Reklama

Moje pismo Tęcza - 1/2 2019

Igrzyska – święto sportu przed obliczem Boga

2018-03-07 11:09

Z bp. Marianem Florczykiem rozmawia Agnieszka Dziarmaga
Niedziela Ogólnopolska 10/2018, str. 46-47

Archiwum prywatne ks. Edwarda Plenia

Z bp. Marianem Florczykiem – delegatem Konferencji Episkopatu Polski ds. duszpasterstwa sportowców, który towarzyszył polskiej ekipie sportowców podczas XXIII Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Pjongczangu, trwających w dniach 9-25 lutego 2018 r. – rozmawia Agnieszka Dziarmaga

AGNIESZKA DZIARMAGA: – Księże Biskupie, co sprawia, że igrzyska olimpijskie są wyjątkowym wydarzeniem, koncentrującym uwagę milionów ludzi na całym świecie?

BP MARIAN FLORCZYK: – Igrzyska olimpijskie to wielkie święto ludzi sportu, łączące ze zmaganiami sportowymi elementy religijne i system wartości, co czyni to wydarzenie absolutnie wyjątkowym. Cóż to jest święto, co oznacza to słowo? Jest w nim akcent religijny, połączony z elementem radości wynikającej ze sportowego współzawodnictwa. Na to wyjątkowe święto, którym są igrzyska, składają się współzawodnictwo, szlachetność, wzajemny szacunek, pokój, radość i inne wartości. Wśród tego systemu wartości trzeba zauważyć niezwykłą rolę religii i wiary. Igrzyska są świętem, bo mają coś z religii, coś z Boga. Już sam początek igrzysk – zapalenie znicza olimpijskiego odwołuje się do pierwiastka Boskiego. Jest to święty ogień, którego się strzeże jak największej świętości. Igrzyska odbywają się na ziemi, ale przed obliczem Boga. Taka, już w starożytności, była koncepcja pierwszych igrzysk i jest ona podtrzymywana. Wymiar religijny i duchowy jest obecny w toku całych igrzysk. To jest ten duch sportu, o którym często mówimy i który czyni sport wielką wartością dla poszczególnego człowieka i społeczności. Ten wymiar jest także obecny w dobrym przygotowaniu logistycznym dla sprawowania kultu religijnego – odbywania modlitwy, wspólnotowych spotkań. W każdej wiosce olimpijskiej zostały przygotowane miejsca na modlitwę przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski, a były to specjalnie wyposażone pomieszczenia dostosowane do wspólnej modlitwy lub rozważania Pisma Świętego, co najczęściej praktykują protestanci. W Pjongczangu było bodaj sześć takich pomieszczeń. Bardzo dobrze od tej strony wspominam Pekin, gdzie kaplice wyglądały jak małe kościoły. Bardzo piękna była także kaplica w Soczi, z obrazem Matki Bożej Częstochowskiej, i z wielkim wzruszeniem my, Polacy, przyjęliśmy tak przygotowane miejsce. Trzeba powiedzieć, że MKOl dba o to, aby podczas igrzysk uwzględnić potrzeby duchowe sportowców. Poszczególne ekipy przyjeżdżają ze swoimi duszpasterzami, kapelanami reprezentacji narodowych – ja np. spotkałem podczas igrzysk w Korei Płd. kapelanów m.in. z Austrii, Czech, ze Szwajcarii, z Włoch, bodaj dziewięciu, choć było ich znacznie więcej. U nas, w Polsce, taka praktyka rozpoczęła się po 2004 r. Zadaniem duszpasterza jest troska o godność sportowca i sportu. Sportowiec nie jest wyjęty ze społeczeństwa – ma potrzeby religijne.

– Igrzyska są zarazem lekcją etycznego podejścia do sportu. Często podkreśla się ten wymiar i zwraca uwagę na dobre, ale czasami również naganne wśród sportowców postawy...

– Duch sportowy jest ujmujący – odnosi się on do rzeczywistości duchowej, do wnętrza danego człowieka, stąd celem zmagań sportowych nie ma być sukces za wszelką cenę. Sport to cały wymiar etyczny, to budowanie siły ducha i ciała. To jest ta nierozłączna jedność. Jest to złe, że koncentrujemy się na sprawności i sile fizycznej, zapominając o sprawności duszy. W związku z tym gdy zapomni się o formacji wewnętrznej, pojawiają się też postawy niegodne – czego przykładem jest wykluczenie z igrzysk rosyjskich zawodników – czy załamanie wewnętrzne wśród niektórych sportowców. W tym święcie sportu, którym są igrzyska, chodzi o harmonię, o sprawność duszy i ciała – to jest jedność. Taką jednością, całością jest przecież człowiek. Jeśli zaniedba się jeden z elementów, rodzi się poważny problem. Chrześcijaństwo strzeże ducha sportu, strzegąc wartości duchowych.

– Czy może Ksiądz Biskup wskazać postawy sportowców przestrzegających tych norm, sportowców wiernych wartościom?

– Oczywiście. Dobrym przykładem są nasi skoczkowie narciarscy, darzeni szacunkiem nie tylko przez polskich kibiców, ale i przez sportowców, dziennikarzy i kibiców innych krajów, co zapewne wynika stąd, że oni rozumieją ideę sportu i jego wartość duchową. Zauważmy ich bardzo dojrzałą postawę wobec zwycięstwa i niepowodzenia, wobec sukcesu i kryzysu, co przejawia się w wypowiadanych przez nich słowach, w postawie wobec życia i wobec drugiego człowieka. Trzeba tu mówić o sprawności duchowej, będącej obrazem bogatej duszy naszych skoczków, obrazem ich kształtowanego wnętrza. Są młodzi, ale wewnętrznie dojrzali.
Ta ich piękna postawa wynika z ich systemu wartości, z faktu, że wiara i religia stanowią dla nich odniesienie. Z tego nie wolno kpić. Wartości wynikające z wiary ich kształtują i oni się tego nie wstydzą. To jest ich bogactwo. Dzięki tym wartościom potrafili zbudować piękną wspólnotę. Jest to wspólnota między nie tylko zawodnikami, ale też sztabem szkoleniowym. Wartości wyznawanej wiary kierunkują również na wspólnotę. Godne podkreślenia u Kamila Stocha czy Stefana Huli jest poczucie więzi rodzinnej, małżeńskiej. Zauważmy, z jaką godnością mówią o miłości małżeńskiej, ojcowskiej. Tak ukształtowali, każdy z nich, swoje człowieczeństwo. Ciało i duch, jedność i ład. I to pozwala im rozumieć sport i osiągać sukcesy. Wyrażam wdzięczność dla polskich skoczków – za ten przykład, za ten wzór ukazujący piękno sportu, harmonię duszy i ciała, za budujący do tej pory przykład. Cieszą nie tylko medale, ale też ich – sportowców – osobowość. To jest ten duch sportu, urabianie samego siebie. Stali się autorytetami, ale są ludzcy, bliscy nam. Gdy odkrywamy w nich te wartości, identyfikujemy się z nimi, czujemy braterstwo, wzruszenie i narodową wspólnotę. Mają to coś, co czyni nas do siebie podobnymi. Przynależą do wspólnoty. Stali się godnymi reprezentantami. Dziękujemy im za to i gratulujemy, że przez trud, ćwiczenia i wyrzeczenia – mam na myśli dyscyplinę treningów i diety, rozstania z najbliższymi – sięgnęli po medale.

– Przed laty dostrzegł Ksiądz Biskup potrzebę zorganizowanej opieki duszpasterskiej dla ludzi sportu, co mogło być praktykowane dopiero po czasach transformacji ustrojowej.

– To prawda. Pamiętam, jak z zazdrością w latach 80. XX wieku obserwowałem we Włoszech współpracę kapelanów z drużyną piłkarską AS Roma, u nas to było absolutnie niemożliwe. Jeden z poprzednich prezesów Polskiego Komitetu Olimpijskiego Stefan Paszczyk (mianowany w 1997 r. – przyp. red.) pozytywnie odpowiedział na projekt współpracy, choć on sam nie był blisko Kościoła; zaproponowałem mu pomoc duszpasterską, a on przyznał, że współpraca na tym polu jest wskazana i potrzebna. Od tamtego czasu datuje się pomoc duszpasterską podczas igrzysk olimpijskich i poznawanie przez polskich duszpasterzy pracy kapelanów w innych krajach. Gdy w Polsce to była nowość, w wielu krajach była to praktyka wielu lat, np. kapelani sportu w Austrii towarzyszą sportowcom od czasów II wojny światowej.
Jako Episkopat jesteśmy zainteresowani nie tyle sukcesami sportowców, metodami treningów i w ogóle techniczną stroną sportu, ile formacją przez sport i budowaniem w ten sposób piękna człowieczeństwa. Sport ma moc czynienia ludzi pięknymi, co wypływa z idei chrześcijańskiej, o czym nauczał m.in. św. Paweł Apostoł. Pomoc dla sportowców ze strony duszpasterzy dotyczy nie tylko czasu igrzysk, mistrzostw czy jakichkolwiek innych ważnych zawodów, ale także codzienności, co jest przedmiotem troski Episkopatu. Dążymy do tego, aby ludziom sportu, w tym młodzieży, służyli nie tylko kapelani centralni, ale aby byli oni także w diecezjach, w klubach sportowych, aby propagowali idee sportu, byli przy sportowcach ze słowem wsparcia, nadziei, dobrej rady, nawet upomnień; by raczej unikali tego, co stanowi o technice sportu, a koncentrowali się na sprawach człowieczeństwa. Właśnie w takich celach została zaproszona na XXIII Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Piongczangu delegacja Watykanu. Dzięki życzliwemu nastawieniu prezesa Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego Thomasa Bacha oraz Polskiego Komitetu Olimpijskiego ekipy narodowe mogą mieć swoich duszpasterzy – a więc polska ekipa również.

Tagi:
sport

Wasz sukces pokazuje, że Polacy potrafią zwyciężać

2018-10-02 14:52

prezydent.pl

Jakub Szymczuk/KPRP
Spotkanie Prezydenta RP z Mistrzami Świata w Piłce Siatkowej 2018

– Wasz sukces wlewa nadzieję w serca, pokazuje, że Polacy są wielcy, że potrafią zwyciężać – mówił Prezydent do Mistrzów Świata w Piłce Siatkowej 2018.

Andrzej Duda spotkał się z polskimi siatkarzami w Pałacu Prezydenckim dzień po ich powrocie do kraju. W trakcie uroczystości Prezydent wręczył sportowcom odznaczenia państwowe. W spotkaniu uczestniczyła także minister Halina Szymańska, Szef KPRP, wraz z kierownictwem Kancelarii.

- Niech te odznaczenia państwowe, nadane w imieniu Rzeczypospolitej, jako podziękowanie od całego polskiego społeczeństwa, będą symbolem naszej wielkiej radości i wdzięczności – mówił Prezydent.

Podkreślał także, że zwycięstwo Polaków w MŚ ma szczególny charakter ze względu na stulecie odzyskania niepodległości, które w tym roku obchodzimy.

Na koniec Andrzej Duda prosił siatkarzy, by przekazali wyrazy wdzięczności i gratulacje również swoim najbliższym. – To przecież także cała rodzina przygotowuje się do tego sukcesu – zaznaczył.

Siatkarze otrzymali od Prezydenta flagę Polski. W podziękowaniu wręczyli Andrzejowi Dudzie koszulkę reprezentacji z podpisami sportowców.

W poniedziałek po południu polska reprezentacja wróciła do kraju z Włoch, gdzie w niedzielę zdobyła Mistrzostwo Świata. W finale drużyna trenera Vitala Heynena pokonała Brazylię 3:0 i tym samym obroniła tytuł sprzed czterech lat.

Prezydent oglądał finał rozgrywek wspólnie ze strażakami, ich rodzinami i mieszkańcami w Domu Sołeckim w miejscowości Masłomiąca pod Krakowem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Koncert kolęd 2019 300x300 nowy termin

Zmarł 21 lat po swojej aborcji

2019-01-12 18:58

Artur Stelmasiak

Twitter.com

Kilka dni temu, po krótkiej i niespodziewanej chorobie płuc, zmarł Tim Guido. Znany był jako „Baby z Oldenburga”. O dziecku z Zespołem Downa zrobiło się głośno w 1997 roku, gdy przeżył swoją aborcję.

Chłopiec "urodził się" 6 lipca 1997 roku w wyniku wywołania poronienia. Była to późna aborcja po 6 miesiącu życia, czyli taka, którą stosuje się obecnie także w Polsce. Powodem zabicia dziecka było wykrycie choroby Zespołu Downa, którą zdiagnozowano w 25 tygodniu prenatalnego życia. Okazało się jednak, że wbrew woli rodziców i lekarzy dziecko po poronieniu nie chciało umrzeć. - Takie same historie znamy z polskich szpitali. Do naszej fundacji docierają pojedyncze przypadki, ale nie wiemy jaka skala żywych urodzeń po aborcji jest w naszym kraju - mówi "Niedzieli" Kaja Godek z fundacji Życie i Rodzina. - Statystyki z innych krajów pokazują, że żywych urodzeń w wyniku aborcji eugenicznych jest od kilkunastu do kilkudziesięciu procent. Przecież polskie dzieci nie różnią się od zagranicznych, czyli mamy prawo twierdzić, że u nas skala żywych urodzeń jest podobna.

Tim Ważył 690 gramów i miał 32 cm długości. Przez pierwsze dziewięć godzin leżał zawinięty w ręcznik bez żadnej opieki medycznej. Temperatura jego ciała spadła do 28 stopni Celsjusza. Pozostawiony sam sobie, walczył o życie. Dopiero po dziewięciu godzinach personel medyczny szpitala zaczął udzielać mu pomocy.

Lekarze nie dawali mu szans. Mówili, że jego śmierć jest kwestią miesięcy. Jego organizm był wycieńczony przez proces aborcyjny, nie wykształciły się w pełni jego płuca, miał zniekształcone stopy. Lekarze z kliniki, do której został przetransportowany po nieudanej aborcji, wymienili kilkanaście poważnych uszkodzeń ciała niemowlęcia.

Tim bardzo szybko został adoptowany przez małżeństwo Bernarda i Simone Guido, które miało dwóch biologicznych synów, a potem - prócz Tima - przygarnęło jeszcze dwie dziewczynki z zespołem Downa. Troskliwie opiekowali się chłopcem i bardzo dbali o jego terapię, bo dzięki "nie udanej" aborcji Tim oprócz Zespołu Downa miał autyzm, uszkodzony wzrok i bardzo słabe płuca. I właśnie ta ostatnia dolegliwość okazała się dla niego śmiertelna 4 stycznia 2019 r. - Można powiedzieć, że była to aborcja z opóźnionym zapłonem. Gdyby Tim urodził się naturalnie w 9 miesiącu to dziś pewnie by żył i cieszył się o wiele lepszym zdrowiem - podkreśla Kaja Godek, która również wychowuje synka z Zespołem Downa.

Po latach terapii, licznych operacji i zabiegów Tim zaczął chodzić, grać w piłkę i wygłupiać się ze swoim rodzeństwem. Jego sprawność była już na tyle duża, że coraz częściej rodzina myślała o znalezieniu dla Tima pracy. - Gdy podejmowano decyzję o zabiciu dziecka nikt nie przepuszczał, że tak szybko znajdzie sie rodzina, która otoczy go miłością. Jego przykład dobitnie pokazuje, że nie ma sytuacji, które są beznadziejne. Tim był szczęśliwym i uśmiechniętym człowiekiem, którego miłością otoczyła rodzina. A nam wmawia się, że takie dzieci trzeba zabić - mówi Kaja Godek.

Tim świętował z rodziną Boże Narodzenie i Sylwestra bez znaku na zbliżającą się śmierć. - Mieliśmy bardzo miłe święta - mówi Simone Guido w rozmowie z portalem www.ndr.de. Przybrana matka tłumaczy, że płuca chłopca zostały uszkodzone z powodu wczesnego porodu. Dlatego w miesiącach zimowych często miał infekcje. Tegoroczna infekcja okazała się śmiertelna.  - Jesteśmy bardzo smutni i jeszcze nie wiemy, jak poradzić sobie z utratą naszego wyjątkowego radosnego syna - dodaje Bernard Guido. 

O sprawie Tima w niemieckich i światowych mediach zrobiło się głośno nie dlatego, że przeżył aborcję i lekarze nie pomagali mu w pierwszych godzinach życia, ale z zupełnie innego powodu. Kilka miesięcy później biologiczni rodzice Tima postanowili oskarżyć szpital o to, że ich syn przeżył aborcje. Domagali się wysokiego odszkodowania.

Według prezesa niemieckiego Towarzystwa Ginekologicznego i Położniczego, profesora Dietricha Berga, każdego roku ponad 100 dzieci w Niemczech przeżywa aborcję. W 2003 roku lekarz, który nie pomógł Timowi, został ukarany grzywną w wysokości 13 000 euro, ale nie za dokonanie późnej aborcji, a za brak opieki nad żywym noworodkiem. Tragedia syndromu postaborcyjnego dotknęła również biologiczną matkę Tima. Kobieta po nieudanej psychoterapii popełniła samobójstwo.

Przybrani rodzice Tima na jego 18. urodziny napisali książkę „Tim żyje!”, zabierając głos w kampanii przeciwko aborcji. Książka ta jest dostępna także w języku polskim, bo została wydana nakładem Edycji Świętego Pawła. - Ta Historia pokazuje, jaka jest okrutna prawda o aborcji. Aborcja nie jest żadnym dobrodziejstwem dla dzieci i kobiet. Nigdy nie znamy przyszłości i nie możemy wyrokować, czy dziecko będzie szczęśliwe, czy nie - podkreśla Kaja Godek, pełnomocnik inicjatywy ustawodawczej Zatrzymaj Aborcję.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ewa Kowalewska o waszyngtońskim Marszu dla Życia: tłum radosnych ludzi manifestujących swoje zaangażowanie pro-life

2019-01-18 21:18

pra / Gdańsk (KAI)

„Atmosfera tego marszu jest absolutnie unikalna, wręcz niesamowita. To niezapomniane przeżycie znaleźć się w tłumie tak wielu młodych, radosnych ludzi, manifestujących swoje zaangażowanie w obronie życia” - wspomina Ewa H. Kowalewska. Prezes Human Life International w Polsce w waszyngtońskim Marszu dla Życia uczestniczyła trzykrotnie i - jak mówi - „za każdym razem było to coś niepowtarzalnego”.

dlazycia.info

W dzisiejszym newsletterze Human Life International w Polsce Ewa H. Kowalewska przypomina historię Marszu dla Życia, który w tym roku w Waszyngtonie przejdzie po raz czterdziesty szósty. Odbywa się on w rocznicę niesławnej decyzji Sądu Najwyższego USA w sprawie Roe contra Wade, która w 1973 roku w praktyce zalegalizowała aborcję na życzenie podczas całej ciąży, aż do urodzenia dziecka.

W tym roku Marsz odbywa się pod hasłem „Jedyny w swoim rodzaju od pierwszego dnia: pro-life jest pro-naukowe”. „W ten sposób organizatorzy chcą pokazać, że każda istota ludzka jest unikalna, niepowtarzalna od samego poczęcia oraz połączyć te fakty z rzetelną wiedzą, która zawsze stoi po stronie prawdy i życia” - komentuje Ewa Kowalewska.

Marsz tradycyjnie przejdzie Aleją Konstytucji pod Kapitol oraz gmach Sądu Najwyższego. Zapowiedziano wielu znakomitych gości, w tym abp. Josepha Neumanna przewodniczącego Komitetu ds. Aktywności Pro-life Konferencji Episkopatu USA. Narrację ma prowadzić znany dziennikarz Ben Shapiro.

Z okazji Marszu organizowanych jest wiele wydarzeń towarzyszących. Większość dużych organizacji przygotowuje własne spotkania dla swoich wolontariuszy i pracowników, najczęściej połączone z posiłkiem. Wieczorem poprzedniego dnia odbywa się Msza św. w waszyngtońskiej katedrze, po której wielu młodych pozostaje na całonocnym czuwaniu. „Punktem kulminacyjnym jest jednak uroczysta kolacja po marszu nazywana „Rose Dinner”. W tym roku ma w niej wziąć udział wiceprezydent USA Mike Pence, który od lat jest osobiście związany z ruchem pro-life” - informuje prezes HLI Polska.

Human Life International, najstarsza w USA organizacja pro-life, założona przez benedyktyna o. Paula Marxa w 1974 roku, od początku uczestniczy w Marszu zwartą grupą swoich wolontariuszy i pracowników. „Atmosfera tego marszu jest absolutnie unikalna, wręcz niesamowita. To niezapomniane przeżycie znaleźć się w tłumie tak wielu młodych, radosnych ludzi, manifestujących swoje zaangażowanie w obronie życia” - wspomina Ewa H. Kowalewska. Prezes Human Life International w Polsce w waszyngtońskim Marszu dla Życia uczestniczyła trzykrotnie i - jak mówi - „za każdym razem było to coś niepowtarzalnego”.

„18 stycznia duchowo łączymy się z obrońcami życia z Ameryki! Papież Franciszek ogłosił odpust zupełny pod zwykłymi warunkami dla wszystkich, którzy tego dnia będą się łączyć w modlitwie w intencji obrony życia z uczestnikami Marszu dla Życia w Waszyngtonie - przyłączmy się” - zachęca Ewa Kowalewska.

Waszyngtoński Marsz dla Życia jest największym tego typu wydarzeniem na świecie. Weźmie w nim udział kilkaset tysięcy ludzi, w większości młodych. „Udział w nim robi wielkie wrażenie, bo jest to autentyczna, radosna afirmacja życia” - mówi Ewa Kowalewska. Marsz dla Życia w Waszyngtonie jest ukoronowaniem podobnych akcji pro-life, które w tych dniach odbywają się w ponad osiemdziesięciu amerykańskich miastach.

Prezes HLI Polska zwraca uwagę, że batalia o zaprzestanie aborcji w ostatnich latach w Ameryce nasila się coraz bardziej. „Od ujawnienia handlu organami zabijanych dzieci przez Planned Parenthood, organizację posiadającą najwięcej placówek aborcyjnych w USA, rozgorzała walka o pozbawienie ich funduszy federalnych. Są to duże pieniądze i jest o co walczyć. Zamknięto już ponad 200 placówek aborcyjnych, ale proceder zabijania poczętych dzieci nadal trwa. Wybór prezydenta Trumpa wzmocnił amerykański ruch pro-life, jednak każdy krok w kierunku delegalizacji aborcji wywołuje totalną awanturę, wspieraną głównie przez demokratów” - pisze Kowalewska.

W najnowszym newsletterze HLI Polska zauważono także, że po ostatnich zmianach w amerykańskim Sądzie Najwyższym większość sędziów jest po stronie ochrony życia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Koncert kolęd 2019 300x300 nowy termin

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem