzenia etnicznego, wyznawanej religii i światopoglądu, niepełnosprawności oraz tzw. orientacji seksualnej.

Jak łatwo się domyślić najwięcej kontrowersji wzbudza ostatni z wymienionych obszarów. Dokument zawiera diagnozę aktualnej sytuacji, opartą na dość wąskiej bazie badawczej. Większość tez wyprowadzona jest z domniemań, szacunków (min. zawyżona liczba obywateli homoseksualnych), pojedynczych relacji oraz presupozycji ideologicznych. Z ustaleń wynika, że miasto Gdańsk nie zapewnia poczucia bezpieczeństwa i równego traktowania osobom z grupy tzw. LGBT (lesbijkom, gejom, osobom biseksualnym i transpłciowym). W związku z tym rekomenduje się podjęcie wzmożonych działań edukacyjnych, mających zmienić zaistniałą sytuację.

Autorzy dokumentu rekomendują: opracowanie i wdrożenie w szkołach zajęć dostarczających rzetelną wiedzę o osobach LGBT+ oraz podnoszących kompetencje rodziców, nauczycieli/ek, uczniów i uczennic m.in. w zakresie przeciwdziałania przemocy i reagowania na przemoc, które to zajęcia będą uwzględniały wiedzę o przemocy motywowanej uprzedzeniami, w szczególności ze względu na płeć, orientację seksualną oraz tożsamość płciową (rekomendacja 38). W innym miejscu dokument postuluje przygotowanie personelu szkolnego w zakresie praw i wsparcia transpłciowych dzieci i młodzieży oraz dzieci LGB (np. poprzez warsztaty i szkolenia w zakresie wsparcia dzieci i młodzieży LGBT+) (rekomendacja 39).

Tego typu postulaty niepokoją coraz liczniejszych grupę rodziców, środowisk obywatelskich i religijnych. Jak twierdzi jeden z liderów protestów Krzysztof Kęsicki mała grupka osób z UM Gdańska wraz z mniejszościami seksualnymi chce przeprowadzić w naszym mieście tęczową rewolucję spod znaku LGBT. Jacek Barzowski członek Rady ds. Rodziny przy Marszałku Województwa Pomorskiego potwierdza: Jako Ojciec i mąż z niepokojem obserwuję jak pod hasłami „równościowymi” planuje się dewastację rodzin, wprowadza się cenzurę wypowiedzi i zakazy manifestowania oraz planuje się wprowadzenie modeli edukacji „równościowej”, które w znaczny sposób mają ograniczyć władze rodzicielską, a dodatkowo zaburzają prawidłowy rozwój dzieci i młodzieży.

Środowiska skupiające się wokół hasła „Odpowiedzialny Gdańsk” organizują pikiety, protesty, wydają oświadczenia (por. www.odpowiedzialnygdansk.pl) . Najnowszą aktywnością był udział w gorącej dyskusji, która odbyła się 12 czerwca 2018 r. podczas obrad Komisji Spraw Społecznych i Ochrony Zdrowia Rady Miasta Gdańska. Mieszkańcy zadawali radnym trudne pytania i starali się wyrazić swój niepokój. Chodzi głównie o obawę przed podważeniem praw rodzicielskich, które wszak zagwarantowane są przez liczne ustalenia międzynarodowe (min. Deklaracja Praw Człowieka z 1948r. Art. 26 ust.3, Protokół nr 1 do Konwencji o Ochronie Praw człowieka i podstawowych wolności z 1952r.; Deklaracja Praw Dziecka z 1959; Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych z 1966r. Art. 18 ust. 4; Pakt Praw Gospodarczych, Społecznych i Kulturalnych z 1966r. Art. 13 ust. 3; Karta Fundamentalnych Praw Unii Europejskiej z 2000r. Art. 14 ust. 3 i inne). Rodzice nie chcieliby, aby w szkole do której uczęszcza ich dziecko promowana była ideologia godząca w rodzinę, relatywizująca wartości i rozmywająca tożsamość instytucji małżeństwa.

Trudno powiedzieć jakie będą losy dokumentu. Zapewne jego autorzy będą dążyć, by został on uchwalony przez Radę Miasta w obecnym kształcie jeszcze w bieżącej kadencji. Czy działania środowisk upominających się o prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami odniosą skutek? Jakkolwiek się sprawy potoczą, należy z satysfakcją odnotować, że zainteresowanie tematem a także liczba środowisk włączonych w czynną troskę o gdańskie rodziny rośnie. I co ciekawe podejmowane wysiłki mają charakter ponadwyznaniowy, co podkreślam gdyż wszelkie porozumienia ponad podziałami uważam za szczególnie cenne. Zakończę słowami listu otwartego, wystosowanego do prezydenta miasta Pawła Adamowicza przez gdańskich pastorów:

Wyrażając sprzeciw wobec działań promujących rozwiązłość i stawiających znak równości pomiędzy nią, a przymierzem małżeńskim pragniemy jednocześnie wyrazić przekonanie, że prywatne sprawy powinny pozostać w prywatnych miejscach. (…) Upodobania i zachowania seksualne są w każdym przypadku sprawą tak intymną, że nie nadają się do tego, by je obnosić po ulicach, a tym bardziej w szkołach. Nie chcemy dołączać do niechlubnych miast z historii, w których nieskrępowana seksualna niemoralność doprowadziła je do moralnego i cywilizacyjnego upadku.

Mając to na uwadze będę z uwagą śledził dalsze losy sporu o gdański model równości.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Urodził się jako święty

2018-06-06 10:32

Rozmawia Lidia Dudkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 23/2018, str. 12-14

Archiwum
Ks. Dolindo Ruotolo zostawił nam orędzie o bliskości Chrystusa i sile zaufania: „Jezu, Ty się tym zajmij!”

LIDIA DUDKIEWICZ: – Wydaje się, że zaczyna do nas docierać głos św. Jana Pawła II, który uważał, iż święci uratują świat. Dziś coraz bardziej zaludnia się kontynent cyfrowy – ludzie przenoszą się do przestrzeni wirtualnej – świat się laicyzuje, a jednocześnie biografia nieznanego wcześniej kapłana z Neapolu błyskawicznie staje się bestsellerem. Jak to wytłumaczyć? Skąd, zdaniem Księdza Profesora, bierze się dziś nadzwyczajna popularność ks. Dolindo Ruotolo?

KS. PROF. ROBERT SKRZYPCZAK: – Zaraz po Soborze Watykańskim II powstało poczucie ogromnego kryzysu chrześcijaństwa na Zachodzie. Było to związane z podziałami, które nastąpiły w Kościele. Z jednej strony stanęli wówczas zwolennicy szybkich zmian, podążania za postępem, dostosowania Kościoła do zmieniającego się świata, z drugiej – zwolennicy włączenia biegu wstecznego, powrotu do tradycji. A przy tym wszystkim mieliśmy pustoszejące kościoły, seminaria, zakony, kryzys zainteresowania modlitwą, kryzys spowiedzi – w związku z tym również odczuwania grzechu – kontestację nauczania Kościoła, wszystko, co przyniosła rewolucja seksualna w 1968 r. To naprawdę przerażało wielu obserwatorów, pasterzy i teologów zamiast dostarczać radość nowej wiosny Kościoła. Kard. Joseph Ratzinger w swojej głośnej książce „Raport o stanie wiary” napisał, że jeśli w Kościele nie pojawią się owoce świętości, to odbije on w sobie cały kryzys pokolenia. Tylko święci mogą ratować Kościół. I gdy przypatrujemy się historii chrześcijaństwa, widzimy, że kiedy dochodziło do zamętu, braku jedności, pesymizmu, Bóg budził wybitne jednostki – świętych, którzy ratowali Kościół. W wiekach średnich, gdy rozkwitały herezje, był to m.in. św. Dominik. Spójrzmy na ogromny wysyp świętych po Soborze Trydenckim – od mistyków hiszpańskich przez Ignacego Loyolę, Karola Boromeusza po Andrzeja Bobolę. Tak samo jest po Soborze Watykańskim II. Bóg wychodzi naprzeciw – a czasami uprzedza znaki kryzysu, wzbudzając świętych. W Polsce jesteśmy szczęściarzami – w zlaicyzowanym świecie wciąż stanowimy wyspę żywej wiary. Wciąż są u nas ludzie, którzy chętnie przychodzą do kościoła, biorą udział w pielgrzymkach, w rekolekcjach i w nabożeństwach, przystępują do sakramentów i chcą się nawracać.

– Z czego to wynika?

– Przez długi czas przeżywaliśmy ucisk wiary, prześladowanie, a poza tym jesteśmy pokoleniem dotkniętym zasiewem świętości, o którym wspomniałem. Jesteśmy pokoleniem, które miało wielkiego świętego – Jana Pawła II. I myślę, że duchowo to odczuwamy – nawet jeśli ktoś się zagubi, odłączy od praktykowanej wiary, gdzieś w głębi duszy ten posiew zostaje. Polacy są także bardzo wrażliwi na św. Faustynę, na św. Szarbela i podobnie teraz bardzo dobrze zareagowali na postać świętego kapłana z Neapolu.

– Czy mógłby Ksiądz Profesor przybliżyć duchową sylwetkę ks. Dolindo? Jego najbliższa żyjąca krewna twierdzi, że urodził się już jako święty.

– Myślę, że ks. Dolindo przemawia do nas bardzo mocno swoją postawą wewnętrznej radości w przeciwnościach. Oznacza to, że znalazł on prawdziwe oparcie w życiu. To bardzo ważne – dziś wielu ludzi nie ma na co ani na kogo liczyć. W związku z tym liczą na samych siebie i wpadają w przewlekły stres czy przerażenie, mówiąc: wszystko jest na mojej głowie, nikt mi nie pomaga. Tymczasem ks. Dolindo jest świadkiem szukania oparcia w miłości Boga, w Chrystusie. Nawet jeśli ktoś jeszcze nie poznał samej postaci kapłana z Neapolu, to zapewne słyszał wcześniej o modlitwie „Jezu, Ty się tym zajmij!”. To jest kwintesencja takiej postawy zaufania. Oczywiście, wymaga ona wyjaśnienia, nie wszyscy właściwie ją rozumieją. Łatwo można pomyśleć, że jest to pewien rodzaj spychologii, że przez ten akt zawierzenia wyznacza się Chrystusowi powinności, którymi sam nie mam ochoty się zająć. Nie o to chodzi. „Jezu, Ty się tym zajmij!” to akt radykalnego zaufania. Ks. Dolindo często mówił, że ludzie nie widzą Boga właśnie dlatego, że Mu nie ufają. Tymczasem Boga możesz zobaczyć, kiedy obdarzysz Go zaufaniem. Wywodzi się to wprost z Ewangelii – gdy ludzie przychodzili do Chrystusa ze swoimi sprawami, prosili Go o zdrowie dla siebie lub dla kogoś bliskiego, o uwolnienie od demona, Jezus często zaczynał od pytania o wiarę. Uzależniał spotkanie z Jego mocą od wiary człowieka, który do Niego przychodził. I nie chodziło o wiarę jako światopogląd religijny, ale o osobiste otwarcie, często wbrew oczywistym, namacalnym faktom.

– Jak realizowało się to w życiu ks. Dolindo?

– Została po nim potężna autobiografia pt. „Dolindo znaczy ból”. Opisuje on tam swoje życie – i rzeczywiście, jest to prawdziwe pasmo bólu i nieszczęść, które rozpoczęły się już w dzieciństwie. Jego rodzice się rozwiedli. Wcześniej jego ojciec, Rafaele, sadystycznie wychowywał swoje dzieci. Mały Dolindo nieraz był bity, za drobne przewinienia trafiał na długie godziny do komórki ze szczurami. Wtedy klękał i modlił się za tatę. W tak strasznych warunkach budziły się w nim miłość i zaufanie do Chrystusa! Później, jako chłopak, przeżywał niepowodzenia w szkole – co z pewnością było efektem wieloletniego udręczenia i zamknięcia. Został wysłany do prestiżowego liceum w Neapolu – był z niego dwukrotnie wyrzucony, następnie wstąpił do mniejszego seminarium duchownego – dostawał same dwóje, jedna po drugiej... Aż do momentu, kiedy pewnego dnia zwrócił się ze łzami do Matki Bożej: Maryjo, jeśli chcesz, żebym został księdzem, pomóż mi, żebym nie był takim kretynem – on tak często o sobie mówił... Sam nie mógł nic zrobić, oddał się w ręce Maryi i prosił o wstawiennictwo – i to był moment zaufania. Zerwał się nagły podmuch wiatru, aż obrazek, który stał na półce, niespodziewanie znalazł się na jego czole. I ten symboliczny moment go odblokował. Okazało się, że w chłopcu drzemie ogromny intelekt. Już jako młody kapłan rozpoczął coś, co dzisiaj moglibyśmy nazwać duszpasterstwem akademickim, ówcześnie zupełnie nieznanym. Ponieważ cechowała go ogromna miłość do Pisma Świętego, zaczął studiować język hebrajski, dużo czytał i modlił się. Szybko stał się słynny z powodu swoich biblijnych katechez, które głosił w kościołach i w domach – a to gromadziło wokół niego wielu studentów, młodych ludzi. Znajdowali oni w ks. Dolindo niezwykłego ewangelizatora, spowiednika i ojca duchowego. To, oczywiście, budziło w wielu ludziach coś odwrotnego: zazdrość, zawiść, pomówienia, próby wplątania go w lokalne afery... Jak wiemy, te doprowadziły ks. Dolindo do postawienia go przed Świętym Oficjum, oskarżenia o herezję i, ostatecznie, do lat suspensy. Ks. Dolindo cierpiał, ale nigdy nie odpłacił złem za zło. Nie słyszano, żeby kiedykolwiek narzekał, pomstował czy kogoś krytykował. Nie pozwalał także innym ludziom na szemranie przeciwko Kościołowi czy pasterzom. Zawsze powtarzał, że Kościół to Jezus. To była jego ulubiona definicja. Jednocześnie jest to serce Dobrej Nowiny: w Kościele pośród ludzkich grzechów i mimo ludzkiej słabości działa Chrystus – nieskończenie potężniejszy od nas. Ks. Dolindo doskonale to rozumiał i wiedział, że trzeba przede wszystkim ufać Jezusowi.

– Biografia ks. Dolindo cieszy się wielkim zainteresowaniem zwłaszcza wśród księży. Świadectwo jego życia dla wielu z nich stanowi umocnienie w powołaniu... Dlaczego? Co kapłani odkrywają w życiu księdza z Neapolu?

– Często spotykam się z kapłanami, którzy chętnie rozmawiają na temat ks. Dolindo, pytają o niego, czasem piszą do mnie z prośbą o więcej jego pism w języku polskim. Wiem, że także niektórzy księża biskupi są poruszeni postacią kapłana z Neapolu. Ostatnio zostałem nawet poproszony, by w jednej z diecezji poprowadzić dzień formacyjny dla kapłanów właśnie na temat ks. Dolindo. Słyszę świadectwa, że ks. Dolindo uratował już niektórych kapłanów z sytuacji kryzysowych, wątpliwości, cierpień, które zamieniały się w zniechęcenie. Są także kapłani, którzy w tej intencji pojechali do Neapolu – modlić się przy grobie ks. Dolindo, by powierzać tam swoje kapłaństwo... Ks. Dolindo rzeczywiście jest dużym wsparciem w tym powołaniu. Dlaczego? Myślę, że wszyscy jesteśmy w kruchym momencie zaburzenia tożsamości i jest to generalny powód duchowego cierpienia wielu ludzi. Coraz mniej oczywista staje się odpowiedź na pytanie, co to znaczy być kobietą, mężczyzną, matką, ojcem, małżonkiem... To dotyka również kapłanów, którzy często tracą z oczu jednolity model bycia pasterzem, wpadają w myślenie, że bycie dobrym księdzem oznacza bycie menadżerem, organizatorem pielgrzymek, turniejów sportowych, bycie dobrym psychologiem czy budowniczym... Wtedy pomija się to, co dla każdego księdza powinno być najbardziej smakowite – głoszenie ludziom Ewangelii i dawanie Chrystusa w sakramentach. Z tego płyną miłość, pokora, prostota – to jest jako pierwsze kojarzone z byciem człowiekiem Boga i tego przede wszystkim oczekują od nas wierni. Właśnie taki model kapłaństwa pokazuje ks. Dolindo. Wystarczy dzisiaj pojechać do Neapolu i spytać tamtejszych mieszkańców o „padre Dolindo” – natychmiast się ożywiają i zaczynają opowiadać o jego dobroci. Tymczasem dzisiaj księża starają się być profesjonalistami w konkretnych świeckich dziedzinach, a to często jest przyczyną wewnętrznego znerwicowania i w konsekwencji prowadzi do kryzysów. Ks. Dolindo wiedział, że chodzi o to, by mieć w sobie dobroć samego Chrystusa.

– „Nic, co wyszło spod pióra ks. Dolindo, ani jedno słowo, nie może być zaprzepaszczone. Święty to kapłan” – powiedział św. Ojciec Pio. Ksiądz Profesor sprawił, że Polacy otrzymali porcję dzieł ks. Dolindo pt. „W twej duszy jest niebo. Konferencje i świadectwa”. Co znajdziemy w tej książce?

– Bardzo się cieszę, że ta książka mogła się ukazać w Polsce. To zaledwie pierwsza próbka dzieł ks. Dolindo. Jego dziedzictwo jest naprawdę imponujące, bo zostawił on m.in. 33 tomy komentarzy do Pisma Świętego, autobiografię, która liczy ponad 2 tys. stron, ogromną liczbę listów do kapłanów... Moim marzeniem jest, by móc je udostępnić polskim księżom. Osobiście jestem już 20 lat po święceniach i dość trudno mnie zaskoczyć, ale kiedy czytałem listy ks. Dolindo do kapłanów, nieraz miałem gęsią skórkę. Poza tym jest wiele jego prac teologicznych o życiu Jezusa, o Duchu Świętym, są teksty na temat Matki Bożej. Swoją ostatnią książkę poświęcił właśnie Jej – żył z Nią w dużej bliskości, przez większość życia odczuwał Jej obecność, towarzyszyła mu we wszystkich trudnych momentach aż do ostatnich lat – ciężkiej choroby, udaru i jego skutków. Właśnie w takiej sytuacji podjął się napisania wielkiego dzieła o Maryi, w którym, jak mówi, Ona sama przekazywała mu rzeczy, które powinien był napisać. Doznawał przy tym ogromnych ataków ze strony złego ducha, demon bardzo nie chciał, by ta książka powstała. Chciałbym, by te wszystkie prace dotarły do jak najszerszego grona. Było to zresztą także życzenie ks. Dolindo, które wyraził w swoim testamencie. Proszę czytelników o modlitwę, by to było możliwe. Sama książka „W twej duszy jest niebo” zawiera natomiast bezcenne świadectwo Enziny Cervo, jednej z duchowych córek ks. Dolindo, kobiety, która opiekowała się nim w ostatnim okresie życia. Druga część to próbka zakosztowania konferencji na temat Bożej miłości, które ks. Dolindo wygłaszał w różnych częściach Neapolu – czasem nawet po osiem razy dziennie – w kościołach i w domach... Czytelnik wreszcie może posmakować słów ks. Dolindo i odkryć, co było pociągające w jego sposobie głoszenia.

– A skąd tytuł książki?

– Tytuł jest diagnozą, którą św. Ojciec Pio postawił ks. Dolindo. Ojciec Pio znał ks. Dolindo, odsyłał nawet do niego swoich penitentów. Gdy nieraz do San Giovanni Rotondo przyjeżdżali neapolitańczycy, pytał ich: – Dlaczego przyjeżdżacie do mnie? Macie świętego u siebie! Do spotkania tych dwóch mistyków doszło w 1958 r. – 10 lat przed śmiercią Ojca Pio. Ks. Dolindo pojechał do niego razem z biskupem pomocniczym Neapolu. Gdy przyjechali do San Giovanni Rotondo i udało im się spotkać z Ojcem Pio, a ks. Dolindo poprosił go o spowiedź, ten spojrzał na niego i powiedział: – Chcesz się wyspowiadać? Przecież ty cały jesteś błogosławiony! Kiedy potem się żegnali, Ojciec Pio powiedział do ks. Dolindo właśnie te słowa: – W twej duszy jest niebo. Wszystkich to bardzo poruszyło, pytali potem ks. Dolindo, co to znaczy. Pomyślałem, że to diagnoza, którą stawiają sobie nawzajem święci, by dodać odwagi, umocnić się, dać świadectwo, które płynie od samego Ducha Świętego. Myślę, że to był właśnie taki moment, dotyczący identyfikacji tego świętego kapłana. Jaka nauka płynie z tego dla nas? Ludzie nieraz szukają nieba w zaświatach, w wyobraźni, myślą o tym, że niebo będzie po śmierci... A można je nosić w sobie.

– Ks. Dolindo jeszcze nie został oficjalnie wyniesiony na ołtarze. Jak wygląda jego proces beatyfikacyjny? Czy prawdziwa jest opinia, że ostatnio Polacy wpłynęli na przyspieszenie procesu?

– Ks. Dolindo zmarł 19 listopada 1970 r. i został pochowany na cmentarzu parafialnym. Po dwóch latach na prośbę wielu wiernych, którzy nieustannie gromadzili się tam na modlitwie, dokonano ekshumacji jego ciała. Został przeniesiony do kościoła pw. Matki Bożej z Lourdes i św. Józefa przy Via Salvatore Tommasi w Neapolu, gdzie służył za życia. Proces beatyfikacyjny – zbieranie materiałów, świadectw, dokumentacji – rozpoczął się bardzo szybko, zaraz po śmierci ks. Dolindo. Niestety, pierwszy postulator zmarł, a drugi, który zajmował się tą sprawą, w pewnym momencie ze względu na trudną sytuację zgromadzenia zakonnego, do którego należy, został zablokowany. Siłą rzeczy sam proces również zablokowano. Jest on na poziomie uznania heroiczności cnót ks. Dolindo – co oznacza, że ks. Dolindo ma tytuł sługi Bożego. Rzeczywiście – pod wpływem licznie przyjeżdżających pielgrzymów z Polski proboszcz parafii, w której spoczywa ks. Dolindo, postanowił napisać świadectwo do kardynała Neapolu. W odpowiedzi neapolitańska Kuria podjęła decyzję o reaktywacji procesu beatyfikacyjnego. Na nowo jesteśmy proszeni o zbieranie świadectw dotyczących pomocy ks. Dolindo, czekamy na świadectwa cudów fizycznych, uzdrowień, które dokonały się za jego wstawiennictwem. Kiedy usłyszeliśmy tę odpowiedź kardynała Neapolu zawartą w liście przeczytanym podczas Mszy św. odprawionej w rocznicę śmierci ks. Dolindo w ubiegłym roku, bardzo wzruszona Grazia, jego bratanica, powiedziała: „Wy, Polacy, doprowadzicie ten proces do końca”. Dzięki temu, że ks. Dolindo został zaprezentowany, doświadczamy w Polsce przebudzenia, otwarcia się na jego przesłanie. Mam nadzieję, że jeśli uda się przetłumaczyć publikacje na inne języki, duchowość tego kapłana zacznie dotykać serca ludzi na całym świecie. Osobiście jestem przekonany, że Bóg w tym pokoleniu postanowił zapalić dwa wielkie reflektory. Jednym jest to, co zostało przekazane światu dzięki ubogiej i pokornej zakonnicy z Polski – s. Faustynie Kowalskiej. To pokolenie bardzo potrzebowało przesłania o Bożym Miłosierdziu, odkrycia na nowo tego, zapomnianego nieco, aspektu Dobrej Nowiny. Przyjęli je ludzie, którzy zostali zmasakrowani przemocą, bestialstwem, okropnością grzechu i podłości, które pojawiły się w postaci wojen, totalitaryzmów, nazizmu i komunizmu, tego ogromnego zła i cierpienia. Natomiast drugi reflektor, moim zdaniem, Bóg zapalił w Neapolu. To jest inny aspekt Ewangelii – przesłanie o obdarzeniu Chrystusa całkowitym zaufaniem i objawienie się Boga poprzez zewnętrzne doświadczenie Jego czułości. Ks. Dolindo szczególnie przemawia do ludzi w dzisiejszych czasach: zmęczonych, zagubionych, będących w nieustannej gonitwie... Trafia do ludzi, którzy nie dają rady pogodzić wszystkich obowiązków, do tych, którzy są nieustannie przytłoczeni życiowymi okolicznościami, świadomością wziętych kredytów i koniecznością ich spłaty, do ludzi, którzy są zmuszani do całkowitej dyspozycyjności w wielkich korporacjach... Niestety, nieraz za cenę oddalenia się od modlitwy, sakramentów, Kościoła – to jest haracz, który postnowocześni ludzie składają bożkowi cywilizacji. W związku z tym odczuwają wewnętrzne wyjałowienie, duchowy głód. Ks. Dolindo udziela odpowiedzi, na którą od dawna czekali – możliwości zaznania dotyku Boga, Jego miłości i czułości, a także ogromnej siły, która płynie z wiary. Jezu, Ty się tym zajmij!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Światłość, która nie oślepia

2018-06-23 14:35

Anna Buchar

Wczoraj o godz. 18.30 w katedrze wrocławskiej odbyła się dziękczynna Msza św. za 50 lat istnienia i działalności Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu. Eucharystii przewodniczył kardynał Gerhard Ludwig Müller, niemiecki duchowny, prefekt Kongregacji Nauki Wiary (2012 – 2017).

Anna Buchar
Kard. Müller przewodniczył dziękczynnej Mszy św. w katedrze wrocławskiej

Na początku Mszy św. zebranych przywitał ks. prof. Włodzimierz Wołyniec, rektor PWT. - Książka, pt. ,,Msza Święta źródło chrześcijańskiego życia” mówi o osobistym spotkaniu z Panem Jezusem w czasie każdej Eucharystii, spotkaniu, które prowadzi do głębokiej wspólnoty życia i miłości z Bogiem. Odpowiadając na dar Bożej miłości, chcemy dziękować w tej Mszy św. koncelebrowanej przez naszych profesorów, wykładowców, księży absolwentów oraz kapłanów zaprzyjaźnionych z naszą uczelnią, za 50 lat istnienia i działalności Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu.


W homilii metropolita krakowski, abp Marek Jędraszewski mówił o Chrystusie, który jest światłością. - Stajemy wobec Chrystusa, który jest światłością świata. I nie jest to światłość, która nas oślepia. To światło, dzięki któremu widzimy świat, jako owoc stwórczej miłości Najwyższego. I widzimy Boga, który z miłości powołał wszystko do istnienia i nad tym swoim dziełem nachylił się i nim zachwycił, widząc, że wszystko co stworzył było bardzo dobre. Ważne, byśmy w tym świetle, którym jest Chrystus, dostrzegli siebie – mówił metropolita krakowski, dodając, że tylko wtedy, gdy spojrzymy na Boga, na świat i siebie zrozumiemy w pełni słowa św. Jana Pawła II, które wypowiedział podczas inauguracji swojego pontyfikatu i które pogłębił wizytując Polskę w 1979 r. – Św. Jan Paweł II prosił, abyśmy nie bali się otwierać drzwi Chrystusowi, bo tylko on wie, co kryje się w głębi człowieka. On jest kluczem, dzięki któremu człowiek jest w stanie zrozumieć siebie – puentował.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem