Reklama

Na służbie pamięci Prymasa Wyszyńskiego

2018-06-13 09:54

Łukasz Krzysztofka
Niedziela Ogólnopolska 24/2018, str. 22-23

Przez prawie 12 lat pracowała w Sekretariacie Prymasa Polski. Była świadkiem heroicznego życia kard. Stefana Wyszyńskiego, należała do grona osób z jego najbliższego otoczenia. Anna Rastawicka od śmierci kard. Wyszyńskiego niestrudzenie podtrzymuje i popularyzuje pamięć o wielkim Prymasie

W dowód uznania Instytut Pamięci Narodowej przyznał Annie Rastawickiej nagrodę Kustosz Pamięci Narodowej. Wyróżnienie to przyznawane jest za szczególnie aktywny udział w upamiętnianiu historii narodu polskiego w latach 1939-89. Uroczystość wręczenia nagród odbyła się na Zamku Królewskim w Warszawie 10 maja 2018 r.

– Pamięć jest i będzie fundamentem naszej tożsamości. O jej zachowanie dbają ludzie, zwłaszcza nietuzinkowi, wybitni i zaangażowani. Nasza wspólna pamięć nie przetrwałaby bez nich lub byłaby prezentowana jak nudny zapis oficjalnych wydarzeń. To pasjonaci zmieniają opowieść o niej w fascynującą przygodę i relację budzącą dumę nas wszystkich. Pani Anna Rastawicka od lat czuwa nad spuścizną Prymasa, który czynił wszystko, żebyśmy nie zrezygnowali z wewnętrznej wolności. Za nami jest dumna przeszłość i na tym trzeba budować – powiedział w czasie gali na Zamku Królewskim prezes IPN dr Jarosław Szarek. W uroczystości uczstniczyli m.in.: marszałek Sejmu Marek Kuchciński, wicepremier i minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński, metropolita warszawski kard. Kazimierz Nycz, biskup polowy Wojska Polskiego gen. bryg. Józef Guzdek. Listy gratulacyjne nadesłali prezydent RP Andrzej Duda oraz premier Mateusz Morawiecki.

Ocalić od zapomnienia

Laureatka podkreśliła, że tytuł ten przyjmuje nie tyle jako nagrodę dla jej osoby, ile jako uznanie dla kard. Wyszyńskiego, którego pamięć stara się zachowywać i przekazywać. Nie jest to jedynie przekaz danych historycznych i szczegółów z życia Prymasa, ale także uobecnienie i ukazywanie tych wartości, które są tworzywem historii, obecnej rzeczywistości oraz tożsamości duchowej. – Aby zrozumieć prymasa Wyszyńskiego, trzeba kochać to, co on kochał – powiedział abp Józef Michalik.

Reklama

– W utrwalaniu pamięci Prymasa Tysiąclecia to jest dla mnie na pierwszym miejscu – wierność temu, czym żył i co kochał, aby wcielać to w życie – przyznała Anna Rastawicka w rozmowie z „Niedzielą”.

Podkreśliła skromnie, że tytuł Kustosza Pamięci Narodowej przyjmuje jako uznanie dla pracy całego Instytutu Prymasa Wyszyńskiego. – To Instytut zasługuje na to miano, ja jestem tylko cząstką tej ogromnej pracy – stwierdziła i dodała, że członkinie Instytutu od wyjścia Księdza Prymasa z więzienia troszczyły się o to, aby zachować, na ile się da, każde jego słowo. – Była to inicjatywa Marii Okońskiej, założycielki Instytutu, która zapoczątkowała nagrywanie i opracowywanie kazań kard. Wyszyńskiego do autoryzacji. Początkowo sama odpowiadała za redakcję tekstów, później z Marią Wantowską, a następnie inne osoby wspierały ją w tym zadaniu, szczególnie Krystyna Szajer, Mirosława Plaskacz i ja. To dzieło całej wspólnoty, którą Pan Bóg postawił na drogach kard. Wyszyńskiego – podkreśliła.

W służbie słowu

Instytut Prymasa Wyszyńskiego w dalszym ciągu podejmuje dzieło utrwalania i przekazywania pamięci. Wydawane są teksty w serii „Dzieła zebrane”, których ukazało się drukiem na razie 18 tomów, a jeszcze ponad 30 jest do wydania. – To ogromny wysiłek, ponieważ do tej pory nie mamy żadnej stałej dotacji na to doniosłe, a jakże ważne dla historii przedsięwzięcie. Robimy to własnymi siłami – powiedziała Anna Rastawicka.

Kard. Wyszyński nigdy nie pisał kazań. Mówił żywym słowem. Po spisaniu z taśmy magnetofonowej trzeba było poprawić interpunkcję, nadać śródtytuły i tak przygotowany tekst szedł do Księdza Prymasa, który uważnie go czytał i nanosił swoje poprawki. Po autoryzacji tekst był przepisywany na maszynie i zachowywany w archiwum Instytutu. Pozostało 67 tomów maszynopisów.

Pracę w Sekretariacie Prymasa Polski Anna Rastawicka rozpoczęła w 1969 r., po ukończeniu studiów filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Od śmierci kard. Wyszyńskiego w 1981 r. pani Anna działa na rzecz utrwalenia duchowego dziedzictwa, nauczania i zachowywania pamięci o nim. Szczególne miejsce zajmuje jej udział w redakcji osobistych zapisków Prymasa z lat 1948-81 „Pro memoria”. Jest autorką licznych artykułów na temat życia i nauczania kard. Wyszyńskiego, publikowanych m.in. na łamach „Niedzieli”, a także rozważań majowych pt. „Maryjne drogi wolności Prymasa Tysiąclecia”. Pracuje jako ekspert w Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego w Warszawie. W swoich konferencjach do różnych środowisk przybliża nauczanie Prymasa Tysiąclecia, nie tylko w kraju. Jest ekspertem, ale przede wszystkim świadkiem.

Tytan pracy

Gdy pracowała w Sekretariacie Prymasa Polski na Miodowej, mogła z bliska patrzeć na życie jednego z ojców polskiej wolności, który w czasach komunistycznego zniewolenia podtrzymywał ducha narodu. Wspomina, że był w tym wszystkim bardzo ludzki i zwyczajny.

– Kard. Wyszyński był najlepszym szefem, jakiego spotkałam. Gdy szedł na audiencję, często przechodził przez kaplicę, aby przynajmniej pokłonić się Panu Jezusowi. Kiedyś powiedział mi: „Jesteś szczęśliwa, że możesz się modlić, a ja muszę lecieć do ludzi” – wspominała Anna Rastawicka. W jej pamięci Prymas Tysiąclecia zapisał się jako człowiek majestatyczny, ale jednocześnie cechowały go ogromna dobroć i bliskość. – Wychodził do ludzi niestrudzenie, audiencje trwały nieraz od rana do nocy, a i tak jeszcze czuł niedosyt, że nie mógł poświęcić tyle czasu, ile by chciał czy ile by ktoś oczekiwał – podkreśliła.

Kard. Wyszyński zawsze potrafił dostrzec, gdy ktoś z jego pracowników miał jakiś problem.

Ten zwycięża, kto miłuje

Tytuł Kustosza Pamięci Narodowej IPN przyznaje od 2002 r. – Kiedy otrzymywałam ten tytuł na Zamku Królewskim, pomyślałam sobie, jakże teraz jest inny czas. Kiedyś przestępstwem było przyznawać się do kard. Wyszyńskiego. Prymas był nazywany zdrajcą, uwięziono go za to, że rzekomo szkodził narodowi, a teraz za utrwalanie jego pamięci otrzymuję tytuł Kustosza Pamięci Narodowej. Wtedy sobie uświadomiłam, jak prawdziwe jest to, co mówił Ksiądz Prymas, że dobro, prawda i miłość zwyciężą – zaznaczyła Anna Rastawicka.

W czasie Milenium w Warszawie wszystkie uliczki Starego Miasta były zablokowane przez podpitych funkcjonariuszy UB i aktywistów partyjnych, zwiezionych z różnych zakątków Polski, którzy krzyczeli: „Nie przebaczamy!”. Kard. Wyszyński natomiast szedł i błogosławił im. Pani Anna doskonale pamięta tę pełną nienawiści atmosferę w stolicy i to, co wtedy w archikatedrze św. Jana powiedział Prymas. „Ciągle was pouczam, że ten zwycięża – choćby był powalony i zdeptany – kto miłuje, a nie ten, który w nienawiści depcze. Ten ostatni przegrał. Kto nienawidzi – już przegrał! Kto mobilizuje nienawiść – przegrał! Kto walczy z Bogiem – przegrał! A zwyciężył już dziś – choćby leżał na ziemi podeptany – kto miłuje i przebacza, kto – jak Chrystus – oddaje serce swoje, a nawet życie za nieprzyjaciół swoich. Z doświadczenia dwudziestu wieków Kościół wydobył potężną naukę o godności ludzkiej, której trzeba bronić przez miłość, jaką winniśmy mieć ku każdemu człowiekowi. Dopiero wtedy zrozumiemy, co Kościół wnosi w wiary nowe tysiąclecie”. W tych słowach kard. Wyszyńskiego uderza przede wszystkim wielki szacunek dla człowieka. Kiedy doświadcza się zwycięstwa, które wypływa z miłości i przebaczenia, i na własne oczy widzi, że to, co Prymas mówił, jest prawdą, wtedy doświadcza się wewnętrznej radości.

Ojciec dla wszystkich ludzi

Prymas Wyszyński był człowiekiem wielkiej klasy, wielkiego taktu i dobroci. Ludzie przychodzili na Miodową po radę w różnych trudnych sytuacjach i pytali Prymasa: „Co teraz będzie?”. A on odpowiadał: „Tylko Bóg na pewno będzie i my w Nim”. – Kard. Wyszyński czuł się ojcem dla wszystkich ludzi – wierzących i niewierzących, życzliwych i wrogich – powiedziała Anna Rastawicka.

Prymas wierzył w to, że Bóg kocha także tych, którzy Go nie znają, nie rozumieją lub boją się do Niego przyznawać. – Kiedy po jednym z takich przemówień, w którym mówił o miłości do nieprzyjaciół, zapytałam, czy kocha np. pana Gomułkę, który wtedy po prostu „pastwił się” nad Księdzem Prymasem, odpowiedział spokojnie: „Bóg go kocha, to co ja mam do powiedzenia?”– wspominała pani Anna.

Młodzi a Prymas

Laureatka przyznała też, że jeszcze za mało korzystamy z wielkiego daru, którym było życie i nauczanie prymasa Wyszyńskiego. Pocieszający jest jednak głód tego nauczania. Dowodem jest choćby reakcja na czytania majowe „Maryjne drogi wolności Prymasa Tysiąclecia”. – Wydawało się, że Prymas to postać dla wielu już odległa, a jednak bardzo żarliwie jest przyjmowane jego nauczanie, jest duże zainteresowanie tematem – powiedziała autorka rozważań. Wspomniała również, że kiedy mówi w różnych środowiskach, szkołach lub kościołach o kard. Wyszyńskim, to spotyka się z niezwykle żywą reakcją ludzi, którzy pragną utrwalić i pogłębić znajomość jego nauczania. To jest znak, że pamięć o Prymasie w narodzie polskim żyje, tylko na razie jest jakby nieco uśpiona. – Wystarczy zasygnalizować, przypomnieć jego postać, także wśród ludzi młodych. Zachwycają mnie ich entuzjazm i pasja. Doświadczam tego zwłaszcza wśród osób zaangażowanych w tworzenie Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego w Warszawie, w Wilanowie. Pragną postać Księdza Prymasa ukazać tak, aby jego przesłanie było atrakcyjne dla młodego pokolenia. To tylko jeden przykład, jak młodzi reagują na postać kard. Wyszyńskiego. Mają niesamowite wyczucie tego, co dla Prymasa Tysiąclecia było ważne – przyznała pani Anna.

Ponadczasowe przesłanie

– Na początku lat 80. ubiegłego wieku, kiedy wszyscy fascynowali się perspektywą upadku komunizmu, wydawało się, że przed nami raj na ziemi. Wtedy Ksiądz Prymas mówił: „Ostrożnie, jeżeli człowiek się nie zmieni, to nic się nie zmieni” – wspominała. Jej zdaniem, Prymas Tysiąclecia wskazałby dziś współczesnym Polakom drogę życia z Bogiem, w zgodzie z sumieniem, z prawdą i uczciwością. – Apelował o szacunek dla godności człowieka, o zachowanie wiary, obronę rodziny, życia dzieci nienarodzonych, o miłość społeczną, o umiłowanie Ojczyzny i zawierzenie Matce Najświętszej. Przed śmiercią powiedział: „Przyjdą nowe czasy, wymagają nowych świateł, nowych mocy, Bóg je da w swoim czasie. Pamiętajmy, że jak kard. Hlond, tak i ja wszystko zawierzyłem Matce Najświętszej, wiem, że nie będzie słabsza w Polsce, choćby ludzie się zmieniali!”. To przesłanie prymasa Wyszyńskiego się nie przedawniło. Jest aktualne również w dzisiejszych czasach – podkreśliła Anna Rastawicka.

Kolęda

Alumn Grzegorz Gęsikowski
Edycja szczecińsko-kamieńska 51/2002

Termin calendae w starożytnym Rzymie oznaczał pierwszy dzień miesiąca. Najbardziej zaś uroczyście obchodzono calendae styczniowe (festum Calendarium), które rozpoczynały nowy rok. Wtedy to odwiedzano się po domach, obdarowywano podarkami i składano sobie życzenia. Podobnie czyniono w całej Europie w wiekach późniejszych, łącząc już ów zwyczaj ściśle ze świętami Bożego Narodzenia.
Tymczasem w Polsce dawnej 1 stycznia kapłani rozpoczynali odwiedziny duszpasterskie, które określano właśnie mianem kolędy. Trwała ona do 2 lutego - Święta Ofiarowania Pańskiego (Matki Bożej Gromnicznej). Najdawniejsza wzmianka o tej praktyce pochodzi z 1607 r. Wtedy to na synodzie prowincjonalnym w Piotrkowie polecono, aby plebani według starożytnego zwyczaju nawiedzali swoich wiernych po domach, uczyli ich pacierza, prawd wiary i by wchodzili w szczegóły życia, czy jest ono prawdziwie chrześcijańskie. Polecano także, by strapionych pocieszali, a ubogich wspomagali. Z kolei synod chełmski (1624 r.) zachęcał, aby proboszczowie spisywali swoich parafian i zachęcali do częstego korzystania z sakramentów. Owa wizyta miała wpłynąć na ożywienie życia religijnego i moralnego parafii.
Dla wielu rodzin kolęda jest bardzo ważnym wydarzeniem. Już od samego rana trwają w mieszkaniach przygotowania do przyjęcia kapłana. Wizyta duszpasterza jest doskonałą okazją do wspólnej modlitwy, do wyproszenia Bożego błogosławieństwa dla domowników, ale także okazją do szczerej rozmowy.
Jak należy przeżyć wizytę duszpasterską kapłana? Przede wszystkim należy się przygotować duchowo. Najlepiej uczynimy to, przystępując w czasie świąt do Komunii św., a także biorąc czynny udział w modlitwie. Nie wolno też zapomnieć o zewnętrznym przygotowaniu samego miejsca spotkania. Stół należy nakryć białym obrusem, postawić na nim krzyż, zapalone świeczki, Pismo Święte i wodę święconą. Przy tak przygotowanym stole winna zgromadzić się cała rodzina. Obrzęd kolędy nie jest wcale skomplikowany i na pewno sprzyja serdecznemu spotkaniu duszpasterza ze swoimi parafianami. Z jednej strony kapłan ma doskonałą okazję nie tylko poznać swoich wiernych, ale i wgłębić się w ich konkretną sytuację życiową, poznać jej radości, smutki i wyjść naprzeciw z konkretnym działaniem. Z drugiej strony i parafianie mają możliwość bliżej zainteresować się życiem parafii - życiem wspólnoty lokalnego Kościoła.
Jak wygląda kolęda? Zgodnie z wielowiekową tradycją kolęda w Polsce ma następujący przebieg: przed wejściem (bądź w trakcie wchodzenia) do mieszkania (domu) ministranci wraz z domownikami śpiewają kolędę, a w tym czasie jeden z chłopców kreśli na drzwiach napis: C + M + B + bieżący rok, co oznacza: Christus manisionem benedicat ("Niech Chrystus mieszkanie błogosławi"). Następnie kapłan wchodzi do mieszkania i pozdrawia obecnych słowami: "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!" (odpowiadamy: "Na wieki wieków. Amen"). Kapłan może również zacząć od słów: "Pokój temu domowi" (tym razem odpowiemy: "I wszystkim jego mieszkańcom"). Następnie wszyscy - jak jedna rodzina, zgromadzona przy jednym stole odmawiają modlitwę, którą nauczył nas Jezus Chrystus (tzn. Ojcze nasz). Po niej kapłan, wypraszając Boże błogosławieństwo dla domowników, modli się następującymi lub podobnymi słowami: "Pobłogosław + Panie, Boże Wszechmogący, to mieszkanie (ten dom), aby w nim trwały: zdrowie i czystość, dobroć i łagodność oraz wierność w wypełnianiu Twoich przykazań; aby zawsze składano Ci dzięki. A błogosławieństwo Twoje niech pozostanie na tym miejscu i nad jego mieszkańcami teraz i na zawsze. Amen". Po czym następuje końcowe błogosławieństwo: "Niech to mieszkanie i wszystkich w nim mieszkających błogosławi Bóg Ojciec i Syn + i Duch Święty. Amen". Pięknym zwyczajem jest, gdy duszpasterz teraz weźmie ze stołu krzyż stanowiący własność rodziny i poda każdemu do ucałowania. Po tym dopiero kropi mieszkanie i domowników wodą święconą i stosownie do potrzeby duszpasterskiej nawiązuje rozmowę, której zawsze powinna towarzyszyć roztropność, delikatność i chrześcijańska zasada miłości.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ewa Kowalewska o waszyngtońskim Marszu dla Życia: tłum radosnych ludzi manifestujących swoje zaangażowanie pro-life

2019-01-18 21:18

pra / Gdańsk (KAI)

„Atmosfera tego marszu jest absolutnie unikalna, wręcz niesamowita. To niezapomniane przeżycie znaleźć się w tłumie tak wielu młodych, radosnych ludzi, manifestujących swoje zaangażowanie w obronie życia” - wspomina Ewa H. Kowalewska. Prezes Human Life International w Polsce w waszyngtońskim Marszu dla Życia uczestniczyła trzykrotnie i - jak mówi - „za każdym razem było to coś niepowtarzalnego”.

dlazycia.info

W dzisiejszym newsletterze Human Life International w Polsce Ewa H. Kowalewska przypomina historię Marszu dla Życia, który w tym roku w Waszyngtonie przejdzie po raz czterdziesty szósty. Odbywa się on w rocznicę niesławnej decyzji Sądu Najwyższego USA w sprawie Roe contra Wade, która w 1973 roku w praktyce zalegalizowała aborcję na życzenie podczas całej ciąży, aż do urodzenia dziecka.

W tym roku Marsz odbywa się pod hasłem „Jedyny w swoim rodzaju od pierwszego dnia: pro-life jest pro-naukowe”. „W ten sposób organizatorzy chcą pokazać, że każda istota ludzka jest unikalna, niepowtarzalna od samego poczęcia oraz połączyć te fakty z rzetelną wiedzą, która zawsze stoi po stronie prawdy i życia” - komentuje Ewa Kowalewska.

Marsz tradycyjnie przejdzie Aleją Konstytucji pod Kapitol oraz gmach Sądu Najwyższego. Zapowiedziano wielu znakomitych gości, w tym abp. Josepha Neumanna przewodniczącego Komitetu ds. Aktywności Pro-life Konferencji Episkopatu USA. Narrację ma prowadzić znany dziennikarz Ben Shapiro.

Z okazji Marszu organizowanych jest wiele wydarzeń towarzyszących. Większość dużych organizacji przygotowuje własne spotkania dla swoich wolontariuszy i pracowników, najczęściej połączone z posiłkiem. Wieczorem poprzedniego dnia odbywa się Msza św. w waszyngtońskiej katedrze, po której wielu młodych pozostaje na całonocnym czuwaniu. „Punktem kulminacyjnym jest jednak uroczysta kolacja po marszu nazywana „Rose Dinner”. W tym roku ma w niej wziąć udział wiceprezydent USA Mike Pence, który od lat jest osobiście związany z ruchem pro-life” - informuje prezes HLI Polska.

Human Life International, najstarsza w USA organizacja pro-life, założona przez benedyktyna o. Paula Marxa w 1974 roku, od początku uczestniczy w Marszu zwartą grupą swoich wolontariuszy i pracowników. „Atmosfera tego marszu jest absolutnie unikalna, wręcz niesamowita. To niezapomniane przeżycie znaleźć się w tłumie tak wielu młodych, radosnych ludzi, manifestujących swoje zaangażowanie w obronie życia” - wspomina Ewa H. Kowalewska. Prezes Human Life International w Polsce w waszyngtońskim Marszu dla Życia uczestniczyła trzykrotnie i - jak mówi - „za każdym razem było to coś niepowtarzalnego”.

„18 stycznia duchowo łączymy się z obrońcami życia z Ameryki! Papież Franciszek ogłosił odpust zupełny pod zwykłymi warunkami dla wszystkich, którzy tego dnia będą się łączyć w modlitwie w intencji obrony życia z uczestnikami Marszu dla Życia w Waszyngtonie - przyłączmy się” - zachęca Ewa Kowalewska.

Waszyngtoński Marsz dla Życia jest największym tego typu wydarzeniem na świecie. Weźmie w nim udział kilkaset tysięcy ludzi, w większości młodych. „Udział w nim robi wielkie wrażenie, bo jest to autentyczna, radosna afirmacja życia” - mówi Ewa Kowalewska. Marsz dla Życia w Waszyngtonie jest ukoronowaniem podobnych akcji pro-life, które w tych dniach odbywają się w ponad osiemdziesięciu amerykańskich miastach.

Prezes HLI Polska zwraca uwagę, że batalia o zaprzestanie aborcji w ostatnich latach w Ameryce nasila się coraz bardziej. „Od ujawnienia handlu organami zabijanych dzieci przez Planned Parenthood, organizację posiadającą najwięcej placówek aborcyjnych w USA, rozgorzała walka o pozbawienie ich funduszy federalnych. Są to duże pieniądze i jest o co walczyć. Zamknięto już ponad 200 placówek aborcyjnych, ale proceder zabijania poczętych dzieci nadal trwa. Wybór prezydenta Trumpa wzmocnił amerykański ruch pro-life, jednak każdy krok w kierunku delegalizacji aborcji wywołuje totalną awanturę, wspieraną głównie przez demokratów” - pisze Kowalewska.

W najnowszym newsletterze HLI Polska zauważono także, że po ostatnich zmianach w amerykańskim Sądzie Najwyższym większość sędziów jest po stronie ochrony życia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Koncert kolęd 2019 300x300 nowy termin

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem