Reklama

Gdy muzyka jest sensem życia

2018-05-16 11:23

Rozmawia Anna Wyszyńska
Niedziela Ogólnopolska 20/2018, str. 42-43

Archiwum prof. Sławomira Czarneckiego
Prof. dr hab. Sławomir Czarnecki podczas pracy

Z prof. dr. hab. Sławomirem Czarneckim – kompozytorem, wykładowcą Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy – rozmawia Anna Wyszyńska

ANNA WYSZYŃSKA: – Jubileuszowy koncert z okazji 50-lecia Pana twórczości kompozytorskiej, który odbywa się w Filharmonii Częstochowskiej 18 maja br., podkreśla Pana związki z Częstochową. Czy jest to miasto nostalgicznych wspomnień, czy jeszcze coś więcej?

PROF. DR HAB. SŁAWOMIR CZARNECKI: – W Częstochowie mieszkałem, kiedy byłem nastolatkiem. Moi rodzice przeprowadzili się tu w latach 60. Mieszkałem tu dość krótko – 9 lat, ale był to okres młodzieńczy, bardzo istotny w życiu, czas, w którym kształtuje się osobowość. Z tego powodu jest to dla mnie ważne miejsce. Tu podjąłem decyzje, które owocują do dziś, wybrałem zawód, tu postanowiłem, że będę muzykiem. Dlatego Częstochowa jest miastem, z którym zachowałem silne związki emocjonalne, tu mam bliską rodzinę, tu są groby rodziców, stąd pochodzi moja żona Teresa. Chociaż od czasu studiów mieszkam w Warszawie, to można powiedzieć, że Częstochowa pozostała we mnie i stale jest obecna w moim życiu.

– Wspomniał Pan o kształtowaniu się osobowości w latach młodzieńczych. Co w tamtym czasie miało dominujący wpływ na Pana?

– W Częstochowie są trzy miejsca, które – oprócz rodzinnego domu – ukształtowały mnie w największym stopniu. To Jasna Góra, szkoła muzyczna i filharmonia. Bliskość Jasnej Góry, jej duchowość, nawet potężny dźwięk dzwonów dochodzący do dzielnicy, w której mieszkaliśmy, oddziaływały na mnie bardzo silnie. Poza tym uroczystości religijne czy religijno-patriotyczne, w których uczestniczyły tysiące, a czasem setki tysięcy Polaków, wywierały na mnie ogromny wpływ. Pamiętam uroczystości milenijne przed Szczytem Jasnogórskim, kazanie Księdza Prymasa i pusty fotel Ojca Świętego, któremu nie pozwolono wówczas przyjechać do Polski. To wszystko kształtowało moje wnętrze i sposób rozumienia świata.
Z kolei szkoła muzyczna była dla mnie drugim domem. Z kolegami i koleżankami tworzyliśmy wspólnotę przyjaciół. Byliśmy pod opieką świetnych pedagogów, takich jak prof. Wacław Przytulski, prof. Antoni Szuniewicz, prof. Alina Jędrzczak i innych, którzy z entuzjazmem wprowadzali nas w tajniki muzyczne i kształtowali nasze pojmowanie etosu artysty. Tu spotkałem Romualda Twardowskiego, który po wyjeździe z Wilna i powrocie ze stypendium muzycznego w Paryżu przez pewien czas prowadził klasę fortepianu w naszej szkole. Jako mój profesor dawał mi do przygotowania nie tylko utwory klasyczne, ale i współczesne, wprowadzał w świat muzyki nowej, a’tonalnej. Przypadek sprawił, że kiedyś na lekcji fortepianu spomiędzy nut wypadły kartki z próbką mojej kompozycji. Romuald Twardowski obejrzał ten szkic uważnie, a potem zapytał, czy mnie to interesuje, czy chciałbym się uczyć kompozycji. Zaznaczył jednak, że wyobraża sobie pracę pełną determinacji i poświęcenia. Kiedy odpowiedziałem twierdząco, zaczął udzielać mi wskazówek, które okazały się cenne i korzystam z nich do dziś.

– A trzecie ważne dla Pana miejsce – filharmonia?

– Do filharmonii chodziliśmy – mówię o koleżankach i kolegach ze szkoły muzycznej – niemal na każdy koncert symfoniczny. W ten sposób konfrontowaliśmy treść lekcji historii muzyki z jej wykonaniem na żywo. Niekiedy była też możliwość osobistego spotkania i rozmowy z solistami. Tutaj, jako chór szkoły muzycznej, wykonywaliśmy IX Symfonię Ludwiga van Beethovena, razem z chórem „Pochodnia” i Orkiestrą Symfoniczną Filharmonii Częstochowskiej. Także tutaj odbywał się nasz dyplom średniej szkoły muzycznej – dyplomanci mieli możliwość zagrania koncertu z orkiestrą. I tak się stało, że mój pierwszy solowy występ z orkiestrą miał miejsce w Filharmonii Częstochowskiej, grałem wtedy pierwszą część II Koncertu Beethovena. Tu odbył się też mój poważny debiut kompozytorski w 1974 r., kiedy to wykonałem moją kantatę „O vos omnes” na chór i orkiestrę. Byłem wtedy jeszcze studentem warszawskiej uczelni.

– W spisie Pana kompozycji jako op. 1 widnieje „Canzona da chiesa” na skrzypce i organy...

– Kompozycja ta powstała w wyniku kolejnych lekcji kompozycji u Romualda Twardowskiego. Wydała nam się na tyle udana, że postanowiłem zachować ten utwór jako moje pierwsze „dzieło”. Zdecydowałem, że wykonam go w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej na Jasnej Górze. Poprosiłem koleżankę skrzypaczkę – Jadwigę Stolarczyk, która obecnie mieszka w Paryżu, i jasnogórskiego organistę – Józefa Siedlika. Zaprosiłem rodziców i brata. Pan Siedlik znalazł moment ciszy między Mszami św. – i odbyło się takie nieformalne prawykonanie. Było to 26 maja 1968 r. o godz.16.45. Moja pierwsza drobna kompozycja została przedstawiona Matce Bożej. Natomiast 50 lat później – 12 października 2017 r. złożyłem Matce Bożej, jako wotum dziękczynne, moją Mszę Jasnogórską, którą wykonali w Bazylice Jasnogórskiej: Gabriela Gołaszewska – sopran, Michał Przygoński – bas oraz Jasnogórski Chór Chłopięco-Męski „Pueri Claromontani”, kierowany przez dr. Jarosława Jasiurę, i Orkiestra Symfoniczna Zespołu Państwowych Szkół Muzycznych nr 1 w Warszawie pod dyrekcją Radosława Labahua.

– Po ukończeniu Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej w Warszawie studiował Pan w Paryżu u słynnego Oliviera Messiaena.

– Wygrałem konkurs młodych kompozytorów i otrzymałem stypendium na studia za granicą. Napisałem list do Oliviera Messiaena z pytaniem, czy mógłbym studiować pod jego kierunkiem. Prof. Messiaen był już wtedy na emeryturze, ale wyraził zgodę. Zajęcia odbywały się w jego domu i był pewien rytuał tych spotkań. W przedpokoju czekali na mnie mistrz i jego żona, znana pianistka Yvonne Loriod. Przynosiłem dla pani domu bukiecik kwiatków, było miłe powitanie, krótka rozmowa. Pani Loriod częstowała sokiem z jeżyn, potem żegnała nas, a my z mistrzem szliśmy do jego pracowni. Lekcje trwały ok. 3 godzin. Mistrz nie traktował mnie jak studenta, ale jak młodego kompozytora, który ma już coś do powiedzenia. Rozmawialiśmy o sztuce, o instrumentacji, harmonii, o kolorystyce w muzyce. W tych rozmowach wiele mi przekazał. Mówił np. o wielkim znaczeniu słowa w muzyce, zwłaszcza słowa biblijnego. Nie zgadzał się na próby sonorystycznego traktowania słowa. Podkreślał – a ja z kolei przekazuję to moim uczniom – że wielki tekst należy traktować z wielkim respektem.

– Olivier Messiaen czerpał natchnienie z natury, słuchał śpiewu ptaków, próbował go zapisywać nutami. To był jeden z ważnych nurtów jego muzyki. Czy to także miało wpływ na Pana twórczość?

– Bardzo silny – świat przyrody jest dla mnie ważną inspiracją. Co prawda, nigdy nie pisałem w ten sposób jak Olivier Messiaen, który znał kilkaset głosów ptaków z całego świata, rozróżniał je, wiedział, jak dany ptak się nazywa, gdzie bytuje i starał się muzycznie odtworzyć jego głos. Ja traktuję przyrodę bardziej komplementarnie, przekształcam jej dźwięki w dźwięki muzyczne. W wielu moich utworach można odnaleźć ilustrację przyrody. Przykładem jest „Hombark – concerto”, kompozycja, której tytuł pochodzi od najwyższego wzgórza w paśmie Pienin Spiskich. W tym utworze są trzy części: scena nad strumykiem, śpiew pastuszka na hali i taniec góralski. Chociaż nie wszystko zostało nazwane, są w nim obecne śpiew ptaków, szum wody, elementy wiatru, burzy. Podobnie „Symfonia Bałtycka” – w jej pierwszej części odnajdziemy elementy, które można odczytać jako śpiew ptaków. Muzyka części drugiej oparta jest na obserwacji potężnej fali morskiej, która narasta aż do kulminacji. W utworach często odnoszę się do naszej muzyki ludowej, do folkloru, m.in. podhalańskiego, bo wiele utworów, w całości lub w dużej części, powstaje na Zamagurzu Spiskim, gdzie jeżdżę na wakacje. Tam napisałem m.in. „Concerto liliowe” i „Wałaski – poemat na orkiestrę smyczkową”.

– Co daje Panu siłę do rozpoczynania pracy nad kolejną kompozycją?

– Cała moja twórczość wywodzi się z potrzeby serca. Przez swoją sztukę chciałbym pokazać świat wartości, w które wierzę i które uważam za ważne. Bardzo bliska jest mi myśl ks. prof. Michała Hellera, który napisał, że życie bez wartości jest „kalekie, zdegenerowane do poziomu wegetacji opartej na handlu namiastkami wartości”. Dla mnie świat wartości wyraża się w duchowości chrześcijańskiej, katolickiej, i łączy z moim poczuciem patriotyzmu i polskości. Polska jest włączona w struktury europejskie, a to stwarza niebezpieczeństwo pewnej unifikacji, któremu ja swoją twórczością chciałbym się przeciwstawić. Nasza polska kultura jest piękna, oryginalna, po prostu fascynująca, i staram się to podkreślać. Każdy kraj ma swoją specyfikę, oryginalność, które powinno się zachować. Zgadzam się z Karolem Szymanowskim, który mówił, że polskość należy podnieść na wyżyny światowe. Jest to widoczne w jego dziełach z trzeciego okresu twórczości, zwanego narodowym. Karol Szymanowski jest dla mnie mistrzem, tym bardziej że w warszawskiej PWSM studiowałem kompozycję w klasie prof. Piotra Perkowskiego, który był uczniem Szymanowskiego.

– Jubileusz jest zawsze okazją do zapytania o plany na przyszłość.

– Chciałbym wrócić do pisania opery dla dzieci, którą musiałem przerwać z uwagi na inne prace, m.in. nad – ukończonym niedawno – „Te Deum Polskim” na 100-lecie KUL, które łączy się ze 100-leciem odzyskania przez Polskę niepodległości, i kantatą „Adoracja Grobu Bożego” na mój jubileuszowy koncert w Częstochowie, gdzie odbędzie się jej prawykonanie. Skomponowanie tej kantaty jest związane z moją przynależnością do Zakonu Rycerskiego Świętego Grobu Bożego w Jerozolimie, co jest dla mnie wyróżnieniem i zaszczytem. Chciałbym napisać utwór na smyczki, coś w rodzaju concerto grosso, chcę też kontynuować cykle hymnów ku czci Matki Bożej Królowej Polski i świętych polskich. Pomysłów, bardziej i mniej skrystalizowanych, mam tak wiele, że trudno byłoby je wymienić...

Tajemnice bolesne

Ks. Robert Strus
Edycja zamojsko-lubaczowska 42/2003

Aktim/pixabay.com

1. Modlitwa w Ogrójcu

Przyszedł z nimi do ogrodu, zwanego Getsemani i rzekł do uczniów: „Usiądźcie tu, Ja tymczasem odejdę tam i będę się modlił”. Potem przyszedł do uczniów i zastał ich śpiących. Rzekł więc do Piotra: „Tak, jednej godziny nie mogliście czuwać ze Mną? Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe” (Mt 26, 36-40).
Pan Jezus prosił Apostołów, aby pozostali z nim i modlili się. Dzisiaj do nas kieruje tę prośbę: „Czuwajcie i módlcie się”. Czasy obecne to czasy działania, aktywizmu, czynu. Trudno nam jest docenić wartość modlitwy. Tymczasem to na modlitwie dokonują się rzeczy najważniejsze i przez modlitwę można zrobić najwięcej.

2. Biczowanie Pana Jezusa

Wówczas uwolnił im Barabasza, a Jezusa kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie (Mt 27, 26). Był tam jeden, zwany Barabaszem, uwięziony z buntownikami, którzy w rozruchu popełnili zabójstwo. (...) Piłat chcąc zadowolić tłum uwolnił im Barabasza, Jezusa zaś kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie (Mk 15, 6-15).
Ewangelie mówią o tym wydarzeniu bardzo krótko. Relacjonują, że Piłat kazał ubiczować Jezusa. Można zauważyć pewną dysproporcję między ogromem cierpienia spowodowanego biczowaniem a znikomością słów je opisujących. Nie trzeba bowiem wiele mówić o cierpieniu. Wystarczy je zauważyć, być blisko cierpiących, pomagać im i modlić się za nich.

3. Cierniem ukoronowanie Pana Jezusa

Wówczas Piłat wziął Jezusa i kazał Go ubiczować. A żołnierze uplótłszy koronę z cierni, włożyli Mu ją na głowę i okryli Go płaszczem purpurowym. Potem podchodzili do Niego i mówili: „Witaj, Królu Żydowski!” I policzkowali Go. A Piłat ponownie wyszedł na zewnątrz i przemówił do nich: „Oto wyprowadzam Go do was na zewnątrz, abyście poznali, że ja nie znajduję w Nim żadnej winy”. Jezus więc wyszedł na zewnątrz, w koronie cierniowej i płaszczu purpurowym. Piłat rzekł do nich: „Oto człowiek” (J 19, 1-5).
Piłat wskazał na Jezusa ubiczowanego, umęczonego, z cierniową koroną na głowie - oto człowiek. Jak bardzo ten ideał człowieka różni się od obrazu człowieka propagowanego przez świat współczesny. Dzisiejszy ideał człowieka bowiem to człowiek młody, zdrowy, piękny, wysportowany. Patrząc na Jezusa z koroną cierniową na głowie, nie zapominajmy, że człowiek nawet przez cierpienie, starość, chorobę nie traci swej godności i swego człowieczeństwa.

4. Dźwiganie krzyża

A gdy Go wyszydzili, zdjęli z Niego purpurę i włożyli na Niego własne Jego szaty. Następnie wyprowadzili Go, aby Go ukrzyżować. I przymusili niejakiego Szymona z Cyreny, ojca Aleksandra i Rufusa, który wracając z pola właśnie przechodził, żeby niósł krzyż Jego. Przyprowadzili Go na miejsce Golgota, to znaczy miejsce Czaszki. Tam dawali Mu wino zaprawione mirrą, lecz On nie przyjął (Mk 15, 20-22).
Pan Jezus obarczony krzyżem wkroczył na drogę. Była to trudna droga, nieraz na niej upadał. Nasze życie też jest drogą, nierzadko drogą krzyżową. Nieraz brakuje nam sił, nieraz upadamy. Prośmy Chrystusa dźwigającego krzyż, abyśmy tak jak On potrafili podnosić się z naszych upadków, zwątpień, załamań i iść do przodu drogą naszego życia.

5. Ukrzyżowanie Pana Jezusa

Gdy Go ukrzyżowali, rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając o nie losy. I siedząc, tam Go pilnowali. A nad głową Jego umieścili napis z podaniem Jego winy: To jest Jezus, Król żydowski. (…) Od godziny szóstej mrok ogarnął całą ziemię, aż do godziny dziewiątej. Około godziny dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: „Eli, Eli, lema sabachthani?” to znaczy Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? (Mt 27, 35-46).
Podczas ukrzyżowania mrok ogarnął całą ziemię. Nasz Zbawiciel doświadczył takiego mroku i opuszczenia, że skierował do Ojca modlitwę słowami Psalmu 22: „Boże mój, Boże, czemuś mnie opuścił”. I wtedy dokonało się nasze zbawienie. My również, kiedy doświadczamy krzyża, cierpienia, choroby, samotności, doświadczamy mroku i ciemności. Prośmy Chrystusa, abyśmy nie zapominali, że w takich momentach dokonuje się nasze zbawienie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rechrystianizacja Europy

2018-10-18 20:21

Andrzej Tarwid

Polska wnosząc do Unii Europejskiej cenny bagaż wartości i tradycji oraz określoną wizję rozwoju gospodarczego i społecznego, chce być orędownikiem dobrych zmian. I realnie uczestniczyć w procesach decyzyjnych w Europie – napisał premier Mateusz Morawiecki w przesłaniu skierowanym do uczestników II Międzynarodowego Kongresu „Europa Christi”.

Artur Stelmasiak/Niedziela

Zobacz zdjęcia: Europa Christi w Senacie cz. I

Dzisiejsza, piąta już, kongresowa sesja odbyła się w gmachu Senatu RP. W spotkaniu zatytułowanym „Rechrystianizacja Europy” wzięli udział duchowni, politycy oraz intelektualiści i naukowcy m.in. z USA, Niemiec i Włoch.


Szef rządu napisał, że powrót do chrześcijańskiego fundamentu Europy to obecnie jedna „z najistotniejszych kwestii tworzących naszą rzeczywistość - przyszłości i funkcjonowania Europejskiej Wspólnoty”. - Nie sposób zrozumieć Europy bez uznania jej chrześcijańskich korzeni. To one zdecydowały o tożsamości Starego Kontynentu. Wprost wyrażał to Papież Polak – przypomniał Prezes Rady Ministrów i podkreślił, że Polakom szczególnie bliskie jest chrześcijańskie definiowanie życia w sferze działań jednostki. Ale także w różnych sferach życia publicznego: edukacji, kulturze, bezpieczeństwie i gospodarce.

Zobacz zdjęcia: Europa Christi w Senacie cz. II

Mateusz Morawiecki zapewnił także, że obecne działania podejmowane przez nasz kraj wpisują się w poszukiwanie konstruktywnego programu dla Europejskiej Wspólnoty. - Programu wzywającego do uszanowania narodowych tożsamości państw członkowskich. A nasza narodowa suwerenność wyrosła przede wszystkim z chrześcijańskich korzeni – podkreślił szef rządu.

Podczas kongresowych obrad wystąpił także przedstawiciel premiera Węgier. Pierwotnie Viktor Orban oraz Mateusz Morawiecki mieli mieli wziąć udział w dzisiejszej sesji Kongresu. Plany te pokrzyżował odbywający się równolegle z wydarzeniem w Senacie szczytu Unii Europejskiej w Brukseli poświęcony m.in. sprawie Brexit-u.

Przedstawiciel Węgier przypomniał, że rząd w Budapeszcie już 2 lata temu utworzył samodzielny sekretariat stanu ds. pomocy prześladowanym chrześcijanom. Obecnie rząd w Budapeszcie prowadzi programy humanitarne na terenie 6 krajów na Bliskim Wschodzie i Afryce Północnej.

- Spoglądamy na ten problem jak na misję narodową Węgier, ponieważ pomoc prześladowanym chrześcijanom jest naszym obowiązkiem moralnym. To poważny problem bo w 85. krajach cierpi 250 mln ludzi, jedynie z powodu swojej wiary – powiedział przedstawiciele Węgier i dodał, że prześladowania mogą dosięgnąć także chrześcijan mieszkających na Starym Kontynencie. W jego ocenie stanie się tak, jeżeli nie zachowamy naszej tożsamości. - Największe zagrożenie płynie z tych środowisk, które negują chrześcijańskie korzenie Europy – stwierdził.

Jaka ideologia stoi za dechrystianizacją Europy oraz co jest istotą chrystianizacji mówił na sesji kard. Gerhard Muller. - My wierzymy w Jezusa Chrystusa i wierzymy w to, co powiedział św. Tomasz nawiązując do Platona i Arystotelesa. Wierzymy w jedność Trójcy Świętej. Od Boga wychodzi dobro, od Boga wychodzi piękno i miłość. I to jest źródło i cel rechrystianizacji Europy – powiedział były prefekt Kongregacji Nauki Wiary. (Więcej o wystąpieniu kard. Mullera czytaj na: http://niedziela.pl/artykul/38568/Kard-Muller-o-dechrystianizacji-i)

Kolejnym prelegentem na dzisiejszej sesji był Carl Anderson z USA. Najwyższy rycerz Zakonu Rycerzy Columba przypomniał m.in. słowa brytyjskiego historyka Christopera Dowsona, który już 70 lat temu przewidywał, że stoimy w obliczy najostrzejszego konfliktu duchowego. Dawson takie wnioski wyciągnął po analizach prac Marksa, Nietzschego, Freuda i tego jak ich idee zmieniły świat siedem dekad temu. A jak sytuacja wygląda obecnie?

- Wewnętrzna dynamika współczesnego ateizmu ma na celu nie tylko ograniczenie roli chrześcijaństwa, ale marginalizację chrześcijaństwa aż do zaniku – stwierdził Anderson. - Pytania do Polski brzmią: czy w Europie pozostanie miejsce na duchową suwerenności Polski i tradycję religijną Polski? Sam Anderson na te pytania odpowiedział tak: - Polska może dać Europie nową nadzieję, jeżeli pozostanie zdeterminowana bronić własnej suwerenności duchowej – powiedział.

Po Rycerzu Columba wystąpił dr Georg Weigel. Najsłynniejszy biograf Papieża Polaka odwołując się do encyklik i publicznych wystąpień Ojca Świętego zaproponował leksykon polityczny Jana Pawła II na przykładzie takich pojęć jak: wolność, prawda, solidarność, patriotyzm.

- Przez ponad 30 lat, od kiedy studiuję i piszę o Janie Pawle II zawsze uderzało mnie to, że osoba, która nie żyła w demokracji miała taki głęboki wgląd w kulturę i demokrację. Ale teraz, kiedy obchodzimy 40. rocznicę wyboru Karola Wojtyły na papieża powinniśmy popatrzeć na to nie jak na ciekawostkę, tylko jako na dar Opatrzności. Musimy być wdzięczni za te lekcje, jakie nam dał św. Jan Paweł II. Co najważniejsze powinniśmy uczyć się od niego. I to znacznie lepiej niż przez ostatnich 30 lat – powiedział na koniec wystąpienia autor „Świadka nadziei”.

Obrady w gmachu Senatu RP prowadził prof. Michał Seweryński. Wicemarszałek Izby Wyższej w swoim wystąpieniu zwrócił uwagę, że w sferze życia politycznego zagrożeniem dla chrześcijaństwa jest swoista interpretacja zasady rozdziału Kościoła od państwa. W największym skrócie zasada ta wykorzystywana jest przez środowiska ateistyczno - liberalne do głoszenia całkowitej neutralności aksjologicznej państwa. W konsekwencji dochodzi do wypychania religii ze sfery publicznej i spychania jej jedynie do sfery prywatnej.

- Niektóre rządy wprost dążą do wyeliminowania chrześcijaństwa w ogóle. Podobnie działa Unia Europejska – powiedział prof. Seweryński i przypomniał, że taka polityka wzbudziła sprzeciw Kościoła, ale równeż niektórych środowisk ateistycznych. To one zaprotestowały po tym, gdy w preambule projektowanej Konstytucji UE nie zostały przywołane chrześcijańskie korzenie Europy.

- Życie współczesne dostarcza wielu przykładów, kiedy to chrześcijaństwo wypierane jest pod pozorem neutralności przestrzeni publicznej. Wszystko to robi się w imię tego, aby nie urazić niechrześcijan żyjących w Europie – powiedział wicemarszałek Senatu i od razu podkreślił, że w przypadkach odwrotnych, a więc wtedy, gdy deptana jest godność wierzących w Jezusa Chrystusa, to nikt nie broni chrześcijan. Wówczas „współcześni moraliści” wolą mówić np. o wolności artystycznej. Podobnie postępują większość świeckich mediów, które w sposób tendencyjny i nierzetelny opisują problem zabijania nienarodzonych dzieci czy celibatu księży.

Co w takiej sytuacji my, świeccy chrześcijanie, powinniśmy robić?

- Musimy podjąć wyzwanie, jakie współczesny świat nam rzuca – powiedział prof. Seweryński i wyjaśnił. - Wprawdzie tożsamość chrześcijańska jest nam zaszczepiona przez Chrzest św., ale wymaga także ciągłego podtrzymywania przez praktyki religijne, współpracę z Łaską a także przez własne świadectwo życia chrześcijańskiego. To świadectwo zawsze miało i ma szczególna wagę, bo poprzez nie świeccy chrześcijanie spełniają swoją misję ewangelizacyjną.

Na wszystkich dotychczasowych sesjach II Międzynarodowego Kongresu „Europa Christi” świadectwo o św. Janie Pawle II daje Arturo Marii. Podobnie było dzisiaj.

Ponadto podczas sesji w Senacie wykłady poświęcone obronie życia wygłosili prof. Massimo Gandolfini, przewodniczący włoskiego Komitetu „Brońmy nasze dzieci” oraz promotor włoskiego „Family Day”. A także prof. Marina Casini, prawnik i bioetyk, opowiedziała o przeszłości i perspektywach obrony życia w Unii Europejskiej.

Ostatnie słowo do zgromadzonych w gmachu przy ul. Wiejskiej wygłosił ks. infułat Ireneusz Skubiś. Moderator „Ruchu Europa Christi” podziękował wszystkim zgromadzonym w Senacie oraz zaapelował: - Chrześcijanie Europy policzmy się! I działajmy solidarnie!

W piątek (19 października) odbędzie się VI sesja II Międzynarodowego Kongresu „Europa Christi”. Wydarzenie w Szkole Wyższej Ekonomii i Zarządzania w Łodzi będzie poświęcone Europie Męczenników. W sobotę (20 października) Kongres ponownie zawita do Warszawy, gdzie na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego na Bielanach zorganizowana zostanie sesja pt. „Silna rodzina, siłą Europy”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Płyta - Wojna totalna 300x400

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem