Reklama

Sklep sakralny

Z krzyżem przez Amerykę

2018-07-10 12:29

Wojciech Dudkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 28/2018, str. 22-24

Archiwum Pielgrzymów Bożego Miłosierdzia

Pół roku będą szli Pielgrzymi Bożego Miłosierdzia przez Amerykę Północną. Hasłem pielgrzymki, której trasę wyznacza kształt krzyża, są słowa z „Dzienniczka” św. Faustyny: „Nie patrz na grzechy nasze, ale na ufność naszą”

Mało kto może pozwolić sobie na pół roku przerwy w życiu. Dlatego idą we dwóch. Roman Zięba zmierza z zachodniego na wschodnie wybrzeże USA, z San Francisco do Nowego Jorku. Wojciech Jakowiec goni na południe, z kanadyjskiego Edmonton do Meksyku, do sanktuarium Matki Bożej z Guadalupe.

Są zaprawieni w bojach z dużymi odległościami, ale teraz liczba kilometrów jest olbrzymia. Kilka miesięcy marszu w gorączce, w chłodzie, czasem bez jedzenia i wody. Pod górę i z góry, przez pustkowia i pustynie. 10 tys. km, po 5 na twarz. Przygotowania trwały 3 lata.

Kierunek naturalny

Wojtek miał iść z południa na północ, ale znajomi z Meksyku odradzili mu w ogóle chodzenie po tym kraju. Wybuchła eskalacja przemocy, zabójstw i porwań przed nadchodzącymi wyborami. A już szczególnie źle jest na trasie Wojtka. Lepiej przełożyć pielgrzymkę na jesień, czyli po wyborach. – Nie, idziemy według planu – postanawia Wojtek.

Reklama

To może zamiast z Guadalupe zacząć pielgrzymkę od północy, z Edmonton? Jesień w Meksyku będzie mniej gorąca. Poza tym więcej jest czasu na powiadomienie parafii i uszczegółowienie planu. Wtedy znak krzyża miałby naturalny kierunek! – zaciągnięcie błogosławieństwa z góry... Zapada decyzja: na Ameryce pielgrzymi zrobią nogami krzyż od północy i od zachodu.

Tak właśnie się modlą. Słowami, myślami, ale i nogami. Każdy z pielgrzymów niesie ze sobą ikonę: jeden Matki Bożej, drugi św. Józefa. Z Polski wyjechali ze skromnymi funduszami na początek drogi, liczą na hojność napotkanych osób. W Stanach Zjednoczonych kupili wózki, na których będą ciągnąć zapas wody: w Dolinie Śmierci, na pustyniach Nevady bywa gorąco, bardzo gorąco...

Czysta przyjemność

4 maja: już w Los Angeles, potem pociągiem do San Jose. Wojtek leci do Kanady, Roman zostaje. Pożegnali się, kreśląc sobie nawzajem znak krzyża na czole. „Wytaczam wózek z gościnnej plebanii na asfaltowy szlak... Trasa przez Kalifornię do granicy z Nevadą. 11 dziennych odcinków po ok. 30 km.

Ale biorę bufor i chcę się zamknąć w dwóch tygodniach – relacjonuje Roman na Facebooku. – Testowanie wózka, sprzętu, paneli solarnych, poznawanie ludzi i lokalnych warunków, czyli rozgrzewka. Góry ze śniegiem wysokości Tatr. Mówią, żeby uważać na niedźwiedzie w parkach narodowych”.

Wojciech już w Kanadzie ironizuje: „Wylądowałem w Edmonton. I co? A to! Czemu nie Gwatemala, Belize czy inne Wyspy Owcze? Nie! To musiała być Kanada!”. Początek pielgrzymki to czysta przyjemność. Jest sporo sił, ciągnie do przygody. Potem trasa się wydłuża, podejścia są coraz wyższe i dłuższe.

„Wiadomo już, że mierzymy się z molochem. Ale nie jesteśmy tu sami. Nasz plan pokonania kontynentu pieszo budzi zdumienie w kraju, gdzie 300 metrów do sklepu pokonuje się samochodem – pisze Roman. – Przed nami pustynie, góry i niekończące się równiny. Potrzeba roztropności, ale nie wybiegamy w przyszłość. Skupiamy się na tym, co tu i teraz. Tyle naszego, ile teraz mamy pod stopą”.

Pod gwiazdami

Nocleg pod gwiazdami. Misja jest okazała, ale przepisy zabraniają księżom przyjmować obcych nawet na trawie. „Zbyt wielu bezdomnych i problemów. Ostrych przepisów surowo pilnuje policja. Zostaję za to po przyjacielsku ostrzeżony przed dzikimi zwierzętami – pisze Roman. – Gdy zapada zmrok, myję się w fontannie, trochę się obawiając, żeby nikt nie posądził mnie o wyjmowanie z dna monet, które wrzucają turyści... Kalifornia to piękne posiadłości i bogaci ludzie, którzy nie chcą obcych zakłócających spokój. A więc tak nas witasz, Ameryko!...”.

15 maja, Roman: „Dziś prawie cały dzień pcham w słońcu sprzęt pod górę. Wspinaczka na Sierra Nevada zajmie kilka dni przez Park Narodowy Eldorado. Góry wysokości naszych Tatr z lodowcami i śniegiem w maju na przełęczach są częścią Kordylierów – górskiego «kręgosłupa» Ameryk ciągnącego się od Alaski na północy po Antarktykę na południu. Po drugiej stronie gór zaczynają się Wielkie Równiny, ale najpierw gorąca i pustynna Nevada. Odmawiając Różaniec, patrzę, jak spadające z czoła krople potu czarnymi śladami znaczą czubki zakurzonych butów”.

Godzinki codzienne

Wojtek, gdzieś w północnych Stanach. „Godzinki śpiewam codziennie. Przez całą pielgrzymkę. Znam je na pamięć. Dzisiaj przeżyłem coś niesamowitego. To są właśnie te chwile, dla których warto dreptać. Bo chyba tylko w drodze w taki sposób – a przynajmniej ja w taki sposób – to przeżywam. Dzisiaj przy słowach «przyjaciółko moja» odpłynąłem. Po prostu odleciałem w inny świat! Coś niesamowitego! Nie da się tego opowiedzieć, przekazać. To jedno z tych zdarzeń, które trzeba przeżyć. «...Przyjaciółko moja...». Wyobraziłem sobie Pannę Przenajświętszą jako moją przyjaciółkę i odczułem w tym momencie niesamowitą łaskę i niesamowity zaszczyt. Jednocześnie też, jak bardzo jestem maluteńki. Jak jakiś pyłek. Jak nieistotny jestem w tym wszechświecie wobec tego majestatu Pani Przenajświętszej. Maryja była człowiekiem, takim samym jak ja. A jednak ten ogrom różnicy między Nią a mną... Aż poczułem się zażenowany, że w ogóle mogę porównywać. Przypomniała mi się historia ze Szwajcarii, gdy pierwszy raz szedłem z Pielgrzymami Bożego Miłosierdzia – ja z Fatimy, Dominik z Moskwy, a Roman z Ziemi Świętej. I pośród tych gór, tych wyniosłych Alp, też miałem odjazd. Popatrzyłem na ten ogrom dzieła Bożego i wydałem się sobie taaaki malutki! Wobec piękna stworzenia Pańskiego. Dzisiaj sobie jednak zdałem sprawę, że wobec Maryi jestem nieporównywalnie mniejszy niż wobec tych gór. Wobec Maryi nie ma skali po prostu. Niesamowite!”.

„Różaniec do granic”

Lathrop. Kościół zamknięty na głucho, ani Mszy św., ani widoków na nocleg. Wtedy podjechał wielkim pick-upem chudy Meksykanin. „Pyta, kim jestem, więc mu krótko mówię... Rigoberto jest mocno poruszony. Mówi, że dobrze trafiłem, bo co prawda nie ma dzisiaj Mszy św., ale jest spotkanie wspólnoty latynoamerykańskiej. – Opowiesz o pielgrzymce”.

Ładują wózek na pick-upa i Rigoberto zawozi Romana do hotelu Holiday Inn. Płaci za wszystko. „Kościół jest już pełen wiernych z Meksyku, Salwadoru, Gwatemali, Kostaryki i innych krajów Ameryki Łacińskiej. To, co dzieje się potem, dosłownie odbiera mi mowę – zaznacza pielgrzym. – Widzę duży obraz Jezusa Miłosiernego w ołtarzu, obok Matka Boża z Guadalupe. Takiej modlitwy w życiu nie przeżyłem: taniec, śpiew i wybuchy radości z akompaniamentem gitar «mariachi». Wszyscy tańczą i śpiewają. Potem proszą mnie do mikrofonu. Opowiadam o pielgrzymce aCrossAmerica, o wspólnocie pielgrzymów, o polskim i amerykańskim „Różańcu do granic”. Część czytała o naszej pielgrzymce na portalu Meksykańskiej Katolickiej Agencji Informacyjnej. Czujemy, jak Duch Święty działa”.

Nocleg nad rzeką

13 maja, Wojtek: „Droga. Noclegi... różnie z tym bywa. Po całej nocy mżawki namiot miałem kompletnie mokry. W dzień również cały czas mżyło. Mokry namiot, mokra ziemia wokoło. No to gdzie, jak nie do kościoła po pomoc? Telefonicznie walczyli o mnie Grzegorz i Siostra Natalia z Edmonton. Sprawiłem nieco kłopotu, ale dostałem pomoc od braci Kanadyjczyków! Klasyczny «amerykański» motel. Wysuszyłem namiot. Rano w drogę ruszyłem ogolony i wypoczęty”.

Wstaje nowy dzień i parzy się kawa na ognisku. Roman: „Nocleg nad rzeką. Jeleń przyszedł, przyjrzał się i poszedł. Nawet on patrzy na mnie jak na kosmitę. Idę coraz wyżej. Parki Narodowe. Jest Różaniec”.

Pielgrzymkę nazwali „aCross America”. – Chcemy modlić się o to, by Stany Zjednoczone, lider światowej gospodarki i kraj, który dyktuje światu nowe trendy społeczne, polityczne i kulturowe, raz jeszcze się nawrócił, przyjął Chrystusa i otrzymał światło na nowe czasy. Wierzymy, że Amerykanie będą się modlić wspólnie z nami. Tym bardziej że nie dzielimy napotkanych ludzi według przynależności religijnej czy etnicznej. Każdy, kto otwiera nam drzwi, kto podaje nam chleb, jest naszym bratem – powiedział Roman tuż przed odlotem.

Na imię jej Mercy

Do tego miasteczka Roman wszedł, gdy robiło się ciemno. Spotkał starego nomada na rowerze obładowanym torbami. Jedzie z Kanady, widać, że od dawna w drodze. Pielgrzym korzysta z okazji i pyta go, jak przejść pieszo Nevadę. Nomad odpowiada fachowo: – Byłem na Mojave Desert. Na pustyni będziesz zamarzał w nocy i piekł się w żarze południa. Wiele dni. To wielka pustka. Zdobądź rower.

Wreszcie kościół św. Bernarda. „Wchodzę prosto na adorację. Zapadam w pół sen, pół modlitwę. Nie widziałem, że mam brudną twarz – relacjonuje Roman. – Kobieta podchodzi, rozmawiamy, jest poruszona, daje mi swoje zakupy i całą papierową zawartość portfela – ok. 100 USD. Dlatego noc spędzam w hotelu. Pierwsza kąpiel od 4 dni. Pranie, regeneracja. Kobieta miała na imię Mercy (Miłosierdzie)”.

Roman: „Właśnie kupiłem od Indian używany rower w dobrym stanie za 70 USD, czyli bardzo tanio. I tak potrzebowałem roweru, żeby pokonać pustynię Nevady. Tak mi wielu doradzało. Wózek dołączyli na hol. Dodali za darmo dętki zapasowe i narzędzia”.

Samotna droga

1 czerwca. Do flag na maszcie wózka Romana doszła trzecia: błękit nieba Nevady ze złotym napisem – mottem stanu: „Battle Born” (urodzony w walce, urodzony do walki). Nieba i słońca tu nie brakuje. Ani samotności, która czasem kłuje w serce. Internet traci chwilami zasięg, ale na szczęście jest. Kontakt z Wojtkiem i przyjaciółmi jest teraz bezcenny. Każde dobre słowo podnosi na duchu. Każde złe – bardziej rani. Droga nr 50 przecina pustynię Nevady od Carson City do Ely przy granicy z Utah. Tam chce zostawić rower.

Bez jego pomocy Nevada byłaby zbyt trudna. Magazyn „Life” dał drodze nr 50 tytuł „najbardziej samotnej drogi w USA”. Na 470. km rozrzuconych jest 5 niewielkich osad. Stephen King pisał tu swoją powieść „Desperacja”. Zimno w nocy i upał w dzień. Teraz znów pali słońce. Nitka asfaltu maleje przed nim, aż znika w drżącej chmurce gorącego powietrza 20 mil dalej, gdzieś na granicy ziemi i nieba.

Pióra jastrzębia

4 czerwca. Po nocy na pachnącym jałowcem śmietniku Roman wypił poranną kawę i spakował namiot. Msza św. jest o 11, a do kościoła jedna mila. Miasteczko Eureka jest jak scenografia do westernu. Domy przy głównej ulicy można policzyć na palcach rąk i nóg. Są saloon, bank i szeryf. Przed Mszą św. szybka kąpiel w umywalce na stacji benzynowej.

5 czerwca, relacjonuje Roman: „Gdy masz glukozę we krwi, wody pod dostatkiem i kości wypoczęte po spaniu na miękkim – zachwyt nad życiem szybuje wysoko, a piękne myśli same układają się w zgrabne zdania. Ale gdy budzisz się na pustyni, obolały, z zapiaszczoną gębą i nie wiadomo, stęknąć najpierw czy podrapać się w komarowe żerowisko – może być tak samo!”.

Wczoraj do kapelusza doszły mu trzy pióra jastrzębia. Za zdobycie trzech kolejnych szczytów. Jeden nazywał się Pinta, jak jedna z trzech karawel Kolumba, gdy płynął odkrywać Nowy Świat. Flagowa karawela nazywała się Santa María. Ona prowadziła. I teraz jest tak samo...

O. Tom mówił, że na pustyni można spotkać wiele rodzajów samotności. Teraz widzi, że każda z nich to inna droga do Spotkania.

Jak w domu

Spotkanie Wojtka z ks. Louisem. Słucha, acz bardzo rzeczowo zadaje pytania, uważnie czyta dokument polecający od abp. Andrzeja Dzięgi. Szuka informacji w Internecie, znajduje. Chwilę później padają słowa: „Czuj się jak u siebie w domu”. Wojtek dostał pokój, kolację, wskazano mu łazienkę (po czterech dniach wędrówki bez kąpieli...), a potem ks. Louis wrzucił jego ciuchy do pralki.

17 czerwca Wojtek zaszalał. Przeszedł 38 mil, czyli ponad 60 km. Po dniu spędzonym na odpoczynku – dzięki uprzejmości i gościnności ks. Louisa – energia w nim aż kipiała... Nogi zaczęły się buntować dopiero na końcówce. Gdy dotarł do kościoła w Worland, ks. Rodrigez, uprzedzony przez ks. Louisa, ulokował go w motelu; ze względu na uroczystości nie mógł przyjąć go u siebie. W motelu nogi Wojtka były szczęśliwe, doświadczywszy gorącej wody.

Roman przekracza granicę stanu Kolorado. Ciekawe, bo Wojtek w tym samym dniu też wszedł do tego stanu, tylko od północy. Mają się spotkać za parę dni, w Denver, na przecięciu krzyża, którym naznaczyli Amerykę. Jest bardzo gorąco, zwłaszcza gdy cichnie wiatr. Krajobraz stale ten sam: pustka, suche krzaczki i skały o fantastycznych kształtach. Trzeba iść. Trzeba znaleźć miejsce na nocleg. A jutro znowu dwadzieścia kilka mil asfaltem przez suche krzaczki i pojutrze, i popojutrze... Jest Różaniec. On odsuwa monotonię.

Do spotkania Romana i Wojtka coraz bliżej...

Franciszek do litewskiej młodzieży: idźcie pod prąd, nie bójcie się postawić na Jezusa

2018-09-22 17:45

st (KAI) / Wilno

„Warto iść za Chrystusem, nie bójmy się udziału w rewolucji, na którą On nas zaprasza: rewolucji czułości” – powiedział papież do litewskiej młodzieży podczas spotkania na placu przed katedrą św. Stanisława BM i św. Władysława w Wilnie.

Julia Bernacka

Ojciec Święty podkreślił, że łaska wiary, którą żyją młodzi została im przekazana przez wcześniejsze pokolenia, które jej mężnie broniły. Zaznaczył, że nikt nie może zbawić się sam, ale musi mieć udział w życiu ludu Bożego.

„Nie pozwólcie, aby świat przekonał was, że lepiej iść samotnie. Nie ulegajcie pokusie koncentrowania się na sobie, stawaniu się samolubnymi lub powierzchownymi w obliczu cierpienia, trudności lub przelotnego sukcesu. Po raz kolejny potwierdźmy, że «to, co dzieje się drugiemu, dzieje się także i mnie», idźmy pod prąd tego nurtu indywidualizmu, który izoluje, który czyni nas egocentrycznymi i zarozumiałymi, troszczącymi się jedynie o to jak nas widzą i o swój dobrobyt. Dążcie do świętości, wychodząc od spotkania i komunii z innymi, zwracając uwagę na ich potrzeby” – zaapelował Franciszek. Zaznaczył, że nie jesteśmy ludźmi bez korzeni.

Nawiązując do świadectw dwojga młodych papież podkreślił znaczenie muzyki i śpiewu oraz modlitwy jako dróg rozwoju wiary. Zwrócił też uwagę na doświadczenie pomagania innym ludziom.

„Dostrzeganie słabości innych osób ustawia nas w rzeczywistości, zapobiega temu, abyśmy żyli, liżąc swoje rany. Iluż młodych ludzi opuszcza swą ojczyznę z powodu braku szans! Iluż pada ofiarą depresji, alkoholu i narkotyków! Ileż osób starszych żyje w samotności, bez kogoś, z kim można by dzielić się teraźniejszością i obawą, żeby nie wróciła przeszłość. Możecie odpowiedzieć na te wyzwania swoją obecnością i spotkaniem między wami a innymi” – wskazał Ojciec Święty.

Franciszek nie krył, że wiara w Jezusa często pociąga za sobą stawianie sobie pytań, porzucania utartych schematów, wymaga odwagi. Tym niemniej zachęcił do pójścia drogą wiary.

„Podążanie za Jezusem jest ekscytującą przygodą, która napełnia nasze życie znaczeniem, które sprawia, że czujemy się częścią wspólnoty, która dodaje nam otuchy i nam towarzyszy, która angażuje nas w posługę. Drodzy młodzi, warto iść za Chrystusem, nie bójmy się udziału w rewolucji, na którą On nas zaprasza: rewolucji czułości” - przekonywał papież.

Ojciec Święty przestrzegł także przed labiryntem kręcenia się wokół siebie i własnych spraw. „Nie bądźcie młodymi labiryntu, z którego trudno wyjść, ale młodymi w drodze. Nie bójcie się postawić na Jezusa, przyjąć Jego sprawę, Ewangelię. On bowiem nigdy nie zejdzie z łodzi waszego życia, zawsze będzie na rozstaju naszych dróg, nigdy nie przestanie nas odbudowywać, nawet jeśli czasami staramy się siebie zniszczyć. Jezus obdarza nas czasami obfitymi i szczodrymi, gdzie jest miejsce na porażki, gdzie nikt nie musi emigrować, ponieważ jest miejsce dla wszystkich. Wielu będzie chciało zająć wasze serca, nękać pola waszych dążeń chwastami, ale ostatecznie, jeśli oddamy życie Panu, zawsze zwycięża dobra pszenica” – przekonywał litewską młodzież Franciszek.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Litwa: pierwszy dzień pielgrzymki Franciszka

2018-09-22 20:07

kg, pb, tom, st, mp / Wilno (KAI)

Dziś o godz. 11.16 (10.16 czasu polskiego) samolot Airbus 320 A włoskich linii lotniczych Alitalia "Aldo Palazzeschi" z papieżem Franciszkiem wylądował na międzynarodowym lotnisku w Wilnie. W ten sposób rozpoczęła się podróż Franciszka do Krajów Bałtyckich: Litwy, Łotwy i Estonii, która trwać będzie do wtorku, 25 września. Jest to 25. podroż zagraniczna obecnego Następcy św. Piotra.

Julia Bernacka

Będzie to dobra praca!

W trakcie lotu z Rzymu do Wilna Ojciec Święty pozdrowił dziennikarzy towarzyszących mu w podróży. "Będzie to dobra praca” - przyznał i zachęcił, by dziennikarze zwrócili uwagę, że są to jednak trzy różne kraje, które mają wspólną, ale także i różną historię”. „I będzie pięknie! Dziękuję bardzo!" - dodał.

Powitanie na lotnisku

Mimo chłodnej i deszczowej pogody na płycie lotniska zgromadziła się liczna grupa dzieci i młodzieży z flagami Litwy i Watykanu, gorąco witając papieża.

Na pokład samolotu weszli, nuncjusz apostolski na Litwie abp Pedro López Quintana i szef protokołu dyplomatycznego. A na płycie lotniska Franciszka powitała rezydent Litwy, Dalia Grybauskaitė, premier Saulius Skvernelis z przedstawicielami rządu oraz przewodniczący Konferencji Episkopatu Litwy, arcybiskup Wilna Gintaras Grušas.

Para dzieci w strojach ludowych wręczyła papieżowi bukiet żółto-białych kwiatów. Odegrano hymny Watykanu i Litwy.

Z lotniska Ojciec Święty udał się zamkniętym samochodem do pałacu prezydenckiego. Główna reprezentacyjna ulica miasta, prospekt Giedymina, została przyozdobiona litewskimi i watykańskimi flagami. Na frontonach kościołów widać było plakaty ze zdjęciem papieża oraz napisem informującym o dacie jego podróży na Litwę i jej haśle: „Jezus Chrystus naszą nadzieją”.

Spotkanie z władzami: Litwa pomostem między Wschodem a Zachodem

Podczas spotkania z władzami i przedstawicielami społeczeństwa obywatelskiego Litwy oraz korpusem dyplomatycznym, Franciszek wskazał na znaczenie wierności korzeniom oraz na potrzebę tolerancji, gościnności, szacunku i solidarności. Apelował też o troskę o młodych. Spotkanie odbyło się na dziedzińcu przed Pałacem Prezydenckim.

Oprócz zaproszonych gości, dla których przygotowano miejsca siedzące na środku placu przed pałacem prezydenckim, na spotkanie przyszły setki zwykłych mieszkańców Wilna, którzy stanęli za okalającymi gości barierkami i radosnymi okrzykami i oklaskami powitali papieża.

Prezydent Litwy, Dalia Grybauskaitė przypomniała, że Litwini przetrwali dzięki ofiarności i nadziei. Podkreśliła, że Stolica Apostolska zawsze wspierała wolność Litwy, za co podziękowała. Zaznaczyła, iż głęboka wiara umożliwiła przetrwanie jej rodakom najtrudniejszych prób: wygnania, łagrów, więzień, bunkrów partyzanckich. Przypomniała także zaangażowanie wielu w ratowanie Żydów podczas II wojny.

Ojciec Święty rozpoczął od nawiązania do słów wypowiedzianych przed 25 laty przez św. Jana Pawła II, który określił Litwę jako „milczącego świadka żarliwego umiłowania wolności religijnej”. Podkreślił, że jego wizyta zbiega się z obchodami 100. rocznicy ogłoszenia niepodległości Litwy.

Nawiązując do litewskiego hymnu Franciszek zachęcił do czerpania sił z przeszłości. Przypomniał, że na przestrzeni dziejów Litwa potrafiła udzielać gościnności różnym grupom etnicznym i religijnym. „Wszyscy znaleźli na tych ziemiach miejsce do życia: Litwini, Tatarzy, Polacy, Rosjanie, Białorusini, Ukraińcy, Ormianie, Niemcy...; katolicy, prawosławni, protestanci, starowiercy, muzułmanie, żydzi. Mieszkali razem i w pokoju, aż do nadejścia ideologii totalitarnych, które skruszyły zdolność gościnności i zharmonizowania różnic, siejąc przemoc i nieufność”.

Przypomniał, że czerpanie sił z przeszłości to odzyskanie korzeni i nieustanne podtrzymywanie tego, co w was najbardziej autentyczne i oryginalne, a co pozwoliło wam jako narodowi rozwijać się i nie zatracić: tolerancji, gościnności, szacunku i solidarności”.

Wskazał też najpilniejsze wyzwania chwili obecnej - w obliczu narastania tendencji do siania podziałów. Przypomniał, że Litwini mają własne oryginalne hasło: „ugościć różnice”. „Poprzez dialog, otwartość i zrozumienie mogą one stać się pomostem między Europejskim Wschodem a Zachodem. Może to być owocem dojrzałej historii, którą jako naród ofiarowujecie wspólnocie międzynarodowej, a zwłaszcza Unii Europejskiej” – powiedział.

Dodał, że wszystkie konflikty znajdują trwałe rozwiązania, gdy znajdują zakorzenienie w konkretnej trosce o osoby, zwłaszcza najsłabsze i gdy czujemy się wezwani, by poszerzać spojrzenie, by rozpoznać większe dobro, przynoszące korzyści wszystkim”.

Zachęcił, by zapewniono młodym przestrzeń do rozwoju i pracy, aby poczuli się czynnymi uczestnikami budowania struktury społecznej i wspólnotowej.

Przed spotkaniem z litewskimi władzami i przedstawicielami życia społecznego papież w Pałacu Prezydenckim rozmawiał prywatnie z prezydent Grybauskaitė i wpisał się do Księgi Honorowej. W prezencie pani prezydent wręczyła mu miniaturę dzwonu a papież ofiarował mozaikę przedstawiającą Chrystusa z Palii, której oryginał znajduje się w grobie św. Piotra w Bazylice Watykańskiej.

W Ostrej Bramie: szukajmy swego brata!

Udając się do Ostrej Bramy papieski samochód zatrzymał się na placu między siedzibą prawosławnego metropolity Wilna a katolickim kościołem św. Teresy. Tam powitali go prawosławny metropolita Inocenty i proboszcz parafii.

Po przybyciu na miejsce Franciszek dłuższą chwilę modlił się przez łaskami słynącym obrazem Matki Bożej Miłosierdzia – Mater Misericordiae. Jest to najważniejsze i najsłynniejsze sanktuarium maryjne na Litwie, a jego dzieje są ściśle związane także z historią Polski.

Papieskiej modlitwie towarzyszyły zgromadzone przed kaplicą liczne rodziny zastępcze i sieroty oraz chorzy, z którymi Franciszek powitał się bardzo serdecznie.

Nawiązując do dziejów Ostrej Bramy Ojciec Święty podkreślił, że obraz Matki Bożej Miłosierdzia uczy nas, iż można „bronić nie atakując, że można być roztropnym, bez niezdrowej nieufności wobec wszystkich”.

Następnie przestrzegł przed zamykaniem się w obawie przed innymi, gdyż wówczas odcinamy się od Dobrej Nowiny Jezusa. Wskazał, że dzisiaj trzeba „spojrzeć sobie w twarz i rozpoznać siebie jako bracia, aby iść razem, odkrywając i doświadczając z radością i pokojem wartość braterstwa”.

Papież zachęcił, by spoglądać na ograniczenia i wady innych osób z miłosierdziem i pokorą, nie uważając siebie za doskonalszych od kogokolwiek. Zachęcił także do tworzenia punktów spotkania i solidarności między wszystkimi.

A nawiązując do zgromadzonych przed kaplicą sierot i rodzin zastępczych podkreślił, że „dzisiaj czekają na nas dzieci i rodziny z krwawiącymi ranami; nie są to rany Łazarza z przypowieści, ale rany Jezusa; są rzeczywiste, konkretne, a ze swego bólu i mroku wołają, abyśmy przybliżyli do nich jaśniejące światło miłosierdzia. To bowiem miłosierdzie jest kluczem otwierającym nam bramy nieba”.

„Matka Miłosierdzia, jak każda dobra matka stara się zjednoczyć rodzinę i podpowiada: «szukaj swego brata». W ten sposób otwiera drzwi do nowego świtu, do nowej jutrzenki. Prowadzi nas do progu, jakby do drzwi bogacza z Ewangelii” - podkreślił.

Po litewsku dzieci i rodziny odmówiły wraz z Franciszkiem trzecią tajemnicę radosną Różańca "Narodzenie Pana Jezusa". Odśpiewano antyfonę "Salve Regina" - "Witaj Królowo".

Na zakończenie podkreślił, że „rozważając tajemnice różańca, prośmy, abyśmy byli wspólnotą, która potrafi głosić Jezusa Chrystusa, naszą nadzieję, aby budować ojczyznę umiejącą przyjąć każdego; abyśmy otrzymali od Matki Dziewicy dary dialogu i cierpliwości, bliskości i akceptacji, która miłuje, przebacza i nie potępia, ojczyzny, która postanawia budować mosty a nie mury, która woli miłosierdzie zamiast osądu”.

Papież udzielił zebranym błogosławieństwa, a w hołdzie dla Matki Bożej Miłosierdzia ofiarował sanktuarium różaniec.

Niespodziewane spotkanie z chorymi Hospicjum

W drodze z Ostrej Bramy na Plac Katedralny Franciszek spotkał się z osobami w stanie terminalnym, którymi opiekuje się Hospicjum im. bł. ks. Michała Sopoćki w Wilnie. Znajduje się ono w murach dawnego klasztoru wizytek, tam gdzie Eugeniusz Kazimirowski malował obraz Jezusa Miłosiernego, a w okresie komunistycznym było więzienie.

Hospicjum założyła je s. Michaela Rak ze Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego jako pierwszą tego typu placówkę na Litwie. Poprosił ją o to ówczesny arcybiskup wileński kard. Audrys Bačkis.

Franciszek, wysiadłszy na chwilę z papamobile podszedł do każdego z chorych na wózkach, a siostra Michaela zapewniła go o wiernej modlitwie w jego intencji. Pobłogosławił tych, którzy "codziennie niosą swój krzyż".

Wśród zgromadzonych przed Hospicjum bł. ks. Michała Sopoćki byli także przedstawiciele innych instytucji świadczących pomoc paliatywną na Litwie: „Tėviškės namai” w Olicie, hospicjum w Kownie, Centrum Medycyny Paliatywnej i Pomocy Onkologicznej w Szawlach oraz Centrum Pomocy Onkologicznej im. św. Franciszka z Asyżu w Kłajpedzie.

Spotkanie z chorymi z hospicjum nie było przewidziane w oficjalnym programie wizyty, ale – jak przyznaje s. Rak – modlili się o nie przebywający tam chorzy i przygotowali dla papieża wykonany przez siebie kilkumetrowy różaniec. Od 13 do 21 września trwała w hospicjum nowenna: codzienna modlitwa różańcowa we wszystkich intencjach Ojca Świętego i jego podróży, w intencjach chorych i ich rodzin.

Do młodych - nie bójmy się udziału w rewolucji czułości!

Franciszek, kiedy przybył na plac Katedralny najpierw przejeżdżał w papamobile pomiędzy sektorami, gdzie był entuzjastycznie witany przez kilkadziesiąt tysięcy młodych - nie tylko z Litwy ale i z Łotwy, Estonii, Białorusi, Polski i Ukrainy. Spotkanie z Franciszkiem wypełnione było pieśniami i programem tanecznym.

Spotkaniu towarzyszył słynny, przyniesiony z tej okazji obraz Jezusa Miłosiernego z umieszczonym na metalowej tabliczce podpisem: „Jezu, ufam Tobie". Na co dzień znajduje się on w ołtarzu sanktuarium Miłosierdzia Bożego w dawnym kościółku Świętej Trójcy przy ulicy Dominikańskiej w Wilnie. W tle podium umieszczono także wota dziękczynne z wileńskich sanktuariów: serca, ręce, nogi, krzyże.

Na początku Ojciec Święty z uwagą wysłuchał dwóch świadectw. Monika Midverytė opowiedziała o swojej wierze przekazanej przez babcię i mamę, bolesnych doświadczeniach rodzinnych naznaczonych alkoholizmem, a później samobójstwem ojca i próbami szukania szczęścia w akceptacji rówieśników. Wreszcie o spotkaniu wspólnoty żywej wiary wokół duszpasterstwa franciszkanów.

„Jestem wdzięczna Bogu, który ocalił mnie od mocy ciemności, od bólu, w swoim przepięknym świetle. Zaczęłam inaczej patrzeć na świat, stałam się szczęśliwym człowiekiem, pomimo zmieniających się emocji i przyszłych wyzwań. Nawet w chwilach trudnych, gdy we wnętrzu są ciemne chmury i wydaje się, że Bóg śpi, wiem, że najważniejsze jest to, że Jezus jest w mojej łodzi życia” – powiedziała Monika.

Z kolei Jonas podzielił się doświadczeniem swego małżeństwa i nieuleczalnej choroby, która naznaczyła jego życie. Wskazał na znaczenie zaufania Bogu, które sprawia, że ten okres, pomimo konieczności dializ trzy razy w tygodniu, uważa za najpiękniejszy w swoim życiu.

Odpowiadając na to, Franciszek podkreślił, że łaska wiary, którą żyją młodzi została im przekazana przez wcześniejsze pokolenia, które jej mężnie broniły. Zaznaczył, że nikt nie może zbawić się sam, ale musi mieć udział w życiu ludu Bożego.

„Nie pozwólcie, aby świat przekonał was, że lepiej iść samotnie. Nie ulegajcie pokusie koncentrowania się na sobie, stawaniu się samolubnymi lub powierzchownymi w obliczu cierpienia, trudności lub przelotnego sukcesu. Po raz kolejny potwierdźmy, że «to, co dzieje się drugiemu, dzieje się także i mnie», idźmy pod prąd tego nurtu indywidualizmu, który izoluje, który czyni nas egocentrycznymi i zarozumiałymi, troszczącymi się jedynie o to jak nas widzą i o swój dobrobyt. Dążcie do świętości, wychodząc od spotkania i komunii z innymi, zwracając uwagę na ich potrzeby” – apelował Franciszek.

A nawiązując do problemów jakie dziś przeżywają młodzi Litwini, powiedział: „Dostrzeganie słabości innych osób ustawia nas w rzeczywistości, zapobiega temu, abyśmy żyli, liżąc swoje rany. Iluż młodych ludzi opuszcza swą ojczyznę z powodu braku szans! Iluż pada ofiarą depresji, alkoholu i narkotyków! Ileż osób starszych żyje w samotności, bez kogoś, z kim można by dzielić się teraźniejszością i obawą, żeby nie wróciła przeszłość. Możecie odpowiedzieć na te wyzwania swoją obecnością i spotkaniem między wami a innymi”.

Franciszek nie krył, że wiara w Jezusa często pociąga za sobą stawianie sobie pytań, porzucania utartych schematów, wymaga odwagi. Tym niemniej zachęcił do pójścia drogą wiary.

„Podążanie za Jezusem jest ekscytującą przygodą, która napełnia nasze życie znaczeniem, które sprawia, że czujemy się częścią wspólnoty, która dodaje nam otuchy i nam towarzyszy, która angażuje nas w posługę. Drodzy młodzi, warto iść za Chrystusem, nie bójmy się udziału w rewolucji, na którą On nas zaprasza: rewolucji czułości” - przekonywał papież.

Przestrzegł także przed „labiryntem kręcenia się wokół siebie i własnych spraw”. „Nie bądźcie młodymi labiryntu, z którego trudno wyjść, ale młodymi w drodze. Nie bójcie się postawić na Jezusa, przyjąć Jego sprawę, Ewangelię. On bowiem nigdy nie zejdzie z łodzi waszego życia, zawsze będzie na rozstaju naszych dróg, nigdy nie przestanie nas odbudowywać, nawet jeśli czasami staramy się siebie zniszczyć. Jezus obdarza nas czasami obfitymi i szczodrymi, gdzie jest miejsce na porażki, gdzie nikt nie musi emigrować, ponieważ jest miejsce dla wszystkich. Wielu będzie chciało zająć wasze serca, nękać pola waszych dążeń chwastami, ale ostatecznie, jeśli oddamy życie Panu, zawsze zwycięża dobra pszenica” – przekonywał litewską młodzież Franciszek.

U grobu św. Kazimierza

Po spotkaniu z młodzieżą Franciszek udał się do katedry. Modlił się w ciszy przez dłuższą chwilę w kaplicy św. Kazimierza Jagiellończyka, patrona Litwy. Towarzyszyło mu około 60 sióstr zakonnych i księży w podeszłym wieku. Następnie w jednej z kaplic złożył bukiet kwiatów przed figurą Matki Bożej z Syberii.

Przed odjazdem do nuncjatury spotkał się jeszcze w katedrze z wolontariuszami i organizatorami jego pielgrzymki.

Jutro rano Franciszek pojedzie samochodem do Kowna, gdzie o godz. 10.00 (9.00 czasu polskiego) rozpocznie się Msza św. pod jego przewodnictwem w parku Santakos, w południe odmówi modlitwę „Anioł Pański”. Następnie zje obiad z biskupami w pałacu kurii a po południu spotka się z kapłanami, zakonnikami, osobami konsekrowanymi, seminarzystami w katedrze.

Potem wróci do Wilna, gdzie o godz. 16.00 (15.00 czasu polskiego) odwiedzi Muzeum Okupacji i Walk o Wolność (dawne Muzeum Ludobójstwa), z krótkim postojem przed pomnikiem Ofiar Getta.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem