Reklama

Funkcjonariusze wyzwolenia

2018-08-08 10:15

Małgorzata Bartas-Witan
Niedziela Ogólnopolska 32/2018, str. 20-21

Sierpień – miesiąc zmagania Polaków o wolność. Z jednej strony przywołuje na pamięć zryw powstańców warszawskich, z drugiej – jest zaproszeniem do podejmowania wyrzeczeń abstynenckich.
Co jedno z drugim ma wspólnego?
Przywołuje drogi, które – niemal jak pątnicze szlaki – wiodą do wyzwolenia osobistego i odrodzenia całego Narodu. Jednak aby ten cel osiągnąć, trzeba mieć wiarygodnych przewodników – dobrych Pasterzy, a nie „wilki w owczych skórach”. 60 lat temu miały miejsce wydarzenia, w których odbija się starcie „funkcjonariuszy wyzwolenia” z (dusz)pasterzami wolności. Historia odsłania ich twarze. Ważne, by rozpoznać je także współcześnie.

W sierpniu 1944 r., gdy Warszawa spływała krwią powstańców, młode dziewczyny, tzw. Ósemka Marii Okońskiej, rozwieszały na murach stolicy tekst „Nowej Mobilizacji Walczącej Warszawy”, wzywający do żarliwej modlitwy o zwycięstwo i odrodzenie Ojczyzny przez zawierzenie Matce Bożej. W tym samym niemal czasie na murach Chełma i Lublina rozwieszano tekst innej odezwy: „Manifestu PKWN” – deklaracji odrodzenia państwa według nowego porządku. Propaganda, kłamstwo, rzeczywistość narzucona, „prezent ze Wschodu” – tak często określamy ten mit założycielski PRL-u – Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego.

Jasne kotwice wolności

W kontrze do budowania rzeczywistości na iluzji odrodzenia jawiły się działania kard. Stefana Wyszyńskiego i ks. Franciszka Blachnickiego z ich inicjatywami duszpasterskimi: powołaniem Instytutu Prymasowskiego Ślubów Narodu na Jasnej Górze oraz Krucjatą Wstrzemięźliwości, zainicjowaną jako Krucjata Trzeźwości. Łączy je czas powstania w święta maryjne: 3 maja – Instytut, 8 września – Krucjata, tego samego 1957 r. Roku, który był pierwszym etapem Wielkiej Nowenny – programu wcielającego w życie Jasnogórskie Śluby Narodu. Prymas Tysiąclecia napisał je jeszcze w czasie uwięzienia. Milion zgromadzonych na Jasnej Górze pielgrzymów 26 sierpnia 1956 r. złożyło ślubowania. Powtarzali wtedy m.in: „wypowiedzieć walkę lenistwu i lekkomyślności, marnotrawstwu, pijaństwu, rozwiązłości. (...) Królowo Polski, przyrzekamy”. Zobowiązania te podjęte zostały w kolejnych latach Wielkiej Nowenny jako konkretne kroki wiodące ku wyzwoleniu Polaków spod nałożonego na nich jarzma. Kard. Wyszyński rozumiał je jednak nie tyle jako zniewolenie zewnętrzne, ile jako pęta grzechu – najpierw osobistego, potem społecznego.

Jednym z najważniejszych owoców Jasnogórskich Ślubów Narodu była działalność ks. Blachnickiego. Zainicjowana przez niego Krucjata Trzeźwości podjęła praktyczną walkę o uwolnienie Polaków z plagi pijaństwa i alkoholizmu. Katolickie zasady abstynenckie podejmowane w duchu pobożności maryjnej zrodziły potężny, prężnie rozwijający się ruch społeczny. Po niespełna trzech latach funkcjonowania Krucjaty należało do niej 100 tys. dorosłych ze wszystkich diecezji w Polsce.

Reklama

Instytut Prymasowski stanowiący zaplecze organizacyjne dla prowadzenia Wielkiej Nowenny oraz Krucjata Wstrzemięźliwości miały podobny cel: odnowę religijno-moralną społeczeństwa. Miały też podobne formy działalności, z których najbardziej widoczną były wydawnictwa, z szerokim oddziaływaniem – liczonym w setkach tysięcy odbiorców. Wspomina Krystyna Szajer, należąca do założonego przez Marię Okońską Instytutu: „Trafiłam tam za radą ks. Franciszka Blachnickiego. Bardzo bliskie było mi oddanie Maryi za Kościół i księdza Prymasa. Ponieważ pisałam na maszynie, od razu zaangażowano mnie do przepisywania tekstów, których propagowaniem zajmował się Instytut Ślubów Narodu. Było to jedyne narzędzie kolportowania nauczania Prymasa Wyszyńskiego – jego homilii kierowanych do przedstawicieli poszczególnych grup społecznych i zawodowych. Przede wszystkim jednak tekstu Ślubów Jasnogórskich”.

Obydwie inicjatywy – Krucjata i Instytut – działały legalnie i jawnie. Miały z trudem wywalczone pozwolenia na wydawane materiały duszpasterskie. Ponieważ jednak naruszały monopol władz komunistycznych na kształtowanie życia społecznego, zostały wobec nich podjęte działania zmierzające do ich likwidacji.

„Potop” wyzwolenia

W przededniu Narodowego Święta Odrodzenia Polski – 21 lipca 1958 r. – funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa dokonali bezprecedensowego napadu na jasnogórską siedzibę Instytutu Prymasowskiego, nad którym pieczę w imieniu prymasa Wyszyńskiego sprawowali ojcowie paulini. Po próbie najścia, która miała miejsce kilka miesięcy wcześniej, a została udaremniona przez jedną z pracownic Instytutu, tym razem „współcześni Szwedzi” – jak określiło najeźdźców nadające komunikaty o napadzie zagraniczne radio – dokonali swego dzieła. Splądrowali pomieszczenia wydawnictwa, wozem pancernym staranowali bramę klasztoru bronioną przez paulinów i pielgrzymów. Dopuścili się „bestialskiego bicia pałkami po głowach, szarpania za włosy i kopania obecnych tam (...), szydząc z uczuć i praktyk religijnych” – napisał w złożonej do Rady Państwa skardze przeor klasztoru o. Korneliusz Jemioł. Jedyne, co zyskał w odpowiedzi, to kolejne przesłuchania i procesy, które przypłacił zdrowiem.

Dwa lata później – w sierpniu 196O r. – celem uderzenia stała się Centrala Krucjaty Wstrzemięźliwości. Katowicka siedziba Ruchu została otoczona przez funkcjonariuszy, a potem, podobnie jak na Jasnej Górze – brutalne najście, konfiskata sprzętu i materiałów duszpasterskich, aresztowania i procesy pracowników, w większości ludzi świeckich. „Tym się objawia totalitarny ustrój systemu komunistycznego, który po prostu nie znosi konkurencyjnych instytucji czy też nawet inicjatyw obywatelskich”– komentuje badający rzeczone sprawy historyk Andrzej Sznajder z katowickiego oddziału IPN. W swoim memoriale już po likwidacji Krucjaty ks. Blachnicki celnie ujął istotę rzeczy: „Nie ulega wątpliwości, że akcja tak potrzebna i tak pożyteczna jak Krucjata Wstrzemięźliwości nie napotkałaby na żadne trudności i cieszyłaby się poparciem władz, gdyby nie była prowadzona przez Kościół i na jej czele nie staliby ludzie ubrani w sutanny”.

Aparat słowa

Zmagające się o wyzwolenie społeczeństwa „odrodzone” państwo dysponowało funkcjonariuszami w terenie, ale potrzebowało też sprawnego „aparatu” słowa. „Kiedy Kościół wystąpił z gigantycznymi założeniami obchodów Millennium, które jak wiadomo, równoznaczne były z rozpoczęciem nowej wielkiej ofensywy przeciwko laickości i obojętności religijnej, należało się spodziewać, że stare, tradycyjne metody działania nie wystarczą. I rzeczywiście. Trzeba po prostu podziwiać pomysłowość i przebiegłość kierowniczych kół Kościoła katolickiego” – napisał na początku 1961 r. w „Trybunie Robotniczej” Włodzimierz Wanat. Z odwagą demaskował „ofensywę klerykalizmu przeciw świeckości życia, ofensywę pod hasłem totalnej klerykalizacji całego narodu”. W artykule „Nowy klerykalny legion antylaicki” czytamy dalej: „W roku bieżącym, który Kościół ogłosił Rokiem Życia, ofensywę przeciw świeckim zasadom w stosunkach międzyludzkich, przeciw świadomemu macierzyństwu Episkopat Polski prowadzi ze zdwojoną siłą. W ostatnich latach zrodziło się kilka nowych pomysłów organizacyjnych. Powołano do życia Krucjatę Kobiet, Krucjatę Wstrzemięźliwości, urządza się rozmaite dni skupienia, ustanowiono Dzień Matki Katolickiej – wszystko poświęcone propagandzie haseł Roku Życia”. Autor artykułu odnosił się do bardzo palącej wtedy i dziś przestrzeni zmagania o wolność. Ochrony życia nienarodzonych.

Cofnijmy się do 1956 r. – w maju uwięziony prymas Wyszyński pisał tekst Ślubów Jasnogórskich. Miesiąc wcześniej – w kwietniu – została uchwalona ustawa dopuszczająca przerywanie ciąży. „Prymas bardzo bolał nad jej zaprowadzeniem. A jeszcze bardziej nad tym, że podpisała ją kobieta – wspomina Krystyna Szajer. – „Kobieta powołana jest, by życie dawać, a nie zabijać”. W sierpniu na Jasnej Górze zobowiązanie do stania na straży życia dzieci poczętych składało milion Polaków. „Byłam tam, kiedy tłum powtarzał – Królowo Polski, przyrzekamy: walczyć w obronie każdej kołyski, gotowi raczej śmierć ponieść, aniżeli śmierć zadać bezbronnym...” – powiedziała pani Szajer.

Pole minowe wolności

Wśród zrabowanych podczas opisywanego napadu na Jasną Górę materiałów duszpasterskich była m.in broszura „Mamo, pozwól mi żyć”. Dzień po dniu życie dziecka pod sercem mamy, opowiedziane z jego pespektywy. Ostatnie zdanie, które wypowiada, brzmi: „Dziś moja matka zabiła mnie”. Ulotka ta dzięki wierzącym lekarzom i pielęgniarkom trafiła do wielu przychodni zdrowia, ale przede wszystkim trafiała do kobiet przybywających na Jasną Górę. Wiele z nich powstrzymała przed skorzystaniem z „możliwości”, które dawało państwowe prawo, formujące „wyzwolone kobiety”. Dziś słyszymy ich głos: „Wolny wybór – godne życie”, „Precz z ciemnotą i fanatyzmem”. „Protestujemy przeciwko zakazowi aborcji i postulujemy o godne życie dla osób narodzonych” – mówiły uczestniczki manifestacji kobiet zrzeszone w stowarzyszeniu Trójmiejskie Dziewuchy na początku lipca br. w Gdańsku – kolebce Solidarności.

Do tej niezłomnej walki o „wolność” od lat zagrzewa „Gazeta Wyborcza”, wytrwale formująca rozumienie i przeżywanie wolności Polaków. Zastępczyni redaktora naczelnego tak na portalu GW komentuje „czarne marsze”: „Zobaczyliśmy, jak Polacy mówią NIE władzy. Władzy, która na sygnał fanatyków chciała ograniczyć naszą wolność. CÓŻ ZA PARADOKS. Władza o zapędach totalitarnych wyzwoliła DOBRO. (Podkreślenia – M.B.W.). Na ulice małych miasteczek i wielkich miast wyszło społeczeństwo obywatelskie. Zobaczyliśmy prawdziwą wspólnotę. (...) Mieliśmy siłę i odwagę, by skrzyknąć się w obronie naszych praw do wolnych wyborów”.

Pod jednym z powyższych zdań podpisuję się z czystym sumieniem: CÓŻ ZA PARADOKS. O jakim to bowiem dobru mówi pani redaktor? Co łączy rzeczoną wspólnotę kobiet odważnie broniących wolności? Przekonanie, że żyjemy dziś w państwie zmierzającym do totalitaryzmu, ulegającym wpływom fanatyków?

Uderza znany z przeszłości język sformułowań, podobna co kiedyś przewrotność odwrócenia znaczeń. Nie to jest jednak najgorsze, a fakt, że myśli tak wielu współczesnych Polaków. Dlaczego? Brak im trzeźwego spojrzenia? A może nie widzą, bo nie chcą? Prawdopodobnie ominęła ich ta ważna lekcja historii lub też zlekceważyli jasnogórskie zaproszenie do zmagania o wolność – nie tylko religijną, ale także osobistą i społeczną. Zwykli ludzie: „wyzwolone” z macierzyństwa kobiety, których narzędziem zniewolenia uczyniono ich własne dzieci; młodzież używająca życia dotąd, dokąd tego życia nie straci; rodziny definiowane na coraz to nowe, bardziej wymyślne sposoby, odbierające resztki poczucia bezpieczeństwa; społeczeństwo składające się z bezradnych, zagubionych i wrogich sobie, pozornie niezależnych jednostek. Można nimi do woli manipulować. Wiedzą to dobrze „funkcjonariusze wyzwolenia” – cyniczne narzędzia starej bezbożnej ideologii, ubranej we współczesne szaty.

Zwyczaje Wigilijne

Oprac. Bea
Edycja łomżyńska 51/2002

Religijne treści uroczystości Bożego Narodzenia pokazują swoją wyjątkowość na tle szeregu zwyczajów kulturowych, które na trwałe wyznaczyły rytm życia nie tylko ludziom przynależącym do Kościoła chrześcijańskiego. Bogactwo tematyki bożonarodzeniowej zapisanej w literaturze, utrwalonej w sztuce, przekazywanej w tradycji rodzinnej, wyśpiewanej w kolędach i pastorałkach, prezentowanej w szopkach, misteriach teatralnych i zwyczajach ludowych zadomowiły się w kulturowych zwyczajach okresu Bożego Narodzenia.

Wieczerza wigilijna

To wyjątkowa wieczerza, którą tradycyjnie rozpoczyna się wraz z blaskiem pierwszej gwiazdki na niebie. Na jej niepowtarzalny klimat wpływają takie elementy, jak: dzielenie się opłatkiem, sianko pod obrusem, choinka, śpiewanie kolęd i obdarowywanie się prezentami. Tak się utarło, że Wigilię urządzają nawet ludzie nie związani bezpośrednio z Kościołem katolickim. Zwyczaj przygotowywania wigilijnej wieczerzy zapisano w XVIII w., choć prawdopodobnie był on znany już wcześniej. Nadal w dzień Wigilii przestrzegany jest post jakościowy (powstrzymywanie się od potraw mięsnych aż do północy) i ilościowy (do ukazania się pierwszej gwiazdy). Pod obrusem kładzie się kłosy siana (symbolika stajenki betlejemskiej)
Przy stole pozostawiamy zawsze wolne miejsce dla ewentualnego gościa lub symbolicznie dla Chrystusa. O ile zaginął przesąd, by przy stole nie zasiadała nieparzysta liczba gości (znaczyłoby to, że za rok ktoś z uczestników nie doczeka kolejnej wieczerzy), to przetrwały różne tradycje co do ilości i zawartości potraw wigilijnych, których powinno być dwanaście. Najczęściej podaje się barszcz, zupę grzybową lub rybną, potem grzyby z postną kapustą, ryby smażone, faszerowane i w galarecie, gotowane lub pieczone, pierogi z grzybami, kluski z makiem, kompot z suszonych owoców, a także kutię.

Opłatek

Tradycyjnie spożywanie wieczerzy wigilijnej poprzedza dzielenie się opłatkiem, czyli bardzo cienkim, przaśnym (niekwaszonym) chlebem. Ten prosty, ale jakże wymowny zwyczaj jest nasycony głęboką i wielowymiarową symboliką. Zawarta jest ona najpierw w fakcie "bycia razem" - skłóceni nie zasiadają przecież do jednego stołu. Dzieląc się opłatkiem, wybaczamy sobie, darujemy urazy, jednamy się ze sobą; składamy sobie życzenia wszelakiego dobra zarówno materialnego, jak i duchowego. "To dobro duchowe symbolizuje materia opłatka - chleb. Opłatek wigilijny jest dla chrześcijanina przede wszystkim nawiązaniem do potrzeby spożywanie chleba biblijnego, z którym utożsamił się sam Chrystus, czyli do odżywiania się eucharystycznym chlebem (ks. Jerzy Stefański Liturgia w odnowie). Nie ma właściwie solidnego opracowania opisującego utrwalenie się w polskiej tradycji dzielenia się opłatkiem w wieczór wigilijny, a najstarsza wzmianka o tym pochodzi w końca XVIII w. Obecnie ten piękny zwyczaj spotykamy jedynie w polskiej tradycji bożonarodzeniowej.

Pasterka

Pasterka, czyli Msza św. o północy w noc Bożego Narodzenia, otwiera oktawę liturgicznych obchodów związanych z tajemnicą Wcielenia, czyli przyjęcia przez Syna Bożego ludzkiej natury i przyjścia na świat.
Uczestniczenie w Pasterce, najlepiej z całą rodziną, stanowi zasadniczy, centralny punkt wszystkich zwyczajów powiązanych z obchodami przyjścia na świat Bożego Dziecięcia.

Żłóbek

Grota betlejemska, miejsce narodzin Chrystusa, wraz ze stojącym tam żłóbkiem od początku jest miejscem szczególnego pietyzmu i czci chrześcijan. Rozpowszechnienie idei budowania i "odtwarzania" żłóbka betlejemskiego w kościołach parafialnych zawdzięczamy św. Franciszkowi (XIII w.). Św. Bonawentura, opisując żywot Świętego z Asyżu (tzw. Legenda maior), podaje, że założyciel zakonu zbudował w pobliżu kościoła w Greccio w1223 r. szopkę, w której znalazło się miejsce nawet dla osła i wołu. Szopkę poza postaciami Świętej Rodziny stopniowo zaczęli wypełniać postaci pasterzy, aniołowie, królowie, słudzy Heroda i jego dworzanie. Z czasem szopka nabierała cech aktualnych dla określonego czasu i miejsca, a w okresach trudnych politycznie szopki nabierały charakteru patriotycznego czy wręcz symbolicznego. Polskie szopki pojawiły się u nas dzięki sługom synów zakonnych św. Franciszka (zarówno franciszkanów konwentualnych, jak też tzw. obserwantów, nazwanych w Polsce także bernardynami).

Kolędy

Dzisiaj ta nazwa kojarzy się z pieśniami o tematyce bożonarodzeniowej albo z odwiedzinami duszpasterskimi w tym okresie. Sama nazwa jest pochodzenia i tradycji rzymskiej. Przypuszczalnie kolędy polskie powstały najpierw w środowisku franciszkańskim, zwłaszcza franciszkanów obserwantów. Sam termin "kolęda" w znaczeniu pieśni bożonarodzeniowej ustalił się dopiero w XVII w. Kolędy wypełnione są tematyką nawiązującą do biblijnych opisów narodzin Jezusa, zwłaszcza do wydarzeń Nocy betlejemskiej, pokłonu pasterzy, klimatu groty czy stajenki, w której przyszedł na świat Zbawiciel. Stopniowo ubogacały się o inne wydarzenia związane z dziecięctwem Chrystusa: rzeź niewinątek, hołd mędrców, sen św. Józefa, ucieczka do Egiptu. W kolędach powstających przez wieki odbijały się jak w lustrze wydarzenia moralne, społeczne, patriotyczne zabarwione lokalnym kolorytem. Właśnie w kolędach, których ideą powstania było przekazanie ubóstwienia człowieka w Jezusie Chrystusie, dokonuje się proces "uczłowieczania" Boga. Także ich forma literacka sprawia, że są one chętnie wykonywane zarówno jako kołysanki, kolędy adorujące, życzeniowe, winszujące, patriotyczne czy radosne. Są one zjawiskiem kulturowym zwłaszcza na polskiej ziemi, gdzie liczba znanych i opisanych kolęd i pastorałek sięga do ponad pół tysiąca.

Choinka

Zwyczaj strojenia choinki - pachnącego lasem drzewka rozpowszechnił się w rodzinach niemieckich, tyrolskich, austriackich, a potem pozostałych krajach europejskich. W ubiegłym wieku zaczęto na szczycie jodły umieszczać gwiazdę betlejemską; zawieszane rajskie jabłka miały symbolizować echa biblijnego kuszenia Adama, w papierowych łańcuchach rozpoznawano okowy zniewolenia grzechowego (czy nawet politycznego w okresie rozbiorów Polski). Oświetlenia choinkowe miałyby wskazywać na Chrystusa, który przyszedł na świat jako "światło na oświecenie pogan", a żywe, zielone drzewo jodłowe symbolizowałoby Chrystusa - źródło wszelkiego życia. Naturalna jodła pozostaje nieodzownym towarzyszem kościelnych żłóbków; choinka domowa już rzadko pachnie naturą - stała się "ekologiczna", sztuczna, pachnąca plastikiem. Naturalne ozdoby (owoce, łakocie) zastąpiono szklanymi bądź plastikowymi kulami, sztucznymi "zimnymi ogniami", świecącymi elektrycznymi lampkami.

Prezenty gwiazdkowe

Powszechna praktyka wzajemnego obdarowywania się prezentami, w tym zwłaszcza dzieci, z okazji świąt Bożego Narodzenia związana była pierwotnie z kultem i życiorysem św. Mikołaja, biskupa diecezji Bari, wielkiego jałmużnika żyjącego w IV w. Jego niezwykła hojność, szczodrobliwość, troska o biednych stały się symbolem i uosobieniem miłości do każdego bliźniego. Właśnie w okresie Bożego Narodzenia znalazło swoje logiczne uzasadnienie. Dzisiejszą tradycję zawdzięczamy Marcinowi Lutrowi, który w 1535 r. domagał się, aby protestanci zaniechali zwyczaju św. Mikołaja, a prezenty dawali swoim dzieciom jako dar samego Dzieciątka Jezus. Z czasem wszystkie kraje chrześcijańskie, także katolickie, przyjęły tę praktykę, gdyż motywacja była teolgicznie poprawna, "pomimo Lutrowej prowenciencji" (ks. Jerzy Stefański Liturgia w odnowie). Swoistym prezentem pamięci jest wysyłanie kartek z życzeniami "wesołych i szczęśliwych świąt Bożego Narodzenia". Jednakże czy treść kartek i banalne często słowa życzeń mają związek z istotą - sensem religijnego źródła tych życzeń, czyli faktem narodzin Jezusa Chrystusa. Coraz częściej laickie kartki świąteczne przyozdobione bombkami, saniami, wyparły plastyczne wyobrażenia związane z "wejściem Chrystusa w dzieje świata?". I życzenia mogą być świadectwem wiary...

(na podstawie "Liturgii w odnowie" ks. Jerzego Stefańskiego)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Różaniec: czym jest modlitwa różańcowa i na czym polega jej skuteczność?

2018-12-19 07:57

salvenet.pl

Czym jest modlitwa różańcowa i na czym polega jej skuteczność? Dlaczego szatan boi się Maryi? Wyjaśnia o. Mirosław Kopczewski OFMConv., inicjator Wielkiego Zawierzenia Niepokalanemu Sercu Maryi w Niepokalanowie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem