Reklama

Parada łez

2018-10-10 11:16

Wojciech Bobrowski
Niedziela Ogólnopolska 37/2018, str. 42-43

Archiwum Muzeum Powstania Warszawskiego
Ryszard Witkowski, Warszawa, 1 sierpnia 1945. Obchody pierwszej rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Złożenie wieńca na zbiorowej mogile powstańczej w parku Dreszera. Widoczne ruiny kościoła św. Michała Archanioła (ul. Puławska 95). Fotografia udost

Parada Zwycięstwa sił sprzymierzonych nad Niemcami i Japonią w II wojnie światowej przeszła ulicami Londynu 8 czerwca 1946 r. Zabrakło na niej Polaków, chociaż walczyli od pierwszego do ostatniego dnia wojny na europejskich i afrykańskich frontach

Tak zaczynała się wizerunkowa klęska Polski, trzecia po militarnej i politycznej. W niepełne dwa miesiące od radosnej defilady ulicami Londynu, 1 sierpnia 1946 r., w kierunku wojskowego cmentarza na Powązkach, przeszła przez Warszawę inna parada – Parada Łez. Popatrzmy na to wydarzenie oczyma jednej z jego uczestniczek – Haliny Komierowskiej. Zostawiła ona garść spisanych w zeszycie wspomnień. Ich bohaterkami są cztery matki, z których każda straciła w powstaniu jednego lub dwóch synów.

Samą autorkę nieszczęście to spotkało rok wcześniej. Andrzej Komierowski ps. Andrzej, żołnierz elitarnego oddziału AK „Osa”-„Kosa”, został aresztowany podczas ślubu swojego kolegi w kościele św. Aleksandra w Warszawie 5 czerwca 1943 r. Przesłuchiwany na Pawiaku został rozstrzelany 17 września na terenie „Gęsiówki”. Była to wielka tragedia polskiego podziemia – zostało ujętych przez Niemców, torturowanych i zamordowanych kilkudziesięciu młodych ludzi największych nadziei. Za nieostrożność i brawurę płaciło się wówczas cierpieniem i życiem.

Druga z matek to bratowa Haliny Komierowskiej – Bronisława Michałowska, nazywana we wspomnieniach domowym imieniem Nuna. Jej syn Ludwik ps. Wania, a wśród bliskich Ludek, żołnierz batalionu „Parasol”, został pochwycony przez Niemców w samych początkach powstania i rozstrzelany wraz z innymi Polakami u podnóża skarpy ursynowskiej we wsi Wolica. Dziś do tego miejsca dociera już nowa stołeczna dzielnica Wilanów. Ofiary miały zagipsowane usta i skrępowane ręce. Ludwika rozpoznano po kwicie z pralni, który zachował się w kieszeni marynarki. Odnalezienie i identyfikacja zwłok były całkowicie przypadkowe.

Reklama

Pierwsze wrażenie z okaleczonej Warszawy

W przededniu rocznicy wybuchu powstania obie panie przyjechały pociągiem z Łodzi, dokąd przeniosła się duża część mieszkańców Warszawy. Oddajmy głos autorce wspomnień – Halinie Komierowskiej.

„31 lipca [1946 r.] wyjechałyśmy obie z Nuną do Warszawy. Na miejscu byłyśmy o 8-ej wieczór. Nuna bała się wrażenia, jakie na mnie zrobi Warszawa. Ja sama lękałam się trochę tej wyprawy. Miałam w oczach taką Warszawę, jaką opuszczałam przed dwoma laty: całą w łunach i dymach pożarów, całą w ruinach i zgliszczach. Tymczasem co za radosna niespodzianka! Przez okna tramwaju widzę domy. Stoją szeregiem całe, pokaleczone tylko, zamieszkałe. Aleje Jerozolimskie żyją. Krótkowzrocznymi oczami sięgam poprzez zieleń drzew w głąb bocznic i mam wrażenie, że nic się nie zmieniło. Co za szczęście, że tyle jednak ocalało, dzięki Ci, Boże! Na Marszałkowskiej rozstajemy się z Nuną, wysiadam przy Wilczej i wędruję do Staszewskich [zaprzyjaźniona rodzina] na Skorupki. Wiedziałam, że mieszkają w swoim dawnym mieszkaniu, tylko nie od frontu, bo front został zbombardowany, ale wszedłszy w wylot ulicy, stanęłam bezradna. Przecież tu nie ma żadnego śladu siedziby ludzkiej. Kompletne rumowisko, przez które się znaczy coś jakby ścieżka wydeptana stopami ludzkimi. Przed sobą ujrzałam kilkoro ludzi. Dokąd oni idą? – myślałam. I oto zobaczyłam ze zdumieniem, że znikają wśród ruin, a więc ludzie tu mieszkają. Ruszyłam więc odważnie naprzód, to wspinając się na rumowisku, to zbiegając w dół, i oto ujrzałam szczątki bramy wjazdowej N. 14. Na środku podwórka wśród resztek cegły figura Matki Boskiej, a u stóp jej grządki kwiatów. Ruszyłam na 3-cie piętro niegdyś poprzecznej oficyny ocalałej z całego pięknego domu (...)”.

Matki spłakane, żałosne

Następnego dnia do przybyszek z Łodzi dołączą kolejne matki opłakujące synów, mieszkające w tym, co po Warszawie zostało. Są to Jadwiga Wasserbergerowa i Maria Saska. Syn pierwszej z nich – Zdzisław „Smok”, plutonowy w batalionie „Zośka”, poległ 14 września przy ul. Szarej na Powiślu. Z kolei Bohdan Saski „Bohun”, kapral 1. kompanii batalionu „Parasol”, zginął w pałacu Krasińskich podczas bombardowania.

Powróćmy do zeszytu wspomnień.

„Nazajutrz rano wstąpiła po mnie Nuna i ruszyłyśmy piechotą na punkt zborny pod ocalały gmach Banku Towarzystw Spółdzielczych [Dom pod Orłami], gdzie miałyśmy się spotkać z panią Saską, matką kolegów drużynowych Jędrka i Ludka. Stałyśmy właśnie pod tym domem, z którego wyszedł Ludek po swoje przeznaczenie. Po chwili zajechało auto ciężarowe «Parasola», wdrapałyśmy się na nie i ruszyłyśmy na cmentarz wojskowy. Drogę przez pustynne getto wspominam jako jakiś sen koszmarny.

Na cmentarzu ogarnęło mnie rzewne uczucie. Te ogromne kwatery mogił powstańczych jedna przy drugiej, jednakowo ubranych kwiatami, tak jak jedna myśl, jeden zapał święty wiódł ich do śmierci ofiarnej. Tu kwatera «Parasola», tam «Zośki», a wszędzie matki spłakane, żałosne. Odszukałam mogiłę Tadeusza Mirowskiego – «Oracza». Tuż obok spoczywa Zawadzki [Tadeusz Zawadzki – «Zośka»], przewodnik młodzieży, co mógł stać się gwiazdą przewodnią swego pokolenia. Myśl moja uleciała do [imię nieczytelne], jego współpracownika i ucznia. Dalej mogiła Romockich, przy niej pochylona tragiczna postać matki. Z sercem przepełnionym żałobą wracam do mogił «Parasola». Pani Saska przyćmionym głosem przekonywa Nunę, że powinna tu sprowadzić prochy Ludka. Jada zapatrzona w przestrzeń marzy o tym, jak to ona pochowa swojego Zdzicha tu, obok kolegów. Jakże szczęśliwe wydają się jej te matki, które wiedzą, gdzie spoczywa ich dziecko, mogą pielęgnować jego mogiłę, obcować z nią.

Pod krzyżem powstańczym odbywa się uroczystość żałobna. Wracamy w milczeniu do naszego auta. Wysiadam z Nuną po drodze i odbywamy pielgrzymkę na Powiśle do naszych ruin. Nuna prowadzi mnie na Szarą, gdzie wśród zwalisk domu, w którym miał jakoby zginąć Zdzich, Jada urządziła symboliczną mogiłkę. Zapalamy świeczkę umieszczoną w głębokiej szczelinie obok krzyża i spuszczamy w dół nasze wiązanki kwiatów. Na obiad jedziemy do Jady na Mokotów. Jest i pani Romocka”.

Jadwiga Romocka była matką dwóch powstańców warszawskich. Są oni najbardziej znani ze wszystkich tu wspominanych bohaterów. Żaden z nich nie przeżył powstania. Pierwszy to Andrzej, dowódca 2. kompanii „Rudy” batalionu „Zośka”, ps. Morro. Drugi to Jan, posługujący się w konspiracji imieniem Bonawentura. Pod tym imieniem jest znany także jako autor przejmujących wierszy. Na cztery dni przed swoją śmiercią dostał jeszcze awans na pierwszy stopień oficerski. Zginął jako podporucznik. Ich matka – pani Jadwiga, aby się utrzymać, przez wiele lat po wojnie sprzedawała dewocjonalia w kościele św. Michała na warszawskim Mokotowie.

Po obiedzie pani Halina odwiedza inną swoją przyjaciółkę, leżącą w Szpitalu Przemienienia Pańskiego na Pradze. Posłuchajmy, co mówi o tej wizycie:

„Maniusię widzę po raz pierwszy od jej powrotu z Ravensbrück i Murnau. Wygląda ładnie. Rozmawiamy bez końca, w podwójnej separatce Maniusia jest sama, więc nikt nam nie przeszkadza, gdy wspomina radosną chwilę przywitania ze swoimi chłopcami; czuję, że ogarnia ją jakby zawstydzenie wobec mnie. Kochana Maniusia, dziś jedyna moja najlepsza przyjaciółka”.

Dziś w pełni tego nie zrozumiemy. Tak kończył się już dla pani Haliny ten rocznicowy dzień.

Warszawski 1 sierpnia

Od wczesnego dzieciństwa pielgrzymowałem tego dnia z moim ojcem Marianem na wojskowe Powązki. Ojciec był absolwentem Państwowego Gimnazjum Męskiego im. Stefana Batorego, maturę zdał w 1938 r. Chodząc wśród brzozowych krzyży, czytał imiona szkolnych kolegów i ożywiał swoje wspomnienia. Z tych wędrówek najlepiej zapamiętałem dwóch braci: Jana i Tadeusza Wuttke. Byłem wówczas uczniem szkoły podstawowej i na lekcjach geografii korzystaliśmy z atlasu opracowanego przez ich ojca – prof. Gustawa Wuttke. Tego dnia, po przekroczeniu bramy cmentarnej, wchodziło się do innego świata. Zwykli, szarzy ludzie zmieniali się – inne twarze, błyszczące oczy, a nawet sylwetki jakby się prostowały, wszyscy nabierali ducha. Panował nastrój skupienia, powagi, modlitwy, a także dumy z historii naszego miasta, naszego narodu. W jednej chwili opadało z nas błoto szyderstwa i komunistycznej propagandy, ale ten dzień musiał wystarczyć na cały rok. Znajomi z pracy czy sąsiedzi spotykani wówczas na wojskowych Powązkach stawali się nam bliżsi, bardziej przyjaźni. Podobne zjawisko objęło warszawiaków, którzy wyszli na ulice i place śródmiejskich dzielnic Warszawy wieczorem w przeddzień pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski, i trwało dużo, dużo dłużej.

Obce grzechy

W obchodach powstańczej rocznicy zaczęło się coś zmieniać w latach 90., zabrzmiała jakaś inna nuta, początkowo jeszcze słabo, a w obecnym stuleciu już bardzo wyraźnie. Były to głośne gwizdy i okrzyki podczas przemówień, składania wieńców czy nawet tylko pojawiania się wielu osób należących do ówczesnych władz państwowych lub miejskich. Wychodząca w Polsce prasa, będąca własnością obcego kapitału, początkowo zjawisko to ignorowała, lecz później na ludzi, którzy w obchodach sierpniowej rocznicy uczestniczyli często od dziesiątków lat, posypały się gromy. Co się wówczas wydarzyło – najłatwiej będzie wyjaśnić, cytując słowa premiera Mateusza Morawieckiego, który na spotkaniu z mieszkańcami Olsztyna (13 lipca 2018 r.) powiedział: „Od 1989 r. tak wiele uczyniono, żeby wcisnąć w nasze sumienia obce grzechy, żeby nam przypisać odpowiedzialność za największe zbrodnie w historii ludzkości”.

W ten sposób dopisano ostatni rozdział do księgi kłamstwa, rozpoczętej nieobecnością Polaków na Paradzie Zwycięstwa. Z bohaterskiego narodu ogromnych ofiar poniesionych w ciągu 20 lat od „Operacji Polskiej” NKWD 1937 r. do ostatnich wyroków śmierci 1956 r. uczyniono zbrodniarzy. W rocznicowych 1-sierpniowych zgromadzeniach jako przedstawicie władz państwowych lub miejskich zaczęli uczestniczyć ludzie, którzy brali udział w tym wciskaniu w nasze sumienia grzechów naszych wrogów. Przez wypowiadane słowa lub brak reakcji wtedy, kiedy była ona koniecznie potrzebna, wpisywali się w to wszystko, co nosi nazwę „pedagogiki wstydu”. Jeżeli popatrzymy na to w świetle słów Papieża Polaka, które były wypowiedziane też w Olsztynie 6 czerwca 1991 r.: „nie ma prawdziwej wolności bez prawdy” – zrozumiemy już wszystko. Ludzie rządzący III Rzecząpospolitą mieli usta pełne słów o wolności, a często sączyli kłamstwo i w ten sposób nam tę wolność odbierali. Nie powinni oni czuć się bezpiecznie między brzozowymi krzyżami, pod pomnikiem Gloria Victis. Warszawa patriotyczna, dumna stolica dumnego narodu, reaguje gniewnie, spontanicznie, nie ma względu na urząd ani na osobę; zna historię, pamięta wszystko. Wartości określone dewizą „Bóg, Honor, Ojczyzna” ceni wyżej niż takie jak „europejskość”, „tolerancja” czy „nowoczesność”. Smutne, bardzo smutne, że w środowiskach czy partiach politycznych, które wciskały nam w sumienia obce grzechy, byli i ciągle są ludzie pochodzący z zasłużonych dla ojczyzny rodzin. Z gwizdami poradzono sobie, czyniąc oficjalną część obchodów zupełnie bezosobową i milczącą. Jednak nie jest to zgodne z polską tradycją, a o naszych bohaterach powinniśmy głośno mówić całemu światu. Marzy mi się taki Narodowy Dzień Pamięci Powstania Warszawskiego, w którym w części oficjalnej obchodów wszyscy przedstawiciele władz państwa, a także opozycja i władze miasta Warszawy bez lęku pokażą Polakom swoje czyste twarze.

Modlitwa

Zakończmy fragmentem wiersza napisanego przez Jana Bonawenturę Romockiego – jego matkę Jadwigę już spotkaliśmy. Tytuł wiersza: „Modlitwa” – możemy ją odmówić za współczesnego Polaka, każdego z nas.

„Od rezygnacji w dobie klęski,
Lecz i od pychy w dzień zwycięski,
Od krzywd, lecz i od zemsty za nie
Uchroń nas, Panie!

Uchroń od zła i nienawiści,
Niechaj się odwet nasz nie ziści.
Na przebaczenie im przeczyste
Wlej w nas moc, Chryste!”

Dziękuję mojej żonie Marii za odnalezienie wśród pamiątek rodzinnych zeszytu ze spisanymi wspomnieniami, a także kuzynce Oldze Wiechnik za zgodę na publikację zapisków jej prababki Heleny Komierowskiej.

Abp Jędraszewski rozmawiał z wiernymi o państwie i Kościele

2018-10-19 10:13

Joanna Folfasińska/ archidiecezja krakowska / Kraków (KAI)

„Dialogi z Arcybiskupem” – spotkanie wiernych z abp. Markiem Jędraszewskim odbyło się w kościele Matki Bożej Różańcowej na Piaskach Nowych w Krakowie. Temat spotkania brzmiał: „Stulecie niepodległości. Kościół a państwo. Relacje.”

Joanna Adamik | Archidiecezja Krakowska

Dialogi rozpoczęły się od krótkiej modlitwy i prezentacji sondy ulicznej, w której przechodnie odpowiadali na pytanie o relacje pomiędzy Kościołem i państwem. Większość odpowiedzi sugerowała ich rozdział. Pojawiały się również głosy, w których respondenci zaznaczali, że Kościół powinien mieć wpływ na to, co się dzieje w państwie, ponieważ początek istnienia naszego kraju na arenie międzynarodowej łączy się nierozerwalnie z religią. Arcybiskup, komentując nagrany materiał, zwrócił uwagę, że Sobór Watykański II, mówiąc o relacjach pomiędzy państwem i Kościołem, podkreśla ich autonomiczny charakter.

– Pojawia się tu pytanie, na jakiej zasadzie ma opierać się ten rozdział. Może to być wrogość: walka z Kościołem. Tak było w czasach komuny i wynikało z fundamentów marksizmu, dla którego religia to opium (…) Podobnie walczono z Kościołem w czasach hitlerowskich w Niemczech (…) Pierwszym europejskim przykładem, w którym wrogo oddzielono państwo od Kościoła była Wielka Rewolucja Francuska z 1789 roku.

Rozdział państwa i Kościoła może mieć również charakter obojętności, kiedy państwo przyjmuje do wiadomości, że Kościół istnieje, ale traktuje go jak jedną z wielu instytucji. Trzecim modelem – zalecanym przez Sobór Watykański II – jest autonomia, która opiera się na współpracy wszędzie tam, gdzie chodzi o wspólne dobro np. w szkolnictwie, czy w systemie wartości, który gwarantuje poprawne życie społeczne. Pisał o tym Jana Paweł II w encyklice „Centesimus annus” z 1991, w której zaznacza, że jeśli demokracja nie będzie oparta na trwałych wartościach, łatwo może przekształcić się w państwo totalitarne. Metropolita, za papieżem Benedyktem XVI, powtórzył, że współcześnie bardzo często dochodzi do sytuacji „dyktatury mniejszości”. – Demokracja obraca się przeciwko społeczeństwu, gdy nie ma trwałych wartości. – podsumował.

Arcybiskup przywołał wydarzenia z Włocławka, gdzie w okolicy tamy na Wiśle znaleziono ciało ks. Popiełuszki. Władze komunistyczne karały wtedy księży, którzy podczas homilii przypominali o V przykazaniu Dekalogu. – Misją Kościoła jest głoszenie Ewangelii, a więc pewnego systemu wartości. Trzeba, aby Kościół stał się znakiem sprzeciwu dla zła, a nawet stał się Kościołem Męczenników, jeśli chodzi o obronę Ewangelicznych wartości.

Przypomniał, że kiedy w 1920 r. do Warszawy zbliżały się wojska bolszewickie, wszystkie przedstawicielstwa dyplomatyczne opuściły Polskę. W stolicy został tylko ówczesny Nuncjusz Apostolski, a późniejszy papież Pius XI, który kilka lat przed wybuchem II wojny światowej krytykował w swoich encyklikach komunizm i Hitlera.

Po krótkim wstępie, arcybiskup odpowiedział na kilka pytań, które nadesłano drogą internetową. Pierwsze z nich dotyczyło sposobu pomocy w diecezji osobom homoseksualnym. Metropolita odpowiedział, że człowiek jest osobą duchowo – cielesną, a sfera biologiczna określa go jako kobietę i mężczyznę ze wszystkimi konsekwencjami tego faktu. Dodał, że nie można zgodzić się ze stwierdzeniem, że życie według zasad homoseksualnych jest czymś dobrym.

Drugie pytanie odnosiło się do ekskomuniki. Pytający chciał wiedzieć, czy Kościół wykazuje się brakiem odwagi, nie nakładając ekskomuniki na niektórych polityków, którzy przystępują do Komunii św. i publicznie opowiadają się za aborcją? Arcybiskup nazwał taką postawę „gorszącą niekonsekwencją” i wyjaśnił, że ekskomunika byłaby sprzeczna z duszpasterską troską. – Zawsze najłatwiej coś przeciąć raz na zawsze, a trudniej przywrócić jedność (…) Myślę, że nikt w Polsce nie uważa, że Kościół lekceważy sprawę aborcji i milczy w tej kwestii. Kościół w Polsce jest pod tym względem bardzo jednoznaczny i w sposób pozytywny odróżnia się od innych.

Podczas spotkania pojawiło się pytanie o dotacje państwowe dla Radia Maryja i wątpliwość, czy Kościół nie traci na tym wizerunkowo? Metropolita odniósł się przede wszystkim do kwestii wizerunku Kościoła. Podkreślił, że trzeba wziąć pod uwagę to, jakimi kryteriami posługuje się jednostka, chcąc, żeby wizerunek Kościoła był jak najbardziej popularny wśród ludzi. Zaakcentował fakt, że Kościoła nie można zamknąć w zakrystii.

Kolejny pytający chciał wiedzieć, czy katolicki nacjonalista popada w herezję? Arcybiskup zapytał, czy samą herezją nie jest już sformułowanie „katolicki nacjonalista”? Katolik, to ktoś związany z Kościołem katolickim, powszechnym, tzn. otwartym na każdego. – Jak katolik ma być nacjonalistą, czyli człowiekiem, który uważa, że jego naród jest najważniejszy a inne są gorsze? (…) To jest coś, co jest wewnętrznie sprzeczne – katolik, który jest nacjonalistą. Arcybiskup odwołał się do nauczania Jana Pawła II, który w książce „Pamięć i tożsamość” wprowadził rozróżnienie między nacjonalizmem a patriotyzmem, rozumianym jako miłość do własnego kraju, kultury i tradycji z równoczesną świadomością bogactwa innych narodów. Przypomniał pierwszą pielgrzymkę papieża po upadku komunizmu i jego przemówienie w Kielcach, dotyczące V przykazania Dekalogu. Papież przerwał odczytywaną z kartki homilię i dobitnie oznajmił, że on nie może milczeć, ponieważ Polska jest także jego Ojczyną.

Następne pytania kierowali do arcybiskupa, zgromadzeni w Kościele wierni. Jeden z nich prosił o przypomnienie roli trzech wielkich postaci – kard. Aleksandra Kakowskiego, kard. Adama Sapiehy i prymasa Augusta Hlonda w budowaniu polskiego Kościoła i naszej narodowej tożsamości. Metropolita przypomniał o jeszcze innej postaci, która wniosła niebagatelny wkład w dzieje Kościoła i Polski – o kardynale Edmundzie Dalborze, pierwszym prymasie Polski po wyzwoleniu. Arcybiskup przywołał również osobę ks. Ignacego Skorupki, którego śmierć stała się jednym z symboli Bitwy Warszawskiej. Dzięki zgodzie kard. Kakowskiego, został on Kapelanem Wojska Polskiego. Metropolita podzielił się wspomnieniami, które przekazała mu jego mama. W momencie wybuchu wojny, kardynał Hlond obiecywał Poznaniakom, że zostaje z nimi i będzie ich wspierał w tym trudnym czasie. Kiedy polski rząd, znając jego autorytet, poprosił go o wyjazd do Watykanu, gdzie miał bronić sprawy polskiej, mieszkańcy Poznania nie kryli smutku. W 1944 r. kardynał został aresztowany przez Gestapo i przedstawiono mu propozycję powrotu po Poznania, którego ceną miała być pochwała Hitlera. Kardynał Hlond kategorycznie odmówił. Arcybiskup przypomniał, że ogromną zasługą kardynała było wprowadzenie na Ziemiach Odzyskanych polskiej administracji i struktur Kościoła katolickiego. Dzięki temu, przebywający na ziemiach zachodnich Polacy nie podzielili losu mieszkańców NRD i znaleźli wsparcie w mieszkających tam duchownych. Kolejne pytanie odnosiło się do artykułu 82. Konstytucji RP, w którym jest mowa o tym, że obowiązkiem obywatela polskiego jest wierność Rzeczypospolitej Polskiej oraz troska o dobro wspólne. Pytająca chciała wiedzieć, czy zapis ten w takim samym stopniu obejmuje arcybiskupa i każdego polskiego obywatela, zwłaszcza młodych ludzi, którzy wypowiadali się w odtworzonej na początku spotkania sądzie ulicznej? Pytająca zacytowała słowa Jana Ignacego Paderewskiego: „Święta sprawa Ojczyzny nas wzywa! By przyszły ład, jaki zapanuje na świecie, opierał się nie na gwałcie i sile, lecz na zasadach nauki Chrystusa, na sprawiedliwości i na zgodnym współżyciu wielkiej rodziny wolnych narodów.” Metropolita przypomniał, że Paderewski jest dla Poznania symbolem walki o wolność i zaczynem powstania wielkopolskiego. Powiedział, że podziela niepokój rozmówczyni w związku z, zawartymi w ulicznej sondzie, wypowiedziami młodych. Jego zdaniem, jest to spowodowane bezrefleksyjną nauką historii. – Nie musimy się przekonywać, zwłaszcza teraz, kiedy obchodzimy 40-lecie wyboru kardynała Karola Wojtyły na papieża, że to, co się dokonało w minionych latach, w dużej mierze zawdzięczamy właśnie jemu, bo on miał siłę i moc ducha, by upominać się o Polskę i uczyć Polaków, jak należy żyć i wybierać.

Zauważył, że Polacy nie zawsze słuchali Ojca Świętego i niejednokrotnie podejmowali złe wybory. Dodał, że od wieków istniało i nadal istnieje niebezpieczeństwo zakłamania historii, ale on – dzięki rodzicom i mądrym wychowawcom – poznał prawdziwą historię Polski, w której wielcy Polacy – świeccy i duchowni – zajmują właściwe dla siebie miejsce.

Obecny na spotkaniu salezjanin pytał arcybiskupa, co sądzi o duszpasterskiej działalności w środowiskach nacjonalistycznych, a także o akcjach, organizowanych przez Młodzież Wszechpolską, ONR i środowiska kibicowskie? Chciał również wiedzieć, co metropolita uważa o odniesieniach Młodzieży Wszechpolskiej do nauczania kard. Wyszyńskiego i jego podejścia do nacjonalizmu.

Arcybiskup odpowiedział, że kard. Wyszyński rozumiał nacjonalizm w inny sposób niż ma to miejsce dziś. Jego rozumienie nacjonalizmu pokrywa się ze współczesnym pojmowaniem patriotyzmu. Odnosząc się do kwestii kibiców, zaznaczył, że wielu z tych, których zna, może określić mianem prawdziwych patriotów. Dodał, że kiedy odwiedzał groby swoich rodziców, widział „kiboli”, którzy kwestowali na renowację grobów dla powstańców wielkopolskich. – Trzeba bardzo uważać z różnymi inwektywami, rzucanymi w przestrzeń publiczną. Można niekiedy przesadzić, zranić albo dać fałszywy obraz dość złożonej rzeczywistości.

Arcybiskup stanowczo odciął się od haseł ksenofobicznych i tych, które wbrew Ewangelii, godzą w godność drugiego człowieka.

Padło również pytanie o zasadność umieszczania na szatach liturgicznych symboli państwowych i udostępnianie ambony politykom. Metropolita zauważył, że ambona powinna być miejscem, które pełni wyłącznie liturgiczną funkcję. Kwestia ozdabiania szat i naczyń liturgicznych jest dyskusyjna i zależy od wyczucia i dobrego smaku.

Ostatnie pytanie skoncentrowało się na wpływie państwa polskiego na rozwój Kościoła w Polsce w ostatnich 30 latach. Arcybiskup przypomniał o porozumieniu między władzami państwowymi a kościelnymi, jakie miało miejsce przed czerwcowymi wyborami w 1989 r. Mówił także o tym, że w 1993 r. podpisano konkordat ze Stolicą Apostolską, a ustawa o wyrażeniu zgody na ratyfikację umowy z Watykanem została uchwalona dopiero w 1998 r. „Dialogi” to cykl tematycznych spotkań arcybiskupa Marka Jędraszewskiego z wiernymi, ale także ze wszystkimi zainteresowanymi. To okazja do rozwiania wątpliwości i lepszego poznania Kościoła oraz jego Pasterza. Spotkania rozpoczynają sondy uliczne na wybrany w danym miesiącu temat, a następnie metropolita odpowiada na pytania – zarówno te, które zostały wcześniej nadesłane i te, które zadawane są na bieżąco. Wszystkie informacje na temat czasu, miejsca i tematyki kolejnych dialogów znaleźć można na stronie dialogi.pl.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Viganò ponownie oskarża ws. abp. McCarricka

2018-10-19 17:33

st (KAI) / Watykan

List prefekta Kongregacji ds. Biskupów, kard. Marca Ouelleta uznaje istotne stwierdzenia jakie poczyniłem i czynię oraz kwestionuje stwierdzenia, jakich nie poczyniłem i nie czynię – pisze w noszącym datę dzisiejszą liście były nuncjusz w USA, abp Carlo Maria Viganò.

Bożena Sztajner/Niedziela

Abp Viganò przytacza po raz kolejny poszczególne tezy swojego noszącego datę 22 sierpnia b.r. „Świadectwa”, a następnie ustosunkowuje się do listu prefekta Kongregacji ds. Biskupów, kard. Marca Ouelleta z 7 sierpnia b.r. Swoje uwagi kończy stwierdzeniem, że „kard. Ouellet uznaje istotne stwierdzenia jakie poczyniłem i czynię oraz kwestionuje stwierdzenia, jakich nie poczyniłem i nie czynię”. Ocenia, że jedyny punkt polemiczny to twierdzenie kard. Ouelleta, jakoby nie było wystarczających dowodów domniemanej winy abp McCarricka. Abp Viganò wskazuje na szereg dokumentów znajdujących się w archiwach zarówno Kongregacji ds. Biskupów jak i w Sekretariacie Stanu. Podtrzymuje, że 23 czerwca 2013 roku papież Franciszek sam pytał go o to, jaka jest sytuacja ówczesnego kard. McCarricka.

Były nuncjusz w USA, a wcześniej delegat ds. nuncjatur w Sekretariacie Stanu i sekretarz Gubernatoratu Państwa Watykańskiego wskazuje, że w skierowanych przeciw niemu publicznych oskarżeniach pominięto dramat ofiar a także rolę homoseksualizmu w demoralizacji kapłanów i biskupów. W odniesieniu do tej ostatniej plagi stwierdza: „Ogromną hipokryzją jest ubolewanie z powodu nadużyć, zachęcanie, by płakać wraz z ofiarami, i odmawianie potępienia głównej przyczyny tylu seksualnych nadużyć: homoseksualizmu. Hipokryzją jest odmawianie przyznania, że ta plaga wynika z poważnego kryzysu w życiu duchowym kleru i nie uciekania się do środków zaradczych” – twierdzi abp Viganò.

Podkreśla, że przyczyn nadużyć duchowieństwa nie można ograniczać do klerykalizmu. Ubolewa, że walka z tą demoralizacją nie znajduje poparcia i solidarności nawet w najwyższych sferach Kościoła. Zapewnia jednocześnie o swej żarliwej modlitwie w intencji Ojca Świętego. Wzywa też biskupów i kapłanów do odważnego świadectwa prawdzie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem