Reklama

Męczennik z Dachau patronem parafii we Włoszczowie

2018-03-28 10:57

Katarzyna Dobrowolska
Edycja kielecka 13/2018, str. IV

WD
Ołtarz główny dedykowany jest 108 Męczennikom II wojny światowej, wśród nich z lewej strony patron kościoła we Włoszczowie

„Pan Bóg jest dobry. Z najbardziej beznadziejnych sytuacji znajdzie zawsze niespodziewane, radosne wyjście” – powiedział przebywający w jednym z najcięższych obozów koncentracyjnych – Dachau bł. ks. Józef Pawłowski. Kapłan i rektor WSD, człowiek niezłomnej wiary w Chrystusa Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego. Należy on do grona 108. Męczenników II wojny światowej beatyfikowanych przez papieża Jana Pawła II 13 czerwca 1999 r. podczas pielgrzymki do Polski.

Te słowa stały się również bliskie parafii pod jego wezwaniem we Włoszczowie, erygowanej osiemnaście lat temu przez bp. Kazimierza Ryczana.

Bliski patron

Ks. proboszcz Leszek Dziwosz przyznaje, że wybór patrona parafii początkowo był dla parafian pewnym zaskoczeniem. W tym czasie postać ks. Pawłowskiego była jeszcze mało znana w diecezji. Wielu mieszkańców spodziewało się wezwania związanego z krzyżem. Na tym terenie przecież jest szkoła, w której rozgrywał się strajk szkolny w obronie krzyża – tłumaczy. Wspólnota miała jednak gorące pragnienie, aby poznać swojego patrona. Dlatego od początku podjęto starania, by zgłębić życie i charyzmat ks. Józefa Pawłowskiego i rozpropagować jego kult. Warto dodać, że to jedyna parafia w Polsce pod takim wezwaniem, stąd na nas spoczywa obowiązek pamięci i szerzenia czci Błogosławionego. – Na początku tej drogi pomógł nam bardzo ks. Henryk Makuła – ówczesny proboszcz parafii Proszowice. W naszej kaplicy odbyły się rekolekcje przybliżające postać ks. Józefa. Przybyła na nie również jego rodzina, krewni z całej Polski, którzy opowiadali i dzielili się z parafianami wspomnieniami o wujku. Po latach troski o pamięć o ks. Pawłowskim, rozwijania jego kultu wspólnota zaprzyjaźniła się ze swoim patronem i stał się jej bliski.

Obraz bł. ks. Pawłowskiego nawiedził włoszczowskie rodziny

– Nasza parafia zyskała pełnoletniość. To już osiemnasty rok jej istnienia. Zżyliśmy się z naszym patronem. Nie mamy relikwii ks. Pawłowskiego. Został stracony przecież w obozie koncentracyjnym w Dachau. Niektóre pamiątki zachowały się w Proszowicach – w miejscu jego urodzin. Była tutaj specjalna izba pamięci – opowiada ks. Dziwosz. Parafia odbyła pielgrzymkę w miejsce kaźni ks. Pawłowskiego. W 75. rocznicę jego męczeńskiej śmierci, trzy lata temu, pielgrzymowaliśmy do Dachau, by modlić się w tym miejscu. Przywieźliśmy ziemię z Dachau, jako szczególną pamiątkę – dodaje. W 2017 r. w rodzinach peregrynował obraz patrona.

Reklama

Postać patrona ma swoje szczególne miejsce w wystroju kaplicy. Ściana prezbiterium kaplicy dedykowana jest 108. Męczennikom, wśród nich artysta mocno wyeksponował sylwetkę bł. ks. Józefa Pawłowskiego. W bocznym ołtarzu znajduje się jego obraz, przed którym co piątek modlą się parafianie. Na frontonie kaplicy w rozecie również odnajdziemy wizerunek ks. Pawłowskiego. – W powstającym kościele na pewno poświęcimy mu jedną z kaplic i zamieścimy tam omodlony przez rodziny obraz z peregrynacji – mówi Proboszcz.

Patron nam błogosławi

Wspólnota parafialna buduje kościół. Trzynawowa świątynia będzie funkcjonalna. Projekt przygotowała architekt Aneta Barańska. Wymagająca w rozwiązaniach konstrukcyjnych budowla, nie jest łatwa w realizacji, ale świątynia przecież budowana jest na chwałę Bożą i nie tylko dla obecnych ale i dla przyszłych pokoleń. – Najważniejsze, aby ten kościół do ludzi przemawiał i dawał nastrój skłaniający do modlitwy – mówi ks. Dziwosz. Wejście do świątyni w swojej wymowie nawiązuje do dłoni złożonych do modlitwy. Nowoczesna wieża wieńcząca budowlę, prześwietlona witrażem, jest w swej symbolice jak latarnia morska – wskazująca drogę do kościoła.

Prace są wciąż kontynuowane. – Koncentrujemy się na wykończeniu wnętrza, obecnie wykonywane są wszelkie instalacje. – Wierzymy, że ks. Pawłowski od początku nam błogosławi i pomaga w budowie kościoła. Tyle razy przekonujemy się o tym, kiedy udaje się pokonywać różne trudności finansowe i inne – opowiada.

Każdy odnajdzie swoje miejsce

Te prace materialne nie przysłaniają jednak troski o wzrost duchowy naszej wspólnoty. Staramy się tworzyć od początku parafię, gdzie każdy może się odnaleźć i czuć się dobrze – zapewnia Proboszcz. Są zatem grupy dziecięce: od lat działające Ognisko Misyjne Dzieci przy PDMD oraz liczna schola „Boże Echo”, która śpiewa podczas niedzielnej liturgii, ale także prezentuje się w różnych miejscach w diecezji. Młodzież ma swoją scholę. Proboszcz cieszy się ze wspólnot parafialnych włączających się na co dzień w modlitwę i różne wydarzenia i inicjatywy parafialne. Życie parafii ubogacają: Apostolat Maryjny, Chór Seniora „Niezastąpieni”, Koło Przyjaciół Radia Maryja, Krąg Biblijny, Parafialny Zespół Caritas, Rycerze Kolumba.

Wnoszą one swoje zaangażowanie, pomoc oraz wsparcie materialne. Nie brak systematycznych akcji charytatywnych. W Wielkim Poście parafia przekazała jałmużnę wielkopostną, tym razem – na pomoc Hospicjum we Włoszczowie, które niedawno poświęcił bp Andrzej Kaleta. Ofiary darują co roku dzieci z Ogniska Misyjnego i inne dzieci przygotowujące stroiki świąteczne i kiermasz ciast z przeznaczeniem dla ubogich i chorych.

Obdarza parafię licznymi powołaniami

W każdy piątek, po nabożeństwie do Miłosierdzia Bożego odbywa się w kaplicy nabożeństwo przez wstawiennictwo bł. ks. Pawłowskiego. Mieszkańcy przez cały tydzień składają swoje intencje przed jego wizerunkiem. Potem modlą się wspólnie o wysłuchanie tych próśb. Ks. Dziwosz zwraca uwagę na dużą liczbę powołań kapłańskich w parafii, łącząc ten fakt z orędownictwem patrona. – Jest to kapłan z naszej diecezji, związany z kieleckim Seminarium i jego opiece przypisujemy liczne powołania do kapłaństwa z naszej parafii. Mamy dziewięciu księży i obecnie dwóch alumnów w seminarium.

Bł. ks. Józef Pawłowski przyszedł na świat w Proszowicach 9 sierpnia 1890 r. Początkowo zdobywał wykształcenie w gimnazjum w Pińczowie, a w 1906 r. wystąpił do Seminarium Duchownego w Kielcach. Po studiach w latach 1911-15 na Katolickim Uniwersytecie w Insbrucku uzyskał dyplom doktora teologii. Święcenia kapłańskie otrzymał 13 lipca 1913 r. Trzy lata później został mianowany profesorem WSD w Kielcach. Był najpierw wicerektorem, a następnie rektorem seminarium. Z niezwykłą troską i oddaniem podchodził do formacji duchowej kleryków, dbał o rozwój życia liturgicznego wychowanków. Rozwijał również działalność duszpasterską.

Po wybuchu II wojny światowej, od 16 listopada 1939 r. był proboszczem parafii katedralnej w Kielcach. W trudnym okresie okupacji hitlerowskiej organizował i niósł pomoc charytatywną wielu potrzebującym. W kazaniach budził ducha patriotyzmu i nadziei. Aresztowany 10 lutego 1941 r. trafił najpierw do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, a następnie do obozu w Dachau, gdzie otrzymał numer obozowy 25286. W Dachau przebywał siedem miesięcy i tam 9 listopada 1942 r. został stracony.

Tagi:
męczennik Dachau

Włochy: beatyfiakacja s. Sgorbati - męczenniczki

2018-05-26 21:47

vaticannews.va / Piacenza (KAI)

Męczennik-chrześcijanin na zło odpowiada miłością i tak męczeństwo s. Leonelli staje się ziarnem nadziei rzuconym w ziemię człowieka, które wyda kwiaty i owoce dobra – mówił kard. Angelo Amato dzisiaj w katedrze w Piacenzy. Prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych wyniósł dziś do chwały ołtarzy włoską zakonnicę, Leonellę Sgorbati, zamordowaną w Somalii.

Małgorzata Cichoń

S. Leonella urodziła się w 1940 r. w Gazzola koło Piacenzy, w północno-zachodniej części Włoch. Gdy miała 23 lata, wstąpiła do Zgromadzenia Matki Bożej Pocieszenia. Po studiach w Anglii, gdzie uzyskała dyplom pielęgniarki, wyjechała na misje do Afryki. Najpierw pracowała w Kenii, a następnie w Somalii, gdzie oprócz normalnej pracy pielęgniarki kształciła wyspecjalizowaną kadrę medyczną. Zginęła z rąk ekstremistów muzułmańskich w 2006 r.

S. Leonella w swoim życiu hołdowała zasadzie: „dawać wszystko, kochać bardzo, kochać wszystkich”. Znana była z promiennego uśmiechu, którym obdarzała wszystkich. Przed śmiercią, raniona śmiertelnie, trzykrotnie powtórzyła pod adresem zabójców: przebaczam.

Kard. Angelo Amato wskazał na aktualność jej świadectwa. “ Wszystkim nam s. Leonella Sgorbati pozostawia jasne przesłanie autentycznego życia chrześcijańskiego, na które składa się otwartość, miłość i przebaczenie. Swoim współsiostrom przypomina słowa ich błogosławionego założyciela, który mówił: «Powinniśmy ślubować służbę misji nawet kosztem życia; powinniśmy być zadowoleni, jeśli umrzemy przy pracy. Kiedy składacie śluby pamiętajcie, że obok trzech ślubów jest także i ten czwarty». S. Leonella żyła z sercem uczennicy całkowicie oddanej Chrystusowi, szukając tylko Boga i Jego woli; w wolności wobec rzeczy i całkowicie oddana posłuszeństwu. Delikatna i cicha, z pojednania i nieużywania przemocy uczyniła styl swojego życia; czyniła dobro bez rozgłosu, oddając się także pracy fizycznej” - powiedział prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Anioł Stróż i jego działanie

2018-07-16 20:23

Salve TV

Kim są aniołowie? Czy Siostry od Aniołów mają szczególną relację z aniołami? Czy siostry bezhabitowe mogą się malować, czy nosić biżuterię?

- Wszyscy aniołowie są blisko, ale szczególnie nasi patroni, to Aniołowie Stróżowie. Są dla nas wzorem. Na wzór Anioła Stróża, który jest przy człowieku, który służy Bogu, ale w taki niewidoczny sposób, ukryty - mamy tak samo służyć jak Anioł Stróż - mówila s. Joanna Andruszczyszyna.

- Nasze zgromadzenie liczy około 150 sióstr. Każdy z nas jest ukochany przez swojego anioła stróża. Każdy z nas jest strzeżony na rozkaz Boga przez anioła. Jemu bardzo zależy na to, żebyśmy z nim rozmawiali. On chce nam pomagać - mówiła s. Agnieszka Mazur.

- Mój anioł stróż pomógł mi zdać prawo jazdy. Anioł stróż nie tylko jest karetką pogotowia od takich nagłych wypadków. Pomógł mi też zrealizować moje marzenie - opowiadała.

- Na Syberii jesteśmy jako wspólnota sióstr od Aniołów od trzech lat. Zostałyśmy zaproszone do współpracy przez polskiego księdza. Jest to olbrzymia parafia, jedna z największych na świecie. Terytorialnie co najmniej taka jak trzy razy Polska. Tam, że mogłam tam pojechać, to jest łaska - podkreślała s. Joanna.

- Na Syberii jest dużo katolików, którzy pojechali tam do pracy. Nie mają żadnej opieki duchowej. Na tym terytorium jest dużo miast, gdzie ksiądz dojeżdża i tak odbywa się Msza Święta - zaznaczyła.

- Nasze Zgromadzenie w charyzmacie ma bycie tam, gdzie utrudniona jest posługa kapłanów. Mamy wiele takich miejsc, choćby w Afryce, na Litwie, Białoruś, Ukraina - podsumowała s. Agnieszka.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Włochy: proces beatyfikacyjny matki, która oddała życie, aby ratować dziecko

2018-07-18 16:21

vaticannews / Rzym (KAI)

W Rzymie rozpoczął się proces beatyfikacyjny 28-letniej matki, która oddała życie, by ratować swe nienarodzone dziecko. U Chiary Corbello Petrillo zdiagnozowano raka, gdy była w ciąży. Aby móc urodzić upragnione dziecko, zrezygnowała z chemioterapii. Zmarła 13 czerwca 2012 r.

ACKI/pixabay.com

„Świecka kobieta i matka rodziny, żona i mama o ogromnej wierze w Boga” – czytamy w dokumencie ogłaszającym rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego sługi Bożej Chiary Corbello Petrillo. Podkreśla się w nim, że „jej ofiara jest latarnią światła nadziei, świadectwem ogromnej wiary w Boga, który jest dawcą życia, a także przykładem miłości większej od lęku i od śmierci”. Dokument podkreśla, że w ciągu minionych lat znacznie umocniła się fama świętości tej bohaterskiej matki. Już w czasie ceremonii pogrzebowej wikariusz papieski dla diecezji rzymskiej, kard. Agostino Vallini, nazwał ją „drugą Joanną Berettą Mollą”.

Chiara Corbello Petrillo bardzo pragnęła zostać matką. Przed zachorowaniem na raka urodziła już dwoje dzieci – Marię i Dawida, oboje jednak zmarli zaraz po porodzie na skutek wrodzonych upośledzeń. Gdy po raz trzeci zaszła w ciążę lekarze powiedzieli jej, że ma szanse urodzić zdrowe dziecko. Tym razem jednak to ona zachorowała na złośliwego raka jamy ustnej.

Aby jej synek mógł przyjść zdrowy na świat, konieczne było poświęcenie matki. W czasie ciąży Chiara zrezygnowała całkowicie z terapii ratującej jej życie. Postępy choroby nowotworowej spowodowały, że straciła oko. Po narodzinach syna przeszła chemioterapię i naświetlania, było już jednak za późno. Przed śmiercią napisała list do swego synka: „Idę do nieba, aby zaopiekować się Marią i Dawidem, ty zostajesz tutaj z tatusiem. Będę się za ciebie modlić”. Jej mąż podkreśla, że nigdy nie miała wątpliwości co do tego, że podjęła słuszną decyzję.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem