Reklama

Sklep sakralny

Cud za przyczyną Papieża „Humanae vitae”

2018-10-10 11:16

Rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 41/2018, str. 28-29

Archiwum rodziny Tagliaferro
Rodzina Tagliaferro

Rzadko papieska encyklika była tak kwestionowana, nigdy papieski dokument nie był tak manipulowany i poddawany próbom interpretacji według „potrzeb świata”, jak to miało miejsce w przypadku encykliki „Humanae vitae”. Ale Opatrzność chciała, by właśnie Paweł VI – papież „Humanae vitae”, papież, który bronił życia, został ogłoszony błogosławionym dzięki cudowi uzdrowienia za jego wstawiennictwem nienarodzonego dziecka, a 14 października 2018 r. będzie ogłoszony świętym także dzięki kolejnemu cudowi uzdrowienia za jego przyczyną dziecka, które miało się nie narodzić. To są znaki nieba, których nie można lekceważyć.
Amanda, dziewczynka, która ma dzisiaj trzy lata, nie powinna się urodzić. Jej matka, Vanna, podczas ciąży postanowiła przeprowadzić inwazyjne badanie prenatalne (biopsję kosmówki). Nie wszystko poszło tak, jak powinno – błony zostały uszkodzone, co spowodowało całkowitą utratę płynu owodniowego; stało się to w trzynastym tygodniu ciąży. Lekarze powiedzieli rodzicom Amandy, że może dojść do poronienia, a gdyby jednak dziecko w łonie matki, wbrew wszelkim statystykom, przeżyło, to jedynym wyjściem jest aborcja terapeutyczna. W takich przypadkach bowiem – zgodnie z nowoczesną nauką medyczną – dziecko rodzi się niepełnosprawne z powodu braku odpowiednio rozwiniętych płuc i innych narządów. Ale w tej dramatycznej sytuacji jeden z lekarzy poradził rodzicom, którzy nie byli bardzo wierzący, by udali się na pielgrzymkę do sanktuarium Matki Bożej Łaskawej w Brescii. Powiedział: „Życie to nie tylko statystyki – kto inny jest Autorem życia.” W ten sposób Vanna i Alberto Tagliaferro z Villa Bartolomea w prowincji Werona znaleźli się przed figurą Pawła VI, która stoi w sanktuarium. Dziecku, które było w łonie matki, nie dawano już żadnej nadziei na przeżycie, ale pomimo tego rodzice prosili błogosławionego Papieża o łaskę zdrowia dla Amandy. Wrócili do domu i postanowili utrzymać ciążę. I tak dochodzimy do 23. tygodnia (we Włoszech prawo zezwala na aborcję tylko do tego momentu). Vanna nagle poczuła ulgę i wewnętrzny spokój – życie jej dziecka nie zależało już od jej wyboru. Mogła teraz oddać życie Amandy w ręce Boga za wstawiennictwem bł. Pawła VI. W noc Wigilii Bożego Narodzenia 2014 r., trzy miesiące przed naturalnym końcem ciąży, młoda matka musiała jechać do szpitala z powodu silnych bóli porodowych. W szpitalu lekarze byli pewni, że dziecko urodzi się martwe. Tymczasem Amanda przyszła na świat całkowicie zdrowa, bez żadnego poważnego problemu – dla nauk medycznych wszystko to było niewytłumaczalne.
Trzy lata później, 6 lutego 2018 r., Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych wydała jednogłośnie pozytywną opinię na temat cudownego uzdrowienia przypisywanego wstawiennictwu błogosławionego papieża Pawła VI, a 19 maja, podczas konsystorza, Franciszek ogłosił, że 14 października 2018 r. w czasie ceremonii w Bazylice św. Piotra dokona kanonizacji papieża Montiniego.

Pełna treść tego i pozostałych artykułów z NIEDZIELI 41/2018 w wersji drukowanej tygodnika lub w e-wydaniu.

Tagi:
rozmowa

Przez pokutę ku wolności

2018-09-19 10:33


Edycja zielonogórsko-gorzowska 38/2018, str. IV

Z ks. kan. Piotrem Grabowskim, proboszczem parafii pw. św. Jakuba Apostoła w Ośnie Lubuskim, rozmawia Kamil Krasowski

Karolina Krasowska
Ks. Piotr Grabowski zachęca do udziału w I Diecezjalnej Pieszej Pielgrzymce Pokutnej

Kamil Krasowski: – 29 września z Ośna Lubuskiego wyruszy I Diecezjalna Piesza Pielgrzymka Pokutna do Górzycy. Pielgrzymki te odbywają się już od kilku, a nawet kilkunastu lat. Nawiązują do objawień Matki Bożej w Fatimie. Proszę powiedzieć, kiedy powstał pomysł na pielgrzymki pokutne i co było inspiracją, by do udziału w nich zaprosić całą diecezję.

Ks. Piotr Grabowski: – Myślę, że jest to wynik działania Ducha Świętego. Można zauważyć, że ostatnimi laty motyw pokutowania pojawia się coraz częściej i jest w różny sposób przeżywany. Mam tu na myśli chociażby Wielką Pokutę na Jasnej Górze czy wątki pokutne w różnych diecezjach, a ostatnio pielgrzymkę związaną z modlitwą pokutną do Gietrzwałdu. Na pokutę przeżywaną bardzo konkretnie wskazują również objawienia fatimskie. Chodzi o to, żeby odpowiedzi na wezwanie Maryi z Fatimy nie spłycić tylko do odmawiania Różańca, chociaż jest to oczywiście wola Matki Bożej, a właściwie wola Pana Boga podpowiadana nam przez Maryję.
Pielgrzymka Pokutna z Ośna do Górzycy od zawsze była naszym wydarzeniem parafialnym. Włączali się w nią chętni z parafii, a czasem i spoza niej. Niedawno ks. Robert Patro zaproponował, aby nadać jej charakter diecezjalny. Ucieszyłem się, bo wspólne przeżywanie, także pokutowania, będące szczególną relacją do Pana Boga, jest bardzo potrzebne człowiekowi żyjącemu w dzisiejszym, często zatomizowanym świecie, na co zwraca uwagę również papież Franciszek, przestrzegając przed zamknięciem się w egocentryzmie. A przecież Kościół jest wspólnotą, przeżycie więc pielgrzymki na poziomie diecezjalnym dociera do nas bardzo mocno jako sygnał, że Duch Święty działa tutaj, w tym miejscu, także w ludzkich sercach, w których życie religijne, sakramentalne wydaje owoce.

– Proszę powiedzieć, dlaczego pielgrzymka jest organizowana właśnie do Górzycy. Co to za szczególne miejsce?


– W niepamiętnych czasach, już na samym początku istnienia diecezji lubuskiej, obejmującej kiedyś tereny po obu stronach Odry i przynależącej do archidiecezji gnieźnieńskiej, prawdopodobnie w miejscowości Panięcin (dzisiaj Pamięcin), czyli jak można domniemywać: Miejsce Pani – Matki Bożej, było już prawdopodobnie jakieś sanktuarium. Potwierdzona o tym wzmianka jest związana z przeniesieniem wizerunku Matki Bożej z sanktuarium w Panięcinie do Górzycy, gdzie postanowiono wybudować siedzibę biskupstwa lubuskiego. To właśnie do tego miejsca, gdzie mięli rezydować biskupi, do sanktuarium przeniesiono figurki i obraz. I okazuje się, że to było szczęśliwe rozwiązanie, bo sanktuarium przetrwało nawet zniszczenie Górzycy i przeniesienie siedziby biskupiej do kolejnego miejsca.
Jeśli chodzi o samo sanktuarium, to było ono licznie nawiedzane przez pielgrzymów z okolicznych terenów, można wymienić tu cały obszar od Brandenburgii, przez Pomorze, Wielkopolskę, Śląsk. Są zapisy o wotach, które były składane jako dziękczynienie za doznane cuda, jak np. uzdrowienie. Znaleziono wiele kul, o których chodzili kalecy, taczek, na których ktoś był wieziony, a które tam zostawały, bo już nie były potrzebne, pamiątki po innych cudach, związane choćby z pragnieniem posiadania czy uzdrowienia dzieci. Takie funkcjonowanie sanktuarium trwało do czasu rozwoju na tych terenach reformacji. Wiąże się ono także ze smutną historią Jana z Kostrzyna, którego rodzina była bardzo pobożna. Gdy umierał jego ojciec, zażądał od swych synów przysięgi, że nigdy nie porzucą wiary katolickiej. Jeden z nich jeszcze tego samego roku, drugi rok później przeszli na protestantyzm, a Jan z Kostrzyna zrobił to w sposób tak mocny, że zaczął niszczyć wszelkie przejawy katolicyzmu, a zwłaszcza te związane z kultem maryjnym. Ostatecznie sanktuarium w Górzycy zostało zniszczone w 1551 r. wskutek napadu wójta torzymskiego. Zniszczenia dokonano bezpowrotnie. Kult już się tam nie odrodził aż do XIX wieku.
W 1936 r., kiedy w Berlinie odbyło się spotkanie dla duszpasterzy, zwłaszcza duszpasterzy młodzieży, jedną z propozycji, co robić wobec rozwijającego się nurtu faszystowskiego w Niemczech, było ożywienie kultu maryjnego i pielgrzymek. Wtedy odbyła się pielgrzymka młodzieży męskiej z Kostrzyna do Górzycy jako do miejsca, w którym kiedyś było sanktuarium.
W 1982 r. została poświęcona z trudem odbudowywana świątynia w Górzycy. Władze PRL-owskie udzieliły pozwolenia z myślą, że to jest kościół nawiązujący do sanktuarium, kiedyś tam istniejącego, noszącego ślady katolicyzmu, polskości, słowiańszczyzny. Wtedy też pojawił się tam XVII-wieczny obraz Matki Łaski Bożej. Od tamtego czasu kult jest wyraźnie przeżywany i możliwe, że już wtedy rozpoczynały się pielgrzymki czy wędrówki do tego miejsca. Kiedy trafiłem do Ośna, dowiedziałem się, że pielgrzymki pokutne odbywają się tu od lat. Są zadośćuczynieniem za zniszczenie tamtejszego pierwotnego sanktuarium. Do tego dochodzi myśl naszej współczesnej pokuty, którą teraz mamy przeżywać, a w związku z coraz lepszym przyswajaniem myśli fatimskiej, to wędrowanie w swojej treści się pogłębia, dlatego postanowiłem dzieło kontynuować.

– Jaką trasę będą mieli do pokonania pielgrzymi?

– Ponad 20 km. Trasa nie jest długa, ale nie wielkość umartwień jest ważna. Matka Boża zwraca uwagę, że nie chodzi o poszukiwanie jakichś szczególnych umartwień, chociaż niektórzy mają potrzebę, by dać z siebie więcej, bo proces nawracania się i pokutowania jest zawsze indywidualny. Pokutę największą i tę ostateczną wypełnił za nas Chrystus Pan. To ofiara zastępcza. Ale my mamy też ją do wypełnienia, a ta droga jest okazją do tego, by coś dokończyć albo dopiero rozpocząć.

– Kto jest zaproszony do udziału w pielgrzymce?

– Wszyscy. Każdy, kto jest otwartego serca. I ten, który czuje, że ma coś do odpokutowania, i ten, który za bardzo nie widzi, za co miałby osobiście pokutować. Oprócz tego jest kwestia pokuty za innych. Każdy jest więc wezwany do tego, by dać odpowiedź. Chodzi o przypominanie sobie, że jako diecezja stanowimy szczególną wspólnotę biskupa i w tym wymiarze diecezjalnym mamy pewien obowiązek przeżywania gestów, w których jako Kościół się łączymy.

– Co należy ze sobą zabrać i jak przygotować się do drogi?

– Przede wszystkim dobre chęci i gotowość do drogi, bo jest to pielgrzymka pokutna, więc nie ma jakichś specjalnych luksusów – mamy po prostu drogę do przejścia. Należy zadbać o odpowiednie buty i strój – najlepiej wersja na cebulkę, bo pogoda to zawsze niespodzianka. Należy oczywiście zabrać ze sobą różaniec. Nie gwarantujemy posiłku, więc jeżeli ktoś czegoś potrzebuje, to zabiera ze sobą.

– Gdzie i do kiedy można się jeszcze zapisywać na pielgrzymkę?

– Można przyjechać bez zapisów, ale dla lepszej organizacji mile widziane wcześniejsze zgłoszenia. Można to zrobić bezpośrednio u księży w Ośnie albo przez stronę internetową (www.swjakubapostol.pl), na której uruchomiony jest formularz zgłoszeniowy, bądź przez adres mailowy (parafia@swjakubapostol.pl), który również jest tam podany. Wypełniając formularz, prosimy, żeby zaznaczyć, czy chce ktoś wrócić autokarem z powrotem do Ośna.

– Jak zapowiada się program pielgrzymki?

– W sobotę 29 września o godz. 9 rozpoczynamy od nabożeństwa i konferencji wprowadzającej w kościele parafialnym św. Jakuba Apostoła w Ośnie Lubuskim, który znajduje się na Szlaku św. Jakuba Apostoła. Ok. godz. 10 wyjdziemy na trasę. Będziemy szli przez miejscowości takie jak: Sienno, Spudłów, wzgórze Targacz pod Górzycą, gdzie znajdowało się sanktuarium, a dziś są resztki odnajdowane przez archeologów, aż dojdziemy do samej Górzycy. Po drodze będzie możliwość skorzystania z sakramentu pokuty. Droga urozmaicona – trochę asfaltowa, trochę polna, między lasami. Planujemy dojść do Górzycy tak, żeby o godz. 17 odprawić Mszę św. na zakończenie. Po niej jest przewidziana wspólna agapa. O 18.30 wyruszy pierwszy autobus z osobami, które będą chciały wrócić do Ośna.

– Pielgrzymka wpisuje się w stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości. Jakie zatem refleksje związane z tym jubileuszem jej towarzyszą?

– Na pierwszy rzut oka choćby z kolorem na plakatach informujących o pielgrzymce i z hasłem, które przeżywaliśmy na modlitwie w Gietrzwałdzie, wskazującym, że do wolności zewnętrznej idzie się przez wolność wewnętrzną. Nie sposób budować wolności wewnętrznej, jeżeli człowiek nie jest gotów podejmować pokutowania. Zdolność do niego jest oznaką, że odzyskałem wolność – tę w sobie, wewnątrz. Kto jest niewolnikiem, ten boi się podejmować jakiejkolwiek pokuty, bo to oznacza przyznanie się do tego, że jest coś nie w porządku ze mną. Dzisiejszy świat mówi, że jestem OK, że mam się realizować, że jestem czystą tablicą, którą cywilizacja niszczy. Wychodzenie więc ze stanu niewolnictwa jest trudne dla człowieka, bo to zmaganie się z sobą. Ale ten, kto odkrywa wymiar pokutowania, ten odkrywa korzenie wolności. Zdajemy sobie sprawę, że aby być ludźmi wolnymi, także jako naród, to tę wolność wewnętrzną musimy posiadać, tylko wtedy jesteśmy w stanie oprzeć się zniewoleniom, które przychodzą z zewnątrz.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Płyta - Wojna totalna 300x400

Chrześcijanie nie obchodzą Halloween

Marcin Konik-Korn
Edycja małopolska 43/2008

Tytuł tego artykułu właściwie nie jest prawdziwy. Jest w nim zawarte pobożne życzenie. Chrześcijanie, niestety, coraz częściej obchodzą to „święto”, które ani nie jest świętem, ani też nie da się pogodzić z wiarą w Chrystusa. W naszym kraju Halloween jest nowym zwyczajem, jeszcze niezakorzenionym. Warto więc podjąć zawczasu starania o to, by móc kiedyś śmiało powiedzieć: „chrześcijanie nie obchodzą Halloween”

pixabay.com

Są takie elementy amerykańskiej popkultury, które raz za razem wdzierają się do niegdyś konserwatywnej kulturowo Polski. Wcześniej św. Mikołaj został zastąpiony przez zlaicyzowaną maskotkę Coca-Coli, następnie walentynki wyparły wspomnienie św. Walentego, a teraz Halloween próbuje młodemu pokoleniu wywrócić w głowie sens uroczystości Wszystkich Świętych oraz Dnia Zadusznego.

Droga do piekła

Halloween to celtyckie, a zatem pogańskie święto. Związane było z obrzędami Samhain. W średniowieczu nadano mu nazwę All Hallows Eve - co znaczy - Wigilia Wszystkich Świętych. W skrócie Halloween. Halloween polegało na kontaktowaniu się z zaświatami, po to by odkryć przyszłość, nabrać mocy, zaspokoić potrzeby zmarłych. Zwyczaje te można porównać z obchodzonymi w naszej części Europy dziadami, tak dobrze zobrazowanymi przez Adama Mickiewicza w III części jego najważniejszego dramatu. Dziady jednak Kościół katolicki skutecznie wyrugował kilka wieków temu. W miejsce obrządków mających za cel kontakt z duchami, udało się wprowadzić kult zmarłych, polegający na czczeniu ich pamięci i modlitwie za nich. Dzięki temu od XII wieku w Kościele obchodzi się Dzień Zaduszny.
W XIX wieku zwyczaje Halloween dotarły wraz z emigrantami z Wysp Brytyjskich do Ameryki. Tam nabrały swojego kolorytu i komercyjnego charakteru. Smaczku (a może raczej niesmaczku) dodaje fakt, że w Nowym Jorku jest to dzień parad gejowskich. W XX wieku zmodyfikowana pogańska praktyka powróciła już nie tylko na Wyspy Brytyjskie, ale do całej Europy. Na ironię zakrawa fakt, że choć w niemal całej Europie udało się Kościołowi „ochrzcić” dziady, po 800 latach musi on ponownie walczyć o to, aby kult zmarłych nie miał okultystycznego charakteru. Tak to już jest, licho nie śpi.

Demonizowanie?

Wiele osób uśmiecha się pod nosem, kiedy poznaje stanowisko Kościoła na temat Halloween. Najczęściej ludzie używają argumentu: co złego jest w tym, że dzieci przebierają się za czarownice i diabliki? Albo: przecież to tylko zabawa, nie ma w niej nic złego. Problem polega na tym, że cała symbolika i atmosfera Halloween otwiera człowieka na rzeczywistość, o której gdyby człowiek wiedział, uciekałby, gdzie pieprz rośnie.
Taka oto dynia z zapaloną w niej świecą symbolizuje dusze błąkające się w postaci ogników. Tańce czarownic z diabłami i skrzatami przy ognisku (za te postaci przebierają się dzieci) mają za zadanie skontaktować człowieka z duchami. Wróżby mają na celu zajrzeć w zaświaty, by dowiedzieć się czegoś o nadchodzącej przyszłości.
Jak wiemy, wróżby to grzech śmiertelny przeciw Panu Bogu, który jest jedynym Panem Czasów. Nie wolno próbować wcielać się w Jego rolę i próbować odkrywać przyszłość, którą zaplanował. Otwieranie się zaś na duchy to zabawa z diabłem w chowanego, ale na takich zasadach, że jedynie człowiek szuka, a diabeł pozwala się znaleźć. Duchy istnieją. Z tym tylko, że dusze zbawione trwają w adoracji Boga, a nie zajmują się ziemskimi zabawami ludzi. Toteż kiedy wywołujemy duchy, możemy mieć pewność, że spotkamy albo duszę potępioną, albo demony. Bo choćby człowiek tę zabawę traktował zupełnie niepoważnie, to diabły odpowiadają na każde zaproszenie człowieka. Zresztą sama atmosfera Halloween bliższa jest naszym wyobrażeniom piekła niż nieba. Bo czy wyobrażamy sobie niebo jako miejsce, po którym hasają diabełki, potwory, kościotrupy i czarownice? A jeżeli nie, to po co bawić się w piekło? Czy zabawa w potępienie i przebieranie się za przyjaciół szatana jest miła Chrystusowi?
Wszyscy egzorcyści zwracają uwagę, że problemy opętań i schorzeń psychicznych na tle demonicznym zaczynają się niemal zawsze od niewinnych praktyk. Należą do nich: słuchanie obrazoburczej muzyki, wróżenie, kontaktowanie się z duchami, noszenie talizmanów czy też zabawa w piekło, diabły itp.

Marketingowe oszustwo

Najgorsze jest to, że sukces Halloween związany jest z zyskiem bardzo wielu osób. W okolicach Wszystkich Świętych można zarobić na zniczach i wiązankach. Wytwórcy zabawek i właściciele knajp pozazdrościli widać zysków i chcieliby również coś dla siebie uszczknąć. Stąd zależy im na zwiększaniu popularności Halloween. Jedni mogą dzięki temu sprzedać więcej upiornych strojów i zabawek, drudzy organizują imprezy w atmosferze horroru, podczas których wzrasta m.in. sprzedaż alkoholu.
Ludzie, którzy zarabiają w Polsce na Halloween, zwłaszcza jeżeli są ochrzczeni, sprzeniewierzają się wierze i tradycji dla pieniędzy. Sami ulegają marketingowemu oszustwu, że Halloween to tylko świecka zabawa, na której można zarobić kilka groszy, i organizują coś, co otwiera ich samych i innych ludzi na działanie szatana.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Do beatyfikacji Piusa XII brakuje tylko uznania cudu

2018-10-20 21:17

kg (KAI/OR) / Watykan

Brakuje tylko cudu przypisywanego wstawiennictwu Piusa XII, aby można było go ogłosić błogosławionym – oświadczył sekretarz Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych abp Marcello Bartolucci. Był on gościem dnia pamięci tego papieża w miasteczku Onano (prow. Viterbo w środkowych Włoszech) w 60. rocznicę jego śmierci. W miejscowości tej przyszły papież, jeszcze jako Eugenio Pacelli, zwykł był spędzać wakacje letnie.

wikipedia.org

Mówca zapewnił, że ów brak potwierdzonego cudu nie oznacza, że „świętość Piusa XII była słaba” i dodał, że w odniesieniu do beatyfikacji i kanonizacji „czasy Boże nie zawsze pokrywają się z naszymi czasami”. Podkreślił, że „dla beatyfikacji tego papieża nie wystarczy wspominanie, poznawanie jego dorobku, podziwianie czy chwalenie go, ale konieczne jest przywoływanie go [w modlitwie]”. Zwrócił uwagę, że w życiu ludzkim jest bardzo wiele bolesnych i rozpaczliwych zdarzeń, o czym można się przekonać, "przechodząc po jakimkolwiek szpitalu”. „Dlatego jeśli od dziś będziemy częściej przyzywać Piusa XII, pomożemy konkretnie sprawie jego beatyfikacji” – zaznaczył sekretarz Kongregacji.

Poparcia dla tego procesu udzielił również Franciszek, który w podpisanym przez sekretarza stanu kard. Pietro Parolina telegramie do uczestników spotkania w Onano nazwał swego poprzednika „duszpasterzem wielkiego formatu, szczerym przyjacielem ludzkości i wiernym sługą Ewangelii”. Ojciec Święty życzył, aby czciciele papieża Pacellego, „wspierani jego przykładem po chrześcijańsku heroicznym, mogli kroczyć naprzód z mocą i ufnością pokładaną w świadectwie wiary i miłości, stając się narzędziami tego pokoju, opartego na sprawiedliwości, o który nieustannie błagał on dla świata”.

Zdaniem abp. Bartolucciego „Pius XII cieszył się sławą świętości zarówno za życia, jak i po swojej śmierci”. Jego grób w bazylice św. Piotra nawiedzały niezliczone tłumy ludzi, aby „upamiętnić jego dzieło jako pasterza i dobroczyńcy Kościoła i ludzkości w strasznych latach, jego ducha modlitwy i uwagę, jaką poświęcał on różnym kategoriom Kościoła i społeczeństwa, jego nauczanie, skupiające się na złożoności naszych czasów” – podkreślił wysłannik watykański. Jednocześnie zauważył, że nie można zapominać o „świętości jego życia, jego oczywistej jedności z Bogiem, jego miłości i wielu innych cnotach chrześcijańskich”.

Wszystkie te zalety są szczególnie ważne w kontekście „kampanii zniesławiania” tego biskupa Rzymu a przede wszystkim oskarżeń o „jego działalność w latach wojny”, która miała się odznaczać „milczeniem i obojętnością w obliczu cierpień narodu żydowskiego”. Były to „prawdziwe oszczerstwa, wywołujące wiele hałasu”, ale w rzeczywistości „nie miały one żadnego wpływu na świadectwa składane w czasie procesu kanonicznego i łatwo obalali je prawdziwi i bezstronni historycy, podczas gdy dezinformacje, prymitywne i nacechowane ideologicznie, były chwiejne i błędne” – podkreślił arcybiskup. Dodał, że o tym wrogim klimacie, sztucznie stworzonym wokół Piusa XII, często wspominali świadkowie zeznający w czasie procesu beatyfikacyjnego.

Sekretarz Kongregacji zauważył ponadto, że Stolica Apostolska już wcześniej otworzyła swe archiwa, aby zbadać i uporządkować dokumenty na temat Piusa XII i jego postawy w latach 1939-45. Wynikiem tych działań jest 12 tomów o łącznej liczbie 7998 stron „Studiów i dokumentów Stolicy Apostolskiej dotyczących II wojny światowej” (po francusku). Wraz z innymi monografiami autorstwa naukowców i bezpośrednich świadków tamtych wydarzeń rzuciły one światło na roztropność i miłość tego papieża, ukazując zarazem niesprawiedliwość stawianych mu zarzutów – stwierdził abp Bartolucci.

Zaznaczył również, że wśród tych, którzy nie odczuwali potrzeby badań archiwalnych i historycznych, „aby poznać prawdziwe oblicze i prawdziwe serce Piusa XII", był Paweł VI. To on zapowiedział jednoczesne rozpoczęcie spraw beatyfikacyjnych tego papieża i jego następcy – Jana XXIII. „Historiografia współczesna jest ukierunkowana na poważniejsze i bardziej obiektywne odczytanie pontyfikatu i postaci Piusa XII. Z drugiej strony oficjalne uznanie jego cnót heroicznych mówi jasno i ostatecznie o jego wzorowej wierności Ewangelii i misji Kościoła” – zakończył swą wypowiedź sekretarz Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych.

Pius XII (1876-1958) kierował Kościołem w latach 1939-58, a więc pierwsze lata jego pontyfikatu (został wybrany papieżem w dniu swoich 63. urodzin – 2 marca) przypadły na czas II wojny światowej. I właśnie jego postawa w tym czasie budziła najwięcej zastrzeżeń, gdyż zarzucano mu milczenie, a nawet obojętność wobec cierpień ofiar tej tragedii dziejowej, a zwłaszcza Żydów. Tymczasem podejmował on wiele działań, choć w większości w ukryciu, aby ratować ten naród, polecił m.in. otwarcie wszystkich klasztorów rzymskich, łącznie z klauzurowymi, i udzielać w nich schronienia Żydom, których następnie przerzucano za granice, głównie do Ameryki Łacińskiej. Gdy zmarł 9 października 1958 w Castel Gandolfo, ówczesna minister spraw zagranicznych, a później premier Izraela Golda Meir napisała w depeszy kondolencyjnej: "Opłakujemy wielkiego sługę pokoju".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Płyta - Wojna totalna 300x400

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem