Reklama

Wdzięczni za 40 lat pontyfikatu

2018-11-07 08:52

Joanna Ferens
Edycja zamojsko-lubaczowska 45/2018, str. IV

Joanna Ferens
Odpust w kościele św. Jana Pawła II i poświęcenie nowej figury

Kard. Karol Wojtyła 16 października 1978 r. został wybrany na następcę św. Piotra. Rozpoczął się wyjątkowy pontyfikat. Było to wydarzenie ważne, szczególnie dla nas, Polaków. Dlatego też 40. rocznicę pontyfikatu papieża Jana Pawła II mieszkańcy Biłgoraja uczcili szczególnie uroczyście

Do wspólnego przeżywania rocznicy w szczególny sposób zaprosiła społeczność Katolickiego Liceum Ogólnokształcącego im. Papieża Jana Pawła II w Biłgoraju. To właśnie tutaj, w głównym holu szkoły, znajduje się obraz z wizerunkiem Papieża Polaka, ofiarowany społeczności szkolnej przez samego Jana Pawła II, z jego własnoręcznym podpisem. Tutaj również znajduje się kamień węgielny poświęcony przez naszego wielkiego Papieża. Dlatego też właśnie w tym miejscu i w tym wyjątkowym dniu uczniowie i nauczyciele złożyli kwiaty i zapalili świece jako wyraz swojej pamięci o Patronie szkoły, a także wdzięczności za naukę, którą nam pozostawił. O pamięci i wdzięczności za dar wyboru Papieża Polaka na Stolicę Piotrową mówił dyrektor szkoły ks. Witold Batycki. – To było niebywałe wydarzenie. Świat cały zamarł, nie wierząc, że Polak został papieżem. Chcemy, aby ta pamięć się nie zatarła, dlatego gromadzimy się tutaj, przy tym obrazie, który jest symbolicznym miejscem łączności z Janem Pawłem II i z Watykanem. Czego możemy się dziś, szczególnie wy, młodzi ludzie, nauczyć od Jana Pawła II? Przede wszystkim tego, co to znaczy być człowiekiem wielkim, a także tej olbrzymiej chęci poznawania świata i radości życia – to było u niego najpiękniejsze. Fotograf papieski Arturo Mari pytał kiedyś, jak Papież na to wszystko znajduje czas. Do dziś nie potrafimy na to odpowiedzieć, gdyż Jan Paweł II znajdował czas i na sport, i na czytanie książek, nawet w wielu językach, a także na pisanie swoich dzieł, spotkania z ludźmi, podróże i nauczanie. I za tę jego wielkość dziękujemy i prosimy, aby prowadził nas wszystkich drogami swojego nauczania – wspominał ks. Batycki.

Szukał nas

Dalsza część obchodów miała miejsce w sanktuarium św. Marii Magdaleny, gdzie odmówiono Litanię do św. Jana Pawła II oraz wzywano wstawiennictwa świętego Papieża. W imieniu całej szkoły modlił się katecheta ks. Adam Malinowski. – Św. Janie Pawle II, kiedy odchodziłeś z tego świata, to napisałeś na kartce takie słowa, które bardzo mocno zapadły nam w serce. Pisałeś, że całe życie szukałeś nas, a teraz my przyszliśmy do ciebie. I taka jest prawda. Przychodzimy dzisiaj do ciebie w ten dzień, kiedy 40 lat temu sam Chrystus wybrał ciebie i powołał, abyś został Jego namiestnikiem i głową całego Kościoła. Stałeś się papieżem, który nieustannie pielgrzymował, który wychodził do ludzi i pragnął się spotykać z tymi, którzy często byli pogubieni na drogach swojego życia. Z takim samym przekonaniem dzisiaj my przychodzimy do ciebie. Często zagubieni, słabej i małej wiary, z brakiem odwagi. Przychodzimy do ciebie jako do świadka Bożej miłości i Bożego Miłosierdzia, jako do osoby, która jest nam bardzo bliska i jest naszym przewodnikiem do Jezusa Chrystusa. Prosimy ciebie, abyśmy mogli, tak jak ty, odpowiedzieć na te wszystkie wyzwania, do których wzywa nas Chrystus – mówił.

Spotkanie zakończyło się ucałowaniem relikwii św. Jana Pawła II, znajdujących się w diecezjalnym sanktuarium.

Reklama

Druga część świętowania wraz z katolickim liceum miała miejsce 24 października, kiedy to uczniowie, nauczyciele oraz zaproszeni goście wspólnie uczcili św. Jana Pawła II podczas święta patrona szkoły. Uroczystość obfitowała w różnorakie punkty programu, a tematyką nawiązywała do nauczania Jana Pawła II. Obchody rozpoczęły się od Eucharystii, której przewodniczył pasterz diecezji zamojsko-lubaczowskiej bp Marian Rojek. Księdza biskupa i wszystkich zgromadzonych witali kustosz diecezjalnego sanktuarium i dyrektor szkoły ks. Witold Batycki oraz przedstawicielka rodziców Małgorzata Duma. – W imieniu uczniów, rodziców i nauczycieli Katolickiego Liceum Ogólnokształcącego w Biłgoraju z radością witamy księdza biskupa w naszej szkolnej społeczności. Jesteśmy dumni, że katolickie liceum stanowi wspólnotę, która daje nam siłę i umacnia naszą wiarę. Dziękujemy za obecność i wspólną modlitwę, która jest dla nas wyjątkowym przeżyciem. Z wdzięcznością przyjmujemy fakt, iż ksiądz biskup uświetni ślubowanie uczniów klas pierwszych. Zwracamy się z prośbą o błogosławieństwo oraz pamięć w modlitwie, abyśmy gorliwie pielęgnowali miłość oraz pozostali wiernymi wartościom wpisanym w naukę Kościoła oraz patrona naszej szkoły. Jesteśmy przekonani, że dzisiejsza wspólna modlitwa umocni w nas wiarę i gotowość wypełniania słów Chrystusa, który jest źródłem wszelkiego dobra i piękna – powiedziała.

Rozwijając talenty

W homilii ksiądz biskup apelował do młodzieży, aby nigdy nie poddawali się i rozwijali swoje talenty. – Kiedy mówimy o wiedzy, to wiemy, iż jest to pewna treść potrzebna nam do życia. Ale obok wiedzy, szkoła, którą reprezentujecie, uczy was mądrości, która poprowadzi dobrze przez życie, wykorzystując te talenty i umiejętności, które posiadacie. Ta mądrość dzisiaj przyprowadziła nas także do Jezusa Chrystusa, bo tu jest nasze źródło mądrości i wiedzy, ale także źródło świętości życia. Bo w naszym życiu chodzi nam głównie o to, abyśmy je dobrze przeżyli – podkreślił bp Rojek. – Zatem codziennie koncentrujcie się i nie poddawajcie. Bądźcie gotowi do tego, by każdego dnia czegoś od siebie wymagać i pokonywać opór codzienności. A owoce przyjdą z czasem, bo drzewo będzie tylko wtedy mocne, kiedy wciąż zmaga się z wiatrem, jaki na nie naciska. Zobaczcie, jakie macie umiejętności, talenty i co z nimi robicie, jak je wykorzystujecie. Chciejcie pokonywać różne słabości w waszej wiedzy po to, aby zdobyć to, co dla was najważniejsze. Niech to będzie pragnieniem każdej i każdego z was – tłumaczył ksiądz biskup.

Ślubowanie klas pierwszych

Bezpośrednio po Mszy św. nastąpiło uroczyste ślubowanie uczniów klas pierwszych. – My, uczniowie klasy pierwszej Katolickiego Liceum Ogólnokształcącego im. Papieża Jana Pawła II w Biłgoraju, ślubujemy uroczyście na sztandar szkoły: rozwijać swoje zdolności intelektualne i wartości narodowe, kierując się nauką Kościoła przekazywaną nieomylnie przez Ojca Świętego, przyczyniać się swą postawą i wiedzą do powiększania dobra powszechnego naszej Ojczyzny, kształtować kulturę ludzi wolnych i ofiarnych w wierności wartościom: Bóg – Honor – Ojczyzna, zobowiązujemy się do wypełniania poleceń nauczycieli i wychowawców. Tak nam dopomóż Bóg – mówiła w imieniu wszystkich uczniów Monika Dziduch.

Uczniowie otrzymali szkolne czapeczki wykonane na wzór czapek noszonych przez studentów KUL. Został również rozstrzygnięty konkurs wiedzy o Janie Pawle II przygotowany przez ks. Adama Malinowskiego. I miejsce w konkursie zdobyła Angelika Rapa z kl. Ia, II miejsce zajęła Kinga Maciocha również z kl. Ia, zaś III miejsce wywalczył Grzegorz Żmudzki z kl. Ib.

Święto patrona szkoły zakończył montaż słowno-muzyczny przygotowany przez młodzież z Grupy Teatralnej Katolickiego Liceum, którego myślą przewodnią była 100. rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości oraz nauczanie papieża Jana Pawła II o ojczyźnie i patriotyzmie.

Uroczystości odpustowe

Z kolei w parafii pw. św. Jana Pawła II w Biłgoraju, w dniu jego liturgicznego wspomnienia, odbyły się uroczystości odpustowe ku czci Papieża Polaka. Zgromadzonych powitał proboszcz ks. prał. Józef Flis: – Chcemy Panu Bogu dziękować za tego niezwykłego świętego, wielkiego Polaka i wyjątkowego Papieża. Chcemy dziękować za św. Jana Pawła II jako patrona wspólnoty parafialnej i jednocześnie uczyć się od niego, jak jeszcze bardziej kochać Jezusa Chrystusa, jedynego Odkupiciela człowieka.

Sumę odpustową odprawił i słowo Boże wygłosił biskup tytularny chełmski i biskup pomocniczy archidiecezji przemyskiej bp Stanisław Jamrozek. W rozmowie tłumaczył, że nauczanie Jana Pawła II jest niezwykle aktualne na obecne czasy. – Wierzę w to mocno, że Ojciec Święty może nas jeszcze dzisiaj wiele nauczyć. Człowiek XXI wieku może zaczerpnąć przede wszystkim z jego postawy odważnego głoszenia Jezusa, którego niósł całemu światu jako pielgrzym po to, aby inni mogli poznać Chrystusa, pokochać Go i przy Nim trwać. To również dla nas bardzo ważne zadanie, abyśmy poznając Pana, mogli Go zanieść drugiemu człowiekowi – mówił.

Uroczystości zakończyła procesja eucharystyczna wokół kościoła oraz poświęcenie nowej figury św. Jana Pawła II, która została umieszczona w głównym ołtarzu i zastąpiła dotychczasową, drewnianą płaskorzeźbę Papieża.

Tagi:
Jan Paweł II

Świętowali z Papieżem Polakiem

2018-12-12 07:49

Mariusz Rzymek
Edycja bielsko-żywiecka 50/2018, str. IV

„Cieszę się, że byłem na Złotych Łanach. Dawno pragnąłem tej wizytacji” – tak kard. Karol Wojtyła opisał swój pobyt w bielskiej parafii św. Józefa. 40 lat później wierni ze Złotych Łan ponownie mogli powitać na Osiedlu długo oczekiwanego Papieża Polaka

MR
Wprowadzenie relikwii

Jego relikwie, 2 grudnia, wprowadził do kościoła św. Józefa proboszcz ks. Stanisław Wójcik, a uroczystej Mszy św. przewodniczył kard. Stanisław Dziwisz. – Parafia na Złotych Łanach ma szczególny powód do przeżywania tej papieskiej rocznicy, ponieważ wpisała się na zawsze w historię ostatniego etapu duszpasterskiej posługi kard. Karola Wojtyły w archidiecezji krakowskiej. Możemy wprost powiedzieć że to jemu parafia na Złotych Łanach zawdzięcza istnienie – mówił w kazaniu kard. S. Dziwisz. Hierarcha wspomniał, że kościół, w którym celebrowana jest uroczystość, to owoc wysiłków całej wspólnoty oraz jej śp. duszpasterza ks. Józefa Szczypty.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Idę po śmierć, idę po życie

2018-11-28 11:01

Z ks. Piotrem Pawlukiewiczem – słynnym rekolekcjonistą, zmagającym się z ciężką chorobą – rozmawia Krzysztof Tadej, dziennikarz TVP
Niedziela Ogólnopolska 48/2018, str. 18-20

Ks. Piotr Pawlukiewicz to jeden z najbardziej znanych polskich rekolekcjonistów.
Na spotkania z nim przychodzą wielkie rzesze wiernych. Znany jest również z niedzielnych kazań podczas Mszy św. transmitowanej przez Polskie Radio. W wyjątkowym wywiadzie dla „Niedzieli” opowiada o swojej chorobie, o tym, jak przygotować się na śmierć, i dlaczego warto dążyć do świętości

youtube

KRZYSZTOF TADEJ: – „Wstań. Albo będziesz święty, albo będziesz nikim” – to tytuł najnowszej Księdza książki. Dlaczego tak wysoko stawia Ksiądz poprzeczkę? Nie lepiej powiedzieć: „Czyń więcej dobra” lub po prostu: „Bądź lepszy”?

KS. PIOTR PAWLUKIEWICZ: – Wysoko to nie znaczy ponad ludzkie możliwości. Co to znaczy być świętym? Jeśli ktoś myśli, że święty to ten, kto nie popełnia błędów, że to chodzący ideał, to rzeczywiście za wysoko stawiam poprzeczkę. Ona będzie nieosiągalna nawet dla papieża. Ale dla mnie święty to ten, kto dąży do świętości. Małymi krokami – dwa centymetry na godzinę, milimetr na rok. Idzie do świętości, a jak się cofnie, upadnie, zgrzeszy, to z pokorą podejmuje decyzję, żeby nadrobić stracony dystans. Wraca na poprzednią drogę, mozoli się, żeby osiągnąć łączność z Chrystusem.

– Czym zatem jest świętość?

– Świętość to wybór. Nieraz młodzież pyta: „Po co się spowiadać?”. „Po co się spowiadać, skoro i tak zgrzeszę, upadnę, zawiodę w różnych sytuacjach? Po co się spowiadać, skoro ciągle wracam do grzesznego życia?”. Zawsze odpowiadam: nasze decyzje dotyczą tego, na co mamy wpływ; tego, co możemy wybrać.

– Co dokładnie ma Ksiądz na myśli?

– Każdy z nas ma zaplanowany dzisiejszy wieczór i jutrzejszy dzień. Mniej więcej wiemy, co będziemy robili w tym dniu, czy coś dobrego, czy złego. Nikt nie wie, czy popełni zło np. w 2054 r. Nie wiemy, co będzie się działo w dalszej przyszłości. Odpowiadamy za to, nad czym mamy władzę. Jeśli ktoś pyta: „Po co się spowiadać, skoro znów zgrzeszę?”, to ja pytam, czy planuje grzech. Jeśli planuje, to rzeczywiście jest kiepsko. Jeśli natomiast w dniach, nad którymi mamy władzę, nie planujemy grzechu, to w tym momencie stajemy się święci. W pełnym znaczeniu tego słowa.

– Kiedyś, mówiąc o świętości, opowiadał Ksiądz o filmie, którego bohaterem był Gandhi...

– Jest w tym filmie scena, jak Hindusi idą do fabryki. Angielska policja wali ich pałkami po głowie. Potem stojące kobiety obmywają im rany, a oni na nowo ustawiają się w kolejkę i idą do fabryki. I znowu dostają w głowę, i znowu kobiety obmywają im rany, i tak w kółko. To jest symbol naszej drogi do nieba. Szatan daje nam po głowie, a Kościół robi opatrunek. Opatruje sakramentem, Eucharystią, miłością bliźniego. Potem szatan znowu daje nam po głowie i Kościół znowu nas leczy. Świętym nie jest ten, kto siedzi obok i krytykuje: „I co ci to da?”. Świętym jest ten, kto uporczywie zmierza do Pana Boga. Spójrzmy na Piotra. Dlaczego był święty? Przecież nic nie umiał, nic mu nie wyszło oprócz jednego. Oprócz wracania do Pana Boga. Wielu ludzi jest pysznych. Wstydzą się spowiedzi. Wychodzą na ring tylko wtedy, gdy wiedzą, że wygrają. A jeśli mają cień podejrzenia, że mogą przegrać, to nie podejmują w ogóle walki. Ja zachęcam do walki.

– Nieraz słyszymy, że człowiek, który grzeszy, nie będzie szczęśliwy. To dlaczego ludzie grzeszą?

– Bo to jest na początku bardzo atrakcyjne. Dlaczego jeszcze? Ludzie są pyszni, pokazują płytką dumę, nieraz pokazują, „kim to ja nie jestem”. I wadzą się z samym Bogiem. Kiedyś zapytano żebraka przed katedrą w Warszawie, ile dziennie zarabia. Odpowiedział, że w niedzielę do dwustu złotych. Pytający był zdumiony: „Jak to?! Pan tak sobie tylko siedzi i zarabia aż dwieście złotych? To przecież niesamowite!”. Żebrak odpowiedział krótko: „Bo ludzie są głupie!”. No i my grzeszymy dlatego, że też jesteśmy „głupie”. Wydaje nam się, że obietnica diabła to jakaś superoferta, coś nadzwyczajnego. A kończy się jak zwykle: płaczem, łzami, wyrzutami sumienia i uświadomieniem sobie własnej głupoty.

– W najnowszej książce pisze Ksiądz, że wiele osób jest niezadowolonych. I dzieje się tak bez względu na to, co mają i czym się zajmują. Ciągle coś nam przeszkadza. To jak znaleźć szczęście? Zaakceptować życie takie, jakie jest? Jeśli np. widzimy coś złego w Kościele, to mamy się nie odzywać, tylko kochać Kościół bez względu na to, co się w nim dzieje?

– Kiedy podczas rejsu ktoś nagle krzyknie, że w okręcie jest dziura, to raczej wszyscy rzucą się do roboty pod kierunkiem kapitana, żeby mieć szansę wyjść z tego cało. Mamy kochać Kościół takim, jaki jest. Nigdy nie był doskonały. Zawsze byli w nim grzesznicy, bo Kościół jest szpitalem. Człowiek, który grzeszy, jest w szpitalu. Jest chory i znajduje pomoc. Nieraz słyszę: „Tamten facet chodzi do kościoła, a przecież grzeszy. Wieczorami kłóci się z żoną”. Odpowiadam: „Ale jakby nie chodził do kościoła, to może by ją zabił?”. Ja, gdybym codziennie nie chodził do kościoła, na pewno byłbym gorszy, niż jestem, na pewno trochę bym rozrabiał. Kościół nas leczy. Pan Jezus jest ordynatorem, Matka Boża – pielęgniarką.

– Wróćmy do tych osób niezadowolonych z życia. Czy można znaleźć szczęście już teraz? W miejscu, w którym żyjemy, i w warunkach, w których się znajdujemy?

– Oczywiście. Kiedyś czytałem wspomnienia jednej z więźniarek z Ravensbrück. Napisała, że nigdzie nie spotkała tak wspaniałych ludzi jak tam – życzliwych, pomocnych, z otwartym sercem. Mówiła o swoich towarzyszkach, że to aniołowie chodzący po ziemi. Tam więźniarki pomagały sobie nawzajem. Gotowe były oddać za siebie życie. I chwaliły Boga za dobro, które przekazywał przez ich serca.

– Nie zawsze łatwo odnaleźć szczęście. Ktoś np. dowiaduje się, że jest chory na nowotwór, ma przerzuty i zostało mu kilka miesięcy życia. Jak ma odnaleźć szczęście?

– Wszystko zależy od tego, czy ta osoba jest przygotowana na śmierć. Każdy z nas ma się przygotowywać do tej chwili. Godzina śmierci jest najważniejsza, bo w niej dokonamy ostatecznego wyboru. Wybierzemy szczęście albo, nie daj Boże, piekło. Niektórzy pójdą do piekła z własnej chęci, z własnej woli na złość Panu Bogu. Tak Go nienawidzą. Nienawiść zatruwa człowieka. Człowiek nieraz z nienawiści potrafi cierpieć tylko po to, żeby innemu zadać ból.

– Wróćmy do człowieka, który się dowiedział, że ma nowotwór.

– Człowiek powinien być przygotowany, że może stać się inaczej, niż sobie tego życzymy. Gdy składamy życzenia, często słyszymy: „wszystkiego najlepszego”, „niech ci się wiedzie”, „powodzenia”, zdrówka, zdrówka, a przede wszystkim zdrówka”. Trzeba być przygotowanym, że może być inaczej, i życzyć ufności Chrystusowej. Kiedyś mój kolega ksiądz opowiadał, że w dzieciństwie, kiedy jechał rowerem, ciężarówka przycisnęła go do krawężnika. Przewrócił się z wielkim hukiem, rozbił kolano i zapłakany wrócił do domu. Mama spytała, o czym myślał, gdy ta ciężarówka na niego jechała. Była przekonana, że usłyszy o mamusi i tatusiu. Ale tak nie odpowiedział. To są chwile, kiedy trzeba myśleć o Bogu. Gdy spotyka nas takie nieszczęście jak nowotwór, myślmy o Bogu.

– Pojawiają się pytania: „Dlaczego ja? Skoro Bóg jest wszechmogący, może mi przecież pomóc; dlaczego nie pomaga?”. Czy są dobre odpowiedzi na takie pytania?

– Oczywiście, można znaleźć odpowiedź. Zależy to od konkretnej sytuacji. W niejednym domu nastąpiły zgoda, pojednanie, otwarcie oczu na coś, czego się wcześniej nie dostrzegało, tylko dlatego, że ktoś z pokorą przyjął śmierć. Takie osoby mogą zrobić dużo dobrego. Dostały oręż do czynienia dobra. A śmierć przecież i tak kiedyś nastąpi.

– Śmierć, która niczego nie kończy. Można powiedzieć: Idę po śmierć, czyli idę po życie?

– Życie się nie kończy, ale się zmienia. Idę po śmierć, idę po życie. Tak, to dobre określenie. Na pogrzebie mówi się o człowieku, który umarł. Ale przecież to my umieramy, a on żyje. Ilu rodziców, ojców, matek bierze dzisiaj Biblię do ręki i rozmawia z dzieckiem o zmartwychwstaniu? Posłużę się przykładem. Na dworcu kolejowym możemy zobaczyć tunel. Na peronie ptak dziobie okruszki. Mógłby wlecieć w ten tunel i znaleźć dużo jedzenia. Ale się boi. My też tak żyjemy. Nasze okruszki to samochód, DVD, komputer. Dziobiemy, a ciasny tunel prowadzi do życia wiecznego. Tylko że młodzi ludzie wiedzą jedno: liczy się kasa. Jedyną powszechną ideologią w Polsce jest materializm praktyczny. My tu sobie rozmawiamy, a tymczasem w Polsce odbywa się, powiedzmy, kilka tysięcy rozmów o pieniądzach. Jak mało mam kasy, jak bardzo potrzebuję kasy, gdzie można więcej zarobić...

– Co Ksiądz mówi tym, którzy tylko o tym myślą?

– Puknijcie się w głowę! Wjechaliście w ślepą uliczkę. Ona jest bajecznie kolorowa, śliczna, ale na końcu okaże się, że jest ślepa. Nie zaprowadzi nikogo do szczęścia. Godzinami mogę opowiadać o ludziach, którzy teoretycznie powinni być nieszczęśliwi, a jednak jest inaczej. Ostatnio np. fotografowano siostrę zakonną, która ma sto lat. Szukano oblicza starego człowieka na okładkę książki. Siostra zapytała, o czym jest ta książka. Usłyszała, że o ludziach starych, smutnych, chorych. Podziękowała. „To nie dla mnie i nie o mnie”. Miała pokój w sercu. Była szczęśliwa.

– Był Ksiądz kiedyś kapelanem w szpitalu. Widział, jak ludzie odchodzą z tego świata. I przyszła ta chwila, kiedy to Księdza dotknęła choroba. Jak to Ksiądz przeżywa?

– Na razie raczej z humorem. Nie załamuję się. Lubię rozmawiać z Panem Bogiem po wojskowemu, chociaż nigdy w wojsku nie byłem. Wyobrażam sobie, że Pan Jezus mówi o chorobie: „Pawlukiewicz, masz nowego przyjaciela”. Odpowiadam: „Tak jest!”. I żyję dalej.

– Boli?

– Bólu nie czuję. To ograniczenie ruchowe, brak koordynacji. Przewróciłem się już może z 30, 40 razy.

– Czyli żartów nie ma?

– Bywa niebezpiecznie. Jak upadam, np. ze schodów, to myślę, żeby jakoś ręce pochować i przyjąć ciałem ciężar uderzenia.

– To choroba Parkinsona?

– Tak.

– Można ją zatrzymać?

– Można ją spowolnić i to się w dużym stopniu udaje. Ale po jakimś czasie zawsze sunie do przodu. Pół milimetra, centymetr, ciągle dalej.

– Kiedy Ksiądz się zorientował, że jest poważnie chory?

– W 2007 r. Przy goleniu zadrżała mi ręka. Nie mogłem precyzyjnie dotykać maszynką twarzy. Potem był problem z wyciągnięciem chusteczki do nosa albo portfela z kieszeni. Z trudem myłem zęby. Ale jeszcze wtedy były to drobne dolegliwości. Teraz jest inaczej. Szukam jednak pozytywnych stron. Jestem wzruszony opiekuńczością sióstr zakonnych, kapłanów, ludzi świeckich. Przychodzą, pytają, czy w czymś mi pomóc, czy dokądś podwieźć, coś kupić. Te codzienne doświadczenia kontrastują z obrazem polskiego kleru, który ostatnio przedstawił jeden z reżyserów. Ja widzę codziennie inny świat i jestem nim pozytywnie zaskoczony.

– Czy boi się Ksiądz śmierci?

– Teraz nie (uśmiech). Siedzimy sobie w miły jesienny wieczór. Miło się rozmawia, jest przyjemnie. Ale jak przyjdzie lekarz i powie, że to już koniec, to pewnie będę zazdrościł tym, którzy będą mogli oglądać następne mistrzostwa świata w piłce nożnej. Pewnie też tym, którzy dostaną nowy sprzęt muzyczny, taki idealny, bezszumowy... Wiem jednak, że Pan Bóg pokaże mi w niebie wiele fantastycznych rzeczy, o których na ziemi nie mamy pojęcia. Oczywiście, jeśli znajdę się w niebie, o co Boga pokornie proszę.

– Mówi Ksiądz, że każdy powinien przygotować się do śmierci. A Ksiądz jak to robi?

– Dużo myślę o śmierci, o przemijaniu. Dwa miesiące temu umarła moja mama. Widziałem ją przez całe moje życie, czyli prawie przez 60 lat. Przyglądałem się, jak żyła, byłem blisko w chorobie, kiedy umierała. I bardzo realnie spojrzałem na siebie. Mam prawie 60 lat, jestem chory. Oczywiście, można jeszcze pracować, funkcjonować, ale trzeba realnie oceniać sytuację i przygotować się na ten moment. Przygotować – to znaczy wypełnić swoją misję na maksa. Zrobić to, co zostało do zrobienia i co można zrobić przy wszystkich ograniczeniach. Tak, aby potem stanąć jak szeregowiec przed Generałem i usłyszeć od Niego słowa: „Dobrze, synu. Wiele uczyniłeś dobrego i wielką dostaniesz nagrodę w niebie”.

– Liczy Ksiądz na cud? Przecież wiele osób doświadczyło cudu.

– Kiedy o tym myślę, mówię sobie: „To byłby numer!”. Podchodzę do wszystkiego z humorem. Na początku, gdy lekarze stwierdzili, że to choroba Parkinsona, pojechałem do sióstr zakonnych na rekolekcje. Laseczką się podpierałem, żeby się nie przewrócić. Na spotkaniu po skończonych rekolekcjach słuchaczki wymieniały poglądy: które nauki się podobały, które mniej. Ze zdumieniem usłyszałem od 90 proc. zakonnic, co zrobiło na nich największe wrażenie: to, że ks. Pawlukiewicz o lasce zmagał się przy ołtarzu, żeby czegoś nie wylać, bo ręka mu drżała. Potem pojechałem na zamknięte rekolekcje do studentów i usłyszałem to samo. Wtedy dopiero można się było załamać! Trochę się buntowałem, no bo jak to, nie podziwiają moich słów, wygłaszanych mądrości, tylko podziwiają laskę, którą się podpieram, żeby nie wylądować na ziemi? Skandal! (śmiech).

– Bywają chwile depresji?

– Kiedyś miałem złe dni. Pomyliłem tabletki i zajrzała mi w twarz perspektywa domu starców. Marzyłem wcześniej, że jak będę ociężały, to kupię sobie jakiś fajny, duży telewizor. Tak na koniec. A potem przepiszę go jakimś biednym dzieciom. A tu po lekach nastąpiło jakieś nagłe załamanie zdrowia i perspektywa, że już nie zdążę zrobić nawet tego i wyląduję w domu księży emerytów. A tam łóżko i pampersy.

– Czy w takiej sytuacji inaczej przeżywa się życie? Czy jest się bliżej Boga?

– Cieszę się, że Bóg uchronił mnie od postawy buntu. Od stawiania pytań, dlaczego, i mówienia: „przecież dobrze żyłem”.

– Powróćmy na koniec do najnowszej książki. Jakie jest jej najważniejsze przesłanie?

– Chcę przekazać wszystkim: gryź, kop, szalej, ale wracaj. Wracaj do Pana Boga. Na różne sposoby. Możesz żebrać, płakać, prosić o spowiedź, ale jednego nie zaniechaj. Wróć do Kościoła, wróć do Pana Boga. Konfesjonały są otwarte codziennie, za darmo. Nie czekaj na koniec życia, bo nie wiesz, kiedy nastąpi. Zacznij wracać. Już teraz.

– Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Ks. Ślusarczyk: przepraszam i proszę o modlitwę

2018-12-12 17:29

md / Kraków (KAI)

Dziękuję za wyrazy solidarności i przepraszam wszystkich, którzy poczuli się zawiedzeni – napisał ks. Franciszek Ślusarczyk w przekazanym oświadczeniu. Rektor Sanktuarium Bożego Miłosierdzia zdecydował o nieprzyjmowaniu święceń biskupich.

diecezja.pl
ks. Franciszek Ślusarczyk

„Bóg jest Miłością! On jest niezawodnym źródłem nadziei, dlatego wyrażam wdzięczność dla Ojca Świętego Franciszka, który przyjął moją pokorną prośbę o zwolnienie mnie z urzędu biskupa pomocniczego Archidiecezji Krakowskiej” – napisał duchowny.

Kustosz łagiewnickiego sanktuarium podziękował także za liczne wyrazy solidarności i życzeń oraz przeprosił wszystkich, którzy poczuli się zawiedzeni jego rezygnacją. „Pragnę na miarę moich sił nadal służyć mojej diecezji i Kościołowi pod opieką Jezusa Miłosiernego, dlatego serdecznie proszę o modlitewne wsparcie. Niech imię Pana będzie błogosławione!” – napisał.

Ks. prałat Franciszek Ślusarczyk został mianowany biskupem pomocniczym Archidiecezji Krakowskiej 3 grudnia br. W środę 12 grudnia abp Marek Jędraszewski ogłosił komunikat, w którym poinformował, że kapłan zdecydował o nieprzyjmowaniu święceń biskupich.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem