Reklama

Skarby Imielna

2018-09-12 10:43

Katarzyna Dobrowolska
Edycja kielecka 37/2018, str. IV

WD
Kościół parafialny w Imielnie

Bryła kościoła na przestrzeni wieków uległa przekształceniom. Przy świątyni powstały dwie kaplice, zakrystia, ale układ nie zmienił się. Jest to trzynawowa budowla zakończona prostym prezbiterium. Ściany nakrywają sklepienia żebrowe i kolebkowe. W głównym ołtarzu odbiera cześć Matka Boża Szkaplerzna w wizerunku z ok. 1750 roku. Na zasuwie – obraz patrona kościoła – św. Mikołaja. Boczna kaplica z prawej strony dedykowana jest św. Annie Samotrzeć, obraz pochodzi z 1764 r. Naprzeciwko znajduje się kaplica z ołtarzem Jezusa Ukrzyżowanego. Zachowały się w niej polichromie ewangelistów oraz św. Mikołaja. W romański charakter świątyni wpisują się polichromie wykonane w 1956 r. autorstwa Tadeusza Brzozowskiego i jego żony Barbary Gawdzik-Brzozowskiej. Na sklepieniu zobaczymy motywy Ostatniej Wieczerzy, Zwiastowanie, Pokłon Trzech Króli i Ukoronowanie Matki Bożej. Ci sami artyści z kręgu Tadeusza Kantora namalowali serię obrazów po obu stronach nawy. Warto zobaczyć również znajdującą się na zewnętrznej ścianie świątyni rzeźbę Chrystusa z narzędziami Jego Męki. Najlepiej zachowana część romańska świątyni to prezbiterium. Zachowały się w nim kolumienki – służki podpierające sklepienie, dwa zamurowane otwory okienne. Zamurowano również późnogotycki portal wiodący do zakrystii. Teraz prowadzi do niej wejście z barokowym kamiennym portalem. Przed nimi kolejne inwestycje. W oknach zobaczymy unikatowe witraże z wizerunkiem św. Julii oraz cesarza Konstantyna.

To, co również wyróżnia świątynię, to liczne wykonane z wielkim kunsztem epitafia rodów szlacheckich związanych z Imielnem. Powstawały one w zakładach kamieniarskich m.in. w Chęcinach i w Pińczowie. W ostatnich latach zostały odrestaurowane. Szereg prac w kościele wykonali poprzedni proboszczowie. Prace konserwatorskie prowadzone wewnątrz i na zewnątrz w latach 90. ubiegłego stulecia oraz po 2000 r. dały znakomite efekty. Odnowiono ołtarze, odremontowano zadaszenie kościoła, wykonano nową elewację.

Przed nimi kolejne inwestycje

Obecny proboszcz ks. Mariusz Koza, pracujący w Imielnie od trzech lat, podkreśla, że kościół parafialny wymaga ciągłej uwagi, nakładów finansowych i pracy, zwłaszcza taki zabytek jak w Imielnie. Aktualnie parafia oczekuje na zatwierdzenie złożonego wniosku na realizację projektu. Obejmuje on szereg potrzebnych prac remontowych: wykonanie ogrzewania podłogowego z wymianą posadzki, ocieplenie stropu kościoła i renowację podłogi prezbiterium. Łącznie projekt opiewa na kwotę 600 tys. złotych. Na razie parafia przygotowuje się do wymiany czternastu okien, pieniądze na ten cel pochodzą ze środków własnych. Ocieplenie na pewno poprawi warunki, zwłaszcza zimą, bo w świątyni było wyjątkowo chłodno. Proboszcz troszczy się również o zabytkowe naczynia liturgiczne. Ostatnio dawny blask odzyskały dzięki renowacji kielich i puszka.

Reklama

Duszpasterskie inicjatywy i nie tylko

Parafia liczy niecałe dwa tysiące mieszkańców obejmuje dziewięć sołectw z przysiółkami. Mieszkańcy utrzymują się głównie z rolnictwa. Jak nadmienia ks. Mariusz to, co daje się zauważyć podczas wizyt duszpasterskich, to fakt iż dużo mieszkańców przebywa na emigracji, bądź pracuje w delegacjach. Statystycznie w ciągu roku przypada około 20 chrztów i 30 pogrzebów. Te liczby utrzymują się od kilku lat na podobnym poziomie. Bardzo ważna jest opieka duszpasterska nad chorymi. Proboszcz wprowadził praktykę odwiedzin chorych z sakramentami w każdy pierwszy piątek miesiąca. Z posługi aktualnie korzysta pięćdziesiąt osób. Są to osoby starsze i schorowane, niepełnosprawne, które nie mają możliwości przyjść do Kościoła. Najstarszy parafianin ma 106 lat. Pan kpt. Leon Kaleta cieszy się jeszcze doskonałą pamięcią i jest skarbnicą wiedzy o Imielnie i okolicach. Chętnie dzieli się swoimi wspomnieniami – mówi Ksiądz Proboszcz.

Na terenie Imielna jest Szkoła Podstawowa, gdzie katechizują dwie panie katechetki. Proboszcza cieszy obecność na niedzielnej Mszy św. parafialnej scholi dziecięcej, którą prowadzą p. Barbara Nowakowska i p. Beata Kałka. Przy ołtarzu służy grupa dwunastu ministrantów.

Parafianie chętnie pielgrzymują i wyjeżdżają z proboszczem do kina na ciekawe filmy ewangelizacyjne. W ubiegłym roku kilkadziesiąt osób z parafii wzięło udział w akcji „Różaniec do granic”.

Każda okazja jest dobra do ewangelizacji, zwłaszcza rekolekcje, które służą odnowieniu i umocnieniu wiary. – Zawsze staram się zaprosić rodziny z Domowego Kościoła. Podczas rekolekcji dzielą się świadectwem wiary, rozmawiają z rodzinami. Jest to pretekst do przybliżenia duchowości Ruchu Światło-Życie.

Najmłodsi też mają szansę poznać formację oazową. W te wakacje kilkoro najmłodszych uczestniczyło w oazie Dzieci Bożych, razem z rówieśnikami z parafii Motkowice i Jasionna. Być może w przyszłości będą zainteresowane rozwijaniem duchowości i uczestnictwem w formacji i będą zachęcały inne dzieci – mówi Proboszcz, który pragnie, by młodzi angażowali się w życie parafii i Kościoła. Ks. Koza zajmuje się przygotowaniem młodych do bierzmowania, które w parafii odbywa się co roku. – Oprócz spotkań modlitewnych i formacyjnych odbywających się w kościele, staram się, by uczniowie mieli okazję skorzystać z wyjazdowych rekolekcji ewangelizacyjnych. Dotychczas odbywały się one w ośrodku w Dębnie lub w Kaczynie. Za każdym razem dla młodzieży jest to duże przeżycie duchowe – opowiada.

W parafialnym kalendarzu, obok dwóch odpustów parafialnych czyli 6 grudnia na św. Mikołaja i 16 lipca – Matki Bożej Szkaplerznej (bardzo uroczyście i tłumnie obchodzonego) znajdują się inne szczególne święta i wydarzenia, które integrują wspólnotę i mieszkańców, jak np. pięknie przygotowywane przez poszczególne wioski doroczne Święto Plonów z korowodem z wieńcami czy piknik rodzinny na Dzień Dziecka z różnymi atrakcjami dla najmłodszych.

Imielno przygotowuje się na 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości. W gminie stanie obelisk dla uczczenia wyjątkowej rocznicy, upamiętniający wszystkich bohaterów walczących w różnych momentach historii o wolną Polskę.

Tagi:
Kościół

Marszałek Senatu: żądanie rozdziału Kościoła od państwa jest olbrzymim nieporozumieniem

2019-01-15 15:14

rm / Radom (KAI)

Domaganie się rozdziału Kościoła od państwa jest olbrzymim nieporozumieniem - powiedział w Radiu Plus Radom marszałek Senatu Stanisław Karczewski. Projekt ustawy o rozdziale Kościoła od państwa przygotowały środowiska lewicowe.

wpolityce.pl
Marszałek Senatu Stanisław Karczewski

Marszałek Karczewski, który był gościem Radia Plus Radom powiedział, że "Kościół zawsze był naszym fundamentem". - Jeśli ktoś niesprawiedliwie atakuje hierarchów kościelnych, atakuje nas wszystkich. Bo my wszyscy, ludzie wierzący, jesteśmy Kościołem. Jeśli ktoś atakuje Kościół, atakuje również i mnie. Takie mam odczucia. Pięknie to powiedział ordynariusz radomski biskup Henryk Tomasik. Gdybyśmy chcieli rozdzielić Kościół od państwa, musielibyśmy zapomnieć o wielkich naszych artystach, którzy tworzyli miłość do kraju w duchu Ewangelii. Przecież biskupi czy księża nie są posłami czy senatorami - mówił marszałek Senatu.

Stanisław Karczewski odniósł się także do tragicznej śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. 27-letni Stefan W. zadał samorządowcowi kilka ciosów nożem. W poniedziałek prezydent Adamowicz zmarł w szpitalu. - Ta wiadomość wstrząsnęła nami. Osoba, która targnęła się na życie Pawła Adamowicza jest niezrównoważona psychicznie. Nie chcę tutaj doszukiwać się politycznych podtekstów. Przyłączam się do wszystkich inicjatyw, których celem jest uczczenie pamięci prezydenta Gdańska - powiedział marszałek Karczewski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Duszpasterska wizyta, duszpasterska szansa

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 3/2004

Graziako/Niedziela
Kapłan podąża z wizytą kolędową

Gdy ksiądz chodzi po kolędzie, w pogotowiu jest cały blok albo cała ulica. Kobiety zwalniają się z pracy, aby na czas przygotować stół przykryty obrusem, kropidło, naczynie z wodą święconą, pasyjkę i świece. Dzieciaki na gwałt uzupełniają zeszyty do religii albo gwarem wypełniają klatki schodowe, by co chwilę meldować pod „którym ksiądz jest numerem”. W blokach, w wielkich parafiach wizyta trwa krótko, najwyżej kilka minut. Jedni nie kryją irytacji: Na co komu taka kolęda? Czy coś z niej wynika? Inni bronią księży: przecież parafia liczy 15 tys. osób - musi wystarczyć krótka modlitwa i wymiana kilku zdań. Tak czy owak, nie milkną dyskusje wokół celowości kolędy.

Skąd się wzięła

O chodzących po kolędzie księżach pisał już Mikołaj Rej wkładając w usta wójta krytykę plebana: „... potym bieży po kolędzie / w każdym kącie dzwonić będzie / Więc woła Illuminare / a ty chłopku musisz dare...”. Skąd się jednak wziął zwyczaj duszpasterskich wizyt, trudno ustalić.
W starożytnym Rzymie odwiedzano się w styczniowe kalendy (callandae), zaczynające nowy rok. Wiadomo także, że wyraz „kolęda”, który do Polski dotarł za pośrednictwem Czechów, oznaczał pierwotnie pieśń noworoczną, śpiewaną podczas odwiedzania z tej okazji wiejskich gospodarzy.
Kościół zaadaptował te ludowe zwyczaje, łącząc je z błogosławieństwem domów w uroczystość Trzech Króli. A że nie dałoby się tego dnia odwiedzić wszystkich, wizyta rozłożyła się na czas poświąteczny.
Niemiecka i polska tradycja każe z okazji Trzech Króli napisać poświęconą kredą na drzwiach domów „K+M+B” (lub „C+M+B”) i datę roczną. Litery nie tyle są, jak zazwyczaj się uważa, skrótem od tradycyjnych imion Trzech Króli, lecz od łacińskiego Christus mansionem benedicat (lub polskiego: Chrystus Mieszkanie Błogosławi).
Dziś wizyta duszpasterska to nie tylko błogosławieństwo, ale może przede wszystkim spotkanie duszpasterza z parafianami. Przygotowanie do takiej wizyty powinno przebiegać w dwóch wymiarach: duchowym i zewnętrznym przygotowaniu domu.

... i jak przebiega?

Odwiedziny duszpasterskie mają charakter domowej liturgii. Rozpoczynają się od obrzędu błogosławieństwa rodzin (w czterech wersjach) ze wspólną modlitwą i ewentualnie rozważaniem Słowa Bożego. Niekiedy wizyta rozpoczyna się od zaintonowania kolędy, którą wraz z domownikami (i czasami ministrantami) śpiewa kapłan. Witając się słowami „pokój temu domowi” życzy, aby stale był w tym domu obecny Chrystus, który przychodząc na świat przyniósł ludziom pokój. Po tym pozdrowieniu następuje modlitwa o błogosławieństwo Boże dla całej rodziny i obrzęd błogosławieństwa mieszkania z pokropieniem wszystkich obecnych wodą święconą.
Podczas wizyty powinien być czas na rozmowę duszpasterza z wiernymi, przedstawienie księdzu rodzinnych radości i problemów; jest możność zademonstrowania osiągnięć szkolnych pociech, czy też ich udziału w parafialnych ruchach.
Dziś jednak często dominuje pesymizm. Biedniejemy, wielu traci pracę i stać ich na skromną lub żadną ofiarę. Wstydzimy się tego, bo przecież chcemy złożyć jakiś datek na potrzeby najbliższej nam wspólnoty. Zatem „ ile dać?”, staje się często przedmiotem długich dysput i przysłania zupełnie inne możliwości, jakie stwarzają odwiedziny księdza w naszym domu.
Na ogół nie wiemy też, dlaczego i po co duszpasterze zapisują coś w swoich kartotekach. Czyżby spisywali wysokości ofiar, albo liczyli „pogłowie”? Tymczasem księża tłumaczą, że informacje zebrane podczas kolędy pozwalają na rozeznanie potrzeb danej rodziny, uregulowanie jej spraw dotyczących życia sakramentalnego (np. stwierdzenie pożycia w związku niesakramentalnym).
- Dokładne przestudiowanie kartotek przed kolędą było dla mnie zawsze bardzo cenną sugestią - wyjaśnia ks. Dariusz Gącik, notariusz Kurii diecezjalnej w Kielcach. - Wynikało z nich np., że ktoś z rodziny jest poważnie chory, że jest w niej problem alkoholowy albo, że ludzie żyją bez ślubu. Znając te fakty mogłem odpowiednio przygotować się do rozmowy. I zdarza się, że wizycie duszpasterskiej towarzyszą naprawdę budujące doświadczenia - jej owocem jest np. chrzest dziecka, przystąpienie do sakramentu pokuty po długim okresie przerwy, zawarcie zawiązku małżeńskiego, albo skierowanie do rodziny konkretnej pomocy materialnej. Ogólnie - „powrót do praktyki wiary”, jak mówią księża.
Niekiedy, z myślą o swych następcach, szczególnie w miejskich parafiach, duszpasterze przekazują sobie uwagi zabawne i nietypowe, np. gdzie można liczyć na posiłek. Chociaż, co do posiłku, to w miastach brakuje zupełnie nań czasu - chyba że jest to naprawdę ostatnie mieszkanie w tym dniu.
- Dzień chodzącego z wizytą duszpasterską księdza przedstawia się zazwyczaj tak - wyjaśnia ks. D. Gącik. - Rano katecheza w szkole, powrót na obiad lub nieco później, przejrzenie kartotek i już ok. 15.00 rozpoczynamy wizytę duszpasterską. Kończymy zwykle ok. 21.00 - 21.30. Potem ewentualnie jakaś kolacja i przygotowanie się do katechezy na następny dzień. Czasem przez tydzień zdarzało mi się nie odsuwać zaciągniętych na noc zasłon…

Po co w ogóle takie odwiedziny

W Kodeksie Prawa Kanonicznego odnajdujemy kan. 529 § 1, który mówi: „Pragnąc dobrze wypełnić funkcję pasterza, proboszcz powinien starać się poznać wiernych powierzonych jego pieczy. Winien zatem nawiedzać rodziny, uczestnicząc w troskach wiernych, zwłaszcza niepokojach i smutku oraz umacniając ich w Panu, jak również - jeżeli w czymś nie domagają - roztropnie ich korygując”.
Wizyta duszpasterska jest dobrym sposobem realizacji tej „funkcji pasterza”. Ks. D. Gącik przestrzega przed nazywaniem jej kolędą. Bo kolęda dotyczy tylko okresu Bożego Narodzenia i choć jest umocniona w Polsce silną tradycją, nie należy ograniczać możliwości wyboru przez proboszcza innego czasu.
Coraz częściej dzieje się tak w wielkich miejskich parafiach, gdzie wizytę rozpoczyna się na początku Adwentu - np. w kieleckiej parafii św. Maksymiliana. - Siła tradycji jest tak wielka, że ludzie oburzają się na tę praktykę. A nie ma ku temu podstaw - wyjaśnia ks. Gącik, zalecając wyrozumiałość wobec realiów konkretnej parafii. W innych diecezjach spotkać można daleko bardziej nowatorskie praktyki, np. odwiedzanie parafian przez cały rok w dwa wybrane dni tygodnia. Wówczas są to wizyty rzeczywiście długie. Ale u nas… - My pochodzimy z Bielin, Wilkowa, Lisowa - tłumaczą parafianie ze św. Maksymiliana - w naszych wsiach nie rozbierało się choinki, dopóki ksiądz nie przyszedł po kolędzie. To i niełatwo przywyknąć...

Jak to jest w naszej diecezji

Diecezja kielecka ma w zdecydowanej większości charakter rolniczy, gdzie na dobre zakorzenił się obyczaj celebrowania kolędy. Nie ma mowy o krótkich odwiedzinach. Ksiądz musi wysłuchać tego, co ludzie mają mu do powiedzenia, czasem pokosztować ciast upieczonych na tę okazję, „omodlić” nowe domowe sprzęty, skorzystać z transportu organizowanego przez parafian. Pan Stanisław z Morawicy nie wyobraża sobie, żeby ksiądz chodził na piechotę albo jeździł własnym samochodem. - To jedyna okazja, żeby z księdzem bliżej pogadać, poznać go. No i nie wypada - kwituje krótko. - Co ksiądz, to ksiądz.
- Dla mnie kolęda jako ciągłe pogłębianie relacji z parafianami, ma duży sens - wyjaśnia ks. prob. Marian Gawinek. - W takiej parafii jak Stojewsko, ksiądz zna wszystkich i wszyscy znają księdza, więc tym bardziej jest o czym porozmawiać. Odwiedzanie rodzin i domów odbywa się na sposób tradycyjny, w ciągu godziny mniej więcej są to cztery „numery”. Księdza poprzedzają zawsze ministranci, którzy zaśpiewają gospodarzom kolędę. Pan domu czeka przed bramą, zaprasza do wysprzątanego wnętrza. Z księdzem starają się spotkać wszyscy domownicy. Ludzie chcą się wygadać; mówią, że coraz trudniej im o nadzieję, rolnictwo jest bez szans. Ale ostatnio obserwuję, że część młodych zaczyna osiedlać się w rodzinnej parafii, głównie za sprawą dobrze prosperującego zakładu drzewnego.
Jednak i na kieleckiej wsi w tradycję wkraczają realia. - Ja z kolędą chodzę od rana, więc uwijamy się dość szybko - wyjaśnia ks. Jerzy Siemiński, proboszcz z Mieronic k. Wodzisławia. - Dlaczego? To proste. Ludzie nie pracują prawie w 100%, więc można odwiedzać ich od rana. W parafii Mieronice, liczącej ok. 1300 osób, kolęda trwa ok. 15 dni. Chociaż ludzie są ubodzy, to absolutnie nie spotkałem się z mniejszą niż kiedyś serdecznością. Chcą księdza zatrzymać jak najdłużej, wygadać się. Panuje zupełnie wyjątkowa atmosfera - inna, nie naznaczona takim pośpiechem, jak np. wspominam z Kielc czy Pińczowa.
Kolęda, choć nieraz krytykowana za jej formę, jawi się jako szansa i propozycja. Otwarte drzwi domów, tradycja staropolskiej gościnności i wreszcie zaproszenie do rewizyty - bo taki sens ma przecież jakakolwiek wizyta - stwarzają wielkie możliwości. Warto z nich skorzystać.

Wydarzyło się podczas kolędy...

Państwu N. pomyliła się data wizyty księdza, więc na pukanie kapłana otworzył tylko pan domu. Ponieważ zapewniał, że żona za chwilę nadejdzie, a do wizyty są w zasadzie przygotowani - psychicznie i duchowo, ksiądz zgodził się zaczekać i nawet ofiarował swą pomoc w szybkim przygotowaniu ładnie wysprzątanego pokoju. Jakaż była konsternacja pani domu, która na to właśnie nadeszła i stwierdziła, że stół został nakryty... poszewką na kołdrę.

* * *

Gospodarze długo oczekujący swej kolejki włączyli telewizor i zapomnieli go wyłączyć, gdy ksiądz wreszcie nadszedł. Usadowili go w fotelu naprzeciw ekranu, gdzie właśnie trwały wybory Miss Nastolatek, zapewniając, że to będzie najlepsze dla księdza miejsce…

* * *

Zmęczony całodzienną kolędą ksiądz trafił wreszcie na koniec do swych dobrych znajomych i rozluźniony rozpoczął wspólną modlitwę: „A teraz pomódlmy się słowami, którymi Pan Jezus zwrócił się do swego Ojca: Zdrowaś Maryjo, łaskiś pełna...

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 1/2 2019

Prezydenckie spotkanie z przedstawicielami Kościołów, związków wyznaniowych i mniejszości narodowych

2019-01-18 19:00

dg / Warszawa (KAI)

W Pałacu Prezydenckim odbyło się dziś spotkanie prezydenta Andrzeja Dudy z przedstawicielami Kościołów, związków wyznaniowych oraz mniejszości etnicznych i narodowych w Polsce. "Ogólna atmosfera wrogości, jaka zrodziła się obecnie w naszej ojczyźnie, woła o opamiętanie, o wyznanie grzechów, o wzajemne przebaczenie i o pojednanie" - mówił abp Stanisław Gądecki. Prezydent Andrzej Duda wskazał na relacje ekumeniczne jako wzór relacji społecznych.

Grzegorz Jakubowski / KPRP

- To nasze spotkanie jest ważnym elementem istnienia polskiej wspólnoty, ale przede wszystkim jest pięknym pokazaniem tego, jak ona wygląda, jak jest ona barwna i jak wielka jest tradycja naszej polskiej wspólnoty obywateli Rzeczypospolitej, tych którzy żyją na polskiej ziemi, tych którzy żyją w tradycji ukształtowanej tutaj od stuleci, bardzo często od ponad tysiąca lat - powiedział Andrzej Duda.

Odnosząc się do tragicznej śmierci Pawła Adamowicza prezydent stwierdził, że w Polsce są przekraczane granice „relacji międzyludzkich, wewnętrznych, w niektórych aspektach, zwłaszcza w tych aspektach politycznych”, zaznaczając, że nie w wymiarze religijnym, narodowościowym czy etnicznym, „a w tym ujęciu, które czasem niektórzy socjolodzy nazywają międzyplemiennym – podziale na różnego rodzaju poglądy ideologiczne i pojawiające się na tym tle starcia”.

Prezydent wyznał także, że mimo iż uważa się za wyważonego, robiąc rachunek sumienia dostrzegł słowa, których żałuje. Wezwał, by każdy zrobił sobie taki rachunek sumienia i dążył do poprawy.

Jako wzór relacji i dialogu prezydent Duda wskazał na doświadczenia ekumeniczne i międzyreligijne, gdzie osoby o różnej tożsamości potrafią w szacunku, bez obrażania nikogo, wspólnie rozmawiać. „Bardzo bym chciał żebyśmy my, jako wspólnota ludzi żyjących na polskiej ziemi, mających różne poglądy też się tego nauczyli” – zaznaczył prezydent.

Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki podziękował prezydentowi za życzenia, żartując, że trochę przesadził mówiąc o doskonałości w dialogu ekumenicznym. Odnosząc się do setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, powiedział, że zadaniem Polaków jest przede wszystkim odnowa sumień.

"Sama zmiana struktur społecznych, ekonomicznych czy politycznych, chociaż ważna, może się jednak okazać niewykorzystaną szansą, jeśli nie stoją za nią ludzie sumienia - powiedział abp Gądecki. – Oni przecież przyczyniają się do tego, że całokształt życia społecznego formowany jest ostatecznie według tego prawa, którego człowiek sam sobie nie nagłada, ale je odkrywa w głębi sumienia, jako głos, któremu powinien być posłuszny. Przyzwolenie na łamanie tego prawa przez prawo stanowione w ostatecznym rozrachunku zawsze obraca się przeciw czyjejś wolności i godności” - zaznaczył metropolita poznański.

Abp Gądecki zaznaczył, że „miłość ojczyzny, będąc wielką wartością, nie jest wartością absolutną. Dla chrześcijan służba ziemskiej ojczyźnie pozostaje zawsze etapem na drodze do ojczyzny niebieskiej, która dzięki nieskończonej miłości Boga obejmuje wszystkich ludzi i narody na całej ziemi”.

- Dziś nasza myśl biegnie najpierw w stronę Gdańska i tego okrutnego mordu, którego ofiarą stał się prezydent tego miasta, pan Paweł Adamowicz - mówił przewodniczący KEP.Ocenił też, że "ogólna atmosfera wrogości, jaka zrodziła się obecnie w naszej ojczyźnie, woła o opamiętanie, o wyznanie grzechów, o wzajemne przebaczenie i o pojednanie".

Abp Gądecki podziękował Bogu za wszelkie doznane w minionym roku dobro i w imieniu Kościoła katolickiego w Polsce złożył prezydentowi, jego małżonce i współpracownikom oraz wszystkim zebranym życzenia "zdrowia i zbawienia, a naszej ojczyźnie wszelkiego Bożego błogosławieństwa".

Zabierając głos w imieniu Polskiej Rady Ekumenicznej, biskup Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego Jerzy Samiec nawiązał do panującego obecnie w Polsce czasu żałoby. "Dziękuję za słowa pana prezydenta, że powinniśmy wszyscy spojrzeć na siebie i próbować odnaleźć te elementy, które możemy wyznać, poprawić, które powinny ulec zmianie w każdym z nas i każdy z nas musi te elementy w sobie sam odnaleźć" - powiedział luterański duchowny.

Wzywając wszystkich do troski o pokój, bp Samiec wyraził obawę, że obecny czas żałoby nie będzie czasem zadumy lecz przerzucania się różnego rodzaju argumentami. "W imieniu Kościołów Polskiej Rady Ekumenicznej zapewniam o modlitwie, bo wierzymy, że to, czego człowiek nie jest w stanie zrobić sam z siebie, jest w stanie zmienić Bóg. U Boga nie ma rzeczy niemożliwych" - powiedział bp Jerzy Samiec.

Naczelny rabin Polski Michael Schudrich wezwał do walki z hejtem. Przywołując fragment Tory zachęcił, by śmierć prezydenta Gdańska zmobilizowała do czynienia dobra.

Mufti Muzułmańskiego Związku Religijnego w Rzeczypospolitej Polskiej Tomasz Miśkiewicz również zaapelował do wspólnej walki ze złem i mową nienawiści. „Tego w naszym kraju potrzebujemy, by wspólnie, jako jedna rodzina, jeden narów, niezależnie od pochodzenia, wyznania, etniczności, bardziej ze sobą współpracować, żeby Polska zawsze była bezpieczna, żeby naród polski był bezpieczny. Również żeby ludzie, którzy gościnnie przebywają, czuli się bezpiecznie; żebyśmy szanowali swoją kulturę i żeby oni również szanowali naszą kulturę” – powiedział mufti Miśkiewicz.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem