Reklama

Krzyż i teologia odkupienia (1)

2018-03-28 10:57

Ks. Zbigniew Chromy
Edycja świdnicka 13/2018, str. VIII

Ks. Zbigniew Chromy
Jerozolima – makieta miasta z czasów Pana Jezusa

We „Wprowadzeniu w chrześcijaństwo” kard. Ratzinger zauważa, że „na podstawie niektórych pobożnych tekstów nasuwa się wyobrażenie, że chrześcijańska wiara w krzyż przedstawia sobie tak surowo sprawiedliwego Boga, że wymagał On złożenia w ofierze człowieka, złożenia własnego Syna”. Od takiego Boga można się tylko ze zgrozą odwrócić, gdyż ponury Boży gniew zdaje się tu czynić niewiarygodnym przesłanie o Bożej miłości. To pozornie logiczne wyobrażenie tworzy jednak zupełnie fałszywy obraz Boga. Krzyż w Nowym Testamencie ukazuje się jako dążenie „góry” ku „dołowi”. Nie jest on dziełem pojednania, jakie człowiek ofiaruje zagniewanemu Bogu, lecz przeciwnie stanowi wyraz niepojętej miłości Boga, która oddaje się aż do poniżenia, by w ten sposób ratować człowieka. Nowy Testament nie mówi, że to ludzie pojednali się z Bogiem, ale że „w Chrystusie Bóg pojednał świat ze sobą” (2 Kor 5,19). Tak więc okazuje się, że Boża sprawiedliwość jest łaską, która dźwiga grzesznego człowieka i przez dar miłości czyni go wolnym.

Z historycznego punktu widzenia śmierć Jezusa z Nazaretu była konsekwencją konfliktu z władzami żydowskimi Jego czasów, stosunkiem Jezusa do Prawa Mojżeszowego i związanym z tym roszczeniem do działania z Bożego autorytetu. Inny ważny punkt zapalny w relacjach z Żydami stanowiła sprawa świątyni i sprawowanego tam kultu. Fakt oczyszczenia świątyni i wypędzenia z niej kupców przez Jezusa został zinterpretowany jako atak na to najświętsze dla Żydów miejsce i sprawowany tam kult. Proroczy gest oczyszczenia Bożego domu jest zapowiedzią odnowienia czci oddawanej Bogu oraz nadania jej właściwej formy, co ostatecznie osiągnie swój cel w śmierci krzyżowej. To właśnie gorliwość o prawidłową adorację Boga doprowadziła Jezusa do śmierci krzyżowej. Śmierć Chrystusa nie była wydarzeniem przypadkowym. Jezus nie zostaje pozbawiony życia, lecz sam je oddaje z miłości do Ojca i ludzi (zob. J 10,18). Umiera, modląc się z pełną świadomością obecności Boga. Psalm 22, którego początkowe słowa Jezus wypowiada w swym śmiertelnym okrzyku: „Boże mój, Boże mój czemuś mnie opuścił” (Mk 15,34; Mt 27,46) jest psalmem cierpiącego, ale i ocalonego sprawiedliwego. Były one mesjańską modlitwą do Boga „zawierającą nadzieję na nasycenie ubogich i nawrócenie wszystkich krańców ziemi”. Ten krzyk, który obecni przy Ukrzyżowanym wzięli za bezskuteczne wzywanie Eliasza, stał się dla wierzących najgłębszą interpretacją, jaką swej śmierci nadał sam Chrystus.

W związku ze śmiercią Chrystusa należy za Ratzingerem zadać pytanie: Czy umarł On za „wielu”, czy też za „wszystkich”? W pytaniu tym, które zrazu dotyczy liturgii i tłumaczeń łacińskiego wydania mszału rzymskiego na języki narodowe, dotykamy istotnego dla nas problemu powszechności zbawczej męki Chrystusa. W związku z tym pytaniem papież Benedykt XVI formułuje następujące wnioski: Jezus Chrystus umarł za wszystkich i takie przekonanie panowało w całej wielkiej Tradycji Kościoła, ponieważ Bóg chce, aby wszyscy zostali zbawieni (por. 1 Tm 2,4). Ograniczenie liczby zbawionych do niektórych zostało wyraźnie potępione jako herezja, jako coś, co jest przeciwne wierze całego Kościoła. Bóg akceptuje jednak wolność człowieka i nikogo nie zmusza do zbawienia, w związku z tym zbawcza wola nie likwiduje wolności odmowy, a więc możliwości odrzucenia przez ludzi zbawczej oferty. Zarówno Pismo, jak i Tradycja znają obie formuły „za wielu” i „za wszystkich”, które wskazują na szeroki zakres męki Pańskiej obejmującej wszystkich.

Reklama

Z drugiej strony ukazana zostaje wolność wyboru odmowy stanowiącej granicę zbawczego procesu. Żadna z formuł nie ujmuje całości, wymagając dodatkowej analizy Ewangelii. Kontrowersja wokół używania dwóch wyżej wymienionych formuł pokazuje uniwersalizm śmierci Jezusa oraz ograniczenie jej zasięgu spowodowane przez ludzką wolność.

Kiedy bierzemy do ręki Nowy Testament i czytamy fragmenty odnoszące się do krzyża, rodzi się pytanie: Czy biblijna narracja nie przedstawia krzyża jako ofiary Chrystusa złożonej w wielkim posłuszeństwie Ojcu Niebieskiemu? Dla uczniów Jezusa krzyż wydawał się najpierw końcem, jednym wielkim niepowodzeniem. Najpierw sądzili, że znaleźli w Jezusie z Nazaretu mesjasza-króla, którego nikt nigdy nie będzie mógł pokonać, a nagle stali się towarzyszami skazańca. Choć, co prawda, zmartwychwstanie upewniło ich, że Jezus był jednak królem, ale to, po co był krzyż, do czego służył, tego musieli się jeszcze nauczyć, to musieli dopiero zrozumieć. Środkiem do tego stał się dla nich Stary Testament: Za pomocą obrazów i pojęć starotestamentalnych stopniowo zaczynali rozumieć, jaki był sens Krzyża. Chrystus „z głośnym wołaniem i płaczem za dni ciała swego zanosił On gorące prośby i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci, i został wysłuchany dzięki swej uległości. A chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał. A gdy wszystko wykonał stał się sprawcą wiecznego zbawienia, dla wszystkich, którzy Go słuchają” (Hbr 5,8-9).

Tagi:
krzyż odkupienie

Krzyż i teologia odkupienia (2)

2018-04-04 10:34

Ks. Zbigniew Chromy
Edycja świdnicka 14/2018, str. VIII

Ks. Zbigniew Chromy
Jerozolima - plac świątynny (obecnie)

Według kard. Ratzingera, środkiem zrozumienia, czym jest krzyż, stał się dla uczniów Chrystusa Stary Testament. Apostołowie za pomocą obrazów i pojęć starotestamentalnych stopniowo zaczynali rozumieć, jaki był sens krzyża Chrystusowego. Owoc tego wysiłku rozumienia, najpełniej został przedstawiony w Liście do Hebrajczyków, gdzie śmierć Jezusa na krzyżu została powiązana z żydowskim świętem pojednania – Jom Kippur. Na podstawie Listu do Hebrajczyków zbawczy sens krzyża można ująć w następujący sposób: wszelkie ofiary ludzkości, wszystkie usiłowania, by przez kult i rytuał przejednać Boga, musiałyby być daremne, gdyż Bóg nie oczekuje kozłów i cielców czy też innych ofiar, jakie Mu się składa. Bóg nie szuka kozłów i cielców, tylko ludzi: Tylko ludzkie „tak” względem Boga mogłoby być prawdziwym uwielbieniem. Choć do Boga należy wszystko, to jednak człowiekowi została udzielona wolność. Może chcieć lub nie chcieć Bożej miłości, do której zmusić nie sposób. Wolne „tak” miłości jest jedyną rzeczą, na którą Bóg musi czekać – jedynym uwielbieniem i ofiarą, jakie mogą mieć znaczenie. „Tak” dane Bogu nie da się zastąpić krwią cielców i kozłów.

We wspomnianym Liście do Hebrajczyków jest napisane, że Jezus dokonał pojednania przez własną krew (Hbr 9,12). Jednak nie należy tego rozumieć jako daru rzeczowego zadośćuczynienia, które można wymierzyć ilościowo. Jest to gest miłości dającej wszystko, dającej, ni mniej, ni więcej tylko siebie samego. Tego dokonał Bóg w Chrystusie. Tylko ten gest jest prawdziwym pojednaniem świata, a przez to krzyż staje się znakiem miłości Boga, do każdego z nas. Istota chrześcijańskiego kult nie polega na dawaniu Bogu jakieś rzeczy. Kult chrześcijański polega na miłości, jaka mogła być dana tylko przez Tego, w którym Miłość niestworzona, Boża Miłość stała się miłością stworzoną, miłością ludzką.

Prawdą człowieka i o człowieku jest to, że nie ma w nim prawdy. Każdy człowiek mija się z prawdą, nieustannie się na niej potyka, dlatego sprawiedliwy Ukrzyżowany jest dla człowieka zwierciadłem, w którym może zobaczyć swój obraz bez osłony – Ecce homo. Krzyż objawia nie tylko człowieka, ale i Boga. Bóg jest taki, że utożsamia się z człowiekiem aż do końca, aż do samego dna. W upadku człowieka objawia się niewyczerpana głębia miłości Bożej przez ofiarę Chrystusa. Krzyż stanowi, zdaniem Benedykta XVI, centrum objawienia. Ukazuje nas samych oraz to, do czego sami jesteśmy zdolni. Jednocześnie krzyż Chrystusa ukazuje to, do czego jest zdolna szalona miłość Pana Zastępów do swojej winnicy. Istnieje silny i nierozerwalny związek między śmiercią Chrystusa a Ostatnią Wieczerzą będącą jej uobecnieniem. W jej trakcie została odprawiona pierwsza Eucharystia. Jednak do ustanowienia Mszy św., będącej „pamiątką” Chrystusa nie wystarczy odniesienie do ostatniej paschalnej uczty w ziemskim życiu Jezusa, ale trzeba również odniesienia do przebitego boku Chrystusa będącego właściwym źródłem Eucharystii. Tak oto dochodzimy do sakramentalnego uobecnienia ofiary krzyżowej będącego źródłem nowej wspólnoty Kościoła.

Wielu komentatorów, dokonując podsumowania pontyfikatu, Papieża Seniora podkreśla, jak wielką wagę przypisywał on liturgii Kościoła. Nie trzeba być ekspertem, by zauważyć, że rzeczywiście „niemiecki pontyfikat” charakteryzował się wielką koncentracją uwagi na sprawie godnego i zgodnego z Tradycją sprawowania czynności liturgicznych. Wielka Tradycja Kościoła definicję Eucharystii zamyka w zdaniu: „Eucharystia jest ofiarą, uobecnieniem ofiary krzyża Jezusa Chrystusa”. Występujący we Mszy św. rozdział darów chleba i wina symbolizuje w sakramentalnych znakach śmiertelne przelanie krwi przez Jezusa i wpisuje znak ofiary w podstawową formę uczty. Ceną uczty jest przecież śmierć Chrystusa, a radość którą obiecuje Eucharystia, zakłada zanurzenie w tajemnicę śmierci krzyżowej. Msza św. koncentruje się więc wokół teologii krzyża. Wschodni kierunek celebracji (ksiądz i wierni zwróceni ku wschodowi) był od początku łączony ze znakiem krzyża jako znakiem powtórnego przyjścia Chrystusa. W Nowym Testamencie jej odpowiednikiem w powszechnej opinii jest Ewangelia wg św. Mateusza: „Albowiem jak błyskawica zabłyśnie na wschodzie, a świeci aż na zachodzie, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego (…) Zaraz też po ucisku owych dni słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku; gwiazdy zaczną padać z nieba i moce niebios zostaną wstrząśnięte. Wówczas ukaże się na niebie znak Syna Człowieczego” (Mt 24,27.29-30).

Kult chrześcijański stanowi wypełnienie i urzeczywistnienie słów samego Jezusa, który w świątyni jerozolimskiej w Niedzielę Palmową tuż przed swoją śmiercią mówił: „A ja gdy zostanę nad ziemię wywyższony, pociągnę wszystkich do siebie” (J 12,32). Tak oto przez liturgię eucharystyczną dochodzimy do zmartwychwstania stanowiącego podstawę chrześcijańskiej nadziei. Odkupienie i zbawienie zostało nam ofiarowane jako niezawodna nadzieja, ponieważ, „w nadziei już jesteśmy zbawieni” (Rz 8,24).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież do młodych: bądźcie zakorzenieni w historii i kulturze

2018-07-15 17:33

vaticannews.va / Fort-de-France (KAI)

Nie wyprodukowano nas w laboratorium. Wyrastamy z konkretnej rodziny, historii, kultury i musimy być w niej zakorzenieni. Tylko tak możemy coś zmienić – mówił papież Franciszek w przesłaniu do młodzieży z archipelagu Antyli na Morzu Karaibskim.

Grzegorz Gałązka

Spotkali się oni na Martynice, by zastanowić się nad przyszłością rodziny na Karaibach. Franciszek przyznał, że jeśli chcą ją zmienić, to czeka ich trudne zadanie. Najpierw jednak muszą sami zastanowić się nad sobą, czy są jeszcze młodzi, czy nie za szybko się w życiu ustawili.

- To trudne zadanie – przyznał Ojciec Święty. – Jesteście młodzi, ale zastanawiam się, czy naprawdę, a może jesteście zestarzałymi młodzieńcami? Bo jeśli się już zestarzeliście, to niczego nie zrobicie! Musicie być naprawdę młodzi! Z całą siłą młodości, by coś zmienić. Pierwsza rzecz, jaką musicie zrobić, to sprawdzić, czy nie jesteście ustawieni. Jeśli jesteście ustawieni, to nie dobrze. Kto się ustawił, musi zrobić krok wstecz.

Papież zachęcił młodych, aby inspiracji do przemiany rodziny na Karaibach szukali w jego adhortacji apostolskiej "Amoris laetitia", a w szczególności w jej czwartym rozdziale. Jest to najważniejsza część dokumentu, mówi bowiem, jak żyć miłością w rodzinie.

Franciszek wskazał też na potrzebę silnego zakorzenienia w historii. Drzewo wydaje owoce dzięki swym korzeniom. Jeśli chcecie przemieniać rodzinę, musicie mieć korzenie – mówił papież.

Musimy mieć korzenie

“ Nie można patrzeć na jutro, bez spojrzenia na wczoraj – mówił Ojciec Święty. – Nie można patrzeć w przyszłość, nie zastanawiając się nad przeszłością. Przygotowujecie się do przemiany tego, co zostało wam dane przez waszych poprzedników. Przyjmujecie historię, przyjmujecie tradycję, to, co było wczoraj. Macie korzenie. Nad tym chciałbym się na chwilę zatrzymać. Nic nie można zrobić w teraźniejszości ani w przyszłości, jeśli się nie jest zakorzenionym w przeszłości, w swej historii, kulturze, rodzinie, jeśli w swoim wnętrzu nie jesteś dobrze zakorzeniony. Z korzeni będziesz czerpał siłę, by iść naprzód. Nikt z nas, ani ja, ani wy, nie został wyprodukowany w laboratorium. Mamy swoją historię, mamy korzenie. I to, co robimy, owoce, które wydamy, piękne rzeczy, które stworzymy w przyszłości, wyrastają z tych korzeni. ”

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Apel Zespołu KEP: 100 dni abstynencji na stulecie niepodległości

2018-07-16 07:18

BP KEP / Warszawa (KAI)

"Czas od soboty 4 sierpnia do niedzieli 11 listopada 2018 roku to 100 dni. W tym roku odważnie prosimy: niech będzie to 100 dni abstynencji" - czytamy w Apelu Zespołu Konferencji Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Trzeźwości i Osób Uzależnionych.

Bożena Sztajner/Niedziela

Autorzy apelu podkreślają, że wolność kosztowała życie wielu Polaków, a dziś takie poświęcenie nie jest konieczne. „Św. Jan Paweł II mówił nam, że 'prawdziwy egzamin z wolności jest dopiero przed nami'. To prawda. Nie możemy zawieść w tej tak ważnej sprawie. Dlatego podejmijmy to wezwanie: 100 dni abstynencji na stulecie niepodległości. To jest naprawdę egzamin z wolności i miłości do Ojczyzny!” – czytamy.

W Apelu przypomniano jak wiele szkód w życiu osobistym, rodzinnym i społecznym wyrządza alkohol i kultura jego spożywania. „W domach, w których rodzice piją nadmiernie alkohol, często nie wystarcza pieniędzy na zaspokojenie podstawowych potrzeb, w tym na zakup chleba” – wskazują członkowie Zespół KEP ds. Apostolstwa Trzeźwości i Osób Uzależnionych. Dodają, że wielu bohaterów walczących o wolność Polski zdawało sobie sprawę, że troska o trzeźwość Polaków jest fundamentem walki o niepodległość.

„Przypomnijmy, że alkohol nie jest substancją konieczną do życia, która ma być dostępna zawsze i wszędzie. Jest substancją psychoaktywną, narkotykiem, który jest tak groźny, bo sprzedawany legalnie i prawie wszędzie” – czytamy w Apelu.

Jego autorzy zaznaczają, że pijaństwo zagraża także osiągnięciu wielu ambitnych celów narodowych. Przypominają, że alkohol jest jednym z największych zagrożeń dla rodziny - źródłem rozwodów, przemocy, dramatów, w tym także licznych chorób. Ponadto co roku państo marnotrawi miliardy złotych na pokrycie kosztów nadmiernego spożycia alkoholu. "Chcemy być społeczeństwem praworządnym, a tymczasem nadużywanie alkoholu jest jednym z głównych czynników popełniania przestępstw, zwłaszcza tych najcięższych” – podkreśla członkowie Zespół KEP ds. Apostolstwa Trzeźwości i Osób Uzależnionych.


Publikujemt treść apelu:

Apel Zespołu KEP ds. Apostolstwa Trzeźwości i Osób Uzależnionych na sierpień – miesiąc abstynencji 2018

W naszym codziennym życiu, ale także w ojczystej tradycji i kulturze, chleb zajmuje szczególne miejsce. Każdego dnia prosimy Boga Ojca: „chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”. Wyznajemy słowami ludowej mądrości, że „chleb to w domu włodarz, w pracy przyjaciel, w drodze towarzysz”. Taki jest nasz codzienny, ziemski chleb. W taki sposób go postrzegamy, szanujemy i kochamy.

Dzisiejsza Ewangelia opisuje cudowne rozmnożenie chleba. Nawiązując do tego wydarzenia, Katechizm Kościoła Katolickiego poucza nas, że „cudowne rozmnożenie chleba, w czasie którego Pan odmawia błogosławieństwo, łamie i podaje uczniom, aby nakarmić nim tłumy, jest zapowiedzią obfitości jedynego Chleba - eucharystycznego”.

Zarówno chleb nasz codzienny, dzięki któremu karmimy nasze ciała, nabieramy sił fizycznych, jak i Eucharystia, która jest pokarmem na życie wieczne, dzięki której wzrastamy duchowo, to wspaniałe dary dane przez Boga na czas naszej ziemskiej pielgrzymki. Wielu z nas potrafi docenić je i owocnie z nich korzystać. Wielu jednak marnuje je w różny sposób i rezygnuje z nich. Zdarza się, że we właściwym wykorzystaniu chleba codziennego i Eucharystii przeszkadza pijaństwo, uzależnienie od alkoholu, czy też inne zniewolenia. W domach, w których rodzice piją nadmiernie alkohol, często nie wystarcza pieniędzy na zaspokojenie podstawowych potrzeb, w tym na zakup chleba. Grzeszne nałogi oddalają ludzi także od źródła życia – od zjednoczenia z Jezusem w Eucharystii. Trzeba podkreślić z mocą, że pijaństwo i uzależnienia są przyczyną dotkliwego, niszczącego głodu fizycznego i duchowego.

Troska o trzeźwość Polaków fundamentem walki o niepodległość

Przeżywamy rok jubileuszu stulecia odzyskania niepodległości. Nasi przodkowie mieli aspiracje, aby wydźwignąć Polskę z niewoli ku niepodległości. Odrodzenie niepodległej Polski wymagało ofiarnej walki i wytrwałej pracy na różnych polach. Wielu bohaterów tamtych czasów zdawało sobie sprawę, że troska o trzeźwość Polaków jest fundamentem walki o niepodległość. Stanowi także podstawę jej utrzymania. I chociaż sto lat temu spożywaliśmy zaledwie 1 litr czystego alkoholu rocznie na osobę, to troska o trzeźwość Narodu była priorytetem w działaniach wielu polskich patriotów, chociażby generała Józefa Hallera, abstynenta, aktywnego działacza na rzecz trzeźwości.

A jak jest dziś, po stu latach? Dzisiaj ze smutkiem, ale i z przerażeniem trzeba powiedzieć, że spożywamy 10 razy więcej alkoholu, niż wtedy. Przypomnijmy, że alkohol nie jest substancją konieczną do życia, która ma być dostępna zawsze i wszędzie. Jest substancją psychoaktywną, narkotykiem, który jest tak groźny, bo sprzedawany legalnie i prawie wszędzie. Ojciec prof. Jacek Salij podkreślił, że „można zatem się zastanawiać, czy my na serio wierzymy w życie wieczne, jeśli tak niewiele czynimy dla stworzenia atmosfery społecznej, która skutecznie blokowałaby rozwój alkoholizmu. Przecież tu chodzi już nie tylko o to, że alkoholizm wprowadza wielki chaos w życie społeczne i jest źródłem nieszczęścia wielu rodzin; tutaj już chodzi wręcz o życie wieczne wielu spośród nas!”.

Pijaństwo zagraża także osiągnięciu wielu ambitnych celów narodowych. Chcemy, by rodziło się jak najwięcej dzieci w silnych i stabilnych rodzinach. Tymczasem alkohol to jedno z największych zagrożeń dla rodziny, to źródło rozwodów, przemocy i dramatów. Chcemy rozwijać się gospodarczo, a jednocześnie co roku marnotrawimy miliardy złotych na pokrycie kosztów nadmiernego spożycia alkoholu. Mamy ambicję być społeczeństwem zdrowym, a alkohol powoduje liczne choroby, w tym nowotwory. Alkohol odbiera rocznie życie tysiącom Polaków. Chcemy być społeczeństwem praworządnym, a tymczasem nadużywanie alkoholu jest jednym z głównych czynników popełniania przestępstw, zwłaszcza tych najcięższych.

Ta diagnoza musi nas skłonić do refleksji i odważnego działania. Abstynencja to pójście drogą proroków dobra. To wielkie błogosławieństwo dla każdego z nas, dla naszych bliskich, a także dla naszej ojczyzny. To podstawa szczęścia w małżeństwie i rodzinie. To warunek panowania nad sobą. Człowiek nietrzeźwy schodzi z drogi błogosławieństwa i życia. Zaczyna dręczyć samego siebie i swoich bliskich. Zwykle wikła się też w coraz większe zło moralne. Bez trzeźwości nie potrafimy naśladować Jezusa i iść drogą świętości. Jeżeli chcemy być dojrzałymi chrześcijanami, musimy zachować trzeźwość w myśleniu i postępowaniu.

Narodowy Program Trzeźwości szansą dla naszej Ojczyzny

W jubileuszowym roku odzyskania niepodległości ogłosiliśmy Narodowy Program Trzeźwości, który jest owocem Narodowego Kongresu Trzeźwości, który odbył się w 2017 roku.

Narodowy Program Trzeźwości to zadanie rozpisane na całe pokolenie. To program, który ma promować abstynencję i umiar wśród Polaków i doprowadzić do zmniejszenia przynajmniej o połowę ilości spożywanego obecnie alkoholu. Chodzi również o zmianę mentalności w tej dziedzinie. Narodowy Program Trzeźwości wskazuje na zadania Kościoła, rodziny, państwa i samorządu w trosce o abstynencję wielu i o trzeźwość wszystkich. Narodowy Program Trzeźwości jest potrzebny, abyśmy dalej istnieli jako Naród. Program ten nie jest jednak lekiem, ale receptą. Sam program nie wystarczy. Trzeba go brać w dłonie, trzeba go czytać i konsekwentnie realizować. Dopiero wówczas przyniesie oczekiwane rezultaty.

Musimy pamiętać, że nawet najlepsze prawo czy najbardziej profesjonalne programy profilaktyczne i terapeutyczne nie zadziałają „własną mocą”, czyli w sposób automatyczny. Potrzebni są ludzie, którzy – ofiarnie, mądrze i wytrwale kochając – podejmą służbę w tym zakresie. W Kościele, w rodzinach, we władzach państwowych i samorządowych mamy wiele osób kompetentnych, zatroskanych o trzeźwość Narodu. Współpraca i integracja ich wysiłków ma szansę przyczynić się do powstania ruchu społecznego „Ku trzeźwości Narodu”, powstania wielkiej narodowej koalicji ludzi dobrej woli – małżonków i rodziców, księży, psychologów i pedagogów, polityków i samorządowców, ludzi kultury i mediów, kościołów i związków wyznaniowych – na rzecz troski o trzeźwość naszego społeczeństwa.

Każdy z nas musi się przekonać, że wobec nadużywania alkoholu nie jesteśmy bezradni i że w normalnym społeczeństwie nie może być przymusu picia alkoholu i pielęgnowania zwyczajów pijackich. Troska o pomyślność naszej Ojczyzny wymaga od nas wszystkich zaangażowania w naprawę dramatycznej sytuacji spowodowanej pijaństwem i alkoholizmem. Około milion osób jest uzależnionych, a 3 miliony pije ryzykownie i szkodliwie. Statystyki wskazują, że 18 procent Polaków, których można nazwać głównymi „dostawcami problemów”, wypija aż 70 procent spożywanego w kraju alkoholu, czyli ponad 33 l. czystego alkoholu w ciągu roku. Niestety, narzucają oni pozostałym swój niszczący styl życia. Z tym musimy skończyć. Chcemy jednak podkreślić, że nie proponujemy prohibicji, lecz radosne życie w prawdziwej wolności, której nie ma bez trzeźwości.

Musimy bezwzględnie przestrzegać wymogu pełnej abstynencji od alkoholu wśród dzieci i młodzieży do pełnoletności oraz formować takich ludzi dorosłych, którzy żyją w trzeźwości, czyli są bądź abstynentami, bądź sięgają po alkohol bardzo rzadko, jedynie w symbolicznych ilościach i wyłącznie wtedy, gdy z jakichś względów nie są zobowiązani do abstynencji.

Troska o trzeźwość to jeden z filarów duszpasterstwa w Polsce. Miłość Chrystusa przynagla zwłaszcza kapłanów, do ratowania naszego Narodu przed plagą nietrzeźwości. Kościół zawsze będzie się troszczył o trzeźwość Narodu, gdyż jest ona warunkiem trwania w przyjaźni z Bogiem, a także warunkiem respektowania Dekalogu i uczciwego wypełniania podjętych zobowiązań w małżeństwie i rodzinie, w pracy zawodowej, parafii, środowisku i państwie. Ważne jest tworzenie i wspieranie grup modlitewnych w intencji trzeźwości, a także tworzenie nowych i aktywizacja już istniejących bractw i stowarzyszeń abstynenckich. Cenną rzeczą jest wspieranie grup Anonimowych Alkoholików oraz grup Al-Anon, a także promowanie na wskroś przecież chrześcijańskiego Programu Dwunastu Kroków, który ludzi uzależnionych czy współuzależnionych prowadzi od kryzysu do świętości. Cenne jest włączanie coraz większej liczby dzieci i młodzieży w Dziecięcą Krucjatę Niepokalanej, ruch Światło-Życie, czy inne ruchy istniejące w Kościele, a coraz więcej dorosłych w Krucjatę Wyzwolenia Człowieka. Ważne jest organizowanie spotkań modlitewnych, pielgrzymek, a także rekolekcji trzeźwościowych.

Ogromna odpowiedzialność stoi także przed władzami państwowymi i samorządowymi. Z nadzieją przyjmujemy ostatnie zmiany regulacji prawnych, które są początkiem do odważniejszej ochrony trzeźwości. To jednak wciąż zbyt mało. Regulacje prawne w różnych krajach całego świata mówią nam wprost: nadużywanie alkoholu można ograniczyć poprzez: całkowity zakaz reklamy i innych form promocji alkoholu, ograniczenie punktów i czasu jego sprzedaży, a także ograniczenie ekonomicznej dostępności alkoholu. Pozytywnym dla nas przykładem może być Litwa, gdzie z sukcesem podjęto odważne działania, między innymi likwidując alkohol ze stacji paliw i podnosząc wiek do 20 lat, w którym można kupić alkohol. Konieczna jest w Polsce także konkretna, profesjonalna pomoc dla miliona dzieci żyjących w rodzinach z problemem alkoholowym. Z przerażeniem patrzymy na dane z badań mówiące o tym, że po alkohol sięgają coraz młodsze dzieci. Trzeba ten trend zatrzymać. Nie wolno też tolerować łamania zakazu sprzedaży alkoholu nieletnim. Bł. ks. Bronisław Markiewicz ostrzegał dramatycznie: „Zdrajcą narodu i wiary jest ten, kto dzieci i młodzież chciałby wychować ze szklanką piwa lub kieliszkiem wina w ręku.”

Jako obywatele musimy odważnie mobilizować kandydatów w wyborach parlamentarnych i samorządowych, aby w swoich programach i deklaracjach wpisywali ochronę trzeźwości. Nie akceptujmy liderów społecznych, którzy nadużywają alkoholu. To jeden z warunków budowania spokojnych, bezpiecznych i rozwijających się lokalnych wspólnot, a także dostatniej Ojczyzny.

Sto dni abstynencji na stulecie odzyskania niepodległości

Co roku prosimy o przeżycie sierpnia bez alkoholu. Jednak w tym jubileuszowym roku chcemy zaprosić Polaków do ambitniejszego działania, do ambitniejszej drogi. Czas od soboty 4 sierpnia do niedzieli 11 listopada 2018 roku to 100 dni. W tym roku odważnie prosimy: niech będzie to 100 dni abstynencji. Sto dni abstynencji na stulecie odzyskania niepodległości przez Polskę. Wolność kosztowała życie tak wielu Polaków. My dzisiaj nie musimy za Polskę umierać. Ale by chronić wolność i wspierać rozwój Polski i Polaków, musimy sobie wyznaczać ambitne cele. Jednym z nich jest właśnie ochrona trzeźwości. Św. Jan Paweł II mówił nam, że „prawdziwy egzamin z wolności jest dopiero przed nami”. To prawda. Nie możemy zawieść w tej tak ważnej sprawie. Dlatego podejmijmy to wezwanie: 100 dni abstynencji na stulecie niepodległości. To jest naprawdę egzamin z wolności i miłości do Ojczyzny!

Musimy zrozumieć, że dla nas wybiła godzina zmagań o wolność. Że znajdujemy się w szczególnym czasie, że od krzewienia trzeźwości zależeć będzie przyszłość Kościoła i naszej Ojczyzny. Przez bezinteresowny dar abstynencji wielu do trzeźwości wszystkich!

Prośmy Maryję, Królową Polski, aby wspierała nas w naszych szlachetnych postanowieniach dobrowolnej abstynencji, podejmowanej z miłości do bliźnich i do naszej Ojczyzny. Niech Polska będzie narodem ludzi trzeźwych, prawdziwie wolnych, dla których hasło: „Bóg. Honor. Ojczyzna” będzie wielkim wyzwaniem w codziennej pracy dla dobra polskich rodzin, Kościoła i całej umiłowanej Ojczyzny.

Bp Tadeusz Bronakowski Przewodniczący Zespołu KEP ds. Apostolstwa Trzeźwości i Osób Uzależnionych

Łomża, dnia 24 maja 2018 r.

Materiał do wykorzystania duszpasterskiego w ostatnią niedzielę lipca 2018 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem