Reklama

Cuda dzieją się po cichu

Z krzyżem przez Amerykę

2018-07-10 12:29

Wojciech Dudkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 28/2018, str. 22-24

Archiwum Pielgrzymów Bożego Miłosierdzia

Pół roku będą szli Pielgrzymi Bożego Miłosierdzia przez Amerykę Północną. Hasłem pielgrzymki, której trasę wyznacza kształt krzyża, są słowa z „Dzienniczka” św. Faustyny: „Nie patrz na grzechy nasze, ale na ufność naszą”

Mało kto może pozwolić sobie na pół roku przerwy w życiu. Dlatego idą we dwóch. Roman Zięba zmierza z zachodniego na wschodnie wybrzeże USA, z San Francisco do Nowego Jorku. Wojciech Jakowiec goni na południe, z kanadyjskiego Edmonton do Meksyku, do sanktuarium Matki Bożej z Guadalupe.

Są zaprawieni w bojach z dużymi odległościami, ale teraz liczba kilometrów jest olbrzymia. Kilka miesięcy marszu w gorączce, w chłodzie, czasem bez jedzenia i wody. Pod górę i z góry, przez pustkowia i pustynie. 10 tys. km, po 5 na twarz. Przygotowania trwały 3 lata.

Kierunek naturalny

Wojtek miał iść z południa na północ, ale znajomi z Meksyku odradzili mu w ogóle chodzenie po tym kraju. Wybuchła eskalacja przemocy, zabójstw i porwań przed nadchodzącymi wyborami. A już szczególnie źle jest na trasie Wojtka. Lepiej przełożyć pielgrzymkę na jesień, czyli po wyborach. – Nie, idziemy według planu – postanawia Wojtek.

Reklama

To może zamiast z Guadalupe zacząć pielgrzymkę od północy, z Edmonton? Jesień w Meksyku będzie mniej gorąca. Poza tym więcej jest czasu na powiadomienie parafii i uszczegółowienie planu. Wtedy znak krzyża miałby naturalny kierunek! – zaciągnięcie błogosławieństwa z góry... Zapada decyzja: na Ameryce pielgrzymi zrobią nogami krzyż od północy i od zachodu.

Tak właśnie się modlą. Słowami, myślami, ale i nogami. Każdy z pielgrzymów niesie ze sobą ikonę: jeden Matki Bożej, drugi św. Józefa. Z Polski wyjechali ze skromnymi funduszami na początek drogi, liczą na hojność napotkanych osób. W Stanach Zjednoczonych kupili wózki, na których będą ciągnąć zapas wody: w Dolinie Śmierci, na pustyniach Nevady bywa gorąco, bardzo gorąco...

Czysta przyjemność

4 maja: już w Los Angeles, potem pociągiem do San Jose. Wojtek leci do Kanady, Roman zostaje. Pożegnali się, kreśląc sobie nawzajem znak krzyża na czole. „Wytaczam wózek z gościnnej plebanii na asfaltowy szlak... Trasa przez Kalifornię do granicy z Nevadą. 11 dziennych odcinków po ok. 30 km.

Ale biorę bufor i chcę się zamknąć w dwóch tygodniach – relacjonuje Roman na Facebooku. – Testowanie wózka, sprzętu, paneli solarnych, poznawanie ludzi i lokalnych warunków, czyli rozgrzewka. Góry ze śniegiem wysokości Tatr. Mówią, żeby uważać na niedźwiedzie w parkach narodowych”.

Wojciech już w Kanadzie ironizuje: „Wylądowałem w Edmonton. I co? A to! Czemu nie Gwatemala, Belize czy inne Wyspy Owcze? Nie! To musiała być Kanada!”. Początek pielgrzymki to czysta przyjemność. Jest sporo sił, ciągnie do przygody. Potem trasa się wydłuża, podejścia są coraz wyższe i dłuższe.

„Wiadomo już, że mierzymy się z molochem. Ale nie jesteśmy tu sami. Nasz plan pokonania kontynentu pieszo budzi zdumienie w kraju, gdzie 300 metrów do sklepu pokonuje się samochodem – pisze Roman. – Przed nami pustynie, góry i niekończące się równiny. Potrzeba roztropności, ale nie wybiegamy w przyszłość. Skupiamy się na tym, co tu i teraz. Tyle naszego, ile teraz mamy pod stopą”.

Pod gwiazdami

Nocleg pod gwiazdami. Misja jest okazała, ale przepisy zabraniają księżom przyjmować obcych nawet na trawie. „Zbyt wielu bezdomnych i problemów. Ostrych przepisów surowo pilnuje policja. Zostaję za to po przyjacielsku ostrzeżony przed dzikimi zwierzętami – pisze Roman. – Gdy zapada zmrok, myję się w fontannie, trochę się obawiając, żeby nikt nie posądził mnie o wyjmowanie z dna monet, które wrzucają turyści... Kalifornia to piękne posiadłości i bogaci ludzie, którzy nie chcą obcych zakłócających spokój. A więc tak nas witasz, Ameryko!...”.

15 maja, Roman: „Dziś prawie cały dzień pcham w słońcu sprzęt pod górę. Wspinaczka na Sierra Nevada zajmie kilka dni przez Park Narodowy Eldorado. Góry wysokości naszych Tatr z lodowcami i śniegiem w maju na przełęczach są częścią Kordylierów – górskiego «kręgosłupa» Ameryk ciągnącego się od Alaski na północy po Antarktykę na południu. Po drugiej stronie gór zaczynają się Wielkie Równiny, ale najpierw gorąca i pustynna Nevada. Odmawiając Różaniec, patrzę, jak spadające z czoła krople potu czarnymi śladami znaczą czubki zakurzonych butów”.

Godzinki codzienne

Wojtek, gdzieś w północnych Stanach. „Godzinki śpiewam codziennie. Przez całą pielgrzymkę. Znam je na pamięć. Dzisiaj przeżyłem coś niesamowitego. To są właśnie te chwile, dla których warto dreptać. Bo chyba tylko w drodze w taki sposób – a przynajmniej ja w taki sposób – to przeżywam. Dzisiaj przy słowach «przyjaciółko moja» odpłynąłem. Po prostu odleciałem w inny świat! Coś niesamowitego! Nie da się tego opowiedzieć, przekazać. To jedno z tych zdarzeń, które trzeba przeżyć. «...Przyjaciółko moja...». Wyobraziłem sobie Pannę Przenajświętszą jako moją przyjaciółkę i odczułem w tym momencie niesamowitą łaskę i niesamowity zaszczyt. Jednocześnie też, jak bardzo jestem maluteńki. Jak jakiś pyłek. Jak nieistotny jestem w tym wszechświecie wobec tego majestatu Pani Przenajświętszej. Maryja była człowiekiem, takim samym jak ja. A jednak ten ogrom różnicy między Nią a mną... Aż poczułem się zażenowany, że w ogóle mogę porównywać. Przypomniała mi się historia ze Szwajcarii, gdy pierwszy raz szedłem z Pielgrzymami Bożego Miłosierdzia – ja z Fatimy, Dominik z Moskwy, a Roman z Ziemi Świętej. I pośród tych gór, tych wyniosłych Alp, też miałem odjazd. Popatrzyłem na ten ogrom dzieła Bożego i wydałem się sobie taaaki malutki! Wobec piękna stworzenia Pańskiego. Dzisiaj sobie jednak zdałem sprawę, że wobec Maryi jestem nieporównywalnie mniejszy niż wobec tych gór. Wobec Maryi nie ma skali po prostu. Niesamowite!”.

„Różaniec do granic”

Lathrop. Kościół zamknięty na głucho, ani Mszy św., ani widoków na nocleg. Wtedy podjechał wielkim pick-upem chudy Meksykanin. „Pyta, kim jestem, więc mu krótko mówię... Rigoberto jest mocno poruszony. Mówi, że dobrze trafiłem, bo co prawda nie ma dzisiaj Mszy św., ale jest spotkanie wspólnoty latynoamerykańskiej. – Opowiesz o pielgrzymce”.

Ładują wózek na pick-upa i Rigoberto zawozi Romana do hotelu Holiday Inn. Płaci za wszystko. „Kościół jest już pełen wiernych z Meksyku, Salwadoru, Gwatemali, Kostaryki i innych krajów Ameryki Łacińskiej. To, co dzieje się potem, dosłownie odbiera mi mowę – zaznacza pielgrzym. – Widzę duży obraz Jezusa Miłosiernego w ołtarzu, obok Matka Boża z Guadalupe. Takiej modlitwy w życiu nie przeżyłem: taniec, śpiew i wybuchy radości z akompaniamentem gitar «mariachi». Wszyscy tańczą i śpiewają. Potem proszą mnie do mikrofonu. Opowiadam o pielgrzymce aCrossAmerica, o wspólnocie pielgrzymów, o polskim i amerykańskim „Różańcu do granic”. Część czytała o naszej pielgrzymce na portalu Meksykańskiej Katolickiej Agencji Informacyjnej. Czujemy, jak Duch Święty działa”.

Nocleg nad rzeką

13 maja, Wojtek: „Droga. Noclegi... różnie z tym bywa. Po całej nocy mżawki namiot miałem kompletnie mokry. W dzień również cały czas mżyło. Mokry namiot, mokra ziemia wokoło. No to gdzie, jak nie do kościoła po pomoc? Telefonicznie walczyli o mnie Grzegorz i Siostra Natalia z Edmonton. Sprawiłem nieco kłopotu, ale dostałem pomoc od braci Kanadyjczyków! Klasyczny «amerykański» motel. Wysuszyłem namiot. Rano w drogę ruszyłem ogolony i wypoczęty”.

Wstaje nowy dzień i parzy się kawa na ognisku. Roman: „Nocleg nad rzeką. Jeleń przyszedł, przyjrzał się i poszedł. Nawet on patrzy na mnie jak na kosmitę. Idę coraz wyżej. Parki Narodowe. Jest Różaniec”.

Pielgrzymkę nazwali „aCross America”. – Chcemy modlić się o to, by Stany Zjednoczone, lider światowej gospodarki i kraj, który dyktuje światu nowe trendy społeczne, polityczne i kulturowe, raz jeszcze się nawrócił, przyjął Chrystusa i otrzymał światło na nowe czasy. Wierzymy, że Amerykanie będą się modlić wspólnie z nami. Tym bardziej że nie dzielimy napotkanych ludzi według przynależności religijnej czy etnicznej. Każdy, kto otwiera nam drzwi, kto podaje nam chleb, jest naszym bratem – powiedział Roman tuż przed odlotem.

Na imię jej Mercy

Do tego miasteczka Roman wszedł, gdy robiło się ciemno. Spotkał starego nomada na rowerze obładowanym torbami. Jedzie z Kanady, widać, że od dawna w drodze. Pielgrzym korzysta z okazji i pyta go, jak przejść pieszo Nevadę. Nomad odpowiada fachowo: – Byłem na Mojave Desert. Na pustyni będziesz zamarzał w nocy i piekł się w żarze południa. Wiele dni. To wielka pustka. Zdobądź rower.

Wreszcie kościół św. Bernarda. „Wchodzę prosto na adorację. Zapadam w pół sen, pół modlitwę. Nie widziałem, że mam brudną twarz – relacjonuje Roman. – Kobieta podchodzi, rozmawiamy, jest poruszona, daje mi swoje zakupy i całą papierową zawartość portfela – ok. 100 USD. Dlatego noc spędzam w hotelu. Pierwsza kąpiel od 4 dni. Pranie, regeneracja. Kobieta miała na imię Mercy (Miłosierdzie)”.

Roman: „Właśnie kupiłem od Indian używany rower w dobrym stanie za 70 USD, czyli bardzo tanio. I tak potrzebowałem roweru, żeby pokonać pustynię Nevady. Tak mi wielu doradzało. Wózek dołączyli na hol. Dodali za darmo dętki zapasowe i narzędzia”.

Samotna droga

1 czerwca. Do flag na maszcie wózka Romana doszła trzecia: błękit nieba Nevady ze złotym napisem – mottem stanu: „Battle Born” (urodzony w walce, urodzony do walki). Nieba i słońca tu nie brakuje. Ani samotności, która czasem kłuje w serce. Internet traci chwilami zasięg, ale na szczęście jest. Kontakt z Wojtkiem i przyjaciółmi jest teraz bezcenny. Każde dobre słowo podnosi na duchu. Każde złe – bardziej rani. Droga nr 50 przecina pustynię Nevady od Carson City do Ely przy granicy z Utah. Tam chce zostawić rower.

Bez jego pomocy Nevada byłaby zbyt trudna. Magazyn „Life” dał drodze nr 50 tytuł „najbardziej samotnej drogi w USA”. Na 470. km rozrzuconych jest 5 niewielkich osad. Stephen King pisał tu swoją powieść „Desperacja”. Zimno w nocy i upał w dzień. Teraz znów pali słońce. Nitka asfaltu maleje przed nim, aż znika w drżącej chmurce gorącego powietrza 20 mil dalej, gdzieś na granicy ziemi i nieba.

Pióra jastrzębia

4 czerwca. Po nocy na pachnącym jałowcem śmietniku Roman wypił poranną kawę i spakował namiot. Msza św. jest o 11, a do kościoła jedna mila. Miasteczko Eureka jest jak scenografia do westernu. Domy przy głównej ulicy można policzyć na palcach rąk i nóg. Są saloon, bank i szeryf. Przed Mszą św. szybka kąpiel w umywalce na stacji benzynowej.

5 czerwca, relacjonuje Roman: „Gdy masz glukozę we krwi, wody pod dostatkiem i kości wypoczęte po spaniu na miękkim – zachwyt nad życiem szybuje wysoko, a piękne myśli same układają się w zgrabne zdania. Ale gdy budzisz się na pustyni, obolały, z zapiaszczoną gębą i nie wiadomo, stęknąć najpierw czy podrapać się w komarowe żerowisko – może być tak samo!”.

Wczoraj do kapelusza doszły mu trzy pióra jastrzębia. Za zdobycie trzech kolejnych szczytów. Jeden nazywał się Pinta, jak jedna z trzech karawel Kolumba, gdy płynął odkrywać Nowy Świat. Flagowa karawela nazywała się Santa María. Ona prowadziła. I teraz jest tak samo...

O. Tom mówił, że na pustyni można spotkać wiele rodzajów samotności. Teraz widzi, że każda z nich to inna droga do Spotkania.

Jak w domu

Spotkanie Wojtka z ks. Louisem. Słucha, acz bardzo rzeczowo zadaje pytania, uważnie czyta dokument polecający od abp. Andrzeja Dzięgi. Szuka informacji w Internecie, znajduje. Chwilę później padają słowa: „Czuj się jak u siebie w domu”. Wojtek dostał pokój, kolację, wskazano mu łazienkę (po czterech dniach wędrówki bez kąpieli...), a potem ks. Louis wrzucił jego ciuchy do pralki.

17 czerwca Wojtek zaszalał. Przeszedł 38 mil, czyli ponad 60 km. Po dniu spędzonym na odpoczynku – dzięki uprzejmości i gościnności ks. Louisa – energia w nim aż kipiała... Nogi zaczęły się buntować dopiero na końcówce. Gdy dotarł do kościoła w Worland, ks. Rodrigez, uprzedzony przez ks. Louisa, ulokował go w motelu; ze względu na uroczystości nie mógł przyjąć go u siebie. W motelu nogi Wojtka były szczęśliwe, doświadczywszy gorącej wody.

Roman przekracza granicę stanu Kolorado. Ciekawe, bo Wojtek w tym samym dniu też wszedł do tego stanu, tylko od północy. Mają się spotkać za parę dni, w Denver, na przecięciu krzyża, którym naznaczyli Amerykę. Jest bardzo gorąco, zwłaszcza gdy cichnie wiatr. Krajobraz stale ten sam: pustka, suche krzaczki i skały o fantastycznych kształtach. Trzeba iść. Trzeba znaleźć miejsce na nocleg. A jutro znowu dwadzieścia kilka mil asfaltem przez suche krzaczki i pojutrze, i popojutrze... Jest Różaniec. On odsuwa monotonię.

Do spotkania Romana i Wojtka coraz bliżej...

Prof. Wanda Półtawska odznaczona Orderem Orła Białego

2016-05-03 13:38

lk, am / Warszawa / KAI

Wanda Półtawska - lekarka, obrończyni życia, najbliższa przyjaciółka i współpracownica Karola Wojtyły - znalazła się w gronie sześciu osób zasłużonych w służbie państwu i społeczeństwu, odznaczonych dziś przez prezydenta Andrzeja Dudę Orderem Orła Białego. Najwyższe polskie odznaczenia zostały wręczone na Zamku Królewskim w Warszawie z okazji Narodowego Święta 3 Maja.

Andrzej Hrechowicz/KPRM

Prof. Wanda Półtawska, lekarka, psychiatra, obrończyni życia, najbliższa współpracownica Karola Wojtyły - została uhonorowana Orderem Orła Białego "w uznaniu znamienitych zasług dla Rzeczypospolitej Polskiej, za wybitne osiągnięcia w pracy publicznej i państwowej".

Zwracając się do prof. Półtawskiej, prezydent Andrzej Duda powiedział, że "osoba taka jak Pani, o takiej moralności i tak wielkiej etyce, i twardych zasadach, mogła nie wstawać przed Prezydentem Rzeczypospolitej", by otrzymać odznaczenie.

Order Orła Białego - jak podkreślił prezydent Duda - został przyznany Wandzie Półtawskiej "za działalność niezłomną przez tak wiele lat, przez dziesięciolecia, od czasów młodości - służby harcerskiej, konspiracji".

Prezydent wyraził uznanie dla odznaczonej za to, że przetrwała cierpienie w obozie koncentracyjnym, a potem dawała świadectwo wiary, wartości, rodziny, życia ludzkiego, zwłaszcza dzieci, dzieci nienarodzonych", które było "świadectwem bez obawy i zawsze cichej służby" jako lekarz, doradca rodzinny, jako ten, kto pomagał ludziom bardzo często w najtrudniejszych chwilach. - Wiary i służby tak niezwykle cenionej przez naszego Ojca Świętego Jana Pawła II. Za to dziękuję i jestem zaszczycony, że jest pani dzisiaj tutaj i że mogłem wręczyć Pani to odznaczenie - dodał Andrzej Duda.

Andrzej Hrechowicz/KPRM

Wanda Półtawska złożyła z kolei na ręce prezydenta podziękowania "za dzisiejszy dzień, bo wreszcie mam poczucie, że jestem w Polsce, wśród ludzi, którzy rozumieją, co to słowo znaczy". - Długo czekaliśmy na to. Miałam serię frustracyjnych reakcji, jak z Ravensbrück wróciłam w gruncie rzeczy do następnej niewoli. I dopiero dzięki temu, co tu, teraz mam poczucie, że jednak dożyłam tego, o co chodziło w całym moim życiu i życiu mojego pokolenia - podkreśliła Wanda Półtawska.

Prezydent odznaczył Orderem Orła Białego także Irene Kirszensztein-Szewińską, Michała Kleibera, Michała Lorenca, Zofię Romaszewską oraz Bronisława Wildsteina.

Wanda Półtawska urodziła się w 1921 roku w Lublinie. Podczas wojny była łączniczką. W lutym 1941 r. została aresztowana przez gestapo i przewieziona do obozu koncentracyjnego Ravensbrück, a w marcu 1945 r. do Neustadt-Gleve, gdzie przebywała do końca wojny - 8 maja 1945. Po wojnie skończyła studia medyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, w 1947 roku wyszła za mąż za Andrzeja Półtawskiego. Urodziła czworo dzieci. Pracowała w szpitalu psychiatrycznym, prowadziła badania tzw. dzieci oświęcimskich.

Od 1969 roku zajmowała się poradnictwem małżeńskim i rodzinnym. Przez 42 lata (1955-97) wykładała medycynę pastoralną na Wydziale Teologicznym, a potem w Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie. W latach 1981-1984 prowadziła te wykłady w Instytucie Jana Pawła II przy Uniwersytecie Laterańskim w Rzymie.

W 1967 roku zorganizowała Instytut Teologii Rodziny przy Wydziale Teologicznym i kierowała nim przez 33 lata, szkoląc młode małżeństwa i narzeczonych oraz księży. W 1994 roku została członkiem Papieskiej Akademii Życia. Współpracuje z Papieską Radą dla Pracowników Służby Zdrowia. Po stworzeniu Papieskiej Rady Rodziny w 1983 r. została również razem z mężem jej członkiem.

W 1981 roku została odznaczona medalem "Pro Ecclesia et Pontifice", w 1999 r. m.in. Komandorią papieskiego Orderu św. Grzegorza. Otrzymała w 1987 roku honorowy doktorat Notre Dame Pontifical Catechetical Institute w Arlington, Virginia, a w 2008 r. doktorat honoris causa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

Jest autorką książek "I boję się snów" (wspomnienia z obozu w Ravensbrück), "Stare rachunki", "Przygotowanie do małżeństwa", "Z prądem i pod prąd", "Przed nami miłość" "By rodzina była Bogiem silna" i bestselleru „Beskidzkie rekolekcje” oraz „Jeden pokój” - zapisu rozmów na podstawie filmu Pawła Zastrzeżyńskiego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Ordo Iuris: Potrzebne regulacje prawne chroniące dzieci przed pornografią

2018-11-13 21:38

mp, ordo iuris / Warszawa (KAI)

Założenia do projektu ustaw o ochronie dzieci przed pornografią w Internecie przedstawił we wtorek na konferencji prasowej Instytut Kultury Prawnej Ordo Iuris. Zaapelował do organizacji pozarządowych i parlamentarzystów o udział w dalszych pracach nad projektem.

fotolia.com

Statystyki pokazują, że ponad połowa dzieci w Polsce ma kontakt z pornografią przed ukończeniem 12. roku życia. Podstawowym źródłem dostępu do niej jest Internet. W odpowiedzi na ten problem Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris proponuje podjęcie prac nad ustawą, która zapewniałaby realną ochronę dzieci. Raport dotyczący zjawiska pornografii wśród nieletnich został zaprezentowany na konferencji prasowej.

Problem ten został zauważony przez Światową Organizację Zdrowia (WHO), która umieściła kompulsywne zachowania seksualne w nowej, zaktualizowanej Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych. Zachowania te mogą powodować znaczne upośledzenie w osobistych, rodzinnych, społecznych, edukacyjnych, zawodowych lub innych ważnych obszarach funkcjonowania.

Instytut Ordo Iuris przygotował analizę obecnego stanu prawnego na poziomie krajowym i międzynarodowym w zakresie ograniczania dostępu do treści pornograficznych oraz założenia do projektu zmian prawnych, które wzmocniłyby pozycję rodziców w ochronie ich dzieci. Zaproponowane rozwiązania dotyczą korzystania z pornografii w Internecie, czyli tam, gdzie jest ona najszerzej i najłatwiej dostępna. Temu zagadnieniu poświęcony jest raport ,,Dzieciństwo wolne od pornografii. Ochrona małoletnich przed dostępem do treści pornograficznych w Internecie – ocena dotychczasowego stanu prawnego i propozycje rozwiązań”.

Podczas konferencji, na której zaprezentowano analizę głos zabrali eksperci Instytutu – mec. Jerzy Kwaśniewski, dr Błażej Kmieciak, mec. Rafał Dorosiński i Nikodem Bernaciak, a także psycholog Bogna Białecka – Prezes Fundacji Edukacji Zdrowotnej i Psychoterapii.

Mec. Rafał Dorosiński z Centrum Analiz Instytutu określił, jakie rozwiązania problemu proponuje Instytut.

„Wprowadzenie skutecznej prawnej ochrony dzieci przed internetową pornografią możemy zrealizować zasadniczo dwiema metodami. Pierwsza polega na domyślnej blokadzie stron pornograficznych przez dostawców usług internetowych, możliwej do „zdjęcia” przez dorosłego abonenta tych usług. Druga natomiast zobowiązuje wprost podmioty udostępniające pornografię - serwisy pornograficzne- do skutecznej weryfikacji pełnoletności użytkowników. W Wielkiej Brytanii, która, stanowi podstawowy punkt odniesienia dla proponowanych założeń funkcjonują obie te metody. Co charakterystyczne, pierwsza z nich realizowana jest na zasadzie samoregulacji tzn. bez udziału państwowych regulacji prawnych i instytucji, a w oparciu o zasady przyjęte przez samych dostawców usług internetowych” – powiedział ekspert Instytutu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem