Reklama

Bierzmowanie to zadanie dla całej wspólnoty parafialnej

2018-10-10 11:21

Ks. Piotr Bączek
Edycja bielsko-żywiecka 41/2018, str. IV

PB
Ks. Piotr Hoffmann

O nowym programie przygotowania młodych do przyjęcia sakramentu bierzmowania z ks. Piotrem Hoffmannem rozmawia ks. Piotr Bączek

Ks. Piotr Bączek: – Pod koniec września ruszył pierwszy etap programu „Młodzi na progu”. Wystartowała diecezjalna szkoła animatorów dla bierzmowanych. Na początek zapytajmy, dlaczego w ogóle wprowadzamy nowy sposób przygotowania młodzieży do sakramentu dojrzałości chrześcijańskiej?

Ks. Piotr Hoffmann: – Chyba jasne jest, że w tym wszystkim chodzi o młodych ludzi, o konkretnego młodego człowieka. Patrząc na współczesny świat, w zderzeniu z otaczająca rzeczywistością, widać, że młodzi szukają jakiejś swojej drogi życia. W momencie, kiedy nie mają podsuniętej propozycji, wybierają różnie, nie zawsze szczęśliwie. Chcemy więc młodzieży pomóc. To – po pierwsze.
Po drugie, często dotychczasowe przygotowanie do bierzmowania i sam sakrament traktowano jako coś, co trzeba „zaliczyć” na swojej drodze życia. Po prostu trzeba było przyjść na spotkania, podpisać indeks, potem odbywało się bierzmowanie i... z tego wydarzenia nie wynikało nic dalej. Stąd zrodził się pomysł, żeby stworzyć taką formułę formacji, która będzie z jednej strony umocnieniem wiary, a z drugiej wprowadzi jakiś powiew ewangelizacji dla tych młodych ludzi. Ale przede wszystkim będzie zaproszeniem do pozostania we wspólnocie Kościoła.

– Ale przecież te same cele, te same założenia, można przypisać do starej formy przygotowania. O to samo przecież chodziło duszpasterzom pięć, dziesięć czy dwadzieścia lata temu...


– Zgadzam się z tym. Aczkolwiek dotychczasowa forma może jest już zbyt skostniała jak na dzisiejsze czasy. Wydaje się, że tam brakowało świadectwa żywego człowieka, spotkania z kimś, kto bierzmowanie przeżył i dzielił się swoim doświadczeniem, że to bierzmowanie było wspaniałym darem, który pozwolił mu odkryć bardziej Pana Boga, siebie samego, drugiego człowieka. Odkryć przede wszystkim drogę swojego życia.
Nowy program, nowy sposób przygotowania ma być w założeniu i w praktyce czasem pogłębionej ewangelizacji. Odkrycia na nowo tego wszystkiego, co de facto powinniśmy wiedzieć, ale czasem znamy to, by tak rzec, teoretycznie, w skostniały sposób. Wiemy o tym, przyznajemy temu rację, ale przechodzimy obok, dalej. Chodzi zatem o to, by te wszystkie treści, przekazywane przez cały okres katechezy szkolnej dla młodego człowieka, stały się żywe.

– Jak taki cel chcemy osiągnąć?


– Idea jest taka, że młodzież, która przygotowuje się do bierzmowania, w czasie bezpośrednich spotkań z drugim człowiekiem, przede wszystkim ze świeckim, który z nimi rozmawia, porusza tematy, które ich życia dotyczą, a których nie mają odwagi poruszyć z kapłanem czy z rodzicami w domu – by to wszystko zaowocowało w formie odpowiedzi płynącej z doświadczenia wiary. By stało się nowym początkiem ich życia, ich relacji z Bogiem, z drugim człowiekiem. Sakrament bierzmowania będzie tym momentem, kiedy oni odkryją, że droga z Panem Jezusem będzie najwspanialszą przygodą, przygodą całego życia.
Ten czas ma pokazać młodym, że oni mają w Kościele swoje miejsce, które na nich czeka, które nie może być puste. Chodzi o to, by młodzi odnaleźli się w tej wspólnocie również poprzez udział w różnego rodzaju grupach, które działają w naszych parafiach. Niekoniecznie muszą to być grupy stricte młodzieżowe. W naszych parafiach mamy bardzo wiele możliwości zaangażowania się młodego człowieka – to ruchy i organizacje religijne, to posługa charytatywna osobom starszym, potrzebującym. Tych potencjalnych miejsc aktywności młodego człowieka w Kościele jest bardzo wiele. Program ma im także pokazać te wszystkie miejsca, gdzie mogą się realizować i rozwijać: w swojej parafii, tam gdzie żyją na co dzień, gdzie spotykają się ze swoimi rówieśnikami.

– W pewnym sensie będzie to praca młodych z młodymi...


– Ważną cechą tego programu jest to, by młodzi ludzie stali się świadkami dla swoich rówieśników, również dla tych, którzy idą po nich. Chodzi o to, by kolejne roczniki, które będą przystępować do sakramentu bierzmowania, wchodziły w swoją – prawie dorosłą drogę wiary – i mogły zobaczyć, że być młodym katolikiem, być człowiekiem wiary to nie jest obciach, ale coś niesamowitego: wyznawać określone wartości, być uczniem Jezusa i się tego nie wstydzić. Taka będzie rola animatora.
W wielu przypadkach ci ludzie zgłaszają się sami. To są ludzie młodzi, którzy całkiem niedawno przyjęli sakrament bierzmowania i teraz chcą być świadkami wiary dla swoich młodszych kolegów. To są także rodziny i małżeństwa zaangażowane w Ruchu Światło-Życie. I to jest kapitalna sprawa. Bo dla wielu młodych spotkanie, np. z rodzicem, może być świetną okazją do porozmawiania o problemach, które są w rodzinach. Być może ze swoimi rodzicami nie ma możliwości rozmawiać, nie mają na to czasu, może nie chce. I oto pojawia się osoba z zewnątrz, która ma się stać dla niego przyjacielem.
Animator nie ma być kimś w rodzaju nauczyciela, katechety, kimś, kto będzie zapisywał na kartce pozytywne, negatywne zachowania. Ma być przyjacielem, towarzyszem, kimś, przed którym kandydat do bierzmowania się otworzy. W miejscach, gdzie taki program już wprowadzono, są dowody, że animatorzy z młodymi ludźmi na długo po bierzmowania utrzymywali znajomości, nawet przyjaźnie.

– Może jest tutaj jakaś szansa, by młodzi – obok tak intensywnych „kontaktów” internetowych komunikatorów – odkryli głębię i siłę spotkania z realnym człowiekiem?


– W portalach społecznościowych młody człowiek często kreuje się na takiego, jakim nie jest, a jakim chciałby być. Proces formacji do bierzmowania ma pokazać, że w życiu liczy się spotkanie z drugim człowiekiem, liczy się przyjaźń, poświęcony czas dla drugiego. Oni doświadczą tego, że ktoś dla nich poświęca swój czas, w którym mógłby robić zupełnie inne, dla siebie fajne rzeczy. Ale ktoś jednak decyduje się tę godzinę dla młodych poświęcić. To ważne pokazać, że można dziś „być dla”. Dziś chyba wielu ludzi potrzebuje spotkania, dobrego słowa, obecności.
Mamy okazję pokazania młodemu człowiekowi, że on nie jest jakimś tam elementem, trybikiem, ale że jest najważniejszy. Dla Pana Boga, dla konkretnych ludzi. Program opiera się w gruncie rzeczy na tych podstawowych rzeczach, które we współczesnym świecie często nam uciekają. I to jest szansa.

– To są założenie ideowe. Dla rodzica nie mniej ważne jest pytanie o praktyczną stronę tego procesu. Jak on będzie przebiegać?


– Teraz jesteśmy w takim przejściowym okresie, który potrwa trzy lata. Trzeba przygotować grupy animatorów, a to nie mogą być przypadkowi ludzie. Chcemy, by to były osoby zaangażowane i mające także podstawy teologiczne, psychologiczne, pedagogiczne, żeby po prostu mogli lepiej się dzielić tym, co sami przeżywają. Okres przejściowy to czas budowania kadry, zaplecza, fundamentu. Kilkadziesiąt parafii już rozpoczęło pilotażowo przygotowanie według nowego programu.
W naszej diecezji przyjęliśmy, że będzie to program zapożyczony z diecezji gliwickiej „Młodzi na progu”. On zawiera spotkania zarówno dla młodych, jak i dla rodziców, opiera się też o rekolekcje ewangelizacyjne. Docelowo założyliśmy w naszej diecezji, że mamy trzy lata na wdrożenie tego programu. Czyli do roku 2021 ta forma ewangelizacyjna przygotowania do bierzmowania winna być realizowana we wszystkich parafiach. Dla młodego człowieka ten proces przygotowania rozpoczyna się w ósmej klasie i trwa przez jeden rok. Ale chcemy, by to był jakiś czas otwarcia.
Spotkania odbywać się będą w małych grupach, by dać szansę na dialog, rozmowę świadectwo, nawiązywanie więzi. To również czas wspólnej modlitwy. Ale to także przestawienie z „muszę” na „chcę”. Trzeba przestawić myślenie.

– Czyli dajemy pewną dowolność. Nic nie może dziać się „na siłę”. Czy tak?

– Dotychczas też nie było żadnego przymusu. Kto nie chciał iść do bierzmowania, nie musiał tego robić. Chodzi tu raczej o odejście od myślenia, że bierzmowanie, jakikolwiek sakrament, to jest na zasadzie „odfajkowania” pewnych rzeczy – zrobić i zapomnieć. Bardziej chodzi o to, by być, otworzyć swoje serce i doświadczyć spotkania.

– Jakieś egzaminy? Weryfikacja?

– Nie ma egzaminu. Katecheza i przyswajanie teorii odbywa się w szkołach. Przygotowanie do bierzmowania to ewangelizacja, spotkanie z żywym Bogiem i z drugim człowiekiem. Myślę że egzaminem będzie to, na ile młody człowiek się zaangażuje, otworzy. Owocem tego przygotowania jest to, co uda nam się zrobić nam wszystkim. Bo to jest odpowiedzialność całej wspólnoty parafialnej. Nie tylko księdza czy animatora.

– Ważną sprawą jest wobec tego odpowiednia informacja dla rodziców i przedstawienie im założeń tego programu.

– Oczywiście. Rodzic ma prawo wiedzieć, co się będzie działo. Trzeba pokazać rodzicom, jak wielka to jest szansa rozwoju dla ich dzieci. Że ten czas jest szansą dla całej rodziny na pogłębienie wiary i przypomnienie, że rodzice są pierwszymi świadkami wiary dla swoich dzieci. Dziś często o tym zapominamy. Młodzi w świecie wiary są wiele razy zostawieni sami sobie – z jednej strony coś słyszą, z drugiej widzą coś zupełnie innego i zaczyna się huśtawka nie tylko emocjonalna, ale także duchowa. Może akurat ten sposób oparty o dialog i obecność sprawi, że rodziny się na siebie bardziej otworzą. Doświadczenie wspólnoty w procesie przygotowania otworzy być może bardziej człowieka na prawdę, że rodzina jest też wspaniałą wspólnotą obecności.

– Mówi się, że w przygotowanie winna być zaangażowana cała wspólnota parafialna.

– Młody człowiek powinien się przekonać, że parafia to jest przede wszystkim wspólnota. Ksiądz nie jest tylko urzędnikiem, a ludzie petentami zgłaszającymi się załatwiać jakieś tam sprawy. Parafia to wspólnota. I oto jestem do niej zaproszony, mogę wnieść w nią siebie, swoje zdolności, radość, młodość, zapał. Ale też wiem, że ta wspólnota daje mi oparcie. Wiem, że oni pokażą mi, jak warto żyć.

– Gdyby zamknąć tę różnicę między dotychczasowym, a nowym sposobem przygotowania w słowach kluczach, to…?

– To byłoby: spotkanie, świadectwo, modlitwa, obecność i wolna decyzja. Młody człowiek ma być nie tyle jakimś petentem przychodzącym załatwić sprawę bierzmowania. On jest istotną częścią procesu formacji. O jego życie przecież chodzi. O jego przyszłość.

– Dziękuję za rozmowę.

Tagi:
wywiad bierzmowanie

Abp Depo: Największym grzechem naszego czasu jest utrata poczucia grzechu

2018-10-21 19:50

Ks. Mariusz Frukacz

Stanisław Barczyński

„Dzisiaj świat Was młodych zaprasza do zasmakowania w złu. A św. Jan Paweł II natrudził się, żebyśmy świadomie i w sposób wolny wybierali Boga”- mówił 21 października w homilii abp Wacław Depo metropolita częstochowski, który przewodniczył Mszy św. w kościele pw. Narodzenia Pańskiego w Częstochowie. Msza św. połączona była z udzieleniem sakramentu bierzmowania 13 młodym ludziom.

„Chcemy, żeby nasze dzieci umocniły się w wierze, żeby ja z odwagą wyznawały i żyły według jej wskazań” – mówili na początku mszy św. przedstawiciele rodziców młodzieży, która przyjęła sakrament bierzmowania.

Zobacz zdjęcia: Bierzmowanie w parafii Narodzenia Pańskiego w Częstochowie

W homilii abp Depo nawiązując do czytań mszalnych przypomniał, że prorok Izajasz mówi o tajemnicy Jezusa - „Spodobało się Panu zmiażdżyć swojego Sługę cierpieniem”. W jakim celu zaliczono Go miedzy złoczyńców? Trzeba sobie postawić pytanie, dlaczego przyszedł? Czy tylko dla ludzkiej solidarności, żeby być podobnym do nas we wszystkim, oprócz grzechu. Właśnie On wziął grzech na siebie. I to jest Jego zmiażdżenie – mówił abp Depo.

- Dzisiaj stawiamy sobie pytanie o perspektywę życia wiecznego. Gdybyśmy się zatrzymali tylko i wyłącznie na Golgocie, na krzyżu Jezusa, to byśmy byli godni politowania, bo byśmy wierzyli w jakieś nie określone bliżej życie. Jezus dał nam światło mówiąc: Ja jestem życiem i zmartwychwstaniem – kontynuował abp Depo.

Arcybiskup podkreślił, że apostołowie także nie rozumieli tajemnicy krzyża - Piotr usłyszał straszne słowa: „Zejdź mi z oczu szatanie”. Ucieknie potem spod krzyża, a następnie zostanie wybrany następcą widzialnym Jezusa na ziemi. Czy po ludzku, naszym rozumem możemy to pojąć? Nie, dlatego potrzebujemy Ducha Świętego – podkreślił arcybiskup.

- Jedno z najtrudniejszych pytań, które w dzisiejszym świecie rozbrzmiewa, to pytanie czy wyrzekasz się szatana, wszystkich jego spraw i zwodniczych obietnic. Nie wkładajmy szatana w bajki, a nawet w filmy. On działa na szkodę człowieka, aby zburzyć naszą więź z Bogiem i żeby utrudnić nam pytanie, czy wierzysz w Boga Ojca, Stworzyciela nieba i ziemi – mówił metropolita częstochowski i dodał: „Dzisiaj poprzez filmy, różnego rodzaju książki pokazuje się, że Pan Bóg jest równy z Duchem zła, że są dwaj bogowie, jeden objawiony w Jezusie Chrystusie, a drugi to szatan”.

- Krzyż Jezusa stanął w miejsce, żeby zło nie zwyciężyło ludzi i świata. Prawdy o Chrystusie ukrzyżowanym i zmartwychwstałym bez pomocy Ducha Świętego nie jesteśmy w stanie przyjąć. I bez pomocy Ducha Świętego nie odrzucimy zła – mówił abp Depo.

- Dzisiaj świat Was młodych zaprasza do zasmakowania w złu. Natrudził się św. Jan Paweł II, żebyśmy świadomie i w sposób wolny wybierali Boga. Postawił nam pytanie jaką miara mierzyć człowieka – zwrócił się do młodzieży abp Depo.

„Jaką miarą mierzyć człowieka? Czy mierzyć go miarą sił fizycznych, którymi dysponuje? Czy mierzyć go miarą zmysłów, które umożliwiają mu kontakt z zewnętrznym światem? Czy mierzyć go miarą inteligencji, która sprawdza się poprzez wielorakie testy czy egzaminy? (...) Człowieka trzeba mierzyć miarą "serca". Człowieka więc trzeba mierzyć miarą sumienia, miarą ducha, który jest otwarty ku Bogu.” – przypomniał abp Depo słowa Jana Pawła II z przemówienia do młodzieży akademickiej zgromadzonej 3 czerwca 1979 r. przed kościołem św. Anny.

- Największym grzechem naszego czasu jest utrata poczucia grzechu – dodał arcybiskup.

„Nałóżcie na siebie znak krzyża, który dla nas jest mądrością” – zachęcił na zakończenie Mszy św. młodych ludzi abp Depo.

„Chcemy wzrastać w wierze każdego dnia i kroczyć do świętości” – powiedział również ks. kan. Tadeusz Zawierucha proboszcz parafii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Tradycje bożonarodzeniowe w Polsce i na świecie

2014-12-22 13:23

oprac. kw (KAI) / Warszawa / KAI

Od wieków chrześcijanie na całym świecie w różnorodny sposób obchodzą święta Bożego Narodzenia. Choinka jest znana niemal wszędzie, choć w Burundi przystraja się bananowca, a w Indiach drzewko mango. Najsłynniejszą kolędę „Cicha noc" przetłumaczono na 175 języków, najpiękniejsze szopki są podobno we Włoszech, a we Francji jada się podczas Wigilii ostrygi.

BOŻENA SZTAJNER

Korzenie tradycji związanych z Bożym Narodzeniem sięgają odległych czasów. Nierzadko zwyczaje te wywodzą się jeszcze z rytuałów pogańskich, na których miejsce wprowadzano później święta chrześcijańskie, nadając im zupełnie nowe znaczenie. Znacząca jest tu data. W wielu kulturach w przeróżny sposób starano się podczas przesilenia zimowego „przywołać” słońce z powrotem na ziemię i sprawić, aby odrodziła się przyroda.

Istotny jest także rys eschatologiczny świąt Bożego Narodzenia. Miejsce zostawiane przy wigilijnym stole przeznaczano dla „przybysza”, czyli dla duchów przodków. W Polsce zwyczaj ten upowszechnił się w XIX wieku. Miał on wówczas wymowę patriotyczną – dodatkowe nakrycie symbolicznie zarezerwowane było dla członka rodziny przebywającego na zesłaniu na Syberii.

Boże Narodzenie było także czasem wróżb. Wyjątkowość tego dnia polegała na tym, że jego przebieg miał znaczący wpływ na cały nadchodzący rok. Jedną z polskich tradycji jest kładzenie siana pod wigilijny obrus. Ciągnięto z niego słomki – im dłuższa, tym więcej pomyślności czekało danego człowieka w następnym roku. Jeszcze dzisiaj dość powszechna jest wiara w to, że w Wigilię zwierzęta mówią ludzkim głosem. Podsłuchujący je ludzie dowiadywali się ponoć najczęściej o zbliżającej się śmierci własnej albo kogoś z rodziny.

Chrześcijaństwo od początku swego istnienia nadało tym zwyczajom nowy sens, wytworzyło też swoje obrzędy. Niestety we współczesnej, zeświecczonej kulturze często zapomina się o chrześcijańskich źródłach tego święta.

ŻŁÓBEK

Żłóbek w dzisiejszej postaci zawdzięczamy św. Franciszkowi. Historia tej tradycji jest jednak znaczenie dłuższa i sięga piątego wieku. Wtedy, jak głosi podanie, żłóbek Jezusa przeniesiono z Betlejem do Rzymu i umieszczono w bazylice Matki Bożej Większej. Także Pasterkę w Rzymie odprawiano początkowo tylko w tym kościele.

To we Włoszech zaczęto w uroczystość Bożego Narodzenia wystawiać żłóbki, w których umieszczano figury Świętej Rodziny, aniołów i pasterzy. Do rozpowszechnienia tego zwyczaju przyczynił się św. Franciszek. Z przekazów pozostawionych przez jego biografa – Tomasza z Celano – wiemy, że w wigilijną noc Biedaczyna z Asyżu zgromadził w grocie w miejscowości Greccio okolicznych mieszkańców i braci, by w prosty sposób pokazać im, co to oznacza, że „Bóg stał się człowiekiem i został położony na sianie ". W centrum jaskini leżał wielki głaz, pełniący rolę ołtarza. Przed nim bracia umieścili zwykły kamienny żłób do karmienia bydła, przyniesiony z najbliższego gospodarstwa. W pobliżu, w prowizorycznej zagródce, stało kilka owieczek, a po drugiej stronie wół i osioł. Jak pisał kronikarz, zwierzęta „zaciekawione, wyciągające szyje w stronę żłobu, pochylając się i jakby składając pokłon złożonej w nim figurce przedstawiającej dziecię Jezus". Postaci do szopki wybrano spośród obecnych braci i wiernych. Zapalonymi pochodniami św. Franciszek rozjaśnił niebo, a w lesie ukryli się pasterze, którzy na dane hasło wznosili gromkie okrzyki. Do dziś szopka w Greccio przyciąga corocznie rzesze turystów.

Obecnie najsłynniejsze są szopki toskańskie, sycylijskie i neapolitańskie. W Szwajcarii, w Niemczech i w Austrii modne są żłóbki „grające". W Polsce do najbardziej znanych należą szopki krakowskie, prawdziwe arcydzieła sztuki ludowej. Powstanie tej tradycji przypisuje się murarzom i cieślom. Nie mając zatrudnienia w zimie, chodzili oni z takimi szopkami-teatrzykami od domu do domu i tak zarabiali na swe utrzymanie. Wzorem architektonicznym był dla nich przede wszystkim kościół Mariacki, ale wykonywano także miniatury Wawelu, Sukiennic i Barbakanu. Od 1937 r. z inicjatywy Jerzego Dobrzyckiego odbywa się konkurs na najpiękniejszą „Szopkę Krakowską”.

Już w średniowieczu wystawiono przy żłóbkach przedstawienia teatralne zwane jasełkami. W Polsce najbardziej znanym utworem tego gatunku jest „Polskie Betlejem" autorstwa Lucjana Rydla.

WIECZERZA WIGILIJNA

Uroczystość Bożego Narodzenia wprowadzono do kalendarza świąt kościelnych w IV wieku. Dwieście lat później ustaliła się tradycja wieczornej kolacji, zwanej wigilią. Wieczerza wigilijna jest niewątpliwie echem starochrześcijańskiej tradycji wspólnego spożywania posiłku, zwanego z grecka agape, będącego symbolem braterstwa i miłości między ludźmi. Gdy w drugiej połowie IV w. Synod w Laodycei zabronił biesiadowania w świątyniach, zwyczaj ten przeniósł się do domów wiernych. W Polsce Wigilię zaczęto obchodzić wkrótce po przyjęciu chrześcijaństwa, choć na dobre przyjęła się dopiero w XVIII w.

Wigilia (łac. czuwanie) – pierwotnie oznaczała straż nocną i oczekiwanie. W słowniku kościelnym nazywa się tak dzień poprzedzający większe święto. Dawniej w każdą wigilię obowiązywał post. Do stołu wigilijnego siadano, gdy zabłysła pierwsza gwiazda. Miała ona przypominać Gwiazdę Betlejemską prowadzącą pasterzy i magów do Betlejem.

Na wschodzie Polski i na Ukrainie pierwszą potrawą jest kutia – pszenica lub jęczmień zaprawiana miodem, migdałami i śliwkami. Po modlitwie i czytaniu Pisma Świętego następuje podzielenie się opłatkiem, który jest symbolem Eucharystii.

W północnej Anglii jeszcze do połowy XX wieku podawano w Wigilię „mugga”, czyli owsiankę z miodem. Zwyczaj ten pochodził jeszcze z czasów Wikingów. W Szkocji tradycyjnie spożywa się „Athol Brose” – owsiankę z whisky.

W Walii tradycją jest Calennig – jabłko, ustawione na trójnogu z patyczków, naszpikowane migdałami, goździkami i innymi przyprawami oraz przybrane zielenią. Chodzące po kolędzie dzieci ofiarowują je w zamian za małe datki.

W Norwegii podczas Wigilii podaje się żeberka świni i gotowane mięso owcze lub specjalne danie przygotowane z solonej i gotowanej ryby, która wcześniej leżała w ługu sodowym przez 2-3 dni. Potrawę tę, podawaną z boczkiem, nazywa się Lutefisk.

W Szwecji tradycyjna uczta wigilijna składa się z rozmoczonej suszonej ryby, galarety, wieprzowej głowizny i chleba. We Włoszech podaje się ravioli z mięsnym farszem i ciasto drożdżowe z korzeniami. W Danii je się słodki ryż z cynamonem i pieczoną gęś z jabłkami.

Peruwiańskim przysmakiem podczas świąt Bożego Narodzenia są świnki morskie. Mięso tych zwierząt ma niewiele tłuszczu i jest tanie, dlatego może być świetną alternatywą dla wieprzowiny. Tradycja jedzenia świnki morskiej jest bardzo silna w andyjskich krajach. Na dowód tego, w katedrze w dawnej stolicy imperium Inków – Cusco, na obrazie przedstawiającym ostatnią wieczerzę, Chrystus i jego uczniowie jedzą właśnie świnkę morską.

Tradycyjnie w całej Ameryce Łacińskiej na Wigilię nie może zabraknąć kakao z mlekiem i babki z rodzynkami, zwanej „panetón" (od słowa „pan”, które oznacza chleb). Jest to zwyczaj pochodzący z Włoch, ale rozpowszechniony w wielu krajach. Ostatnio coraz popularniejszy staje się też szampan, którym jest musująca „sidra", czyli wino z jabłek.

PASTERKA

Pasterka jest pamiątką z pierwszych wieków chrześcijaństwa, kiedy nabożeństwa nocne należały do stałej praktyki Kościoła. Pierwsze Msze św. o północy 24 grudnia sprawowano w Betlejem. W Rzymie zwyczaj ten znany był już za czasów papieża Grzegorza I Wielkiego, pasterkę odprawiano przy żłóbku Chrystusa w bazylice Matki Bożej Większej. Charakter tej liturgii tłumaczą pierwsze słowa invitatorium, wprowadzenia do Mszy: „Chrystus narodził się nam. Oddajmy mu pokłon".

CHOINKA

Zwyczaj ten pochodzi jeszcze z czasów pogańskich, rozpowszechniony był wśród ludów germańskich. Wierzono, że szpilki jodłowe chronią przed złymi duchami, piorunem i chorobami. W czasie przesilenia zimowego zawieszano u sufitu mieszkań jemiołę, jodłę, świerk lub sosenkę jako symbol zwycięstwa życia nad śmiercią. Kościół chętnie ten zwyczaj przejął. Choinka stawiana była na znak narodzin Jezusa Chrystusa – rajskiego drzewka dla ludzkości.

Starożytni Rzymianie ozdabiali swoje domy wiecznie zielonymi roślinami, np. jemiołą, bluszczem, laurem, kiedy przygotowywali się do obchodów przypadających w dniach 17-24 grudnia święta boga urodzaju, Saturna. Odbywały się wtedy procesje ze światłem i obdarowywano się prezentami.

Najstarsze pisemne świadectwo o ozdobionym na Boże Narodzenie drzewku pochodzi z 1419 r. Wtedy to niemieccy piekarze z Fryburga ustawili choinkę w szpitalu Świętego Ducha, przybierając ją owocami, opłatkami, piernikami, orzechami i papierowymi ozdobami. Od XVI w. zwyczaj ten rozpowszechnił się wśród cechów i stowarzyszeń w miastach, a także w domach starców i szpitalach.

Do Polski zwyczaj stawiania choinek w domach przeniósł się z Niemiec w XVIII w. Jednak już znacznie wcześnie w naszym kraju przybierano dom na wigilię Bożego Narodzenia. W izbie zawieszano podłaźniczkę i sad oraz ustawiano snopy zboża.

Podłaźniczka jest to choinka z uciętym wierzchołkiem, przybrana jabłkami i orzechami i zawieszana nad drzwiami sieni. W domu stawiano ją w kącie centralnego pomieszczania, tzw. czarnej izby. Była symbolem życiodajnej siły słońca, stanowiła ochronę gospodarstwa od złych mocy i uroków.

Zwyczaj choinkowy rozpowszechniony jest niemal na całym świecie. W święta Bożego Narodzenia umieszcza się choinki w kościołach i domach, na placach i w wystawowych oknach. Najdroższą choinkę wystawiła pewna firma jubilerska w Tokio, w 1975 r. Oceniono ją na blisko trzy miliony dolarów. Najwyższa choinka stanęła przed wiedeńskim ratuszem w tym samym roku, a liczyła 30 metrów.

W Burundi tradycyjną bożonarodzeniową choinkę zastępują bananowce. Znaleźć je można w każdej szopce w tym kraju. Zgodnie z lokalną tradycją symbolizują one szacunek, z jakim witany jest rodzący się Jezus. Banan jest w Burundi symbolem przywitania gościa, dlatego nawet gdy prezydent kraju udaje się z wizytą do jakiegoś miasta, to trasę jego przejazdu dekoruje się młodymi bananami.

W Indiach w roli choinek występują drzewka mango. Tak samo przybiera się je ozdobami i słodkościami.

KOLĘDY

W dorobku kulturalnym i folklorystycznym Polska jest jednym z krajów, które mają najwięcej kolęd. Nasza tradycja zna ich blisko 500.

Najbardziej znaną, choć nieznanego autorstwa, jest „Cicha noc" śpiewana w 175 językach, w najodleglejszych zakątkach świata. Po raz pierwszy kolędę tę wykonano z akompaniamentem gitary podczas pasterki w 1818 r. w kościele św. Mikołaja w Oberndorfie koło Salzburga. W następnych latach śpiewano ją na dworze cesarza Franciszka Józefa. Zarejestrowano już ponad tysiąc wersji tej kolędy.

W Polsce z kolędowaniem łączy się zwyczaj przebierańców. Pierwotnie, już od XVI w. Polsce żacy, dziś chłopcy przebierają się za Heroda, trzech króli, śmierć, pasterzy, turonia. Śpiewają kolędy, niosą szopkę lub gwiazdę. W czasie od Bożego Narodzenia do uroczystości Objawienia Pańskiego obchodzą domy i zbierają dary.

ŻYCZENIA I PODARKI

Łącznie w całym świecie liczba wysyłanych kartek bożonarodzeniowych sięga kilku miliardów. W krajach anglosaskich jest to zwyczaj tak popularny, że na jedną osobę przypada średnio kilkanaście świątecznych kart. Istnieją całe firmy wydawnicze specjalizujące się w tej dziedzinie.

W USA dzieci telefonują do św. Mikołaja, a ten zjeżdża tam na spadochronie, bądź przyjeżdża na saniach. Warto zauważyć, że jego współczesny wizerunek – gromko śmiejącego się brodacza w czerwonym kaftanie wymyśliła Coca-Cola. Koncern ten użył w swojej reklamie postaci św. Mikołaja po raz pierwszy w 1930 r.

W Anglii dzieci stawiają w przedsionku swoich pokoi buty lub pończochy, a św. Mikołaj napełnia je w nocy łakociami. W Holandii przyjeżdża na białym koniu, a dzieci piszą do niego listy. Ma w różnych krajach różne nazwy: Santa Claus, Pan Heilige Christ, Befana, Dziadek Mróz.

Prezenty we Francji przynoszą, w zależności od regionu i rodzinnych tradycji, Aniołek, Dzieciątko Jezus lub, najpopularniejszy i najbardziej podobny do św. Mikołaja, „Pere Noël”. Pozostawia on, niezauważony, podarki w świąteczny poranek 25 grudnia. Wieczorem 24 grudnia należy zostawić pod choinką parę własnych butów, aby Pere Noël wiedział, gdzie położyć nasz prezent.

BOŻE NARODZENIE W EUROPIE ZACHODNIEJ

Święta Bożego Narodzenia w Wielkiej Brytanii już dawno zatraciły swój religijny charakter i stały się po prostu dniami wolnymi od pracy, kiedy to można najeść się do syta, odebrać prezenty, odwiedzić rodzinę i znajomych i nacieszyć oko świątecznymi ozdobami.

O godzinie 15.00 cały kraj zamiera przed telewizorami, gdyż o tej porze królowa wygłasza doroczne, dziesięciominutowe przemówienie do swoich poddanych. Słuchają go obowiązkowo wszyscy – nawet antymonarchiści. Pod koniec obiadu pociąga się tzw. crackersy, czyli ładnie opakowane tubki tekturowe, w których znajduje się kapiszon, wybuchający przy rozrywaniu papieru, a także drobne bibeloty i żarty (na ogół kompletnie niezrozumiałe dla cudzoziemców) zapisane na kawałku papieru. Mężczyźni po obiedzie często wymykają się do lokalnego pubu, a żony sprzątają i zmywają stosy naczyń.

Występuje tam zwyczaj całowania się pod jemiołą, praktykuje się go szczególnie na biurowych, przedświątecznych „parties”, odbywających się bądź to w biurach, bądź też w wynajętych salach pubowych. Tradycyjne też bogato dekoruje się ulice, sklepy i domy prywatne.

W Irlandii nadal jeszcze utrzymuje się w Wigilię starodawny zwyczaj stawiania w oknie zapalonej świecy, mającej wskazywać drogę obcemu wędrowcowi i gotowość przyjęcia go pod dach, tak jakby się przyjmowało Świętą Rodzinę. Na wsiach przed świętami myje się domy i budynki gospodarskie oraz bieli je wapnem na cześć nadchodzącego Chrystusa.

We Francji Boże Narodzenie obchodzi się przede wszystkim jako święto rodzinne, które niestety wiele straciło ze swego religijnego charakteru. Można to zrozumieć w kraju, w którym stale praktykuje zaledwie 8 proc. z 70 proc. jego mieszkańców, deklarujących się jako katolicy. W dni ważnych świąt kościelnych notuje się jednak znacznie wyższy, dochodzący do blisko 30 proc., napływ ludzi do kościołów. Drugi dzień świąt jest normalnym dniem roboczym.

We Francji na świateczny stół podaje się ostrygi, kaszankę i pieczonego indyka. W zachodniej Europie coraz częściej, szczególnie w dużych miastach, na świąteczny obiad wychodzi się cała rodziną do dobrej restauracji.

Tradycyjne francuskie desery to „buche de Noël” – bożonarodzeniowe polano i „mendiants” – żebracy. Pierwsza z tych potraw to rolada z kremem lub lodami, imitująca grubą gałąź – polano, które niegdyś wkładano do kominka, by ogrzało dom po powrocie rodziny z pasterki. Ciasto polewa się czekoladą i ozdabia motywami „leśnymi”. Mendiants, znane głównie na południu kraju, to kruche okrągłe ciasteczka, bogato ozdobione bakaliami, które oznaczać mają brązowe kolory habitów zakonów żebraczych.

Niewątpliwie do najważniejszych atrakcji świątecznego stołu należą też czekoladki. W wielu domach robi się jeszcze okrągłe miękkie czekoladki, ale na ogół są one kupowane. Paczuszka eleganckich czekoladek z renomowanej cukierni stanowić może doskonały prezent pod francuską choinkę.

Francuzi zwracają też ogromną uwagę na wina, które towarzyszą świątecznym potrawom, a szampan (w najgorszym wypadku dobre wino musujące) jest nieodłącznym elementem świątecznego posiłku.

W Wielkiej Brytanii w dzień Bożego Narodzenia obowiązkowo na stole pojawia się indyk, z farszem (ale podawanym osobno) z bułki tartej i przypraw oraz brukselka. Na deser pudding na gorąco, czyli gotowana na parze masa z suszonych owoców, bułki tartej i łoju, podawany z gęstymi sosami na bazie brandy lub rumu, podaje się ponadto „mince pies”, czyli ciastka nadziewane suszonymi owocami i czekoladową roladę albo tort z twardym jak kamień lukrem. Wieczorem je się na ogół zimną wędlinę, przede wszystkim szynkę.

Francja nie zna opłatka i zwyczaju dzielenia się nim, a jego rolę w instytucjach spełniają spotkania z okazji tradycji „migdałowego króla”. Organizuje się je od Trzech Króli w praktyce przez cały styczeń wokół okrągłego ciasta drożdżowego bądź francuskiego z migdałowym nadzieniem. Są one okazją do składania życzeń współpracownikom, wyborcom, klientom itp. Podobnie, kartki z życzeniami (raczej noworocznymi niż świątecznymi) wysyłane są z reguły dopiero po Nowym Roku i przychodzą przez cały styczeń.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek złożył Polakom życzenia na Boże Narodzenie

2018-12-19 14:12

st (KAI) / Watykan

Niech przeżywanie Bożego Narodzenia pomoże wam przyjmować niespodzianki i wyzwania Boga – powiedział papież do pielgrzymów polskich pozdrawiając ich dzisiaj podczas audiencji ogólnej.

Grzegorz Gałązka

Oto słowa Ojca Świętego skierowane do Polaków:

Serdecznie witam polskich pielgrzymów. Drodzy bracia i siostry, życzę wam szczęśliwego Bożego Narodzenia, pełnego pokoju, miłości i pogody ducha, jakie przynosi nam Pan zrodzony między nami. Przeżywanie tajemnicy wcielonego Słowa niech wam pomoże przyjmować niespodzianki i wyzwania, przez które Jezus wzywa nas, byśmy wyszli z zagród naszej wygody, aby być z Nim i z tymi, których On kocha. Niech Bóg wam błogosławi!

Papieską audiencję streścił po polsku ks. prał. Paweł Ptasznik z Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej:

Zbliża się uroczystość Bożego Narodzenia. Narodzenie Boga w dziejach było pełne niespodzianek. Zaczyna się od Maryi, która z dziewicy stanie się matką. Józef jest powołany, by był ojcem dziecka, chociaż go nie zrodził i by dostosował swoje plany do Bożych zamysłów. Krótko mówiąc, Boże Narodzenie przynosi nieoczekiwane zmiany życiowe. A w noc Bożego Narodzenia przychodzi największa niespodzianka: Najwyższy to małe dziecko; Słowo Boże jest niemowlęciem, czyli „niezdolnym do mówienia”; witają Go prości pasterze, zaskoczeni przez aniołów podczas nocnej pracy. Tak też obchodzenie Bożego Narodzenia to przyjęcie na ziemi niespodzianek Nieba. Oznacza ono nową erę, w której życia się nie programuje, ale się je daje; już nie żyje się dla siebie, według własnych upodobań, ale dla Boga i z Bogiem, ponieważ od tamtego Narodzenia Bóg jest Bogiem-z-nami. Przeżywać Boże Narodzenie to dać się wstrząsnąć Jego zaskakującą nowością. Jeśli Święta Bożego Narodzenia pozostają jedynie miłym świętem tradycyjnym, w którego centrum będziemy my sami, a nie On, to będzie zmarnowana okazja. Przeżyjemy je dobrze, jeśli podobnie jak Józef, znajdziemy miejsce na milczenie; jeśli, podobnie jak Maryja, powiemy Bogu „Oto jestem”; jeśli, podobnie jak Jezus, będziemy blisko tych, którzy są samotni; jeśli, tak jak pasterze, opuścimy nasze zagrody, aby być z Jezusem. Boże Narodzenie będzie wówczas, gdy w ubogiej grocie Betlejem znajdziemy światło.

W dzisiejszej audiencji udział wzięła między innymi młodzież i wychowawcy z klasy III Gimnazjum przy Szkole Podstawowej nr 221 w Warszawie, a także pielgrzymi indywidualni z kraju i zagranicy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem