Reklama

Szkoła Wyższa Zarządzania i Ekonomii

Rodzice – chrońmy nasze dzieci

2018-04-25 11:30

Mateusz Wyrwich
Niedziela Ogólnopolska 17/2018, str. 44-45

candy1812/fotolia.com
Rodzice mają prawo do informacji dotyczącej tego, co się dzieje na terenie szkoły, do której uczęszczają ich dzieci, a także tego, co propagują organizacje pozarządowe

Koalicyjny lewicowo-liberalny rząd Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego, który działał przez minionych 8 lat, kojarzony jest z licznymi aferami, które stały się jego udziałem. W cieniu pozostaje jednak metodycznie promowana demoralizacja młodzieży szkolnej przez ideologię gender. Zajęcia z młodzieżą szkół podstawowych i ponadpodstawowych pod nośnym tytułem „działań antydyskryminacyjnych” prowadziły od lat bardzo często środowiska LGBT bądź sprzyjające im stowarzyszenia propagujące te rozwiązłe idee

Sprzyjało temu zjawisku wielu dyrektorów szkół, nierzadko zresztą utożsamiających się z tymi ruchami. O prowadzeniu tego typu zajęć często nie informowano rodziców. Dowiadywali się o nich dopiero od swoich dzieci. Wielu rodziców zaczęło wreszcie protestować przeciwko demoralizującej ideologii. Nie mogli jednak wpłynąć na zajęcia proponowane przez szkołę, gdyż jak tłumaczyli dyrektorzy, „jest to obowiązek programowy”, choć formalnie został on wprowadzony „rozporządzeniem” przez Ministerstwo Edukacji Narodowej dopiero w 2015 r.

Przeciwko lansowaniu ideologii gender występowali zarówno poszczególni biskupi, jak i cała Konferencja Episkopatu Polski. W liście pasterskim z 2013 r. napisano m.in.: „Bardzo sprytnie pomija się fakt, że celem edukacji genderowej jest w gruncie rzeczy seksualizacja dzieci i młodzieży. Rozbudzanie seksualne już od najmłodszych lat prowadzi jednak do uzależnień w sferze seksualnej, a w późniejszym okresie życia do zniewolenia człowieka. (...) W następstwie takiego wychowania, realizowanego przez młodzieżowych edukatorów seksualnych, młody człowiek staje się stałym klientem koncernów farmaceutycznych, erotycznych, pornograficznych, pedofilskich i aborcyjnych. Poza tym zniewolenie seksualne często łączy się z innymi uzależnieniami (alkoholizm, narkomania, hazard) oraz z krzywdą wyrządzaną samemu sobie i innym (pedofilia, gwałty, przemoc seksualna)”.

Edukatorzy seksualni, którzy prowadzili działalność wśród młodzieży, byli finansowani ze środków publicznych. Zostawały nimi zarówno osoby prywatne, prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą, jak i stowarzyszenia oraz fundacje. Jedna z nich, propagująca środki poronne, czytaj: zabijanie dzieci, była finansowana przez... koncerny farmaceutyczne produkujące te środki.

Reklama

Koalicje nienawiści do człowieka

Wśród kilkudziesięciu podmiotów prowadzących tę edukację znalazły się organizacje i stowarzyszenia, takie jak „Koalicja przeciw mowie nienawiści”. Powstała przed pięciu laty i jest, jak piszą o sobie jej aktywiści, „nieformalnym zrzeszeniem organizacji, instytucji i osób, którym bliska jest problematyka praw człowieka w Internecie i które chcą przeciwdziałać mowie nienawiści”. W skład tej struktury wchodzą m.in.: Stowarzyszenie Na Rzecz Lesbijek, Gejów, Osób Biseksualnych, Osób Transpłciowych oraz Osób Queer „Pracownia Różnorodności”, Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, Fundacja Feminoteka, Fundacja Gender Center, Fundacja Trans-Fuzja, Grupa Edukatorów Seksualnych „Ponton”, Kampania Przeciw Homofobii. Uczestnicy „Koalicji przeciw mowie nienawiści” dawali wyraz swojemu poparciu dla instytucjonalizacji związków jednopłciowych i dla tzw. Parady Równości na swoim facebookowym profilu. Tam też wyrażali swój aplauz dla „czarnych protestów”, których uczestnicy domagali się poszerzenia prawnych możliwości uśmiercania poczętych dzieci.

Inną organizacją „edukującą seksualnie” w przedszkolach, szkołach podstawowych i średnich okazała się fundacja nowoczesnej edukacji SPUNK, przed którą kilka lat temu przestrzegała „Niedziela”. Jej dążeniami są m.in. propagowanie, inicjowanie i realizowanie działań na rzecz „rozbudzania aktywności obywatelskiej, w tym postaw tolerancji i równości, dialogu społecznego, idei partycypacji”. W tym celu opracowywane są i realizowane profilaktyczne programy edukacyjne na rzecz edukacji seksualnej. Wśród treści programowych udostępnianych na stronie internetowej fundacji można znaleźć takie wpisy jak „Masturbacja. Dotykanie narządów płciowych. Podglądanie w toalecie” – wpis dotyczy warsztatu z nauczycielkami wychowania przedszkolnego i wczesnoszkolnego (oraz „Skąd się biorą dzieci? – zajęcia dla 8- i 9-latków”).

Skuteczna obrona

W wielu szkołach przeciwko lansowaniu tych destrukcyjnych ideologii protestowali nie tylko rodzice, ale i nauczyciele. Nie na wiele jednak przydały się ich protesty. Kiedy rodzice zwracali uwagę, że pod pozorem chronienia dzieci lansowana jest ideologia LGBT, organizacje „genderowe” straszyły ich procesami. Wśród instytucji, do których zwracali się rodzice w obronie swoich dzieci przed demoralizacją, znalazł się Instytut na rzecz Kultury Prawnej „Ordo Iuris”, w którym wreszcie mogli uzyskać profesjonalną pomoc prawną. Pod wpływem powtarzających się pytań i skarg instytut w ubiegłym roku podjął kampanię zatytułowaną „Chrońmy dzieci”. Gdy podsumowywali kampanię pomocy, prawnicy instytutu sporządzili raport. Jego celem, jak napisali autorzy, było „przede wszystkim uczulenie rodziców na przysługujące im prawo do wyboru treści wychowawczych oraz do informacji o tym, jakie podmioty zewnętrzne prowadzą na terenie placówki oświatowej działalność w zakresie przeciwdziałania dyskryminacji lub promocji edukacji seksualnej”. W raporcie znalazła się też lista organizacji, które zajmują się propagowaniem treści niezgodnych z wolą rodziców. Choć, jak podkreślają twórcy raportu, „umieszczenie organizacji na liście nie jest równoznaczne z wyrażeniem zastrzeżeń ani oceną całości jej działalności czy konkretnych prowadzonych w szkole zajęć. Może jednak stanowić dla rodziców przesłankę, by uważnie zapoznać się z programem zajęć organizowanych w ich szkole przed wyrażeniem na ich temat opinii”.

Autorzy raportu zwrócili uwagę przede wszystkim na to, że dyrektorzy szkół podejmowali decyzję o prowadzeniu takich zajęć „bez wcześniejszego wyrażenia opinii przez rady rodziców”. Tymczasem – jak zaznaczają – „uzyskanie takich opinii stanowi obowiązek prawny dyrektora szkoły”.

Badania prowadzone przez „Ordo Iuris” wielu dyrektorów przyjęło bardzo niechętnie. Jak mówi współautor badań i redaktor raportu Olaf Szczypiński, niektórzy z dyrektorów chcieli uzyskać... nazwiska rodziców, którzy zawiadamiali instytut o prowadzeniu edukacji gender w szkołach. Kiedy im odmawiano, traktowali prawników z „Ordo Iuris” bardzo nieprzychylnie. Niektórzy z nich wręcz odmawiali udzielenia jakiejkolwiek odpowiedzi.

– Odnosili się niechętnie do naszej akcji, twierdząc, że są zapracowani – mówi Szczypiński. – Żądania tych dyrektorów były stanowcze, a nawet agresywne, kiedy nie mogli się od nas dowiedzieć, kto „doniósł” na ich szkołę. W niektórych przypadkach, by uzyskać odpowiedzi dyrektorów na nasze pytania, musieliśmy odwoływać się do prawa: albo skorzystać z instytucji ponaglenia, albo skierować sprawę do sądu administracyjnego. I dopiero wtedy dyrektorzy odpowiadali. Czasem wynikało to z ich nieznajomości prawa, innym razem z prostej niechęci wobec stawianych przez nas pytań. Najbardziej jednak uderzyła mnie ich niewiedza. Naszym zadaniem nie było przecież piętnowanie szkoły czy dyrektora, ale zwrócenie uwagi na to, że rodzice mają prawo do informacji dotyczącej tego, co się dzieje na terenie szkoły, do której uczęszczają ich dzieci, a także tego, co propagują organizacje pozarządowe.

Tagi:
szkoła rodzice

Kolejny astronomiczny obiekt w szkole Sióstr Niepokalanek

2018-08-01 10:33

Krzysztof Zaremba
Edycja świdnicka 31/2018, str. IV

Na terenie Prywatnego Liceum i Gimnazjum Sióstr Niepokalanek, mieszczącego się przy placu Marii Darowskiej nr 1 w wałbrzyskiej dzielnicy Sobięcin, oddany został do użytku ekologiczny labirynt Eko-Astro-Lab. Ten bardzo ciekawy projekt edukacyjny został zrealizowany głównie dzięki wielkiemu zaangażowaniu i naukowej pasji dyrektor szkoły – s. Dorotei Milewskiej, która znalazła wsparcie finansowe wśród inwestorów oraz pomoc wielu ludzi, którym leży na sercu dobro tej renomowanej i zasłużonej dla całego regionu wałbrzyskiego placówki oświatowej

Archiwum szkoły
Ekologiczny labirynt Eko-Astro-Lab

Wyznaczone żywopłotem ścieżki labiryntu Eko-Astro-Lab mają kształt współśrodkowych okręgów, które przedstawiają orbity ośmiu planet Układu Słonecznego. W labiryncie zostały umieszczone modele ciał niebieskich wykonane w odpowiedniej skali i kolorach oraz tablice z najistotniejszymi informacjami i fotografiami. Zgodnie z heliocentrycznym porządkiem w centrum labiryntu umieszczone zostało Słońce. Przed wejściem do labiryntu znajduje się „astromat” z zadaniami do rozwiązania wewnątrz obiektu. Modele i żywopłot zostały podświetlone przy pomocy lamp solarnych.

Jak mówi siostra Dorotea, pomysłodawca całego przedsięwzięcia, nowo powstały labirynt Eko-Astro-Lab ma za zadanie: kształtowanie i rozwijanie zainteresowań, uzdolnień dzieci i młodzieży w zakresie astronomii; rozszerzanie i pogłębianie wiedzy w atrakcyjnej formie; promowanie postaw proekologicznych; wykorzystanie odnawialnych źródeł energii do zasilania oświetlenia; promowanie postaw prozdrowotnych; naukę połączoną z zabawą na świeżym powietrzu.

Z obiektu korzystały będą nie tylko uczennice Szkoły Sióstr Niepokalanek, ale placówka udostępni labirynt również innym dzieciom i młodzieży oraz wszystkim osobom pragnących w ciekawej formie poznawać tajniki kosmosu.

Podczas uroczystego otwarcia labiryntu Eko-Astro-Lab siostra Dorotea podziękowała wszystkim sponsorom, m.in. firmie Toyota i Nadleśnictwu Wałbrzych oraz wszystkim osobom, dzięki którym ten projekt mógł zostać zrealizowany. Poświęcenia obiektu dokonał kapelan Sióstr Niepokalanek z Wałbrzycha ks. Jan Olender, który, jak podkreśliła siostra Dorotea, brał również czynny udział w mozolnych, codziennych pracach związanych z budową labiryntu. Podziękowania otrzymały również współsiostry, nauczyciele, uczennice szkoły, rodzice i wszyscy, którzy nie szczędzili wysiłku w doprowadzeniu prac do szczęśliwego końca.

Eko-Astro-Lab już drugi tego typu projekt zrealizowany w ostatnim czasie przez Prywatne Liceum i Gimnazjum Sióstr Niepokalanek w Wałbrzychu. Od ubiegłego roku z powodzeniem działa Obserwatorium Astronomiczne, z którego korzystają zarówno miejscowe uczennice, jak i dzieci i młodzież z różnych szkół, a także osoby prywatne pragnące poszerzyć swoją wiedzę z dziedziny astronomii. Teraz oba obiekty będą się znakomicie uzupełniać.

Prywatne Liceum Żeńskie im. Matki Marceliny Darowskiej w Wałbrzychu to szkoła istniejąca od 1946 r. Jej siedzibą jest malowniczo położony, piękny i monumentalny budynek w dzielnicy Sobięcin, w którym przed II wojną światową mieścił się sierociniec ufundowany w 1872 r. przez rodzinę von Dyhern-Czettritz. Patronką Liceum Sióstr Niepokalanek jest bł. Marcelina Darowska, która stworzyła system pedagogiczny i wychowawczo-naukowy oparty na zdrowej religijności, umiłowaniu wiedzy i patriotyzmie. Rozbudowany system wychowawczy, dostosowany w szczegółach do potrzeb dzisiejszych czasów, stanowi fundament całej edukacji Sióstr Niepokalanek. Szkoła w Wałbrzychu daje możliwość zdobycia rzetelnej wiedzy między innymi dzięki doświadczonemu i oddanemu młodzieży gronu pedagogicznemu, atmosferze sprzyjającej nauce i własnemu rozwojowi, nauce w małych grupach klasowych, bardzo dobrze wyposażonym pracowniom, rozszerzonemu programowi nauczania. Działają tu kółka przedmiotowe, zespół muzyczny i drużyna harcerska. Dla dziewczyn spoza Wałbrzycha szkoła zapewnia miejsce w internacie. Uczennice, które kończą liceum, są doskonale przygotowane do podjęcia nawet najtrudniejszych kierunków studiów i jak pokazuje doświadczenie, z powodzeniem je kończą. Nie dziwi zatem fakt, że osiągnięcia wychowawcze i renoma szkoły Sióstr Niepokalanek daleko wykraczają poza granice Wałbrzycha.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Zagubieni w Niemczech

2018-08-14 11:02

Mirosław Piotrowski
Niedziela Ogólnopolska 33/2018, str. 43

Wikipedia

U naszych zachodnich sąsiadów wszczęto poszukiwania. Zaginęło im bowiem 126 tys. cudzoziemców, w tym kilkanaście tys. tzw. uchodźców. Tak zwanych, gdyż odpowiednie władze niemieckie po ich zweryfikowaniu doszły do wniosku, że do takiej kategorii zaliczyć ich nie można. Co więcej, niemieckie służby alarmują, że wśród nich znaleźli się islamiści ekstremiści. Gdy się dowiedzieli, że będą deportowani, co drugi zniknął. Media niemieckie używają określenia: „zapadli się pod ziemię”. Niestety, to nie koniec, gdyż Federalny Urząd Kryminalny (BKA) poszukuje dodatkowo ponad 170-tysięczną grupę przestępców „rodzimych”, m.in. więźniów zakładów karnych i inne poszukiwane listami gończymi osoby. Łącznie prawie 300 tys. groźnych gagatków. Gdzie się podział przysłowiowy niemiecki porządek (Ordnung)? – chciałoby się zapytać. Ale tym razem, niestety, nie jest to wyłącznie wewnętrzny problem niemiecki. Układ z Schengen, który znosi kontrole na granicach w większości krajów Unii Europejskiej i paru spoza niej, sprawił, że po naszym kontynencie swobodnie przemieszczają się nie tylko turyści. Także pozostający na bakier z prawem. Układ o swobodnym przemieszczaniu się osób wymusza jednak pewne rygory. Nie można jednak wpuszczać na swoje terytorium np. niesprawdzonych rzesz osób z innych kontynentów. Kto łamie reguły, powinien zostać z tego układu wykluczony. Gdy jednak idzie o Niemcy, mamy do czynienia ze szczególnym przepoczwarzeniem umysłów oraz unijnego prawa. Niemcy załatwiają sobie miliardowe dotacje z ustalanego właśnie budżetu UE na... uchodźców. Tak, tak, złamali unijne reguły i jeszcze mają otrzymać za to zapłatę. Karane mają być kraje takie jak Węgry i Polska, które praktykom berlińskim się sprzeciwiają. Planowane jest obcięcie środków spójności, z których korzystają kraje Europy Środkowo-Wschodniej. A gdzie zostaną przekierowane? Wiadomo. Problem jednak jest daleko bardziej poważny. Przyjęci beztrosko przez Niemcy islamscy ekstremiści, gdy zaczną być bardziej energicznie poszukiwani przez niemiecką policję, przeniosą się do innych krajów Unii. Okres urlopowy im sprzyja. Miliony turystów przemierzają właśnie wzdłuż i wszerz Europę. Trudniej więc o skuteczną kontrolę. A gdy wakacje się skończą, ogromny problem mogą mieć władze i obywatele wielu państw członkowskich Unii. Za nieodpowiedzialne działanie płacić będą musieli inni. Sądzę, że natychmiast po zakończeniu kanikuły powinna zająć się tym Komisja Europejska. O tak, szczególnie komisarze Timmermans i Juncker. Wszak ewidentnie narusza się reguły rządów unijnego prawa, czyli powtarzaną przez nich jak mantrę zasadę „rule of law”. Nasz europejski parlament, oczywiście, nie powinien pozostać z tyłu i koniecznie wszcząć debatę oraz przegłosować rezolucję pod tytułem... ot np. „Zagubieni w Europie”.

Mirosław Piotrowski
Poseł do Parlamentu Europejskiego, www.piotrowski.org.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

303. Bitwa o Anglię

2018-08-17 20:18

Agnieszka Chadzińska

W kinie „Ciemna City” w Częstochowie odbył się 16 sierpnia br. przedpremierowy pokaz polsko-brytyjskiego filmu „303. Bitwa o Anglię” w reżyserii Davida Blaira. Na projekcję, która spotkała się z dużym zainteresowaniem publiczności, zaprosiła redakcja „Niedzieli” wraz z dystrybutorem Kino Świat

YouTube

Akcja filmu „303. Bitwa o Anglię” rozgrywa się w połowie 1940 r. i opowiada o losach polskiego 303 Dywizjonu Myśliwskiego Warszawskiego im. Tadeusza Kościuszki, który odegrał decydującą rolę w zatrzymaniu podboju Wysp Brytyjskich przez wojska Hitlera.

Polskie Siły Powietrzne, w których skład wchodził Dywizjon 303, były częścią Polskich Sił Zbrojnych w Wielkiej Brytanii dowodzonych przez gen. Władysława Sikorskiego. Jako że walczyły z niemieckim lotnictwem na brytyjskiej ziemi, podlegały operacyjnie i taktycznie dowództwu powietrznej floty królewskiej RAF.

Bohaterami filmu są polscy lotnicy, którzy po przegranych kampaniach w Polsce w 1939 r. oraz we Francji w 1940 r. przybyli do Wielkiej Brytanii, aby kontynuować walkę z Niemcami. To ludzie niezłomni, niepokorni, obdarzeni wielkim temperamentem, z iście ułańską brawurą, pozwalającą przetrwać w ekstremalnie trudnych warunkach walki i wszechobecnej śmierci. Jednocześnie to żarliwi patrioci gotowi zginąć za sprawę wolności Ojczyzny.

Beata Pieczykura/Niedziela

W filmie szczególnie wyróżniono postacie por. pil. Jana Zumbacha „Donalda”, płk. pil. Zdzisława Krasnodębskiego „Króla” oraz por. pil. Witolda Urbanowicza „Kobry”. Jan Zumbach, jeden z asów Dywizjonu 303, kreowany przez Iwana Rheona, jest centralną postacią filmu. Jego przeżycia, rozterki stanowią odniesienie do trudnych wojennych losów zbiorowego bohatera – żołnierzy Dywizjonu 303. „Król” to założyciel i pierwszy dowódca Dywizjonu 303, który na skutek ran i poparzeń odniesionych podczas walki ustępuje z pola nowemu dowódcy – młodemu Witoldowi Urbanowiczowi (rola Marcina Dorocińskiego). To pod jego dowództwem Dywizjon 303 okrywa się chwałą najskuteczniejszej jednostki w całej Bitwie o Anglię, szczególnie we wrześniu 1940 r., kiedy przesądzono o jej wyniku. Na uwagę zasługuje także kreacja Milo Gibsona (syna sławnego Mela Gibsona), jako brytyjskiego zwierzchnika Dywizjonu 303.

Sprawnie zrealizowany film pt. „303. Bitwa o Anglię” (tytuł oryginału” „Hurricane: Squadron 303”) , nie stroniący od „lekkich” wątków życia lotników poza służbą, z ciekawie skonstruowaną fabułą, ma z pewnością szansę „przebicia się” do szerszego grona widzów (także młodych), również spoza Polski, i przedstawienia głównego przesłania – wielkiej roli polskiego żołnierza w arcyważnej dla losów II wojny światowej kampanii w 1940 r., nazywanej Bitwą o Anglię lub Bitwą o Wielką Brytanię. Bohaterstwo i zasługi naszych lotników – oficerów, świetnie szkolonych m.in. w Dęblinie – nie było szczególnie doceniane na Zachodzie. Trzeba więc prawdę historyczną wciąż przypominać. I tę rolę ma do spełnienia film Davida Blaira, któremu należą się podziękowania za zainteresowanie się tym tematem i dobrze wykonaną pracę.

Beata Pieczykura/Niedziela

Przed rozpoczęciem projekcji osoby przybyłe do sali kinowej wysłuchały wypowiedzi na temat filmu redaktor naczelnej „Niedzieli” Lidii Dudkiewicz oraz historyka red. Sławomira Błauta, który przybliżył fakty świadczące o bohaterstwie polskiej załogi Dywizjonu 303 i ogromnej roli polskich pilotów w zwycięstwie nad Niemcami w bitwie o Anglię w 1940 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem