Reklama

Sklep sakralny

Franciszek pielgrzymuje na Kubę

2015-09-11 11:54

Krzysztof Tomasik / Warszawa / KAI

Gina Sanders/pl.fotolia.com

Umocnienie, wsparcie obecności, nadziei oraz wiary katolików kubańskich - to cele wizyty apostolskiej, jaką w dniach 19-22 września złoży na Kubie papież Franciszek. Odwiedzi Hawanę, Holguín i Santiago de Cuba. Hasłem pielgrzymki są słowa "Misjonarz miłosierdzia". Franciszek będzie trzecim papieżem, który uda się na tę karaibską wyspę, która od 1959 r. pozostaje jednym z ostatnich państw świata rządzonych przez komunistów.

Kuba jest pierwszym krajem na trasie 10. podróży zagranicznej obecnego pontyfikatu, która ponadto obejmie jeszcze Stany Zjednoczone, które Ojciec Święty odwiedzi w dniach 22-27 września. Weźmie tam udział w VIII Światowym Spotkaniu Rodzin w Filadelfii i wygłosi przemówienie w ONZ.

Wpływ papieskich wizyt

Przed Franciszkiem na Kubie przebywali św. Jan Paweł II w styczniu 1998 r. i Benedykt XVI w marcu 2012 r. Obie te pielgrzymki zaowocowały konkretnymi zmianami wprowadzonymi przez tamtejszy reżim. Tym razem papież przybędzie na wyspę w kontekście ocieplenia stosunków między Hawaną a Waszyngtonem, do czego w znacznym stopniu przyczyniła się Stolica Apostolska i osobiście sam Franciszek, za co zresztą podziękowali mu prezydenci obu krajów: Raúl Castro i Barack Obama. Ten ostatni 17 grudnia 2014 ogłosił zwrot w dotychczasowej polityce izolowania Kuby przez USA. Zalecił rządowi natychmiastowe wznowienie zerwanych w 1961 r. stosunków dyplomatycznych z wyspą oraz rozluźnienie różnych ograniczeń w podróżach i wymianie handlowej z nią. W lipcu br. w Hawanie i w Waszyngtonie otwarto ambasady obu krajów.

Reklama

„Ojciec Święty pragnie okazać nam swą bliskość w chwili, gdy - dzięki jego mediacji - oddychamy powietrzem nadziei w naszym życiu narodowym w obliczu nowych możliwości trwającego dialogu między Stanami Zjednoczonymi a Kubą. To bardzo ważne, co zrobił jako pasterz Kościoła powszechnego, dążąc do pojednania i pokoju między wszystkimi ludami ziemi” - stwierdzili kubańscy biskupi w orędziu przed w rozpoczęciem papieskiej podróży. Dokument zamieścił na swej stronie internetowej organ prasowy Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Kuby, dziennik „Granma”.

Wybierając hasło obecnej pielgrzymki miejscowi biskupi pragnęli zaznaczyć jej ciągłość z dwiema poprzednimi, jakie złożyli na wyspie św. Jan Paweł II i Benedykt XVI. Pierwsza z nich przebiegała pod hasłem "Posłaniec prawdy i nadziei", druga zaś miała jako temat słowa "Pielgrzym miłosierdzia". Biskupi zaznaczyli ponadto, że Kuba chce nawiązać wyraziście do treści Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia, ogłoszonego przez Franciszka. "Przyjmujemy z entuzjazmem jego słowa i mamy nadzieję, że jego wizyta nauczy nas i pomoże nam być, tak jak on, misjonarzami miłosierdzia" – napisali kubańscy biskupi.

Umocnienie, wsparcie obecności, nadziei oraz wiary

Sekretarz Papieskiej Komisji ds. Ameryki Łacińskiej prof. Guzmán Carriquiry Lecoura podkreślił, że jednym z najważniejszych celów zbliżającej się wizyty jest umocnienie, wsparcie obecności i nadziei oraz wiary katolików kubańskich.

W ramach duchowych przygotowań do spotkania z papieżem każdy pierwszy piątek lipca, sierpnia i września był na Kubie dniem modlitwy i postu o uproszenie miłosierdzia. Natomiast w nocy z 17 na 18 września, tuż przed rozpoczęciem wizyty w każdej wspólnocie katolickiej zostanie zorganizowane czuwanie modlitewne, przygotowujące „serca Kubańczyków do usłyszenia i przyjęcia przesłania nadziei i współczucia, jakie przyniesie papież Franciszek”.

Koła dyplomatyczne Watykanu i Kuby dały "zielone światło" dla spotkania papieża z 89-letnim Fidelem Castro. W marcu 2012 roku rozmawiał z nim Benedykt XVI na zakończenie swej wizyty na wyspie.

Na spotkanie z Franciszkiem czekają też kubańscy opozycjoniści. Za pośrednictwem nuncjusza apostolskiego w Hawanie grupa kobiet ze stowarzyszenia „Damy w Bieli” (Damas de Blanco) poprosiła o rozmowę z Ojcem Świętym. Według kierującej grupą Berty Soler dyplomacie przekazano informacje o łamaniu praw człowieka na Kubie wraz z CD z nagranymi wypowiedziami członkiń stowarzyszenia i uwięzionych opozycjonistów. Do „Dam w Bieli” należą głównie żony, matki i córki 75 działaczy opozycji uwięzionych w 2003 r. Grupa wzoruje się na działaniach Argentynek, które prowadziły podobną akcję na rzecz swoich mężów i synów, zaginionych bez wieści w czasach, kiedy w ojczyźnie Franciszka rządziła junta wojskowa.

Kościół i transformacja

„To, co stało się 17 grudnia, było wydarzeniem historycznym, jednym z najważniejszych w historii Kuby. Podobnie było z wizytą Jana Pawła II, a także z rewolucją kubańską” – skomentował metropolita Hawany kard. Jaime Ortega y Alamino. Wskazał, że pogłębienie stosunków amerykańsko-kubańskich będzie korzystne także dla Kościoła, zwłaszcza w pełnieniu przezeń posługi charytatywnej. Ułatwi mu otrzymywanie pomocy z zewnątrz, dotychczas bardzo utrudnionej ze względu na gospodarczą blokadę kraju.

"Przyznaję, że początkowo byłem przeciwko dialogowi zarówno Watykanu, jak i USA z Kubą, ale teraz zaczynam myśleć, że Franciszek prowadzi z Castro operację podobną do tej, jaka udało się Janowi Pawłowi II z Gorbaczowem" – uważa amerykański filozof i teolog Michael Novak, autor słynnej „Duch demokratycznego kapitalizmu”, która przyczyniła się do wypracowania stanowiska Kościoła katolickiego wobec gospodarki wolnorynkowej. W rozmowie z włoskim dziennikiem „La Stampa” 81-letni myśliciel wyjaśnił, że obawiał się instrumentalizacji dialogu przez Kubę, która udawałaby otwarcie, by zdobyć korzyści gospodarcze i polityczne, nadal jednak tłumiąc wolność i łamiąc prawa swych obywateli.

Pytany, czy porównanie obecnego dialogu do tego, co zrobili Jan Paweł II i Michaił Gorbaczow nie jest trochę na wyrost, Novak wskazał, że w czasach Karola Wojtyły panował podobny sceptycyzm, ale to papież miał rację. Gorbaczow „miał szczerą wolę zreformowania Związku Radzieckiego” a dialog z nim przysłużył się realizacji tego celu. „Uważam, że u źródeł otwartości, jaką okazuje Castro, jest przekonanie, iż ten reżim nie może już długo przetrwać, dlatego lepiej rozpocząć stopniową, a nie gwałtowną reformę, prowadzoną przez samych braci, Raula i Fidela. Jeśli taki jest cel, a mediacja papieża może pomóc w jego osiągnięciu, to warto spróbować” – analizuje filozof.

Zdaniem abp. Thomasa Wenskiego, metropolity Miami w USA, Kościół katolicki na Kubie stara się zapewnić pokojowy charakter przemian w tym kraju. „Kościół chce miękkiego lądowania w doprowadzeniu do końca pokojowych przemian na Kubie, gdyż alternatywą będzie chaos. Dlatego pracuje na ich rzecz. Fakt, że papież jedzie na Kubę, oznacza, że zgadza się z tym celem” - uważa.

Stosunki państwo - Kościół

Odbudowa zniszczonych świątyń, ich zwrot, trudności, na jakie napotykają księża, którzy z wielkim trudem mogą poruszać się po kraju, dostęp Kościoła do środków społecznego przekazu i oświaty - to główne problemy w stosunkach państwo-Kościół na wyspie. Po zapowiedzi ocieplenia stosunków między USA a Kubą pojawiły się również nadzieje na zintensyfikowanie procesu zwrotu zagarniętych przez władze kubańskie własności kościelnych. Sprawę restytucji przede wszystkim kościołów, ale także domów parafialnych, gruntów i innych budynków wywłaszczonych przez rząd po rewolucji, podjęto już w 2009 r. Jak do tej pory, rozmowy w tym zakresie dotyczą kilkunastu obiektów. „Byłby to bardzo pozytywny gest ze strony władz. Zwrot tego, co należy do Kościoła, w pewien sposób stworzy atmosferę zaufania” – mówi asystent sekretarza Konferencji Episkopatu Kuby, ks. José Félix Pérez.

Wśród budynków, o których zwrot ubiega się Kościół, są m.in. cenne zabytki, jak kaplica Uniwersytetu św. Tomasza z Villanueva czy imponująca świątynia przy dawnym kolegium jezuitów w Cienfuegos, 250 km na południowy zachód od stolicy. Ich stan techniczny jest często bardzo zły. Być może to właśnie względy ekonomiczne skłonią kubańskie władze do ich przekazania pierwotnym właścicielom, rząd nie ma bowiem środków na ich odrestaurowanie i utrzymanie.

Niedawno władze kubańskie wydały po raz pierwszy pozwolenie na budowę dwóch nowych kościołów. W marcu wmurowano kamień węgielny pod budowę świątyni we wschodniej części Hawany, której patronem będzie św. Jan Paweł II. Na kamieniu wyryto hasło jego pontyfikatu: "Totus Tuus". Będzie to pierwszy od ponad pół wieku kościół na wyspie, wybudowany od podstaw. Przy jego konstrukcji zostanie m.in. wykorzystana struktura ołtarza, przy którym w 2012 r. odprawiał Mszę Benedykt XVI.

Jeszcze w tym roku ma ruszyć budowa świątyni katolickiej w południowo-zachodniej części kraju w mieście Sandino. Biskup diecezji Pinar del Rio – Jorge Enrique Serpa Perez powiedział, że nowy kościół pomieści 250 wiernych.

Koszty budowy nowych świątyń pokryją przede wszystkim ofiary zebrane przez katolików ze Stanów Zjednoczonych.

Kard. Jaime Ortega y Alamino zapewnia, że na Kubie trwa stały, "płynny" dialog Kościoła katolickiego z władzami. W niedawnym wywiadzie dla kubańskiej telewizji oświadczył: „Kościół przebył długą drogę, niekiedy trudną i pełną przeciwieństw”.

Opozycja krytykuje Kościół

Podczas gdy oficjalnie stosunki państwowo-kościelne uznawane są za dobre, to – zdaniem opozycji w kraju i na emigracji – przedstawiciele Kościoła okazują zbytnią uległość wobec reżymu. Odnosząc się do tej krytyki kard. Ortega zapewnił, że Kościół jest zawsze gotów wspierać zachodzący obecnie na wyspie proces transformacji. Aby pokonywać przeszkody w kontaktach z władzami, biskupi i on sam prowadzą z nimi działalność „dialogową, podejmując trudności i różne problemy w stosunkach wzajemnych”.

W odpowiedzi na inne zarzuty, że nie zajmuje stanowiska politycznego zbieżnego z opozycją, kardynał przypomniał, że „Kościół nie jest częścią władzy”, dodając jednocześnie, że „nie oznacza to, iż jest oddzielony od społeczeństwa i że nie prowadzi działalności społecznej”. Arcybiskup stolicy ujawnił, że na krótko przed wybraniem kard. Jorge M. Bergoglio na papieża w marcu 2013 powiedział mu, że jego poprzednik – Benedykt XVI wyraził się, iż Kościół „jest w świecie nie po to, aby zmieniać rządy, ale aby przenikać Ewangelią serca ludzi a oni zmienią świat”. „Usłyszawszy to Franciszek podniósł ręce do góry i powiedział: `Należałoby to napisać na wielkim plakacie przy wejściach do wszystkich miast świata`” – wspominał kard. Ortega.

Wpisując się swoją działalnością w proces powolnej odwilży systemu komunistycznego 79-letni kardynał jest ważną postacią na Kubie. Dzięki jego zabiegom dwukrotnie udało się zorganizować na wyspie papieskie pielgrzymki, 130 więźniów politycznych odzyskało wolność, poszerzona została przestrzeń swobody dla Kościoła. Arcybiskup Hawany opowiada się też konsekwentnie za pojednaniem narodowym, co z jednej strony zdobywa mu wielu zwolenników, ale z drugiej wzbudza krytykę zarówno wśród twardogłowych komunistów, jak i w konserwatywnych środowiskach opozycji wewnętrznej i kubańskiej emigracji w USA.

Fatalna sytuacja gospodarcza

Kuba od lat jest pogrążona w nieustannym kryzysie ekonomicznym. Większość ludności żyje w skrajnej biedzie. Chociaż minęło już ponad pół wieku od rewolucji, którą wciąż się tam świętuje i wychwala, to ludzie przymierają głodem. Powszechny jest brak pracy, są problemy ze zorganizowaniem żywności nawet dla dzieci. Obowiązują kartki żywnościowe, półki sklepowe świecą pustkami, ludzie mają trudności z kupieniem podstawowych artykułów. Nawet cukier, który był podstawą kubańskiej gospodarki, jest w niektórych regionach trudno dostępny. Zarobki wynoszą 250-300 peso (ok. 1 tys. złotych). Lekarze zarabiają równowartość 250 euro i aby żyć godnie, niektórzy pracują dodatkowo nocą jako kelnerzy. Wszystko jest kontrolowane przez rząd, nawet dystrybucja mleka i mięsa. Cielęcina jest luksusem, a za samowolny ubój można trafić do więzienia.

To wszystko sprawia, że wielu ludzi próbuje uciec z wyspy. Mimo przeprowadzanych przez Raula Castro ostrożnych reform, co roku opuszcza ją ok. 40 tys. osób, głównie do USA, zwłaszcza do Miami na Florydzie (nazywanego „małą Kubą”). To emigracja w znacznym stopniu wpływa na warunki życia na wyspie, gdyż krewni i przyjaciele z Florydy posyłają swym bliskim w ciągu roku znaczne sumy dolarów, które nie tylko wspierają samych odbiorców, ale w poważnym stopniu podreperowują budżet państwa, ożywiając skostniałą gospodarkę planową.

Kościół wzywa do reform

Kościół katolicki na Kubie krytykuje wprowadzane przez rząd Raula Castro reformy w państwie. Zdaniem biskupów podjęte dotychczas kroki nie przyniosły oczekiwanego ożywienia gospodarki i niezbędnych zmian politycznych. Ogłoszony przez kubański episkopat program duszpasterski na lata 2014-2020 wskazuje, że reformy polegające na obniżeniu dotacji i na restrukturyzacji zatrudnienia są absolutnie niewystarczające. „Wiele grup ludności cierpi z powodu ubóstwa materialnego, a wynagrodzenia nie pozwalają na utrzymanie rodziny na godziwym poziomie” – czytamy w dokumencie episkopatu. Podkreśla on, że wielu Kubańczyków chciałoby państwa mniej biurokratycznego, a bardziej otwartego na inicjatywy społeczne, mniej paternalistycznego, a bardziej wspierającego obywateli, mniej autorytarnego, a bardziej demokratycznego.

Za bardzo niepokojący i mało konstruktywny biskupi uznają fakt częstych aresztowań i mnożących się aktów przemocy, zwłaszcza wobec tych, którzy „manifestują poglądy odmienne od panującej ideologii partii rządzącej”. Episkopat ubolewa też nad ograniczaniem wolności mediów, choć zauważa pojawienie się „pewnych przestrzeni debaty i dyskusji na temat przyszłości kraju”.

Religijność Kubańczyków

Według państwowych statystyk 90 proc. Kubańczyków deklaruje się jako wierzący, a jednocześnie są zdezorientowani, poszukują między chrześcijaństwem a religiami afrykańskimi, synkretycznymi, sektami. Mimo ponad 50-letniego wojującego ateizmu Kubańczycy nie poddali się do końca komunistycznej ideologii. Wyjałowione z wszelkich wartości i pogrążone w marazmie społeczeństwo charakteryzuje bezradność, co w sposób szczególny odbija się na rodzinie. Na tym tle Kościół jest jedyną instytucją, która ma coś do zaproponowania.

Wskaźnik praktyk religijnych na Kubie zawsze był niski. Jeszcze przed wprowadzeniem reżymu komunistycznego nie przekraczał 10 procent. Zawsze też większość duchowieństwa stanowili cudzoziemcy, głównie Hiszpanie, co wielokrotnie wpływało na wizerunek i postrzeganie Kościoła w społeczeństwie. Było to szczególnie widoczne w okresie walk o niepodległość i wyzwolenie spod panowania Hiszpanii w drugiej połowie XIX wieku.

Kościół "domów misyjnych"

Od początku rewolucji władze oskarżały Kościół o postawę antyrewolucyjną i skazały na wygnanie wielu biskupów, kapłanów i zaangażowanych świeckich. Przed rewolucją spośród obecnych na wyspie 681 kapłanów, tylko 125 miało obywatelstwo kubańskie. Pozostali pochodzili z Hiszpanii. Po pierwszych latach ograniczania działalności Kościoła i fali przymusowych deportacji (1961) pozostało na Kubie tylko 228 księży. Kapłanom obcokrajowcom nakazano wyjechać. Po cofnięciu tego nakazu powróciło tylko sześciu. W takiej sytuacji parafie opustoszały, kościoły zamykano lub wyburzono. Obecnie na Kubie pracuje 322 kapłanów.

Po 50 latach funkcjonowania bez kapłanów i świątyń, Kościół zaczął organizować się w małych katolickich wspólnotach, które nadal nie są oficjalnie uznawane i liczą średnio ok. 20-30 osób, choć w miastach ich liczebność sięga nawet 800 wiernych. W takich wspólnotach prowadzona jest katecheza, przygotowanie do sakramentów, wspólne modlitwy i Msze św. Nie mają one swoich kościołów, lecz tzw. "domy misyjne" prowadzone przez księży, diakonów i katechetów. Do miejscowości, gdzie jest taki dom, kapłan jedzie wraz z katechetą, pracującym za darmo, bez wykształcenia, poza tym, które zdobył sam w trakcie formacji. Jest to najczęściej ktoś z młodych ludzi, kto po odpowiednim przygotowaniu pomaga księżom w duszpasterstwie. Kapłani sprawują głównie posługę sakramentalną. Bardzo dobrze rozwinięte są rady parafialne, z przewodniczącymi, którymi zazwyczaj są osoby o dużym autorytecie moralnym oraz różne duszpasterstwa. Świetnie działają wizytatorzy chorych, którzy jednocześnie są szafarzami, którzy mogą udzielać komunii. Ponadto prężnie działa Caritas.

Symbolem przebudzenia religijnego wśród dorosłych jest katechumenat. Prawie w każdej parafii grupa 15-20 osób dorosłych, przygotowuje się do chrztu. Czy i kiedy wspólnoty będą oficjalnie zarejestrowane – nie wiadomo. Być może papieska wizyta sprawi, że tak się stanie i zostaną dla nich "szeroko otwarte drzwi".

Przed rewolucją Kościół katolicki mocno angażował się w szkolnictwo, ale w wyniku upaństwowienia utracił swe placówki. Niedawno odzyskał szkołę, niegdyś należącą do jezuitów w Bayamo. Jednakże jej remont i przywrócenie do dawnych funkcji wymaga ogromnego nakładu finansowego.

Nie czekając na zwrot budynków biskup diecezji Santa Clara tak rozbudował pomieszczenia kurii diecezjalnej, aby można było w nich zorganizować Diecezjalne Centrum Formacyjne. Są tam prowadzone kursy z teologii, antropologii, katolickiej nauki społecznej, duszpasterstwa rodzin, katechetyki i in. Biblioteka zebrała już ponad 14 tysięcy tytułów. W październiku 2011 wpisano ją do Narodowego Systemu Bibliotek i przez to jest ogólnie dostępna.

Oczekiwania

Kard. Beniamino Stella, który w latach 1992-99 był nuncjuszem apostolskim na Kubie a obecnie jest prefektem Kongregacji ds. Duchowieństwa, uważa, że wrześniowa wizyta Franciszka jest bardzo oczekiwana przede wszystkim dlatego, że Ojciec Święty pochodzi z Ameryki Łacińskiej. "Sądzę zatem, że zaistnieje naturalna chemia między światem Ameryki Łacińskiej, w tym wypadku kubańskim, a papieżem Franciszkiem. Myślę, że będzie to czas intensywny dla Kościoła, moment wymiany informacji, wielkiej nadziei dla wszystkich Kubańczyków, a zwłaszcza dla tych, którzy pracują i oddziałują swą wiarą i przywiązaniem do Kościoła jako wymiarem swego katolickiego życia" - powiedział kard. Stella po kwietniowej wizycie na wyspie.

W czasie swej majowej wizyty we Włoszech Raúl Castro powiedział, że jest pod wrażeniem mądrości i skromności Franciszka. "Czytam wszystkie jego przemówienia. Powiedziałem do Renziego: «Jeśli papież będzie tak robił dalej, to wrócę do Kościoła katolickiego»” – oświadczył prezydent Kuby po spotkaniu w włoskim premierem Matteo Renzim w Rzymie.

Również sędziwy przywódca rewolucji kubańskiej, 89-letni Fidel Castro zamierza zrewidować swoje dotychczasowe poglądy na Boga i religię. Poinformowały o tym media brazylijskie, powołując się na wypowiedź dominikanina, teologa wyzwolenia Frei Betto, który w czasach oziębienia stosunków dyplomatycznych między Stolicą Apostolską a Kubą był jednym z łączników między obu stronami. Zarówno Raúl, jak i jego brat i poprzednik Fidel Castro zostali w dzieciństwie ochrzczeni i zdobywali wykształcenie w szkołach katolickich na Kubie.

Program papieskiej wizyty

Franciszek odleci samolotem Alitalii z Rzymu 19 września przed południem i przybędzie na lotnisko międzynarodowe im. José Martiego w Hawanie o godz. 16 czasu miejscowego. Tam też nastąpi jego uroczyste powitanie.

W niedzielę 20 bm. przed południem papież odprawi Mszę św. na Placu Rewolucji w Hawanie. W stolicy Kuby rozpoczęły się już intensywne przygotowania do tego wydarzenia. Ołtarz, przy którym Franciszek odprawi Mszę św., zostanie ustawiony w taki sposób, aby w jego tle widoczny był 36-metrowej wielkości portret Che Guevary – argentyńskiego rewolucjonisty i „ikony kubańskiej rewolucji”, straconego w Boliwii w 1967 roku. W pobliżu znajdzie się też portret innego bohatera narodowego Kuby, pisarza José Martíego. Ołtarz stanie dokładnie w miejscu, w którym odprawiali wcześniej Msze św. dwaj poprzedni papieże. Im także towarzyszył portret „Che”. Po południu Ojciec Święty złoży wizytę w pałacu prezydenckim, weźmie udział w nieszporach z duchownymi i klerykami w stołecznej katedrze oraz pozdrowi młodzież w Centrum im o. Félixa Vareli.

W poniedziałek, 21 września z rana papież uda się do miasta Holguín, gdzie będzie przewodniczył Mszy św. na tamtejszym Placu Rewolucji, po południu zaś pobłogosławi miasto ze Wzgórza Krzyża (Loma de la Cruz), po czym o 16. odleci do Santiago. Spotka się tam z biskupami kubańskimi w Seminarium św. Bazylego Wielkiego a wieczorem odmówi z nimi modlitwę do Matki Bożej Miłosierdzia del Cobre w poświęconym Jej sanktuarium.

We wtorek, 22 bm. rano Franciszek odprawi tam Eucharystię, po czym w miejscowej katedrze spotka się z rodzinami oraz z przedstawicielami miejscowości i dzielnic, w których nie ma kościoła, a na zakończenie pobłogosławi miasto. Z Santiago odleci do Waszyngtonu

Tagi:
papież Franciszek na Kubie i w USA

Papież, który nie umiera

2018-10-10 11:16

Z kard. Stanisławem Dziwiszem rozmawia Krzysztof Tadej dziennikarz TVP
Niedziela Ogólnopolska 41/2018, str. 10-14

40 lat temu – 16 października 1978 r. kard. Karol Wojtyła został papieżem. Pierwszym po 455 latach następcą św. Piotra, który nie pochodził z Włoch (od czasów Hadriana VI, Holendra, którego pontyfikat trwał w latach 1522-23). Kard. Stanisław Dziwisz, były metropolita krakowski i osobisty sekretarz Jana Pawła II, opowiada o tych wyjątkowych, historycznych chwilach

Adam Bujak, Arturo Mari/Biały Kruk

KRZYSZTOF TADEJ: – 16 października 1978 r., wieczorem, kiedy pojawił się biały dym...

KARD. STANISŁAW DZIWISZ: – Stałem wśród nieprzebranych tłumów ludzi na Placu św. Piotra, po lewej stronie, koło fontanny.

– Dokładnie o godz. 18.44 na centralnym balkonie Bazyliki św. Piotra pojawił się kard. Pericle Felici.

– Kard. Felici zaczął ogłaszać: „Annuntio vobis gaudium magnum – habemus papam...” (Zwiastuję wam radość wielką – mamy papieża... – przyp. K. T.). Gdy padło imię „Carolum”, zadrżało mi serce. Po chwili kardynał powiedział: „Wojtyla”, a ja pomyślałem: „Stało się!”.

– A nie np.: „Jak cudownie! Jak wspaniale!”?

– Radości, której wówczas doświadczyłem, nie da się opisać żadnymi słowami. Ale byłem też rozdarty między poczuciem dumy i szczęścia a świadomością, że od tej chwili zmienia się wszystko. To rodziło pewną nostalgię. Poza tym miałem świadomość, jak wielka odpowiedzialność została złożona w ręce kard. Wojtyły. Kościół i świat znajdowały się w szczególnym momencie dziejów. Polskiego Papieża czekało wiele ciężkiej pracy.

– Jak reagowali ludzie stojący obok Księdza Kardynała?

– Entuzjazm tłumów był porywający. Wielu jeszcze nie wiedziało, kim jest nowy papież. Dopytywali, skąd pochodzi. Plac szybko się zapełniał, bo na wieść o pozytywnym wyniku konklawe rzymianie zostawiali swoje zajęcia i biegli pod Bazylikę św. Piotra, by zobaczyć Ojca Świętego. Kiedy Jan Paweł II ukazał się na balkonie, zapanowała nieprawdopodobna euforia. Krzykom, oklaskom, radości nie było końca. Wiedziałem, że Papież z dalekiego kraju natychmiast podbił serca mieszkańców Wiecznego Miasta. Kard. Stefan Wyszyński wyznał mi później, że bardzo się bał tego momentu. Zastanawiał się, jak lud rzymski przyjmie nowego papieża. Czy go zaakceptuje? Ale reakcja na przemówienie nowego Ojca Świętego powiedziała nam wszystko: świat od razu pokochał Jana Pawła II.

– Kard. Wyszyński chciał, żeby nowym papieżem został Włoch. Czy to prawda?

– Przed wyjazdem z Polski nie dopuszczał innej możliwości. Uważał, że jeszcze nie czas na papieża z innego kraju. Z takim przeświadczeniem wchodził na pierwsze konklawe po śmierci Pawła VI, a potem na drugie. Ale czas konklawe dał mu do myślenia. Zrozumiał, że Duch Święty chce inaczej. Zmienił zdanie, a po wyborze stanął przy Papieżu, by dodać mu odwagi i przekazać wyrazy przyjaźni i serdeczności. Kiedyś Ojciec Święty wspominał o tym, co się działo w czasie konklawe. Mówił, że w decydującym momencie, gdy szala głosów przechylała się w jego stronę, Prymas Tysiąclecia podszedł do niego i powiedział, że nie wolno mu odmówić, że musi przyjąć ten wybór. On również zasugerował imię dla nowego papieża: Jan Paweł II.

– Czy przed konklawe kard. Wojtyła przewidywał, że może zostać wybrany?

– Nigdy o tym nie mówił. Ten temat nie był przez niego poruszany w żadnej rozmowie, a gdy ktoś z otoczenia zaczynał snuć domysły, ucinał je krótkim zdaniem: „Duch Święty wskaże”.

– Gdy czyta się wspomnienia o Karolu Wojtyle, można odnieść wrażenie, że wiele osób przepowiedziało ten wybór.

– Trochę jestem tym zdziwiony, bo przecież nie było powszechnego przekonania, że wyjedzie na konklawe i już nie wróci. Nic takiego nie miało miejsca. Owszem, zdarzały się osoby, zwłaszcza w Krakowie, które powtarzały: „To święty duszpasterz, święty biskup”. Niektórzy dodawali, że nadawałby się na papieża. Znałem nawet siostrę z Międzyzakonnego Wyższego Instytutu Katechetycznego, która często podkreślała, że gdyby kard. Wojtyła został papieżem, to byłaby ogromna szkoda, bo Kraków straci wybitnego człowieka. Po śmierci Jana Pawła I takich głosów było nieco więcej. Docierały wiadomości, że nasz kardynał był brany pod uwagę podczas poprzedniego konklawe. Ale pamiętajmy, że były to pojedyncze opinie. Później sprawy przybrały inny obrót, bo zaraz po ogłoszeniu nowego papieża na Placu św. Piotra rozdawano dziennik watykański z dossier na temat kard. Wojtyły. To przygotowanie watykańskiej prasy oznaczało, że był poważnym kandydatem.

– A Ksiądz Kardynał? Nigdy nie pomyślał, że tak się stanie?

– Od początku miałem świadomość, komu służę. Widziałem wielkość Karola Wojtyły. Mimo stosunkowo młodego wieku należał do najwybitniejszych postaci Kościoła. Uczestniczył w synodach z udziałem kardynałów, arcybiskupów i biskupów z całego świata. Tylko raz nie pojechał na synod do Rzymu. Władze nie wypuściły z kraju kard. Wyszyńskiego i na znak solidarności z Prymasem nie pojechał również kard. Wojtyła. Trzeba powiedzieć, że wyróżniał się w tych gremiach. Jego przemówienia nie pozostawały bez echa. Poza tym łączyła go przyjaźń z papieżem Pawłem VI. Ojciec Święty przyjmował go na prywatnych audiencjach zawsze, ilekroć kard. Wojtyła był w Rzymie. Powierzył mu także wygłoszenie rekolekcji dla niego i całej Kurii Rzymskiej, co było dowodem papieskiego uznania i szacunku dla polskiego hierarchy. Kard. Wojtyła był znany w Kościele i liczono się z jego głosem. Był oceniany jako wybitny myśliciel i duszpasterz. Interesowały się nim środki społecznego przekazu w Rzymie. Wspominałem już, że watykańskie media przygotowywały się na możliwość jego wyboru. Dziennik „L’Osservatore Romano” opracował sylwetki dziesięciu najważniejszych kandydatów i wśród nich był Karol Wojtyła. Przed konklawe konsultowali ze mną jego życiorys. Ale również inne poważne czasopisma wymieniały go jako kandydata na następcę św. Piotra.

– Nie było żadnych innych znaków, że zostanie wybrany? Kiedyś Ksiądz Kardynał opowiadał mi o dziwnej sytuacji po śmierci Pawła VI.

– Rzeczywiście, to było niezwykłe. Na początku sierpnia 1978 r. Karol Wojtyła wyjechał w Bieszczady z przyjaciółmi. Tam się dowiedział, że zmarł Paweł VI. Następnego dnia pojechałem po niego. Schodzili z gór przy pięknej pogodzie. W którymś momencie musieli przejść przez San. Zdjęli buty i boso, po kamieniach, przedostali się na drugi brzeg. I wtedy jakiś piorun strzelił obok. Jeden raz, z jasnego nieba. Pomyślałem, że to znak.

– Czyli wybór kard. Wojtyły na papieża nie był dla Księdza Kardynała czymś zaskakującym?

– Nie byłem zszokowany, choć to był szok dla świata. Zrozumiały, bo przecież od wieków papieżami zostawali Włosi. Dzisiaj, z perspektywy czasu, widzę, że Opatrzność Boża przygotowała Karola Wojtyłę do wielkich zadań. Był człowiekiem wielu talentów: myśliciel, filozof, aktor, poeta. Imponował znajomością języków obcych, którymi się posługiwał z niesłychaną swobodą. Mimo wielu obowiązków sam przygotowywał projekty swoich wystąpień. Współpraca z kurią układała się bardzo dobrze, ale zasadniczymi kwestiami metropolita krakowski zajmował się osobiście.

– Powróćmy do chwili, gdy Jan Paweł II pojawił się pierwszy raz na balkonie Bazyliki św. Piotra. Po przemówieniu i błogosławieństwie zniknął we wnętrzu bazyliki. A Ksiądz Kardynał? Od razu poszedł do Papieża?

– Nie było to takie proste, bo przecież konklawe wciąż trwało. Papież jednak chciał mnie zobaczyć i zostałem komisyjnie wprowadzony do refektarza, w którym kardynałowie wraz z Ojcem Świętym spożywali kolację. Do Jana Pawła II podprowadził mnie sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej kard. Jean-Marie Villot. Ojciec Święty wstał i serdecznie się ze mną przywitał.

– Nic nie mówił?

– Powiedział: „Ale dali szkołę!”.

– ?

– Tak zażartował. Już później, choć nie pamiętam dokładnie kiedy, dodał: „Skończyły się wyjazdy na narty!”.

– Co się działo dalej?

– Po kolacji Ojciec Święty poszedł do swojego pokoju i zaczął przygotowywać przemówienie do Kolegium Kardynalskiego, które miał wygłosić następnego dnia rano w Kaplicy Sykstyńskiej. Chciał, abym został, ale ja tego wieczoru pojechałem do Kolegium Polskiego przy Piazza Remuria, gdzie mieszkaliśmy przed konklawe. Chciałem dzielić wielkie chwile z polskimi księżmi, którzy świętowali wybór nowego papieża. Euforia, radość, oklaski – słowami nie da się opisać tego, co tam się działo! Natychmiast też wzrosło zainteresowanie Polską. Pojawiło się wielu dziennikarzy. Pytali o kraj, który dał światu następcę św. Piotra. Wyczuwało się też, że wszyscy czekali na coś nowego, na jakieś nowe otwarcie dla Kościoła i świata. Nowy papież dawał nadzieję na zmiany.

– Następnego dnia wrócił Ksiądz Kardynał do Watykanu i...

– Pałac Apostolski, czyli dom papieża, był po śmierci Jana Pawła I zamknięty. Kard. Villot otwierał przy Ojcu Świętym drzwi apartamentów. Gdy to zrobił, przekazał mi klucze. Ogromny, ciężki pęk kluczy. W tej chwili zaczęła się moja troska o porządek w Pałacu Apostolskim.

– Początki były dla Księdza Kardynała ciężkie?

– Nie miałem doświadczenia. Byłem lekko przerażony, gdy dwa razy dziennie docierała ze wszystkich kongregacji poczta do Ojca Świętego. Dokumenty, pisma, prośby. To były stosy papierów, które trzeba było uporządkować i przedstawić Ojcu Świętemu. Pracy było tyle, że to przerażenie szybko mi przeszło. Nie było na nie czasu (śmiech).

– Czy w tych pierwszych dniach zajmował się Ksiądz Kardynał tak przyziemnymi sprawami, jak np. zorganizowanie przewozu rzeczy kard. Wojtyły z Krakowa do Watykanu?

– Akurat z tym nie było żadnego problemu. Papież praktycznie nic nie posiadał. Żył jak św. Franciszek z Asyżu. W Krakowie nie pobierał pensji, a wszystkie honoraria z książek i innych publikacji przeznaczał dla ubogich studentów i profesorów. Nie rozgłaszał tego. Pomagał tak, żeby poza zainteresowanymi nikt o tym nie wiedział. Nie lubił też, gdy kupowano mu coś nowego. Miał w Polsce stary płaszcz z podpinką. Zimą zakładał podpinkę do płaszcza i to było całe jego bogactwo.

– A jak się Papież zachowywał po wyborze? Czy jakoś się zmienił?

– Do końca pontyfikatu pozostał sobą. Tym zaskakiwał kapłanów w Watykanie od pierwszych chwil, od pierwszego wyjścia na balkon Bazyliki św. Piotra. Ceremoniarz, ks. Virgilio Noe, wskazywał, że według tradycji nowy papież nie przemawia, tylko błogosławi ludzi zebranych na Placu św. Piotra. Ale Ojciec Święty na widok wiwatujących tłumów nie mógł przecież nic nie powiedzieć! W Watykanie szybko zrozumieli, że nowy papież jest człowiekiem niezależnym. Od pierwszego dnia zachowywał spokój, nie targały nim emocje, które przecież byłyby zrozumiałe wobec tak przełomowego wydarzenia w życiu. Był w nim głęboki spokój, który udzielał się innym. Widziałem ludzi, którzy przed spotkaniem z Ojcem Świętym byli zdenerwowani, przychodzili z jakimś wewnętrznym napięciem. Wychodzili od niego uspokojeni, uśmiechnięci. Źródłem tego spokoju były modlitwa i zawierzenie Opatrzności Bożej. Papież nie musiał się niepotrzebnie martwić, bo wiedział, że jest z nim Bóg, który wszystko widzi i go wspiera. Jan Paweł II był człowiekiem ogromnej modlitwy. Wszystkie trudności, decyzje, które trzeba było podjąć, najpierw powierzał Bogu. Przed każdym spotkaniem szedł do kaplicy i się modlił. Przed Najświętszym Sakramentem przygotowywał wszystko, co chciał przekazać w przemówieniach i homiliach. Jego wizja duszpasterska, kierunki działań dla Kościoła i świata powstawały na klęczkach, w ufnym zawierzeniu wszystkiego Panu dziejów. Miał jasne, precyzyjne widzenie spraw. Opowiadał mi kiedyś jeden z kardynałów, że poszedł do Papieża z pewnym problemem i wyznał mu, że nie widzi rozwiązania. Papież odpowiedział, że za mało się modli, i poprosił, żeby szukali światła podczas wspólnej modlitwy. I rzeczywiście problem został dzięki temu rozstrzygnięty. Kiedyś grupa kardynałów spierała się w jakiejś sprawie. Nie potrafili dojść do porozumienia. Papież zadał proste pytanie: „Co zrobiłby nasz Pan, Jezus Chrystus, w tej konkretnej sytuacji?”. Wszyscy po chwili zastanowienia wiedzieli, co mają robić dalej.

– Papież zaskoczył wszystkich również wtedy, gdy dzień po wyborze wyjechał poza Watykan.

– Jeszcze przed konklawe wielki, wspaniały przyjaciel kard. Wojtyły – bp Andrzej Deskur nagle zachorował. Doznał wylewu i trafił nieprzytomny do szpitala. W dniu rozpoczęcia konklawe kard. Wojtyła postanowił go odwiedzić. Myślę, że cierpienie przyjaciela było dla niego znakiem wielkich zmian, ale także ogromnym duchowym kapitałem. Tak zresztą je po latach interpretował. Nie byłem zaskoczony, gdy 17 października Jan Paweł II zdecydował, że chce ponownie odwiedzić bp. Deskura. Protestował prefekt Domu Papieskiego. Dla niego było to niemożliwe, bo nigdy wcześniej żaden papież nie wyjeżdżał z Watykanu.

– Jak wyglądało spotkanie z bp. Deskurem?

– W poliklinice Gemellego czekały tłumy. Wszyscy chorzy chcieli zobaczyć nowego papieża. Jan Paweł II długo się modlił przy nieprzytomnym przyjacielu i udzielił mu błogosławieństwa. Bp Deskur był w ciężkim stanie i dopiero po jakimś czasie, po kilku dniach, odzyskał przytomność. Wrócił do swoich obowiązków, choć nigdy nie odzyskał dawnej sprawności i do końca życia dźwigał krzyż cierpienia. Ojciec Święty zapraszał go w każdą niedzielę na obiad. Pozostał wierny tej przyjaźni do końca.

– Ksiądz Kardynał wspominał, że Jan Paweł II czuł się w Pałacu Apostolskim tak, jakby był tam od lat.

– Sam mi to powiedział: „Dziwię się sam sobie, bo czuję, jakbym tu zawsze był”. Bez problemów szedł od zadania do zadania. Od początku dawał z siebie wszystko i wykorzystywał czas do maksimum. Pierwsze dni upłynęły pod znakiem przygotowań do Mszy św. inaugurującej pontyfikat. Kuria zaproponowała projekt homilii. Papież odłożył go na bok i zaczął pisać swoją. Pisał ręcznie, po polsku. Sam przygotowywał swoje homilie i wystąpienia. Pisał, a w ostatnich latach dyktował ich treść. Przychodziło mu to z wielką łatwością. Nie potrzebował książek naukowych, pomocy, słowników. Przygotowanie długiego przemówienia wymagało od niego poświęcenia dwóch godzin. By przygotować krótsze przemówienie, wystarczyła godzina. Po tym czasie tekst nie wymagał żadnych poprawek. W dniu inauguracji pontyfikatu padły słowa, które zrobiły wielkie wrażenie na wszystkich. Papież powiedział: „Nie bójcie się przygarnąć Chrystusa i przyjąć Jego władzę, pomóżcie Papieżowi i wszystkim tym, którzy pragną służyć Chrystusowi, służyć człowiekowi i całej ludzkości. Nie bójcie się! Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi. Dla Jego zbawczej władzy otwórzcie granice państw, systemów ekonomicznych i politycznych, szerokie dziedziny kultury, cywilizacji, rozwoju! Nie bójcie się!”. Uważam, że dzisiaj te słowa są nadal aktualne.

– W czasie tej Mszy św. Jan Paweł II zrobił też coś niekonwencjonalnego. Wszedł w tłum ludzi.

– Zobaczył chorych i postanowił do nich zejść. Ks. Noe, papieski ceremoniarz, znów protestował. „Nie można! Nie można!” – wołał. A Ojciec Święty tylko na niego spojrzał i poszedł do ludzi. Po raz kolejny pokazał swoją niezależność. Robił to, co nakazywało mu serce, i nie wahał się wtedy przełamywać utartych zwyczajów.

– Od pierwszych dni Jan Paweł II odprawiał Msze św. w swojej prywatnej kaplicy z udziałem wiernych?

– Kilka razy samotnie odprawił Mszę św. w prywatnej kaplicy, ale to było dla niego trudne. Potrzebował poczucia więzi z innymi, bo Eucharystia ma przecież charakter wspólnotowy. Postanowił zapraszać zgromadzenia zakonne. Wziąłem więc książkę telefoniczną i zacząłem dzwonić do sióstr. Ale to nie było łatwe, bo siostry podejrzewały, że stroję sobie żarty. Nie wierzyły mi i sprawdzały w Sekretariacie Stanu, czy coś takiego jest możliwe, bo wcześniej w Watykanie nic takiego się nie zdarzało. Ale po kilku Mszach św. z Papieżem zgromadzenia zakonne same zaczęły się zgłaszać. Potem o możliwość uczestnictwa W Eucharystii z Papieżem prosiły różne instytucje i osoby prywatne.

– Czy Jan Paweł II myślał o pielgrzymce do Polski od pierwszych dni pontyfikatu?

– Na początku była podróż do Meksyku, na Dominikanę i Bahamy. Konferencja Episkopatu Ameryki Łacińskiej zaprosiła na swoje obrady Pawła VI. On jednak nie zdecydował się pojechać. Kolejny papież szybko zmarł. Jan Paweł II się nie zawahał, zwłaszcza że trzeba było rozstrzygnąć ważne problemy dotyczące teologii wyzwolenia. Na Konferencję Episkopatów mieli przyjechać delegaci wszystkich państw Ameryki Łacińskiej. W niektórych krajach pojawiły się pomysły, że wprowadzenie marksizmu i komunizmu jest drogą do wyzwolenia z nędzy. Papież przestrzegał, że to „lekarstwo” jest gorsze od choroby. Mówił o solidarności, współpracy i wrażliwości społecznej na krzywdy innych. Na spotkanie z Ojcem Świętym przychodziły rzesze ludzi. Pamiętam, że po wylądowaniu w Meksyku nie mogliśmy pokonać krótkiego odcinka z lotniska do mieszkania, bo na drodze były niezliczone tłumy wiwatujących ludzi. Dla Papieża pielgrzymka do Meksyku była otwarciem drogi do Polski. Meksyk miał wówczas chyba najbardziej antykościelną konstytucję. Tamtejszy Kościół był bardzo prześladowany. Jeśli tak antykościelne władze Meksyku przyjmują Ojca Świętego, to dlaczego miałaby odmówić Polska? Okazało się jednak, że to nie było takie proste. Papież chciał przyjechać do Polski na jubileuszowe obchody 900-lecia śmierci św. Stanisława w 1979 r. Władze powiedziały „nie” i zaczęły się negocjacje. Szczęśliwie pozwolono na pielgrzymkę w czerwcu.

– Gdy Ksiądz Kardynał wspomina dzisiaj te historyczne dni, to czy nie ma poczucia, że życie szybko mija i to, co wydaje się, że działo się tak niedawno, dla wielu jest jakimś odległym wydarzeniem?

– Nie, ponieważ wciąż spotykam ludzi z różnych krajów świata, którzy żyją nauczaniem Jana Pawła II. Interesują się wydarzeniami pontyfikatu i są zafascynowani świętym, wielkim Papieżem. Jego nauczanie dla wielu kapłanów stanowi źródło wiedzy. Spodobało mi się zdanie, które ktoś wypowiedział, że to jest „Papież, który nie umiera”. Powstają kościoły pod wezwaniem Jana Pawła II. Różne instytucje i szkoły obierają go sobie za patrona. W wielu krajach odbywają się sesje naukowe dotyczące Jana Pawła II. Mogę potwierdzić z przekonaniem, że to Papież, który nie umiera. Pozostał w sercach ludzi. Przekonuję się o tym każdego dnia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Była pokorną kobietą wrażliwą na ludzką biedę

2018-10-16 22:54

Kamil Krasowski

W zielonogórskiej konkatedrze 16 października odbyły się uroczystości odpustowe ku czci św. Jadwigi Śląskiej. Przewodniczył im bp Adam Dyczkowski, który tego dnia obchodził również 40-lecie sakry biskupiej. W uroczystości uczestniczyli członkowie zielonogórskiej Kapituły Kolegiackiej pw. św. Jadwigi, księża oraz licznie zgromadzeni wierni.

Karolina Krasowska
św. Jadwiga jest doskonałym wzorem łączenia wielu zadań i cnót

- Gromadzi nas dzisiaj patronka tej prastarej świątyni i patronka Kapituły Kolegiackiej – św. Jadwiga Śląska. Choć żyła w odległych czasach na przełomie XII i XIII wieku jest doskonałym wzorem łączenia wielu zadań i cnót – powiedział na początku Eucharystii ks. prał. Jan Pawlak, dziekan zielonogórskiej Kapituły Kolegiackiej pw. św. Jadwigi. – Była księżną, żoną księcia Henryka Brodatego, a jednocześnie pokorną kobietą wrażliwą na ludzką biedę. Była troskliwą matką siedmiorga dzieci, a przy tym nie szczędziła czasu na modlitwę. Doświadczona wielkim cierpieniem, dzięki wierze oczekiwała spodziewanej sprawiedliwości w niebie. Umiała dbać o to, co wewnętrzne i co zewnętrzne zgodnie z zachętą Jezusa: „Raczej dajcie to, co jest wewnątrz na jałmużnę, a zaraz wszystko będzie dla was czyste”.

Zobacz zdjęcia: Odpust ku czci św. Jadwigi Śląskiej w zielonogórskiej konkatedrze

Odpustowej Liturgii przewodniczył bp Adam Dyczkowski, który przed 25 laty instalował zielonogórską Kapitułę Kolegiacką pw. św. Jadwigi. Sama Kapituła została powołana przez bp. Józefa Michalika w pierwszą rocznicę utworzenia diecezji zielonogórsko-gorzowskiej bullą Ojca Świętego Jana Pawła II „Totus Tuuss Poloniae Populus” z dnia 25 marca 1992 r. Wtedy też kościół pw. św. Jadwigi Śląskiej w Zielonej Górze otrzymał tytuł konkatedry, a miasto stało się stolicą diecezji zielonogórsko-gorzowskiej. Celem Kapituły jest troska o wzorową służbę Bożą i jej piękno. Penitencjarzem Kapituły jest proboszcz parafii konkatedralnej ks. prał. Włodzimierz Lange.

Odpust łączył się z 40-leciem sakry biskupiej bp. Adama Dyczkowskiego i 40. rocznicą wyboru kard. Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową. - Ważnym świętowaniem dzisiaj jest również 40-lecie sakry biskupiej ks. bp. Adama Dyczkowskiego. Dlatego cieszymy się, że może razem z nami pod swoim przewodnictwem dziękować za tę wyjątkową służbę, którą pełni od 40 lat. Ale też trzeba wspomnieć, że 40 lat temu, tutaj, też w tej świątyni, ogłoszono, że Polak, kard. Wojtyła został papieżem. Dzisiaj dziękujemy za ten pontyfikat już dzisiaj św. Jana Pawła II. Dziękujemy za Jego umiłowanie człowieka, umiłowanie Chrystusa, wierność Chrystusowi, za to że ciągle uczył nas jak należy żyć – mówił ks. prał. Pawlak.

W homilii bp Dyczkowski zwrócił uwagę na najważniejsze aspekty z życia św. Jadwigi. Podkreślił, że jako księżna miała ona pełne prawo żyć w luksusie i wygodzie, jednakże wybrała życie skromne, aby dzielić się z ubogimi wśród swoich poddanych. Dodał, że nawet kard. Karol Wojtyła został wybrany na papieża we wspomnienie św. Jadwigi. – Św. Jadwiga może być wielkim wzorem dla matek, dla żon. A w naszych czasach jej przykład naprawdę warto kontynuować. Warto dziś powtarzać jej przykład patriotyzmu. Dlatego dzisiaj oddając jej należną cześć prośmy, aby otoczyła swoją opieką nasze rodziny, naszą młodzież, aby zawsze wstawiała się za nami – powiedział ksiądz biskup, któremu na zakończenie Liturgii wierni podziękowali za pełnioną posługę i wręczyli róże.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Warszawa: międzynarodowa konferencja „Wspólnota – rodzina – ojcostwo – współczesne wyzwania”

2018-10-17 20:44

dg, maj / Warszawa (KAI)

„Wspólnota – rodzina – ojcostwo – współczesne wyzwania” to tytuł międzynarodowej konferencji naukowej, która odbyła się 17 października w Warszawie w ramach obchodów XVIII Dnia Papieskiego pod hasłem „Promieniowanie ojcostwa”. Organizatorem konferencji jest Fundacja „Dzieło Nowego Tysiąclecia”, a partnerem merytorycznym Centrum Myśli Jana Pawła II. Patronat honorowy nad wydarzeniem objął Prezydent RP.

MARIAN SZTAJNER

Konferencja rozpoczęła się Mszą św. w kościele seminaryjnym Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Józefa Oblubieńca. Następnie obrady na Zamku Królewskim otworzył kard. Kazimierz Nycz, metropolita warszawski. Gości przywitał też ks. Dariusz Kowalczyk, prezes Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia”. Spotkanie poprowadził red. Grzegorz Górny.

O. prof. Jarosław Kupczak, dogmatyk z UPJPII, wystąpił z referatem pt. „Macierzyństwo i ojcostwo jako obraz miłości Boga”. Analizując dramat Karola Wojtyły „Promieniowanie Ojcostwa”, wskazał na obecne tam dwa konkurujące ze sobą humanizmy – jeden odrzucający Boga ze wszystkimi tego konsekwencjami i drugi – integralny, wskazujący na człowieka jako „homo religiosus” i jego transcendentne odniesienia, dopełniające ludzkie poszukiwanie prawdy. Te dwa humanizmy ukazane są przez przeciwstawienie sobie samotności i ojcostwa.

– Samotność jest doświadczeniem każdego człowieka. Ta fundamentalna samotność, o której mówi Wojtyła, jest dla niego skutkiem jakiegoś upadku. Polegał on na tym, że Adam nie potrafił udźwignąć ojcostwa i sprostać mu, dlatego zrzucił je jak brzemię, co jest centralnym tematem dramatu. To odrzucenie ojcostwa można rozumieć na dwa sposoby, po pierwsze jako opis każdego człowieka, mężczyzny i kobiety, po grzechu pierworodnym. Człowiek odrzucił promieniowanie ojcostwa Ojca Niebieskiego, dlatego jest fundamentalnie samotny – mówił dominikanin. – W drugiej, doczesnej perspektywie, odrzucenie ojcostwa to sytuacja każdego człowieka, który opiera się miłości i wybiera siebie, sprzeciwiając się w ten sposób podstawowemu prawu rozwojowemu swojej osoby. Takie odrzucenie ojcostwa i macierzyństwa to sprawa nie tyle naszego dziedzictwa, ile teraźniejszego wyboru każdego z nas. Wojtyła sugeruje, że te dwa wymiary odrzucenia ojcostwa i ludzkiej samotności są ze sobą związane, gdyż ojcostwo i macierzyństwo są najważniejszym sposobem wierności Ojcu Niebieskiemu i wierności wobec swojej natury. Dojrzałość mężczyzny realizuje się w ojcostwie, kobiety w macierzyństwie, fizycznym bądź duchowym – dodał teolog.

Znawca nauczania Karola Wojtyły zaznaczył, że wg. niego alienuje człowieka nie relacja z Bogiem, a odcięcie od Niego i religijna samotność. Nawiązując do myśli włoskiego filozofa Massimo Serettiego, wskazał również na problem współczesnego buntu przeciwko ojcostwu, dekonstrukcji tradycyjnego modelu rodziny oraz zniesienia różnicy płci: „W prometejskiej kulturze tylko człowiek nadaje sens takim rzeczywistościom jak ojcostwo i macierzyństwo, płeć, męskość, kobiecość, rodzina, małżeństwo. Natura okazuje się wyłącznie konstruktem kulturowym, mówi tylko o człowieku, nie odsyła do Boga. Zanim więc rozpoczęła się w laboratoriach technologiczna abolicja ojcostwa przez procedurę in vitro, banki nasienia, praktykę anonimowych dawców i inne skandaliczne praktyki, od długiego czasu dokonywała się już filozoficzna i teologiczna dekonstrukcja idei ojcostwa”.

Nawiązując do opisów biblijnych, nauczania Wojtyły czy Levinasa, o. Kupczak omówił wagę różnicy płciowej jako podstawowego miejsca doświadczenia inności oraz fundamentu poznania. Za Lewinasem wskazał też na podstawy relacji rodzic-dziecko: „Syn, córka, nie jest własnością. Faktu płodzenia nie pozwalają uchwycić ani pojęcie przyczyny, ani pojęcie własności”.

– Akt poczęcia nie jest aktem tworzenia, uczynienia człowieka. Mężczyzna i kobieta nie mają władzy nad procesem poczęcia. Mogą starać się o dziecko, ale nigdy nie osiągną pewności, że w akcie seksualnym to poczęcie nastąpiło. Ten brak kontroli i władzy nad poczynającym się człowiekiem jest bardzo ważny, bo w biologię rodzenia wpisana jest genealogia osoby. Ten brak kontroli i władzy nad poczęciem jest etycznym warunkiem i metafizycznym znakiem godności procesu poczęcia jak również samej poczętej osoby, czyli każdego z nas, bo ostatecznie każdy z nas narodził się w ten sposób – mówił dominikanin i dodał: „Pochodzenie od innego, które implikuje zależność i wdzięczność, sprawia, że człowiek nie może myśleć o sobie, jako absolucie. Sama struktura procesu poczęcia i wychowania pokazuje, że istotą ludzkiego życia jest zależność i pochodzenie od innego. Przyjęcie i zdanie sobie sprawy z promieniowania ojcostwa jest warunkiem ludzkiej dojrzałości, dorosłości”.

Miłość mężczyzny i kobiety jest zamierzonym przez Stwórcę obrazem odwiecznej miłości Ojca, Syna i Ducha Świętego. „Sercem tej ludzkiej, płodnej miłości jest odpowiedzialność za drugą osobę, która czyni z kobiety matkę a z mężczyzny ojca. Istotą miłości erotycznej jest fakt, że dokonuje się pomiędzy osobami. Miłość jest wzięciem odpowiedzialności za drugie ‘ja’ i sprawia, że w społeczeństwie bez ojców na nowo pojawiają się ojcowie i matki” – powiedział dominikanin.

Hiszpańska pisarka, filozof i antropolog, członkini Królewskiej Akademii Lekarzy prof. Blanca Castilla de Cortazar z Nawary swoje wystąpienie poświęciła tematowi „Dar ludzkiego rodzicielstwa”. „Żyjemy w czasach kryzysu rodziny. Co się stało z naszym społeczeństwem, że ojcostwo stało się czymś mniej oczywistym, swego rodzaju czarną dziurą? Problemem w naszym społeczeństwie jest kryzys genealogii osoby i kryzys miłości” – mówiła.

Zaznaczyła, że bycie dzieckiem i rodzicem nie jest tylko kwestią biologiczną, ale musi mieć również wymiar duchowy. Omawiając przyczyny kryzysu rodziny, wskazała na konsekwencje rewolucji przemysłowej, zaangażowanie kobiet w pracę zawodową, a także przyczyny socjologiczne, takie jak dysocjacja między małżeństwem a rodzicielstwem, niezgodę u mężczyzny na własną tożsamość syna. Przyczyny kryzysu męskości natomiast hiszpańska antropolog widzi w upadku struktur patriarchalnych, rozprzestrzenianiu się homoseksualizmu i dysfunkcjach płci.

– Dorośli mężczyźni czują się często zdezorientowani z powodu upadku zasad patriarchatu, zaniku hierarchicznych ról, również zaniku podziału na sferę publiczną reprezentowaną przez mężczyzn i prywatną, zarezerwowaną dla kobiet. Włączenie kobiet do szkolnictwa wyższego i we wszystkie dziedziny pracy, gdzie kobiety często są bardziej kompetentne, sprawia, że mężczyźni czują się niepewni swojej tożsamości. Ustawienie w zbiorowej świadomości tego, że ludzie są równi sprawia, że mężczyźni kwestionują swoją tożsamość, nie wiedzą, co znaczy bycie mężczyzną, czy ma to podłoże biologiczne, czy istnieją uniwersalne i trwałe wzorce kulturowe, czy to prawda, że wszystko jest kwestią wychowania. Czy mężczyzna może być wrażliwy, dbający o siebie, wyrażający emocje, rezygnujący z przemocy, czy może wtedy zostanie uznany za zniewieściałego? Mężczyźni w wieku 60-70 lat zostali wychowani do tego, by byli wierni w małżeństwie i utrzymywali swoje dzieci. Ci, którzy mają 30-40 lat muszą sprostać różnym wymogom: być dobrym mężem, kochankiem, powiernikiem, wrażliwym, współodpowiedzialnym za obowiązki domowe, dobrze wychowującym dzieci. Ludzie nie wiedzą, jakie cechy społecznie promować, żeby ułatwić określanie tożsamości – mówiła prof. Castilla de Cortazar.

Odniosła się do kryzysu antropologicznego: „Mówi się dziś nawet o aborcji - niezgodnej przecież z prawem do życia - jako prawie. 50 lat po rewolucji seksualnej doświadczamy głębokiego kryzysu antropologicznego, gdzie każda osoba jest wewnętrznie pęknięta i nieświadoma związku między swoim ciałem, tożsamością, miłością, prokreacją, za to promuje się rodzaj nijaki, neutralność. Największą wartością zdaje się być niezależność”. – Nikt nie ma praw do żadnego człowieka. Nawet rodzice nie mają praw do dziecka, ponieważ ono też jest osobą. W kontekście in vitro podaje się jako argument prawo do dzieci, tymczasem jest to nieprawda. Nie ma prawa do posiadania dzieci – zaznaczyła prelegentka.

Mówczyni zauważyła, że dziś neguje się różnice między płciami. Tymczasem Jan Paweł II wskazywał, że „różnica pomiędzy mężczyzną a kobietą leży nie tylko w działaniu, ale również w sferze bytu. Jesteśmy bytami komplementarnymi nie tylko biologicznie i psychologicznie, ale także ontologicznie. Płeć biologiczna jest tym, co jest nam dane, a płeć społeczna, kulturowa się rozwija w społeczeństwie”. Płci się nie zmieni nawet operacją, która nie pozmienia chromosomów, ani tym bardziej nie naruszy stanu ontologicznego.

– W naszych czasach, kiedy mówi się o tym, że aborcja jest prawem, miłość matczyna pozostaje ostatnią ostoją miłości, ponieważ ojcostwo już zostało zniszczone. Dziś atakuje się również macierzyństwo. Aby je chronić, mężczyzna musi odnaleźć w sobie ojcostwo – powiedziała hiszpańska pisarka wskazując za Janem Pawłem II, by wzorców w budowaniu rodziny, szukaniu tożsamości ojca i matki szukać w świętej rodzinie z Nazaretu.

Ostatni podczas pierwszej sesji wystąpił Marek Grabowski, filozof i socjolog, prezes Fundacji Mamy i Taty. Zaprezentował on projekty i badania prowadzone przez Fundację. Omawiając przyczyny współczesnego kryzysu rodziny, wskazał na „problem z tradycyjną moralnością, związaną z chrześcijaństwem. Mamy coraz mniej zaangażowanych, świadomych chrześcijan. Z drugiej strony mamy dawno już rozpoczęte procesy, np. w czasie industrializacji, spowodowane poborami czy szkolnictwem, związane z migracjami. To wszystko nie wpływa pozytywnie na gotowość ludzi do zawiązywania związków i sprzyja rozpadaniu tych zawartych. Małżeństwo trwa dziś średnio 12-14 lat”. Omawiając badania wskazał, że młodzi mężczyźni w Polsce w dużej mierze definiują się poprzez pracę. Jest ona dla nich źródłem satysfakcji i dochodu. Chcą rywalizować, być zauważonymi. Obawiają się czasów, w których żyją, boją się porażki rodzinnej, dlatego nie chcą się żenić. Obawiają się, że są zdolni do zdrady partnerki, nie mają do siebie zaufania, brakuje im charakteru czy kręgosłupa moralnego. Są także uzależnieni od świata wirtualnego. Najnowsza kampania Fundacji poświęcona będzie problemowi rozwodów.

Druga część konferencji przebiegała pod hasłem „Ojcowizna – Ojczyzna – Tradycja – dziedzictwo narodowe”. Wykłady wygłosili: prof. Wojciech Roszkowski, ekonomista i autor prac historycznych, wykładowca SGH, dr Massimiliano Signifredi, historyk, wykładowca Uniwersytetu Roma Tre oraz ks. prof. Jacek Grzybowski, filozof, prof. UKSW. Spotkanie prowadził dr hab. Paweł Skibiński, historyk, wykładowca UW.

Prof. Roszkowski podkreślił, że Jan Paweł II odnosił się do spraw swojej Ojczyzny, szczególnie podczas swoich pielgrzymek do Polski. Przypomniał następnie te kolejne wizyty oraz papieskie nauczanie na temat Ojczyzny i patriotyzmu z kluczowym stwierdzeniem z 1979 r.: Polski nie można zrozumieć bez Chrystusa. Mówił o pielgrzymce z 1991 r. gdy Jan Paweł II przypominał rodakom Dekalog i pierwszy raz podniósł głos przestrzegając przed fikcją wolności rozumianej w sposób liberalny – która w istocie zniewala. Wspomniał też o testamencie Papieża – Polaka, który żegnając się z Ojczyzną w 2002 r. mówił, że wszystkie jej trudne sprawy powierza Bożej Opatrzności.

Dr Signifredi zwrócił uwagę, że w przeciwieństwie do swych poprzedników, którzy jako biskupi Rzymu raczej odcinali się od swych korzeni, Jan Paweł II podkreślał swoje pochodzenie. Do tego stopnia, że po raz pierwszy w historii Kościoła, wbrew protokołowi, swój list apostolski „Rutilans Agmen” z 1979 r. podpisał ”Jan Paweł II, Polak”. Podkreślił, że Jan Paweł II w dziejach swojego narodu szczególnie upodobał sobie epokę jagiellońską – wielonarodową Rzeczpospolitą, w której mogły pokojowo współistnieć różne nacje a władcy nie byli „królami sumień” obywateli, choć wkoło w Europie szalały wojny religijne. – W koncepcji Wojtyły nie istnieje naród bez narodów sąsiednich, każdy naród ma swoją misje, swoje szczególne powołanie – powiedział dr Signifredi. Podkreślił też, że patriotyzm Jana Pawła II zdecydowanie odrzucał nacjonalizm jako degenerację idei narodu, prowadzącą do totalitaryzmu.

Ks. prof. Jacek Grzybowski w swoim wystąpieniu zastanawiał się, czy rozumienie Ojczyzny i narodu przez Jana Pawła II - jako społeczności naturalnej i formy życia wspólnotowego która wyrasta z egzystencjalno – relacyjnej sytuacji osoby czy rodziny – może być aktualne dziś, w mobilnym cyfrowym, wielokulturowym, migracyjnym i społecznie różnorodnym XXI wieku.

Dr Paweł Rojek, filozof, wykładowca UJ, w komentarzu do jednego z wystąpień zwrócił uwagę, że papieskie przesłanie nie ma jedynie wymiaru historycznego: papież wnosi trwały wkład do świata idei, czego przykładem jest jego homilia w 1979 r. na Placu Zwycięstwa w Warszawie. Zaznaczył, że wezwanie do Ducha św. jest formą epiklezy, czyli modlitwy liturgicznej nad darami ofiarnymi. Przypomniał, że przed tym wezwaniem Ojciec Święty wspominał dzieje Ojczyzny i „wszystko, co Polskę stanowi”, ukazując przez to, że ludzka historia jest darem, elementem liturgii dziejów.

Marek Jurek, poseł do Parlamentu Europejskiego, podkreślił w rozmowie z KAI, że nie ma państwa i wspólnoty obywatelskiej bez wspólnoty społecznej, zgromadzonej wokół określonych wartości, określonych tradycji i nadziei. – Zarówno Ojczyzna jak i patriotyzm rozwija się i ma swoja historię ale sama idea się nie zmienia, to stały paradygmat, w którym zawsze chodziło o przywiązanie, odpowiedzialność i poświęcenie – powiedział. Zwrócił uwagę, że wspólnota jaką jest Ojczyzna opiera się na naturalnej więzi a nie na projekcie politycznym . – Jan Paweł II był wielkim orędownikiem prawdy o znaczeniu narodu w życiu człowieka. Mówił, że jest to kluczowa wspólnota, najważniejsza ze wspólnot naturalnych, obok rodziny – podkreślił.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem