Reklama

Jak to robią w Sobkowie (i nie tylko)

Nasze Jana Pawła II pamiętanie

2018-10-10 11:21

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 41/2018, str. VI

TD
Przy papieskich relikwiach. Mszy św. w Sobkowie przewodniczy abp Mokrzycki

W święto Edukacji Narodowej 14 października obchodzimy Dzień Papieski. Hasło tegorocznego Dnia jest zaczerpnięte z literackiego dziedzictwa papieża Polaka. Chodzi o „Promieniowanie ojcostwa”. Jest to tytuł dramatu Karola Wojtyły datowanego na 1964 r. Z kolei 22 października Kościół katolicki na całym świecie wspomina w liturgii św. Jana Pawła II. Zmarły 2 kwietnia 2005 r. pierwszy w dziejach papież z Polski jest jednym z najszybciej wyniesionych na ołtarze świętych w czasach nowożytnych.

Propapieskie inicjatywy

„W Dniu Papieskim nasze rozważania i działania chcemy zogniskować wokół dwóch rocznic z życia św. Jana Pawła II i setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Po pierwsze – przeżywamy 60. rocznicę sakry biskupiej Karola Wojtyły (4 lipca 1958 r. papież Pius XII mianował ks. Karola Wojtyłę biskupem pomocniczym archidiecezji krakowskiej; 28 września 1958 r. została udzielona Karolowi Wojtyle sakra biskupia).W tym roku obchodzimy także rocznicę wyboru na Stolicę Piotrową metropolity krakowskiego – działo się to pamiętnego 16 października 1978 r.; po drugie – Dzień Papieski będziemy też niewątpliwie przeżywać w radosnej atmosferze związanej z setną rocznicą odzyskania niepodległości” – można przeczytać na stronie internetowej Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia”.

Jak informuje ks. Karol Zegan, odpowiedzialny przez ostatnie lata za DNT (aktualnie tę funkcję przejął ks. Marcin Boryń), w 2017 r. diecezja kielecka miała wśród swoich uczniów – gimnazjalistów, licealistów, studentów – 48 stypendystów. W lipcu w Kielcach gościło 800 osób w ramach ogólnopolskiego obozu DNT. Nasi stypendyści byli więc gospodarzami i bardzo odpowiedzialnie w tę inicjatywę się zaangażowali. Ponadto wykonywali różne prace wolontaryjne, np. na rzecz hospicjum, oferowali pomoc w lekcjach, odnosili sukcesy w olimpiadach – wyjaśnia ks. Zegan. Zaznacza także, że w 2017 r. w diecezji podczas Dnia Papieskiego zebrano 184 300 zł.

Reklama

Ważny dla wielu środowisk

Polski papież jest kochany i pamiętany – powstają pomniki i, chyba ważniejsze od nich, dedykowane mu inicjatywy duszpasterskie, edukacyjne. Wiele szkół obrało sobie św. Jana Pawła II za patrona; choć ta praktyka nieco w ostatnich latach osłabła, patronat papieski nadal jest cenny i ważny dla wielu środowisk. Przykładem jest społeczność szkolna w Sobkowie.

W tej nadnidziańskiej miejscowości 19 września br. miała miejsce wzruszająca uroczystość z udziałem świadka życia i posługi Jana Pawła II – abp. Mieczysława Mokrzyckiego. Gość ze Lwowa przewodniczył Mszy św. w kościele parafialnym św. Stanisława w Sobkowie sprawowanej z okazji nadania imienia Szkole Podstawowej św. Jana Pawła II, poświęcenia sztandaru szkolnego i wprowadzenia do kościoła relikwii Patrona. Arcybiskup wiele godzin spędził w Sobkowie; w kościele – głosząc homilię, składając świadectwo i w szkole wśród uczniów, a także spacerując po Sobkowie i podpisując swoje książki. W szkolno-religijnym wydarzeniu uczestniczyli także m.in. starosta jędrzejowski Edmund Kaczmarek, wicekurator świętokrzyski Tomasz Pleban, silnie reprezentowany zarząd regionu świętokrzyskich struktur NSZZ „Solidarność” z przewodniczącym Waldemarem Bartoszem, władze lokalne, obecni i emerytowani nauczyciele, mieszkańcy gminy i parafianie.

Miał szczęście być przy Nim

– Przez dziesięć lat miałem szczęście być przy Nim jako jego osobisty sekretarz (był nim w latach 1996–2007, przyp. red.) – mówił abp Mieczysław Mokrzycki, metropolita lwowski, w kościele w Sobkowie. Zebranym licznie uczestnikom uroczystości przedstawił bardzo osobiste wspomnienia z codziennego obcowania z papieżem – z pozoru „takim samym jak my człowiekiem, a jednak innym”. – Będąc przy nim, odczuwało się pokój, miało się poczucie szczęśliwości i pewności, że to człowiek wiary, którego myśli ciągle zwracały się ku Bogu (...). Charyzmat papieski był zakorzeniony już w początkach życia, do których często wracał we wspomnieniach, gdy np. w Watykanie odwiedzał go kolega z lat dziecinnych, Żyd Jerzy Kluger – wspominał abp Mokrzycki. Mówił o Karolu grającym w piłkę, modlącym się zawsze po lekcjach, chętnym do pomocy i dobrych uczynków wobec kolegów. – Jako kapłan miał świadomość, że głoszone prawdy muszą znaleźć się w przestrzeni medytacji, modlitwy, na to nigdy nie żałował czasu – wspomniał abp Mokrzycki.

Przypomniał rytm papieskiej modlitwy, porannego różańca odmawianego, gdy Ojciec Święty leżał krzyżem, katechizmowy pacierz, godzinki, z „Mszą św., która stanowiła centrum jego dnia”, adorację, błogosławienie światu i nieustanną modlitwą za innych.

– On, człowiek wielkiego umysłu i o duszy artysty, nie wstydził się prostej ludowej pobożności, w której umiał dostrzec głębię – zauważył abp Mokrzycki. Bliskie jego sercu było pielgrzymowanie do sanktuariów maryjnych, sam koronował wiele wizerunków. Był zatroskany o każdego człowieka z osobna, bronił każdego życia, prawa do wolności, zawsze cierpliwy i słuchający innych – podkreślał gość uroczystości w Sobkowie. Podczas Mszy św. miało miejsce poświęcenie sztandaru dla Szkoły Podstawowej, a po zakończeniu Eucharystii abp Mokrzycki błogosławił relikwiami papieskimi. Za „Eucharystię, przepiękne kazanie przybliżające sylwetkę Patrona, za relikwie” – dziękował ks. prob. Leszek Molenda. Zapewniał, że parafia będzie szerzyła kult papieża Polaka.

Sobków z tradycjami

Pierwszy właściciel Sobkowa był arianinem i to on wybudował ok. 1560 r. kościół dla swoich współwyznawców. – Przez 10 lat był tutaj zbór, a kalwini mieli ostoję we właścicielu. Dopiero jego syn oddał świątynię katolikom – wspominał inicjator wydarzenia i wicedyrektor szkoły podstawowej Stanisław Osowski. Po gruntownej konserwacji kościoła, przeprowadzonej przez ówczesnego dziedzica Sobkowa hrabiego St. Szaniawskiego, w 1744 r. kościół został konsekrowany przez bp. Michała Kunickiego. – Bp Szaniawski przekazał Sobków bratankowi i jego żonie, których wnuk Maksymilian Ossoliński założył Ossolineum we Lwowie. Dziadkowie słynnego Maksymiliana spoczywają tutaj w podziemiach kaplicy – mówił Osowski, wykazując związki Sobkowa ze Lwowem.

– W 2001 r. przez posługę śp. bp. Kazimierza Ryczana nasze gimnazjum otrzymało imię Jana Pawła II i rzeczywiście szkoła żyła patronem. Organizowaliśmy koncerty papieskie, wieczornice poświęcone Janowi Pawłowi II, jeździliśmy na pielgrzymki. Biblioteka posiada zbiór 16 tomów przemówień papieża, z których na bieżąco korzystamy – mówi „Niedzieli” dyr. Osowski.

Ponieważ gimnazjum wygasa, należało procedurę nadania imienia uruchomić od nowa i była zgoda, że będzie to Jan Paweł II, co pozytywnie zaopiniowała Rada Gminy. – Przyjęcie patrona to zobowiązanie, a poświęcony sztandar to punkt odniesienia, aby wychować przyzwoitego człowieka – uważa Stanisław Osowski. Tradycją wspólnoty w Sobkowie jest modlitwa przy pomniku Jana Pawła II, który stoi przy kościele. Tam po Mszy św. zebrali się uczestnicy uroczystości, aby wspólnie z abp. Mokrzyckim odśpiewać „Barkę”.

Czego uczy ich Papież

– Jan Paweł II jest moim mentorem, on najlepiej pokazywał, jak powinniśmy żyć w zgodzie z Bogiem i życiem prawdziwego chrześcijanina, jak starać się być coraz lepszym, nie poddawać w żadnej sytuacji – mówi „Niedzieli” uczeń gimnazjum Jakub Ciepluch. – Jan Paweł II nauczył mnie jak przebaczać i to nie tylko osobom bliskim oraz tego, jak ważna jest nauka i pomaganie bliźnim w każdej sytuacji – dodaje gimnazjalista Dominik Stępień. – Jestem ogromnie wzruszona, wspominam dzisiaj wszystkie szkolne wydarzenia związane z Janem Pawłem II, Dni Papieskie, zbiórki, pielgrzymki na zloty szkół papieskich, ufundowanie tablicy w szkole. Nasz patron jest tutaj swój, jakby trochę był stąd, z Sobkowa – mówi nauczycielka szkoły Wiesława Radecka.

Dalsza część uroczystości z oficjalnymi wystąpieniami, ślubowaniem i programem artystycznym miała miejsce w budynku szkoły. Uczy się w niej ok. 250 uczniów. Wójt Tadeusz Domińczak wręczył abp. Mokrzyckiemu herb gminy Sobków na pamiątkę wizyty. Uczniowie szkoły zaprezentowali program artystyczny, pełen ulubionych pieśni papieskich, wierszy, fragmentów przemówień i wspomnień.

Muzeum Samochodu Papieskiego JP 2

Mieści się przy ul. Cmentarnej w Cedzynie k. Kielc. Tam od 21 września można oglądać replikę samochodu papieskiego używanego podczas pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski w 1979 r. Wstęp do muzeum jest bezpłatny. Pomysłodawcą projektu odbudowy pojazdu był kielczanin Marek Adamczak, prezes firmy Auto Adamczak. Prace nad odrestaurowaniem trwały blisko sześć lat – używano wyłącznie oryginalnych części. Rozpoczęto od poszukiwań oryginalnej ramy podwozia – znaleziono ją u prywatnego właściciela. Papamobile powstało zarówno jako rodzaj pamiątki i hołdu dla papieża oraz w uznaniu dla wszystkich, którzy przed laty stworzyli to niepowtarzalne samochodowe dzieło. Rekonstrukcja wykonana została z wielką precyzją i zachowaniem najdrobniejszych szczegółów, przy pomocy inżynierów i pracowników budujących ten pojazd przed niemal 40 laty.

Prototyp był oparty na podwoziu STAR 660, który na tamte lata był bardzo udaną konstrukcją. Pojazd powstał w Fabryce Samochodów Ciężarowych w Starachowicach. Zbudowano dwa identyczne samochody – na wypadek awarii jednego, możliwe było szybkie przemontowanie gondoli papieskiej do drugiego. Po zakończeniu pierwszej pielgrzymki papieża do Polski, oba pojazdy zostały zarekwirowane przez służby komunistyczne, rozmontowane na części, a następnie zniszczone lub wmontowane do innych pojazdów.

– Wszystkie inicjatywy związane z Janem Pawłem II są dla mnie wielkim przeżyciem i wzruszeniem – powiedział „Niedzieli” abp Mokrzycki. – To patron chyba najbliższy nam, Polakom. Trzeba pamiętać, że zawsze uczniowie i młodzież byli w centrum jego uwagi. Zachęcał ich, aby wymagali od siebie, aby „być” było zawsze ponad „mieć”. To patron, który bardzo dużo ma do zaoferowania środowiskom szkolnym, a szkoły noszące jego imię liczą się w Polsce w tysiącach – podsumowuje gość ze Lwowa.

Stowarzyszenie Przyjaciół Świętokrzyskiej Rodziny Szkół im. Jana Pawła II powstało w 2001 r., skupia ponad 30 szkół różnych szczebli z województwa świętokrzyskiego.

Tagi:
Dzień Papieski

Przekazać pochodnię pamięci

2018-10-31 08:30

Monika Jaworska
Edycja bielsko-żywiecka 44/2018, str. IV

Spotkanie słowno-muzyczne i wystawa prac malarskich złożyły się na obchody 18. Dnia Papieskiego, jaki odbył się 15 października w Muzeum św. Jana Sarkandra w Skoczowie

Monika Jaworska
Spotkanie słowno-muzyczne w patio

Wydarzenie rozpoczął występ folklorysty i multiinstrumentalisty Józefa Brody w patio przy budynku muzeum. Zebranych powitał kierownik „Sarkandrówki” Jakub Staroń, który obecnie z Łucją Skrond prowadzi muzeum. – Jako świadkowie pontyfikatu Karola Wojtyły jesteśmy zobowiązani przekazywać pochodnię pamięci kolejnym młodszym pokoleniom – powiedział Jakub Staroń. Józef Broda w wystąpieniu słowno-muzycznym pt. „Spójrz w me serce i choć przez chwilę usłysz, co w nim śpiewa” nawiązywał do wypowiedzi Karola Wojtyły, szczególnie do studium etycznego: „Miłość i odpowiedzialność”. Dzielił się też własnymi przemyśleniami przy dźwiękach instrumentów. – Panie Boże, daj siłę każdemu z nas, abyśmy umieli wybaczać. Ja mam za sobą doświadczenie osobiste, kiedy w ułamku sekund wiedziałem, że z Bożą pomocą zbuduję nowy dom, i spalony... zbudowałem. Jestem w tym samym miejscu i błogosławię każdego poranka swoich sąsiadów – powiedział Józef Broda.

Dalsza część spotkania odbyła się w budynku muzeum, gdzie pracownik UŚ prof. Elżbieta Kuraj opowiedziała o prezentowanej wystawie swoich prac pt. „Widzieć/Wiedzieć”. – Widzieć to wiedzieć. A żeby wiedzieć, to trzeba zobaczyć. Jeżeli wiedzieć, to zrozumieć. Czy wszystko wiemy? Czy widzimy? – mówiła Elżbieta Kuraj. Zwiedzający mogli także zobaczyć okolicznościowe pamiątki po Janie Pawle II: 2 medale i różaniec. – W związku z 18. Dniem Papieskim i 40. rocznicą wyboru kard. Wojtyły na Stolicę Piotrową zaprezentowaliśmy dwa pierwsze medale z pontyfikatu Jana Pawła II, które są wykonane z brązu, pozłacane, nienumerowane, jeśli chodzi o rok samego pontyfikatu.

Na świecie jest ich 1200, z czego 2 mamy z muzeum. Takie medale Ojciec Święty rozdawał delegacjom, osobom prywatnym przy wizytach oficjalnych. Oprócz nich prezentujemy różaniec papieski – jego poszczególne elementy wykonane są z brązu pozłacanego. A jak wiemy – Jan Paweł II powierzył swój pontyfikat Matce Bożej – zauważył Jakub Staroń.

Spotkanie z wernisażem zorganizowało Muzeum Parafialne św. Jana Sarkandra i Stowarzyszenie Panorama Sztuki Chrześcijańskiej „Musica Sacra”. Wystawa będzie czynna do połowy listopada. Kolejna – fotograficzna – będzie dotyczyła 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Idę po śmierć, idę po życie

2018-11-28 11:01

Z ks. Piotrem Pawlukiewiczem – słynnym rekolekcjonistą, zmagającym się z ciężką chorobą – rozmawia Krzysztof Tadej, dziennikarz TVP
Niedziela Ogólnopolska 48/2018, str. 18-20

Ks. Piotr Pawlukiewicz to jeden z najbardziej znanych polskich rekolekcjonistów.
Na spotkania z nim przychodzą wielkie rzesze wiernych. Znany jest również z niedzielnych kazań podczas Mszy św. transmitowanej przez Polskie Radio. W wyjątkowym wywiadzie dla „Niedzieli” opowiada o swojej chorobie, o tym, jak przygotować się na śmierć, i dlaczego warto dążyć do świętości

youtube

KRZYSZTOF TADEJ: – „Wstań. Albo będziesz święty, albo będziesz nikim” – to tytuł najnowszej Księdza książki. Dlaczego tak wysoko stawia Ksiądz poprzeczkę? Nie lepiej powiedzieć: „Czyń więcej dobra” lub po prostu: „Bądź lepszy”?

KS. PIOTR PAWLUKIEWICZ: – Wysoko to nie znaczy ponad ludzkie możliwości. Co to znaczy być świętym? Jeśli ktoś myśli, że święty to ten, kto nie popełnia błędów, że to chodzący ideał, to rzeczywiście za wysoko stawiam poprzeczkę. Ona będzie nieosiągalna nawet dla papieża. Ale dla mnie święty to ten, kto dąży do świętości. Małymi krokami – dwa centymetry na godzinę, milimetr na rok. Idzie do świętości, a jak się cofnie, upadnie, zgrzeszy, to z pokorą podejmuje decyzję, żeby nadrobić stracony dystans. Wraca na poprzednią drogę, mozoli się, żeby osiągnąć łączność z Chrystusem.

– Czym zatem jest świętość?

– Świętość to wybór. Nieraz młodzież pyta: „Po co się spowiadać?”. „Po co się spowiadać, skoro i tak zgrzeszę, upadnę, zawiodę w różnych sytuacjach? Po co się spowiadać, skoro ciągle wracam do grzesznego życia?”. Zawsze odpowiadam: nasze decyzje dotyczą tego, na co mamy wpływ; tego, co możemy wybrać.

– Co dokładnie ma Ksiądz na myśli?

– Każdy z nas ma zaplanowany dzisiejszy wieczór i jutrzejszy dzień. Mniej więcej wiemy, co będziemy robili w tym dniu, czy coś dobrego, czy złego. Nikt nie wie, czy popełni zło np. w 2054 r. Nie wiemy, co będzie się działo w dalszej przyszłości. Odpowiadamy za to, nad czym mamy władzę. Jeśli ktoś pyta: „Po co się spowiadać, skoro znów zgrzeszę?”, to ja pytam, czy planuje grzech. Jeśli planuje, to rzeczywiście jest kiepsko. Jeśli natomiast w dniach, nad którymi mamy władzę, nie planujemy grzechu, to w tym momencie stajemy się święci. W pełnym znaczeniu tego słowa.

– Kiedyś, mówiąc o świętości, opowiadał Ksiądz o filmie, którego bohaterem był Gandhi...

– Jest w tym filmie scena, jak Hindusi idą do fabryki. Angielska policja wali ich pałkami po głowie. Potem stojące kobiety obmywają im rany, a oni na nowo ustawiają się w kolejkę i idą do fabryki. I znowu dostają w głowę, i znowu kobiety obmywają im rany, i tak w kółko. To jest symbol naszej drogi do nieba. Szatan daje nam po głowie, a Kościół robi opatrunek. Opatruje sakramentem, Eucharystią, miłością bliźniego. Potem szatan znowu daje nam po głowie i Kościół znowu nas leczy. Świętym nie jest ten, kto siedzi obok i krytykuje: „I co ci to da?”. Świętym jest ten, kto uporczywie zmierza do Pana Boga. Spójrzmy na Piotra. Dlaczego był święty? Przecież nic nie umiał, nic mu nie wyszło oprócz jednego. Oprócz wracania do Pana Boga. Wielu ludzi jest pysznych. Wstydzą się spowiedzi. Wychodzą na ring tylko wtedy, gdy wiedzą, że wygrają. A jeśli mają cień podejrzenia, że mogą przegrać, to nie podejmują w ogóle walki. Ja zachęcam do walki.

– Nieraz słyszymy, że człowiek, który grzeszy, nie będzie szczęśliwy. To dlaczego ludzie grzeszą?

– Bo to jest na początku bardzo atrakcyjne. Dlaczego jeszcze? Ludzie są pyszni, pokazują płytką dumę, nieraz pokazują, „kim to ja nie jestem”. I wadzą się z samym Bogiem. Kiedyś zapytano żebraka przed katedrą w Warszawie, ile dziennie zarabia. Odpowiedział, że w niedzielę do dwustu złotych. Pytający był zdumiony: „Jak to?! Pan tak sobie tylko siedzi i zarabia aż dwieście złotych? To przecież niesamowite!”. Żebrak odpowiedział krótko: „Bo ludzie są głupie!”. No i my grzeszymy dlatego, że też jesteśmy „głupie”. Wydaje nam się, że obietnica diabła to jakaś superoferta, coś nadzwyczajnego. A kończy się jak zwykle: płaczem, łzami, wyrzutami sumienia i uświadomieniem sobie własnej głupoty.

– W najnowszej książce pisze Ksiądz, że wiele osób jest niezadowolonych. I dzieje się tak bez względu na to, co mają i czym się zajmują. Ciągle coś nam przeszkadza. To jak znaleźć szczęście? Zaakceptować życie takie, jakie jest? Jeśli np. widzimy coś złego w Kościele, to mamy się nie odzywać, tylko kochać Kościół bez względu na to, co się w nim dzieje?

– Kiedy podczas rejsu ktoś nagle krzyknie, że w okręcie jest dziura, to raczej wszyscy rzucą się do roboty pod kierunkiem kapitana, żeby mieć szansę wyjść z tego cało. Mamy kochać Kościół takim, jaki jest. Nigdy nie był doskonały. Zawsze byli w nim grzesznicy, bo Kościół jest szpitalem. Człowiek, który grzeszy, jest w szpitalu. Jest chory i znajduje pomoc. Nieraz słyszę: „Tamten facet chodzi do kościoła, a przecież grzeszy. Wieczorami kłóci się z żoną”. Odpowiadam: „Ale jakby nie chodził do kościoła, to może by ją zabił?”. Ja, gdybym codziennie nie chodził do kościoła, na pewno byłbym gorszy, niż jestem, na pewno trochę bym rozrabiał. Kościół nas leczy. Pan Jezus jest ordynatorem, Matka Boża – pielęgniarką.

– Wróćmy do tych osób niezadowolonych z życia. Czy można znaleźć szczęście już teraz? W miejscu, w którym żyjemy, i w warunkach, w których się znajdujemy?

– Oczywiście. Kiedyś czytałem wspomnienia jednej z więźniarek z Ravensbrück. Napisała, że nigdzie nie spotkała tak wspaniałych ludzi jak tam – życzliwych, pomocnych, z otwartym sercem. Mówiła o swoich towarzyszkach, że to aniołowie chodzący po ziemi. Tam więźniarki pomagały sobie nawzajem. Gotowe były oddać za siebie życie. I chwaliły Boga za dobro, które przekazywał przez ich serca.

– Nie zawsze łatwo odnaleźć szczęście. Ktoś np. dowiaduje się, że jest chory na nowotwór, ma przerzuty i zostało mu kilka miesięcy życia. Jak ma odnaleźć szczęście?

– Wszystko zależy od tego, czy ta osoba jest przygotowana na śmierć. Każdy z nas ma się przygotowywać do tej chwili. Godzina śmierci jest najważniejsza, bo w niej dokonamy ostatecznego wyboru. Wybierzemy szczęście albo, nie daj Boże, piekło. Niektórzy pójdą do piekła z własnej chęci, z własnej woli na złość Panu Bogu. Tak Go nienawidzą. Nienawiść zatruwa człowieka. Człowiek nieraz z nienawiści potrafi cierpieć tylko po to, żeby innemu zadać ból.

– Wróćmy do człowieka, który się dowiedział, że ma nowotwór.

– Człowiek powinien być przygotowany, że może stać się inaczej, niż sobie tego życzymy. Gdy składamy życzenia, często słyszymy: „wszystkiego najlepszego”, „niech ci się wiedzie”, „powodzenia”, zdrówka, zdrówka, a przede wszystkim zdrówka”. Trzeba być przygotowanym, że może być inaczej, i życzyć ufności Chrystusowej. Kiedyś mój kolega ksiądz opowiadał, że w dzieciństwie, kiedy jechał rowerem, ciężarówka przycisnęła go do krawężnika. Przewrócił się z wielkim hukiem, rozbił kolano i zapłakany wrócił do domu. Mama spytała, o czym myślał, gdy ta ciężarówka na niego jechała. Była przekonana, że usłyszy o mamusi i tatusiu. Ale tak nie odpowiedział. To są chwile, kiedy trzeba myśleć o Bogu. Gdy spotyka nas takie nieszczęście jak nowotwór, myślmy o Bogu.

– Pojawiają się pytania: „Dlaczego ja? Skoro Bóg jest wszechmogący, może mi przecież pomóc; dlaczego nie pomaga?”. Czy są dobre odpowiedzi na takie pytania?

– Oczywiście, można znaleźć odpowiedź. Zależy to od konkretnej sytuacji. W niejednym domu nastąpiły zgoda, pojednanie, otwarcie oczu na coś, czego się wcześniej nie dostrzegało, tylko dlatego, że ktoś z pokorą przyjął śmierć. Takie osoby mogą zrobić dużo dobrego. Dostały oręż do czynienia dobra. A śmierć przecież i tak kiedyś nastąpi.

– Śmierć, która niczego nie kończy. Można powiedzieć: Idę po śmierć, czyli idę po życie?

– Życie się nie kończy, ale się zmienia. Idę po śmierć, idę po życie. Tak, to dobre określenie. Na pogrzebie mówi się o człowieku, który umarł. Ale przecież to my umieramy, a on żyje. Ilu rodziców, ojców, matek bierze dzisiaj Biblię do ręki i rozmawia z dzieckiem o zmartwychwstaniu? Posłużę się przykładem. Na dworcu kolejowym możemy zobaczyć tunel. Na peronie ptak dziobie okruszki. Mógłby wlecieć w ten tunel i znaleźć dużo jedzenia. Ale się boi. My też tak żyjemy. Nasze okruszki to samochód, DVD, komputer. Dziobiemy, a ciasny tunel prowadzi do życia wiecznego. Tylko że młodzi ludzie wiedzą jedno: liczy się kasa. Jedyną powszechną ideologią w Polsce jest materializm praktyczny. My tu sobie rozmawiamy, a tymczasem w Polsce odbywa się, powiedzmy, kilka tysięcy rozmów o pieniądzach. Jak mało mam kasy, jak bardzo potrzebuję kasy, gdzie można więcej zarobić...

– Co Ksiądz mówi tym, którzy tylko o tym myślą?

– Puknijcie się w głowę! Wjechaliście w ślepą uliczkę. Ona jest bajecznie kolorowa, śliczna, ale na końcu okaże się, że jest ślepa. Nie zaprowadzi nikogo do szczęścia. Godzinami mogę opowiadać o ludziach, którzy teoretycznie powinni być nieszczęśliwi, a jednak jest inaczej. Ostatnio np. fotografowano siostrę zakonną, która ma sto lat. Szukano oblicza starego człowieka na okładkę książki. Siostra zapytała, o czym jest ta książka. Usłyszała, że o ludziach starych, smutnych, chorych. Podziękowała. „To nie dla mnie i nie o mnie”. Miała pokój w sercu. Była szczęśliwa.

– Był Ksiądz kiedyś kapelanem w szpitalu. Widział, jak ludzie odchodzą z tego świata. I przyszła ta chwila, kiedy to Księdza dotknęła choroba. Jak to Ksiądz przeżywa?

– Na razie raczej z humorem. Nie załamuję się. Lubię rozmawiać z Panem Bogiem po wojskowemu, chociaż nigdy w wojsku nie byłem. Wyobrażam sobie, że Pan Jezus mówi o chorobie: „Pawlukiewicz, masz nowego przyjaciela”. Odpowiadam: „Tak jest!”. I żyję dalej.

– Boli?

– Bólu nie czuję. To ograniczenie ruchowe, brak koordynacji. Przewróciłem się już może z 30, 40 razy.

– Czyli żartów nie ma?

– Bywa niebezpiecznie. Jak upadam, np. ze schodów, to myślę, żeby jakoś ręce pochować i przyjąć ciałem ciężar uderzenia.

– To choroba Parkinsona?

– Tak.

– Można ją zatrzymać?

– Można ją spowolnić i to się w dużym stopniu udaje. Ale po jakimś czasie zawsze sunie do przodu. Pół milimetra, centymetr, ciągle dalej.

– Kiedy Ksiądz się zorientował, że jest poważnie chory?

– W 2007 r. Przy goleniu zadrżała mi ręka. Nie mogłem precyzyjnie dotykać maszynką twarzy. Potem był problem z wyciągnięciem chusteczki do nosa albo portfela z kieszeni. Z trudem myłem zęby. Ale jeszcze wtedy były to drobne dolegliwości. Teraz jest inaczej. Szukam jednak pozytywnych stron. Jestem wzruszony opiekuńczością sióstr zakonnych, kapłanów, ludzi świeckich. Przychodzą, pytają, czy w czymś mi pomóc, czy dokądś podwieźć, coś kupić. Te codzienne doświadczenia kontrastują z obrazem polskiego kleru, który ostatnio przedstawił jeden z reżyserów. Ja widzę codziennie inny świat i jestem nim pozytywnie zaskoczony.

– Czy boi się Ksiądz śmierci?

– Teraz nie (uśmiech). Siedzimy sobie w miły jesienny wieczór. Miło się rozmawia, jest przyjemnie. Ale jak przyjdzie lekarz i powie, że to już koniec, to pewnie będę zazdrościł tym, którzy będą mogli oglądać następne mistrzostwa świata w piłce nożnej. Pewnie też tym, którzy dostaną nowy sprzęt muzyczny, taki idealny, bezszumowy... Wiem jednak, że Pan Bóg pokaże mi w niebie wiele fantastycznych rzeczy, o których na ziemi nie mamy pojęcia. Oczywiście, jeśli znajdę się w niebie, o co Boga pokornie proszę.

– Mówi Ksiądz, że każdy powinien przygotować się do śmierci. A Ksiądz jak to robi?

– Dużo myślę o śmierci, o przemijaniu. Dwa miesiące temu umarła moja mama. Widziałem ją przez całe moje życie, czyli prawie przez 60 lat. Przyglądałem się, jak żyła, byłem blisko w chorobie, kiedy umierała. I bardzo realnie spojrzałem na siebie. Mam prawie 60 lat, jestem chory. Oczywiście, można jeszcze pracować, funkcjonować, ale trzeba realnie oceniać sytuację i przygotować się na ten moment. Przygotować – to znaczy wypełnić swoją misję na maksa. Zrobić to, co zostało do zrobienia i co można zrobić przy wszystkich ograniczeniach. Tak, aby potem stanąć jak szeregowiec przed Generałem i usłyszeć od Niego słowa: „Dobrze, synu. Wiele uczyniłeś dobrego i wielką dostaniesz nagrodę w niebie”.

– Liczy Ksiądz na cud? Przecież wiele osób doświadczyło cudu.

– Kiedy o tym myślę, mówię sobie: „To byłby numer!”. Podchodzę do wszystkiego z humorem. Na początku, gdy lekarze stwierdzili, że to choroba Parkinsona, pojechałem do sióstr zakonnych na rekolekcje. Laseczką się podpierałem, żeby się nie przewrócić. Na spotkaniu po skończonych rekolekcjach słuchaczki wymieniały poglądy: które nauki się podobały, które mniej. Ze zdumieniem usłyszałem od 90 proc. zakonnic, co zrobiło na nich największe wrażenie: to, że ks. Pawlukiewicz o lasce zmagał się przy ołtarzu, żeby czegoś nie wylać, bo ręka mu drżała. Potem pojechałem na zamknięte rekolekcje do studentów i usłyszałem to samo. Wtedy dopiero można się było załamać! Trochę się buntowałem, no bo jak to, nie podziwiają moich słów, wygłaszanych mądrości, tylko podziwiają laskę, którą się podpieram, żeby nie wylądować na ziemi? Skandal! (śmiech).

– Bywają chwile depresji?

– Kiedyś miałem złe dni. Pomyliłem tabletki i zajrzała mi w twarz perspektywa domu starców. Marzyłem wcześniej, że jak będę ociężały, to kupię sobie jakiś fajny, duży telewizor. Tak na koniec. A potem przepiszę go jakimś biednym dzieciom. A tu po lekach nastąpiło jakieś nagłe załamanie zdrowia i perspektywa, że już nie zdążę zrobić nawet tego i wyląduję w domu księży emerytów. A tam łóżko i pampersy.

– Czy w takiej sytuacji inaczej przeżywa się życie? Czy jest się bliżej Boga?

– Cieszę się, że Bóg uchronił mnie od postawy buntu. Od stawiania pytań, dlaczego, i mówienia: „przecież dobrze żyłem”.

– Powróćmy na koniec do najnowszej książki. Jakie jest jej najważniejsze przesłanie?

– Chcę przekazać wszystkim: gryź, kop, szalej, ale wracaj. Wracaj do Pana Boga. Na różne sposoby. Możesz żebrać, płakać, prosić o spowiedź, ale jednego nie zaniechaj. Wróć do Kościoła, wróć do Pana Boga. Konfesjonały są otwarte codziennie, za darmo. Nie czekaj na koniec życia, bo nie wiesz, kiedy nastąpi. Zacznij wracać. Już teraz.

– Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Bp Dec dziękuje policjantom za służbę społeczną

2018-12-19 14:13

ako / Świdnica (KAI)

Chcemy wam podziękować za waszą służbę społeczną. Dzięki wam czujemy się bezpieczniejsi w naszych domach, w naszych instytucjach. Jesteście tymi, którzy bronią porządku publicznego. Mamy świadomość, jak bardzo jest Wasza praca trudna, niebezpieczna – powiedział bp Ignacy Dec. Biskup diecezji świdnickiej wziął udział 18 grudnia w spotkaniu opłatkowym dla Policji w Wałbrzychu.

_Alicja_/pixabay.com

Po odczytaniu Ewangelii o Bożym Narodzeniu przez ks. Jacka Biernackiego, kapelana policji, bp Dec złożył życzenia. Podkreślił, że narodzenie Chrystusa to najważniejsze narodziny w dziejach świata. - Życzę takiego odnowienia duchowego, przypływu radości, pokoju Bożego do serc. Życzę bezpiecznej pracy, szczęścia w rodzinnych gniazdach, żebyście mieli dobrych mężów, dobre żony, posłuszne dzieci, żeby w pracy się wszystko układało. Błogosławieństwa Bożego i łaski zdrowia fizycznego i duchowego na rok Pański 2019 – mówił bp Dec.

Bp Dec zwrócił się też z prośbą do lokalnej Policji o pomoc w przygotowaniu 383. plenarnego zebrania Konferencji Episkopatu Polski, które jak zapowiedział biskup, odbędzie się w czerwcu w diecezji świdnickiej. - Będziemy potrzebować asysty wozów policyjnych, byśmy dojechali bezpiecznie, dlatego zostawiam dziś tę prośbę - mówił.

Spotkanie uświetnił występ kolęd i pastorałek przygotowany przez najmłodszych. Na dzwonkach zagrały dzieci z przedszkola samorządowego z oddziałami integracyjnymi nr 17 w Wałbrzychu.

W imieniu Policji wszystkich gości przywitał i złożył życzenia Krzysztof Lewandowski z kadry kierowniczej Komendy Miejskiej Policji w Wałbrzychu. Głos zabrał również Wicewojewoda Dolnośląski Kamil Zieliński, wiceprezydent miasta oraz emerytowany prezydent Wałbrzycha.

Bp Ignacy Dec co roku uczestniczy w kilkudziesięciu spotkaniach opłatkowych przed i po świętach. Spotyka się z przedstawicielami różnych grup społecznych, m.in. z służbami mundurowymi. Co roku również w Wigilię Bożego Narodzenia uczestniczy w kilku spotkaniach dla osób samotnych, bezdomnych organizowanych przez Caritas w różnych miejscach diecezji.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem