Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Jak możesz uciec od tych, których kochasz?

2018-09-12 10:40

Z o. Szymonem Chapińskim i o. Józefem Cydejko rozmawiał Krzysztof Tadej, dziennikarz TVP
Niedziela Ogólnopolska 37/2018, str. 20-23

Archiwum rodziny o. Michała Tomaszka
O. Michał Tomaszek OFMConv z młodzieżą w Peru

Michał Tomaszek miał 31 lat, a Zbigniew Strzałkowski – 33 lata. Byli misjonarzami. Mówili o Bogu, sensie życia i o tym, że trzeba czynić dobro. Zostali brutalnie zamordowani w Pariacoto w Peru w 1991 r. Zastrzelili ich terroryści z ugrupowania „Świetlisty Szlak”.
W 2015 r. ci polscy zakonnicy, franciszkanie konwentualni, zostali beatyfikowani. W sierpniu br. minęła kolejna, 27. rocznica ich śmierci. Dzisiaj powracamy do tych dramatycznych wydarzeń. O tym, co się działo po śmierci polskich kapłanów, w rozmowie z dziennikarzem TVP Krzysztofem Tadejem opowiadają o. Szymon Chapiński i o. Józef Cydejko. Obaj pracowali na misjach w Ameryce Południowej. Obecnie mieszkają w klasztorze franciszkańskim w Legnicy.

Krzysztof Tadej: – W jakich okolicznościach dowiedzieli się ojcowie o śmierci o. Michała i o. Zbigniewa?

O. SZYMON CHAPIŃSKI OFMConv: – Byłem proboszczem parafii w Limie. 10 sierpnia 1991 r. o godz. 3.40 zadzwoniła s. Berta, która na co dzień mieszkała w Pariacoto. Dziwny to był telefon. Zaczęła od słów: „Ojcze, jak się masz?”. Spytałem: „Chyba nie dzwonisz o 3.40 nad ranem po to, żeby spytać, jak się czuję?”. „Nie, ojcze, terroryści byli w wiosce” – odpowiedziała. Zdenerwowałem się: „No przecież nieraz pojawiali się w Pariacoto. To chyba nic nadzwyczajnego!”. Po chwili dodała: „Zabrali ojców”. Dalej musiałem wyciągać informacje. „Co z nimi?!” – pytam. „Nie żyją...”. Spytałem jeszcze: „Czy to pewne?”. Potwierdziła i dodała, że dzwoni z Casmy, czyli miasta odległego o 55 km od Pariacoto, i że zawiadomiła biskupa diecezji – Luisa Bambaréna. Zakończyliśmy rozmowę. Po tej wstrząsającej wiadomości obudziłem br. Grzegorza Brożynę, z którym razem mieszkaliśmy w parafii. Następnie zacząłem dzwonić do Kurii Generalnej naszego zakonu i prowincjała w Polsce, potem miałem jechać na pogrzeb. Ustaliliśmy z br. Grzegorzem, że zostanie w parafii. Wiedzieliśmy, że będzie dużo telefonów, pytań i że to na niego spadnie obowiązek przekazywania informacji. Byliśmy w Peru jedynymi Polakami z naszego zakonu.

Pełna treść tego i pozostałych artykułów z NIEDZIELI 37/2018 w wersji drukowanej tygodnika lub w e-wydaniu.

Tagi:
męczennicy

Męczennicy z Gostynina

2018-08-27 19:24

AKW

Czterej księża z Gostynina (diec. płocka) ponieśli męczeńską śmierci w czasie II wojny światowej. Są to: proboszcz ks. Apolinary Kaczyński i wikariusze – ks. Antoni Dubas, ks. Stanisław Krystosik i ks. Kazimierz Stankiewicz.

facebook.com/meczennicyzgostynina

W 1939 r. hitlerowcy zamknęli w więzieniu schorowanego proboszcza. Wikariusze sami zgłosili się do więzienia, aby poświęcić swoją wolność w zamian za zwolnienie ks. Kaczyńskiego. 1 grudnia 1939 r. w lesie w Woli Łąckiej, po przesłuchaniach i torturach, zostali rozstrzelani. Proboszcz ks. Apolinary Kaczyński ponownie został aresztowany w przeddzień święta Bożego Ciała w 1941 r. Kilka dni później wywieziony do obozu w Inowrocławiu, gdzie po wielu dniach tortur zmarł 26 grudnia tego samego roku.

Księżom i ich męczeństwu poświęcona jest książka ks. prof. Henryka Seweryniaka i Łukasza Zielińskiego pt. „Nikt nie ma większej miłości… Męczeństwo kapłanów gostynińskich w latach II wojny światowej”.

Ks. Seweryniak, zbierając materiały do książki, dotarł do dokumentów znajdujących się w Archiwum Diecezjalnym w Płocku, m.in. pozostawionych przez ks. dr. Wincentego Helenowskiego, pierwszego powojennego proboszcza w Gostyninie. Korzystał też z opracowań płockich historyków: ks. prof. Michała Grzybowskiego i ks. Tadeusza Żebrowskiego.

Natomiast drugi z autorów Łukasz Zieliński docierał do dzieci osób, które były naocznymi świadkami tamtych wydarzeń. Jak wspominał: pamięć nie osłabła, a wiedza o tamtym dniu była traktowana jak testament, który należy zachować i przekazać. Oto życiorysy gostynińskich męczenników.

Ks. Antoni Dubas (1909-1939) – wikariusz w Gostyninie, rozstrzelany w Wólce Łąckiej koło Gostynina. Urodził się 30 V 1909 r. w Łodzi w rodzinie Dominika i Walerii z Goworkiewiczów. Ojciec jego był pracownikiem w miejscowej fabryce zakładów bawełnianych. Szkołę powszechną i 4 klasy gimnazjum ukończył w Łodzi, potem zgłosił się do Liceum Diecezjalnego w Płocku, gdzie w 1929 r. otrzymał świadectwo dojrzałości. Zaraz też wstąpił do miejscowego Wyższego Seminarium Duchownego. Należał do zdolniejszych alumnów. W czasie studiów zaprzyjaźnił się ze Stanisławem Krystosikiem, z którym potem pracował na placówce w Gostyninie. Święcenia kapłańskie przyjął 15 VI 1935 r. Prymicję odprawił w Łodzi w kościele św. Anny, gdzie przez 16 lat był ministrantem. Swoją pracę kapłańską rozpoczął jako wikariusz w Sierpcu, pracując tam przez 2 lata. Z Sierpca przeszedł do Gostynina na stanowisko wikariusza. Następnego roku, gdy przybył jeszcze ks. Stankiewicz, wszyscy z jednego kursu, stworzyli zgrany zespół kapłański. Ks. Dubas poza pracą ściśle parafialną prowadził Stowarzyszenie Młodzieży i Mężów oraz był kapelanem w szpitalu. Pomimo psychozy, jaka się wytworzyła na początku wojny, nie opuścił parafii. Został aresztowany wraz ze swoimi dwoma kolegami kapłanami w nocy z 12 na 13 XI 1939 r. i osadzony w miejscowej cerkwi. Rankiem 1 XII wywieziony został wraz z całą grupą uwięzionych i rozstrzelany w lesie w Wólce Łąckiej koło Gostynina. Po wyzwoleniu przy ekshumacji 27 IV 1945 r. zwłoki ks. Dubasa rozpoznała jego siostra. Spoczął na cmentarzu w Gostyninie obok swoich kolegów w alei pomordowanych.

Ks. Stanisław Krystosik (1910-1939) – wikariusz w Gostyninie, rozstrzelany w Wólce Łąckiej koło Gostynina. Urodził się 14 lipca 1910 r. w Mokrym Lesie w parafii Wąsewo jako syn Jana i Apolonii. Uczęszczał do szkoły powszechnej w Wąsewie, a następnie do Liceum Diecezjalnego. Po maturze w 1924 r. wstąpił do płockiego Wyższego Seminarium Duchownego. Był aktywnym seminarzystą, krzewił ideę abstynencji. Brał udział w IX Kursie Alkohologicznym w Warszawie w 1934r. Święcenia kapłańskie przyjął 15 czerwca 1935 r. Swoją pracę kapłańską rozpoczął jako wikariusz w Wyszkowie, a po 2 latach został przeniesiony do Gostynina. W tym czasie napisał pracę magisterską. Tytuł magistra zdobył w 1938 r. na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. Był działaczem ZHP. Jako pierwszy w Polsce duchowny zdobył tytuł lotnika odbywając loty nad Gostyninem. Został aresztowany wraz ze swoimi dwoma kolegami kapłanami w nocy z 12 na 13 listopada 1939 r. i osadzony w miejscowej cerkwi. Rankiem 1 grudnia wywieziony został wraz z całą grupą uwięzionych i rozstrzelany w lesie w Wólce Łąckiej koło Gostynina. Zdruzgotana czaszka z dwoma otworami w kości potylicznej i połamanymi brzegami to dowód na bestialski sposób obchodzenia się z duchownym.

Ks. Kazimierz Stankiewicz (1908-1939) – wikariusz w Gostyninie, rozstrzelany w Wólce Łąckiej koło Gostynina. Urodził się 6 października 1909 r. w Sokołowie Podlaskim w rodzinie Stanisława i Heleny z Markowskich. Uczęszczał do szkoły powszechnej w Sokołowie Podlaskim, a następnie do Gimnazjum im. Króla Augusta w Wilnie. Z powodu ciężkich warunków materialnych powrócił do Sokołowa, gdzie chodził go gimnazjum prowadzonego przez Zgromadzenie Księży Salezjanów. Po maturze wstąpił do płockiego Wyższego Seminarium Duchownego. Był aktywnym wiceprezesem kleryckiego Koła Misyjnego, przyczynił się do ożywienia ruchu misyjnego w seminarium. Święcenia kapłańskie przyjął 15 czerwca 1935 r. Swoją pracę kapłańską rozpoczął jako wikariusz w Pomiechowie, pracując tam przez 2 lata. Z Pomiechowa przeszedł do Krzynowłogi Wielkiej , a 2 sierpnia 1938 r. na stanowisko wikariusza w Gostyninie. Był cenionym duchownym, szczególnie lubianym przez najmłodszych parafian. Został aresztowany wraz ze swoimi dwoma kolegami kapłanami w nocy z 12 na 13 listopada 1939 r. i osadzony w miejscowej cerkwi. Rankiem 1 grudnia wywieziony został wraz z całą grupą uwięzionych i rozstrzelany w lesie w Wólce Łąckiej koło Gostynina. Kiedy odkopano zwłoki ks. Kazimierza Stankiewicza stwierdzono, że ręce jego były związane, głowa oddzielona od tułowia, czaszka strzaskana, co świadczyło o bestialskim dobijaniu duchownego.

Ks. Apolinary Kaczyński – Kanonik kolegiaty pułtuskiej, proboszcz i dziekan w Gostynin, zamordowany w Inowrocławiu. Urodził się 30 VI 1868 r. w Kaczynie Herbasach, par. Dąbrowa, diecezji łomżyńskiej. Po ukończeniu szkoły powszechnej we wsi rodzinnej, przeszedł w 1881 r. do gimnazjum w Łomży, a następnie do Warszawy. W 1889 r. wstąpił do Seminarium Duchownego w Warszawie, które ukończył przyjmując w 1894 r. święcenia kapłańskie. Pracę duszpasterską rozpoczął na wikariacie w Kutnie, potem pracował w Łowiczu, a następnie w Łodzi, skąd po kilku latach otrzymał nominację na probostwo w Suserzu. Przeszedł stamtąd na probostwo w Trębkach, a potem w Gąbinie. Wtedy właśnie dekanat gostyniński został przydzielony do diecezji płockiej, a ks. Kaczyński został dziekanem w Gostyninie. Jego zasługą było wykończenie wewnątrz wybudowanego przez swojego poprzednika, ks. Edwarda Szczodrowskiego, kościoła i powstanie wokół murowanego parkanu. Dzięki temu ul. Płocka zmieniła swój wygląd. Za jego czasów w 1927 r. kościół został konsekrowany. W 1931 r. z racji swego złotego jubileuszu kapłaństwa odznaczony został przez biskupa godnością honorowego kanonika kolegiaty pułtuskiej. Wojna zastała go w Gostyninie. Zaraz po wejściu wojsk niemieckich do miasta zmuszano dziekana do mycia samochodów ciężarowych na rynku. Na skutek interwencji został zwolniony z tego obowiązku. Wkrótce jednak 8 XI 1939 r. został ponownie aresztowany wraz z wieloma innymi mieszkańcami miasta. Nazajutrz z własnej inicjatywy trzej wikariusze – księża Antoni Dubas, Stanisław Krystosik i Kazimierz Stankiewicz, zgłosili się z propozycją wymiany ich za księdza proboszcza. Niemcy zgodzili się i trzej wikariusze zostali uwięzieni i bestialsko zamordowali 1 XII 1939 r. w Woli Łąckiej. Wciąż zagrożony aresztowaniem przeniósł się w inne miejsce dekanatu. Na skutek fałszywego donosu, że ks. Kaczyński ma broń i radio, został ponownie aresztowany 11 VI 1941 r. i wraz z innym 105 osobami osadzony w magistrackim areszcie. 16 czerwca wszyscy zostali przewiezieni do obozu w Inowrocławiu. Ksiądz był tam katowany i bity. Kiedyś schodząc po schodach w więzieniu dostał kolbą karabinu od strażnika, stoczył się po schodach, co spowodowało połamanie żeber i ogólne potłuczenie. Oprócz tego zbito go tak, że niebawem, tj. 26 XII 1941 r. zmarł. Zgodnie z życzeniem wyrażony, przed śmiercią, aby był pochowany w Gostyninie, po wojnie ciało męczennika sprowadzono i 14 XI 1945 r. pogrzebano go na miejscowym cmentarzu. Zrobił to jako następca w Gostyninie, ks. Wincenty Helenowski.

Życiorysy księży na stronie https://www.facebook.com/meczennicyzgostynina/

W miejscu gdzie 1 grudnia 1939 r. niemieccy okupanci rozstrzelali trzech kapłanów – ks. Antoniego Dubasa, ks. Stanisława Krystosika i ks. Kazimierza Stankiewicza oraz 26 innych osób z Gostynina i okolic znajduje się Pomnikiem Pomordowanych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Franciszek do młodych: idźcie na peryferie, Jezus już tam jest

2018-09-25 12:47

tłum. st (KAI) / Tallin

„Prośmy o moc apostolską, byśmy nieśli Ewangelię innym i wyrzekli się czynienia z naszego chrześcijańskiego życia muzeum wspomnień” – zaapelował Ojciec Święty podczas spotkania ekumenicznego w kościele luterańskim św. Karola w Tallinie.

Vatican Media

Oto tekst papieskiego przemówienia w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy Młodzi,

Dziękuję za wasze serdeczne przyjęcie, za wasze śpiewy i świadectwa Lisbel, Tauri i Mirko. Jestem wdzięczny za miłe i piękne słowa arcybiskupa Estońskiego Kościoła Ewangelicko-Luterańskiego, Urmasa Viilmy, a także za obecność Przewodniczącego Rady Kościołów Estonii, arcybiskupa Andresa Põdera, jak i biskupa Philippe'a Jourdana, administratora apostolskiego w Estonii, oraz innych przedstawicieli różnych wyznań chrześcijańskich obecnych w tym kraju. Jestem też wdzięczny za obecność pani prezydent Republiki.

Jest zawsze czymś pięknym zgromadzić się, dzielić się świadectwami życia, wyrażać to, co myślimy i czego pragniemy. Bardzo dobrze, gdy jesteśmy razem my, którzy wierzymy w Jezusa Chrystusa. Spotkania te urzeczywistniają marzenie Jezusa podczas Ostatniej Wieczerzy: „aby wszyscy stanowili jedno (…) aby świat uwierzył” (J 17, 21). Jeśli spróbujemy spojrzeć na siebie jako na pielgrzymów idących razem, to nauczymy się otwierać nasze serca z ufnością na towarzysza drogi, bez podejrzeń, bez nieufności, patrząc tylko na to, czego naprawdę poszukujemy: pokoju przed obliczem jedynego Boga. A ponieważ pokój wymaga zaangażowania osobistego, to zaufanie jest także czymś budowanym osobiście i jest źródłem szczęścia: „Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój” (Mt 5, 9). A tę drogę przemierzajmy nie tylko z ludźmi wierzącymi, ale ze wszystkimi. Wszyscy mają nam coś do powiedzenia. Wielki obraz znajdujący się w absydzie tego kościoła zawiera zdanie z Ewangelii św. Mateusza: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (Mt 11, 28). Wy, młodzi chrześcijanie, możecie utożsamiać się z niektórymi elementami tego fragmentu Ewangelii.

Wcześniej św. Mateusz mówi nam, że Jezus kumuluje rozczarowania. Najpierw narzeka, ponieważ zdaje się, że tym, do których się zwraca, nic nie pasuje (por. Mt 11, 16-19). Wam młodym często się przytrafia, że otaczający was dorośli nie wiedzą, czego chcą lub czego po was się spodziewają. Czasami, gdy widzą, że jesteście bardzo szczęśliwi, są podejrzliwi, a jeśli widzą, że jesteście zrozpaczeni, relatywizują to, co wam się przydarza. W konsultacji poprzedzającej Synod, który wkrótce rozpocznie obrady i podczas którego podejmiemy refleksję na temat ludzi młodych, wielu z was prosiło, aby ktoś wam towarzyszył i rozumiał was, nie osądzając, oraz potrafił was wysłuchać, a także odpowiadać na pytania (por. Synod poświęcony młodzieży, Instrumentum laboris, 132). Nasze Kościoły chrześcijańskie - i śmiem powiedzieć, że wszelka działalność religijna zorganizowana instytucjonalnie – niosąc z sobą postawy, w których łatwiej było nam mówić, doradzać, proponować na podstawie naszego doświadczenia, niż słuchać, pozwolić, byśmy się zastanowili i poznali to, czym żyjecie. Wiele razy wspólnoty chrześcijańskie zamykają się, nie zdając sobie z tego sprawy i nie słuchają waszych niepokojów. Wiemy, iż chcecie i oczekujecie „że nie będzie wam towarzyszył nieustępliwy sędzia lub lękliwy i nadopiekuńczy rodzic, powodujący uzależnienie, ale ktoś, kto nie boi się własnej słabości i wie, jak sprawić, żeby jaśniał skarb, który nosi w sobie, jak w glinianym naczyniu (por. 2 Kor 4, 7)” (tamże, 142). Chcę wam dziś tutaj powiedzieć, że jeśli płaczecie, chcemy z wami płakać, towarzyszyć naszym aplauzem i śmiechem waszej radości, pomóc wam żyć naśladując Pana.

Wy chłopcy i dziewczęta, młodzi wiedźcie o tym, że jeśli jakaś wspólnota chrześcijańska jest naprawdę chrześcijańskie, nie uprawia prozelityzmu. Jedynie słucha, przyjmuje, towarzyszy i przemierza drogę, ale nie narzuca. Jezus narzeka także na miasta, które odwiedził, dokonując w nich więcej cudów i okazując im większych gestów czułości i bliskości. Ubolewa, że brakuje im instynktu i, że nie uświadamiają sobie, iż przemiana, jaką przyszedł im zaproponować, była pilna, nie cierpiąca zwłoki. Posunął się nawet do stwierdzenia, że są bardziej uparte i zaślepione niż Sodoma (por. Mt 11, 20-24). A kiedy my dorośli zamykamy się wobec rzeczywistości, która jest już faktem, mówicie szczerze: „Czyż tego nie widzicie?”. A niektórzy odważniejsi mają odwagę powiedzieć: „Czyż nie zauważacie, że nikt już was nie słucha, że nikt wam nie wierzy?”. Naprawdę musimy się nawrócić, aby odkryć, że aby być przy was, musimy skorygować wiele istniejących sytuacji, które w ostatecznym rozrachunku was odsuwają.

Wiemy - jak nam powiedzieliście - że wielu młodych ludzi o nic nas nie pyta, ponieważ nie uważa nas za partnera rozmowy znaczącego dla ich życia. To straszne, kiedy jakiś Kościół, jakaś wspólnota zachowuje się w taki sposób, że młodzi sądzą, iż tacy ludzie nie mają mi nic do powiedzenia, co mogło by służyć memu życiu. Niektórzy, wręcz wyraźnie proszą, by zostawić ich samych, ponieważ odczuwają obecność Kościoła jako irytującą, a nawet denerwującą – to prawda. Są oburzeni skandalami seksualnymi i ekonomicznymi, nie widząc postawy zdecydowanego ich potępienia; nieumiejętnością odpowiedniego zrozumienia życia i wrażliwości młodzieży, spowodowanej brakiem przygotowania; czy też przypisywaniem jej tylko roli biernej (por. Synod poświęcony młodzieży, Instrumentum laboris, 66). Oto niektóre z waszych próśb. Chcemy na nie odpowiedzieć, chcemy, jak sami mówicie „wspólnoty transparentnej, gościnnej, uczciwej, atrakcyjnej, komunikatywnej, przystępnej, radosnej i interaktywnej” (tamże, 67). To znaczy wspólnoty bez lęków: lęki nas zamykają, pobudzają do uprawiania prozelityzmu, a braterstwo to coś innego, to braterski uścisk.

Jezus, zanim wypowiedział zdanie, które jest wyeksponowane w tej świątyni, oddał chwałę Ojcu. Czyni to, ponieważ zdaje sobie sprawę, że tymi, którzy zrozumieli, którzy pojmują istotę Jego przesłania i Jego Osoby są maluczcy. Widząc was, że jesteście zgromadzeni, by śpiewać, łączę się z głosem Jezusa i trwam w podziwie, że wy, pomimo braku naszego świadectwa, stale odkrywacie Jezusa w naszych wspólnotach. Wiemy bowiem, że tam, gdzie jest Jezus, tam też jest zawsze odnowa, zawsze jest szansa na nawrócenie, pozostawienie za sobą wszystkiego, co oddziela nas od Niego i od naszych braci. Tam, gdzie jest Jezus, życie zawsze ma posmak Ducha Świętego. Wy, dzisiaj, jesteście tutaj aktualizacją tego cudu Jezusa.

Powtórzmy więc raz jeszcze: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (Mt 11, 28). Ale powiedzmy to, będąc przekonanymi, że niezależnie od naszych ograniczeń, naszych podziałów, Jezus jest nadal powodem, dla którego tu jesteśmy. Wiemy, że nie ma większej ulgi niż pozwolić, by Jezus niósł nasze udręki. Wiemy również, że jest wielu, którzy wciąż Go nie znają i żyją w smutku i zagubieniu. Jedna z waszych znanych piosenkarek, mniej więcej dziesięć lat temu, w jednej ze swoich piosenek śpiewała: „Miłość umarła, miłość minęła, miłość już tu nie mieszka” (Kerli Koiv, Love Is Dead). Nie, proszę was, sprawmy, aby miłość była żywa, i my wszyscy powinniśmy to uczynić! Wielu tego doświadczyło: widzą, że kończy się miłość ich rodziców, że rozpada się miłość nowożeńców, którzy dopiero co się pobrali. Doświadczają głębokiego żalu, gdy nikogo nie obchodzi, że muszą wyemigrować, aby szukać pracy, lub gdy patrzy się na nich podejrzliwie, ponieważ są obcokrajowcami. Mogłoby się zdawać, że miłość umarła, jak mówiła Kerli Koiv, ale wiemy, że tak nie jest, i mamy coś do powiedzenia, coś do ogłoszenia, z niewieloma słowami, a wieloma gestami. Jesteście bowiem pokoleniem obrazu i działania ponad spekulacjami, teoriami.

I tak podoba się Jezusowi; ponieważ przeszedł On czyniąc dobro, a kiedy umierał, wolał mocny gest krzyża od słów. Jesteśmy zjednoczeni wiarą w Jezusa i On czeka, abyśmy zanieśli Go wszystkim ludziom młodym, którzy utracili sens swego życia. Także nam wierzącym grozi utrata sensu życia, a dzieje się to kiedy my wierzący jesteśmy niekonsekwentni. Powitajmy razem tę nowość, którą Bóg wprowadza do naszego życia; tę nowość, która nas pobudza, abyśmy zawsze wychodzili na nowo, aby udać się tam, gdzie jest najbardziej zranione człowieczeństwo. Gdzie ludzie, niezależnie od pozorów powierzchowności i konformizmu, wciąż szukają odpowiedzi na pytanie o sens swojego życia. Ale nigdy nie pójdziemy samotnie: Bóg idzie wraz z nami. On nie boi się obrzeży, raczej sam stał się peryferiami (por. Flp 2, 6-8; J 1, 14). Jeśli będziemy mieli odwagę wyjść ze swoich ograniczeń, z naszych egoizmów i naszych zamkniętych idei, i udamy się na peryferie, znajdziemy Go tam, bo Jezus idzie przed nami w życiu brata, który cierpi i jest odrzucany. On już tam jest (por. Adhort. ap. Gaudete et exsultate, 135).

Chłopcy i dziewczęta, miłość nie jest martwa, wzywa nas i posyła. Wymaga jedynie otwarcia serca. Prośmy o moc apostolską, byśmy nieśli Ewangelię innym, ale by ją dawać a nie narzucać, i wyrzekli się czynienia z naszego chrześcijańskiego życia muzeum wspomnień. Zycie chrześcijańskie jest życie, jest przyszłością, jest nadzieją. Nie jest muzeum. Pozwólmy, by Duch Święty skłonił nas do kontemplowania dziejów w perspektywie Jezusa zmartwychwstałego. W ten sposób nasze Kościoły będą mógł iść naprzód, przyjmując w sobie niespodzianki Pana (por. tamże, 139), odzyskując swoją młodość, radość i piękno oblubienicy, o którym mówił Mirko, oblubienicy która idzie na spotkanie z Panem. Niespodzianki Pana. Pan nas zaskakuje, bo życie nas zawsze zaskakuje. Idźmy naprzód na spotkanie tych niespodzianek. Dziękuję.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Magna Opera Sacra 2018 - zapowiedź

2018-09-25 13:34

Kamil Krasowski

Magna Opera Sacra 2018 - zapowiedź

baner

Lubuskie Towarzystwo Kulturalne, Uniwersytet Zielonogórski oraz Parafia pw. Najświętszego Zbawiciela w Zielonej Górze zapraszają do wysłuchania kolejnego koncertu z cyklu Magna Opera Sacra. Koncert odbędzie się 7 października w kościele pw. Najświętszego Zbawiciela o g. 19.00.

- Po wykonaniu oratorium Mesjasz J. F. Haendla, Pasji wg św. Jana i Wielkiej Mszy h-moll

J. S. Bacha, a więc wielkich dzieł, które w Zielonej Górze prawdopodobnie nigdy nie zabrzmiały na instrumentach z epoki, sięgamy po jeden z najsłynniejszych utworów kantarowo-oratoryjnych wszechczasów – Requiem d-moll KV 626 Wolfganga Amadeusza Mozarta – mówią organizatorzy.

7 października w kościele pw. Najświętszego Zbawiciela usłyszymy wersję Richarda Maundera, współczesnego brytyjskiego muzykologa i matematyka, który po gruntownych studiach nad twórczością Mozarta dekomponował na nowo brakujące fragmenty dzieła. - Naszym zdaniem wersja R. Maundera jest szczególnie warta zainteresowania zarówno z uwagi na wykonaną przez jej autora ogromną pracę naukową jak i osiągnięty efekt artystyczny. Tę właśnie wersję dzieła zamierzamy przedstawić i pomimo, że mozartowskie Requiem było wykonywane w Zielonej Górze wielokrotnie, będzie to kolejna premiera, jaką przygotowaliśmy w ramach cyklu Magna Opera Sacra – zapewniają wykonawcy.

„Drugim ważnym elementem, który sprawia, że wydarzenie to będzie miało niezwykły charakter są instrumenty, które wezmą udział w koncercie. Nasze projekty realizujemy

z udziałem znakomitej orkiestry Arte dei Suonatori, grającej na kopiach instrumentów

z epoki. Mozart w składzie instrumentów do wykonania Requiem przewidział rożki basetowe, które popularne były w czasach kompozytora, od XIX wieku wyszły z użycia i były niemal całkowicie zapomniane, a współcześnie zastępowane są klarnetami. Rożki basetowe zobaczyć i usłyszeć na żywo można dziś niezwykle rzadko. Nasz koncert będzie taką wyjątkową okazją. Pragnąc zaprezentować słuchaczom niezwykłe instrumentarium postanowiliśmy rozszerzyć program koncertu jeszcze o dzieła z udziałem instrumentu, który także nieczęsto można spotkać na naszych estradach, a mianowicie pianoforte, przodka dzisiejszego fortepianu. Na kopii takiego właśnie instrumentu, na którym grano w czasach Mozarta, wykonany zostanie jego Kwartet g moll oraz niezwykle dramatyczna Fantazja c-moll. Tych utworów na kopiach instrumentów lubuska publiczność także jeszcze nie miała okazji wysłuchać” – czytamy w informacji o projekcie.

Patronat honorowy nad wydarzeniem objął bp Tadeusz Lityński oraz nasza Redakcja Tygodnika Katolickiego Niedziela-Aspekty.

Program:

Wolfgang Amadeusz Mozart (1756-1791)

Fantazja c-moll KV 475

Kwartet fortepianowy g-moll KV 478

Requiem d-moll KV 626, edycja: Richard Maunder

Wykonawcy:

Marzena Michałowska – sopran

Bogumiła Tarasiewicz – mezzosopran

Karol Kozłowski – tenor

Maciej Straburzyński – bas

Katarzyna Drogosz – pianoforte

Ewa Golińska – skrzypce

Natalia Reichert – altówka

Maciej Łukaszuk – wiolonczela

Chór kameralny Uniwersytetu Zielonogórskiego „Cantus humanus”

Orkiestra barokowa „Arte dei Suonatori”

Bartłomiej Stankowiak – dyrygent

Bilety:

40 zł – normalny

30 zł – ulgowy

Sprzedaż: www.abilet.pl , w punktach sprzedaży Abilet oraz na godzinę przed koncertem.

Liczba miejsc dla publiczności: 1000

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem