Reklama

Pfizer - PoloCard

Miechowskie Nieszpory z ks. Leonem Postawką

2018-03-07 11:21

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 10/2018, str. I

TD
Nieszpory z ks. Leonem Postawką

Miechów był miejscem jednej z najkrwawszych bitew powstania styczniowego. Militarna klęska paradoksalnie umocniła determinację patriotów, co kolejne pokolenia doprowadziło do wymarzonej wolności w 1918 roku. W tym duchu w Miechowie została przypomniana i zaprezentowana postać ks. Leona Postawki, uczestnika bitwy miechowskiej, działacza narodowego, pamiętnikarza, dyrektora Polskiej Misji Katolickiej w Paryżu, kapłana o ogromnym doświadczeniu i bogatym życiorysie

Na wydarzenie pn. „Nieszpory z ks. Leonem Postawką” 16 lutego 2018 r. zaprosili wspólnie: Towarzystwo Przyjaciół Archiwum Diecezjalnego im. Wincentego Kadłubka w Kielcach oraz Towarzystwo Przyjaciół Sztuki w Miechowie. Spotkanie miało miejsce w BWA „U Jaksy”, a poprowadziła je dyrektor instytucji Krystyna Olchawa. Wyjątkową, iście patriotyczną atmosferę nadał „Nieszporom” koncert chopinowski w wykonaniu młodego wirtuoza (był to Paweł Sopel, pianista, student Akademii Muzycznej w Krakowie) i obrazy królujące w każdym zakątku tej „świątyni sztuki”.

Dobrane i odczytane przez mieszkańców Miechowa i Kielc fragmenty „Pamiętników” ks. Postawki przeniosły słuchaczy na ulice palonego i mordowanego przez Rosjan Miechowa; uzupełnione prezentacją rycin i fotografii miechowskich miejsc pamięci dały poczucie ciągłości z powstańcami, jakby to wszystko działo się wczoraj.

– „Pamiętniki” ks. Postawki są osadzone w realiach drogi ku niepodległości. Ks. Postawka pochodził z rodziny powstańców listopadowych, Piłsudski był synem powstańca styczniowego. Ci, z powstania listopadowego i styczniowego, ci, którym się z pozoru nie udało, ponieśli pamięć tym, którym się udało – mówił ks. dr Andrzej Kwaśniewski, prezes Towarzystwa Przyjaciół AD w Kielcach.

Reklama

Postać ks. Leona Postawki przypomniał historyk z Sobkowa, Stanisław Osowski, członek Towarzystwa Przyjaciół AD w Kielcach.

Ks. Ludwik Leon Postawka (1839 – 1923) znaczną część swojego życia związał z diecezją kielecką. Urodził się w Jędrzejowie w rodzinie powstańca listopadowego, ziemianina, miniaturzysty, pochodzącego z czeskiej rodziny Postawków, która przybyła do Polski w XVIII wieku. (Ze skoligaconej rodziny Postawków Lówen Stern pochodził płk Ludwik Postawka, ożeniony z córką napoleońskiego generała Kellermanna – dziadek ks. Leona Postawki, który wraz ze swoimi 3 synami brał udział w powstaniu listopadowym. Najmłodszy z nich, Stanisław Postawka, był ojcem ks. Leona Postawki. Bracia ks. Leona, Tadeusz i Stanisław brali udział w powstaniu styczniowym).

Matką ks. Leona była Emilia z Dunin Wąsowiczów, wdowa po Kajetanie Sołtyku. Nauki przyszły kapłan pobierał w domu rodzinnym, następnie w Pińczowie, a potem w kieleckim Seminarium (1856-61). Święcenia kapłańskie otrzymał w 1861 r. w Warszawie, a już od sierpnia 1862 r. pracował jako wikariusz w Miechowie.

W lutym 1883 r. podczas pogromu w Miechowie został aresztowany, przed rozstrzelaniem uratował go polski oficer w armii rosyjskiej.

Tak wspomina ten czas w „Pamiętnikach”: „Jędrek garbaty, który obsługiwał obu wikariuszów (…) odznaczał się niezwykłą siłą. Zauważyłem to z okna mojego mieszkania: spostrzegłszy, jak dobijano rannych powstańców naszych, ubranych w śliczne mundury, dopiero co pełnych życia i nadziei młodzieńców, a obecnie tonących w krwi własnej, odważnie rzucił się on na pierwszego spotkanego żołnierza, wyrwał mu karabin z ręki i trupem położył na miejscu. Widząc to, towarzysze zabitego rzucili się na biednego garbuska i zatopili w jego ciele kilkanaście bagnetów. Padł krwią zbroczony, a ja dałem mu z okna ostatnią absolucję (…)”.

„Dziwne zrządzenie Opatrzności, że z rzezi miechowskiej garstka mieszkańców, a w ich liczbie i ja wyszliśmy cało. Zawdzięczamy to w znacznej mierze rosyjskim oficerom, którzy nocą z 17 na 18 lutego trzymali straż z rewolwerami w ręku przy zabarykadowanych drzwiach plebanii, gdzie ukryli przed żołnierzami własne swe rodziny (…)”.

Ks. Postawka przez Kielce i Kraków wyjechał do Rzymu, gdzie podczas audiencji u Piusa IX raportował wydarzenia miechowskie. Z tamtego okresu datuje się przyjaźń ks. Postawki z C.K. Norwidem, czy trwająca do końca życia współpraca ze Zmartwychwstańcami. W Wiecznym Mieście uzyskał stopień doktora teologii i licencjat prawa kanonicznego. Gdy nie otrzymał pozwolenia na powrót do kraju, wyjechał do Paryża, a tam współpracował z Polską Misją Katolicką we Francji, wieloma tamtejszymi parafiami, był członkiem Towarzystwa Literackiego i wszędzie starał się upowszechniać wiedzę o trudnej sytuacji Polski. Został kapelanem wojskowym podczas wojny polsko-francuskiej, ratując na polu bitew wielu ludzi, a po klęsce Francji obsługiwał parafie opuszczone przez księży. W czasie Komuny Paryskiej, z narażeniem życia bronił kościołów przed rabunkiem. Od 1881 r. przez 22 lata pracował w parafii św. Wawrzyńca. Choć trzykrotnie powracał do ojczyzny, nie uzyskał zgody na pobyt stały.

W 1908 r. zachęcony przez przyjaciół wydał „Pamiętniki” obejmujące okres 1863 – 1908, poprzedzone wspomnieniami z lat dziecinnych, dotyczące także pobytu w Paryżu, różnych wydarzeń związanych z dziejami Francji oraz spraw dotyczących życia Polonii.

Ks. Postawka utrzymywał kontakty z H. Sienkiewiczem, I.J. Paderewskim, Zmartwychwstańcami w Rzymie i Krakowie. Prowadził dużą korespondencję z Polakami na wszystkich kontynentach.

W 1912 r. Polonia francuska i belgijska urządziła mu jubileusz 50-lecia kapłaństwa.

W czasie I wojny światowej był honorowym kapelanem armii polskiej we Francji. Pod koniec życia utracił wzrok i siły. Zmarł 29 stycznia 1923 r. i został pochowany na cmentarzu polskim w Montmorency k. Paryża, gdzie rodacy wystawili mu grobowiec.

155. rocznica powstania styczniowego to dobra okazja, aby przypominać tak zacne, mało dzisiaj znane i rozpoznawalne postaci, którą to misję wzięło na siebie m.in. Towarzystwo Przyjaciół Archiwum Diecezjalnego w Kielcach i skutecznie z tego zadania się wywiązuje.

(biogram – na podst. informacji własnych i Polskiego Słownika Biograficznego)

Tagi:
wydarzenie

XVI Dzień Jesiennego Liścia w Biłgoraju

2017-11-29 10:28

Joanna Ferens
Edycja zamojsko-lubaczowska 49/2017, str. IV

„Kiedy dziecko płacze – płacze cały świat”. Jedynie dzięki życzliwości dobrych ludzi możemy pomóc naszej córeczce godnie i samodzielnie żyć – tymi słowami apelowali o pomoc Barbara i Piotr Pawelec, rodzice trzyletniej Igi, która od urodzenia walczy z padaczką. Na ten apel odpowiedziała m.in. biłgorajska „Piątka”

Joanna Ferens
Biłgorajski kiermasz

Iga Pawelec to trzyletnia biłgorajanka, która od urodzenia cierpi na padaczkę lekooporną. Pierwsze objawy choroby pojawiły się, kiedy dziewczynka miała zaledwie kilka miesięcy. Od tej pory Iga codziennie przechodziła kilka ataków, była otumaniona mocnymi lekami, ale leczenie nie przynosiło żadnych efektów i nadal miała problemy z koordynacją ruchową i wiotkością całego ciała.

27 czerwca 2016 r. Iga z rodzicami dotarła do kliniki Schön w Vogtareuth w Niemczech. Po sześciu tygodniach intensywnej neurorehabilitacji, ergoterapii, logoterapii pojawiła się poprawa. – W minionym roku byliśmy w niemieckiej klinice już trzy razy. Rehabilitacja bardzo pomaga Idze w funkcjonowaniu i choć wiemy, że przed nami jeszcze mnóstwo pracy, to wiemy, co robić, jak postępować z naszym dzieckiem. Otrzymujemy od lekarzy wiele wskazówek do dalszej rehabilitacji i ćwiczeń, mamy odpowiednio dobrane leki i to przekłada się na efekty. Iga dużo się uśmiecha, coraz lepiej kontaktuje się z otoczeniem, gaworzy, prawie już sama siedzi, także jest to dla nas bardzo dużo – opowiadają rodzice.

By czynić dobro

Szkoła Podstawowa nr 5 im. ks. Jana Twardowskiego w Biłgoraju zorganizowała 16. już edycję Dnia Jesiennego Liścia. Wydarzenie już od wielu lat łączy całą społeczność „Piątki”, mieszkańców Biłgoraja i okolic, a także wielu ludzi dobrego serca z całego kraju. W piętnastu minionych edycjach zebrano ponad 410 tys. zł, przeznaczając zebrane środki m. in. na pomoc dziecięcemu hospicjum, czy chorym dzieciom z terenu powiatu biłgorajskiego.

Dyrektor Szkoły Podstawowej nr 5 Teresa Bogdanowicz-Bordzań wyjaśnia, że akcja ta na stałe wpisała się w kalendarz biłgorajskich imprez i ma swoje szczególne miejsce w sercach wielu ludzi. – Dzień Jesiennego Liścia to specyficzna akcja charytatywna, w którą angażuje się bardzo wiele osób, w tym społeczność naszej szkoły i jej przyjaciele, firmy, instytucje, osoby fizyczne. Wszyscy chcemy pomagać chorym dzieciom. Zarówno zaangażowanie, jak i cel wpływa na to, że jest to wydarzenie bardzo duże. Pomaganie innym, osobom potrzebującym, sprawia nam wielką radość – podkreśliła.

O swojej radości i wdzięczności mówi także burmistrz Biłgoraja, Janusz Rosłan. – Jestem dumny z tego, że mamy szkołę, która organizuje wspaniałą akcję w czasach, gdy wszechobecne jest zobojętnienie na los drugiego człowieka. Często o tym donoszą media, że ludzie przechodzą obojętnie obok osób potrzebujących pomocy. Dlatego bardzo ważne jest, by uczyć od dziecka wrażliwości na los bliźnich. A działania szkoły są bardzo dobrym przykładem na to, że rzetelna edukacja i wychowanie przynoszą efekty. Ta szkoła przez wiele lat zbierała na hospicjum dla chorych dzieci, a od kilku lat robione są zbiórki dla potrzebujących dzieci z Biłgoraja. Cieszę się, że w tą akcją włączają się rodzice i wiele osób spoza społeczności szkolnej – wskazał Burmistrz.

Opiekę nad Igą sprawuje również Caritas Diecezji Zamojsko-Lubaczowskiej. Stąd na Dzień Jesiennego Liścia przybyła Aneta Tryniecka, diecezjalny koordynator wolontariatu Caritas. – Chcemy podziękować całej społeczności szkolnej za zorganizowanie tej wspaniałej imprezy. Dzięki tym wszystkim ludziom dzieje się tutaj rzecz praktycznie niemożliwa. Dlatego jesteśmy ogromnie wdzięczni, że w Biłgoraju jest tak wielu ludzi, którym nie jest obojętny los drugiego człowieka, a tym razem konkretnie zdrowie małej Igi – wskazała.

Wdzięczność rodziców

Swoją wdzięczność za okazaną pomoc i wsparcie wyrazili rodzice Igi, Barbara i Piotr Pawelec. – Bardzo serdecznie dziękujemy w imieniu Igi, że mogliście Państwo się tutaj zebrać i pomóc naszej córce w walce o zdrowie. Patrząc na to, jakie efekty przynosi rehabilitacja, którą współfinansujemy ze środków zebranych przez mieszkańców Biłgoraja jesteśmy przeszczęśliwi. Dziękujemy za włączenie się w akcję Dzień Jesiennego Liścia. To, co się tu dzieje jest fenomenalne! Jest mnóstwo osób: rodziców, dzieci, ludzi życzliwych! To jest niezwykle budujące i podnosi nas na duchu, gdyż wiemy, że nie jesteśmy sami z chorobą naszego dziecka, że naszemu biłgorajskiemu społeczeństwu nie jest obojętny jej los. Wiemy też, że dzięki wsparciu finansowemu terapia, którą Iga obecnie przechodzi, i która przynosi doskonałe efekty, może być kontynuowana – podkreślili rodzice.

Udział władzy

W tegoroczną akcję włączyli się m. in. prezydent RP Andrzej Duda wraz z małżonką, prezes Rady Ministrów Beata Szydło, marszałkowie Sejmu i Senatu, ministrowie, posłowie, europosłowie, przedsiębiorcy i sportowcy, m.in. na aukcję trafiła koszulka reprezentacyjna Roberta Lewandowskiego wraz z jego autografem.W akcję zaangażował się również poseł Piotr Olszówka. – Uważam, że to, co robi cała szkoła to jest coś wspaniałego i wręcz bohaterskiego. Ja również nie wyobrażałem sobie nie wziąć udziału w tej akcji, zaangażowałem się całym sobą i cieszę się, że wiele rzeczy udało nam się razem zrobić. Myślę, że wszyscy powinniśmy czuć tego wyjątkowego ducha pomocy w Biłgoraju – wskazał poseł.

Jednak najwięcej pracy wykonali rodzice wraz z dziećmi przygotowując stoiska i kiermasz rozmaitości oraz przedstawiciele szkoły, którzy przygotowali sklepiki „Pod złotą rybką”. Wydarzeniem okazały się również występy artystyczne dzieci i młodzieży, ponad trzydzieści stoisk kiermaszowych, konkursy i licytacje przedmiotów ofiarowanych przez znane i szanowane osoby, loteria fantowa, kawiarenka, sklepik różności. W pomoc osobom potrzebującym włączyć się mógł każdy.

Impreza jest nie tylko doskonałą lekcją wychowawczą dla dzieci i młodzieży, ale także pokazuje, że „z dobrem może przyjść serce choćby najmniejsze”, a każdy dar dla osób potrzebujących, każde wsparcie, każda pomoc jest bezcenna. Zaangażowanie się osób znanych, szanowanych i będących autorytetami nie tylko w społeczności lokalnej Biłgoraja, ale i województwa lubelskiego, czy całego kraju, pokazuje, że zapoczątkowana przed laty w szkole akcja, przekroczyła progi nie tylko szkoły, ale także i regionu. Umacnia to organizatorów w kolejnych przedsięwzięciach i pozwala do grona darczyńców zaangażować kolejne osoby, instytucje i organizacje, co owocuje większą możliwością pomocy potrzebującym.

Na rehabilitację i dalszą terapię Igi Pawelec zebrano podczas 16. Dnia Jesiennego Liścia kwotę: 79.158,22 zł.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

60-lecie pracy duszpasterskiej chrystusowców w Brazylii

2018-06-28 10:24

Leszek Wątróbski
Edycja szczecińsko-kamieńska 26/2018, str. II

Z ks. Kazimierzem Długoszem SChr, przełożonym prowincjalnym Prowincji pw. Matki Bożej Niepokalanie Poczętej w Ameryce Południowej, rozmawia Leszek Wątróbski

Leszek Wątrówski
Procesja w Rosario. Ks. Kazimierz Długosz SChr, pierwszy z prawej

Leszek Wątróbski: – Jak wyglądały pierwsze lata pracy chrystusowców w Brazylii?

Ks. Kazimierz Długosz Schr: – Druga wojna światowa oraz sytuacja polityczna po jej zakończeniu spowodowały, że chrystusowcy na kontynent południowoamerykański mogli przybyć dopiero na początku 1958 r. Pierwszym był tu ks. Czesław Czartoryski. Kilka miesięcy później przybyli także: ks. Stanisław Nowak, ks. Zygmunt Supieta i pomagający obecnie w parafii Władysławowo ks. Józef Wojda, który na 1000--lecie chrztu Polski wybudował w Carlos Gomes, będący do dziś dumą wiernych, olbrzymi kościół. Zresztą każdy z tych pionierów wpisał się pięknie w historię duszpasterstwa polonijnego w Brazylii. W następnych latach przybyli kolejni misjonarze i mimo trudnych warunków, w jakich przyszło pracować, zgromadzenie otworzyło niższe seminarium duchowne, prowadziło kursy i obozy dla polonijnej młodzieży oraz w myśl wskazówek Założyciela zaangażowało się w duszpasterstwo Kościoła lokalnego. Pierwsi chrystusowcy, wychowani na lekturze ks. Ignacego Posadzego „Drogą Pielgrzymów”, kiedy stanęli na ziemi brazylijskiej, z pewnością przeżyli rozczarowanie. Ich wyobrażenie o Brazylii w jakiś sposób rozmijało się ze zmienioną w ciągu tych kilkudziesięciu lat rzeczywistością. Jednak jako chrystusowcy byliśmy i jesteśmy zawsze pełni miłości wobec tutejszej Polonii oraz Kościoła, któremu służymy życiem i pracą duszpasterską. W latach 1958-2018 w Prowincji pw. Matki Bożej Niepokalanie Poczętej w Ameryce Południowej posługę duszpasterską pełniło łącznie 85 chrystusowców pracujących w Argentynie, Brazylii i Urugwaju. U stóp Patronki naszej Prowincji, Maryi Niepokalanie Poczętej, składamy naszą ufność oraz konsekrację zakonną i posługę. Ona jest światłem na drogach życia i posługiwania w Kościele na Ziemi Krzyża Świętego, na kontynencie nadziei, jak św. Jan Paweł II nazywał Amerykę Łacińską!

– Czym dzisiaj zajmują się chrystusowcy w Brazylii?

– W ostatnich latach ze względu na potrzeby duszpasterskie w innych krajach wielu kapłanów, odpowiadając na sugestię przełożonych, opuściło naszą prowincję i podjęło wyzwanie duszpasterskie, służąc rodakom w innych częściach świata. Zestarzała się też Polonia południowoamerykańska, a wraz z nią zestarzeli się także i jej duszpasterze. Dziś naszą opieką otaczamy już czwarte, piąte, a nawet szóste pokolenie tych, którzy opuścili Ojczyznę. Jednak mimo upływu tylu pokoleń ciągle widoczny jest proces odnawiania ducha polskiej pobożności i pogłębiania się świadomości etnicznej. W wielu wspólnotach polonijnych, w których wykładnikiem polskości nie jest już język przodków, księża z Towarzystwa Chrystusowego, odpowiadając na zapotrzebowanie wiernych i korzystając z dostępnych im środków, pomagają utrzymać formy pobożności, zwyczaje i tradycje pielęgnowane przez naszych imigrantów. W tym celu prowadzone są audycje radiowe, funkcjonują strony internetowe, gazetki parafialne, opracowania naukowe i periodyki oraz prowadzone są kursy języka polskiego. Prowincja zaangażowana jest też w promocję kontaktów naukowych, współpracuje z uniwersytetami w Polsce w dziedzinie badań naukowych oraz wymiany kulturalnej. W rzeczywistości latynoamerykańskiej znakiem czasu, obok pracy w potomkami polskich emigrantów, jest także realizacja przez kapłanów Ustaw, które jako drugie zadanie zgromadzenia określają szerzenie wśród wiernych znajomości Mszy św. jako centrum życia chrześcijańskiego oraz dbałość o liturgię. Prowadzone przez chrystusowców parafie w Brazylii są bez wątpienia pod tym względem wzorem.

– Czym różni się praca duszpasterska w Brazylii od pracy w innych krajach świata?

– W porównaniu z posługą księży z Towarzystwa Chrystusowego pracujących w innych częściach świata duszpasterstwo na kontynencie południowoamerykańskim posiada inne uwarunkowania i charakter. Praca prowadzona jest głównie w powierzonych nam parafiach terytorialnych. Stąd też zasadniczo całe duszpasterstwo prowadzone jest w języku miejscowym. Innym wyróżniającym nas czynnikiem jest także zróżnicowane pod względem położenia geograficznego wymagające od misjonarza posiadania dobrej umiejętności prowadzenia samochodu po trudno przejezdnych drogach. Inną charakterystyką jest liczba obsługiwanych kościołów filialnych. Do największej obsługiwanej przez nas w Brazylii parafii, oprócz kościoła w liczącym ok. 30 tys. mieszkańców mieście, należy 60 kościołów filialnych w interiorze. Pracuje tam 3 księży, wśród nich ks. Józef Wojnar, obchodzący w tym roku jubileusz 60-lecia święceń kapłańskich. Ksiądz Józef jeszcze do niedawna był proboszczem tej parafii. To właśnie dzięki jego poświęceniu i pracy parafialna świątynia została gruntownie przebudowana i jest teraz jednym z najładniejszych, obsługiwanych przez naszych księży kościołem. Warto podkreślić, że miejscowość ta dzisiaj nosząca nazwę Quedas do Iguaçu, pierwotnie zwana była Jagodą. Nazwa została wzięta od imienia zmarłej kilka lat temu najmłodszej córki marszałka Józefa Piłsudskiego. Był to wyraz wdzięczności naszych emigrantów za rolę marszałka w odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Podobnie swego czasu uczynili nasi rodacy w Argentynie, nadając jednemu z miast nazwę Wanda, czyli imię innej córki wielkiego Polaka. W tej ciekawej i równocześnie złożonej mozaice chrystusowcy pracujący w Ameryce Południowej starają się realizować charyzmat zgromadzenia, który został im powierzony przez Założyciela. W parafiach, gdzie znaczny procent wiernych jest pochodzenia polskiego, zakonnicy z równym zaangażowaniem i szacunkiem odnoszą się także do przedstawicieli innych narodowości.

– W 1982 r. Ksiądz Prowincjał wstąpił do Towarzystwa Chrystusowego...

– Święcenia kapłańskie otrzymałem 16 maja 1989 r. Po dwóch latach pracy w Polsce (Szczecin-Zdroje i Sarbia) zostałem skierowany do Brazylii. Początkowo posługiwałem jako wikariusz w Balsa Nova-PR (1992). Następnie byłem kapelanem polskich marynarzy w Santos-SP i Paranaguá-PR (1993-94), wikariuszem w Campo Largo-PR i Ijuí-RS (1994-95), proboszczem w Capo Ere-RS i równocześnie rektorem kościoła polskiego w Barao de Cotegipe-RS i kapelanem Polaków w Erechim-RS (1995-97). Proboszczem w Cruz Machado-PR (1997-2004), gdzie za mojej administracji przebudowaliśmy znacznie, powiększając kościół parafialny oraz wybudowaliśmy kilka kościołów filialnych i centrów duszpastersko-katechetycznych. W latach 2004-10 pełniłem posługę proboszcza w Mallet-PR. Od 1995 do 2010 r. prowadziłem radiowe programy polonijne w Erechim-RS, Getúlio Vargas-RS, Uniao da Vitória-PR i Mallet-PR. Wraz z Urzędem Miasta Kielce organizuję w Polsce kursy historii tradycji i kultury dla rodaków z Brazylii. Funkcję przełożonego prowincji Towarzystwa Chrystusowego w Ameryce Południowej pełnię od roku 2010. W październiku 2016 r. zostałem mianowany na drugą kadencję – tzn. do roku 2022.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

XVI Światowy Festiwalu Chórów Polonijnych w Koszalinie

2018-07-18 21:21

km / Koszalin (KAI)

Ruszyły koncerty chórów polonijnych, które biorą udział w Polonijnej Akademii Chóralnej. Chóry rozpoczęły trasę koncertową od Koszalina, pojawią się także w kościołach i ośrodkach kultury innych miejscowości. Łącznie odbędzie się 9 koncertów.

Archiwum Chóru Cordiale Coro

W kościele pw. św. Wojciecha w Koszalinie 18 lipca zaprezentowały się trzy spośród siedmiu chórów biorących udział w XVI Światowym Festiwalu Chórów Polonijnych: ukraińskie chóry „Malebor” z Doniecka i Chór im. Juliusza Zarębskiego z Żytomierza oraz białoruski chór „Kraj Rodzinny” z miejscowości Baranowicze. Pozostałe chóry wystąpiły tego dnia przed publicznością w Sarbinowie i Świdwinie.

Chórzyści prezentują utwory z własnego repertuaru, a także te, które szlifują podczas towarzyszącej festiwalowi Polonijnej Akademii Chóralnej.

Pobyt w Polsce to dla nich także zetknięcie z kulturą ich przodków oraz odpoczynek, szczególnie dla osób z chóru "Malebor" z terenów we wschodniej Ukrainie. Jak mówią - ten pierwszy pobyt chóru w Polsce jest dla nich odpoczynkiem od wojny.

Po raz siódmy do Koszalina zawitał ukraiński chór im. Juliusza Zarębskiego z Żytomierza. Chór powstał w 1997 r. właśnie dzięki koszalińskiemu festiwalowi. - Te wszystkie spotkania dużo nam dają: nowy repertuar, nowe podejście do emisji głosu, nowe ćwiczenia - mówi dyrygent Jan Krasowski, który ukończył w Koszalinie studium dyrygenckie. - Ale pobyt tutaj to też wynagrodzenie dla chórzystów.

Dyrygent dba, by polskość nie została zapomniana. Jego podopieczni śpiewają w swoim kraju niemal wyłącznie polskie pieśni. I nie brak im publiczności - obwód żytomierski to największe skupisko ukraińskiej Polonii, liczącej tu 40 tysięcy Polaków. - Nikomu nie pozwalam pisać transkrypcji, wszyscy muszą czytać i śpiewać po polsku. W ten sposób ćwiczymy też polski język, bo wielu młodych zna go słabo - mówi pan Jan.

Henryk Chiniewicz z chóru Kraj Rodzinny przyjechał czeka na dogodną chwilę, by pojechać do Słupska, gdzie mieszkają jego kuzyni, których ojcowie trafili do Polski w latach 50. w ramach repatriacji. Zależy mu szczególnie na tym, by nawiedzić, grób babci. - Mnie jest bardzo przyjemnie, że wszędzie w Polsce ludzie spotykają nas ze szczerością serca - mówi zaciągając na wschodnią nutę. - Ale myślę, że także wam jest miło spotkać nas, ludzi z terenów, gdzie polskość jeszcze istnieje. Przyjemnie, kiedy Polak zostaje Polakiem, gdziekolwiek żyje. Że jednoczy nas kultura, język, no i śpiew.

- Jeżeli mielibyśmy się uczyć polskości, to nie z telewizji czy podręczników - mówi opiekun festiwalu Paweł Mielcarek ze Stowarzyszenia Wspólnota Polska. - Tylko patrząc na tych ludzi, którzy przyjeżdżają tutaj, do Koszalina, opuszczają go ze łzami w oczach i uczą nas szacunku do Polski, do flagi, godła.

To dopiero początek polonijnej trasy koncertowej. 19 lipca o godz. 19 wszystkie chóry zaprezentują się w białogardzkim kościele pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa.

W kolejnych dniach wystąpią w innych miejscowościach:

20 lipca:

- Dobrzyca, kościół pw. Świętej Trójcy, godz. 17 - Chór im. Juliusza Zarębskiego, Żytomierz, Ukraina

- Bobolice, MGOK, godz. 18 - Chór „Malebor”, Donieck, Ukraina

- Świeszyno, MCK Eureka, godz. 18 - Chór „Kraj Rodzinny”, Baranowicze, Białoruś

- Koszalin, kościół pw. Ducha Świętego, godz. 18 - Chór Cantica Anima, Bar, Ukraina; Chór mieszany Zgoda, Brześć, Białoruś

21 lipca:

- Filharmonia Koszalińska, godz. 19 - koncert galowy, wszystkie chóry

22 lipca:

- Koszalin, kościół pw. Ducha Świętego, godz. 10.30 - Msza św. w intencji rodaków

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem