Reklama

Nowa leśniczówka i pomnik w Leśnictwie Smolnik

2018-09-12 10:44

Joanna Ferens
Edycja zamojsko-lubaczowska 37/2018, str. VI

Joanna Ferens
Poświęcenia leśniczówki dokonał ks. Antoni Gębala

W miejscowości Bukownica k. Biłgoraja, w gminie Tereszpol, została otwarta nowa kancelaria Leśnictwa Smolnik – czyli leśniczówka

Uroczystości otwarcia kancelarii dokonał nadleśniczy Nadleśnictwa Zwierzyniec Lucjan Bednarz, który wyjaśniał historię tego miejsca. – Przed II wojną światową lasy całego obrębu Tereszpol należały do Ordynacji Zamojskiej. Później dekret o upaństwowieniu lasów spowodował, że po wojnie lasy te przeszły na własność Skarbu Państwa. Po reorganizacji w 1974 r. zostały przyłączone do Nadleśnictwa Zwierzyniec. Jeśli chodzi o leśnictwo Smolnik, nazwa ta wywodzi się od osady, która znajdowała się w samym centrum Tereszpolskich lasów.

Las miejscem pracy

Nadleśniczy Bednarz tłumaczył, czemu służy taka kancelaria. – Leśnictwo Smolnik ma powierzchnię ok. 1500 hektarów. W dzisiejszych czasach, niestety, sporo jest biurokracji, a taka kancelaria służy do wykonania wszystkich prac biurowych. Ale jest też miejscem, gdzie potencjalni kupcy drewna czy nawet wypoczywający w lesie turyści mogą przyjść i porozmawiać z leśniczym. Bo leśniczówka to nie tylko miejsce pracy leśniczego, ale także przystań do kontaktu ze społecznością lokalną – podkreślił.

Nowo wybudowana kancelaria łączy w sobie elementy tradycji i nowoczesności. – Praca leśników opiera się na tradycji, ale musimy myśleć też o przyszłości. Tak naprawdę z pracy leśniczego będzie korzystać dopiero trzecie pokolenie. Dlatego też budując tę kancelarię, chcieliśmy nawiązać do tradycji głównie pod względem architektonicznym leśniczówki, nawiązując do budownictwa, które było na tym terenie. Ale życie pokazuje, że trzeba iść z duchem czasu, dlatego zastosowaliśmy technologie, które umożliwiają wykorzystanie dzisiejszych możliwości technicznych, szczególnie jeśli chodzi o energię elektryczną i ogrzewanie. Mamy ogrzewanie z pompy ciepła z ziemi, zaś prąd z fotowoltaiki – wyjaśniał nadleśniczy.

Reklama

Modlitwa

Kolejnym punktem wydarzenia była Msza św. sprawowana w kościele św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Górecku Kościelnym, której przewodniczył tutejszy proboszcz ks. Jarosław Kędra. – Dziękujemy podczas tej Mszy św. za wszystkich pracowników Nadleśnictwa Zwierzyniec. Wszystkich tych, którzy kochają las, przyrodę, którzy przychodzą, aby dziś Panu Bogu dziękować za tę piękną i jakże odpowiedzialną pracę. Wszyscy troszczymy się, aby otaczający nas świat był jeszcze piękniejszy. Czujcie się wszyscy przywitani i objęci modlitwą – podkreślił.

Kancelaria została poświęcona przez proboszcza parafii w Tereszpolu ks. Antoniego Gębalę. Ponadto przed budynkiem posadzono Dąb Niepodległości, co nawiązało do obchodzonej w całym kraju 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości.

Trudne dzieje

Następnie wszyscy uczestnicy uroczystości udali się do dawnej osady Starzyzna, znajdującej się między Aleksandrowem a Biłgorajem, gdzie został odsłonięty odnowiony i zdekomunizowany pomnik poświęcony pamięci poległych i pomordowanych na tym terenie w latach II wojny światowej.

Pomnik, stojący w dawnej osadzie Starzyzna, wybudowano na początku lat 60. XX wieku. W miejscu tym stały dwie gajówki, a miejsce to nazywano Starzyzną pod Margolami. Od początku II wojny światowej schronienie znaleźli tu partyzanci i ludność cywilna. W 1943 r. stacjonujący u gajowych Garbacza i Swachy sztab Grupy Operacyjnej Gwardii Ludowej im. Tadeusza Kościuszki, dowodzony przez Grzegorza Korczyńskiego, został otoczony i zaatakowany przez Niemców. Członkowie Gwardii Ludowej schronili się w piwnicy, Niemcy podpalili budynek. Zginęli członkowie sztabu, a także gajowy Swach wraz z całą rodziną. Przeżył gajowy Garbacz z rodziną oraz Grzegorz Korczyński.

Uratować pomnik

Przez ponad 55 lat pomnik upamiętniał członków organizacji zbrojnej Polskiej Partii Robotniczej. W związku z tzw. ustawą dekomunizacyjną IPN wnioskował o rozebranie pomnika. Jednak w miejscu tym przebywało, walczyło i zginęło wiele osób niezwiązanych z Gwardią Ludową. Dlatego leśnicy i lokalna społeczność postanowili uratować pomnik. – Usunęliśmy wszystkie elementy, które w jakiś sposób promowały lub propagowały komunizm. Pomnik został odnowiony, teren przy nim uporządkowany, a na fasadzie monumentu umieszczono tablicę z napisem „Pamięci poległych i pomordowanych na tym terenie, którzy swe życie oddali za wolną Polskę w latach II wojny światowej w 100. rocznicę odzyskania niepodległości przez Polskę” – tłumaczył nadleśniczy Lucjan Bednarz.

Pomnik został również uroczyście poświęcony, zaś poszczególne delegacje złożyły przed nim wieńce i zapaliły znicze.

Tagi:
leśnictwo

100 lat Związku Leśników Polskich RP

2018-09-25 11:55

Joanna Ferens
Edycja zamojsko-lubaczowska 39/2018, str. II

Związek Leśników Polskich obchodził jubileusz 100-lecia powstania. Uroczystości odbyły się w Zespole Szkół Leśnych w Biłgoraju

Joanna Ferens
Wyróżnieni i nagrodzeni leśnicy

Jubileuszowe świętowanie rozpoczęła 14 września br. Msza św. w kościele pw. Chrystusa Króla w Biłgoraju. Przewodniczył jej i wygłosił kazanie kapelan leśników przy Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Lublinie ks. Wiesław Oleszek. – Gromadzimy się z okazji świętowania pięknego jubileuszu. Chcemy pamiętać o tej rocznicy, przeżywać ją jak najlepiej, a przede wszystkim pamiętać o waszych starszych kolegach i koleżankach, którzy ten Związek zakładali, a którzy już odeszli do Pana, a także o tych, którzy dziś tworzą tę wspólnotę – powiedział kaznodzieja.

Dla dobra wspólnego

Dalsza część uroczystości miała miejsce w Zespole Szkół Leśnych im. Polskiego Towarzystwa Leśnego w Biłgoraju. Gości powitał przewodniczący Związku Leśników Polskich Okręgu Lubelskiego Urban Kolman, który dziękował także leśnikom za ich oddanie i zaangażowanie. – Ideowym credo Związku jest zapis statutowy powtarzający zasady obowiązujące w latach 1918-39, brzmiące następująco: „Celem Związku jest koordynowanie współdziałania jego członków, wypełnianie zadań przewidzianych statutowo oraz wyrażanie wspólnego stanowiska wobec organów władzy administracji rządowej i samorządowej, organizacji społecznych i politycznych, a w szczególności obrona praw, godności zawodowej i interesów członków Związku i ich rodzin przez dążenie do stałej poprawy ich bytu materialnego, poziomu kulturalnego i kwalifikacji zawodowych; ochrona interesów polskiego leśnictwa, troska o jego rozwój i trwałość gospodarki leśnej”. Chciałbym zatem wyrazić ogromne uznanie dla tych, którzy w trudnych latach odradzania się państwowości polskiej stworzyli struktury związku zawodowego. Chciałbym podziękować za zaangażowanie wszystkim działającym obecnie w Związku Leśników Polskich, a wyrazy szacunku kieruję w stronę władz leśnych. Przed nami otwierają się kolejne „lecia” naszej działalności. Oby był to dobry czas dla Lasów Państwowych i nas, pracowników, czego nam wszystkim życzę – podkreślił Urban Kolman.

Słowa uznania

Głos zabrali również goście m.in.: dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Lublinie Jerzy Sądel i starosta biłgorajski Kazimierz Paterak, który mówił. – Jubileusz to powód do dumy i satysfakcji. Słowa uznania kieruje do wszystkich, którzy na przestrzeni lat przyczynili się do tworzenia 100-letniej historii i dorobku Związku, a także do tych, którzy budują jego dzisiejszy kształt i wizerunek. Dziękuję Państwu za kompetencje i profesjonalizm w działaniach na rzecz rozwoju i ochrony polskich lasów. Życzę kolejnych lat sukcesów, szerokich perspektyw rozwoju i wytrwałości w realizacji zamierzeń. – mówił Kazimierz Paterak.

Na uroczystości przybył również przewodniczący Związku Leśników Polskich Jarosław Szałata, który wyjaśniał, jakie zadania spoczywają na leśnikach zrzeszonych w Związku:

– Związek nasz zrzesza blisko 12 tys. osób, w większości leśników z Lasów Państwowych, ale są to też leśnicy z Parków Narodowych, z Instytutu Badawczego Leśnictwa, ze szkół leśnych. Myślę, że jest to taka siła napędowa, mamy ludzi w różnym wieku, o różnym wykształceniu i na różnych stanowiskach. Jesteśmy partnerem społecznym dla wszystkich pracodawców z zakresu leśnictwa, a naszą naczelną zasadą jest opieka i zapewnienie bezpieczeństwa miejsc pracy i płacy ludzi oraz ochrona godności i dobrego wizerunku polskiego leśnika. Chcemy, aby przez kolejne 100 lat Lasy Państwowe mogły bezpiecznie trwać, chcemy być świadomi, że pracujemy w bardzo dobrej instytucji o wieloletniej tradycji. Chcemy przypominać jednak, że to ludzie są najważniejszym zasobem i kapitałem tej i każdej innej firmy – powiedział Jarosław Szałata.

Dar dla Niepodległej

Uroczystości wpisały się również w obchody 100. rocznicy odzyskania niepodległości, i jak tłumaczył Jarosław Szałata, leśnicy również odegrali ogromną rolę w budowaniu odrodzonego Państwa Polskiego. – Ci, którzy zakładali sto lat temu Związek Leśników Polskich, doskonale wiedzieli, że aby budować zręby niepodległej Ojczyzny i jej gospodarkę, potrzebni są ludzie. A ludziom łatwiej jest cokolwiek budować, kiedy są zrzeszeni. Stąd narodziła się potrzeba stworzenia Związku Leśników Polskich, aby łatwiej było budować podwaliny administracji leśnej i całego państwa. Leśnicy od zawsze, zarówno sto lat temu, jak i dziś, czują się związani z Ojczyzną, zarówno tą dużą, jaką jest cała Polska, jak i z tą małą, lokalną, regionalną. Myślę, że jest to niezwykle ważne, gdyż leśnicy dzięki temu czują się związani z przyrodą, z lasem, z ludźmi i dla tego wszystkiego starają się jak najlepiej pracować każdego dnia – mówił Jarosław Szałata.

Podczas uroczystości zasłużonym leśnikom wręczono Kordelasy Leśnika Polskiego. Wręczono także złote, srebrne i brązowe odznaki osobom szczególnie zasłużonym dla polskich leśników. Ostatnim punktem programu, kończącym jubileuszowe uroczystości była część artystyczna w wykonaniu uczniów biłgorajskiego „Leśnika” oraz wspólny obiad.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Duszpasterska wizyta, duszpasterska szansa

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 3/2004

Graziako/Niedziela
Kapłan podąża z wizytą kolędową

Gdy ksiądz chodzi po kolędzie, w pogotowiu jest cały blok albo cała ulica. Kobiety zwalniają się z pracy, aby na czas przygotować stół przykryty obrusem, kropidło, naczynie z wodą święconą, pasyjkę i świece. Dzieciaki na gwałt uzupełniają zeszyty do religii albo gwarem wypełniają klatki schodowe, by co chwilę meldować pod „którym ksiądz jest numerem”. W blokach, w wielkich parafiach wizyta trwa krótko, najwyżej kilka minut. Jedni nie kryją irytacji: Na co komu taka kolęda? Czy coś z niej wynika? Inni bronią księży: przecież parafia liczy 15 tys. osób - musi wystarczyć krótka modlitwa i wymiana kilku zdań. Tak czy owak, nie milkną dyskusje wokół celowości kolędy.

Skąd się wzięła

O chodzących po kolędzie księżach pisał już Mikołaj Rej wkładając w usta wójta krytykę plebana: „... potym bieży po kolędzie / w każdym kącie dzwonić będzie / Więc woła Illuminare / a ty chłopku musisz dare...”. Skąd się jednak wziął zwyczaj duszpasterskich wizyt, trudno ustalić.
W starożytnym Rzymie odwiedzano się w styczniowe kalendy (callandae), zaczynające nowy rok. Wiadomo także, że wyraz „kolęda”, który do Polski dotarł za pośrednictwem Czechów, oznaczał pierwotnie pieśń noworoczną, śpiewaną podczas odwiedzania z tej okazji wiejskich gospodarzy.
Kościół zaadaptował te ludowe zwyczaje, łącząc je z błogosławieństwem domów w uroczystość Trzech Króli. A że nie dałoby się tego dnia odwiedzić wszystkich, wizyta rozłożyła się na czas poświąteczny.
Niemiecka i polska tradycja każe z okazji Trzech Króli napisać poświęconą kredą na drzwiach domów „K+M+B” (lub „C+M+B”) i datę roczną. Litery nie tyle są, jak zazwyczaj się uważa, skrótem od tradycyjnych imion Trzech Króli, lecz od łacińskiego Christus mansionem benedicat (lub polskiego: Chrystus Mieszkanie Błogosławi).
Dziś wizyta duszpasterska to nie tylko błogosławieństwo, ale może przede wszystkim spotkanie duszpasterza z parafianami. Przygotowanie do takiej wizyty powinno przebiegać w dwóch wymiarach: duchowym i zewnętrznym przygotowaniu domu.

... i jak przebiega?

Odwiedziny duszpasterskie mają charakter domowej liturgii. Rozpoczynają się od obrzędu błogosławieństwa rodzin (w czterech wersjach) ze wspólną modlitwą i ewentualnie rozważaniem Słowa Bożego. Niekiedy wizyta rozpoczyna się od zaintonowania kolędy, którą wraz z domownikami (i czasami ministrantami) śpiewa kapłan. Witając się słowami „pokój temu domowi” życzy, aby stale był w tym domu obecny Chrystus, który przychodząc na świat przyniósł ludziom pokój. Po tym pozdrowieniu następuje modlitwa o błogosławieństwo Boże dla całej rodziny i obrzęd błogosławieństwa mieszkania z pokropieniem wszystkich obecnych wodą święconą.
Podczas wizyty powinien być czas na rozmowę duszpasterza z wiernymi, przedstawienie księdzu rodzinnych radości i problemów; jest możność zademonstrowania osiągnięć szkolnych pociech, czy też ich udziału w parafialnych ruchach.
Dziś jednak często dominuje pesymizm. Biedniejemy, wielu traci pracę i stać ich na skromną lub żadną ofiarę. Wstydzimy się tego, bo przecież chcemy złożyć jakiś datek na potrzeby najbliższej nam wspólnoty. Zatem „ ile dać?”, staje się często przedmiotem długich dysput i przysłania zupełnie inne możliwości, jakie stwarzają odwiedziny księdza w naszym domu.
Na ogół nie wiemy też, dlaczego i po co duszpasterze zapisują coś w swoich kartotekach. Czyżby spisywali wysokości ofiar, albo liczyli „pogłowie”? Tymczasem księża tłumaczą, że informacje zebrane podczas kolędy pozwalają na rozeznanie potrzeb danej rodziny, uregulowanie jej spraw dotyczących życia sakramentalnego (np. stwierdzenie pożycia w związku niesakramentalnym).
- Dokładne przestudiowanie kartotek przed kolędą było dla mnie zawsze bardzo cenną sugestią - wyjaśnia ks. Dariusz Gącik, notariusz Kurii diecezjalnej w Kielcach. - Wynikało z nich np., że ktoś z rodziny jest poważnie chory, że jest w niej problem alkoholowy albo, że ludzie żyją bez ślubu. Znając te fakty mogłem odpowiednio przygotować się do rozmowy. I zdarza się, że wizycie duszpasterskiej towarzyszą naprawdę budujące doświadczenia - jej owocem jest np. chrzest dziecka, przystąpienie do sakramentu pokuty po długim okresie przerwy, zawarcie zawiązku małżeńskiego, albo skierowanie do rodziny konkretnej pomocy materialnej. Ogólnie - „powrót do praktyki wiary”, jak mówią księża.
Niekiedy, z myślą o swych następcach, szczególnie w miejskich parafiach, duszpasterze przekazują sobie uwagi zabawne i nietypowe, np. gdzie można liczyć na posiłek. Chociaż, co do posiłku, to w miastach brakuje zupełnie nań czasu - chyba że jest to naprawdę ostatnie mieszkanie w tym dniu.
- Dzień chodzącego z wizytą duszpasterską księdza przedstawia się zazwyczaj tak - wyjaśnia ks. D. Gącik. - Rano katecheza w szkole, powrót na obiad lub nieco później, przejrzenie kartotek i już ok. 15.00 rozpoczynamy wizytę duszpasterską. Kończymy zwykle ok. 21.00 - 21.30. Potem ewentualnie jakaś kolacja i przygotowanie się do katechezy na następny dzień. Czasem przez tydzień zdarzało mi się nie odsuwać zaciągniętych na noc zasłon…

Po co w ogóle takie odwiedziny

W Kodeksie Prawa Kanonicznego odnajdujemy kan. 529 § 1, który mówi: „Pragnąc dobrze wypełnić funkcję pasterza, proboszcz powinien starać się poznać wiernych powierzonych jego pieczy. Winien zatem nawiedzać rodziny, uczestnicząc w troskach wiernych, zwłaszcza niepokojach i smutku oraz umacniając ich w Panu, jak również - jeżeli w czymś nie domagają - roztropnie ich korygując”.
Wizyta duszpasterska jest dobrym sposobem realizacji tej „funkcji pasterza”. Ks. D. Gącik przestrzega przed nazywaniem jej kolędą. Bo kolęda dotyczy tylko okresu Bożego Narodzenia i choć jest umocniona w Polsce silną tradycją, nie należy ograniczać możliwości wyboru przez proboszcza innego czasu.
Coraz częściej dzieje się tak w wielkich miejskich parafiach, gdzie wizytę rozpoczyna się na początku Adwentu - np. w kieleckiej parafii św. Maksymiliana. - Siła tradycji jest tak wielka, że ludzie oburzają się na tę praktykę. A nie ma ku temu podstaw - wyjaśnia ks. Gącik, zalecając wyrozumiałość wobec realiów konkretnej parafii. W innych diecezjach spotkać można daleko bardziej nowatorskie praktyki, np. odwiedzanie parafian przez cały rok w dwa wybrane dni tygodnia. Wówczas są to wizyty rzeczywiście długie. Ale u nas… - My pochodzimy z Bielin, Wilkowa, Lisowa - tłumaczą parafianie ze św. Maksymiliana - w naszych wsiach nie rozbierało się choinki, dopóki ksiądz nie przyszedł po kolędzie. To i niełatwo przywyknąć...

Jak to jest w naszej diecezji

Diecezja kielecka ma w zdecydowanej większości charakter rolniczy, gdzie na dobre zakorzenił się obyczaj celebrowania kolędy. Nie ma mowy o krótkich odwiedzinach. Ksiądz musi wysłuchać tego, co ludzie mają mu do powiedzenia, czasem pokosztować ciast upieczonych na tę okazję, „omodlić” nowe domowe sprzęty, skorzystać z transportu organizowanego przez parafian. Pan Stanisław z Morawicy nie wyobraża sobie, żeby ksiądz chodził na piechotę albo jeździł własnym samochodem. - To jedyna okazja, żeby z księdzem bliżej pogadać, poznać go. No i nie wypada - kwituje krótko. - Co ksiądz, to ksiądz.
- Dla mnie kolęda jako ciągłe pogłębianie relacji z parafianami, ma duży sens - wyjaśnia ks. prob. Marian Gawinek. - W takiej parafii jak Stojewsko, ksiądz zna wszystkich i wszyscy znają księdza, więc tym bardziej jest o czym porozmawiać. Odwiedzanie rodzin i domów odbywa się na sposób tradycyjny, w ciągu godziny mniej więcej są to cztery „numery”. Księdza poprzedzają zawsze ministranci, którzy zaśpiewają gospodarzom kolędę. Pan domu czeka przed bramą, zaprasza do wysprzątanego wnętrza. Z księdzem starają się spotkać wszyscy domownicy. Ludzie chcą się wygadać; mówią, że coraz trudniej im o nadzieję, rolnictwo jest bez szans. Ale ostatnio obserwuję, że część młodych zaczyna osiedlać się w rodzinnej parafii, głównie za sprawą dobrze prosperującego zakładu drzewnego.
Jednak i na kieleckiej wsi w tradycję wkraczają realia. - Ja z kolędą chodzę od rana, więc uwijamy się dość szybko - wyjaśnia ks. Jerzy Siemiński, proboszcz z Mieronic k. Wodzisławia. - Dlaczego? To proste. Ludzie nie pracują prawie w 100%, więc można odwiedzać ich od rana. W parafii Mieronice, liczącej ok. 1300 osób, kolęda trwa ok. 15 dni. Chociaż ludzie są ubodzy, to absolutnie nie spotkałem się z mniejszą niż kiedyś serdecznością. Chcą księdza zatrzymać jak najdłużej, wygadać się. Panuje zupełnie wyjątkowa atmosfera - inna, nie naznaczona takim pośpiechem, jak np. wspominam z Kielc czy Pińczowa.
Kolęda, choć nieraz krytykowana za jej formę, jawi się jako szansa i propozycja. Otwarte drzwi domów, tradycja staropolskiej gościnności i wreszcie zaproszenie do rewizyty - bo taki sens ma przecież jakakolwiek wizyta - stwarzają wielkie możliwości. Warto z nich skorzystać.

Wydarzyło się podczas kolędy...

Państwu N. pomyliła się data wizyty księdza, więc na pukanie kapłana otworzył tylko pan domu. Ponieważ zapewniał, że żona za chwilę nadejdzie, a do wizyty są w zasadzie przygotowani - psychicznie i duchowo, ksiądz zgodził się zaczekać i nawet ofiarował swą pomoc w szybkim przygotowaniu ładnie wysprzątanego pokoju. Jakaż była konsternacja pani domu, która na to właśnie nadeszła i stwierdziła, że stół został nakryty... poszewką na kołdrę.

* * *

Gospodarze długo oczekujący swej kolejki włączyli telewizor i zapomnieli go wyłączyć, gdy ksiądz wreszcie nadszedł. Usadowili go w fotelu naprzeciw ekranu, gdzie właśnie trwały wybory Miss Nastolatek, zapewniając, że to będzie najlepsze dla księdza miejsce…

* * *

Zmęczony całodzienną kolędą ksiądz trafił wreszcie na koniec do swych dobrych znajomych i rozluźniony rozpoczął wspólną modlitwę: „A teraz pomódlmy się słowami, którymi Pan Jezus zwrócił się do swego Ojca: Zdrowaś Maryjo, łaskiś pełna...

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 1/2 2019

Szkolenie diecezjalnych zespołów ds. ochrony dzieci i młodzieży

2019-01-18 18:08

ks.mf / Częstochowa (KAI)

Szkolenie członków diecezjalnych zespołów ds. prewencji w zakresie ochrony dzieci i młodzieży odbyło się dziś w Wyższym Seminarium Duchownym w Częstochowie. W spotkaniu wzięli udział duchowni i świeccy z archidiecezji częstochowskiej, diecezji sosnowieckiej i radomskiej. Głównym organizatorem spotkania i szkolenia był abp Wacław Depo, metropolita częstochowski.

Bożena Sztajner

Spotkanie prowadzili: o. Adam Żak SJ, dyrektor Centrum Ochrony Dziecka przy Akademii Ignatianum w Krakowie i koordynator ds. ochrony dzieci i młodzieży przy KEP oraz Ewa Kusz, psycholog, seksuolog i terapeuta, wicedyrektor Centrum Ochrony Dziecka przy Akademii Ignatianum w Krakowie.

Abp Wacław Depo podkreślił, że wyraża wdzięczność za spotkanie i podjęcie tego tematu oraz dodał, że „modlitwa jest dla nas darem podstawowym”. - Kiedy dzisiaj dziennikarze pokazują rolę Ojca Świętego Franciszka w podejmowaniu tego trudnego problemu, to pokazują go tak, jakby Kościół do tej pory nie zajmował się tą sprawą. A przecież działania św. Jana Pawła II i Benedykta XVI w tej sprawie były podejmowane. To nie jest sprawa ostatnich lat – kontynuował abp Depo.

O. Adam Żak SJ podkreślił, że „Kościół jest w społeczeństwie i rozpoznaje problem oraz oczyszcza się nie tylko jedynie dla siebie, ale chce pokazać wszystkim, że dzieci trzeba chronić”. - Jako Kościół rozpoczynamy tę pracę, której zasadniczo nikt inny w społeczeństwie nie robi. To, że media skupiają się na Kościele, to z jednej strony jest zrozumiałe, bo Kościół ma integralne nauczanie moralności, ale z drugiej strony skupienie uwagi mediów tylko na Kościele usypia inną część społeczeństwa – podkreślił o. Żak.

„Ważne jest, żeby w całym społeczeństwie powstała strategia narodowa, co jak dostrzegamy nie jest łatwe. Samo prawo karne nie wystarczy” - wskazał o. Żak dodając, że "ten problem jest obecny w całym społeczeństwie"

Podczas spotkania zostały zaprezentowane wyniki najnowszych badań (retrospektywnych) przeprowadzonych w Polsce, dotyczących wykorzystywania seksualnego dzieci i młodzieży oraz mechanizmy i cele zbudowania systemu prewencji.

Badania dotyczące społeczeństwa polskiego przeprowadzone przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę pokazują, że 1 na 10 dzieci zostało wykorzystanych seksualnie przed 18. rokiem życia. Co piąty (20%) nastolatek w wieku 13-17 lat miał obciążające doświadczenia seksualne, takie jak słowna przemoc seksualna, werbowanie do celów seksualnych w internecie czy ekshibicjonizm.

Najczęściej dzieci wykorzystywane są w rodzinach przez ojca, ojczyma bądź partnera matki.

Co piąty nastolatek w wieku 13–17 lat (20%) miał obciążające doświadczenie seksualne, co ósmy (12%) – w ciągu roku poprzedzającego badanie. Istotnie częściej tego typu doświadczenia miały dziewczyny niż chłopcy (27% vs 12%).

Co dziesiąta osoba w wieku 13–17 lat (10%) doświadczyła kiedykolwiek słownej przemocy seksualnej, a w ciągu ostatniego roku doświadczyło jej 6% tej grupy wiekowej. Słownej przemocy seksualnej doświadczały istotnie częściej dziewczyny niż chłopcy 17% vs 4%

Szczegółowy raport z wynikami badań na https://diagnozakrzywdzenia.pl/raport.pdf

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem