Reklama

Sklep sakralny

Funkcjonariusze wyzwolenia

2018-08-08 10:15

Małgorzata Bartas-Witan
Niedziela Ogólnopolska 32/2018, str. 20-21

Sierpień – miesiąc zmagania Polaków o wolność. Z jednej strony przywołuje na pamięć zryw powstańców warszawskich, z drugiej – jest zaproszeniem do podejmowania wyrzeczeń abstynenckich.
Co jedno z drugim ma wspólnego?
Przywołuje drogi, które – niemal jak pątnicze szlaki – wiodą do wyzwolenia osobistego i odrodzenia całego Narodu. Jednak aby ten cel osiągnąć, trzeba mieć wiarygodnych przewodników – dobrych Pasterzy, a nie „wilki w owczych skórach”. 60 lat temu miały miejsce wydarzenia, w których odbija się starcie „funkcjonariuszy wyzwolenia” z (dusz)pasterzami wolności. Historia odsłania ich twarze. Ważne, by rozpoznać je także współcześnie.

W sierpniu 1944 r., gdy Warszawa spływała krwią powstańców, młode dziewczyny, tzw. Ósemka Marii Okońskiej, rozwieszały na murach stolicy tekst „Nowej Mobilizacji Walczącej Warszawy”, wzywający do żarliwej modlitwy o zwycięstwo i odrodzenie Ojczyzny przez zawierzenie Matce Bożej. W tym samym niemal czasie na murach Chełma i Lublina rozwieszano tekst innej odezwy: „Manifestu PKWN” – deklaracji odrodzenia państwa według nowego porządku. Propaganda, kłamstwo, rzeczywistość narzucona, „prezent ze Wschodu” – tak często określamy ten mit założycielski PRL-u – Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego.

Jasne kotwice wolności

W kontrze do budowania rzeczywistości na iluzji odrodzenia jawiły się działania kard. Stefana Wyszyńskiego i ks. Franciszka Blachnickiego z ich inicjatywami duszpasterskimi: powołaniem Instytutu Prymasowskiego Ślubów Narodu na Jasnej Górze oraz Krucjatą Wstrzemięźliwości, zainicjowaną jako Krucjata Trzeźwości. Łączy je czas powstania w święta maryjne: 3 maja – Instytut, 8 września – Krucjata, tego samego 1957 r. Roku, który był pierwszym etapem Wielkiej Nowenny – programu wcielającego w życie Jasnogórskie Śluby Narodu. Prymas Tysiąclecia napisał je jeszcze w czasie uwięzienia. Milion zgromadzonych na Jasnej Górze pielgrzymów 26 sierpnia 1956 r. złożyło ślubowania. Powtarzali wtedy m.in: „wypowiedzieć walkę lenistwu i lekkomyślności, marnotrawstwu, pijaństwu, rozwiązłości. (...) Królowo Polski, przyrzekamy”. Zobowiązania te podjęte zostały w kolejnych latach Wielkiej Nowenny jako konkretne kroki wiodące ku wyzwoleniu Polaków spod nałożonego na nich jarzma. Kard. Wyszyński rozumiał je jednak nie tyle jako zniewolenie zewnętrzne, ile jako pęta grzechu – najpierw osobistego, potem społecznego.

Jednym z najważniejszych owoców Jasnogórskich Ślubów Narodu była działalność ks. Blachnickiego. Zainicjowana przez niego Krucjata Trzeźwości podjęła praktyczną walkę o uwolnienie Polaków z plagi pijaństwa i alkoholizmu. Katolickie zasady abstynenckie podejmowane w duchu pobożności maryjnej zrodziły potężny, prężnie rozwijający się ruch społeczny. Po niespełna trzech latach funkcjonowania Krucjaty należało do niej 100 tys. dorosłych ze wszystkich diecezji w Polsce.

Reklama

Instytut Prymasowski stanowiący zaplecze organizacyjne dla prowadzenia Wielkiej Nowenny oraz Krucjata Wstrzemięźliwości miały podobny cel: odnowę religijno-moralną społeczeństwa. Miały też podobne formy działalności, z których najbardziej widoczną były wydawnictwa, z szerokim oddziaływaniem – liczonym w setkach tysięcy odbiorców. Wspomina Krystyna Szajer, należąca do założonego przez Marię Okońską Instytutu: „Trafiłam tam za radą ks. Franciszka Blachnickiego. Bardzo bliskie było mi oddanie Maryi za Kościół i księdza Prymasa. Ponieważ pisałam na maszynie, od razu zaangażowano mnie do przepisywania tekstów, których propagowaniem zajmował się Instytut Ślubów Narodu. Było to jedyne narzędzie kolportowania nauczania Prymasa Wyszyńskiego – jego homilii kierowanych do przedstawicieli poszczególnych grup społecznych i zawodowych. Przede wszystkim jednak tekstu Ślubów Jasnogórskich”.

Obydwie inicjatywy – Krucjata i Instytut – działały legalnie i jawnie. Miały z trudem wywalczone pozwolenia na wydawane materiały duszpasterskie. Ponieważ jednak naruszały monopol władz komunistycznych na kształtowanie życia społecznego, zostały wobec nich podjęte działania zmierzające do ich likwidacji.

„Potop” wyzwolenia

W przededniu Narodowego Święta Odrodzenia Polski – 21 lipca 1958 r. – funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa dokonali bezprecedensowego napadu na jasnogórską siedzibę Instytutu Prymasowskiego, nad którym pieczę w imieniu prymasa Wyszyńskiego sprawowali ojcowie paulini. Po próbie najścia, która miała miejsce kilka miesięcy wcześniej, a została udaremniona przez jedną z pracownic Instytutu, tym razem „współcześni Szwedzi” – jak określiło najeźdźców nadające komunikaty o napadzie zagraniczne radio – dokonali swego dzieła. Splądrowali pomieszczenia wydawnictwa, wozem pancernym staranowali bramę klasztoru bronioną przez paulinów i pielgrzymów. Dopuścili się „bestialskiego bicia pałkami po głowach, szarpania za włosy i kopania obecnych tam (...), szydząc z uczuć i praktyk religijnych” – napisał w złożonej do Rady Państwa skardze przeor klasztoru o. Korneliusz Jemioł. Jedyne, co zyskał w odpowiedzi, to kolejne przesłuchania i procesy, które przypłacił zdrowiem.

Dwa lata później – w sierpniu 196O r. – celem uderzenia stała się Centrala Krucjaty Wstrzemięźliwości. Katowicka siedziba Ruchu została otoczona przez funkcjonariuszy, a potem, podobnie jak na Jasnej Górze – brutalne najście, konfiskata sprzętu i materiałów duszpasterskich, aresztowania i procesy pracowników, w większości ludzi świeckich. „Tym się objawia totalitarny ustrój systemu komunistycznego, który po prostu nie znosi konkurencyjnych instytucji czy też nawet inicjatyw obywatelskich”– komentuje badający rzeczone sprawy historyk Andrzej Sznajder z katowickiego oddziału IPN. W swoim memoriale już po likwidacji Krucjaty ks. Blachnicki celnie ujął istotę rzeczy: „Nie ulega wątpliwości, że akcja tak potrzebna i tak pożyteczna jak Krucjata Wstrzemięźliwości nie napotkałaby na żadne trudności i cieszyłaby się poparciem władz, gdyby nie była prowadzona przez Kościół i na jej czele nie staliby ludzie ubrani w sutanny”.

Aparat słowa

Zmagające się o wyzwolenie społeczeństwa „odrodzone” państwo dysponowało funkcjonariuszami w terenie, ale potrzebowało też sprawnego „aparatu” słowa. „Kiedy Kościół wystąpił z gigantycznymi założeniami obchodów Millennium, które jak wiadomo, równoznaczne były z rozpoczęciem nowej wielkiej ofensywy przeciwko laickości i obojętności religijnej, należało się spodziewać, że stare, tradycyjne metody działania nie wystarczą. I rzeczywiście. Trzeba po prostu podziwiać pomysłowość i przebiegłość kierowniczych kół Kościoła katolickiego” – napisał na początku 1961 r. w „Trybunie Robotniczej” Włodzimierz Wanat. Z odwagą demaskował „ofensywę klerykalizmu przeciw świeckości życia, ofensywę pod hasłem totalnej klerykalizacji całego narodu”. W artykule „Nowy klerykalny legion antylaicki” czytamy dalej: „W roku bieżącym, który Kościół ogłosił Rokiem Życia, ofensywę przeciw świeckim zasadom w stosunkach międzyludzkich, przeciw świadomemu macierzyństwu Episkopat Polski prowadzi ze zdwojoną siłą. W ostatnich latach zrodziło się kilka nowych pomysłów organizacyjnych. Powołano do życia Krucjatę Kobiet, Krucjatę Wstrzemięźliwości, urządza się rozmaite dni skupienia, ustanowiono Dzień Matki Katolickiej – wszystko poświęcone propagandzie haseł Roku Życia”. Autor artykułu odnosił się do bardzo palącej wtedy i dziś przestrzeni zmagania o wolność. Ochrony życia nienarodzonych.

Cofnijmy się do 1956 r. – w maju uwięziony prymas Wyszyński pisał tekst Ślubów Jasnogórskich. Miesiąc wcześniej – w kwietniu – została uchwalona ustawa dopuszczająca przerywanie ciąży. „Prymas bardzo bolał nad jej zaprowadzeniem. A jeszcze bardziej nad tym, że podpisała ją kobieta – wspomina Krystyna Szajer. – „Kobieta powołana jest, by życie dawać, a nie zabijać”. W sierpniu na Jasnej Górze zobowiązanie do stania na straży życia dzieci poczętych składało milion Polaków. „Byłam tam, kiedy tłum powtarzał – Królowo Polski, przyrzekamy: walczyć w obronie każdej kołyski, gotowi raczej śmierć ponieść, aniżeli śmierć zadać bezbronnym...” – powiedziała pani Szajer.

Pole minowe wolności

Wśród zrabowanych podczas opisywanego napadu na Jasną Górę materiałów duszpasterskich była m.in broszura „Mamo, pozwól mi żyć”. Dzień po dniu życie dziecka pod sercem mamy, opowiedziane z jego pespektywy. Ostatnie zdanie, które wypowiada, brzmi: „Dziś moja matka zabiła mnie”. Ulotka ta dzięki wierzącym lekarzom i pielęgniarkom trafiła do wielu przychodni zdrowia, ale przede wszystkim trafiała do kobiet przybywających na Jasną Górę. Wiele z nich powstrzymała przed skorzystaniem z „możliwości”, które dawało państwowe prawo, formujące „wyzwolone kobiety”. Dziś słyszymy ich głos: „Wolny wybór – godne życie”, „Precz z ciemnotą i fanatyzmem”. „Protestujemy przeciwko zakazowi aborcji i postulujemy o godne życie dla osób narodzonych” – mówiły uczestniczki manifestacji kobiet zrzeszone w stowarzyszeniu Trójmiejskie Dziewuchy na początku lipca br. w Gdańsku – kolebce Solidarności.

Do tej niezłomnej walki o „wolność” od lat zagrzewa „Gazeta Wyborcza”, wytrwale formująca rozumienie i przeżywanie wolności Polaków. Zastępczyni redaktora naczelnego tak na portalu GW komentuje „czarne marsze”: „Zobaczyliśmy, jak Polacy mówią NIE władzy. Władzy, która na sygnał fanatyków chciała ograniczyć naszą wolność. CÓŻ ZA PARADOKS. Władza o zapędach totalitarnych wyzwoliła DOBRO. (Podkreślenia – M.B.W.). Na ulice małych miasteczek i wielkich miast wyszło społeczeństwo obywatelskie. Zobaczyliśmy prawdziwą wspólnotę. (...) Mieliśmy siłę i odwagę, by skrzyknąć się w obronie naszych praw do wolnych wyborów”.

Pod jednym z powyższych zdań podpisuję się z czystym sumieniem: CÓŻ ZA PARADOKS. O jakim to bowiem dobru mówi pani redaktor? Co łączy rzeczoną wspólnotę kobiet odważnie broniących wolności? Przekonanie, że żyjemy dziś w państwie zmierzającym do totalitaryzmu, ulegającym wpływom fanatyków?

Uderza znany z przeszłości język sformułowań, podobna co kiedyś przewrotność odwrócenia znaczeń. Nie to jest jednak najgorsze, a fakt, że myśli tak wielu współczesnych Polaków. Dlaczego? Brak im trzeźwego spojrzenia? A może nie widzą, bo nie chcą? Prawdopodobnie ominęła ich ta ważna lekcja historii lub też zlekceważyli jasnogórskie zaproszenie do zmagania o wolność – nie tylko religijną, ale także osobistą i społeczną. Zwykli ludzie: „wyzwolone” z macierzyństwa kobiety, których narzędziem zniewolenia uczyniono ich własne dzieci; młodzież używająca życia dotąd, dokąd tego życia nie straci; rodziny definiowane na coraz to nowe, bardziej wymyślne sposoby, odbierające resztki poczucia bezpieczeństwa; społeczeństwo składające się z bezradnych, zagubionych i wrogich sobie, pozornie niezależnych jednostek. Można nimi do woli manipulować. Wiedzą to dobrze „funkcjonariusze wyzwolenia” – cyniczne narzędzia starej bezbożnej ideologii, ubranej we współczesne szaty.

Kard. Zenon Grocholewski o św. Janie Pawle II

2018-10-14 21:53

Joanna Adamik, Justyna Walicka | Archidiecezja Krakowska

W wywiadzie dla biura prasowego archidiecezji krakowskiej kard. Zenon Grocholewski wspomina dzień wyboru kard. Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową oraz opowiada o wieloletniej współpracy z papieżem, który zawsze był sobą.

Katarzyna Katarzyńska | Archidiecezja Krakowska

– Osobiście kard. Wojtyłę poznałem dopiero w Rzymie. Przyjechałem tu 1966 roku i kiedy on przyjeżdżał do Rzymu to zawsze zatrzymywał się w Kolegium Polskim, gdzie mieszkałem. Był tam jednym z nas. To nie był hierarcha, który przechodzi obok studentów i ich nie widzi, ale dostrzegał każdego. 16 października 1978 roku byłem wśród studentów w Kolegium Polskim w Rzymie. Wtedy tam nie mieszkałem, ale akurat przyjechałem. Trwała transmisja z wyboru papieża. Pamiętam, że jak wyszedł kard. Felici, który zresztą był wtedy moim szefem, od razu podzieliłem się ze wszystkimi obecnymi, że coś tu nie gra, bo kard. Felici był jowialny, zawsze wesoły, uśmiechnięty, a tu wyszedł poważny. Widać było, że on nie był z tych, którzy promowali Wojtyłę. On, który przecież pisał wiersze po łacinie, rzymianin z krwi i kości, nie był zadowolony, że teraz zostaje papieżem ktoś „z lasu”. Ale potem się przekonał. Pamiętam, że w całej jego wypowiedzi rozpoczynającej się od „Habemus papam…” Wojtyła było na końcu, ale jak powiedział „Carolum” to wszyscy od razu wykrzyknęliśmy „Wojtyła!” To była wielka radość i mocne przeżycie.

Kard. Zenon Grocholewski wyznaje dalej, że po wyborze polskiego papieża obok wielkiej radości towarzyszył mu strach.

– Myślałem sobie, że Wojtyła nigdy nie pracował w kurii rzymskiej, a tu jest mnóstwo „mózgów” z całego świata, bałem się, czy nie będzie się czuł trochę przygnieciony tym całym aparatem. Ale już po dwóch dniach wiedziałem – o nie, nikt go nie przygłuszy, on jest sobą, tak jakby był w swoim domu. Zaczyna żyć zupełnie inaczej, idzie do chorych, przemawia, zaprasza do siebie na śniadania, kolacje. Był zupełnie sobą i bardzo mi się to podobało.

Kardynał wspomina, że pracował wtedy w Najwyższym Sądzie Kościelnym, gdzie przychodziło wielu profesorów prawa, adwokatów i uderzyło go, że przyjęli tego papieża bardzo dobrze, nie było słowa krytyki, każdy gratulował i cieszył się. Podkreślił też, że Wojtyła był sympatyczny od samego początku i wszystkich ujął już podczas pierwszego przemówienia, kiedy wyznał, że jeszcze nie umie dobrze włoskiego i prosił, że jeśli zrobił jakiś błąd, to żeby go poprawić – przy czym właśnie w tym zdaniu błąd popełnił. To jeszcze bardziej zjednało mu ludzi.

Następnie kardynał odniósł się do homilii, którą Jan Paweł II wygłosił, inaugurując swój pontyfikat i kiedy wypowiedział słynne „otwórzcie drzwi Chrystusowi”.

– Pamiętam, że jak tego kazania słuchałem to byłem przekonany, że to jest Wojtyła. Normalnie jest tak, że nowemu papieżowi na początku pomagają i na pewno mu kazanie napisali. Jednym z autorów miał być kard. Felici. Potem Felici był niezadowolony, bo papież nawet tego nie przeczytał, tylko sam powiedział to, co mu leżało na sercu. Dla niego bardzo ważny był człowiek, którego chciał ubogacić Chrystusem. I wyraził to wobec całego świata. Zaraz widziało się, że w tym mu nikt nie pomagał, nikt mu tego nie pisał, że to jest on.

Kard. Grocholewski powiedział także, że do dzisiaj wszyscy to kazanie wspominają i cytują, co jest piękne, właśnie dlatego, że Wojtyła nigdy nikogo nie naśladował tylko był sobą, był autentyczny i dzięki temu zjednywał sobie bardzo wielu ludzi i to nie tylko katolików.

Kardynał wspomniał też sytuację, kiedy najwięksi amerykańscy adwokaci przybyli do Rzymu, by zobaczyć jak funkcjonuje Najwyższy Sąd Kościelny, w którym pracował wtedy kard. Grocholewski. W ramach tej wizyty zorganizował im również spotkanie z Ojcem św. Wspomina, że otrzymał potem od ich przewodniczącego – Żyda piękny list, w którym dziękował za wizytę, ale przede wszystkim za spotkanie z papieżem, które ogromnie go ujęło.

– Takie wrażenie zrobił ten człowiek przez kilka minut, bo przecież tyle trwa spotkanie z Ojcem św. To było piękne. Był to papież, który robił wrażenie, ale nie dlatego, że starał się komuś zaimponować, ale swoją osobowością. Zawsze mówię, że był prawdziwym człowiekiem. Był ilustracją tego, o czym nauczał.

Kard. Grocholewski podkreślił, że z pism Jana Pawła II jasno wyłania się fakt, że szczytem człowieczeństwa jest świętość.

– On właśnie był świętym. Jego świętość to jest bycie prawdziwie człowiekiem. Nikt nie miał wątpliwości, że on żyje tym co mówi i naprawdę w to wierzy.

Rozmówca przypomniał dalej, że Jan Paweł II wiele mówił o dialogu, a prawdziwym człowiekiem dialogu był tylko on – z kilku ważnych powodów, które bardzo konkretnie wskazał kard. Grocholewski. Po pierwsze dlatego, że rozmawiał ze wszystkimi bez wyjątku.

– Nie było kategorii ludzi, z którymi by nie rozmawiał: z katolikami, robotnikami, intelektualistami, studentami, muzułmanami, Żydami, buddystami, ze wszystkimi. Nawet rozmawiał z tym, który chciał go zabić.

Po drugie w rozmowie nikogo nie obrażał, bo miał szacunek dla każdego.

– Nigdy nie było tak, żeby do kogoś odzywał się z jakąś pogardą czy lekceważeniem. Wobec każdego miał szacunek.

Po trzecie Jan Paweł II wszędzie był sobą.

– On nie starał się żeby zaimponować, nie zmieniał swoich poglądów w zależności od tego z kim rozmawiał. Nie starał się przypodobać np. młodzieży, ale wszędzie i z każdym był sobą. Wobec każdego świadczył o swojej wierze.

Czwartym elementem była koherencja czyli spójność.

– Dla mnie był to papież, który odegrał wielką rolę w świecie. Szkoda tylko, że jego doktryna wciąż jest tak mało znana. (…) A niesie potężny potencjał świętości, wiedzy, nauki dla całego świata. Ja bardzo chętnie wracam do jego tekstów i czasem jestem naprawdę zachwycony, bo odkrywam na nowo jego myśl.

Kardynał podkreślił, że cieszy się, iż przez cały pontyfikat miał okazję współpracować z polskim papieżem, choć pracę w Najwyższym Sądzie Kościelnym rozpoczął już sześć lat przez wyborem Wojtyły. Wspomina Ojca św. jako człowieka niezwykle otwartego.

– Można mu było wszystko powiedzieć. Można było z niego pożartować, ale też można było powiedzieć, że coś się nam nie podoba, dyskutował wtedy i dawał szansę zmiany na lepsze.

Kard. Grocholewski mówił także o wielkim wpływie, jaki miał i ma na niego Jan Paweł II, wpływie, który jednocześnie jest rachunkiem sumienia. Podkreślił, że źródłem jego wielkości było życie duchowe. Wspomniał pierwszy, spontaniczny wyjazd papieża na Mentorellę, gdzie chodził jeszcze jako kardynał. Powiedział tam dwie fundamentalne rzeczy: pierwszym zadaniem papieża jest modlitwa, nie nauczanie, organizowanie, reformowanie, tylko modlitwa oraz, że to jest pierwszy warunek skuteczności jego pracy. Kardynał podkreślił, że właśnie dlatego on tak dobrze rozumiał Siostrę Faustynę, bo i on prowadził głębokie życie duchowe.

– Jego piękna osobowość znajduje swoje korzenie w jego łączności z Panem Bogiem. Nikt nie może w Kościele wiele zrobić jeżeli nie jest złączony z Panem Bogiem. Pan Jezus mówił jasno „beze mnie nic uczynić nie możecie”. Dlatego cała ta mozaika osobowości Jana Pawła II znajduje swoje korzenie w człowieku, który się naprawdę modlił. Papież kazał sobie kłaść na klęczniku kartki z intencjami tych, którzy prosili go o modlitwę i rzeczywiście się w tych intencjach modlił. Jego wiara i kontakt z Panem Bogiem dawały mu bardzo duży spokój duchowy. Widział problemy w świecie, kłopoty, trudności, ale był zawsze pogodny. On umiał na to wszystko patrzeć w świetle wiary i swojej łączności z Chrystusem, któremu zawierzył.

Kardynał wspomina, że tylko raz widział jak papież się zdenerwował.

– Byłem prawnikiem i poprosił mnie wraz z grupą siedmiu osób żebyśmy dyskutowali na temat kodeksu prawa kanonicznego, który potem w ’83 roku się ukazał. Ten kodeks był 20 lat opracowywany przez fachowców. W końcu powstał. Ostatni schemat niosłem do papieża i wszyscy byliśmy przekonani, że musi zaufać i podpisać, bo nie jest prawnikiem. A tak nie było. Dostałem telefon, żeby przyjść do papieża na obiad. Przyszedłem i okazało się, że było nas takich siedmiu, z różnych środowisk, i papież powiedział nam, że już dwa razy ten kodeks przeczytał, ale jeśli ma go podpisać to musi go jeszcze przestudiować i prosi nas o pomoc. Mieliśmy 14 spotkań z papieżem po 3 lub 4 godziny każde.

Kardynał opowiada dalej, że w pewnym momencie zasugerowali papieżowi, żeby przy tych obradach był obecny szef komisji, która zatwierdziła kodeks. Tak się stało. I raz, gdy wszyscy krytykowali jeden punkt, on nie wytrzymał i przy papieżu na nich nakrzyczał.

– Wtedy widziałem, że papież też się trochę uniósł i powiedział, że jest nieprawdą, że się za dużo mówi, bo jeśli ktoś stawia tezę to ma prawo ją uzasadnić. I zakończył bardzo mocno, że bardzo prosi, by tak było mówione jak dotychczas. Czyli naprawdę chciał słuchać różnych opinii. Tym bardziej, że on nas wybrał wiedząc, że się nie będziemy zgadzali.

Kard. Grocholewski wyznał także, że prace nad tym kodeksem były czymś, co go najbardziej uderzyło, wzruszyło i wydawało się nieprawdopodobne.

– Ja byłem wtedy najmłodszy, ale nikt z nas nie mógł pojąć, że papież chce z nami dyskutować. Dla nas wszystkich to było wielkie przeżycie.

Wspomina także poważny problem prawniczy, z którym mierzyli się w sądzie i trzeba było potwierdzenia papieża. Kardynał opowiada, że był zaniepokojony czy papież zrozumie zawiłości prawne, a on bez problemu je zrozumiał.

Z drugiej strony jednak uderzała jego prostota – zapraszał ich po kolacji na taras na różaniec. Można było z nim pożartować. Rozmówca podkreśla, że papież miał poczucie humoru również na własny temat.

– Myśmy się czasem z niego nabijali. Pamiętam jak były raz imieniny Stanisława Dziwisza i my z papieżem na te imieniny jechaliśmy. Wcześniej to było nie do pomyślenia! Albo na gwiazdkę ks. Dziwisz dzwoni, bo papież chce kolędy pośpiewać. On się wszędzie czuł sobą i ten kto do niego przychodził też się czuł dobrze. Wiedział, że papież nie patrzy na niego jakoś z góry tylko jako przyjaciel, ktoś kto go szanuje i dla kogo jest drogi.

Kardynał opowiedział także, że w prywatnej kaplicy bierzmował osobę, która przyjęła chrzest pod wpływem spotkania z papieżem i w książce pamiątkowej napisała „najpiękniejszą religią świata jest katolicyzm”.

Mówił również, że Jan Paweł II dał świadectwo jak można cierpienie uczynić apostolatem. Wspomniał Światowe Dni Młodzieży w Rzymie, gdzie przybyło 2,5 mln osób. Ojciec św. był starym człowiekiem, który ledwo mówił, a tyle młodzieży chciało się z nim spotkać. Kardynał podkreślił, że autentyzm jego życia pociągał i dawał entuzjazm Kościołowi.

Wspomina także czas, kiedy budowano salę audiencyjną Pawła VI i krytykowano, że jest zbyt duża na 7 tys. miejsc siedzących, że nigdy nie będzie pełna.

– Za Pawła VI nie była pełna. Przyszedł Jan Paweł II i sala za mała! Bo przychodzi nie 7 tys. ludzi ale 70 tys., 100 tys. i więcej. I zaczęły się audiencje na Placu św. Piotra. To nie skończyło się przez cały jego pontyfikat i trwa nadal.

Jeśli chodzi o krytykę papieża, to kardynał wskazał, że najpierw trzeba znaleźć źródło tej krytyki – o co tak naprawdę chodzi. Podkreślił, że człowiek, który oddala się od Chrystusa często krytykuje, by zagłuszyć swoje sumienie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Prezentacja szaty św. Jana Pawła II z obchodów Wielkiego Jubileuszu 2000

2018-10-15 16:59

aa, awo, lk / Warszawa (KAI)

Ozdobna, kunsztownie wykonana szata liturgiczna, którą Jan Paweł II miał na sobie podczas inauguracji obchodów Wielkiego Jubileuszu Roku 2000 w Rzymie została zaprezentowana w poniedziałek w Domu Arcybiskupów Warszawskich.

Magdalena Kowalewska
Prezentacja szaty Jana Pawła II

Podczas prezentacji szaty kard. Kazimierz Nycz stwierdził, że jest to moment bardzo wzruszający, zważywszy na bieżące dni, związane z 40. rocznicą wyboru kard. Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową.

- W tej samej kapie otwierał pod koniec 1999 r. Drzwi Roku Jubileuszowego, a był to rok wyjątkowy, ogłoszony z okazji drugiego millennium chrześcijaństwa. W tej kapie papież wprowadzał nas w trzecie tysiąclecie - powiedział metropolita warszawski, nawiązując do słów kard. Stefana Wyszyńskiego, który na początku pontyfikatu papieża Polaka zapowiadał, że wprowadzi on Kościół w trzecie tysiąclecie.

- Wtedy, gdy wypowiadał te słowa, do trzeciego tysiąclecia był jeszcze kawałek czasu. To było proroctwo, które się spełniło i wypełniło - dodał metropolita warszawski, prosząc, by pamiętać nie tylko o Drzwiach Świętych, ale o "wszystkich drzwiach i bramach, które swoim pontyfikatem otworzył święty papież Jan Paweł II".

Prezentacji oryginału kapy dokonał Roberto Salvagnin z pracowni Atelier X Regio z Wenecji, która wykonała szatę.

Opis powstania kapy jest bardzo prosty - mówił Roberto Salvagnin. - Dostaliśmy zamówienie od ks. prałata Mariniego, który był ceremoniarzem papieskim. Dostaliśmy wtedy zamówienie na wszystkie liturgie Roku Świętego, w tym na liturgie rozpoczęcia i zamknięcia tego Roku. Kapa miała nie być biała, miała być współczesna, gdyż służyła wprowadzeniu Kościoła w trzecie tysiąclecie. Myśleliśmy o prostym i łatwym do rozpoznania symbolu. Pomyśleliśmty zatem o symbolu bramy, który został powtórzony wielokrotnie. Kolory są typowo chrystologiczne: złoto, czerwień i błękit - opisywał szatę jej współtwórca.

- Ten depozyt to wielki dar dla Muzeum. Mam nadzieję, że będzie nam służył długo. Mamy również w planach pozyskanie kompletu szat z tej pracowni, która ubierała papieża przez dziesięć lat. Stojąc przy tym artefakcie, będziemy się wsłuchiwać w to, jak papież przez cały pontyfikat wprowadzał Kościół w trzecie tysiąclecie i co mówił do nas, Polaków - powiedział Marcin Adamczewski, dyrektor Muzeum prymasa Wyszyńskiego i Jana Pawła II w Warszawie.

Zaprezentowana w Domu Arcybiskupów Warszawskich papieska kapa to pod wieloma względami unikatowy projekt artystyczny. Szata jest doskonale zaprojektowana z uwzględnieniem zasad obowiązujących przy tworzeniu strojów liturgicznych, lecz przy jej wykonaniu wykorzystano niepowtarzalny materiał, który mimo imponujących rozmiarów kapy, zapewnia lekkość i zachwyca pod względem estetycznym. Jest to tkanina, przy której powstaniu wykorzystano najnowsze pomysły technologiczne, współcześnie stosowana w przemyśle kosmicznym.

Całość została ręcznie wykonana na specjalne zamówienie we włoskiej pracowni Atelier X Regio z Wenecji, które projektuje i szyje szaty liturgiczne dla hierarchów Kościoła. Przez kilkanaście ostatnich lat pontyfikatu ubierało Jana Pawła II. W atelier pracują nie tylko projektanci i krawcy, ale również teologowie. Każdy symbol umieszczony na szatach liturgicznych ma więc głęboką wymowę liturgiczną.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem