Reklama

Kalendarze 2019

Ludzie – Miejsca – Wydarzenia: 2001 i 2010

Wielka woda i jeszcze większa solidarność

2018-07-17 13:10

Ks. Mieczysław Puzewicz
Edycja lubelska 29/2018, str. VI

Ks. Mieczysław Puzewicz
Odnowiony kościół w Wilkowie

Ilekroć mieszkańcy Wilkowa, Piotrawina czy Józefowa słyszą o nadchodzących ulewach, spoglądają w kierunku Wisły. Po każdej powodzi zapewniano ich, że są bezpieczni. I za każdym razem woda niosła zniszczenia.

Na powodzi ożyli młodzi

Pierwsza powódź w tym stuleciu przyszła w nocy ostatniego dnia lipca 2001 r. Wały pękły między Kamieniem a Piotrawinem, najbardziej ucierpiały wsie z tej parafii, Kępa Gostecka i Solecka, podtopione zostały także gospodarstwa w parafiach Rybitwy i Zagłoba. Żywioł zniszczył dorobek ponad 200 rodzin, niektórym odebrał domy, budynki i pola uprawne. W takich sytuacjach ludzie potrzebują natychmiast pomocy, ale jeszcze bardziej obecności innych, którzy wysłuchają i zrozumieją. Już następnego dnia do powodzian dotarli wolontariusze z Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży, którzy akurat w pobliżu przebywali na rekolekcjach. Rano słuchali nauk o miłości bliźniego, a potem wprowadzali je w czyn. Na początek wolontariusze sortowali dary dla powodzian na plebanii w Piotrawinie. Najgorsze były pierwsze kroki na zalanych terenach. Roje komarów, wylęgających się masowo w sprzyjającej aurze (wilgoć i gorąco), fetor wody stojącej w sadach, na polach, podwórkach, w stodołach i oborach, smród utopionych i rozkładających się zwierząt. Domy, w których jeszcze stoi woda albo dopiero co zeszła. Mieszkańcy, którzy patrzą na utracony dobytek, bezradni, bez pomysłu od czego zacząć.

Po kilku dniach republika wolontariuszy liczyła już więcej niż 150 osób, przyjeżdżali z całej Polski, później okaże się, że dwoje z nich połączy sakrament małżeństwa. A jeden, wówczas gimnazjalista, Kordian Broniarczyk, zostanie księdzem (dziś duszpasterzuje na lubelskiej Politechnice). Ekipą umacniającą wały, złożoną głównie z chłopaków, dowodził ks. Mirek Ładniak, kapelan strażaków. Z Warszawy dotarła grupa ochotników zwerbowanych przez misyjną Fundację Ralfa Follereau.

Reklama

Lubelska Caritas dostarczała gumowce, środki ochrony przed komarami, wodę – paradoksalnie podczas powodzi woda pitna to najbardziej poszukiwany towar – żywność, ubrania i pościel, potem ufundowała także opał na zimę.

Ówczesny proboszcz w Piotrawinie, ks. Waldemar Stawinoga, przemierzał zalaną część parafii terenowym samochodem, a parafianki komentowały: – Jak nasz proboszcz ładnie płynie... Do odciętej od świata kaplicy w Kępie Gosteckiej dopłynął także abp Józef Życiński. W niedzielę 4 sierpnia pokrzepiał powodzian: – Nie poddawajcie się zniechęceniu. Bóg o was nie zapomniał. To jest droga krzyżowa, która prowadzi ludzi wiary. Obecność i pomoc wolontariuszy jest znakiem niewidzialnej solidarności Boga. Metropolita lubelski był pierwszym ofiarodawcą na powstający fundusz solidarności, przekazał ze swojego zagranicznego honorarium tysiąc marek (czasy sprzed euro!). Fundusz, pierwotnie powstały przy lubelskim KSM, objął wtedy wsparciem 40 uczniów i studentów z rodzin najbardziej dotkniętych nieszczęściem i jednocześnie skrajnie ubogich. Ta inicjatywa za kilka lat zyskała miano „Fundusz dla 1000” i wspomagała uboższą młodzież z całej diecezji, a od 2010 r. przede wszystkim rodziny kolejnych powodzian, głównie z parafii w Wilkowie. Ponad 1100 młodych ludzi otrzymało stypendia umożliwiające naukę i studia. W 2012 r., już po śmierci abp. Życińskiego, zmienił nazwę na Fundusz Stypendialny Świadkowie Bożego Piękna, czerpiąc nazwę z listu hierarchy do młodzieży z diecezji lubelskiej. Do dzisiaj wspiera uboższą i zdolną młodzież. Metropolita widząc zaangażowanie młodzieży, komentował: „W czasie powodzi ożyli młodzi”.

Dramat całej parafii

Druga powódź, groźniejsza od poprzedniej, przyszła w maju 2010 r., ponad 15-metrowe fale zalały tym razem całą parafię w Wilkowie, łącznie z jej kościołem i kaplicami w Polanówce i Machowie. Rolę tymczasowych świątyń odgrywały przez kilka tygodni szkoły w Dobrem i Rogowie. Wielka woda dosięgła także parafian w Prawnie i Zagłobie, łącznie 55 miejscowości. Ewakuowano ponad 4 tys. ludzi, niektórzy salwowali się ucieczką na dachy domów i stodół, czekając tam na motorówki ze strażakami. Prawie 3,5 tys. gospodarstw zostało zatopionych całkowicie lub w znacznym stopniu; woda wypełniła szkoły, sklepy, urzędy i domy, nawet te piętrowe. Wiele rodzin utraciło na lata źródło dochodów dla siebie i swoich dzieci. Bogate w urodzajne sady lubelskie Powiśle zamieniło się w jedno wielkie bagno.

Powódź stulecia – jak na razie – wyzwoliła także niezwykłą solidarność. Z pomocą rzeczową ruszył cały region, potem Polska i nawet zagranica. Pomagali strażacy, harcerze, żołnierze, nawet więźniowie. W Chodliku, oddalonym o 10 km od Wilkowa, swoją bazę otworzyli wolontariusze, początkowo ci z KSM-u, już zaprawieni do walki ze skutkami żywiołu. Akcja informacyjna w mediach społecznościowych sprowadziła na Powiśle ponad 900 osób z Polski i 7 innych krajów. Bodaj najbardziej oryginalnym wolontariuszem był polonus z Kanady, który przerwał urlop, aby solidarnie pomagać powodzianom.

Od początku akcją pomocy dyrygowali księża z parafii dotkniętych tragedią. Nieocenionym źródłem informacji dla strażaków zwożących łodziami odciętych od świata ludzi był ks. Jan Mazur, emerytowany wieloletni proboszcz z Wilkowa. Do wolontariuszy dołączyli alumni seminarium z Lublina i Zamościa. Z Warszawy i okolic przybyli kapucyni i kapucynki, a z nimi 13 bezdomnych, podopiecznych zakonników. Maleńka kaplica w Chodliku nigdy dotąd nie widziała tysięcy wiernych na Mszach św. Prowadzona przez zmartwychwstańców warszawska parafia św. Kazimierza jako pierwsza spoza diecezji lubelskiej pośpieszyła z pomocą do Wilkowa, za nią parafia św. Wincentego a Paulo ze stołecznego Targówka. Regularnie odwiedzali powodzian lubelscy hierarchowie z abp. Józefem Życińskim na czele. Już od września 2010 r. diecezjalny Fundusz Stypendialny „Szansa dla 1000” wziął pod swoje skrzydła kilkaset dzieci i młodzieży. Centrum Duszpasterstwa Młodzieży w Lublinie wymyśliło aplikację internetową, dzięki której kojarzone były rodziny oczekujące pomocy z chętnymi do wsparcia. Caritas zabrała na wakacyjne obozy większość poszkodowanych dzieci i młodzieży.

Pierwszym obiektem, który zaczęto odnawiać, był oczywiście parafialny kościół. Po odejściu wody prace renowacyjne ruszyły już w czerwcu, a na początku lipca wznowiono odprawianie Mszy św. Koszty odnowy budynku kościoła przekroczyły 4 mln zł, renowacji zostały poddane ołtarze, ambona, naczynia liturgiczne i relikwiarz św. Floriana. Te prace prowadził już ks. Zbigniew Szumiło, obecny proboszcz. Z inicjatywy ks. Tadeusza Pajurka, ówczesnego ekonoma diecezji, zrodził się pomysł gruntownej odnowy dawnej dworskiej kaplicy w Polanówce z XVIII wieku, która odzyskała swój blask w 2013 r.

Misją Kościoła jest prowadzenie wiernych do zbawienia, na drodze niezastąpione są dzieła miłosierdzia, które potwierdzają prawdziwość głoszonych słów. Na Powiślu Kościół lubelski lekcję miłosierdzia odrobił znakomicie.

Tagi:
parafia powódź

Papież zaapelował o solidarność z ofiarami powodzi w Indiach

2018-08-19 13:45

st (KAI) / Watykan

Po modlitwie „Anioł Pański” Ojciec Święty nawiązał do dramatycznej sytuacji spowodowanej powodzią w stanie Kerala w Indiach.

Grzegorz Gałązka

Oto słowa papieża w tłumaczeniu na język polski:

W minionych dniach mieszkańcy stanu Kerala (Indie) poważnie ucierpieli z powodu bardzo intensywnych deszczów, które spowodowały powodzie i osunięcia ziemi. Wiele osób straciło życie, wielu jest zaginionych i wysiedlonych. Doszło do rozległych zniszczeń upraw i domów. Niech tym naszym braciom nie zabraknie naszej solidarności oraz konkretnego wsparcia społeczności międzynarodowej. Jestem blisko Kościoła w Kerali, znajdującego się na pierwszej linii w niesieniu ludności ulgi. Módlmy się wspólnie za tych, którzy stracili życie i za wszystkich doświadczonych tą wielką klęską.

Powódź w indyjskim stanie Kerala spowodowała co najmniej 350 ofiarach śmiertelnych, 800 tys. ewakuowanych powodzian i tysiącach domów zmiecionych przez wodę z powierzchni ziemi. Tamtejsza Caritas niesie wsparcie wszystkim niezależnie od wyznawanej religii i przynależności kastowej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 1/2 2019

Zmarł 21 lat po swojej aborcji

2019-01-12 18:58

Artur Stelmasiak

Twitter.com

Kilka dni temu, po krótkiej i niespodziewanej chorobie płuc, zmarł Tim Guido. Znany był jako „Baby z Oldenburga”. O dziecku z Zespołem Downa zrobiło się głośno w 1997 roku, gdy przeżył swoją aborcję.

Chłopiec "urodził się" 6 lipca 1997 roku w wyniku wywołania poronienia. Była to późna aborcja po 6 miesiącu życia, czyli taka, którą stosuje się obecnie także w Polsce. Powodem zabicia dziecka było wykrycie choroby Zespołu Downa, którą zdiagnozowano w 25 tygodniu prenatalnego życia. Okazało się jednak, że wbrew woli rodziców i lekarzy dziecko po poronieniu nie chciało umrzeć. - Takie same historie znamy z polskich szpitali. Do naszej fundacji docierają pojedyncze przypadki, ale nie wiemy jaka skala żywych urodzeń po aborcji jest w naszym kraju - mówi "Niedzieli" Kaja Godek z fundacji Życie i Rodzina. - Statystyki z innych krajów pokazują, że żywych urodzeń w wyniku aborcji eugenicznych jest od kilkunastu do kilkudziesięciu procent. Przecież polskie dzieci nie różnią się od zagranicznych, czyli mamy prawo twierdzić, że u nas skala żywych urodzeń jest podobna.

Tim Ważył 690 gramów i miał 32 cm długości. Przez pierwsze dziewięć godzin leżał zawinięty w ręcznik bez żadnej opieki medycznej. Temperatura jego ciała spadła do 28 stopni Celsjusza. Pozostawiony sam sobie, walczył o życie. Dopiero po dziewięciu godzinach personel medyczny szpitala zaczął udzielać mu pomocy.

Lekarze nie dawali mu szans. Mówili, że jego śmierć jest kwestią miesięcy. Jego organizm był wycieńczony przez proces aborcyjny, nie wykształciły się w pełni jego płuca, miał zniekształcone stopy. Lekarze z kliniki, do której został przetransportowany po nieudanej aborcji, wymienili kilkanaście poważnych uszkodzeń ciała niemowlęcia.

Tim bardzo szybko został adoptowany przez małżeństwo Bernarda i Simone Guido, które miało dwóch biologicznych synów, a potem - prócz Tima - przygarnęło jeszcze dwie dziewczynki z zespołem Downa. Troskliwie opiekowali się chłopcem i bardzo dbali o jego terapię, bo dzięki "nie udanej" aborcji Tim oprócz Zespołu Downa miał autyzm, uszkodzony wzrok i bardzo słabe płuca. I właśnie ta ostatnia dolegliwość okazała się dla niego śmiertelna 4 stycznia 2019 r. - Można powiedzieć, że była to aborcja z opóźnionym zapłonem. Gdyby Tim urodził się naturalnie w 9 miesiącu to dziś pewnie by żył i cieszył się o wiele lepszym zdrowiem - podkreśla Kaja Godek, która również wychowuje synka z Zespołem Downa.

Po latach terapii, licznych operacji i zabiegów Tim zaczął chodzić, grać w piłkę i wygłupiać się ze swoim rodzeństwem. Jego sprawność była już na tyle duża, że coraz częściej rodzina myślała o znalezieniu dla Tima pracy. - Gdy podejmowano decyzję o zabiciu dziecka nikt nie przepuszczał, że tak szybko znajdzie sie rodzina, która otoczy go miłością. Jego przykład dobitnie pokazuje, że nie ma sytuacji, które są beznadziejne. Tim był szczęśliwym i uśmiechniętym człowiekiem, którego miłością otoczyła rodzina. A nam wmawia się, że takie dzieci trzeba zabić - mówi Kaja Godek.

Tim świętował z rodziną Boże Narodzenie i Sylwestra bez znaku na zbliżającą się śmierć. - Mieliśmy bardzo miłe święta - mówi Simone Guido w rozmowie z portalem www.ndr.de. Przybrana matka tłumaczy, że płuca chłopca zostały uszkodzone z powodu wczesnego porodu. Dlatego w miesiącach zimowych często miał infekcje. Tegoroczna infekcja okazała się śmiertelna.  - Jesteśmy bardzo smutni i jeszcze nie wiemy, jak poradzić sobie z utratą naszego wyjątkowego radosnego syna - dodaje Bernard Guido. 

O sprawie Tima w niemieckich i światowych mediach zrobiło się głośno nie dlatego, że przeżył aborcję i lekarze nie pomagali mu w pierwszych godzinach życia, ale z zupełnie innego powodu. Kilka miesięcy później biologiczni rodzice Tima postanowili oskarżyć szpital o to, że ich syn przeżył aborcje. Domagali się wysokiego odszkodowania.

Według prezesa niemieckiego Towarzystwa Ginekologicznego i Położniczego, profesora Dietricha Berga, każdego roku ponad 100 dzieci w Niemczech przeżywa aborcję. W 2003 roku lekarz, który nie pomógł Timowi, został ukarany grzywną w wysokości 13 000 euro, ale nie za dokonanie późnej aborcji, a za brak opieki nad żywym noworodkiem. Tragedia syndromu postaborcyjnego dotknęła również biologiczną matkę Tima. Kobieta po nieudanej psychoterapii popełniła samobójstwo.

Przybrani rodzice Tima na jego 18. urodziny napisali książkę „Tim żyje!”, zabierając głos w kampanii przeciwko aborcji. Książka ta jest dostępna także w języku polskim, bo została wydana nakładem Edycji Świętego Pawła. - Ta Historia pokazuje, jaka jest okrutna prawda o aborcji. Aborcja nie jest żadnym dobrodziejstwem dla dzieci i kobiet. Nigdy nie znamy przyszłości i nie możemy wyrokować, czy dziecko będzie szczęśliwe, czy nie - podkreśla Kaja Godek, pełnomocnik inicjatywy ustawodawczej Zatrzymaj Aborcję.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Szkoła Życia Chrześcijańskiego i Ewangelizacji

2019-01-18 07:36

Jeśli w twoim życiu Bóg jest nieobecny, albo nie jesteś pewny swojej relacji z Nim – zachęcamy Cię do uczestnictwa w Szkole Życia Chrześcijańskiego i Ewangelizacji Świętej Maryi z Nazaretu Matki Kościoła. Zapraszamy również tych wszystkich, którzy chcą wzrastać w dojrzałości chrześcijańskiej. Szkoła daje możliwość stałej formacji zarówno osobom indywidualnym, jak i całym wspólnotom.

Najbliższą sesję Szkoły zaplanowano na 22-24 lutego. Stopień „0” pozwoli ci, ufamy, poznać żywego Chrystusa i doświadczyć nowego życia w Nim. Na kolejnych stopniach będziemy mówić o tym, jak rozpoznać Bożą wolę dla swojego życia (stopień „1”), a także w jaki sposób dać się poprowadzić Panu na drodze ku pełni wolności (stopień „2”).

Zimowa sesja Szkoły odbędzie się w Liceum Sióstr Niepokalanek w Wałbrzychu (pl. Darowskiej 1). W programie przewidziano: Eucharystię, modlitwy medytacyjne i uwielbieniowe, interesujące konferencje, dyskusje przy kawie. Nie powinno zabraknąć również dobrego humoru.

Strona Szkoły: www.szkolazycia.info

Strona na FB: www.facebook.com/szkolazycia

Strona filii w Wałbrzychu na FB: https://www.facebook.com/szkolazyciawalbrzych

Koszt

25,0 zł (dzieci, uczniowie i studenci) lub 50,0 zł (dorośli). Cena obejmuje koszty organizacyjne oraz posiłki: w piątek kolację, w sobotę obiad i kolację, w niedzielę obiad.

Zapewniamy opiekę nad dziećmi od 3 roku życia.

Zgłoszenia

Formularz (preferowany sposób zgłoszeń): https://goo.gl/forms/shTOHgYfgxjGS3B83

Mail: szkolazyciawalbrzych@gmail.com

Telefon: 792-218-607

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Koncert kolęd 2019 300x300 nowy termin

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem