Reklama

Studia Ignatianum

Bóg na ławie oskarżonych

2018-04-11 10:09

Ks. Kazimierz Gryżenia SDB
Niedziela Ogólnopolska 15/2018, str. 24-25

Uria/fotolia.com

Z jednej strony słychać wołanie filozofa, że wiek XXI ma być wiekiem religii, z drugiej – pobrzmiewa wołanie innego filozofa, że religia jest opium ludu. Jaką postawę w tym sporze ma zająć chrześcijanin?

W dyskusjach na temat etyki seksualnej, aborcji, klauzuli sumienia itp. daje się słyszeć stwierdzenie: „Nie wszyscy są wierzący”. Skoro tak, to (w domyśle) nie wszyscy muszą zachowywać jednakowe reguły działania, tzn., że człowiek wierzący nie może dokonać aborcji, a niewierzący – może. Następuje przedziwna sytuacja, ten sam czyn, a radykalnie odmienna jest jego kwalifikacja moralna: albo grzech ciężki, albo uczynek dobry i szlachetny, wręcz – o ironio – miłosierny.

Czy analogicznie można powiedzieć, że niewierzący – w przeciwieństwie do wierzącego – może dopuszczać się malwersacji finansowych, celowo mataczyć, nabierać ludzi starszych „na wnuczka”, „na policjanta” lub „na pakiet opieki zdrowotnej”? Na to pytanie nasuwa się oczywista odpowiedź. Zarówno wierzącemu, jak i niewierzącemu nie wolno zabijać, krzywdzić, wprowadzać w błąd itd., itp.

W tym kontekście nieodparcie pojawiają się pytania: Jaką rolę odgrywa religia w życiu człowieka? Jaką prezentuje wizję Boga? Czy Bóg jest bliski człowiekowi jako jego sprzymierzeniec, czy stanowi On raczej zagrożenie dla jego wolności i autonomicznego rozwoju? Czy religia jako nasza relacja do Boga jest czynnikiem wspomagającym, czy ograniczającym nasz proces w doskonaleniu własnej osobowości?

Reklama

Religia na celowniku

Współcześnie w życiu wielu społeczeństw zauważa się przejawy eliminowania wpływu religii i ludzi wierzących na życie społeczne. Z religijnych inspiracji rezygnuje się w sztuce, muzyce, literaturze, polityce itd. Unika się wyrażeń nie tylko wprost związanych z religią, jak: Bóg, Stwórca, Jezus, Zbawiciel, Kościół, lecz również takich, które mają związek tylko pośredni, jak: pierwsza przyczyna, źródło istnienia, wieczność, nieśmiertelność duszy, prawo naturalne itp. Chodzi o to, by u odbiorców nie powodować skojarzeń o charakterze religijnym. Promuje się natomiast nazwy i wartości obojętne lub niechętne religii. Wiele opiniotwórczych środowisk medialnych nie dąży do ukazania lub zacieśnienia związku człowieka z Bogiem, lecz główny akcent swej działalności kieruje na dyskredytowanie religii. Treści dotyczące sfery nadprzyrodzonej i transcendentnej usiłuje się pomniejszyć lub ukazać w negatywnym świetle. Obserwowane zjawisko świadczy o niechęci do religii, zwłaszcza do chrześcijaństwa, Kościoła katolickiego i jego instytucji oraz do wielowiekowej tradycji, a także o tym, że uważane są one za wyraz wstecznictwa, niechęci do nowoczesności i postępu. W niektórych tendencjach myślowych Bóg i religia są traktowane jako zagrożenie dla człowieka, zwłaszcza dla jego autonomii i wolności. Bóg jest dla człowieka konkurentem i rywalem, a elementy religijne stanowią zarzewie zła, przemocy, nietolerancji, totalitaryzmu i fundamentalizmu.

O niechęci do religii świadczą dyskusje nad tzw. Konstytucją Europejską i brak umieszczenia w jej preambule odniesienia do Boga i wartości chrześcijańskich. Gloryfikuje się ideę państwa laickiego, oddzielonego od Kościoła i jego wartości. Podtrzymuje się przekonanie, że między człowiekiem i Bogiem nie występują żadne relacje. Zjawisko to Rosa Alberoni, Włoszka, autorka książki „Wygnać Chrystusa”, obrazuje wymownym stwierdzeniem: „Trzeba wygnać Boga ze sceny historii i z umysłu człowieka, gdyż Bóg jest złem. Bóg jest przeciw człowiekowi. Każdy postęp człowieka jest zwycięstwem przeciw Bogu” (tłum. z jęz. włoskiego A. Żdżarska, Izabelin-Warszawa 2007, s. 7). Życie ludzkie ma być skoncentrowane wyłącznie na sprawach doczesnych.

Można więc dziś niewątpliwie mówić o religiofobii, a zwłaszcza chrystianofobii. Trzeba jednak mocno podkreślić, że zarówno religia, jak i religiofobia dotyczą właściwej lub niewłaściwej wizji Boga i człowieka oraz relacji między nimi.

Od karykatury Boga...

Znaczący wpływ na zjawisko niechęci do religii miała filozofia oświecenia. Oświecenie, choć nie było programowo ateistyczne i przyjmowało ideę Boga-Stwórcy, przedstawiało fałszywy Jego obraz: Bóg nie jest obecny w tym świecie, nie interesuje się nim, nie sprawuje Opatrzności, nie przekazuje człowiekowi żadnej nauki, nie nagradza ani nie karze, nie solidaryzuje się z nim, nie staje się człowiekiem, nie umiera na krzyżu i nie zmartwychwstaje, nie jest Zbawicielem (deizm). Taki Bóg, daleki i obcy wobec człowieka, przestał mu być potrzebny. Z kolei człowiek oderwany od Boga staje się samowystarczalny, nie uznaje żadnego odniesienia do Boga, nie oczekuje z jego strony żadnej pomocy i zaczyna żyć tak, „jakby Bóg nie istniał” (Jan Paweł II, „Pamięć i tożsamość. Rozmowy na przełomie tysiącleci”, Kraków 2005, s. 19; Benedykt XVI, „Dawajcie świadectwo o Bogu w świecie współczesnym. Rozmowa z młodzieżą Rzymu i Lacjum na placu św. Piotra”, Watykan, 6 kwietnia 2006, „L’Osservatore Romano”, wyd. pol., 27 [2006], nr 6-7, s. 49). Odrzucając Boga i Jego wskazania w życiu moralnym, człowiek przypisuje sobie w sposób nieuprawniony możliwość autozbawienia oraz prawo do nieskrępowanego i autonomicznego decydowania o wszystkim, także o tym, co jest dobre, a co złe. Wyolbrzymił swoją bezwzględną niezależność i wolność przez ubóstwienie samego siebie. W takim świetle Bóg nie tylko staje się niepotrzebny, ale też pełni w życiu ludzkim funkcję negatywną, ogranicza człowieka, zagraża jego wolności. Bóg okazał się konkurentem wobec człowieka. Stąd postulat, aby odrzucić Boga, bo krępuje człowieka w jego pełnym i swobodnym rozwoju. Człowiek woli być sam, chce być niezależnym twórcą własnych dziejów i własnej cywilizacji. W efekcie powstało opozycyjne nastawienie: Bóg albo człowiek, ze wskazaniem na człowieka. Bóg przebywa sobie tam, w niebie, a człowiek tu, na ziemi, i między tymi biegunami nie ma żadnych punktów wspólnych. Negacja chrześcijańskiego rozumienia Boga stała się niezbędnym warunkiem rzekomo pełnego humanizmu.

Oświeceniowa wizja Boga została przejęta i rozpropagowana przez tendencje wyraźnie ateistyczne, m.in. w wydaniu marksistowskim, współcześnie zaś, choć już w innej formie, w nurcie liberalno-laickim (ponowoczesnym).

...do obrazu Boga

Chrześcijaństwo ciągle przypomina, że Bóg jest Stwórcą świata i najwyższym prawodawcą. Sprawuje w świecie Opatrzność, interesuje się losem człowieka, solidaryzuje się z nim tak dalece, że sam staje się człowiekiem. Syn Człowieczy „nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu” (Mt 20, 28; Mk 10, 45). „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony” (J 3, 16-17). Bóg przekazał człowiekowi swoją naukę, swoją wolę. Są to: przykazania Boże, Ewangelia, Kościół jako oficjalny interpretator tej nauki oraz prawo naturalne zawarte w całej przyrodzie. Nie jest to nauka dla uciemiężenia człowieka, lecz jako drogowskaz, bo „Bóg jest miłością” (1J 4, 16), a w miłości dominuje jedyne pragnienie – dobro kochanej osoby.

Prawda o Bogu pełnym miłości i o człowieku jako zależnym od Niego stworzeniu jest niezwykle ważkim problemem, w życiu zarówno indywidualnym, jak i społecznym. Przed wolnością bez prawdy przestrzegał Jan Paweł II. Napisał on w „Centesimus annus”: „Wolność w pełni jest dowartościowana jedynie poprzez przyjęcie prawdy: w świecie bez prawdy wolność traci swą treść, a człowiek zostaje wystawiony na pastwę namiętności i uwarunkowań jawnych lub ukrytych”. I zaraz dodał, że „demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm” („Centesimus annus”, 1991, nr 46). Podobnie w encyklice „Veritatis splendor” podkreślił, że człowiek w dysponowaniu swoją wolnością nie jest nieograniczony, winien przyjąć prawo moralne dane mu przez Boga. Przez akceptację tego prawa człowiek nie doznaje uszczerbku, przeciwnie – otrzymuje gwarancję i sprzymierzeńca swego rozwoju („Veritatis splendor”, 1993, nr 35).

Również Benedykt XVI mocno akcentował, że „ideologiczne zamknięcie się na Boga oraz ateizm (...) jawią się dziś pośród największych przeszkód w rozwoju. «Humanizm wykluczający Boga jest humanizmem nieludzkim»”. Bez Boga każdy robi sobie własny projekt życia i na koniec jeden występuje przeciw drugiemu („Caritas in veritate”, 2009, nr 78).

Boga nie da się sprowadzić do sfery prywatności, do uczucia, tak jakby On nie był rzeczywistością obiektywną. Bóg nie jest kimś nieznanym, Bogiem wymyślonym, Bogiem według jedynie naszych myśli, ale Bogiem, który ukazał samego siebie i swoje oblicze. Uobecnienie Go w naszym życiu, przyjęcie Jego woli nie są poniżającą zależnością, ale czynnikami, które pozwalają nam żyć darem miłości i dojść do pełni człowieczeństwa. Jeżeli uzasadnione jest mówienie o deifikacji człowieka, to jedynie z Bogiem – jeśli się z Nim współpracuje, korzysta z Jego oferty i wsparcia. „Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity” (J 15, 5) – mówi Jezus. I tylko wtedy nasze życie staje się prawdziwe, autentycznie ludzkie, a kryteria prawdziwego humanizmu obecne w życiu społecznym.

Tagi:
wiara

Czy kocham swoją wiarę?

2018-04-25 11:32

Ks. Ireneusz Skubiś
Edycja częstochowska 17/2018, str. II

Pavel Losevsky/fotolia.com

Wciąż aktualne są słowa św. Anzelma z Canterbury, zaczerpnięte z myśli św. Augustyna: „Fides quaerens intellectum” – wiara poszukująca zrozumienia. Rozum jest bowiem zawsze blisko wiary, wiara poszukuje rozumu, i to jest źródłem satysfakcji intelektualnej, ale także tej mistycznej. Według św. Jana Pawła II „wiara i rozum są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy”.

Jeżeli mówię: kocham moją wiarę, to moje kochanie zawiera w sobie dwa wielkie przeżycia: „misterium tremendum” i „misterium fascinosum”. To tajemnica budząca lęk i respekt oraz tajemnica budząca zachwyt i fascynację. Przeżycie wiary nie może więc być wartością marginalną, ale jest czymś, czym się żyje. Wiara legitymuje się świadectwem życia. Nie można np. wybiórczo traktować przykazań Bożych, jak to nieraz się spotyka. Przypominamy sobie słowa Jezusa: „Zaprawdę bowiem powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni” (Mt 5, 18). Zachowanie przykazań Bożych powinno dawać człowiekowi wierzącemu wielką satysfakcję, dzięki świadectwu życia moralnego człowiek może o sobie powiedzieć, że jest synem Bożym. Ma to swoje przełożenie nie tylko na życie osobiste, ale również na życie społeczne.

Wiara chrześcijanina musi być zauważana przez jego otoczenie. Wielkich świadków wiary poznajemy od początków chrześcijaństwa, wielu ich było zwłaszcza w pierwszych wiekach, gdy wyznawcy Chrystusa ginęli za wiarę, stawali się „martyres” – męczennikami. Również wiek XX i XXI to czasy męczenników, zdecydowanych oddać swoje życie za Chrystusa. Ich świadectwo jest ciągle obecne na wszystkich kontynentach.

Ale współczesny świat nie chce dziś zauważać tych świadectw wiary, nie obchodzi go także to, że zabija się ludzi z powodu wyznawanej wiary. To bardzo smutne i świadczy o jakiejś formie odczłowieczenia człowieka, o jego dehumanizacji.

Oczywiście, piękne świadectwa swej wiary dają ci, którzy decydują się na życie konsekrowane. I podobnie jak w rodzinie, w której nie rodzą się dzieci, zauważa się smutek, tak jest w Kościele, w którym nie ma powołań. Stąd troska o powołania powinna być ważnym zadaniem duszpasterstwa. Osoby konsekrowane bowiem stają się naszymi przewodnikami na drodze wiary.

Uważam, że w naszych wspólnotach kościelnych powinniśmy przeżywać nieustanny koncert wiary. Powinien on mieć miejsce przede wszystkim w rodzinie silnej Bogiem – jak to sformułował sługa Boży kard. Stefan Wyszyński – ale i w miejscach pracy duszpasterskiej. I pamiętajmy, że wiara nie może być smutna. „Smutny święty to żaden święty” – mówili znawcy życia duchowego – taki nikogo do Chrystusa nie przybliży. Po prostu: radość wiary daje radość życia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Alfie Evans został odłączony od aparatury

2018-04-24 12:00

(KAI)/wp.pl

Alfie Evans odłączony od aparatury wciąż żyje

Alfie Evans/Facebook

Minęło 12 godzin od odłączenia aparatury podtrzymującej życie, a Alfie wciąż żyje. Dwulatek cierpi na ciężką chorobę neurologiczną.

"Zezwolono, aby Alfie otrzymał tlen i wodę! Co by się już nie wydarzyło, on już i tak potwierdził że lekarze byli w błędzie. Zobaczcie, jak pięknie wygląda!" - napisała na Facebooku matka Alfiego.

Ojciec Święty za pośrednictwem komunikatora Twitter raz jeszcze zaapelował o ocalenie życia 2. letniego Anglika Alfie Evansa. Chłopiec ma poważne uszkodzenia mózgu. Zdaniem lekarzy żyje tylko dzięki podłączeniu do specjalistycznej aparatury medycznej, a dziś po południu brytyjskie prawo zezwoliło na odłączenie go od tego systemu. Jednocześnie rząd włoski przyznał mu obywatelstwo, co pozwoliło by na przewiezienie go do Włoch i objęcie opieką przez watykańską klinikę pediatryczną Bambin Gesu.

Franciszek napisał: "poruszony modlitwami i ogromną solidarnością okazaną Alfie Evansowi ponawiam mój apel, aby usłyszano cierpienia rodziców i zapewniono im możliwość poszukiwania nowych form leczenia".

Rząd włoski wyraża nadzieję, że fakt nabycia przez dziecko obywatelstwa włoskiego pozwoli na natychmiastowe przewiezienie go do Włoch. O godz. 14.30 czasu włoskiego, kiedy wszystko wydawało się gotowe do odłączenia aparatu oddechowego Alfie, rodzice zdołali uzyskać dalsze opóźnienie, by wyjaśnić aspekt formalny orzeczenia sądowego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek u św. Marty: bez miłości Kościół nie wzrasta, staje się instytucją pustą

2018-04-26 12:20

st (KAI) / Watykan

Podczas Ostatniej Wieczerzy Jezus uczy nas miłości, obmywając stopy – służby i przypomina, że sługa nie jest większy od swego pana – stwierdził papież podczas porannej Eucharystii w Domu Świętej Marty. Nawiązując do czytanej dziś Ewangelii (J 13,16-20) Ojciec Święty zaznaczył, że są to podstawy Kościoła.

Grzegorz Gałązka

Franciszek przypomniał, że Pan Jezus podczas Ostatniej Wieczerzy, żegnając się z uczniami, nie tylko wygłosił długą i piękną mowę, ale dokonał także dwóch gestów, „które są instytucjami", podstawami Jego nauczania. Jezus daje swoje ciało na pokarm i swoją krew jako napój – ustanawia Eucharystię. Ponadto obmywa stopy. Z tych gestów rodzą się dwa przykazania, które jeśli będziemy wierni, spowodują rozwój Kościoła.

Pierwszym z nich jest przykazanie miłości. Jezus każe nie tylko „kochać bliźniego jak siebie samego”, ale uczynić jeszcze jeden krok: „kochać bliźniego tak, jak Ja was umiłowałem”. Jest to miłość bez ograniczeń, bez której Kościół nie posuwa się naprzód, nie oddycha – zauważył papież. „Bez miłości Kościół nie wzrasta, staje się instytucją pustą, pozorów, bezowocnych gestów. Trzeba iść do Jego ciała: Jezus mówi, jak powinniśmy kochać, aż do końca” – podkreślił Ojciec Święty. „Miłujcie się wzajemnie, tak jak Ja was umiłowałem” (por. J 13, 34) – przypomniał Franciszek.

Następnie papież wskazał na nowe przykazanie, które rodzi się z obmycia stóp: „służcie sobie nawzajem”. Obmywajcie sobie nawzajem nogi, tak jak umyłem wasze stopy. Dwa nowe przykazania i ostrzeżenie: „możecie służyć, ale posłani przeze Mnie”, bo nie jesteście więksi ode mnie, „sługa nie jest większy od swego pana” – przypomniał Ojciec Święty. Jednocześnie podkreślił, że chodzi tutaj o prawdziwą pokorę, a nie udawaną i dodał, że idzie tutaj o podstawy Kościoła. Tą drogą poszli męczennicy i wielu świętych, będąc świadomymi, że są jedynie sługami.

Franciszek nawiązał także do słów Pana Jezusa zapowiadających zdradę Judasza: „Ja wiem, których wybrałem; lecz potrzeba, aby się wypełniło Pismo: «Kto ze Mną spożywa chleb, ten podniósł na Mnie swoją piętę»”. Dlatego papież zachęcił do chwili milczenia, aby spojrzał na nas Pan.

„Pozwólmy, aby do mego wnętrza wkroczyło spojrzenie Jezusa. Wiele odczujemy: miłość, a być może nic nie odczujemy ... będziemy zablokowani, będziemy się wstydzić. Ale zawsze pozwólmy, aby przyszło spojrzenie Jezusa” – zachęcił Ojciec Święty.

Na zakończenie swojej homilii Franciszek nawiązał do słów Piotra w Tyberiadzie: „Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham” (J 21, 17). Miłość aż do końca, służba i użyjmy słowa trochę wojskowego, ale potrzebnego: podporządkowanie, to znaczy On jest największy, ja jestem sługą – podsumował swoją homilię papież.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem