Reklama

Studia na UKSW - pielęgniarstwo

Niepodległość energetyczna

2018-03-28 10:29

Z min. Piotrem Naimskim rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 13/2018, str. 38-39

Grzegorz Boguszewski
Piotr Naimski

O polskich projektach uniezależniania się od rosyjskich dostaw gazu, trudnych rozmowach z Unią Europejską i sposobach likwidacji smogu z min. Piotrem Naimskim rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Energia, jej źródła i związane z nią technologie są nie tylko warunkiem istnienia nowoczesnego świata, ale też coraz częściej przyczyną międzynarodowych nieporozumień, a nawet powodem i zarazem instrumentem współczesnych wojen...

MIN. PIOTR NAIMSKI: – Bez wątpienia dostęp do energii, do źródeł surowców energetycznych, technologii wytwarzania energii jest w dzisiejszym świecie problemem ważnym zarówno dla polityki poszczególnych krajów, jak i dla polityki międzynarodowej. Nie jest to jednak kwestia nowa, XXI-wieczna; w naszej strefie cywilizacyjnej mamy z nią do czynienia od rewolucji przemysłowej, czyli od ok. 200 lat, odkąd na dużą skalę zaczęto stosować surowce energetyczne, głównie węgiel, odkąd nauczono się wytwarzać energię elektryczną na skalę masową. Wtedy konkurencja o dostęp do źródeł węgla, a wkrótce także do źródeł ropy naftowej, stała się wyznacznikiem posunięć politycznych, a czasem powodem wojen. Także dziś konkurencja o najbardziej ekonomicznie opłacalne źródła surowców może się wiązać z pewnymi zagrożeniami.

– Jak można opisać obecną sytuację Polski na polu tej konkurencji?

– Można powiedzieć, że w pewnym sensie Polska jest bardziej bezpieczna niż wiele innych krajów, ponieważ mamy własne źródła energii, a dla naszej gospodarki najważniejszym z nich jest wciąż węgiel...

– ...jednak jego wykorzystanie do celów energetycznych jest oprotestowywane z powodu zanieczyszczenia powietrza, które niesie technologia węglowa. UE podejmuje wciąż nowe próby zablokowania wydobycia polskiego węgla.

– Trzeba jasno powiedzieć, że protestują przede wszystkim ci, którzy nam tego węgla zazdroszczą, którzy chcieliby, żebyśmy mieli równie trudno jak ci, którzy go nie mają...

– Za to inni mają gaz, a Polska jednak musi pokonywać dość kosztowne trudności, by mieć dostęp do tego źródła energii.

– Nie jest aż tak źle. Jesteśmy wprawdzie uzależnieni od importu gazu, jednak w polskiej gospodarce ilość energii pochodząca z gazu jest stosunkowo niewielka. W tzw. energii pierwotnej źródło gazowe stanowi 13-14 proc., co powoduje, że w statystykach Polska jest postrzegana jako kraj względnie energetycznie bezpieczny. Jednakże zdane wyłącznie na gaz niektóre działy polskiej gospodarki (przemysł chemiczny, rafinerie) mogą cierpieć z powodu uzależnienia od importu tego surowca. I jeżeli to uzależnienie jest jednostronne – w naszym przypadku od rosyjskiego Gazpromu – to w każdej chwili możemy mieć poważny problem gospodarczy. Na szczęście nie budowaliśmy w Polsce elektrowni wykorzystujących technologie gazowe. Polska nie chce – i nie musi – dziś uzależnić swojej produkcji prądu elektrycznego od importowanego surowca, w szczególności od takiego dostawcy, jakim jest Gazprom.

– Nie chciała się uzależniać także w PRL-u, gdy uzależnienie od Rosji było oczywistością?

– Trudno powiedzieć, w jaki sposób myślał na ten temat Edward Gierek... Faktem jest, że po PRL-u odziedziczyliśmy całość polskiej energetyki opartej na węglu własnym.

– Musimy się natomiast samotnie zmagać z Rosją, która dąży do zmonopolizowania europejskiego rynku gazowego. Damy radę?

– Robimy wszystko, aby własną drogą ominąć te projekty polityczne, które mają ugruntować dominującą pozycję Gazpromu w naszym rejonie Europy. Istniejące i planowane gazociągi Nord Stream pod Bałtykiem wynikają z porozumień strategicznych o dostawach gazu między Rosją i Niemcami. Pamiętamy złożoną publicznie w 2009 r. w Polsce na Westerplatte propozycję Władimira Putina skierowaną do Angeli Merkel dotyczącą zawarcia sojuszu w sprawie dostaw rosyjskiego gazu do Niemiec i niemieckich technologii do Rosji... Niezależnie od protestów Polski oraz wielu innych europejskich krajów ta strategia jest realizowana.

– Znaleźliśmy się więc we wrogim „energetycznym” okrążeniu?

– Rzeczywiście, wokół Polski mamy pierścień gazociągów, którymi płynie rosyjski gaz.
Strategia rosyjskich polityków konsekwentnie zmierza do tego, aby uzależnić wszystkie kraje środkowoeuropejskie od rosyjskich dostaw. W Polsce mamy jednak własny projekt i własne plany, które już realizujemy. Zamierzamy pozyskiwać gaz ze źródeł politycznie niezależnych; są to złoża na norweskim szelfie oraz skroplony gaz, który może pochodzić od każdego producenta na świecie. Dążymy do tego, żeby różni dostawcy mogli na polskim rynku swobodnie konkurować. Takim dostawcą zdecydowanie nie jest przecież Gazprom.

– Dlaczego?

– Gazprom zawsze oferuje cenę administracyjnie i politycznie dekretowaną przez kremlowskich polityków. W związku z tym konkurowanie z nim na gruncie rynkowym jest pod każdym względem nieracjonalne, zwłaszcza z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego kraju.

– Jak dużym zagrożeniem dla tych polskich planów może być forsowana przez Rosję budowa gazociągu Nord Stream 2?

– Nord Stream 2 ma umożliwić przesyłanie ogromnych ilości gazu do wschodnich Niemiec, a przez nie do środkowej i południowej Europy. To będzie oznaczać, że dominująca pozycja Gazpromu jako dostawcy w regionie środkowej Europy zostanie utrwalona, co istotnie może ograniczyć nasze możliwości wymiany handlowej. Naszą odpowiedzią jest budowa własnej infrastruktury. Rozbudowujemy system przesyłowy w Polsce, aby gaz dostarczany do nas przez Bałtyk móc przesyłać na południe Polski, ale także przez interkonektory, które zbudujemy do 2022 r., do Czech i na Ukrainę – jeżeli to będzie możliwe – oraz na Słowację, a przez nią połączymy się z Węgrami. To jest alternatywna trasa przesyłu gazu nierosyjskiego. Nie ma wątpliwości, że o to toczy się teraz walka.

– Nie tylko czysto rynkowa, także polityczna...

– Zdecydowanie tak. Nord Stream 1 i 2 są to projekty czysto polityczne, a nie biznesowe, czego niemiecki rząd uparcie nie chce dostrzec, mimo że widzi to już wielu niemieckich polityków. Głosy krytyczne pojawiają się w tamtejszej prasie. Cała rzecz polega na tym, że wspierani przez rząd niemieccy biznesmeni od lat widzą w Rosji bardzo pożądanego partnera do bardzo korzystnych interesów. Rosja to wielki rynek zbytu i niewyczerpane źródło surowców. Pozostaje mieć nadzieję, że Niemcy w końcu przejrzą na oczy i jednak dostrzegą zagrożenia związane z uzależnieniem się od Rosji.

– Jak daleko jest zaawansowany ten trudny – bo wymagający przede wszystkim budowy odpowiedniej infrastruktury, co, jak już wiemy po doświadczeniach z gazoportem w Świnoujściu, nie jest w polskich warunkach takie proste – proces uniezależniania się Polski od rosyjskiego gazu?

– Projekt budowy trasy przesyłowej gazociągu z Norwegii przez Danię do Polski, tzw. Baltic Pipe, jest realizowany zgodnie z harmonogramem. W tej chwili jesteśmy na etapie badania możliwych wariantów trasy na Bałtyku; prowadzone są badania środowiskowe i technologiczne. Inwestorem budującym trasę przesyłową od duńskiej plaży do Polski, a także na terenie Polski jest Spółka Gaz-System, zaś połączenie duńskiej plaży z norweskim szelfem przez Morze Północne zapewni duński Energinet. Kolejna umowa między Energinetem i Gaz-Systemem koordynująca działania przy budowie gazociągu będzie podpisana pod koniec tego roku. PGNiG już podpisał wiążące 15-letnie umowy z Gaz-Systemem i Energinetem, a więc na stole zostały już położone prawdziwe pieniądze oraz zobowiązania. Gaz-System ma już niezbędne zgody z Polski, Niemiec i Danii na badania środowiskowe i geologiczne. Zakończenie całego projektu przewiduje się na 2022 r.

– Na ile ten gaz, który dzięki dzisiejszym staraniom kiedyś popłynie z nowych źródeł do Polski, sprosta polskiemu zapotrzebowaniu?

– Obecnie zużywamy w Polsce ok. 16 mld m3 gazu rocznie i to zużycie powoli rośnie. W 2022 r. przez Baltic Pipe oraz gazoport w Świnoujściu będziemy mieli możliwość sprowadzenia ok. 16-18 mld m3 gazu. A dodatkowo mamy w Polsce naszą własną stabilną produkcję ponad 4 mld m3. Znaczy to, że polska gospodarka nie tylko będzie w pełni zaopatrzona w gaz ze źródeł innych niż rosyjskie, ale powstanie nawet pewna nadwyżka, którą będziemy mogli zaoferować sąsiadom.

– Polska wciąż walczy o zachowanie swojego podstawowego źródła energetycznego. Czy można mieć nadzieję na jakiekolwiek korzystne dla polskiej gospodarki rozwiązanie polsko-unijnego konfliktu węglowego?

– Trzeba dużej determinacji, aby zabiegać o polskie interesy, potrzebne są rzeczowe argumenty. Mówienie o konflikcie jest na szczęście na wyrost. Jesteśmy w stanie osiągać korzystne dla Polski kompromisy. Niedawno Komisja Europejska zgodziła się na wprowadzenie w Polsce tzw. rynku mocy, dzięki czemu można będzie sprzedawać i kupować w Polsce nie tylko energię elektryczną, ale też handlować mocą elektrowni. Będzie to sposób pozyskiwania pieniędzy na częściowe finansowanie nowych inwestycji w energetyce. Mamy natomiast kłopoty z tzw. pakietem zimowym, czyli kilkoma nowymi aktami prawnymi dotyczącymi rynku energii w UE – niektóre zapisy są dla Polski trudne do zaakceptowania. Przed nami niełatwe rozmowy. Można powiedzieć, że w relacjach Polski z KE w sektorze energetyki nie ma chwili przestoju. Komisja występuje z coraz to nowymi inicjatywami legislacyjnymi, a my musimy być bardzo uważni, musimy reagować szczególnie w sytuacjach, kiedy nowe przepisy mogą ograniczać rozwój polskiej gospodarki.

– Czy można już dziś przewidzieć, jaka będzie polska energetyka za kilkadziesiąt lat?

– Ministerstwo Energii dysponuje już pewnymi obliczeniami, z których wynika, że w połowie tego wieku będziemy mieli w Polsce mniej więcej ok. 50 proc. energii z węgla, ok. 20 proc. ze źródeł odnawialnych i również ok. 20 proc. z energetyki nuklearnej.

– Będziemy jednak mieli elektrownię jądrową?!

– Taka elektrownia jest niezbędna, aby Polska mogła się utrzymać w reżimie polityki europejskiej i zarazem utrzymała węgiel jako główne źródło energii, czego warunkiem jest właśnie istnienie odpowiedniej ilości bezemisyjnych jej źródeł. Ok. 2030 r. powinniśmy mieć już w Polsce pierwszą elektrownię jądrową.

– A co z odnawialnymi źródłami energii? Farmy wiatrowe przecież się w Polsce nie przyjęły.

– W naszym projekcie polityki energetycznej zakładamy, że w Polsce będzie się budowało farmy wiatrowe na morzu, gdzie warunki wietrzne są dużo lepsze niż na lądzie. Ponadto tam one nie będą nikomu przeszkadzały. Chcemy doprowadzić do tego, aby morskie farmy wiatrowe mogły powstawać bez specjalnych dopłat, czyli bez nakładania na wszystkich odbiorców energii w Polsce dodatkowego podatku, który ma wspierać ich powstawanie.

– To wszystko brzmi, Panie Ministrze, jak piękny sen o czystym powietrzu i kwitnącej gospodarce – który oby się ziścił – tymczasem mamy bardzo przyziemne problemy z ogrzewaniem naszych domów, ze smogiem...

– Rzeczywiście, mamy tu poważny problem do pilnego rozwiązania. Zanieczyszczenie powietrza zwane smogiem powstaje przede wszystkim ze spalin samochodów oraz z małych pieców domowych, których właścicieli nie stać na dobre, czyste paliwo lub nie są oni świadomi tego, że paląc, czym popadnie, sami sobie zatruwają powietrze. To kwestia edukacji, ale też pewnej odgórnej organizacji. Mamy w rządzie specjalny program antysmogowy, który wiąże kwestię ograniczania zanieczyszczeń pochodzących ze spalania niewłaściwych materiałów ze wsparciem dla tych, którzy sami nie są w stanie zmierzyć się z tym problemem. Dotyczy on ocieplania budynków, wymiany pieców na bardziej nowoczesne.

– Najłatwiejsza do opanowania wydaje się sprawa ograniczenia dość masowej sprzedaży rosyjskiego bardzo toksycznego „niby-węgla”. Dlaczego do tej pory nie udało się temu zaradzić?

– Mam nadzieję, że wkrótce będzie to możliwe. Na końcowym etapie legislacji znajduje się ustawa wprowadzająca normy dla węgla, w tym też importowanego. Miejmy nadzieję, że to polepszy sytuację.

– I na pewno ok. 2030 r. będziemy mieć w Polsce czyste powietrze, dostęp do nieuwarunkowanych politycznie źródeł energii i nie będziemy się już bać rosyjskiego szantażu...?

– Rosji się nie boimy także dzisiaj, a naszą sytuację w dziedzinie dostaw surowców energetycznych zdecydowanie polepszymy do 2022 r.

Piotr Naimski – sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, pełnomocnik Rządu ds. Strategicznej Infrastruktury Energetycznej

Zero tolerancji dla grzechu i przestępstwa pedofilii w Kościele i społeczeństwie

2018-09-25 11:42

lk / Płock (KAI)

Dobro dzieci i młodzieży jest dla Kościoła najważniejsze. Stanowisko Kościoła w tej kwestii jest jednoznaczne i niezmiennie: zero tolerancji dla grzechu i przestępstwa pedofilii w Kościele i społeczeństwie – powiedział ks. Paweł Rytel-Andrianik podczas spotkania z dziennikarzami przed 380. zebraniem plenarnym Episkopatu Polski, które rozpoczęło się we wtorek w Płocku. Prewencja nadużyć seksualnych wobec małoletnich ma być jednym z głównych tematów dwudniowych obrad biskupów.

BP KEP
Ks. Paweł Rytel-Andrianik

Obrady Episkopatu odbędą się w Płocku po raz pierwszy w historii zebrań plenarnych biskupów w Polsce. – To wydarzenie historyczne, nigdy wcześniej w historii naszego lokalnego Kościoła takie spotkania nie było – podkreśliła Elżbieta Grzybowska, rzeczniczka diecezji płockiej.

Biskupi zbierają się w Płocku w związku z obchodzonym w tym roku jubileuszem 450. rocznicy śmierci św. Stanisława Kostki, który urodził się w Rostkowie, właśnie na terenie diecezji płockiej. Główną kwestią poruszaną podczas zebrania plenarnego będzie duszpasterstwo młodzieży w Polsce przed październikowym XV Zgromadzeniem Plenarnym Biskupów w Rzymie, które zajmie się właśnie kwestią młodego pokolenia, jego wiary i rozeznawania powołania.

„Kościół w Polsce z jednej strony może coś ofiarować Kościołowi w świecie, a z drugiej strony może się uczyć od Kościoła powszechnego” - powiedział ks. Paweł Rytel-Andrianik.

Kwestie tematyczne, które zostaną następnie przedstawione na Synodzie, w Płocku omówią polscy delegaci na zgromadzenie w Rzymie: abp Stanisław Gądecki będzie mówił o zagadnieniu postnowoczesności w odniesieniu do młodzieży, bp Marek Solarczyk przedstawi kwestie edukacji i wychowania młodego pokolenia, abp Grzegorz Ryś poruszy temat nowej ewangelizacji, a bp Marian Florczyk opowie o roli sportu w życiu młodych.

Rzecznik KEP zaznaczył, że te tematy nie muszą wyczerpywać zagadnień, jakie poruszy polska delegacja na Synodzie Biskupów. Na płockim zebraniu biskupów być może ta lista zostanie uzupełniona o dodatkowe tematy.

Biskupi po raz kolejny zastanowią się nad stanem przygotowań do Światowych Dni Młodzieży w Panamie w styczniu 2019 r. Delegacja z Polski będzie najliczniejszą europejską grupą (ponad 3 tys. osób.) wybierającą się na ŚDM.

Drugim tematem zebrania plenarnego w Płocku będzie duszpasterstwo rodzin omawiane w kontekście Światowego Spotkania Rodzin, które odbyło się w sierpniu w Dublinie. O tych sprawach będą mówić nowy przewodniczący Rady ds. Rodziny bp Wiesław Śmigiel oraz ks. Przemysław Drąg, dyrektor Krajowego Ośrodka Duszpasterstwa Rodzin.

„Duszpasterstwo rodzin jest priorytetem działalności Kościoła katolickiego – nie od dziś lub od kilku lat, ale od zawsze. Ta kwestia pojawia się na zebraniach plenarnych Episkopatu bardzo często, szczególnie w czasie, kiedy Kościół chce być pomocą w przygotowaniu do małżeństwa i przeżywaniu małżeństwa, ale też w sytuacjach trudnych” – zapewnił ks. Rytel-Andrianik.

Jednym z głównych tematów ma być też prewencja nadużyć seksualnych wobec małoletnich. Tę kwestię będzie referował prymas Polski abp Wojciech Polak jako przewodniczący Komisji Duchowieństwa. Odniesie się on m.in. do pracy Centrum Ochrony Dziecka i koordynatora ds. ochrony dzieci i młodzieży o. Adama Żaka SJ.

„Dobro dzieci i młodzieży jest dla Kościoła najważniejsze. Stanowisko Kościoła w tej kwestii jest jednoznaczne i niezmiennie. Księża biskupi napisali o tym w 2013 roku i teraz to powtarzają: zero tolerancji dla grzechu i przestępstwa pedofilii w Kościele i społeczeństwie” – podkreślił rzecznik Episkopatu.

Ponadto na zebraniu KEP poruszone zostaną sprawy duszpasterstwa Polonii oraz inicjatywy Caritas Polska, świętowane też będzie 50-lecia Biura Prasowego Konferencji Episkopatu Polski. Biskupi podejmą też m.in. sprawy liturgiczne i dokonają wyborów do gremiów KEP.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Polacy żyjący na świecie często nie czują się wykorzenieni

2018-09-25 21:19

lk / Płock (KAI)

Polacy żyjący na świecie, który jest globalną wioską, często nie lubią być nazywani emigrantami. Granice mają dla nich charakter umowny i wcale nie czują się wykorzenieni, gdyż podtrzymują kontakt z ojczyzną – powiedział KAI bp Wiesław Lechowicz. Delegat KEP ds. Emigracji Polskiej relacjonował sprawy duszpasterstwa Polonii na 380. zebraniu plenarnym KEP w Płocku.

Ks. Rytel-Andrianik

Bp Lechowicz podziękował pozostałym biskupom za to, że doceniają duszpasterstwo polonijne m.in. poprzez wysyłanie księży do pracy z Polonią. Pracuje wśród niej na całym świecie ok. 2 tys. polskich kapłanów. W ub. roku wyjechało w tym celu 18 kapłanów, w tym roku będzie ich trzynastu.

W Polsce w tym roku, m.in. z okazji 100. rocznicy odzyskania niepodległości, odbywały się w kraju liczne wydarzenia o charakterze polonijnym, jak II Kongres Młodzieży Polonijnej (lipiec-sierpień) i V Światowy Zjazd Polonii i Polaków z Zagranicy (wrzesień). Wzięli w nim udział młodsi i starsi Polacy z całego świata.

W ramach Światowego Zjazdu Polonii i Polaków z Zagranicy odbyło się Światowe Forum Duszpasterstw Polonijnych. – Była to okazja do wymiany doświadczeń i zastanowienia się, w jaki sposób możemy nadal troszczyć się w ośrodkach polonijnych o ducha religijnego i patriotycznego. Chodzi też o podtrzymywanie kontaktów nie tylko od święta, ale systematycznie – wyjaśnił bp Lechowicz.

Jego zdaniem, nie ma z tym problemu w Europie, gdzie dobrze działają Polskie Misje Katolickie. Nieco słabiej więź z ojczyzną jest podtrzymywana za oceanem: w obu Amerykach czy w Australii.

W opinii delegata KEP ds. Emigracji Polskiej, nie ma takiej grupy Polaków na obczyźnie, która nie byłaby szczególnym wyzwaniem duszpasterskim dla Kościoła w Polsce. – Na tyle, na ile nas stać, próbujemy docierać z naszymi księżmi do Polonii, nawiązywać kontakty z Kościołami lokalnymi poprzez miejscowych biskupów, tak, aby Polacy nie tworzyli zagranicą enklaw, ale byli częścią tamtejszych Kościołów – powiedział bp Lechowicz.

Przypomniał, że współcześnie żyjemy w świecie, który jest globalną wioską. Najnowsza fala polskiej emigracji nie ma charakteru ideowego, ale ekonomiczny. Polacy jednak często nie obawiają się osłabienia swoich więzi z krajem, uważając, że mogą podtrzymywać tożsamość narodową równie dobrze mieszkając poza Polską.

– Oni często nie lubią, jak się ich nazywa emigrantami. Żyją bowiem w świecie, granice mają dla nich charakter umowny, mogą niemal w każdej chwili wrócić do kraju i nie czują się wykorzenieni – dodał bp Lechowicz.

Zdaniem delegata KEP ds. Emigracji Polskiej, warto ponadto rozważyć częstsze uhonorowanie Polaków, którzy pracują wśród rodaków na obczyźnie na rzecz podtrzymania więzi z ojczyzną i wspierają w pracy duszpasterskiej duchownych.

Bp Wiesław Lechowicz wybiera się niedługo do Chicago, gdzie z tamtejszą Polonią będzie świętował 100. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem