Reklama

Święty miłujący prawdę

2018-05-23 10:54

Władysław Burzawa
Edycja kielecka 21/2018, str. IV

TER
Kościół w Tumlinie

Piękny widok na okolice rozciąga się z kościelnego wzgórza w Tumlinie. Znajdujący się w pobliżu kościoła cmentarz parafialny należy do najładniej położonych w diecezji. Rozłożony jest na południowym zboczu, z którego widać Kielce, lasy i pojedyncze zabudowania w promieniu kilkunastu kilometrów. Widok jest tak urokliwy, że niektórzy mieszkańcy stolicy województwa decydują się na to, by po śmierci spocząć właśnie w tym miejscu

Ksiądz proboszcz Czesław Biskup oprowadza mnie po cmentarzu, rzeczywiście położenie nekropolii jest wyjątkowe. – A tutaj znajduje się nowy ołtarz polowy poświęcony przez bp. Jana Piotrowskiego podczas niedawnych uroczystości odpustowych ku czci patrona naszej parafii św. Stanisława – mówi. Kiedy idziemy w stronę kościoła, ks. proboszcz prowadzi mnie przez parking do północnego zbocza góry. – Tu znajdują się stacje Drogi Krzyżowej, to wyjątkowe miejsce, tutaj wspólnie się modlimy, albo możemy indywidualnie „zatrzymać się w tym miejscu” i pomedytować – mówi. Rzeczywiście, położony wśród drzew zakątek zachęca do indywidualnej modlitwy i refleksji. A widok na okolice – jak już wspomniałem, zapiera dech. – Tu powstaje figura Jezusa – mówi proboszcz, przystając przy bryle „pińczaka”. Artysta z Kielc, który wykonywał stacje Drogi Krzyżowej, teraz mozolnie wykuwa postać Jezusa. Idziemy do kościoła. Według tradycji w XII wieku przez Tumlin przechodził św. Jacek Odrowąż. Chcąc odpocząć, i zapewne z góry popatrzeć na okolice wspiął się na wzniesienie zwane Kościelną Górą. W tym miejscu – jak mówi legenda – postawił drewniany krzyż. I właśnie w tym miejscu po latach stanął kościół. Świątynię ufundował w 1599 r. kard. Jerzy Radziwiłł – biskup krakowski i zarządca dóbr królewskich. Powstanie świątyni pw. św. Stanisława łączyło się z odkrytymi w okolicy złożami miedzi i rozwijającym się jej wydobyciem. Kardynał nakazał wybudować kościół z myślą o licznie osiedlających się tutaj górnikach i hutnikach oraz ich rodzinach. W Tumlinie osiedlali się górnicy, hutnicy oraz fachowcy przybyli głównie z Włoch i Anglii. Rody te znacznie zasłużyły się dla rozwoju hutnictwa, jak i dla tutejszej świątyni. W 1630 r. kościół strawił wielki pożar. Staraniem bp. Kajetana Sołtyka wkrótce go odrestaurowano, a w 1634 r. ponownie konsekrowano. W 1765 r. erygowano tutaj osobną parafię. W latach 1888-1905, i ponownie w latach 1970-1988 świątynia była odnowiona. Bryła świątyni jest budowlą jednonawową w stylu wczesnobarokowym zamkniętą węższym wielobocznym prezbiterium.

Z czerwonego piaskowca

Kościół wybudowano z czerwonego piaskowca, wydobywanego w Tumlinie. W ołtarzu głównym, z ok. 1880 r., umieszczony jest obraz Matki Bożej Niepokalanie Poczętej na zmianę z obrazami: Najświętszego Serca Pana Jezusa i Ukrzyżowania. W części górnej ołtarza – obraz św. Stanisława, patrona parafii. Artysta przedstawił Biskupa Stanisława w chwili wskrzeszenia Piotrowina. Biskup zakupił od Piotra Strzemieńczyka z Janiszewa wielkie dobra ziemskie. Po śmierci Piotra, zwanego Piotrowinem, jego następcy zażądali od biskupa oddania ziemi, twierdząc, że należy do nich. Biskup chcąc dowieźć swojej niewinności i praw do ziemi, wskrzesił Piotrowina, który potwierdził słowa Biskupa Stanisława. Na obrazie widzimy właśnie tę scenę. Św. Stanisław w biskupich szatach wskrzesza Piotrowina, a obok niego tłum osób, wśród których są spadkobiercy zmarłego, przyglądają się tej scenie. Wskrzeszony, podnosi prawą rękę, chcąc wskazać, do kogo należy sporna ziemia. To jedyne wyobrażenie św. Stanisława w tumlińskim kościele.

Reklama

Modlą się do Maryi i św. Stanisława

Ks. proboszcz potwierdza, że w parafii nie ma jakiegoś szczególnego kultu św. Stanisława, większym otaczany jest wizerunek Matki Bożej Śnieżnej w ołtarzu bocznym. Jego historia jest naprawdę interesująca. Jak zanotowano w kronice – Madonnę przywieźli ze sobą włoscy hutnicy w 1630 r. Obraz jest wzorowany na słynnym wizerunku z Bazyliki Matki Bożej Większej w Rzymie. Zdobi go srebrna suknia z pozłacanymi koronami, wykonana z darów wotywnych. Na zasuwie – obraz Stygmatyzacja św. Franciszka. Jednak w przeszłości kult św. Stanisława musiał być silny, świadczą o tym odnalezione relikwie świętego, wbudowane w ołtarz główny. Relikwie są prawdziwe, ich pochodzenie jest udokumentowane. Ofiarował je kard. Radziwiłł. Świętemu Stanisławowi jest poświęcony ołtarz polowy znajdujący się obok kościoła. Powstał w 1999 r. z okazji 400-lecia parafii. Odpust ku czci świętego patrona wygląda tradycyjnie, po Mszy św. wystawienie Najświętszego Sakramentu, procesja. W tym dniu podczas uroczystej sumy wraz z licznymi wiernymi modlą się kapłani z całego dekanatu. Jeden z nich głosi słowo Boże podczas Eucharystii, a podczas procesji, wszyscy zatrzymują się przy ołtarzu polowym patrona, modlą się i tu ma miejsce ucałowanie relikwii św. Stanisława. W kościele są jeszcze jedne relikwie. Przy bocznym ołtarzu, umieszczone w specjalnej „kamiennej księdze” znajdują się relikwie św. Jana Pawła II. To miejsce szczególne, wierni modlą się i oddają cześć wielkiemu Polakowi.

Modlitwa na kościelnym wzgórzu

Parafia jest rozmodlona. Istnieje w niej osiem róż różańcowych żeńskich i jedna róża męska. Działa Apostolat Maryjny, Rycerstwo Niepokalanej Margaretki – modlące się za kapłanów, jest również Krąg Biblijny. W każdą środę przed Mszą św. wierni modlą się do Maryi Nieustającej Pomocy, a w każdy piątek Koronką do Bożego Miłosierdzia. Od 1995 r., kiedy miała miejsce peregrynacja obrazu Maryi, ks. proboszcz wprowadził nabożeństwo fatimskie. Oprócz tego od 6 lat od Wielkiego Postu do Adwentu w każdy trzeci piątek miesiąca w parafii modlą się nabożeństwem Drogi Krzyżowej. – Modlimy się przy stacjach na wzgórzu, wśród drzew, modlitwa prowadzona jest przez wszystkie stany – mówi ks. proboszcz. – Podczas nabożeństw fatimskich od 13 maja do 13 października, które są prowadzone na wzór fatimski, ze świecami, pod koniec udzielane jest błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem osobom chorym i starszym.

Tagi:
parafia św. Stanisław

Św. Stanisław - patron na ciężkie czasy

2018-05-30 11:29

Adam Szewczyk
Edycja szczecińsko-kamieńska 22/2018, str. I

Adam Szewczyk
Abp Andrzej Dzięga przewodniczył Mszy św. odpustowej

Szczególny charakter miała tegoroczna uroczystość odpustowa w parafii św. Stanisława BM na os. Bukowym w Szczecinie. Wpisując się w sposób naturalny w obchody 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, stanowiła doskonałą okazję, by ze stosowną uwagą pochylić się nad bogatą historią Ojczyzny, w której krakowski biskup u zarania naszej państwowości znalazł miejsce poczesne. Przewodzący celebracjom odpustowym metropolita szczecińsko-kamieński abp Andrzej Dzięga swoje kazanie poświęcił roli niezłomnej postawie obrońcy wiary i ładu moralnego, prezentowanej przez św. Stanisława w czasach panowania Bolesława Szczodrego. Przeprowadził licznie zgromadzonych na uroczystej wieczornej Eucharystii wiernych, jak i duchowieństwo, drogą dziejowych wydarzeń, wywierających znaczący wpływ na jej losy, przypominając, iż także Szczecin, miasto tak hojnie obdarzone świątyniami dedykowanymi patronom Ojczyzny, ma w nich swój udział. – Błogosławione jest nasze miasto, nasz Szczecin – wołał Ksiądz Arcybiskup – bo miało mądrych ojców i organizatorów życia wspólnotowego po II wojnie światowej. To z tej mądrości i prawdziwej, rozumnej wiary wyrosły decyzje, aby Szczecin zakotwiczyć w tych duchowych wymiarach dziejów naszej Ojczyzny, aby czuł, że wyrasta z tych pokładów tysiącletnich i aby idąc w nowy czas, rozwijał te przestrzenie i te zasady.

Wskazał również, jak istotna jest modlitewna troska o losy kraju w każdym czasie, w każdej sytuacji i z niesłabnącym zapałem, wynikającym ze współodpowiedzialności – zarówno chrześcijańskiej, jak i obywatelskiej – za jego teraźniejszość oraz przyszłość, wzorem patrona parafii św. Stanisława, biskupa i męczennika. – Wchodząc do tej świątyni – kontynuował Ksiądz Arcybiskup – patrzycie w tę mozaikę nad ołtarzem i rozważacie, od dziecka poczynając, kto to jest, co to za biskup, kiedy żył, czym się takim odznaczył, czym się wsławił. Tak się mówi, że męczennik, bo to prawda. Ale był to też bardzo rozumny biskup, zatroskany i o naród, i o państwo, i o sprawy Kościoła, i o sprawy rodziny każdej, o sprawy zbawienia każdego człowieka. A gdy trzeba było, to się sprzeciwił wielkim tego świata i za to oddał życie. Ale uczy w kolejnych pokoleniach, jak dbać o prawdziwe wartości i jak dokonywać mądrych, odważnych wyborów.

Okazji ku temu, o czym wiemy z historii, a o czym tak dobitnie przypominał abp Dzięga, było wiele. Zwłaszcza wtedy, kiedy trzeba było stawać w obronie Ojczyzny przed zaborczymi zapędami i dyktatorskimi knowaniami mocarstw Europy. Kiedy trzeba było z narażeniem życia przechowywać najświętszy depozyt stanowiący o istocie polskości, chroniąc go dla przyszłych pokoleń z nadzieją, iż nadejdą dni, kiedy będzie można swobodnie mówić w ojczystym języku, a sztandar z symbolem Niepodległej dumnie i z podniesioną głową dzierżyć w dłoni w okolicznościach innych niż walka o wolność narodu. Szczecinowi nieobce były zrywy o wolność i godność człowieka – to już historia współczesna. Lata 70., 80. XX wieku, czas solidarnościowych zrywów i porozumień. – To wszystko nie rodzi się znikąd. To są owoce duchowe zasiewu wcześniejszego – mówił Metropolita, przywodząc pamięcią pokolenia, których jedynym orężem, jedyną nadzieją przymnażającą sił i wytrwałości w walce o utraconą niepodległość, był Bóg i modlitwa. To ludzie wiarą bogaci, w sercu noszący Boga, byli w stanie wymodlić sobie rozeznanie czasu i mądre decyzje na już, aby czekając na Niepodległą uczyć się niepodległości w małych rzeczach. Ksiądz Arcybiskup przypomniał pontyfikat Jana Pawła II ukazujący, „jak wielu Polaków, którzy byli zesłańcami, pracując i cierpiąc w różnych częściach Europy, działając w imię Bożej i po Bożemu w polskiej sprawie, tak naprawdę szło drogą świętości. To są dziesiątki, dziesiątki imion, życiorysów, charyzmatów, dzieł, odważnych decyzji, zmagania wielkiej biedy i cierpienia, i wielkiej nadziei w Duchu Świętym. To wszystko wołało przed Bogiem. Gdy przyszedł czas sprzyjający, mogła stanąć Rzeczpospolita, wymodlona, wypracowana, wywalczona i wycierpiana”.

Schyłek kwietnia i początek maja to dla szczecinian czas szczególnego zawierzenia Bogu Ojczyzny. To również czas gorących próśb o wstawiennictwo świętych patronów polskiego narodu przed Bożym majestatem. Począwszy od kwietniowych uroczystości ku czci św. Wojciecha BM, przez majowe święto Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski w parafii Świętej Rodziny przy jakże wymownej ulicy Królowej Korony Polskiej, św. Stanisława na szczecińskim os. Bukowym, na uroczystościach w parafii św. Andrzeja Boboli, położonej niemal w sercu Szczecina kończąc.

Abp Dzięga kilkakrotnie w trakcie uroczystości odpustowej ku czci św. Stanisława przywoływał jego szczególne cnoty, prosząc jednocześnie, by nam wszystkim wypraszał nowe zasoby mądrości i rozumności, nowe zasoby głębokiej, szczerej wiary i nowe zasoby miłości i zgody w rodzinach, we wspólnotach, w strukturach społecznych i w całym narodzie, także w relacjach ponadnarodowych. Kończąc zaś zaapelował: – Rozpoczęliśmy tę liturgię od przepięknego śpiewu „Gaude Mater Polonia, prole fecunda nobili” (Ciesz się Matko, Polsko, znana i sławna swoimi szlachetnymi synami). Niech ten śpiew często tu będzie przywoływany i niech Ojczyzna i w tym pokoleniu, także w tej świątyni pozyskuje synów i córki sławnych Bożą mądrością i mądrością ziemską; odważnych i zgodnych, i jednoznacznych. I ty jesteś też do tego potrzebny! Dlatego idź po tej drodze, idź w nowy czas, idź po drogach polskich dziejów. Niech także przez ciebie dobry Bóg odnawia i uzdrawia oblicze tej ziemi. Niech się tak stanie!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Urodził się jako święty

2018-06-06 10:32

Rozmawia Lidia Dudkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 23/2018, str. 12-14

Archiwum
Ks. Dolindo Ruotolo zostawił nam orędzie o bliskości Chrystusa i sile zaufania: „Jezu, Ty się tym zajmij!”

LIDIA DUDKIEWICZ: – Wydaje się, że zaczyna do nas docierać głos św. Jana Pawła II, który uważał, iż święci uratują świat. Dziś coraz bardziej zaludnia się kontynent cyfrowy – ludzie przenoszą się do przestrzeni wirtualnej – świat się laicyzuje, a jednocześnie biografia nieznanego wcześniej kapłana z Neapolu błyskawicznie staje się bestsellerem. Jak to wytłumaczyć? Skąd, zdaniem Księdza Profesora, bierze się dziś nadzwyczajna popularność ks. Dolindo Ruotolo?

KS. PROF. ROBERT SKRZYPCZAK: – Zaraz po Soborze Watykańskim II powstało poczucie ogromnego kryzysu chrześcijaństwa na Zachodzie. Było to związane z podziałami, które nastąpiły w Kościele. Z jednej strony stanęli wówczas zwolennicy szybkich zmian, podążania za postępem, dostosowania Kościoła do zmieniającego się świata, z drugiej – zwolennicy włączenia biegu wstecznego, powrotu do tradycji. A przy tym wszystkim mieliśmy pustoszejące kościoły, seminaria, zakony, kryzys zainteresowania modlitwą, kryzys spowiedzi – w związku z tym również odczuwania grzechu – kontestację nauczania Kościoła, wszystko, co przyniosła rewolucja seksualna w 1968 r. To naprawdę przerażało wielu obserwatorów, pasterzy i teologów zamiast dostarczać radość nowej wiosny Kościoła. Kard. Joseph Ratzinger w swojej głośnej książce „Raport o stanie wiary” napisał, że jeśli w Kościele nie pojawią się owoce świętości, to odbije on w sobie cały kryzys pokolenia. Tylko święci mogą ratować Kościół. I gdy przypatrujemy się historii chrześcijaństwa, widzimy, że kiedy dochodziło do zamętu, braku jedności, pesymizmu, Bóg budził wybitne jednostki – świętych, którzy ratowali Kościół. W wiekach średnich, gdy rozkwitały herezje, był to m.in. św. Dominik. Spójrzmy na ogromny wysyp świętych po Soborze Trydenckim – od mistyków hiszpańskich przez Ignacego Loyolę, Karola Boromeusza po Andrzeja Bobolę. Tak samo jest po Soborze Watykańskim II. Bóg wychodzi naprzeciw – a czasami uprzedza znaki kryzysu, wzbudzając świętych. W Polsce jesteśmy szczęściarzami – w zlaicyzowanym świecie wciąż stanowimy wyspę żywej wiary. Wciąż są u nas ludzie, którzy chętnie przychodzą do kościoła, biorą udział w pielgrzymkach, w rekolekcjach i w nabożeństwach, przystępują do sakramentów i chcą się nawracać.

– Z czego to wynika?

– Przez długi czas przeżywaliśmy ucisk wiary, prześladowanie, a poza tym jesteśmy pokoleniem dotkniętym zasiewem świętości, o którym wspomniałem. Jesteśmy pokoleniem, które miało wielkiego świętego – Jana Pawła II. I myślę, że duchowo to odczuwamy – nawet jeśli ktoś się zagubi, odłączy od praktykowanej wiary, gdzieś w głębi duszy ten posiew zostaje. Polacy są także bardzo wrażliwi na św. Faustynę, na św. Szarbela i podobnie teraz bardzo dobrze zareagowali na postać świętego kapłana z Neapolu.

– Czy mógłby Ksiądz Profesor przybliżyć duchową sylwetkę ks. Dolindo? Jego najbliższa żyjąca krewna twierdzi, że urodził się już jako święty.

– Myślę, że ks. Dolindo przemawia do nas bardzo mocno swoją postawą wewnętrznej radości w przeciwnościach. Oznacza to, że znalazł on prawdziwe oparcie w życiu. To bardzo ważne – dziś wielu ludzi nie ma na co ani na kogo liczyć. W związku z tym liczą na samych siebie i wpadają w przewlekły stres czy przerażenie, mówiąc: wszystko jest na mojej głowie, nikt mi nie pomaga. Tymczasem ks. Dolindo jest świadkiem szukania oparcia w miłości Boga, w Chrystusie. Nawet jeśli ktoś jeszcze nie poznał samej postaci kapłana z Neapolu, to zapewne słyszał wcześniej o modlitwie „Jezu, Ty się tym zajmij!”. To jest kwintesencja takiej postawy zaufania. Oczywiście, wymaga ona wyjaśnienia, nie wszyscy właściwie ją rozumieją. Łatwo można pomyśleć, że jest to pewien rodzaj spychologii, że przez ten akt zawierzenia wyznacza się Chrystusowi powinności, którymi sam nie mam ochoty się zająć. Nie o to chodzi. „Jezu, Ty się tym zajmij!” to akt radykalnego zaufania. Ks. Dolindo często mówił, że ludzie nie widzą Boga właśnie dlatego, że Mu nie ufają. Tymczasem Boga możesz zobaczyć, kiedy obdarzysz Go zaufaniem. Wywodzi się to wprost z Ewangelii – gdy ludzie przychodzili do Chrystusa ze swoimi sprawami, prosili Go o zdrowie dla siebie lub dla kogoś bliskiego, o uwolnienie od demona, Jezus często zaczynał od pytania o wiarę. Uzależniał spotkanie z Jego mocą od wiary człowieka, który do Niego przychodził. I nie chodziło o wiarę jako światopogląd religijny, ale o osobiste otwarcie, często wbrew oczywistym, namacalnym faktom.

– Jak realizowało się to w życiu ks. Dolindo?

– Została po nim potężna autobiografia pt. „Dolindo znaczy ból”. Opisuje on tam swoje życie – i rzeczywiście, jest to prawdziwe pasmo bólu i nieszczęść, które rozpoczęły się już w dzieciństwie. Jego rodzice się rozwiedli. Wcześniej jego ojciec, Rafaele, sadystycznie wychowywał swoje dzieci. Mały Dolindo nieraz był bity, za drobne przewinienia trafiał na długie godziny do komórki ze szczurami. Wtedy klękał i modlił się za tatę. W tak strasznych warunkach budziły się w nim miłość i zaufanie do Chrystusa! Później, jako chłopak, przeżywał niepowodzenia w szkole – co z pewnością było efektem wieloletniego udręczenia i zamknięcia. Został wysłany do prestiżowego liceum w Neapolu – był z niego dwukrotnie wyrzucony, następnie wstąpił do mniejszego seminarium duchownego – dostawał same dwóje, jedna po drugiej... Aż do momentu, kiedy pewnego dnia zwrócił się ze łzami do Matki Bożej: Maryjo, jeśli chcesz, żebym został księdzem, pomóż mi, żebym nie był takim kretynem – on tak często o sobie mówił... Sam nie mógł nic zrobić, oddał się w ręce Maryi i prosił o wstawiennictwo – i to był moment zaufania. Zerwał się nagły podmuch wiatru, aż obrazek, który stał na półce, niespodziewanie znalazł się na jego czole. I ten symboliczny moment go odblokował. Okazało się, że w chłopcu drzemie ogromny intelekt. Już jako młody kapłan rozpoczął coś, co dzisiaj moglibyśmy nazwać duszpasterstwem akademickim, ówcześnie zupełnie nieznanym. Ponieważ cechowała go ogromna miłość do Pisma Świętego, zaczął studiować język hebrajski, dużo czytał i modlił się. Szybko stał się słynny z powodu swoich biblijnych katechez, które głosił w kościołach i w domach – a to gromadziło wokół niego wielu studentów, młodych ludzi. Znajdowali oni w ks. Dolindo niezwykłego ewangelizatora, spowiednika i ojca duchowego. To, oczywiście, budziło w wielu ludziach coś odwrotnego: zazdrość, zawiść, pomówienia, próby wplątania go w lokalne afery... Jak wiemy, te doprowadziły ks. Dolindo do postawienia go przed Świętym Oficjum, oskarżenia o herezję i, ostatecznie, do lat suspensy. Ks. Dolindo cierpiał, ale nigdy nie odpłacił złem za zło. Nie słyszano, żeby kiedykolwiek narzekał, pomstował czy kogoś krytykował. Nie pozwalał także innym ludziom na szemranie przeciwko Kościołowi czy pasterzom. Zawsze powtarzał, że Kościół to Jezus. To była jego ulubiona definicja. Jednocześnie jest to serce Dobrej Nowiny: w Kościele pośród ludzkich grzechów i mimo ludzkiej słabości działa Chrystus – nieskończenie potężniejszy od nas. Ks. Dolindo doskonale to rozumiał i wiedział, że trzeba przede wszystkim ufać Jezusowi.

– Biografia ks. Dolindo cieszy się wielkim zainteresowaniem zwłaszcza wśród księży. Świadectwo jego życia dla wielu z nich stanowi umocnienie w powołaniu... Dlaczego? Co kapłani odkrywają w życiu księdza z Neapolu?

– Często spotykam się z kapłanami, którzy chętnie rozmawiają na temat ks. Dolindo, pytają o niego, czasem piszą do mnie z prośbą o więcej jego pism w języku polskim. Wiem, że także niektórzy księża biskupi są poruszeni postacią kapłana z Neapolu. Ostatnio zostałem nawet poproszony, by w jednej z diecezji poprowadzić dzień formacyjny dla kapłanów właśnie na temat ks. Dolindo. Słyszę świadectwa, że ks. Dolindo uratował już niektórych kapłanów z sytuacji kryzysowych, wątpliwości, cierpień, które zamieniały się w zniechęcenie. Są także kapłani, którzy w tej intencji pojechali do Neapolu – modlić się przy grobie ks. Dolindo, by powierzać tam swoje kapłaństwo... Ks. Dolindo rzeczywiście jest dużym wsparciem w tym powołaniu. Dlaczego? Myślę, że wszyscy jesteśmy w kruchym momencie zaburzenia tożsamości i jest to generalny powód duchowego cierpienia wielu ludzi. Coraz mniej oczywista staje się odpowiedź na pytanie, co to znaczy być kobietą, mężczyzną, matką, ojcem, małżonkiem... To dotyka również kapłanów, którzy często tracą z oczu jednolity model bycia pasterzem, wpadają w myślenie, że bycie dobrym księdzem oznacza bycie menadżerem, organizatorem pielgrzymek, turniejów sportowych, bycie dobrym psychologiem czy budowniczym... Wtedy pomija się to, co dla każdego księdza powinno być najbardziej smakowite – głoszenie ludziom Ewangelii i dawanie Chrystusa w sakramentach. Z tego płyną miłość, pokora, prostota – to jest jako pierwsze kojarzone z byciem człowiekiem Boga i tego przede wszystkim oczekują od nas wierni. Właśnie taki model kapłaństwa pokazuje ks. Dolindo. Wystarczy dzisiaj pojechać do Neapolu i spytać tamtejszych mieszkańców o „padre Dolindo” – natychmiast się ożywiają i zaczynają opowiadać o jego dobroci. Tymczasem dzisiaj księża starają się być profesjonalistami w konkretnych świeckich dziedzinach, a to często jest przyczyną wewnętrznego znerwicowania i w konsekwencji prowadzi do kryzysów. Ks. Dolindo wiedział, że chodzi o to, by mieć w sobie dobroć samego Chrystusa.

– „Nic, co wyszło spod pióra ks. Dolindo, ani jedno słowo, nie może być zaprzepaszczone. Święty to kapłan” – powiedział św. Ojciec Pio. Ksiądz Profesor sprawił, że Polacy otrzymali porcję dzieł ks. Dolindo pt. „W twej duszy jest niebo. Konferencje i świadectwa”. Co znajdziemy w tej książce?

– Bardzo się cieszę, że ta książka mogła się ukazać w Polsce. To zaledwie pierwsza próbka dzieł ks. Dolindo. Jego dziedzictwo jest naprawdę imponujące, bo zostawił on m.in. 33 tomy komentarzy do Pisma Świętego, autobiografię, która liczy ponad 2 tys. stron, ogromną liczbę listów do kapłanów... Moim marzeniem jest, by móc je udostępnić polskim księżom. Osobiście jestem już 20 lat po święceniach i dość trudno mnie zaskoczyć, ale kiedy czytałem listy ks. Dolindo do kapłanów, nieraz miałem gęsią skórkę. Poza tym jest wiele jego prac teologicznych o życiu Jezusa, o Duchu Świętym, są teksty na temat Matki Bożej. Swoją ostatnią książkę poświęcił właśnie Jej – żył z Nią w dużej bliskości, przez większość życia odczuwał Jej obecność, towarzyszyła mu we wszystkich trudnych momentach aż do ostatnich lat – ciężkiej choroby, udaru i jego skutków. Właśnie w takiej sytuacji podjął się napisania wielkiego dzieła o Maryi, w którym, jak mówi, Ona sama przekazywała mu rzeczy, które powinien był napisać. Doznawał przy tym ogromnych ataków ze strony złego ducha, demon bardzo nie chciał, by ta książka powstała. Chciałbym, by te wszystkie prace dotarły do jak najszerszego grona. Było to zresztą także życzenie ks. Dolindo, które wyraził w swoim testamencie. Proszę czytelników o modlitwę, by to było możliwe. Sama książka „W twej duszy jest niebo” zawiera natomiast bezcenne świadectwo Enziny Cervo, jednej z duchowych córek ks. Dolindo, kobiety, która opiekowała się nim w ostatnim okresie życia. Druga część to próbka zakosztowania konferencji na temat Bożej miłości, które ks. Dolindo wygłaszał w różnych częściach Neapolu – czasem nawet po osiem razy dziennie – w kościołach i w domach... Czytelnik wreszcie może posmakować słów ks. Dolindo i odkryć, co było pociągające w jego sposobie głoszenia.

– A skąd tytuł książki?

– Tytuł jest diagnozą, którą św. Ojciec Pio postawił ks. Dolindo. Ojciec Pio znał ks. Dolindo, odsyłał nawet do niego swoich penitentów. Gdy nieraz do San Giovanni Rotondo przyjeżdżali neapolitańczycy, pytał ich: – Dlaczego przyjeżdżacie do mnie? Macie świętego u siebie! Do spotkania tych dwóch mistyków doszło w 1958 r. – 10 lat przed śmiercią Ojca Pio. Ks. Dolindo pojechał do niego razem z biskupem pomocniczym Neapolu. Gdy przyjechali do San Giovanni Rotondo i udało im się spotkać z Ojcem Pio, a ks. Dolindo poprosił go o spowiedź, ten spojrzał na niego i powiedział: – Chcesz się wyspowiadać? Przecież ty cały jesteś błogosławiony! Kiedy potem się żegnali, Ojciec Pio powiedział do ks. Dolindo właśnie te słowa: – W twej duszy jest niebo. Wszystkich to bardzo poruszyło, pytali potem ks. Dolindo, co to znaczy. Pomyślałem, że to diagnoza, którą stawiają sobie nawzajem święci, by dodać odwagi, umocnić się, dać świadectwo, które płynie od samego Ducha Świętego. Myślę, że to był właśnie taki moment, dotyczący identyfikacji tego świętego kapłana. Jaka nauka płynie z tego dla nas? Ludzie nieraz szukają nieba w zaświatach, w wyobraźni, myślą o tym, że niebo będzie po śmierci... A można je nosić w sobie.

– Ks. Dolindo jeszcze nie został oficjalnie wyniesiony na ołtarze. Jak wygląda jego proces beatyfikacyjny? Czy prawdziwa jest opinia, że ostatnio Polacy wpłynęli na przyspieszenie procesu?

– Ks. Dolindo zmarł 19 listopada 1970 r. i został pochowany na cmentarzu parafialnym. Po dwóch latach na prośbę wielu wiernych, którzy nieustannie gromadzili się tam na modlitwie, dokonano ekshumacji jego ciała. Został przeniesiony do kościoła pw. Matki Bożej z Lourdes i św. Józefa przy Via Salvatore Tommasi w Neapolu, gdzie służył za życia. Proces beatyfikacyjny – zbieranie materiałów, świadectw, dokumentacji – rozpoczął się bardzo szybko, zaraz po śmierci ks. Dolindo. Niestety, pierwszy postulator zmarł, a drugi, który zajmował się tą sprawą, w pewnym momencie ze względu na trudną sytuację zgromadzenia zakonnego, do którego należy, został zablokowany. Siłą rzeczy sam proces również zablokowano. Jest on na poziomie uznania heroiczności cnót ks. Dolindo – co oznacza, że ks. Dolindo ma tytuł sługi Bożego. Rzeczywiście – pod wpływem licznie przyjeżdżających pielgrzymów z Polski proboszcz parafii, w której spoczywa ks. Dolindo, postanowił napisać świadectwo do kardynała Neapolu. W odpowiedzi neapolitańska Kuria podjęła decyzję o reaktywacji procesu beatyfikacyjnego. Na nowo jesteśmy proszeni o zbieranie świadectw dotyczących pomocy ks. Dolindo, czekamy na świadectwa cudów fizycznych, uzdrowień, które dokonały się za jego wstawiennictwem. Kiedy usłyszeliśmy tę odpowiedź kardynała Neapolu zawartą w liście przeczytanym podczas Mszy św. odprawionej w rocznicę śmierci ks. Dolindo w ubiegłym roku, bardzo wzruszona Grazia, jego bratanica, powiedziała: „Wy, Polacy, doprowadzicie ten proces do końca”. Dzięki temu, że ks. Dolindo został zaprezentowany, doświadczamy w Polsce przebudzenia, otwarcia się na jego przesłanie. Mam nadzieję, że jeśli uda się przetłumaczyć publikacje na inne języki, duchowość tego kapłana zacznie dotykać serca ludzi na całym świecie. Osobiście jestem przekonany, że Bóg w tym pokoleniu postanowił zapalić dwa wielkie reflektory. Jednym jest to, co zostało przekazane światu dzięki ubogiej i pokornej zakonnicy z Polski – s. Faustynie Kowalskiej. To pokolenie bardzo potrzebowało przesłania o Bożym Miłosierdziu, odkrycia na nowo tego, zapomnianego nieco, aspektu Dobrej Nowiny. Przyjęli je ludzie, którzy zostali zmasakrowani przemocą, bestialstwem, okropnością grzechu i podłości, które pojawiły się w postaci wojen, totalitaryzmów, nazizmu i komunizmu, tego ogromnego zła i cierpienia. Natomiast drugi reflektor, moim zdaniem, Bóg zapalił w Neapolu. To jest inny aspekt Ewangelii – przesłanie o obdarzeniu Chrystusa całkowitym zaufaniem i objawienie się Boga poprzez zewnętrzne doświadczenie Jego czułości. Ks. Dolindo szczególnie przemawia do ludzi w dzisiejszych czasach: zmęczonych, zagubionych, będących w nieustannej gonitwie... Trafia do ludzi, którzy nie dają rady pogodzić wszystkich obowiązków, do tych, którzy są nieustannie przytłoczeni życiowymi okolicznościami, świadomością wziętych kredytów i koniecznością ich spłaty, do ludzi, którzy są zmuszani do całkowitej dyspozycyjności w wielkich korporacjach... Niestety, nieraz za cenę oddalenia się od modlitwy, sakramentów, Kościoła – to jest haracz, który postnowocześni ludzie składają bożkowi cywilizacji. W związku z tym odczuwają wewnętrzne wyjałowienie, duchowy głód. Ks. Dolindo udziela odpowiedzi, na którą od dawna czekali – możliwości zaznania dotyku Boga, Jego miłości i czułości, a także ogromnej siły, która płynie z wiary. Jezu, Ty się tym zajmij!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Czy Kościół w Polsce się „zieleni”?

2018-06-22 19:47

caritas.pl, nak / Warszawa (KAI)

Czym różni się chrześcijańska „ekologia integralna” od tego, co proponuje świecki ruch ekologiczny? Czy Kościół w Polsce się „zieleni”? – na te i inne pytania odpowiadano podczas zorganizowanej konferencji zorganizowanej dziś przez Caritas Polska i Globalny Ruch Katolików na Rzecz Środowiska. To element przygotowań Kościoła do światowego szczytu klimatycznego ONZ, który odbędzie się w grudniu w Katowicach.

Graziako

W programie wydarzenia znalazły się prelekcje i debaty na temat nauczania Franciszka nt. ekologii integralnej, chrześcijańskiego ruchu ekologicznego, wyzwań ekologicznych dla Polski i świata w 2018 r., a także przygotowań Kościoła w Polsce przed ONZ-owskim szczytem.

– Nasz dom się rozpada, a niszczymy go my, ludzie. Ofiarami tego kryzysu są najubożsi mieszkańcy naszej planety – powiedział gość specjalny, o. prof. Joshtrom Isaac Kureethadam, jeden z najbliższych współpracowników papieża Franciszka ds. ekologii, zwany watykańskim „ministrem środowiska”

Jednym z prelegentów był o. prof. Zdzisław Kijas, autor „Brewiarza ekologa”, współzałożyciel Ruchu Ekologicznego Św. Franciszka z Asyżu. – Każdy człowiek musi zaakceptować swoją godność – i godność wszystkiego, co nas otacza. Nasza wizja życia powinna być całościowa – powiedział duchowny.

Wskazywano, że zaangażowanie papieża Franciszka i Stolicy Apostolskiej w międzynarodowe negocjacje w sprawie polityki klimatycznej stawia przed Kościołem w Polsce poważne wyzwania. W tym roku będzie on współgospodarzem wydarzenia o globalnej skali i znaczeniu.

– Prowadzimy przygotowania zarówno w sferze intelektualnej jak i duchowej – zaznaczył ks. Witold Kania, przedstawiciel Archidiecezji Katowickiej. – Przygotowujemy się do szczytu poprzez m.in. współpracę z ośrodkami akademickimi zajmującymi się tematem ochrony środowiska czy opracowując specjalne katechezy inspirowane encykliką Franciszka „Laudato Si“, której głównym tematem jest właśnie jej ochrona ,- dodał ks. Kania.

Światowy Szczyt Klimatyczny ONZ odbędzie się w dn. 3-14 grudnia 2018 r. Ostatni taki szczyt w Polsce odbył się w 2008 r. w Poznaniu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem