Reklama

Niezłomna wiara Żołnierzy Niezłomnych

2018-03-07 11:09

Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 10/2018, str. 10-11


Na piersi Bohdana Olszewskiego odnaleziono ryngraf z Matką Bożą Częstochowską. Na odwrocie wyryte zostały adres ofiary i  sentencja w  języku łacińskim: „Niech żyje NSZ. Tak przemija chwała świata”

Żołnierze Wyklęci walczyli o wolność, byli więc rycerzami najsłuszniejszej sprawy. Gdy brakowało nadziei, ich jedynym orężem była wiara... a ta wiara była z najszlachetniejszej stali

„O Mario, Królowo Polskiej Korony, błogosław pracy naszej i naszemu orężowi. O spraw, Miłościwa Pani, Patronko naszych rycerzy, by wkrótce u stóp Jasnej Góry i Ostrej Bramy zatrzepotały polskie sztandary z Orłem Białym i Twym wizerunkiem” – te słowa modlitwy Narodowych Sił Zbrojnych najlepiej pokazują, czym była wiara dla bohaterów podziemia antykomunistycznego.

Tekst modlitwy napisanej przez ks. Henryka Strąkowskiego, późniejszego biskupa pomocniczego w Lublinie, jednoznacznie wskazuje, że patriotyzm Żołnierzy Wyklętych nasiąknięty był chrześcijańską wiarą. Tę samą wiarę widać w zapiskach żołnierzy, na ścianach więzień, w których byli bestialsko torturowani, a także w dołach śmierci, gdzie mieli zostać ukryci przed światem i historią. – Oni byli blisko Pana Boga – mówi prof. Jan Żaryn, senator PiS. – To była polska inteligencja, elita społeczeństwa. Oni doskonale wiedzieli, co to honor i Ojczyzna, a te wartości mogli zachować do końca, bo byli ludźmi wiary.

Ze względu na bardzo ciężką sytuację powojenną biskupi nie chcieli angażować duchowieństwa w podziemie, bo przecież Kościół i tak był uznany za wroga komunizmu. – Trzeba pamiętać, że wielu księży zginęło podczas II wojny światowej, a w latach 1945-56 ok. 10 proc. żyjących księży siedziało w komunistycznych więzieniach – mówi prof. Żaryn. Nie zmienia to jednak faktu, że katoliccy kapłani byli największym oparciem dla Żołnierzy Wyklętych. Prezes IV Komendy Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość ppłk Łukasz Ciepliński w jednym ze swoich meldunków podkreślił, że spośród wszystkich środowisk pełną współpracę konspiracyjną można było podjąć tylko z duchowieństwem katolickim.

Reklama

Z Bogiem...

Podczas prac poszukiwawczych szczątków Żołnierzy Niezłomnych ekipy IPN wielokrotnie natrafiały na mniejsze bądź większe dewocjonalia osobiste, które dla historyków są cenną wskazówką. – Jeżeli była to Matka Boża Częstochowska, to ofiara najprawdopodobniej pochodziła z centralnej Polski, Ostrobramska wskazywała na Wileńszczyznę, a Kodeńska na Podlasie i Lubelszczyznę – powiedział w rozmowie z „Niedzielą” prof. Krzysztof Szwagrzyk, wiceprezes IPN.

Więźniowie w ubeckich kazamatach byli ograbiani ze wszystkiego, co dla nich było najdroższe. Musieli włożyć wiele wysiłku, by zachować przy sobie obrazek świętego, medalik czy jakiekolwiek inne dewocjonalia. O dużym ryngrafie czy różańcu praktycznie nie mogło być mowy. Jeden z nielicznych wyjątków stanowiło odnalezienie na warszawskim Bródnie szczątków Bohdana Olszewskiego. – Na jego piersi był ryngraf z Matką Bożą Częstochowską. Na odwrocie wyryto adres ofiary i sentencję w języku łacińskim: „Niech żyje NSZ. Tak przemija chwała świata” – wskazał prof. Szwagrzyk.

Kolejnym symbolicznym przykładem wiary może być historia ppłk. Łukasza Cieplińskiego ps. Pług, którego dzień śmierci – 1 marca 1951 r. – stał się symbolem, bo tego dnia co roku czcimy pamięć Żołnierzy Wyklętych. Po drodze na miejsce straceń Ciepliński jeszcze na dziedzińcu przyklęknął, by wyjąć ukrywany w bucie medalik. Włożył go do ust – jednemu ze współwięźniów miał powiedzieć, że tak będzie można potem rozpoznać jego ciało. Znamy również relację ostatnich chwil życia mjr. Zygmunta Szendzielarza ps. Łupaszko, który tuż przed śmiercią modlił się w celi. – Podszedł spokojnie do drzwi, następnie zatrzymał się na chwilę, odwracając bokiem do pozostających w celi, i pożegnał słowami: „Z Bogiem, panowie”. Odpowiedział mu chór głosów: „Z Bogiem”. Zniknął nam z oczu za zatrzaśniętymi drzwiami. W pomieszczeniu mieszczącym się obok magazynu i łaźni strzałem w tył głowy oprawcy zamordowali majora – wspominał Mieczysław Chojnacki, współwięzień „Łupaszki”.

Chrystusowy testament

Symbolem największej odwagi, czystości intencji walki oraz niezłomnej wiary jest bez wątpienia osoba rtm. Witolda Pileckiego, który na ochotnika dostał się do piekła Auschwitz, by tworzyć ruch oporu, podtrzymywać więźniów na duchu, a przy okazji ewangelizować. Jego dowódca z czasów wojny mjr Jan Włodarkiewicz mówił, że Pilecki był wybitny i bardzo religijny. I właśnie z tych względów nie nosił przy sobie fiolki z trucizną. „Obóz był probierzem, gdzie się sprawdzały charaktery. Jedni staczali się w moralne bagno. Inni szlifowali swe charaktery jak kryształ. Ciosy boleśnie wrzynały się w ciała, lecz w duszy znajdywały pole do przeorania” – napisał w raporcie z Auschwitz. Jego zdaniem, cierpienie prowadziło do „przeradzania”, czyli przemiany duchowej człowieka. – „Jak pługiem rżnięta ziemia, częścią już przeoraną odkłada się na prawo w skibę urodzajną”.

Najbrutalniejszym torturom Pilecki poddawany był nie w czasie okupacji czy w niemieckim obozie koncentracyjnym, ale w komunistycznym areszcie, o którym mówił, że w porównaniu z nim „Oświęcim to była igraszka”. Jednak największym świadectwem wiary rotmistrza były słowa, które wypowiedział, gdy usłyszał wyrok śmierci: „Starałem się tak żyć, abym w godzinie śmierci mógł się raczej cieszyć niż lękać”.

Wiara rotmistrza została ukształtowana na najlepszych wzorach głębokiej ascezy katolickiej. Lekturą jego życia było „O naśladowaniu Chrystusa” Tomasza a Kempis. – On przede wszystkim całkowicie oddał się Ojczyźnie i Bogu. Pragnął, by nasze państwo było oparte na wierze Chrystusowej – mówi red. Tadeusz Płużański, którego ojciec siedział w jednej celi z Pileckim. – Rotmistrz podczas ostatniego widzenia polecił swojej żonie Marii, by zakupiła i codziennie czytała dzieciom traktat „O naśladowaniu Chrystusa”. To przesłanie, swego rodzaju testament, który pozostawił nie tylko rodzinie, ale też nam wszystkim.

Kandydat na ołtarze?

Opisywanie życia religijnego Żołnierzy Niezłomnych jest bardzo trudne, bo pozostały po nich jedynie szczątkowe informacje. Właśnie na tym, by przepadli bez wieści, szczególnie zależało komunistycznym oprawcom. Nie udało się to jednak w przypadku ostatniego dowódcy WiN ppłk. Łukasza Cieplińskiego, którego więzienne grypsy przetrwały i są jednym z najpiękniejszych przykładów literatury więziennej. „Cieszę się, że doczekałem dnia dzisiejszego i miesiąca Matki Bożej. Wierzę, że gdy mnie w nim zamordują, zabierze moją duszę Królowa Polski do swych niebieskich hufców – bym mógł Jej dalej służyć i bezpośrednio meldować o tragedii mordowanego przez jednych, opuszczonego przez pozostałych Narodu Polskiego” – napisał Ciepliński do swojej rodziny.

Zdaniem ks. Józefa Maja, który napisał biografię podpułkownika, był on człowiekiem głęboko religijnym, którego torturowanie oraz śmierć mają znamiona męczeństwa. Obecnie trwa kompletowanie dokumentacji potrzebnej do wszczęcia procesu beatyfikacyjnego ppłk. Cieplińskiego, który mógłby się toczyć równolegle z procesami innych ofiar martyrologii komunistycznej. – Mimo okrutnych tortur podpułkownik cały czas zachowywał nienaruszoną miłość Boga i Polski. Jestem przekonany, że to człowiek, który osiągnął świętość i umarł śmiercią męczeńską – podkreśla ks. Maj.

W jednym z ostatnich grypsów Ciepliński potwierdza swoją wiarę w życie wieczne. Z tekstu uderza przekonanie, że są wartości o wiele cenniejsze od życia doczesnego. „Odbiorą mi tylko życie. A to nie najważniejsze. Cieszę się, że będę zamordowany jako katolik za wiarę świętą, jako Polak za Polskę niepodległą i szczęśliwą, jako człowiek za prawdę i sprawiedliwość. Wierzę dziś bardziej niż kiedykolwiek, że idea Chrystusowa zwycięży i Polska niepodległość odzyska, a pohańbiona godność ludzka zostanie przywrócona” – napisał.

Jak rycerze

W jednej z pierwszych scen filmu „Popiełuszko. Wolność jest w nas” mały Alek razem z ojcem widzi potyczkę żołnierzy z podziemia antykomunistycznego z Korpusem Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Chłopiec pyta ojca, kim byli ci wojskowi: Czy byli żołnierzami, czy bandytami? Władysław Popiełuszko dwukrotnie zaprzecza i mówi, że byli to rycerze.

To bardzo celne porównanie, bo przecież Żołnierze Niezłomni nie walczyli dla żołdu czy sławy. Ich bój toczył się w obronie resztek wolności i godności, ale do końca pozostali wierni ideałom, którym ślubowali. Dlatego dziś jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli ich niezłomności są medaliki i ryngrafy z wizerunkiem Matki Bożej. Eksponowanie ryngrafów na mundurach było z jednej strony symbolicznym przeciwstawieniem się ateistycznej ideologii siłą narzuconego komunizmu, a z drugiej – odzwierciedleniem wartości, za które byli gotowi oddać życie. Wpisują się więc one doskonale w trochę zapomniany etos modelu świętości, gdy na ołtarze wynoszono rycerzy, którzy byli obrońcami króla, wolności, honoru, wiary i chrześcijańskich wartości, które można współcześnie streścić w trzech bardzo polskich słowach: Bóg, Honor, Ojczyzna... I właśnie za te wartości życie oddawali Żołnierze Wyklęci.

Tagi:
żołnierze niezłomni niezłomni

Stańcie do Apelu

2018-10-03 08:07

Ks. Stanisław Piątek
Edycja rzeszowska 40/2018, str. VI

Tymi słowami podporucznik Szczepan Wańko 19 sierpnia 2018 r. wezwał do Apelu 16 żołnierzy niezłomnych pochodzących z małej ojczyzny żyznowskiej

Ks. Stanisław Piątek

Poświęcenie życia za Ojczyznę to hołd złożony Matce Ojczyźnie. Metaforyczna droga do nieba jest drogą uroczystej defilady, którą odbiera Pan Bóg. W setną rocznicę odzyskania niepodległości przez Polskę w Żyznowie na palcu przykościelnym została poświęcona tablica upamiętniająca 16 żołnierzy niezłomnych. Zbigniew Herbert, mistrz słowa i wielki Polak, w jednym z ostatnich wywiadów mówił: „Chorujemy jako naród z powodu amnezji, nie potrafimy korzystać z naszego skarbca pamięci”. Żeby nie zginęła pamięć o tych, którzy cierpieli i oddawali życie za wolność Ojczyzny, ich imiona i nazwiska zostały umieszczone na tablicy z brązu i umocowane na obelisku kamiennym. Dlatego strzyżowski wicestarosta Jan Stodolak w przemówieniu zacytował słowa z Ewangelii św. Łukasza: „Jeśli ci umilkną, kamienie wołać będą”. Żeby nie zginęła pamięć o rodakach żyznowskich, zostały wydane ich biografie, które trawiły do szkół średnich powiatu strzyżowskiego i do Szkoły Podstawowej w Żyznowie, a także do większości domów żyznowian.

Uroczystość odsłonięcia i poświęcenia tablicy poprzedziła Msza św. koncelebrowana pod przewodnictwem bp. Jana Wątroby, ordynariusza rzeszowskiego. Słowo Boże do licznych zgromadzonych parafian i gości wygłosił Ksiądz Biskup. W czasie kazania postawił pytanie: „Gdzie była taka szkoła, kto ich tego nauczył, że ci niezłomni nie dali się upokorzyć, pognębić przed zniewoleniem, że zdali egzamin próby, zachowali się jak trzeba? Tą szkoła były domy rodzinne, rodziny wielodzietne, szanujący życie, to były szkoły miłości pomagania rodzicom, to były szkoły, które uczyły patriotyzmu, do nich należeli nauczyciele i kapłani”.

W programie uroczystości, po odczytaniu apelu pamięci, nastąpiła salwa honorowa oddana przez 21. dywizjon artylerii przeciwlotniczej z 21. Brygady Strzelców Podhalańskich, podczas której rozległ się płacz małych dzieci, spowodowany strachem. Ten płacz był symbolem i przypomnieniem tych dzieci, których ojcowie i matki byli zabierani do więzień i rozstrzeliwani strzałem w tył głowy. Uroczystość uświetniła parafialna Orkiestra Dęta z Gwoźnicy Górnej i liczne poczty sztandarowe. Organizatorami uroczystości była parafia Żyznów i Starostwo Powiatowe w Strzyżowie. W przygotowanie tego wydarzenia włączył się Oddział IPN w Rzeszowie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Posty nakazane zachowywać

Z ks. Krzysztofem Koskiem rozmawiała Milena Kindziuk
Edycja warszawska (st.) 46/2003

Iwona Sztajner

Przykazania kościelne są zaproszeniem do współodpowiedzialności za Kościół
Zachęcają do przemyśleń, czy wiara ma wynikać z tradycji, czy z przekonania

Rozmowa z ks. Krzysztofem Koskiem, doktorem prawa kanonicznego, rzecznikiem archidiecezji warszawskiej

Milena Kindziuk: - Ostatnio media obwieściły, że Kościół zniósł post w bożonarodzeniową Wigilię. Czy rzeczywiście?

Ks. dr Krzysztof Kosek: - Przez to wprowadziły one sporo zamieszania, szczególnie u osób niezbyt dokładnie zorientowanych w tej kwestii. Przecież post w Wigilię należy jedynie do tradycji polskiej. Nigdy nie był nakazany w całym Kościele. I nadal zaproszeni jesteśmy, aby tej tradycji przestrzegać. Na marginesie dodam, że statuty zakończonego niedawno IV Synodu naszej archidiecezji stwierdzają, że w Wigilię Bożego Narodzenia należy zachować wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych.

- Ale list biskupów na temat nowej wersji przykazań kościelnych, który ma być czytany w Adwencie w kościołach, nie mówi, by zachowywać tradycję i nie spożywać pokarmów mięsnych w Wigilię.

- Bo to jest oczywiste. Wigilia z języka łacińskiego oznacza „czuwanie, oczekiwanie”. Pan Jezus często zapraszał swoich uczniów do zajęcia takiej właśnie postawy, ponieważ nie znają dnia ani godziny Jego przyjścia. Post religijny jest bowiem wyrazem panowania ducha nad ciałem, oczekiwania, pragnienia spotkania z Chrystusem, jedności z Nim. Przez to pomaga on przygotować się do danej uroczystości, głębiej ją przeżywać. Podobnie zresztą jest z postem w Wielką Sobotę. W niektórych domach spożywa się mięso już po poświęceniu pokarmów, w innych dopiero po Wigilii Paschalnej w Wielką Noc. Też jest to kwestia tradycji. Myślę jednak, że warto tu uświadomić sobie, czym jest post, jakie prawdy pomaga przeżywać. Każdemu, kto zastanowi się, jakie chwile z życia Jezusa przeżywamy w Wielką Sobotę, na pewno łatwiej będzie zachować wstrzemięźliwość w spożywaniu pokarmów.

- Jedno z przykazań w nowej wersji mówi, że należy zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w okresach pokuty powstrzymywać się od zabaw. Jakie są okresy „nakazane” w ciągu roku?

- Chodzi o piątki całego roku i o czas Wielkiego Postu. Wiele kontrowersji budzi czas Adwentu - nie ma on charakteru pokutnego - jest czasem radosnego oczekiwania. Ale oczekiwania, które ma być wypełnione prostowaniem ścieżek życia, przygotowaniem miejsca dla Pana w sercu - by mógł się tam narodzić. A ten proces nawrócenia wymaga ciszy, refleksji, skupienia. Już po Bożym Narodzeniu rozpoczyna się czas szczególnych zabaw - karnawał.

- Grzechem jest więc spożywanie mięsa w piątki?

- Tak, pod warunkiem, że czyni się to z wyboru. Jeśli ktoś stołuje się poza domem i w stołówce nie ma wyboru menu, może skorzystać z dyspensy od zachowania wstrzemięźliwości. Zaproszony jest do odmówienia modlitwy w intencji Ojca Świętego, złożenia jałmużny postnej.
Generalnie, powstrzymanie się od pokarmów mięsnych w piątki obowiązuje katolików, którzy ukończyli 14. rok życia. Ścisły post w Środę Popielcową i Wielki Piątek, czyli jeden posiłek do syta w ciągu dnia, obowiązuje katolików pomiędzy 18. a 60. rokiem życia.

- Można jednak nie jeść mięsa, ale w to miejsce kupić sobie inne przysmaki. Jaki sens ma wtedy taki post?

- Ważne jest właściwe rozumienie terminu: post. Nie chodzi tylko o to, aby nie jeść potraw mięsnych. Potrawy mięsne z reguły są droższe, dlatego odmawiając ich sobie jesteśmy zachęcani, aby zaoszczędzone środki przeznaczyć na potrzeby ludzi najuboższych. W wielu kościołach można spotkać puszki z napisem „Jałmużna postna”. Jeżeli na przykład ktoś jest wegetarianinem i normalnie nie je mięsa, jest zaproszony do tego, by w inny sposób narzucić sobie wstrzemięźliwość w jedzeniu i okazać swą łączność z Chrystusem, bo piątek to przecież dzień Jego męki i śmierci.

- Biskupi sugerują, że we wszystkie piątki w ciągu całego roku należy uszanować charakter pokuty, dlatego katolicy nie powinni w tym dniu uczestniczyć w zabawach. Znaczy, że nie powinno się iść na przykład na dyskotekę w piątek?

- Zdecydowanie nie powinno! Jeżeli piątek jest dniem solidarności z Chrystusem cierpiącym dla mojego zbawienia, to oczywiste jest, że nie mogę się w tym dniu bawić. Podobnie, jeśli obchodzę rocznicę śmierci bliskiej mi osoby, nie będę w tym dniu urządzał balu ani brał udziału w zabawie, to po prostu nie wypada.

- Nowością jest piąte przykazanie kościelne, zobowiązujące wiernych do troski o materialne potrzeby wspólnoty Kościoła. Nie występowało ono w poprzednich sformułowaniach. Co to znaczy w praktyce?

- Jest to odwołanie do coraz szerszego udziału wiernych świeckich w życiu Kościoła. Minęły czasy, kiedy Kościół posiadał wielkie dobra i w szerszym stopniu był mecenasem sztuki i kultury. Minęły czasy kolatorów, którzy troszczyli się o potrzeby materialne Kościoła. Z pewnym wzruszeniem można czytać opisy pierwszych Eucharystii, gdy wierni przynosili na nie dary. Po zakończeniu zanoszono chorym Komunię św., starano się także o zaspokojenie ich potrzeb materialnych.
Dziś wierni świeccy zaproszeni są do troski o potrzeby materialne Kościoła - by miał środki na sprawowanie kultu, prowadzenie działalności apostolskiej czy charytatywnej. Przecież tak prozaiczne sprawy jak oświetlenie świątyni, ogrzanie, utrzymanie w czystości czy wynagrodzenie świeckich pracowników wymaga pewnych środków. Pomijam tu sprawy związane z inwestycjami, konserwacją dzieł sztuki. W wielu parafiach działają już także - obok rad duszpasterskich - rady ekonomiczne; świeccy w bardzo konkretny sposób wspomagają swych duszpasterzy w sprawach związanych z zabezpieczeniem materialnych potrzeb parafii.
Przykazanie to mobilizuje do refleksji nad rozumieniem własności prywatnej - za pomocą dobrego użytku z pieniądza mamy zapewnić sobie wieczne szczęście. Pan Jezus mówił o niebezpieczeństwie bogactw, a Łazarz został odrzucony nie z powodu swego bogactwa, ale dlatego, że nie dostrzegał ludzi będących w potrzebie. Bardzo popularne jest obecnie słowo „sponsor” - wiele działań Kościoła nie byłoby możliwych, gdyby właśnie nie zaangażowanie materialne określonych osób, które bardzo konkretnie wypełniają normę V przykazania kościelnego.

- A po co w ogóle są przykazania kościelne, skoro jest 10 przykazań Bożych?

- Przykazania kościelne są próbą interpretacji, uszczegółowienia, przybliżenia powinności, które spoczywają na każdym wierzącym. Kościół posiada własne, przyrodzone prawo stanowienia prawa, na przykład kanonicznego, liturgicznego. Całe nauczanie Kościoła jest głoszeniem Dobrej Nowiny objawionej w Jezusie Chrystusie. W tym świetle należy odczytywać przykazania kościelne. Są one służbą temu najważniejszemu przykazaniu miłości Boga i bliźniego.

- Mogłoby ich więc na dobrą sprawę nie być?

- Oczywiście, mógłby istnieć sam Dekalog, bo on jest najważniejszy. Ale przykazania kościelne wyjaśniają pewne normy. Ważne jest, by pamiętać, że Kościół nie ma władzy nad Dekalogiem, bo pochodzi on od samego Boga. Stąd Dekalog jest niezmienny. Natomiast prawo kościelne ma charakter dynamiczny, podlega zmianom, stąd zmiana przykazań kościelnych. Najwyższym prawem w Kościele jest zbawienie dusz i temu celowi służą także zmiany w przykazaniach kościelnych.

- Czy nieprzestrzeganie przykazań kościelnych zatem jest grzechem?

- Jeżeli przykazanie kościelne mówi, żeby uczestniczyć we Mszy św. w niedziele i święta, to dotyka normy ustanowionej przez przykazania Boże. A ich nieprzestrzeganie zawsze pozostaje grzechem.

- A jeżeli nie dotyka Dekalogu?

- To jest radą, ma służyć dobru duchowemu człowieka a odrzucenie tych rad jest przynajmniej grzechem zaniedbania dobra, które mogłem uczynić.

- Czyli nie trzeba się z tego spowiadać...

- Dla przykładu: pierwsze i drugie przykazanie wyrażają minimalne oczekiwania Kościoła wobec człowieka wierzącego. Weźmy na przykład drugie przykazanie kościelne: „Przynajmniej raz w roku przystąpić do sakramentu pokuty”. Czym jest sakrament pokuty? Na spowiedzi mamy obowiązek wyznania grzechów ciężkich. Codziennie jednak doświadczamy ludzkich słabości, które są przyczyną grzechów określanych mianem powszednich. Zbyt długi odstęp między korzystaniem z sakramentu pokuty może prowadzić do pewnego zobojętnienia, znieczulenia sumienia na grzech, a więc do rozluźnienia relacji z Chrystusem. Kwestia częstotliwości w korzystaniu ze spowiedzi to sprawa osobistej wrażliwości, dobrze uformowanego sumienia. Życie przynosi tyle sytuacji, które chcemy przeżyć w sposób szczególny: święta, rocznice ślubu, śmierci, imieniny i urodziny własne czy bliskich - wszystkie one są także okazją do spotkania z Chrystusem w sakramencie pokuty.

- Podobnie w odniesieniu do sakramentu Eucharystii?

- Trudno chyba nazwać człowiekiem gorliwym w wierze kogoś, kto do Komunii Świętej przystąpi - jak wymaga tego Kościół w III przykazaniu - raz w roku w okresie wielkanocnym. Jest to minimum związku z Chrystusem, który ofiaruje się za nas w każdej Eucharystii i zaprasza nas na swoją ucztę.

- A dlaczego w przykazaniu zostały rozdzielone spowiedź od pokuty?

- Myślę, że chodzi o uzmysłowienie roli sakramentu pokuty i Eucharystii. Ludzie często spowiadają się: „Ostatni raz byłem u spowiedzi i Komunii św. wtedy i wtedy”. Panuje taki pogląd, że do Komunii przystępujemy tylko raz po spowiedzi. A jest to błędem.

- Jak długo zatem można przyjmować Komunię po ostatniej spowiedzi, jeżeli nie ma się grzechu ciężkiego?

- Nie ma tu wyznaczonej granicy. Każdy ocenia to według własnego sumienia.
Uczestnicząc w każdej Mszy św. słyszymy słowa: „Bierzcie i jedzcie”. Jesteśmy zatem zaproszeni, aby w sposób pełny brać udział w każdej Mszy. A pełny udział w niej polega także na przyjęciu Komunii. Oczywiście, był czas w historii Kościoła, gdy do Komunii przystępowano raz na kilka lat, i czynili tak nawet ludzie święci. Na fali posoborowej odnowy Kościoła jesteśmy zaproszeni do pełniejszego uczestniczenia i przeżywania Eucharystii. A że często nie czujemy się godni przyjmować Komunii? Pamiętajmy, że Msza św. rozpoczyna się aktem skruchy, pokuty. Stajemy przed Chrystusem w prawdzie o naszej słabości. Podobnie przed Komunią wyrażamy swoją niegodność słowami setnika: „Panie, nie jestem godzien...”. Św. Franciszek Salezy mówił, że potrzebują Komunii chorzy, aby wyzdrowieć, i silni, aby nie upaść. Bardzo głębokie wskazania na temat przystępowania do Komunii św. możemy znaleźć w Naśladowaniu Chrystusa Tomasza á Kempis. Jest to zresztą temat na osobną rozmowę.

- Pozostało jeszcze pierwsze przykazanie kościelne. W drugiej części mówi ono o powstrzymaniu się od prac niekoniecznych. Katechizm wyjaśnia: Są to „prace i zajęcia, które utrudniają oddawanie czci Bogu, przeżywanie radości właściwej dniowi Pańskiemu oraz korzystanie z należnego odpoczynku duchowego i fizycznego”. Co to znaczy w praktyce?

- W chrześcijaństwie niedziela jest „małą Wielkanocą”, pierwszym dniem tygodnia, w którym Kościół w szczególny sposób celebruje tajemnicę zmartwychwstania Chrystusa. Jest niedziela i Msza św. zadatkiem, antycypacją odpoczynku zbawionych w niebie, obrazem uczty, na którą Chrystus zaprasza w niebie. Dlatego Kościół przypomina, by powstrzymać się w tym dniu od prac niekoniecznych - od tego wszystkiego, co przeszkadza w pełnym bliskości obcowaniu z Bogiem. A więc takich, które z powodzeniem można wykonać przez sześć pozostałych dni. Mam na myśli: pranie, sprzątanie, robienie zakupów itp. Wydaje mi się, że w kontekście tego przykazania trzeba nam przeprowadzić namysł nad zdolnością świętowania - czy nie sprowadza się ono tylko do oglądania telewizji, mocno zakrapianego alkoholem biesiadowania przy stole, bez głębszej refleksji nad treścią przeżywanego święta. Czy chrześcijańskie świętowanie nie zakłada spotkania rodziny (na które w tygodniu nie zawsze jest czas), wspólnego posiłku, rozmowy - a nie wymiany informacji, jak dzieje się w codziennym zabieganiu - dzielenia się swoimi radościami i trudnościami, a wszystko to w atmosferze nadziei, jaką przynosi spotkanie z Bogiem przeżyte na modlitwie czy Eucharystii.

- Jesteśmy zwolnieni z obowiązku udziału w świętach, które są w Polsce dniami pracy: Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny - 8 grudnia, św. Józefa, świętych Piotra i Pawła. Nie jest to pójście na łatwiznę?

- Jest to wzięcie pod uwagę rzeczywistości. Zniesienie obowiązku udziału we Mszy św. w te święta jest realizacją uprawnień, które kodeks prawa kanonicznego przyznaje Konferencji Episkopatu. Ona, za zgodą Stolicy Apostolskiej, może znieść obowiązek udziału we Mszy św. w niektóre święta lub przenieść je na niedzielę. Mimo tego w dalszym ciągu katolicy zaproszeni są do udziału we Mszy św. w te dni. Np. wiele grup dziewczęcych szczególnie czci Maryję w tajemnicy Niepokalanego Poczęcia - one z pewnością będą tego dnia uczestniczyły we Mszy św.

- List pasterski o nowych przykazaniach mówi też o tzw. „świętach nakazanych”. Jakie to święta?

- Przesłanie biskupów ma ułatwić wiernym rozstrzyganie dylematów związanych z wymogiem uczestnictwa w liturgii w dni świąteczne, które nie są wolne od pracy. Biskupi poprosili Stolicę Apostolską o zgodę na przeniesienie uroczystości Wniebowstąpienia Pańskiego z czwartku na siódmą niedzielę wielkanocną. Świętem nakazanym pozostaje uroczystość Objawienia Pańskiego (Trzech Króli) i w tym wypadku biskupi wyrażają nadzieję, że „nadejdzie taki czas, kiedy to ważne święto stanie się dniem wolnym od pracy”. Nie ma natomiast obowiązku udziału we Mszy św. w uroczystość Niepokalanego Poczęcia, św. Józefa, świętych Piotra i Pawła - choć biskupi zachęcają, by zgodnie z tradycją uczestniczyć w liturgii w tych dniach.

- Przykazania kościelne wyrażają więc istotne treści dla wierzących.

- W sumie są one zaproszeniem do pogłębienia osobistej relacji z Bogiem, do wyrażenia jej w życiu codziennym, do podjęcia odpowiedzialności za dzieła prowadzone przez Kościół, ale zachęcają też do przemyślenia, czy wiara ma wynikać z tradycji, czy jest owocem osobistego wyboru, pochodzi z przekonania, doświadczenia w życiu miłości Bożej.

- Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Papież: Dzieciątko Jezus przypomina o tragedii dzieci migrantów

2018-12-14 16:00

vaticannews / Watykan (KAI)

Papież Franciszek spotkał się z artystami, którzy wystapią jutro w Auli Pawła VI na koncercie bożonarodzeniowym. Jest on organizowany przez Kongregację ds. Edukacji Katolickiej. Ojciec Święty przypomniał, że Boże Narodzenie jest zawsze nowe ponieważ zaprasza nas do odrodzenia w wierze, do otwarcia na nadzieję oraz do rozpalenia na nowo ognia miłości. W tym roku wzywa nas szczególnie do zamyślenia się nad sytuacją wielu ludzi, mężczyzn, kobiet i dzieci którzy są w drodze uciekając przed wojnami, przed nędzą spowodowaną niesprawiedliwością społeczną oraz zmianami klimatycznymi.

Vatican Media

Papież zaznaczył, że zostawiają często wszystko: dom, bliskich, ojczyznę, aby stanąć w obliczu nieznanego, a to oznacza poddanie się szczególnie bolesnemu cierpieniu. Także Jezus przybył „z innego miejsca”. Zamieszkiwał w Bogu Ojcu, z Duchem Świętym, w komunii mądrości, światła i miłości, ale zapragnął przynieść je nam poprzez swoje zejście na ziemię. I jako człowiek ukazał nam „drogę” miłości: służby, pokory, aż do oddania życia.

Papież podkreślił, że mały Jezus przypomina, że połowa dzisiejszych uchodźców na świecie to dzieci, niewinne ofiary ludzkich niesprawiedliwości. Zwrócił uwagę, że Kościół na wiele sposobów odpowiada na ich potrzeby poprzez różne gesty solidarności i pomocy, gościnności oraz przyjęcia. W te działania wpisuje się także inicjatywa: „tworzenie sieci”. Papież wyjaśnił dlaczego „tworzenie sieci poprzez edukację” posiada tak ogromne znaczenie.

"Chodzi o stworzenie możliwości nauki dla najmłodszych migrantów, którzy zamiast siedzieć w ławkach szkolnych, jak wielu ich rówieśników, spędzają czas na długich wędrówkach na piechotę. Napotykają przy tym wiele niebezpieczeństw i muszą liczyć na odrobinę szczęścia. Także oni potrzebują formacji, aby jutro móc podjąć pracę oraz włączyć się jako świadomi obywatele w budowanie dobra wspólnego. Chodzi równocześnie o to, aby nauczyć wszystkich gościnności i solidarności, aby wykluczyć sytuacje, że migranci lub uchodźcy spotkają się na swojej drodze z obojętnością lub wrogością. «Tworzyć sieć» oznacza pozwolić, aby osoby mogły stanąć na nogi, wyruszyć w drogę w poczuciu godności, z siłą i odwagą podjąć wyzwania życiowe rozwijając swoje talenty i możliwości. «Tworzyć sieć edukacji» jest właściwym rozwiązaniem, aby otworzyć bramy obozów dla uchodźców i pozwolić włączyć się migrantom w życie nowych społeczeństw oraz tworzyć w nich klimat solidarności i hojności".

Na zakończenie Ojciec Święty podziękował Misji św. Jana Bosko w Ugandzie oraz chórowi Occurentes z Iraku za podjęcie inicjatywy „tworzenia sieci edukacji”, wspierając w ten sposób przekaz orędzia bożonarodzeniowej nadziei. Papież podkreślił, że od zawsze misja Kościoła wyrażała się także poprzez pomysłowość i kunszt artystów ponieważ oni poprzez swoje dzieła, docierają do najbardziej ukrytych zakamarków dusz kobiet i mężczyzn każdego czasu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem