Reklama

BETEL - Zakupy z sercem - Rahel Kebebe Tshay

Nieocenione korzyści z lasu

2018-04-11 10:10

Z dr. Andrzejem A. Koniecznym rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 15/2018, str. 36-37

Ministerstwo Środowiska
Dr. Andrzej Konieczny

O wyjątkowości polskich Lasów Państwowych w Unii Europejskiej i polskim projekcie Leśnych Gospodarstwh Węglowych z dyrektorem generalnym Lasów Państwowych dr. Andrzejem A. Koniecznym rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Jak Pan Dyrektor sądzi, czy dziś przeciętny Polak już wie i należycie docenia znaczenie lasu dla życia i ludzi? Czy w ogóle wie, czym jest las?

DR ANDRZEJ A. KONIECZNY: – Sądzę, że nie jest z tym najlepiej. Dla mnie osobiście las jest tym, co wiąże pokolenia mojej rodziny: to las sadzony nieopodal domu rodzinnego przez mojego dziadka i ojca, to praca mojego ojca leśnika, którego jako dziecko rzadko widywałem, bo całe dnie od świtu do nocy spędzał w lesie... Dla nas, leśników, las jest czymś więcej niż tylko zwykłym miejscem pracy, często jest całym życiem kolejnych pokoleń. Jednakże to prawda, że inni patrzą na las inaczej, raczej obojętnie, i nie martwią się o jego – a więc i swoją! – przyszłość...

– ...bo nie było nas, był las, nie będzie nas, będzie las?

– To porzekadło ma nas wszystkich uspokoić, zwolnić od roztropnej troski o to dobro wspólne, którym jest las. Jest to podejście wygodne i, niestety, często spotykane w dzisiejszym świecie bezgranicznego konsumpcjonizmu.

– W Polsce lasy należą do państwa, lecz chyba wciąż są traktowane nie jako dobro wspólne, narodowe, ale – według panującego jeszcze często postkomunistycznego myślenia – raczej jako dobro niczyje, które można dewastować, traktować jak wysypisko śmieci itp.

– To, niestety, prawda. Wystarczy podać jeden przykład: wokół Warszawy mamy 4 nadleśnictwa, w których rocznie zbieramy i wywozimy z lasu 3,7 tys. m3 śmieci. Tak więc dla wielu las jest po prostu bezpłatnym wysypiskiem śmieci... Wydaje się, że ludzie wciąż korzystają z lasu na zasadzie „pasażera na gapę” i co więcej, nawet nie mają świadomości, ile czerpią z tego cennego dobra, co najwyżej odczuwają tylko jakiś bliżej nieokreślony pozytywny wpływ obcowania z lasem.

– Polacy traktują las jak powietrze?

– Można by powiedzieć, że jak czyste powietrze, którego nie może zabraknąć, ale którego się nie widzi. Może dlatego, że w Polsce lasy są dostępne dla wszystkich, niemal bez ograniczeń. Jedyne ograniczenia w lasach zarządzanych przez LP mają zwykle charakter czasowy i wynikają z konieczności dbania o bezpieczeństwo i zdrowie lasów lub odwiedzających je osób.

– O ile na co dzień Polacy traktują lasy nieco po macoszemu, to w sytuacjach wyjątkowych stają w ich obronie, czego dowodem było pospolite ruszenie pod nazwą Ruch Obrony Lasów Polskich, gdy różni politycy rządzący w III RP próbowali je na różne sposoby prywatyzować. Dziś nie ma już żadnych zagrożeń dla Lasów Państwowych w ich obecnej formie?

– Wydaje się, że panuje już dość powszechne przekonanie – także w kręgach politycznych – o słuszności władztwa państwowego nad lasami, które jako jedyne jest w stanie zapewnić ich istnienie dla przyszłych pokoleń, dla bieżącej gospodarki kraju. Co do tego chyba nikt rozsądny w Polsce nie ma już wątpliwości. Zwłaszcza że obecna struktura Lasów Państwowych, forma organizacyjna, przyporządkowanie resortowe, stabilność finansowa i majątkowa są dobrze ugruntowane. Nie widzę więc zagrożenia dla Lasów Państwowych jako takich.

– I nie jest nim nawet danina, którą od niedawna Lasy Państwowe muszą świadczyć na rzecz budżetu państwa?

– Ta wpłata była niewątpliwie znaczącym obciążeniem: w 2014 i 2015 r. z funduszu inwestycyjnego Lasów Państwowych brano do budżetu państwa po 800 mln zł, a od 2016 r. obowiązuje wpłata w wysokości 2 proc. wartości sprzedanego drewna. Jeśli zliczyć wszystkie podatki oraz należne daniny, a także wsparcie finansowe udzielane przez Lasy Państwowe na różne ważne dla społeczeństwa cele, oddajemy rocznie do budżetu państwa i budżetów samorządów oraz na rzecz instytucji takich jak np. parki narodowe łącznie ok. 3 mld zł. Nasze dofinansowanie parków narodowych jest równe połowie ich budżetu. Gospodarując majątkiem Skarbu Państwa, Lasy Państwowe gromadzą środki na odpowiednie zabezpieczenie lasu, ochronę przed szkodnikami, na budowę dróg, ochronę przeciwpożarową, na szkółki leśne, potrzebują też rezerw na wypadek konieczności usuwania skutków klęsk, takich jak ubiegłoroczny huragan w Borach Tucholskich. Można więc powiedzieć, że każda dodatkowa danina – jak te nałożone w 2014 r. – oznacza uszczuplenie środków na takie właśnie cele.

– Za to te leśne pieniądze pomogły spełnić inne, być może ważniejsze potrzeby społeczne...

– No właśnie, ponoć miały dzięki nim powstać lokalne drogi, tzw. schetynówki. Niestety, trudno dziś stwierdzić, na co naprawdę te pieniądze zostały wydane, gdzie przepadły. Lasy Państwowe nigdy nie uchylały się od świadczeń na rzecz państwa. Wręcz przeciwnie: jako sprawnie zarządzana i samofinansująca się firma w możliwie najlepszy sposób – co widać w międzynarodowych porównaniach – dbają o to dobro narodowe, którym są polskie lasy, o jego trwałość i przyszłość. I z tego przede wszystkim powinniśmy zdawać sobie sprawę, zwłaszcza obecnie, kiedy świat zaczyna wreszcie poważnie doceniać wpływ lasu na środowisko życia człowieka. Ale nie zapominajmy też, że w swej ponad 94-letniej historii polskie Lasy Państwowe solidarnie przechodziły wraz z państwem polskim wszystkie trudne momenty i zawsze były dla niego wsparciem. W II RP polskie lasy – w tym również Puszcza Białowieska i Puszcza Nadniemeńska – były nawet wydzierżawiane podmiotom z obcym kapitałem po to tylko, żeby uzupełnić Skarb Państwa. Po II wojnie światowej również przychodziły państwu na ratunek.

– Mówiło się nawet o rabunkowej gospodarce leśnej.

– Prowadził ją przede wszystkim niemiecki okupant w czasie wojny. Po wojnie również dochodziło do dużych wyrębów, bo wielkie ilości drewna były potrzebne choćby przy odbudowie stolicy. Mało kto wie, że sporo z wyposażenia Zamku Królewskiego wykonano z dębów z Puszczy Białowieskiej...

– Dziś coraz ważniejsze stają się tzw. pozaprodukcyjne funkcje lasu. Czy Lasy Państwowe starają się oszacować i uwzględnić ich wartość?

– To bardzo trudne. Nobel dla tego, kto to kiedyś wyliczy. Ze szwajcarskich badań przeprowadzonych przez dr Ingrid Kissling-Näf wynika, że spośród wszystkich funkcji, które las pełni w warunkach szwajcarskich, wartość korzyści płynących z funkcji produkcji drewna wynosi zaledwie 5 proc., zaś 95 proc. przypada na liczne pozaprodukcyjne funkcje lasów, takie jak: rekreacyjna, pod względem różnorodności biologicznej, ochronna, np. ochrona przed lawinami, co w Szwajcarii jest niezwykle istotne. Wszystkie funkcje pozaprodukcyjne mają określoną – z pewnością coraz wyższą – choć trudną do dokładnego oszacowania wartość. Polskie Lasy Państwowe są jedynym takim podmiotem w Unii Europejskiej, który samodzielnie mierzy się z tymi nienazwanymi jeszcze kosztami „usług” na rzecz środowiska naturalnego, które musiałoby pokrywać państwo, żeby zapewnić obywatelom wszystkie dobra pozaprodukcyjne lasu.

– Jedną z najważniejszych funkcji pozaprodukcyjnych lasu – może najważniejszą – jest produkcja tlenu i pochłanianie dwutlenku węgla. W Polsce za sprawą ministra prof. Jana Szyszko powstał program Leśnych Gospodarstw Węglowych, który pośrednio opiera się na oszacowaniu wartości tej bardzo ulotnej funkcji, co miałoby ułatwić konkretne rozrachunki w ramach światowej polityki klimatycznej. Czy Polska rzeczywiście może w odpowiednio krótkim czasie znacząco zwiększyć potencjał pochłaniania CO2 przez lasy?

– Z naszych analiz wynika, że jest to możliwe, choć, oczywiście, niełatwe, bo nie mamy już zbyt wielu gruntów do nowych zalesień. Głównie z powodu unijnych dopłat do hektara ziemi, które wyhamowały zalesianie nieużytków rolniczych. Na terenie Polski znajduje się 0,23 proc. lasów świata (ok. 9 mln ha). Nie jesteśmy więc leśną potęgą, lecz naszą koncepcją Leśnych Gospodarstw Węglowych zainteresowali się najwięksi posiadacze lasów, przede wszystkim Chiny, które w ciągu kilku lat zamierzają zalesić 5 mln ha nowych gruntów tylko po to, by zwiększyć pochłanianie CO2. Nam zalesienie 2,5 mln ha zajęło 70 lat! Chińczycy chcieliby wykorzystać ten nasz polski pomysł, zwłaszcza w aspekcie wyceny monetarnej pochłaniania CO2. Leśne Gospodarstwa Węglowe dają niejako dodatkowy przeliczeniowy zysk – wynikający z pochłoniętych jednostek węgla – który zgodnie z ustaleniami światowych porozumień klimatycznych będzie można zainwestować w przemysł. Chinom bardzo na tym zależy, gdyż świat coraz bardziej wytyka im wysoką emisję CO2 i innych zanieczyszczeń przez tamtejszy przemysł. Polsce także.

– Czy w Polsce Leśne Gospodarstwa Węglowe będą zadowalająco wydajne, skoro nie możemy skokowo zwiększyć lesistości?

– Nasz konkretny program LGW przedstawimy w grudniu br. w Katowicach na COP24. Lesistość Polski będzie rosła (zakłada się 33 proc. do 2050 r.), choć na pewno nie tak szybko jak w Chinach, które mają jeszcze dużo miejsca na lasy. Obecnie skrupulatnie liczymy, jaką maksymalnie powierzchnię można by było dodatkowo zalesić. Realizując program LGW, będziemy jednakże stawiać raczej na zwiększanie liczby drzew, zasobności na hektarze, a także na odpowiednią strukturę gatunkową już istniejących drzewostanów.

– Co to znaczy?

– Ażeby zwiększyć tę „zawartość drewna w lesie”, czyli zintensyfikować proces fotosyntezy, wprowadzamy tzw. drugie piętro lasu, np. pod duże już sosny podsadzamy buka. W ten sposób wydatnie zwiększa się ilość pochłanianego CO2. Dobrym sposobem na przyspieszenie pochłaniania i akumulacji węgla jest zalewanie torfowisk, które przesuszone uwalniają dwutlenek węgla do atmosfery. Mamy też specjalne sposoby prowadzenia upraw leśnych, polegające na mieszaniu różnych, dobrze uzupełniających się gatunków. Jednakże największą wartość dodaną daje posadzenie drzew tam, gdzie ich nie było. Dobrym pomysłem jest więc sadzenie gatunków szybko rosnących (np. brzozy i modrzewia) na gruntach specjalnie do tego celu wykupionych przez zakłady produkujące celulozę.

– Czy zwiększające się wciąż pozyskiwanie drewna w Lasach Państwowych da się pogodzić z funkcjonowaniem Leśnych Gospodarstw Węglowych?

– Tak. Po pierwsze, jeśli pozyskane drewno zostanie zamienione na trwałe wyroby – w których węgiel pozostanie zmagazynowany na długo – czyli np. na meble z litego drewna czy drewniane domy. Po drugie, jeśli na miejsce wyciętych drzew szybko zostaną posadzone nowe drzewa. A z uwagi na węgiel zmagazynowany w glebie trzeba się zawsze dwa razy zastanowić, zanim zdecydujemy się na jakąkolwiek orkę, jakiekolwiek przygotowywanie gleby do sadzenia.

– Las wydajnie magazynujący węgiel ma być zatem zdany na mozolną ręczną robotę?

– Już obecnie całe sadzenie odbywa się w ten sposób. Mechanizację sadzenia w polskim leśnictwie praktykowano kilkadziesiąt lat temu przy zalesianiu wielkich powierzchni gruntów porolnych – zalesiano wtedy po 60 tys. ha tych gruntów rocznie. Tak było od końca wojny do lat 60. ubiegłego wieku.

– Ludzi drażnią dziś wycinka drzew i wywóz drewna za pomocą potężnych maszyn, które sprawiają wrażenie wielkich niszczycieli lasu, zwłaszcza właśnie gleby... Czy nie da się tego uniknąć?

– Nie ma takiej potrzeby, gdyż jak wyliczyli specjaliści z dziedziny inżynierii leśnej, te wielkie maszyny przemieszczające się po runie leśnym mają mniejszy nacisk na cm2 powierzchni niż stopa człowieka... A jeszcze większe szkody czyni – wydawałoby się najbardziej ekologiczny środek transportu – wykorzystywany dawniej w lasach koń. Ale rzeczywiście, duże maszyny w lesie wzbudzają u ludzi złe emocje. Jednak z naszego punktu widzenia tylko one mogą zapewnić bezpieczne warunki pozyskiwania drewna. I naprawdę za ich sprawą nie wycinamy więcej drzew, niż to wynika z corocznych planów, które są tak ułożone, by zasoby drzewne naszych lasów – mimo koniecznego przecież ich użytkowania – stale wzrastały.

Andrzej A. Konieczny, leśnik (absolwent SGGW), doktor nauk ekonomicznych, absolwent studiów podyplomowych Master of Business Administration University of Illinois oraz na Wydziale Ekonomicznym Uniwersytetu w Białymstoku; odbył staże zawodowe w administracji leśnej Szwajcarii i Niemiec; od 1996 r. pracował na różnych stanowiskach w Lasach Państwowych; w latach 2015-18 r. – podsekretarz stanu w Ministerstwie Środowiska. Od 19 stycznia 2018 r. – dyrektor generalny Lasów Państwowych.

Tagi:
Lasy Państwowe

Nowy dyrektor Lasów Państwowych

2018-01-19 08:59

ministerstwo środowiska

Henryk Kowalczyk, minister środowiska, powołał Andrzeja Koniecznego na stanowisko dyrektora generalnego Lasów Państwowych.


Minister środowiska powołal nowego dyrektora Lasów Państwowych

Andrzej Konieczny jest absolwentem Wydziału Leśnego Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie na kierunku leśnictwo. W 2004 roku otrzymał tytuł doktora nauk ekonomicznych. W pracy doktorskiej zajmował się zagospodarowaniem obszarów wiejskich w ramach wykonania ustawy o przeznaczeniu gruntów rolnych do zalesienia w perspektywie przed przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej.

Ukończył także studia podyplomowe Master of Business Administration University of Illinois we współpracy z Politechniką Lubelską oraz studia podyplomowe Finanse i Rachunkowość Przedsiębiorstw na Wydziale Ekonomicznym Uniwersytetu w Białymstoku. Swoją karierę zawodową związał z Lasami Państwowymi, gdzie od 1996 roku pracował na różnych stanowiskach i w różnych nadleśnictwach m.in. w Nadleśnictwie Chotyłów i Nadleśnictwie Pomorze. Odbył też staże zawodowe w administracji leśnej Szwajcarii i Niemiec.

W latach 2006-2008 pełnił funkcję dyrektora ekonomicznego w Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Lublinie. Związany był również z Dyrekcją Generalną Lasów Państwowych w Warszawie jako jeden z jej inspektorów. W latach 2013-2014 jako nadleśniczy kierował Nadleśnictwem Białowieża. Od 19 listopada 2015 r. do 18 stycznia 2018 r. był podsekretarzem stanu w Ministerstwie Środowiska.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Londyn: Sąd Apelacyjny odrzucił apelację w sprawie Alfiego Evansa

2018-04-25 20:49

abd (KAI) / Londyn

Po trwającej blisko 5 godzin rozprawie, Sąd Apelacyjny w Londynie odrzucił apelację złożoną przez ojca Alfiego Evansa i tym samym odmówił zgody na transport chorego dwulatka do Włoch "gdyż nie jest to w jego najlepszym interesie".

Kaspars Grinvalds/fotolia.com

Po blisko pięciogodzinnej rozprawie Sądu Apelacyjnego w Londynie, zapadł wyrok w sprawie dwuletniego Alfiego Evansa, cierpiącego na niezdiagnozowaną i najprawdopodobniej nieuleczalną chorobę neurologiczną. Sąd odrzucił apelację złożoną przez ojca chłopca. Tym samym choremu dziecku po raz drugi odmówiono zgody na wyjazd do Włoch, w celu kontynuowania leczenia, argumentując to faktem, że "nie jest to w jego najlepszym interesie".

Alfie Evans przebywa obecnie w szpitalu Alder Hey w Liverpoolu. W poniedziałek został odłączony od aparatury podtrzymującej życie, na polecenie sądu i wbrew woli jego rodziców. Po 11 godzinach chłopcu ponownie podano tlen, a władze szpitala poinformowały, że kontynuowane będzie leczenie paliatywne. Rodzice chłopca walczyli o przetransportowanie go do należącego do Watykanu szpitala pediatrycznego Dzieciątka Jezus w Rzymie. Także dyrektor szpitala przybył do Liverpoolu, by osobiście porozmawiać z władzami placówki, w której przebywa chłopiec, jednak nie został wysłuchany.

Apele o ratowanie chłopca ponawia wiele środowisk Kościelnych i świeckich. Kilkukrotnie prosił o to papież Franciszek, wezwanie ponawiał także prezes papieskiej Akademii Życia abp Vicenzo Paglia. Wiele instytucji zbiera podpisy pod petycjami o pomoc dla Alfiego. CitizenGo zebrała ponad 200 tys. podpisów pod apelem skierowanym do władz szpitala Alder Hey. Z kolei ojciec Alfiego Thomas Evans, prowadzi w internecie zbiórkę podpisów pod prośbą do królowej Elżbiety II i brytyjskiego Parlamentu.

Niespełna 2-letnie Alfie Evans cierpi na niezdiagnozowaną i najprawdopodobnie nieuleczalną chorobę neurologiczną. Od grudnia 2016 r. przebywa w szpitalu Alder Hey w Liveropplu, gdzie, wg lekarzy, utrzymywany jest przy życiu jedynie dzięki aparaturze medycznej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek u św. Marty: bez miłości Kościół nie wzrasta, staje się instytucją pustą

2018-04-26 12:20

st (KAI) / Watykan

Podczas Ostatniej Wieczerzy Jezus uczy nas miłości, obmywając stopy – służby i przypomina, że sługa nie jest większy od swego pana – stwierdził papież podczas porannej Eucharystii w Domu Świętej Marty. Nawiązując do czytanej dziś Ewangelii (J 13,16-20) Ojciec Święty zaznaczył, że są to podstawy Kościoła.

Grzegorz Gałązka

Franciszek przypomniał, że Pan Jezus podczas Ostatniej Wieczerzy, żegnając się z uczniami, nie tylko wygłosił długą i piękną mowę, ale dokonał także dwóch gestów, „które są instytucjami", podstawami Jego nauczania. Jezus daje swoje ciało na pokarm i swoją krew jako napój – ustanawia Eucharystię. Ponadto obmywa stopy. Z tych gestów rodzą się dwa przykazania, które jeśli będziemy wierni, spowodują rozwój Kościoła.

Pierwszym z nich jest przykazanie miłości. Jezus każe nie tylko „kochać bliźniego jak siebie samego”, ale uczynić jeszcze jeden krok: „kochać bliźniego tak, jak Ja was umiłowałem”. Jest to miłość bez ograniczeń, bez której Kościół nie posuwa się naprzód, nie oddycha – zauważył papież. „Bez miłości Kościół nie wzrasta, staje się instytucją pustą, pozorów, bezowocnych gestów. Trzeba iść do Jego ciała: Jezus mówi, jak powinniśmy kochać, aż do końca” – podkreślił Ojciec Święty. „Miłujcie się wzajemnie, tak jak Ja was umiłowałem” (por. J 13, 34) – przypomniał Franciszek.

Następnie papież wskazał na nowe przykazanie, które rodzi się z obmycia stóp: „służcie sobie nawzajem”. Obmywajcie sobie nawzajem nogi, tak jak umyłem wasze stopy. Dwa nowe przykazania i ostrzeżenie: „możecie służyć, ale posłani przeze Mnie”, bo nie jesteście więksi ode mnie, „sługa nie jest większy od swego pana” – przypomniał Ojciec Święty. Jednocześnie podkreślił, że chodzi tutaj o prawdziwą pokorę, a nie udawaną i dodał, że idzie tutaj o podstawy Kościoła. Tą drogą poszli męczennicy i wielu świętych, będąc świadomymi, że są jedynie sługami.

Franciszek nawiązał także do słów Pana Jezusa zapowiadających zdradę Judasza: „Ja wiem, których wybrałem; lecz potrzeba, aby się wypełniło Pismo: «Kto ze Mną spożywa chleb, ten podniósł na Mnie swoją piętę»”. Dlatego papież zachęcił do chwili milczenia, aby spojrzał na nas Pan.

„Pozwólmy, aby do mego wnętrza wkroczyło spojrzenie Jezusa. Wiele odczujemy: miłość, a być może nic nie odczujemy ... będziemy zablokowani, będziemy się wstydzić. Ale zawsze pozwólmy, aby przyszło spojrzenie Jezusa” – zachęcił Ojciec Święty.

Na zakończenie swojej homilii Franciszek nawiązał do słów Piotra w Tyberiadzie: „Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham” (J 21, 17). Miłość aż do końca, służba i użyjmy słowa trochę wojskowego, ale potrzebnego: podporządkowanie, to znaczy On jest największy, ja jestem sługą – podsumował swoją homilię papież.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem