Reklama

Arche Hotel

Chrześcijanie „klejem” Syrii

2018-07-04 11:07

Rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 27/2018, str. 10-12

Archiwum Abdo Haddada
Gdyby nie świadectwo chrześcijan, świat nie zainteresowałby się losem Syryjczyków

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Po wojennej walce z islamskimi terrorystami syryjskim chrześcijanom udało się przetrwać – mimo ogromnych strat nie dali się unicestwić. Choć mocno okaleczone, to nadal istnieją w Syrii najstarsze Kościoły chrześcijańskie. Czy jednak są jeszcze zdolne jak dawniej pomagać swym wyznawcom? Jak sobie radzi patriarchat Greckiego Melchickiego Kościoła Katolickiego?

ABDO HADDAD: – Jeśli chodzi o pomoc materialną, to obecnie jest ona prawie niemożliwa, ponieważ w ostatnich trudnych latach niemal wszystkie środki zostały wyczerpane. Nie tracimy jednak ducha. Jego Świątobliwość patriarcha Joussef Absi prezentuje całkiem nowe podejście do roli i sposobu obecności chrześcijan w Syrii. Na przekór wszystkiemu zamierza namawiać chrześcijan do większej aktywności w życiu społecznym, politycznym i kulturalnym Syrii. Zakłada współpracę i bezpośrednie uczestnictwo.

– Czy to możliwe? W jaki sposób?

– Patriarcha szuka partnerów, którzy będą z nami dzielić trudy obecnego dnia, ale też w przyszłości korzystać z owoców takiej współpracy. Zachęcamy do działania – i to jest nowość wniesiona przez obecnego patriarchę – także ludzi świeckich, a przede wszystkim młode pokolenie, jesteśmy też otwarci na współpracę zagraniczną.

– Jaką na przykład?

– Z chęcią powitalibyśmy w Maluli i w ogóle w całej Syrii np. polskich nauczycieli, polskich inżynierów. Jak to ujmuje nasz patriarcha, taka współpraca byłaby swego rodzaju partnerstwem między najstarszą – ale dziś bardzo osłabioną i potrzebującą pomocy – społecznością chrześcijańską a najsilniejszą kulturowo spośród istniejących dziś na świecie wspólnot chrześcijańskich, którą tworzą polscy katolicy. Każdy projekt stworzony w wyniku takiej współpracy miałby syryjską duszę i polskie ciało...

– A bardziej konkretnie?

– Dzięki współpracy z ks. prof. Waldemarem Cisło, który reprezentuje polski oddział Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie, możemy liczyć np. na pomoc przy odbudowie szkoły podstawowej w Maluli. Współpraca z Fundacją Aramejską – Pomoc Chrześcijanom Bliskiego Wschodu już zaowocowała podręcznikiem języka aramejskiego – którym mówił Chrystus i którego do dziś używają mieszkańcy Maluli – dla naszych dzieci, właśnie wydrukowanego w Polsce. To naprawdę wielka sprawa! Trzeba pamiętać, że ofiarami ataku na Malulę były także dzieci, które do dziś nie potrafią zrozumieć tego, co widziały. Piętnastoletnia dziś dziewczynka wspomina, jak kilka lat temu z ukrycia, przez dziurkę od klucza, obserwowała okropne sceny. Teraz namalowała to swoje wspomnienie, tę dziurkę od klucza, przez którą widać... wspaniałą, kolorową Malulę.

– Podczas wizyty w Polsce w 2016 r. mówił Pan, że zniszczone mury da się wcześniej czy później odbudować, ale jak najszybciej trzeba się zatroszczyć o ludzi, żeby nie tracili ducha. Czy możliwe jest przywrócenie chrześcijańskiego ducha i przedwojennego charakteru Maluli?

– Najważniejsze, by byli tu chrześcijanie – wtedy odbudowanie miasta i obiektów sakralnych będzie jak najbardziej możliwe, wystarczy mieć odpowiednie środki. Jednak rzeczywiście, przywrócenie tu normalnego życia jest o wiele trudniejsze, mimo że Malula jest takim niezwykłym miejscem w Syrii, do którego powraca najwięcej wojennych uchodźców. Ale nadal za mało. Zbyt wielu młodych ludzi i wiele rodzin opuściło kraj lub wybrało mieszkanie w Damaszku lub w większych miastach z powodu możliwości lepszego życia w tym najbardziej podstawowym znaczeniu. W Maluli do dziś mamy ograniczenia w dostawie elektryczności (godzina dziennie), brakuje wody dla rolnictwa, a w domach jest ona ograniczona... Nic dziwnego, że niektórzy potracili wiarę w możliwość godnej egzystencji w swojej małej społeczności. Tym bardziej pilne jest nasze – nas, chrześcijan i naszego Kościoła – odbudowywanie tej utraconej wiary w siebie.

– Twierdzi Pan jednak, że syryjscy chrześcijanie mogą dziś bardziej optymistycznie patrzeć w przyszłość niż jeszcze 2-3 lata temu...

– Tak. A to dlatego, że jak sądzę, syryjskie społeczeństwo – a przede wszystkim syryjscy muzułmanie – jest już coraz bardziej świadome tego, że jedynie w warunkach państwa niewyznaniowego, nieislamskiego może nastąpić ocalenie syryjskiego narodu, a będzie ono możliwe tylko pod warunkiem równoprawnej obecności chrześcijan, którzy przecież w żaden sposób nie zagrażają innym religiom.

– Jednakże nigdy nie mieli możliwości prowadzenia ewangelizacji...

– Wystarczy, aby nasi sąsiedzi przejęli od nas nasze zasady etyczne, a to właśnie teraz staje się możliwe. Nowy patriarcha dostrzega tę okazję i zamierza ją dobrze wykorzystać. Dzięki odpowiedniemu planowaniu i odpowiedniej niewielkiej pomocy z zewnątrz chrześcijanie będą w stanie podjąć się roli społecznego lidera w Syrii.

– To jest naprawdę możliwe?!

– Tak! Chrześcijanie są dziś „klejem” Syrii. Nawet muzułmanie zaczynają rozumieć, że to właśnie dzięki chrześcijanom sprawę syryjską udało się nagłośnić w międzynarodowych mediach. Tak czy inaczej – to chrześcijanie mają szansę oczyścić świadomość polityczną w Syrii oraz świadomość świata na temat Syrii. Gdyby nie świadectwo chrześcijan, świat nie zainteresowałby się losem Syryjczyków...

– Gdyby nie męczeństwo syryjskich chrześcijan?

– Niestety, tak. Dzięki męczennikom z Maluli świat poznał ogrom naszej tragedii. Światowe media musiały zmienić narrację, według której atak na Malulę był jedynie niejako ubocznym efektem rewolucyjnych działań opozycji walczącej z reżimem. Po zniszczeniu chrześcijańskiego dziedzictwa w Maluli dłużej już nie można było tak kłamać! Świat dowiedział się wreszcie, że syryjska „rewolucja” to nic innego jak brutalna islamizacja. W ataku na Malulę chodziło wyłącznie o to, by zniszczyć jej chrześcijańskie dziedzictwo, a nie o jakąkolwiek walkę ze „znienawidzonym rządem”.

– Jeszcze nie tak dawno mówiono, także w Polsce, że jedyną drogą dla syryjskich chrześcijan jest męczeństwo albo ucieczka...

– Na pewno nie musimy już tak wybierać. Jednak jeszcze dwa lata temu każdy syryjski chrześcijanin musiał się nad takim wyborem przynajmniej zastanawiać. A dla wielu obie te możliwości oznaczały to samo – śmierć. Bardzo dziś czcimy tych, którzy nie wyrzekli się wiary pod naciskiem islamskich terrorystów. Oddali życie za wiarę, by dziś dodawać nam ducha.

– Obraz zniszczonego miasta, zrujnowane kościoły, ucieczka ludzi – to wszystko raczej odbierało nadzieję... A Pan wrócił tu z „wielkiego świata” właśnie w tym najgorszym momencie. Dlaczego?

– Dlaczego to zrobiłem? To tak, jakby zapytać syryjskiego żołnierza, który broni swojej ojczyzny, dlaczego to robi, a nie pracuje np. w spokojnym supermarkecie. Dla mnie to była oczywista i jedyna możliwa decyzja – nie wiem, jak mógłbym robić coś innego! Nie robię tego dla polityków, dla siebie, lecz dla swoich ludzi z Maluli... Wierzę, że uda mi się przywrócić Malulę co najmniej do stanu sprzed wojny.

– Bo wierzy Pan, że wiara może czynić cuda?

– Tak! I dlatego mamy już konkretne i możliwe do zrealizowania plany odbudowy Maluli. Odbite spod islamskiej okupacji w 2014 r. miasto było po prostu ruiną, islamscy bandyci dopilnowali, by zniszczyć każdy przejaw życia: zatruli źródła wody, wodę pitną trzeba było donosić na głowach z oddalonego o 7 km miasteczka, zniszczyli plony i wszelką roślinność, glebę zalali kwasem – żeby ją zrekultywować, trzeba było zerwać 20-centymetrową warstwę – itd., itd. W 2014 r. zaczynaliśmy tu w grupie zaledwie 12 osób, koczowaliśmy w zniszczonym klasztorze... Teraz jest nas 1,2 tys., a powinno już być 12 tys.! Dlatego trzeba wszelkimi sposobami ściągać ludzi do Maluli, zapewnić im odpowiednie warunki życia, edukację, możliwość rozwoju, zwłaszcza młodemu pokoleniu. I w tej sprawie bardzo liczymy na pomoc, staram się jej poszukiwać wszędzie, gdzie tylko jest to możliwe.

– A poza tym – jak mi mówiono – intensywnie i nie szczędząc własnych kosztów, poszukuje Pan skradzionych krzyży, relikwii, wyposażenia kościołów i wykupuje je. To chyba trochę jak szukanie igły w stogu siana?

– Jeżeli ma tu powrócić i wzmocnić się chrześcijański duch, to muszą powrócić też jego symbole... Po okupacji w Maluli nie ostał się ani jeden krzyż, ani jeden cenny dla nas, chrześcijan, przedmiot sakralny. Terroryści zatrudnili znawców historii sztuki, którzy oceniali, czy dany przedmiot nadaje się do sprzedaży, czy należy go po prostu zniszczyć. Teraz, dzięki informatorom – nierzadko dzięki rodzinom tych terrorystów, którzy nas okradli – niektóre z tych rzeczy udaje mi się odzyskać, po prostu wykupić. Uważam, że odzyskanie tych cennych symbolicznych przedmiotów jest równie ważne jak przywrócenie życia Maluli – elektryczność, woda, szkoły, rekultywacja ziemi, pobudzenie mikroprzedsiębiorczości... To wszystko trzeba robić jednocześnie.

– I Pan to robi!

– Staram się organizować, wspierać tego rodzaju działania i wszędzie szukać wsparcia dla moich rodaków z Maluli.

– Nie tęskni Pan za wygodnym życiem w Dubaju?

– Nigdy! Powrót do tamtego życia uważałbym za zdradę mojej Maluli. Jestem przekonany, że przyszłość Syrii, przyszłość syryjskiego chrześcijaństwa, tak jak przyszłość Maluli, zależy od młodego pokolenia Syryjczyków. Ode mnie także.

Tłumaczenie – Jan Bromski
Wkrótce wydrukujemy w „Niedzieli” druga część rozmowy.

Malula – miasto w Syrii położone u podnóża gór Antyliban, w którym tamtejsza – jedna z najstarszych – społeczność chrześcijańska do dziś używa języka aramejskiego (posługiwał się nim Chrystus). W czasie wojny domowej w 2013 r. Malula została zaatakowana przez radykalnych islamistów.
Zniszczyli oni chrześcijańskie domy oraz kościoły i klasztory i zabijali mieszkańców, którzy nie poddali się konwersji na islam. Napastnicy zrabowali cenne dzieła sztuki sakralnej, rozkradli lub zniszczyli wyposażenie historycznych świątyń, skradli dzwony i krzyże. Ci, którzy przetrwali w Maluli, nadal walczą o swoje miasto, by przywrócić mu dawny klimat chrześcijańskiego pokoju. Cieniem na trudną teraźniejszość kładzie się jednak fakt, że padli ofiarą muzułmanów, którym sami pomagali wznieść meczet.

Abdo Haddad
Politolog, pełnomocnik patriarchy Youssefa Absiego – zwierzchnika Greckiego Melchickiego Kościoła Katolickiego, szef Komitetu Humanitarnego przy patriarchacie.
Zajmuje się organizowaniem wszechstronnej pomocy dla ofiar wojny, w szczególności dla społeczności chrześcijańskiej Maluli; dokumentuje zbrodnie wojenne, organizuje powroty uchodźców, odzyskuje skradzione przedmioty sakralne. Na rzecz misji odbudowy wspólnoty chrześcijańskiej Maluli porzucił życie biznesmena w Dubaju.

Tagi:
chrześcijaństwo chrześcijanin

Przywódca muzułmanów w Libanie: Bliski Wschód nie może istnieć bez chrześcijan

2018-07-22 10:02

azr (KAI/ACI Prensa) / Bejrut

Nie może być Bliskiego Wschodu bez chrześcijan Wschodu, którzy tworzą z nami jeden naród, dzielą ten sam chleb i oddychają tym samym powietrzem - uważa wielki mufti Libanu szejk Abdul Latif Derian. Takie słowa skierował do uczniów muzułmańskich szkół w Libanie, Makassed Centre, podczas uroczystości rozdania dyplomów.

YouTube

- Dzielimy ten sam los: nasza przyszłość albo będzie wspólna, albo nie będzie jej wcale - mówił o chrześcijanach przywódca religijny muzułmanów w Libanie, szejk Abdul Latif Derian. W przemówieniu wygłoszonym podczas uroczystości rozdania dyplomów w muzułmańskich szkołach Makassed Centre w Bejrucie, wielki mufti wezwał do solidarności z chrześcijanami i bronienia ich obecności na Bliskim Wschodzie. W wypowiedzi skierowanej do mediów, zwrócił się też bezpośrednio do chrześcijan, których poprosił o "pozostanie w krajach swojego pochodzenia i niepoddawanie się jakiejkolwiek presji emigracji".

Derian potępił terroryzm, zmuszający chrześcijan do opuszczania swoich ziem. "To zbrodnia wobec nas wszystkich" - mówił.

Szejk Abdel Latif Darian został wybrany wielkim muftim Libanu w październiku 2014 r. Uchodzi za człowieka dialogu i pokojowych wizji. W jednym ze swoich pierwszych publicznych wystąpień, potępił konflikty pomiędzy szyitami i sunnitami na Bliskim Wschodzie, zwracając uwagę, że uderzają one także w chrześcijan zamieszkujących te ziemie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Za tydzień rusza Przystanek Jezus

2018-07-21 13:15

pgo / Kostrzyn nad Odrą (KAI)

„Ku wolności wyswobodził nas Chrystus” (Ga 5, 1) - pod takim hasłem odbędzie się w tym roku Przystanek Jezus. Obok wymiaru religijnego, z okazji 100. rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę pojawią się też wątki patriotyczne. Podczas XIX Przystanku Jezus Dobrą Nowinę będzie głosiło ponad 500 ewangelizatorów z Polski, Anglii, Szkocji, Francji, Austrii, Niemiec, Malezji i Słowenii.

Ks. Marcin Siewruk/Foto Gosc/Forum

Przystanek Jezus odbędzie się od 29 lipca do 5 sierpnia w Kostrzynie nad Odrą. Przez pierwsze 3 dni ewangelizatorzy wezmą udział w rekolekcjach, które poprowadzi metropolita łódzki abp Grzegorz Ryś, przewodniczący Zespołu KEP ds. Nowej Ewangelizacji. – Patrząc na uczestników Przystanku Jezus, widzimy przedstawicieli różnych grup w Kościele – kleryków, księży, siostry zakonne, ale też małżeństwa, pary i singli – mówi ks. Artur Godnarski, koordynator Przystanku Jezus.

Tegoroczne spotkanie odbędzie się pod hasłem „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus!” (Ga 5, 1) i będzie miało dwa wymiary. Oprócz religijnego, podkreślony będzie także wymiar patriotyczny przy okazji 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. – Na Przystanek Jezus zaprosiliśmy „Panny Wyklęte” oraz „Contra Mundum”, żeby zaakcentować aspekt patriotyczny. Podczas festiwalu przypadnie też kolejna rocznica Powstania Warszawskiego i dlatego w godzinie „W” uroczyście oddamy hołd poległym – dodaje ks. Godnarski.

Na tegorocznym Przystanku Jezus z prezentacją artystyczną pojawią się także członkowie zespołów: „Propaganda Dei”, „Pancerne Ryby”, „Fisheclectic”, „Adam Bubik” z Czech, „Jadah”, „Nieboskłonni” oraz szczególni ulubieńcy młodego pokolenia „Maleo Reggae Rockers” i raper "TAU". – Nie chcemy zapraszać młodych na koncerty. Będą to spotkania w szczególnej oprawie, wspólne celebrowanie pozytywnych wartości i wiary. To wszystko ma jeden cel: prowadzi do spotkania z Chrystusem w życiu i odbywa się w klimacie celebracji wyrażonej we współczesnym języku młodego pokolenia, które ma swój sposób komunikowania się i eksponowania własnych wartości, także wiary – tłumaczy koordynator Przystanku Jezus.

- Dla młodzieży będzie to też ciekawe doświadczenie spotkania z chrześcijańskimi twórcami. Po wspólnym śpiewaniu i modlitwie w namiocie głównym, w mniejszych namiotach odbywać się będą kameralne spotkania z artystami. Młodzi ludzie będą mogli z nimi porozmawiać, pomodlić się, ale też opowiedzieć im swoją historię – mówi ks. Godnarski.

Przystanek Jezus odbywa się równolegle do Pol’and’Rock Festival (wcześniej Przystanek Woodstock). Ks. Godnarski podkreśla, że młodzi przyjeżdżający na festiwal rockowy cenią sobie strefę, którą tworzy dla nich Przystanek Jezus. – Chętnie przychodzą do nas, by porozmawiać, wypowiedzieć swoje pytania, poznać nowych ludzi, pomodlić się, a także wypoczywać. Bardzo dobrze czują się w towarzystwie ewangelizatorów. To kapitalne momenty spotkań, wspólnego siedzenia na ziemi, rozmawiania w klimacie swoistego luzu. Nie ma żadnej 'spiny', nikt ich nie kontruje. Mogą powiedzieć, co im leży na sercu – mówi ks. Godnarski. - To swoiste towarzyszenie młodym w ich naturalnym środowisku, do czego zaprasza nas pp. Franciszek - dodaje.

- Oni spotykają się tu z Kościołem, który ich bardzo mocno pociąga i jest dla nich strawny. Niektórzy wręcz czekają na te spotkania i byliby zawiedzeni, gdyby Przystanek Jezus nie towarzyszył festiwalowi Pol’and’Rock Festival – zaznacza ks. Godnarski.Na Przystanku Jezus ewangelizować będą także biskupi: Tadeusz Lityński, ordynariusz zielonogórsko-gorzowski, Edward Dajczak, ordynariusz diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, a także abp Grzegorz Ryś, metropolita łódzki.

Przystanek Jezus powstał w diecezji zielonogórsko-gorzowskiej w 1999 r. Jest to odpowiedź na potrzebę duszpasterskiej opieki nad młodzieżą zgromadzoną na Pol’and’Rock Festival (dawniej Przystanku Woodstock), który jest jednym z największych koncertów muzyki rockowej w Europie i gromadzi kilkaset tysięcy młodych. Co roku w Przystanku Jezus bierze udział kilkuset ewangelizatorów z Polski i z zagranicy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Piacenza: w życiu kapłana mogą być trudne chwile

2018-07-22 14:36

vaticannews / Watykan (KAI)

Na trudny kontekst kulturowy, który może prowadzić do problemów w życiu kapłana oraz na potrzebę modlitwy osobistej każdego księdza, a także ludu w intencji swoich pasterzy zwrócił uwagę kard. Mauro Piacenza, komentując papieską intencję modlitewną na ten miesiąc.

Bożena Sztajner

Franciszek prosi – przypomnijmy – „aby kapłani, którzy w trudzie i samotności żyją swoją pracą duszpasterską, czuli się wspomagani i pokrzepiani przez przyjaźń z Panem i braćmi”. Emerytowany prefekt Kongregacji ds. Duchowieństwa podkreślił, że Jezus chce być blisko swojego ludu, szczególnie poprzez kapłanów. Aby to było możliwe, kapłani muszą się czuć wspomagani i pokrzepiani przez przyjaźń z Jezusem i braćmi, o co apeluje Papież w intencji na lipiec. Życie kapłana bywają też bowiem chwile bardzo trudne.

"Kapłan przeżywa też momenty bardzo trudne, ale nie dlatego, że kapłaństwo już się przeżyło. Wynika to bowiem także z kontekstu kulturowego, gdzie wszystko jest relatywne i nic nie jest absolutne, gdzie nie patrzy się w górę. W takiej sytuacji wszystko może wydawać się wielkim chaosem, a kapłan osobą niepotrzebną – stwierdzi kard. Piacenza w rozmowie z Radiem Watykańskim.

Zdaniem purpurata konieczna więc jest przede wszystkim modlitwa, która podtrzymuje i umacnia, a potem także uwrażliwia, na co zwraca uwagę obecna intencja modlitewna, aby pomyśleć o kapłanie, który w tym kontekście może się poczuć samotny. "W takiej atmosferze kapłan może być uważany za osobę niemal zbędną, a on sam może czuć się niepotrzebny. Byłoby to dla niego wielką tragedią” - powiedział kardynał.

Kard. Piacenza przestrzegł także kapłanów przed utratą relacji z Bogiem. Kiedy jej zaczyna brakować łatwo o upadek. W tym kontekście podkreślił więc ogromną rolę osobistej modlitwy każdego kapłana, której szczyt stanowi Eucharystia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem