Reklama

Afryka z zachodu na wschód

2018-07-10 14:48

Małgorzata Trawka
Edycja wrocławska 28/2018, str. VI

Agnieszka Bugała
Kto daje, otrzymuje jeszcze więcej – ta reguła sprawdza się na misjach

Kinga Kempińska – wrocławianka, studentka Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, związana z Młodzieżą Franciszkańską i Stowarzyszeniem MISEVI, które jest częścią międzynarodowego Stowarzyszenia Misjonarzy Świeckich św. Wincentego a Paulo. Jak się przekonałam, to tylko część z licznych zaangażowań Kingi, która nam opowiedziała o misjach w Beninie i na Madagaskarze

Przez Taizé i Santiago

To właśnie we wspólnocie Taizé Kinga doświadczyła piękna międzynarodowego wolontariatu. Tam też pod wpływem poznanych ludzi zaczęła rodzić się w niej myśl o wyjeździe na misje. Po ukończeniu pierwszego stopnia studiów zrobiła rok przerwy i ruszyła samodzielnie na Camino de Santiago. – We Wrocławiu i Krakowie miałam przesyt wszechobecnego konsumpcjonizmu. Doceniam wszelkie dobra, ale jesteśmy obywatelami świata, a zamykamy się w świecie komfortu. To myślenie we mnie dojrzewało, miałam w sobie pragnienie zrozumienia świata – tłumaczy swoją decyzję. Camino, droga św. Jakuba, była swoistym treningiem, jak również przygotowaniem najbliższych do kolejnego pomysłu niestrudzonej podróżniczki, czyli misji w Afryce. – Afryka zawsze mnie pociągała. Jak usłyszałam o wolontariacie stricte edukacyjnym, że mamy być w pewnym stopniu wychowawcami, pomagać w tworzeniu biblioteki, to była dla mnie idealna sprawa, tak chciałam pracować – opowiada o swoich misyjnych motywacjach.

Pełna treść tego i pozostałych artykułów z NIEDZIELI 28/2018 w wersji drukowanej tygodnika lub w e-wydaniu.

Tagi:
misje misjonarka

Ma soeur, la musique!

2018-06-28 10:24

Agata Iwanek
Edycja wrocławska 26/2018, str. V

W Kamerunie mieszka tylko 150 Polaków, wśród nich od sześciu lat pallotynka, s. Hanna Gnatowska. Misjonarka gościła w parafii pw. Najświętszej Maryi Panny Nieustającej Pomocy w Muchoborze Małym, rozmawiała z nią Agata Iwanek

Archiwum prywatne s. Hanny

Agata Iwanek: – Siostro, jak wygląda Bóg afrykańskich dzieci?

S. Hanna Gnatowska: – Widzę, że Bóg jest dla nich kimś wielkim, mają do niego wiele szacunku, one Go czują. Chciałabym im przedstawić Boga Ojca, bo im często brakuje własnych, ziemskich ojców, którzy niestety odchodzą szybko z powodu różnych chorób.

– Czy Siostra musi tłumaczyć, kim jest Bóg?

– Ja tego nie tłumaczę, ja po prostu jestem z tymi dziećmi. Kiedy przyjeżdżam do szkoły, widzę je wszystkie w mundurkach szkolnych, głodne, zmęczone i zaspane, ale podnoszą flagę, odśpiewują hymn i dzielnie idą na zajęcia. Kiedy ok. godz. 9 mają przerwę, wówczas wjeżdżam z wielką afrykańską muzyką, a one rzucają nawet ukochaną piłkę, podbiegają i krzyczą: „Ma soeur, la musique!”, co po francusku znaczy: „Siostro, muzyka! Prosimy o muzykę!”. Wtedy razem śpiewamy i tańczymy. Może to pyszne, ale myślę, że one odnajdują w tym Boga.

– Pierwsza myśl, kiedy postawiła Siostra stopę na afrykańskiej ziemi?

– Łzy szczęścia. Nie było słów. Kiedy samolot lądował, widziałam czerwoną ziemię, bananowce, tę egzotykę. Bóg jest wielki. To on ofiarował mi misję w dżungli. O Nim trzeba mówić.

– Czemu akurat Afryka?

– Od zawsze była moim marzeniem. Mama śpiewała mi o niej piosenki, kiedy byłam dziewczynką. Pytanie, które zadałam siostrom pallotynkom jako pierwsze, było takie: czy wyjeżdżają na misje do Afryki. Kiedy polskie misje w Rwandzie zostały otwarte, zgłosiłam się, spędziłam tam 15 lat, w Kamerunie jestem od sześciu. W przeddzień wieczystej profesji otrzymałam informację, że jestem dopuszczona. Już niczego więcej nie musiałam w życiu szukać. Zresztą już w siódmej klasie mówiłam, że chcę być siostrą i chcę mieć pod moim oknem pomarańcze.

– Co jest największym problemem kameruńskiej codzienności?

– Nie wiem, czy największym, ale jednym z wielu jest tradycja czarowników, tzw. marabu, bardzo mocno zakorzeniona w afrykańskiej kulturze. Ludzie mogą być religijni, chodzić do kościoła, ale kiedy z niego wychodzą, często powracają do dawnych wierzeń. Szczególnie niebezpieczne są sytuacje, w których choroba mylona jest np. z opętaniem. Wtedy rodzina, szukając pomocy, często zamiast do ośrodka zdrowia udaje się do czarownika. Samo oskarżenie o opętanie bywa niebezpieczne, ponieważ zdarza się, że wtedy osoby chore są wykluczane ze swojej społeczności i zaczynają być zdane wyłącznie na siebie. W całej miłości tych ludzi jest jeszcze, niestety, wiele dawnych wierzeń, dlatego misjonarze mają czasem utrudnione pole działania.

– Kobieta z dżungli?

– Nie dałabym sobie takiego przywileju, ponieważ jestem tam za krótko, ale w sercu jestem człowiekiem Afryki, a dżunglą jestem zachwycona. Od młodości pociągało mnie wszystko to, co było poza codziennością. Miałam takie młodzieńcze zrywy. Kochałam jazdę konną, sportowe wyczyny i oryginalne zabawy, dlatego wiadomość o tym, że tak wcześnie poszłam do zgromadzenia była dla bliskich zaskoczeniem. Już w liceum byłam zdecydowana.

– Czy misjonarz miewa wolne?

– Teraz przez dwa miesiące jestem w Polsce. To mój urlop, ale w trakcie urlopu również szukamy pomocy. Kiedy przybywamy do Ojczyzny, nadal gromadzimy kontakty, pracujemy, żeby przygotować kolejne dwa lata posługi.

– Więc jakie są cele na te kolejne dwa lata?

– W szkole św. Pawła w Nkoum z roku na rok przybywa dzieci, dziś jest ich około 250. Karmię je dwa razy w tygodniu. Gotujemy wtedy ogromne kotły ryżu, dodając do każdego kilka puszek sardynek i sos pomidorowy. Do tego orzeszki ziemne, które są odżywcze, ale bardzo drogie, mimo że są lokalnym produktem. Po powrocie pragnę ofiarować dzieciakom trzeci posiłek. Kocham je, dlatego chciałabym im pomóc, jednocześnie nie wyrywając ich z rzeczywistości, którą znają. Chcę zakupić odpowiednie filmy, kreskówki ewangelizacyjne, mówiące o Bogu w zrozumiały dla nich sposób. Czekam aż powstanie sala z rzutnikiem, w której będzie można przeprowadzać katechezy. Mamy już głośnik i maszynę do produkowania prądu. Potrzebne są także filtry oczyszczające wodę ze studni. Higiena jest tu na bardzo niskim poziomie. Dzieci są bardziej zakochane w Bogu niż we własnym staraniu się o zdrowie, dlatego trzeba ich tego nauczyć.

– Dlaczego warto pomóc?

– Te dzieci są zdane na pomoc z zewnątrz. Rodziców często nie ma, dziadkowie nie mają pojęcia o szkole, a ona jest dla nich wytchnieniem od tej trudnej rzeczywistości, od tej sklejonej chałupy, w której są głód, choroby i cierpienie. Dzięki zebranym w Polsce funduszom postaramy się podnieść ich stopę życia. Człowiek afrykański jest piękny. On przyjmuje, on daje, dzieli się tym, co ma, także swoją nieporadnością.

– Trochę Wrocławia w Kamerunie...

– Od dwóch lat jestem wspierana przez parafię pw. Najświętszej Maryi Panny Nieustającej Pomocy na Muchoborze Małym. Dzieci grają na kameruńskim boisku piłkami z Wrocławia! W każdy piątek uczestniczą we Mszy św. za swoich dobrodziejów. Jeżeli ktoś z Państwa również zechciałby wesprzeć dzieci z Nkoum w Kamerunie, może to zrobić, przelewając dobrowolną ofiarę na poniższy nr konta: 56 1240 6218 1111 0000 4618 4036 z dopiskiem: s. Hanna – szkoła w Nkoum Kamerun. Będę wdzięczna także za każde wsparcie duchowe. Bóg zapłać!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Hymn o miłości


Niedziela Ogólnopolska 51/2006, str. 18-19

© Igor Mojzes/Fotolia.com

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadł wszelką wiedzę, i miał tak wielką wiarę, iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał,
nic mi nie pomoże.
Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą;
nie jest bezwstydna, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje,
[nie jest] jak proroctwa,
które się skończą, choć zniknie dar języków i choć wiedzy [już] nie stanie.
Po części bowiem tylko poznajemy i po części prorokujemy.
Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe.
Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecinne.
Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [ujrzymy] twarzą w twarz.
Teraz poznaję po części, wtedy zaś będę poznawał tak, jak sam zostałem poznany.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy: największa z nich [jednak] jest miłość.

Z Pierwszego Listu św. Pawła do Koryntian (1 Kor 13, 1-13)

Przeczytaj także: Hymn o miłości
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Akademia Służby i Rozwoju KSM na Śnieżnicy

2018-07-23 12:06

Agata Kowalska, KSM Częstochowa

W dniach 16-22 lipca odbyła się Akademia Służby i Rozwoju Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży na Śnieżnicy. Wśród przedstawicieli z całej Polski znalazły się również reprezentantki naszego Częstochowskiego KSM-u.

Agata Kowalska

W tych dniach mogły rozwijać się i wymieniać doświadczeniami działalności Stowarzyszenia. Codzienna Eucharystia, liczne konferencje oraz spotkania z bardziej doświadczonymi osobami, to tylko jedne z atrakcji minionego tygodnia. Dziewczyny wróciły pełne zapału i chęci dzielenia się zdobytą wiedzą. Był to bardzo ważny czas również dlatego, że mogły wzorować się na samym Prezydium Krajowej Rady KSM.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem