Reklama

Akcja dom

Jubileusz Biskupiaka

2018-09-12 10:43

Ks. Mieczysław Puzewicz
Edycja lubelska 37/2018, str. VI

Archiwum szkoły
Gmach Biskupiaka

Wzgórze na Czwartku należy do najwyższych w Lublinie, tam też miało swoje początki miasto. Archeologowie datują osadnictwo na tym terenie na koniec pierwszego tysiąclecia. Aż do 1934 r. na wzgórzu królował najstarszy lubelski kościół pw. św. Mikołaja. Wtedy na gruntach parafii wyrósł okazały budynek Wyższego Gimnazjum Biskupiego Męskiego, od początku zwanego Biskupiakiem

Do swojej właściwej funkcji Biskupiak wrócił 25 lat temu, kiedy archidiecezja odzyskała budynek, a ówczesny metropolita lubelski abp Bolesław Pylak wydał dekret o powołaniu XXI Liceum Ogólnokształcącego im. św. Stanisława Kostki. Za dewizę przyjął słowa świętego: „Ad maiora natus sum” (Do wyższych rzeczy jestem stworzony). Wcześniej szkoła podzieliła los większości katolickich placówek edukacyjnych, likwidowanych przez komunistyczne władze w Polsce na przełomie lat 50. i 60. ubiegłego wieku. Ocalało tylko kilka znakomitych szkół; w Lublinie, gdzie po wojnie zainstalowała się Polska Ludowa, pogrom dotknął wszystkie szkoły katolickie, włącznie z Biskupiakiem. Pomimo pierwotnych zamiarów zaniechano zamknięcia Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Katolicka edukacja po represjach niemieckiego okupanta rychło doznała kolejnych dotkliwych szykan ze strony komunistów.

Narodziny szkoły

Biskupiak zawdzięcza swoje istnienie niezwykłej wizji bp. Mariana Leona Fulmana. Tuż po I wojnie światowej pasterz kościoła lubelskiego widział konieczność polonizacji edukacji, noszącej po zaborach piętna rusyfikacji i germanizacji. Jednocześnie zabiegał o katolicki charakter nauczania wobec pojawiających się tendencji laicyzujących w życiu społecznym. Ideę kształcenia i wychowania w duchu katolickim realizował bp Fulman najpierw przez powołanie KUL-u (1918), następnie poprzez utworzenie Mniejszego Seminarium Rzymskokatolickiego czy Wyższego Gimnazjum Biskupiego Męskiego w Lublinie (początkowo Biskupiak funkcjonował pod tymi dwiema nazwami). Lubelski ordynariusz pisał: „Kapłana do szkoły wieść powinien duch apostolski i pragnienie szerzenia królestwa Bożego. Gdyby nie kochał szkoły i nie stanowiło jego radości przestawanie z dziećmi i nauczanie ich słowa Bożego, to by świadczyło o braku powołania i braku poczucia obowiązku bardzo ważnego na jego stanowisku”.

Bp Fulman potrafił znakomicie dobierać sobie współpracowników do realizacji prawdziwie Bożych dzieł. Powstanie nowej szkoły powierzył ks. Zenonowi Kwiekowi, doświadczonemu i skutecznemu działaczowi katolickiemu. Wśród kolejnych dyrektorów znajdziemy m.in. ks. Kazimierza Gostyńskiego, dziś błogosławionego męczennika Kościoła Katolickiego.

Reklama

Ks. Gostyńskiemu Lublin zawdzięcza powstanie najpierw męskiego gimnazjum im. Hetmana J. Zamojskiego i żeńskiego im. Unii Lubelskiej (obydwie szkoły istnieją do dzisiaj). Bardzo istotny wkład w rozwój szkoły wniósł ks. Michał Słowikowski, kierujący gimnazjum w trudnych czasach przed wojną i po jej zakończeniu, aż do likwidacji placówki w 1962 r.

Wzniesienie kilkupiętrowego gmachu Biskupiaka (wówczas była to bez wątpienia największa szkoła w Lublinie, pięciopiętrowa) wymagało ogromnych nakładów finansowych. Na ten cel udało się zebrać 2 mln przedwojennych złotych, co dzisiaj odpowiada kwocie ponad 30 mln zł. Oprócz datków zbieranych wśród wiernych, niezwykłą ofiarnością wykazali się kapłani, ochotnie opodatkowujący się na potrzeby nowej instytucji. W 1934 r., po jedenastu latach nauki w tymczasowej siedzibie przy ul. Zamojskiej, uczniowie przenieśli się nowej szkoły, jak się okazało jedynie na 4 lata, do wybuchu wojny. Wtedy Niemcy zlokalizowali w niej koszary wojskowe, a Sowieci szpital. Nowa władza oddała jedynie część pomieszczeń do dalszego funkcjonowania szkoły, a w 1962 r. zlikwidowała ją całkowicie, umieszczając w obiekcie Zespół Szkół Pedagogicznych i Technicznych; taki stan trwał do 1993 r.

Pierwotną ideą szkoły było przygotowanie intelektualne, moralne i duchowe przyszłych kandydatów do kapłaństwa. Mury Biskupiaka opuściło ponad 200 przyszłych kapłanów diecezjalnych i zakonnych. Wśród absolwentów szkoły znajdziemy dwóch arcybiskupów: metropolitę archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej abp. Zygmunta Kamińskiego (zm. 2010) i metropolitę warszawskiego abp. Stanisława Wielgusa, a także trzech biskupów: bp. Józefa Drzazgę (biskupa diecezji warmińskiej, zm. 1978), bp. Ryszarda Karpińskiego (biskupa pomocniczego archidiecezji lubelskiej), bp. Antoniego Pacyfika Dydycza (biskupa diecezji drohiczyńskiej). Biskupiak ukończył także Andrzej Czuma, minister sprawiedliwości (2009), liczne grono wybitnych profesorów KUL, członkowie AK a także późniejsi działacze opozycji antykomunistycznej.

Nowy start

Z zupełnie nową sytuacją przyszło zmierzyć się organizatorom życia szkoły po decyzji komisji majątkowej (2 kwietnia 1992 r.) przywracającej prawowitą własność lubelskiemu Kościołowi. Na fali pierwszego antyklerykalizmu w wolnej Polsce z lat 90. ubiegłego wieku, powrót Biskupiaka oprotestowali rodzice uczniów dawnego Liceum Pedagogicznego, nauczyciele oraz lubelski oddział ZNP. Do władzy w Polsce sposobił się właśnie Sojusz Lewicy Demokratycznej, spadkobierca PZPR, niechętnie skłaniający się do oddawania odebranych przemocą dóbr kościelnych (w lipcu 1962 r. milicja otoczyła szkołę i wymieniła zamki w drzwiach). Trudnego zadania wskrzeszenia szkoły katolickiej podjął się pierwszy dyrektor nowego Biskupiaka ks. Krzysztof Targoński. Przed laty sam nie dokończył gimnazjum na Czwartku, był świadkiem akcji milicji, odbierającej ks. Słowikowskiemu klucze od szkoły. W rok po odzyskaniu budynku ruszyła już nauka w liceum dedykowanym św. Stanisławowi Kostce, patronowi polskiej młodzieży. Rewolucyjne, z perspektywy historii, były dziewczęta, które po raz pierwszy pojawiły się w murach dawnego Mniejszego Seminarium Duchownego w roku szkolnym 1993/94.

Dzisiaj szkoła (dogasające gimnazjum i liceum) kształci 730 uczniów. Reprezentuje znakomity poziom, o czym świadczy wskaźnik zdawalności na maturze, niejednokrotnie stuprocentowy; plasuje się także wysoko w rankingach liceów w skali Polski. Chlubić się może licznymi laureatami konkursów i olimpiad, w zasadzie ze wszystkich przedmiotów. Ks. Grzegorz Strug jest związany ze szkołą od 16 lat, kieruje nią od 7; jest 9. dyrektorem w prawie stuletniej historii Biskupiaka.

Szkoła na Czwartku poprzez wysoki poziom nauczania i standardy wychowania stanowi jeden z ważniejszych czynników podtrzymywania tożsamości katolickiej w archidiecezji i regionie. Zapewniając nauczanie na wysokim poziomie, szkoła katolicka ukazuje zarazem chrześcijańską wizję człowieka i świata, która umożliwia młodym podjęcie owocnego dialogu między wiarą a rozumem. Jej powinnością jest też przekazywanie wartości, które mają sobie przyswoić, oraz prawd, które winni odkrywać, „ze świadomością, że wszystkie ludzkie wartości znajdują pełne urzeczywistnienie i w konsekwencji swą jedność w Chrystusie”. Ten wymóg określony przez św. Jana Pawła II Biskupiak realizuje w sposób wybitny.

Tagi:
kapłan jubileusz kapłan

Ks. Stefan Niedzielak i jego parafia

2019-01-16 11:02

Wojciech Bobrowski
Niedziela Ogólnopolska 3/2019, str. 42-43

Grzegorz Boguszewski
Ks. Stefan Niedzielak prezentuje bp. Władysławowi Miziołkowi odnowioną kaplicę Loretańską (lata 60.)

Na temat ks. Stefana Niedzielaka napisano wiele artykułów i opracowań historycznych. Omówiono wiele tajemnic związanych z jego tragiczną śmiercią, z działaniami na rzecz upamiętnienia ofiar Polaków poległych i pomordowanych na Wschodzie, z jego misją obrońcy prawdy i świadka historii. Najmniej można spotkać informacji o pracy tego kapłana jako duszpasterza i proboszcza. Niekiedy też te szesnaście lat pracy w parafii Matki Bożej Loretańskiej na warszawskiej Pradze jest uważanych za mniej aktywny okres w życiu księdza. Sama nominacja na funkcję proboszcza w peryferyjnej dzielnicy Warszawy jest traktowana jako jego wycofanie się z głównego frontu starcia polskiego Kościoła z komunizmem. W mojej opinii, jest to pogląd całkowicie błędny. Myślę, że w parafii z kościołem przy ul. Ratuszowej ks. Stefan Niedzielak sprostał wielkiemu wyzwaniu i przeżył najlepsze lata swojego kapłaństwa. Słowa te kreślę jako naoczny świadek.

Najstarszy zabytek sakralny warszawskiej Pragi

Jest nim kościół Matki Bożej Loretańskiej przy ul. Ratuszowej. Powstał on w latach największej świetności i bogactwa stołecznej już wówczas Warszawy, w czasie panowania dynastii Wazów. Zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem był on kaplicą przy wielkim kompleksie klasztornym Zakonu Franciszkanów, a dokładniej tej ich gałęzi, która na ziemiach polskich nazywana jest Bernardynami. Praga była wówczas odrębnym miastem, a ulicy, przy której mieścił się miejski magistrat, nadano nazwę Ratuszowa. Dochodzi ona prostopadle do samej Wisły, a na jej przedłużeniu po drugiej stronie rzeki w dzielnicy Stare Miasto spotykamy ul. Mostową. Nie jest to przypadek, gdyż za panowania Zygmunta Augusta, ostatniego z Jagiellonów, właśnie tu zbudowano pierwszy warszawski most przez Wisłę. Kaplicę, zwaną Domkiem Loretańskim, wzorowano na słynnym „Domu Maryi” z włoskiego Loreto. W środku domku ustawiono słynną figurę Matki Bożej Loretańskiej i otoczono ją krużgankami. Cały obiekt starannie wykończono w stylu epoki, a był to już barok. W 1644 r. oddano kaplicę do użytku zakonnikom oraz okolicznym mieszkańcom. Stan ten przetrwał tylko kilkanaście lat. Rzeczpospolita wkraczała właśnie w jeden z najbardziej tragicznych okresów w swojej historii, znany nam z sienkiewiczowskiej Trylogii. Podczas tych i następnych wojen, tj. powstania kościuszkowskiego (rzeź Pragi) i kampanii napoleońskich, bogate handlowe miasto Praga zostało doszczętnie zniszczone. Na jego miejscu rozciągają się dziś Park Praski i warszawskie zoo. Z całego zespołu zabudowań klasztornych cudem przetrwał do naszych czasów jedynie Domek Loretański, w 1941 r. podniesiony do funkcji kościoła parafialnego.

Proboszcz „czerwonej Pragi”

W lutym 1961 r. ks. Stefan Niedzielak został proboszczem tej właśnie parafii Matki Bożej Loretańskiej na warszawskiej Pradze. Jego poprzednik – ks. Antoni Haze przekroczył już osiemdziesiątkę, a pracował tam od prawie czterdziestu lat. W zapiskach „Pro memoria” z sierpnia 1952 r. kard. Stefan Wyszyński zamieścił zdanie: „Jest to człowiek, którego koniecznie trzeba zmienić, gdyż nie ogarnia już całości sprawy”. Jednak burza, która wówczas narastała nad polskim Kościołem, spowodowała, że było to możliwe dopiero prawie dekadę później. W tym czasie parafia powiększyła się wielokrotnie, na jej terenie wyrosła nowa dzielnica, taka warszawska Nowa Huta, a ze wszystkich podwórek słychać było głosy dzieci. Jej mieszkańcy pracowali m.in. w pobliskiej Fabryce Samochodów Osobowych i w Hucie Warszawa, była też duża grupa osób związanych z resortami siłowymi ludowego państwa. Włodarze PRL-u tak mocno troszczyli się o kręgosłup ideologiczny mieszkańców tej dzielnicy Warszawy, że wybrali ją na miejsce zamieszkania dla kilkudziesięciu rodzin hiszpańskich komunistów, gotowych do budowy czerwonego raju nad Wisłą. W założeniu mieli oni być awangardą postępu, a że nie do końca się udało, to już inny temat.

Nowy proboszcz zderzył się z wieloma problemami. Pierwszy to szczupłość miejsca w samym budynku kościoła i w salach katechetycznych. O skali wyzwania może świadczyć liczba dzieci, które zapisały się na katechizację. W 1961 r. wzrosła ona z 1350 do 2500 (dane z kroniki parafialnej). Liczby te wydają się dziś nieprawdopodobne.

Ks. Niedzielak zadziałał tu wielotorowo. Zagospodarował on jako salkę lekcyjną każdą wolną powierzchnię w kościele i na plebanii. Po dwóch latach wzniósł też niewielki parterowy budynek katechetyczny. Pokonawszy dziesiątki przeszkód natury administracyjnej, zwykle celowo tworzonych, mimo braku materiałów budowlanych, dokończył odtworzenie północnego krużganku świątyni i zbudował zadaszenie przed jej głównym wejściem. Ta ostatnia inwestycja była często krytykowana, gdyż wiata zasłaniała piękny barokowy kościół. Jednak zadaszenie okazało się bardzo funkcjonalne zwłaszcza podczas udzielania tysiącom praskich dzieci sakramentów I Komunii św. i bierzmowania. Po kilkunastu latach, gdy fala powojennego wyżu demograficznego odpłynęła już z nowej dzielnicy, wiata przestała być potrzebna i została rozebrana.

Życie parafii

Lata 60. ubiegłego wieku to czasy II Soboru Watykańskiego i wprowadzania reformy liturgicznej w całym Kościele. Język polski oraz postawa stojąca podczas Mszy św. były dużą zmianą. Stały się one częstym tematem niedzielnych kazań naszego proboszcza. Zwracał on też uwagę na to, czy wierni nauczyli się dialogu z kapłanem podczas Mszy św. Najczęściej jednak były komentowane kazania wygłaszane z okazji skasowanych przez komunistów świąt narodowych, jak 11 Listopada lub 3 Maja, oraz rocznic najważniejszych dla każdego Polaka wydarzeń historycznych. W czasie grudniowej masakry na Wybrzeżu w 1970 r. ks. Stefan Niedzielak intonował Suplikacje. Wiele młodych osób zamieszkujących Pragę właśnie od niego dowiedziało się prawdy o katyńskiej zbrodni. Na reakcję władz nie trzeba było długo czekać. Już we wczesnych latach 60. zakazano procesji eucharystycznej ulicami dzielnicy w uroczystość Bożego Ciała. Podczas wielu nabożeństw sprawowanych na dziedzińcu kościelnym krążyły wokół samochody milicyjne z przeraźliwym sygnałem dźwiękowym. Jednak gdy czytałem kroniki parafialne udostępnione mi przez obecnego proboszcza ks. Zbigniewa Klocha, na próżno szukałem jakichkolwiek śladów tych wydarzeń. Ks. Niedzielak miał świadomość tego, że wszystko, co napisze, może być użyte przeciw niemu. Na temat jego intensywnej działalności w konspiracji w czasie II wojny światowej czy po jej zakończeniu nie wiedzieliśmy nic. Można powiedzieć, że nigdy się nie ujawnił. Podobnie postępowało wielu Polaków, jego rówieśników, którzy nawet po 1989 r. mówili: „Ja walczyłem dla Polski, a nie dla emerytury” – zachowywali swoją historię z lat okupacji często tylko dla siebie.

Ks. Stefan Niedzielak nie był sam, zawsze w parafii wspierało go kilku wikariuszy należących do pokolenia kapłanów, którzy wstępowali do seminarium w najczarniejszych stalinowskich latach. Myślę, że mieli świadomość, jaka może być cena wejścia na drogę kapłańskiego powołania. Warunki w seminarium na Krakowskim Przedmieściu były wówczas gorzej niż skromne, niekiedy doskwierał głód, i to nie tylko w Wielkim Poście. W sąsiednim budynku Dziekanki, zabranym przez komunistów Kościołowi, otwarto klub nocny. Wieczorami aż do godzin porannych rozlegały się tam głośne, ostre dźwięki. Klerycy nie mogli spokojnie spać ani się uczyć. Myślę, że pokolenie moich dzieci spotkało mniej tak mocnych świadectw wiary jak moje. Nasz proboszcz bardzo wspierał sport, sam dużo chodził, dobrze pływał. Aprobował wakacyjne wyjazdy na spływy kajakowe studentów i młodzieży, także inne inicjatywy, np. zespół muzyczny. Prymas Wyszyński po opłatkowej wizycie w naszej parafii zapisał w dzienniku „Pro memoria”: „Odwiedziłem Dom Ks. Emerytów przy ul. Ratuszowej i Ks. Dziekana Niedzielaka...”, i dodał: „(...) oraz zespół perkusyjny robiący wiele hałasu w piwnicach plebanii”. Jest tam także wiele wzmianek o pracy ks. Niedzielaka w roli dziekana dekanatu Praga Północ. Wynika z nich, że zadania te traktował bardzo poważnie.

„Non omnis moriar...” – Nie wszystek umrę...

Z kapłanów posługujących w parafii Matki Bożej Loretańskiej w latach 60. czterech zginęło śmiercią tragiczną. Najpierw dwaj wikariusze, którzy z wielkim oddaniem prowadzili duszpasterstwo młodzieży i studentów, zmarli w wyniku wypadków samochodowych, następnie ks. Niedzielak został zamordowany przez nieznanych sprawców w swojej następnej parafii na Powązkach (20 stycznia 1989 r.). Ks. Zdzisław Król, jako ostatni z nich, zginął w katastrofie smoleńskiej (2010 r.). Okoliczności śmierci co najmniej trzech z tych kapłanów nie są do końca wyjaśnione. Jednak wszyscy oni pozostali w naszej wdzięcznej pamięci, a przez świadectwo, które dawali, mieli pozytywny wpływ na nasze życie. Dawni uczestnicy Duszpasterstwa Akademickiego z parafii Matki Bożej Loretańskiej na warszawskiej Pradze są dziś animatorami lub uczestnikami katolickich wspólnot formacyjnych na trzech kontynentach. Dlatego też z inicjatywy młodzieży parafialnej z czasów ks. Stefana Niedzielaka skwer w narożniku Parku Praskiego przy kościele Matki Bożej Loretańskiej nosi jego imię. W 30. rocznicę tragicznej śmierci naszego Proboszcza dzięki staraniom obecnego gospodarza parafii ks. Zbigniewa Klocha w kościele zostanie też wmurowana tablica przypominająca pracę jego poprzednika.

Od wielu lat obserwujemy w Polsce narastającą falę ataków na Kościół, duchowieństwo i całą wspólnotę ludzi wierzących, tak jakbyśmy byli winni całego zła współczesnego świata. Mając w pamięci dobro, z którym spotkaliśmy się ja i moi przyjaciele w peryferyjnej warszawskiej parafii przy ul. Ratuszowej, odnoszę wrażenie, że współczesna agresja wobec Kościoła to tylko koszmarny sen, z którego za chwilę się obudzimy.

Dziękuję p. Marii Gabiniewicz i p. Iwonie Czarcińskiej z Instytutu Prymasowskiego za udzielone informacje oraz ks. Zbigniewowi Klochowi za udostępnienie kronik parafii Matki Bożej Loretańskiej w Warszawie z lat 60. i 70. XX wieku.

Wojciech Bobrowski
Autor wzrastał na terenie parafii, której proboszczem w latach 1961-77 był ks. Stefan Niedzielak. Jest absolwentem Wydziału Elektroniki Politechniki Warszawskiej, przewodnikiem wolontariuszem w Muzeum Powstania Warszawskiego. Od ponad roku współpracuje z „Niedzielą”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Druga rocznica śmierci wolontariuszki misyjnej Heleny Kmieć

2019-01-21 11:58

pra / Trzebnica (KAI)

Dwa lata od morderstwa wolontariuszki misyjnej Heleny Kmieć w boliwijskiej Cochabambie24 stycznia. Wolontariat Misyjny Salvator, do którego należała Helena organizuje uroczystości rocznicowe w Warszawie, Dębicy i Trzebnicy pod wspólnym hasłem „Misja: niebo”.

Tomasz Reczko

„Przez ten czas wielu z nas doświadczyło ogromu dobra idącego za inspiracją, przykładem i charyzmatem jej osoby. Dla niektórych Helena była osobą, która odmieniła ich życie mimo to, że jej nie znali - mówi Marta Trawińska z Fundacji im. Heleny Kmieć. - W ten wyjątkowy czas chcemy podziękować za życie ziemskie Helenki oraz modlić się o wyjątkową i wieczną misję dla niej jaką jest niebo” - dodaje.

Wolontariat Misyjny Salvator, do którego należała Helena Kmieć i fundacja jej imienia organizują uroczystości rocznicowe w Warszawie, Dębicy i Trzebnicy pod wspólnym hasłem „Misja: niebo”.

Program przewiduje mszę św. w intencji śp. Heleny Kmieć, adorację Najświętszego Sakramentu z rozważaniami, świadectwa o Helence, muzyczne wspomnienia Helenki, a także czas na wspólne rozmowy przy kawie i ciastku.

W piątek 25 stycznia wydarzenia odbędą się w Warszawie (bazylika Świętego Krzyża, ul. Krakowskie Przedmieście 3, godz. 20.00) i Dębicy (kościół klasztorny, ul. Krakowska 15, godz. 19.00), a w sobotę w Trzebnicy na Dolnym Śląsku (bazylika św. Jadwigi, ul. Jana Pawła II 3, godz. 18.30).

Helena Kmieć pochodziła z małopolskiego Libiąża. Do Wolontariatu Misyjnego Salvator w Trzebini wstąpiła w 2012 r. Od początku mocno angażowała się w działalność wspólnoty. Posługiwała na placówkach misyjnych w Rumunii, na Węgrzech i w Zambii. Działała również w Duszpasterstwie Akademickim w Gliwicach, gdzie studiowała inżynierię chemiczną; śpiewała w Chórze Akademickim Politechniki Śląskiej. Angażowała się w pomoc dzieciom w nauce w świetlicy Caritas i działalność Katolickiego Związku Akademickiego w Gliwicach. W lipcu 2016 roku pełniła funkcję koordynatorki Światowych Dni Młodzieży w rodzinnej parafii. 8 stycznia 2017 r. rozpoczęła posługę z ramienia Wolontariatu Misyjnego Salvator jako wolontariuszka misyjna w Boliwii, z zamiarem półrocznej pomocy siostrom służebniczkom dębickim w prowadzonej przez nie ochronce dla dzieci w Cochabambie, gdzie została zamordowana 24 stycznia 2017 r.

Helena w swojej posłudze misyjnej kierowała się wezwaniem założyciela salwatorianów o. Franciszka Jordana: „Dopóki żyje na świecie choćby tylko jeden człowiek, który nie zna i nie kocha Jezusa Chrystusa Zbawiciela Świata, nie wolno Ci spocząć”, które jest także hasłem Wolontariatu Misyjnego Salvator, do którego należała Helena. WMS przez 8 lat działalności, posłał na misje 394 wolontariuszy, którzy posługiwali w 25 placówkach misyjnych w 15 krajach świata.

Po śmierci Heleny Kmieć, przy współpracy Polskiej Prowincji Salwatorianów, rodziny oraz wszystkich ludzi dobrej woli, została założona fundacja jej imienia. Głównym celem fundacji jest wszechstronne wsparcie placówek misyjnych w opiece nad dziećmi i młodzieżą w krajach misyjnych, które zmagają się z wieloma problemami, takimi jak bieda, bezdomność, choroby czy brak edukacji. „Chcemy jednoczyć wszystkich ludzi gotowych nieść pomoc potrzebującym na każdy możliwy sposób – i tak jak czyniła to śp. Helena Kmieć – dawać im nadzieję na lepsze jutro” - mówi Marta Trawińska.

Fundacja im. Heleny Kmieć prowadzi m.in. program stypendialny dla najbardziej potrzebujących dzieci w Boliwii, Zambii i na Filipinach oraz realizuje projekt „Podaj dobro dalej!” skierowany do uczniów szkół podstawowych w całym kraju dotyczący działalności społecznej ze szczególnym nastawieniem na drugiego człowieka – w I edycji w 2018 r. wzięło w nim udział ponad 300 dzieci ze szkół całej Polski, które przeprowadziły liczne akcje pomocowe m.in. w domach spokojnej starości czy ośrodkach dla niepełnosprawnych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

TVP1 wyemituje film „Helenka” o polskiej wolontariuszce, zamordowanej w Boliwii

2019-01-22 19:47

TVP, aw / Warszawa (KAI)

25 stycznia o godz. 22.35 telewizyjna Jedynka zaprasza na premierę filmu dokumentalnego pt. „Helenka”. Bohaterką obrazu jest zamordowana 24 stycznia 2017 r. Helena Kmieć, 26-letnia świecka misjonarka, która pojechała do Cochabamby w Boliwii opiekować się dziećmi w Ochronce prowadzonej przez siostry Służebniczki.

Fundacja Heleny Kmieć

Film “Helenka” opowiada historię dziewczyny, która inspirowała i zapalała każdego, kogo spotkała. Trudno było za nią nadążyć. Dopiero po śmierci okazało się, jak wielu osobom pomagała, a ogrom jej zaangażowania zaskoczył nawet rodzinę i najbliższych. Jej niezwykle intensywne życie, pełne planów, choć zostało brutalnie zakończone, nadal przynosi owoce dobra. Jest wzorem życia pełnego pasji i radości. Jej postać fascynuje coraz większą rzeszę młodych ludzi. Wspólnoty katolickie, a nawet drużyny harcerskie, biorą ją sobie za patronkę.

Prezydent Polski Andrzej Duda odznaczył Helenę Kmieć pośmiertnie Złotym Krzyżem Zasługi. Na pogrzebie misjonarki byli przedstawiciele rządu, a Mszy świętej pogrzebowej przewodniczył kard. Stanisław Dziwisz. Uroczystość pogrzebowa miała charakter państwowy.

Film dokumentalny realizowany był w Polsce i Boliwii. Ekipa Telewizji Polskiej spotkała się

z rodzicami, siostrą, chłopakiem, duszpasterzem, a także znajomymi Heleny.

Zdjęcia do filmu nagrywane były m.in. w Libiążu, rodzinnej miejscowości Heleny Kmieć, w Gliwicach, gdzie studiowała, mieszkała i pracowała oraz w Cochabambie w Boliwii, gdzie zginęła. Dzięki unikatowym materiałom wykorzystanym w filmie, widz może ‘towarzyszyć’ Helence od jej dzieciństwa aż po misje w Zambii i Boliwii.

Scenariusz i reżyseria: Julita Wołoszyńska-Matysek

Film dokumentalny „Helenka” 25 stycznia o godz. 22.35 w TVP1

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 1/2 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem