Reklama

Rozważania o Narodzie

2018-06-13 09:54

Jan Żaryn
Niedziela Ogólnopolska 24/2018, str. 35

Przeglądam i czytam, czasem nawet wnikliwie, najnowszą książkę Bronisława Wildsteina pt. „O kulturze i rewolucji” (są to szkice i felietony zebrane w jednym tomie), którego cenię i szanuję. Jego dorobek życia, w tym pisarski – także. Stąd moja polemika z niektórymi jego tezami wydaje mi się zasadna (nie warto przecież dyskutować z kimś, kto nie ma nic do powiedzenia). Autor podejmuje próbę zdefiniowania dwóch pojęć, bardzo mi bliskich, ustawiając je wobec siebie jakby w opozycji: patriotyzm i nacjonalizm. Dowodzi, że patriotyzm to postawa miłości do ojczyzny, w tym do wspólnoty narodowej, a nacjonalizm to ideologia, której sednem jest podniesienie narodu do rangi absolutu (a zatem w miejsce Boga), co rodzi u „wiernych” pokusę wyboru autorytaryzmu jako jedynej formy rządów. Nie mogę się zgodzić na to rozróżnienie. Autor słusznie pisze, odnosząc te słowa do pojęcia patriotyzmu: „Naród pozwala nam przekroczyć nasz czas, gdyż żyjemy dzięki dokonaniom przodków ofiarowujących nam środowisko nazywane ojczyzną, które zobowiązani jesteśmy chronić i przekazać w jak najlepszym stanie pokoleniom następnym”. Po pierwsze, nawet jeśli przyjmiemy, że patriotyzm jest postawą, a nacjonalizm ideologią, jak i inne -izmy, nie oznacza to przecież, że polski nacjonalista nie może być patriotą. Czy powyższa myśl autora – patrioty – nie jest akceptowalna także dla nacjonalisty? Oczywiście, jest; jest zgodna z myśleniem patrioty, nacjonalisty. Roman Dmowski, pisząc w „Myślach nowoczesnego Polaka” inkryminowane przez autora zdanie: „Jestem Polakiem – więc mam obowiązki polskie”, zobowiązuje czytelnika do tego samego, czyli by był odpowiedzialny za dar otrzymany od przodków, za Ojczyznę i jej kulturę. Po drugie zaś, polscy nacjonaliści pokolenia Romana Dmowskiego (nie dotyczy to młodej generacji ONR) byli de facto środowiskiem najbardziej demokratycznym spośród ugrupowań ideowo-politycznych swego czasu (z socjalistami włącznie). To oni, widząc zagrożenia oraz skutki germanizacji i rusyfikacji, postawili na przełomie XIX i XX wieku na warstwy ludowe, by bronić ich przed imperialnymi wpływami państw zaborczych. Stąd warstwy oświecone, mniej zagrożone procesami depolonizacyjnymi, miały ustępować z obrony swych partykularnych interesów. Demokratyzm Ligi Narodowej polegał na przeświadczeniu, że narodu polskiego nie będzie bez warstw ludowych, a zatem nie udźwignie on swych zadań, jeśli warstwy oświecone nie podzielą się swym dorobkiem kulturowym.

Pełna treść tego i pozostałych artykułów z NIEDZIELI 24/2018 w wersji drukowanej tygodnika lub w e-wydaniu.

Miłość do dzieci a stawianie wymagań

2018-06-21 09:06

Salve TV/Ks. Marek Dziewiecki

W drugiej części "O miłości naprawdę" ks. Marek Dziewiecki, psycholog, duszpasterz i rekolekcjonista porusza kwestie powołania do małżeństwa, rodziny i wyjaśnia, czy istnieje powołanie do bycia singlem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prof. Alojzy Gryt - autor ołtarza na przyjazd Jana Pawła II w 1983 r.

2018-06-21 22:42

Agnieszka Bugała

Wysokie stopnie ołtarza, forma prostokąta z wyciętym krzyżem. Chcieliśmy włączyć teren całego hipodromu w przeżywanie tego spotkania z Papieżem. Mieliśmy zamiar w różnych miejscach postawić drewniane krzyże, aby nie mocować ich w ziemi, obsypywaliśmy belki kamieniami. Chcieliśmy, aby ludzie mieli krzyże w rękach, podnosili je do góry. Znajomi artyści, rzemieślnicy, przyjaciele zrobili krzyże i rozdawali na miejscu. Ja również mam w domu krzyż – pamiątkę wizyty Jana Pawła II – mówi prof. Alojzy Gryt, wybitny rzeźbiarz, autor szklanego „Zdroju” na wrocławskim rynku. W 1983 r. współautor papieskiego ołtarza na Partynicach.

DK Rybnik
Prof. Alojzy Gryt

Dwa lata przed wizytą Papieża kard. Gulbinowicz zwrócił się do nas – Józefa Sztajera, Leona Podsiadłego i do mnie, Alojzego Gryta – byśmy podjęli się zadania zbudowania ołtarza na przyjazd Jana Pawła II. Przedstawiliśmy kilka projektów decydując, że niezależnie od tego, który z nich wybierze Kardynał, będziemy pracować w takim składzie. Były rysunki, modele, wszystko zgodnie z procedurą. To był stan wojenny, odmienne warunki działania, ale dobry kontakt z kurią. Przygotowaliśmy dokumentację projektową – ważny był czas, nie można było zwlekać, 26 metrów wysokości, wiązanie betonu. Konstrukcja nie była zabetonowana w ziemi – na to nie było czasu. Pracownik z kurii, który nam pomagał i odpowiadał za konstrukcję, wpadł na pomysł, aby obciążyć wszystko gotowymi elementami z zewnątrz, to skróciło czas. I było rozwiązaniem genialnym. Pomysły władzy Pojawiła się myśl, że konieczne będą napisy o ziemiach odzyskanych. Władze nalegały, aby treści „zawsze z macierzą” znalazły się na placu. Zdawaliśmy sobie sprawę, że w czasie rodzącej się wyrazistości politycznej to pomysł niedobry, próbowaliśmy go obejść. Mieliśmy informacje, że telewizja musi mieć swój przejazd, aby transmitować Papieża. Sprzęt telewizyjny nie był tak sprawny, aby z odległości dwustu, trzystu metrów obraz pozostawał nadal w wysokiej ostrości. Wiedząc o tym w taki sposób ustawiliśmy plansze, odpowiednio daleko od ołtarza, aby nie było możliwości skojarzenia ich treści z ołtarzem. Operator nie mógł tego pokazać razem. Idea i Chrystus Idea to negatyw krzyża i Chrystus zmartwychwstały. Krzyż – prostopadłościan, drewniana konstrukcja obłożona płytami i pomalowana farbą. Na gruncie wrocławskim w tamtym czasie Zmartwychwstałego przedstawiało się w bieli, nie było koloru. Doszliśmy do wniosku, że ten Chrystus też będzie biały, ale, jak w gotyku, w szacie czerwonej. Zrobiliśmy model – nie można było wykonać figury w kamieniu, czasowych elementów tak się nie projektuje. Powstał metalowy szkielet z prętów. Później obłożono go jutą moczoną w kleju wikolu, dodatkowo wzmocniono gipsem połączonym z klejem. W klejeniu figury pomagali nam inni koledzy ze szkoły na Traugutta, ponieważ jej rozmiar był rzeczywiście duży, nie dalibyśmy w trójkę rady. Biały nie chce być czerwonym Kupiliśmy drogie farby i... zaczęły się problemy. Każdy kontakt koloru z tą białą, gipsowo-klejową figurą przynosił nie taki efekt, jaki początkowo zaplanowaliśmy. Nie wiedzieliśmy, na czym to niedopasowanie polega. Chlapaliśmy farbą, aby się przyzwyczaić. Grupa młodszych kolegów przyglądająca się naszej pracy mówiła: świetnie, tak po meksykańsku. Ale ten „meksyk” nas nie uspokajał. Poszliśmy z Podsiadłym do Kardynała i powiedzieliśmy mu, że spróbujemy jednak tak współcześnie, w bieli. Kardynał na to: A co mówiliście przedtem? No, że czerwony. To nie wymyślajcie, tylko zróbcie tak, jak było na początku. Decyzja zapadła. Wróciliśmy do pracowni, czasu było niewiele i metodą prób i błędów, trochę bez przekonania, pokryliśmy płaszcz czerwoną farbą. Wieczorem przed dniem, w którym dźwig miał zawieźć figurę na Partynice, odczuwałem wielki niepokój i niepewność. To zbyt ważna praca, aby nie być pewnym, że jest dobrze. Rano poprosiłem żonę, aby pojechała ze mną na Traugutta i jeszcze przed zdjęciem ze ściany zobaczyła całość. Wtedy po raz pierwszy pomyślałem, że chyba jest dobrze. Dźwig miał trudną pracę do wykonania i ekipa ludzi, którzy musieli linami zabezpieczać figurę przed odchyleniem podczas zdejmowania jej ze ściany również. Jednak kiedy nastąpiło tąpnięcie, wszyscy gwałtownie odskoczyli i puścili liny. Zostaliśmy tylko my trzej, trzymając je kurczowo i ratując tym samym owoc naszej pracy. Chrystusowi obił się palec, ale to była drobna sprawa.

Chrystus jechał na Partynice przez całe miasto. Tam dźwig podniósł figurę, aby ją zainstalować na krzyżu. Kiedy wspinała się coraz wyżej, stojąc na ziemi poczułem ogromną satysfakcję i pewność: tak, to jest świetne. Skala miejsca, właściwa perspektywa – tego brakowało w pracowni. W przygotowaniu ołtarza decydowały detale: kwiaty, kolory. Pamiętam, że pomalowaliśmy na biało czarne kable mikrofonów, aby zespalały się z resztą tła.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem