Reklama

Jak alumni pielgrzymowali

2015-10-23 08:54

Jolanta Kobojek

Paweł Morawiec

Życie seminaryjne to nie tylko czas spędzany na modlitwie. To także wspólna nauka i rozrywka. W Niższym Seminarium Duchownym Archidiecezji Częstochowskiej dbałość o rozwój fizyczny jest tak samo ważna, jak dbałość o rozwój duchowy. By jeszcze bardziej konkretnie połączyć jedno z drugim przełożeni tejże szkoły zorganizowali w dniach 2-4 października wycieczkę do sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia w Pasierbcu w diecezji tarnowskiej.

Wyjazd odbywający się na zaproszenie ks. prałata Józefa Waśniewskiego rozpoczął się od zwiedzania kopalni soli w Bochni. Dzięki wielu inwestycjom ta najstarsza w Polsce kopalnia zrobiła na zwiedzających ogromne wrażenie. „To miejsce z zewnątrz nie sprawiało piorunującego wrażenia. Parę ceglanych budynków i niewielki komin, ale było to tylko pozorne rozczarowanie bo kopalnia pokazała swoje prawdziwe oblicze dopiero pod ziemią” - zdradza jeden z uczestników wycieczki.

Kolejnym punktem programu wycieczki było zwiedzanie Lipnicy Murowanej. Ta wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO wioska liczy obecnie kilkuset mieszkańców, a równocześnie posiada na swoim terenie aż cztery piękne zabytkowe kościoły, w tym gotycki kościół parafialny pw. św. Andrzeja Apostoła z XIV wieku oraz barkowy kościół pw. św. Szymona z Lipnicy z XVII wieku.

Reklama

Po tak intensywnym zwiedzaniu nadszedł wreszcie czas, by dojechać do Pasierbca. Sanktuarium z bardzo pięknie zagospodarowanym terenem modlitewnym i bardzo gościnnym przyjęciem przez tamtejszego księdza proboszcza na długo zapisze się w pamięci alumnów częstochowskiego seminarium. „Ks. Józef zapraszał wielokrotnie. Nadszedł czas, że tu dotarliśmy. Teraz mamy okazję doświadczyć zarówno piękna tutejszej przyrody, jak i klimatu wyciszenia oraz refleksji” - mówił we wstępie do Mszy św. ks. Jerzy Bielecki, rektor Niższego Seminarium Duchownego.

Skoro wycieczka miała mieć zarówno charakter pielgrzymkowy, jak i rekreacyjny, to znalazł się także czas na wyprawę w góry. I tak grupa ponad 20 młodych mężczyzn wraz z opiekunami zdobyła Trzy Korony. Widoki ze szczytu zapierały dech w piersiach i przypominały po raz kolejny, że Polska jest bardzo pięknym i malowniczym krajem.

Trzydniową wyprawę postawiono zakończyć wizytą w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach. Ze względu na fakt, że ten pobyt przypadał w przededniu liturgicznego wspomnienia św. Faustyny Kowalskiej tamtejsze siostry postanowiły dać pielgrzymom możliwość nawiedzenia celi (dawnej zakonnej infirmerii), w której przed 77-cioma laty odeszła do Pana sekretarka Bożego Miłosierdzia.

Tagi:
seminarium

Seminarium w Bagnie musi mieć nowy dach

2018-07-26 12:21

Agnieszka Bugała

W związku z przyznanym dofinansowaniem Wyższe Seminarium Duchowne Salwatorianów w Bagnie odwiedził Wojewoda Dolnośląski Paweł Hreniak. W spotkaniu i zwiedzaniu Seminarium uczestniczyli również poseł Jacek Świat i prezes fundacji „Ludzka sprawa” Anna Morawiecka.

Arch. UW

Warto wiedzieć - krótka historia zamku w Bagnie

Wioska Bagno powstała w latach 1250 - 1301. Pierwotna nazwa osady to Heinrichesdorf, czyli „wieś Henryka”. W tym czasie we Wrocławiu panowali: Henryk III (+1266), potem jego syn Henryk IV Probus (+1290), a w księstwie głogowskim Henryk III, zwany Głogowczykiem (+1309). Któryś z nich mógł być założycielem wsi. Na przestrzeni wieków nazwa wioski ulegała pewnym modyfikacjom. W najstarszym dokumencie pochodzącym z 1301 roku znajdujemy nazwę Bagino, co oznaczało tutejsze tereny leśne. Pierwszym właścicielem Bagna był Poppo von Haugwitz, który w 1337 r. przyłączył wieś do swoich posiadłości. Kolejnymi właścicielami byli: rodzina Lamberg, rodzina Schreibersdorfów, Rudolf von Seidlitz – starosta powiatu średzkiego, rotmistrz Gustaw Eugeniusz Ferdynand von Posadowsky, Zofia Wilhelmina von Schenck, Ludwik Fryderyk Wilhelm von Schlabrendorf – pełniący wówczas urząd podkomorzego królewskiego i kanonika katedry w Halberstadt, baronówna Rzeszy Karolina Filipina von Schonaich, Gustaw Kiessler, Fryderyk von Verson, Edward Bussing – senator i kupiec z Breny. Ostatnim właścicielem wioski był Georg Kissling, który kupił tą posiadłość w 1905 roku. Był on właścicielem firmy „Conrad Kissling”, która zajmowała się wyszynkiem i handlem piwa we Wrocławiu. Georg Kissling chciał uzyskać tytuł szlachecki z rąk cesarza Wilhelma II. Dlatego musiał wejść w posiadanie dóbr rycerskich. W tym celu wykupił pobliskie miejscowości Brzezno i Osolin Mały. Cesarz Wilhelm II miał przyjechać i nadać mu tytuł szlachecki, do takiej wizyty nigdy jednak nie doszło. Georg Kissling ze względów zdrowotnych przekazał majątek swojemu najstarszemu synowi Conradowi. On jednak nie chciał kontynuować dzieła ojca i sprzedał majątek bankowi ziemskiemu, od którego w 1930 r. kupili go Księża Salwatorianie Prowincji Niemieckiej. Podczas II wojny światowej zakonnicy musieli opuścić klasztor i zamieszkać w domu na skraju parku. W zamku władze cywilne umieściły obóz, który przez rok zajmowali wysiedleńcy z Besarabii pochodzenia niemieckiego, później zamieszkali w nim volksdoutshe z Jugosławii, następnie miejsce to do końca wojny zajmowali volksdoutshe pochodzenia polskiego spod Łodzi. Przed końcem II wojny światowej salwatorianie prowincji niemieckiej opuścili Bagno, a na miejscu pozostał tylko brat Feliks Sierny, z prowincji polskiej. Dzięki niemu, mimo działań wojennych, budynki i ich wyposażenie nie zostały zniszczone przez sowietów. W 1946 r. przybyli tu salwatorianie prowincji polskiej i założyli w tym miejscu nowicjat. Od 1953 r. istnieje tu Wyższe Seminarium Duchowne Księży Salwatorianów.

Można zwiedzić klasztor park - w dni świąteczne o pełnych godzinach, od 13.00 do 17.00. W innych dniach zwiedzają tylko grupy zorganizowane, po uprzednim uzgodnieniu z przełożonym.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

NAPROTECHNOLOGIA szansą na upragnione potomstwo

2013-02-27 14:23

Z Katarzyną Nowak rozmawiała Katarzyna Dobrowolska
Edycja kielecka 9/2013, str. 1, 6

W Centrum Medycznym OMEGA przy ul. Jagiellońskiej w Kielcach rusza pierwszy w naszej diecezji Ośrodek Wsparcia Płodności oparty na metodzie naprotechnologii, metodzie bezpiecznej, nieobciążającej zdrowia kobiety oraz zgodnejz nauczaniem Kościoła. - To szansa dla wielu małżeństw czekających na dziecko - mówi dr Katarzyna Nowak - koordynator Ośrodka

Bożena Sztajner / Niedziela

KATARZYNA DOBROWOLSKA: - Podobno bp Gurda pobłogosławił Panią na dobry początek pracy Ośrodka?

KATARZYNA NOWAK: - To prawda. Podczas spotkania poprosiłam Księdza Biskupa o błogosławieństwo i udzielił mi go. Od początku proszę Ducha Świętego, aby towarzyszył nam w tym działaniu. W krótkim czasie pokonaliśmy wiele trudności. Największym wyzwaniem było znalezienie lekarza naprotechnologa (jest ich tylko dwudziestu w całej Polsce - przyp. K.D.) oraz instruktora - to podstawa, by ośrodek działał. Niepotrzebnie się martwiłam. Okazuje się, że do Kielc właśnie przeprowadza się dr Przemysław Młodożeniec, wykwalifikowany lekarz naprotechnolog, który zdobywał swoje kwalifikacje w USA i w Irlandii. Instruktorka badania cyklu metodą Creighton pani Paulina Duda mieszka całkiem niedaleko Kielc. Oznacza to, że pary małżeńskie będą miały wszystkich specjalistów na miejscu, to oszczędność czasu i kosztów w leczeniu.

- Skąd idea i pomysł na Ośrodek?

- W listopadzie ubiegłego roku rozmawiałam z bp. Kazimierzem Gurdą. Wyraził zatroskanie i zainteresowanie Kościoła złą sytuacją demograficzną w Polsce oraz brakiem dostatecznego wsparcia dla par borykających się z problemami niepłodności. Jako remedium w mediach głównego nurtu forsuje się jedynie procedury in vitro. Niewiele bądź wcale nie mówi się o naprotechnologii, która jest skutecznym, zgodnym z nauką Kościoła, opartym na wystandaryzowanych metodach badania cyklu kobiety narzędziem diagnozowania i leczenia niepłodności. Ta metoda wykorzystywana jest z powodzeniem na całym świecie od kilkunastu lat, dzięki niej wiele par może cieszyć się upragnionym potomstwem. W Polsce jest zaledwie kilka ośrodków tego typu, najbardziej znane to te w Białymstoku i Lublinie. Chodzi o to, aby dotrzeć do zainteresowanych z informacją i stworzyć warunki do diagnozowania i leczenia przyczyn niepłodności. Bp Gurda miał okazję zapoznać się z zasadami naprotechnologii, uczestnicząc w konferencjach eksperckich w kraju i za granicą. Poszukiwał osoby, która mogłaby zorganizować taki ośrodek, ponieważ do tej pory nie było takiego miejsca w regionie. Zgodziłam się z radością i czuję, że otwieram nowy rozdział w mojej pracy jako lekarz.

- Ale chyba od lat łączy Pani swoje zainteresowania zawodowe z tą tematyką?

- Mój tato, współzałożyciel Centrum Medycznego OMEGA, był ginekologiem położnikiem. Powołał z mamą nawet szkołę rodzenia i poradnictwo rodzinne. Moje życie zawodowe było cały czas związane z problemami rodziny, dzieci, zdrowiem kobiet. Marzyłam o ginekologii i położnictwie, ale życie potoczyło się inaczej. Jestem lekarzem internistą, ale też matką szóstki dzieci. Jestem katoliczką i zawsze chciałam, aby moje życie małżeńskie było zgodne z nauczaniem Kościoła, z moją wiarą. Już w latach 80. ubiegłego wieku uczestniczyłam w wykładach i szkoleniach organizowanych przez ojców franciszkanów w Krakowie, które dotyczyły metod naturalnych planowania rodziny. Tam poznałam państwa Billingsów. Potem były kongresy i warsztaty w Wiedniu i Kolonii z udziałem wybitnych profesorów z całego świata. To były wyprawy… Trudno było o paszport, koszty były szalone, ale warto było. Bardzo dużo się tam nauczyłam. Tę wiedzę i doświadczenie wykorzystywałam w pracy. Zachęcałam pacjentki do obserwacji swojego cyklu, kierowałam do poradni rodzinnych. Od kilku lat zajmuję się leczeniem dietą i prowadzę badania dotyczące nietolerancji pokarmowych. Nierzadko schorzenia alergiczne mają związek z problemami z płodnością. Po wyeliminowaniu z diety tego, co szkodliwe, okazało się że kobiety w krótkim czasie zachodziły w ciążę i zostawały mamami. Oczywiście czasem przyczyny są bardziej złożone, a leczenie wymaga zabiegu chirurgicznego, niemniej jednak wielu parom można pomóc. Naprotechnologia pozwala także na profilaktykę zdrowotną kobiet, wczesne wykrycie wielu niebezpiecznych schorzeń, które można skutecznie leczyć.

- Co piąta para cierpi z powodu niepłodności. Czy to problem cywilizacyjny? Gdzie tkwi przyczyna?

- Tak, to nasz problem cywilizacyjny. Ma to związek z tempem życia, stresem, chorobami, brakiem higieny życia, odkładaniem przez kobiety na później decyzji o poczęciu dziecka. Pamiętajmy że po 35. roku życia płodność u kobiety znacznie obniża się. Nie bez znaczenia jest także działanie antykoncepcji, która obciąża organizm kobiety i niszczy go. Należy podkreślić, że ok. 50 proc. przyczyn niepłodności leży po stronie mężczyzny. Opieką i leczeniem objęci są oboje małżonkowie.

- W czym naprotechnologia jest lepsza od innych znanych metod leczenia niepłodności?

- W takim leczeniu kluczowym ogniwem jest wykwalifikowany instruktor, który prowadzi parę i uczy metody wystandaryzowanego modelu obserwacji metodą Creighton oraz zapisu tychże informacji. Na wypełnionej karcie widać dopiero jak na dłoni profil hormonalny kobiety, nieprawidłowości w cyklu, pewne choroby. Wtedy lekarz może rozpocząć dalszą diagnostykę, leczenie i wyeliminować przyczynę niepłodności. Bardzo ważny jest wywiad z lekarzem i dialog, dlatego wizyty trwają dość długo.
To system diagnostyczno-leczniczy wykorzystujący najnowocześniejsze osiągnięcia nauk medycznych. U podstawy zaś leży nauczanie Kościoła, które wyraźnie podkreśla, że życie ludzkie jest owocem miłości małżonków. W naprotechnologii człowiek nie zastępuje Boga przez technikę i nie mianuje się kreatorem ludzkiego życia, ale współpracuje z naturą, jaką dał człowiekowi Bóg i w oparciu o wiedzę i medycynę znajduje powody trudności z płodnością i stara się je rozwiązać. W procesie diagnostyczno-leczniczym wielką wagę przykładamy do budowania właściwych relacji między małżonkami.

- Słyszałam, że zgłosiły się pierwsze małżeństwa i pojawiły się już telefony?

- Staramy się docierać jak najszerzej z informacją. Wiemy, że duszpasterze w swoich środowiskach i parafiach znają takie pary. Często małżeństwa dzielą się swoim bólem braku potomstwa, poszukując duchowego wsparcia u księży. Podczas konferencji rejonowych księży w Kielcach i w Miechowie miałam okazję zapoznać duszpasterzy z metodą naprotechnologii i koncepcją ośrodka. Wykazywali bardzo duże zainteresowanie. I rzeczywiście, dosłownie za kilka dni zgłosiło się pierwsze małżeństwo. Wszystkie niezbędne informacje pary mogą uzyskać również w Ośrodku Duszpasterstwa Rodzin przy ul. IX wieków Kielc, gdzie raz w miesiącu w piątki od godz. 16 do 18 odbywają się dyżury naszych pracowników. Tel.: 41 344-55-92. Tutaj uzyskają poradę, która pozwoli obrać kierunek działania. W Ośrodku będzie także psycholog i dietetyk. Centrum Medyczne OMEGA dysponuje nowoczesnym zapleczem diagnostycznym, dlatego nasi pacjenci będą mogli wykonać u nas niemal wszystkie badania.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dziennik watykański wspomina Arethę Franklin i jej występ przed Franciszkiem

2018-08-17 19:52

kg (KAI/OR) / Watykan

Zmarła 16 sierpnia w wieku 76 lat amerykańska piosenkarka Aretha Franklin wystąpiła we wrześniu 2015 w Filadelfii przed Franciszkiem w czasie jego podróży do Stanów Zjednoczonych. Przypomniał o tym watykański dziennik "L'Osservatore Romano" w obszernym artykule poświęconym gwieździe muzyki soul, dodając, że w czasie odbywającego się tam wówczas Światowego Spotkania Rodzin Franklin wykonała słynny hymn "Amazing Grace" (Cudowna łaska).

wikipedia.org

W artykule "Między cierpieniem a nadzieją" pismo zwraca uwagę, że hołd artystce złożyli prezydenci: obecny Donald Trump i jego poprzednik Barack Obama, chociaż ten pierwszy prawdopodobnie "nie był poruszony jej głosem", jak to było w przypadku Obamy. Obecny gospodarz Białego Domu napisał na swoim Twitterze, że "zmarła królowa soulu była wielką kobietą z niewiarygodnym darem Bożym - swoim głosem". I dodał: "Będzie nam jej brakować".

Zdaniem dziennika mniej suche i z pewnością bardziej zaangażowane było wspomnienie pozostawione przez Obamę, "który z piosenkarką dzielił, choć w bardzo odmienny sposób, doświadczenie wzrastania jako Murzyn w Stanach Zjednoczonych drugiej połowy ubiegłego wieku". "W jej głosie mogliśmy usłyszeć naszą historię we wszystkich jej odcieniach, naszą siłę i nasz ból, naszą ciemność i nasze światła, nasze poszukiwania odkupienia oraz nasz z trudem wywalczony szacunek" - przytoczyła gazeta słowa byłego prezydenta.

Zwróciła uwagę, że odniesienie do szacunku nie było przypadkowe, gdyż tak właśnie - "Respect" [Szacunek] - brzmi tytuł jednego z największych przebojów Arethy. Jest to hymn-wezwanie do świadomości czarnych kobiet w trudnych latach sześćdziesiątych, doświadczających wówczas głębokich i gwałtownych napięć rasistowskich.

Ale te same lata, obfitujące również w wielkie możliwości dla tych, którzy zamierzali pojawić się na estradzie muzycznej, stanowiły dla piosenkarki prawdziwy punkt zwrotny. Młoda wykonawczyni utworów gospel, córka kaznodziei baptystycznego, porzucona w wieku 6 lat przez matkę i która po raz pierwszy sama została matką, mając zaledwie 14 lat, trafiła do wytwórni Atlantic Records, założonej przez Ahmeta Ertegüna - syna ówczesnego ambasadora Turcji w Waszyngtonie (takie rzeczy mogły się wydarzyć tylko w tamtych latach - podkreślił dziennik).

Sam Ertegün jest dziś mało znany, ale miał on genialne wyczucie i to on odkrył największe talenty muzyki jazzowej, soul i rocka na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. W gronie tym znalazła się Aretha Franklin, obdarzona niezwykłą rozpiętością głosu, którego nie trzeba było ograniczać ani naginać do wymogów komercyjnych. Pozwalało to jej wykonywać soul, a więc tę muzykę, którą śpiewała od dziecka, gdy jej ojciec prowadził nabożeństwa. Była to muzyka duszy, która "podobnie jak w procesie oczyszczenia, prowadzi śpiewającego i słuchającego od buntu i zmysłowości do uniesienia i tej próby odkupienia, do której nawiązał w swym przesłaniu Obama" - zaznaczył dziennik papieski. I dodał, że "żaden instrument nie mógł lepiej od głosu Franklin wyrazić tej drogi pełnej cierpienia, ale rozświetlanej nadzieją".

Począwszy od lat sześćdziesiątych kariera piosenkarki była naznaczona niezliczonymi sukcesami. Wielokrotnie zdobywała nagrody Grammy (czyli swego rodzaju Nobla w dziedzinie muzyki lekkiej), a w 1980 wystąpiła w filmie "The Blues Brothers" - historycznym obrazie Johna Landisa, w którym grając rolę żony Matta "Guitar" Murphy'ego, wykonała niezapomnianą wersję piosenki "Think", będącej innym z jej najsłynniejszych przebojów.

Jednym z ostatnich jej występów było pojawienie się przed Franciszkiem w czasie jego pobytu w Stanach Zjednoczonych, gdy podczas Światowego Spotkania Rodzin w Filadelfii zaśpiewała 26 września 2015 starą pieśń gospel "Amazing Grace" (Cudowna łaska), "która teraz zdaje się być wyraźnym punktem odniesienia do tej niespodziewanej łaski, którą jej głos był rzeczywiście obdarzony" - zakończył swój komentarz dziennik watykański.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem