Reklama

100 modlitw za Polskę

Dookoła Polski

2018-03-07 11:09


Niedziela Ogólnopolska 10/2018, str. 6-7

850 mln dolarów reparacji

Suma 850 mln dol., która może się stać podstawą do wyliczeń wysokości reparacji dla Polski od Niemiec za straty poniesione w wyniku II wojny światowej, działa na wyobraźnię. Niemniej to tylko część pieniędzy, których moglibyśmy żądać. Podaną przez posła Arkadiusza Mularczyka – szefa Parlamentarnego Zespołu ds. Oszacowania Wysokości Odszkodowań Należnych Polsce od Niemiec za Szkody Wyrządzone w trakcie II Wojny Światowej – kwotę wyliczono na podstawie raportu o poniesionych stratach, przygotowanego w 1947 r. Jeśli zaktualizować dokument o dane ujawnione później oraz straty w ludziach, ta suma znacznie wzrośnie. – Mówimy o bardzo dużych, ale uzasadnionych kwotach – za zbrodnie wojenne, za zniszczone miasta, wsie, utracony potencjał demograficzny naszego kraju – dlatego Niemcy prowadzą politykę kwestionującą jakiekolwiek roszczenia – przekonuje poseł Mularczyk. Jednak sprawa odszkodowań jest otwarta, nie została uregulowana po II wojnie światowej w kwestiach polsko-niemieckich.

Prace zespołu, powołanego jesienią 2017 r., powinny się zakończyć opracowaniem specjalnego raportu na temat polskich strat wojennych i wskazaniem rekomendacji na temat dalszych działań politycznych i prawnych w celu uzyskania odszkodowań. Prace nad tzw. raportem powojennym mają potrwać kilka miesięcy, może do końca roku. Zgodnie z opinią Biura Analiz Sejmowych, polskie roszczenia odszkodowawcze wobec Niemiec nie wygasły i nie uległy przedawnieniu, jak chciałaby strona niemiecka w ekspertyzie przedstawionej przez Bundestag. Nieoficjalnie wiadomo, że zespół posła Mularczyka chce się spotkać z niemieckimi posłami. Wniosek o wizytę w Bundestagu ma trafić w najbliższym czasie do marszałka Sejmu RP.

Wojciech Dudkiewicz

***

Przeciw Polsce

Wynik głosowania w Parlamencie Europejskim nad rezolucją w tzw. sprawie praworządności w Polsce pokazuje determinację gremiów rządzących Unią Europejską, a także części polskich polityków w szkodzeniu naszemu krajowi. W głosowaniu co prawda nie wzięła udziału większość europosłów PO i parlamentarzyści PSL, a członkowie SLD wstrzymali się od głosu, niemniej pięcioro parlamentarzystów Platformy – Róża Thun, Barbara Kudrycka, Danuta Jazłowiecka, Julia Pitera i Michał Boni – poparło rezolucję i przyczyniło się do jej przyjęcia. Rezolucja powtarza treści zawarte w dokumencie PE z listopada 2017 r., w którym stwierdzono, że w Polsce zagrożona jest praworządność, a Radę UE wezwano do działań przeciwko Polsce.

Reklama

jk

***

Zespoły Polski i Izraela

Pierwsze spotkanie zespołów Polski i Izraela ds. dialogu prawno-historycznego, powołanych z inicjatywy premierów Mateusza Morawieckiego i Beniamina Netanjahu w związku z konfliktem wokół nowelizacji ustawy o IPN, zakończyło się ustaleniem, że... wkrótce powinny się odbyć kolejne spotkania. – Rozpoczęliśmy dialog, a to zawsze służy uspokojeniu. Wszyscy czekamy na decyzję Trybunału Konstytucyjnego w sprawie nowelizacji ustawy o IPN – powiedział Bronisław Wildstein z polskiego zespołu ds. dialogu prawno-historycznego z Izraelem po spotkaniu w Jerozolimie. Nowelizacja zakłada m.in. karanie za publiczne przypisywanie Polsce współodpowiedzialności za zbrodnie popełnione przez Niemcy. – Zaczęliśmy dialog merytoryczny, mam nadzieję, że zakończyliśmy emocjonalne wzajemne oskarżenia – powiedział dziennikarzom wiceszef MSZ Bartosz Cichocki. Jak zaznaczył, ustawa o IPN działa, ale zostanie doprecyzowana.

wd

***

Koniec samowoli

Uchwalenie przez Sejm ustaw o komornikach sądowych i o kosztach komorniczych oznacza koniec komorniczej samowoli. Nowe przepisy przewidują 10-procentową opłatę egzekucyjną – w miejsce obowiązujących 8 proc. i 15 proc. – oraz zwiększenie uprawnień nadzorczych ministra sprawiedliwości nad komornikami. Czynności egzekucyjne prowadzone w terenie mają być nagrywane, a nagrania staną się częścią dokumentacji. Ma to służyć zarówno kontroli czynności, jak i zachowaniu wysokich standardów pracy komorników. Towarzyszy temu regulacja umożliwiająca policji żądanie wstrzymania egzekucji w przypadku naruszenia prawa przez komornika. Ustawy wejdą w życie w przyszłym roku.

wd

***

Antypolska kampania

W ramach walki za pomocą ulicy i zagranicy z rządem PO uruchomiła kampanię, którą trudno nazwać inaczej niż antypolską. Spoty publikowane na zagranicznych portalach mają przekonać, że nad Polską – gdzie łamane są demokracja i wolność słowa, a głowę podnosi faszyzm – powinna się pochylić Europa. Celem kampanii jest uderzenie w rząd PiS i pokazanie PO jako alternatywy dla niego, ale skutkiem jest psucie wizerunku Polski za granicą.

wd

***

Biało-czerwone PGNiG

Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo zmienia logo. Płomień ze znaku firmowego spółki będzie miał teraz biało-czerwone barwy. Narodowe barwy w logo PGNiG nawiązują do odzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 r. „W ten sposób spółka włącza się w trwające cały rok obchody stulecia niepodległości” – informuje PGNiG.

jk

***

Nominacja

Nowy biskup pomocniczy dla archidiecezji warmińskiej

Archidiecezja warmińska ma nowego biskupa pomocniczego. 27 lutego br. został nim mianowany ks. kan. dr Janusz Ostrowski. Biskup nominat ma 53 lata. Pochodzi z Olsztyna. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1991 r. Po dwóch latach kapłańskiej posługi rozpoczął studia specjalistyczne z prawa kanonicznego na Papieskim Uniwersytecie Laterańskim w Rzymie. Tam w 1997 r. uzyskał doktorat. Po studiach został mianowany m.in. sędzią Metropolitalnego Sądu Archidiecezji Warmińskiej i notariuszem Kurii metropolitalnej. Pełnił też funkcję wicerektora w Wyższym Warmińskim Seminarium Duchownym „Hosianum”.

Ks. Ostrowski przez siedem lat pracował na misjach. W 1999 r. wyjechał, aby pełnić posługę w Afryce. Do Polski wrócił w 2006 r. Obecnie jest wiceoficjałem Trybunału Warmińskiego i adiunktem na Wydziale Teologii Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie na kierunku prawo kanoniczne.

KAI

***

Przywracanie pamięci

Rotmistrz Witold Pilecki umierał kilka razy

Imię rotmistrza Witolda Pileckiego otrzymała największa sala w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. – Witold Pilecki umierał kilka razy, bo nie tylko został zamordowany już po wojnie, jako żołnierz walczący o wolną Polskę w nowym stanie zniewolenia, ale również po tym zamordowaniu niedaleko stąd, na ul. Rakowieckiej, komuniści skazali go na śmierć przez zapomnienie po raz kolejny – powiedział premier Mateusz Morawiecki podczas uroczystości nadania imienia. Tablicę poświęconą polskiemu bohaterowi odsłoniła jego córka – Zofia Pilecka. W uroczystości, podczas której otwarto wystawę Instytutu Pamięci Narodowej poświęconą Witoldowi Pileckiemu, wziął udział prezes Instytutu Pamięci Narodowej dr Jarosław Szarek. Premier Mateusz Morawiecki podkreślił, że „prawda o Pileckim kilkanaście lat temu zaczęła dopominać się o swoje, młodzi ludzie zaczęli coraz głośniej o nim mówić”. – Jest bohaterem naszych czasów – dodał. Prezes IPN zaprezentował premierowi i Zofii Pileckiej przygotowaną przez Instytut wystawę poświęconą Witoldowi Pileckiemu. Obecni byli też wiceprezesi IPN dr Mateusz Szpytma oraz Jan Baster.

Rotmistrz Witold Pilecki jako oficer Armii Krajowej został dobrowolnym więźniem w KL Auschwitz. Po wojnie wstąpił do II Korpusu Polskiego gen. Władysława Andersa we Włoszech. 8 maja 1947 r. został aresztowany. Wyrok śmierci na Pileckim był wykonany 25 maja 1948 r. Jego ciało potajemnie pogrzebano prawdopodobnie na tzw. Łączce na cmentarzu Powązkowskim. Dopiero we wrześniu 1990 r. Sąd Najwyższy uniewinnił rotmistrza i jego towarzyszy, ukazał niesprawiedliwy charakter wydanych wyroków, uwypuklił patriotyczną postawę skazanych w tym procesie. W lipcu 2006 r. prezydent RP Lech Kaczyński w uznaniu zasług Witolda Pileckiego i jego oddania sprawom ojczyzny odznaczył go pośmiertnie Orderem Orła Białego.

IPN/AP

***

Krótko

• 1 marca br. weszła w życie nowelizacja ustawy o IPN, która zakłada kary za przypisywanie narodowi lub państwu polskiemu odpowiedzialności za zbrodnie popełnione przez nazistowskie Niemcy. Jej zgodność z konstytucją jest badana przez Trybunał Konstytucyjny.

• W Wielkiej Brytanii doszło do skandalicznej sytuacji. W Londynie polskim weteranom zabroniono złożenia wieńców pod pomnikiem Polish War Memorial, który Brytyjczycy ufundowali w podzięce dla Polaków. Brama otaczająca pomnik została zamknięta na kłódkę.

• Rząd przyjął projekt tzw. ustawy degradacyjnej. Zakłada on możliwość pozbawiania stopni wojskowych żołnierzy w stanie spoczynku, którzy byli członkami m. in . WRON i KBW. Stopnie generalskie stracą m.in. Wojciech Jaruzelski i Czesław Kiszczak.

• Ks. prof. Andrzej Witko został mianowany przez metropolitę krakowskiego abp. Marka Jędraszewskiego dyrektorem Muzeum Archidiecezjalnego Kardynała Karola Wojtyły w Krakowie.

• Sławomira Siwka wybrano na nowego przewodniczącego Rady Programowej TVP.

• Prezydencka limuzyna uczestniczyła w drobnym zdarzeniu drogowym. W Krakowie kierujący autem funkcjonariusz SOP najechał na separator oddzielający jezdnię od torów tramwajowych. Prezydentowi nic nie zagrażało.

• Krzysztof Wielicki, kierownik Narodowej Zimowej Wyprawy na K2 2017/2018, w oparciu o analizę sytuacji i w porozumieniu z zespołem, zdecydował 5 marca br. o zakończeniu akcji górskiej. – Priorytetem wyprawy jest bezpieczeństwo uczestników – powiedział. Na decyzję wpływ miały przede wszystkim prognoza pogody, która potwierdzała tylko jedno krótkie okno pogodowe ok. 11 marca, oraz zagrożenie lawinowe w górnych partiach drogi, spowodowane opadami śniegu.

Idę po śmierć, idę po życie

2018-11-28 11:01

Z ks. Piotrem Pawlukiewiczem – słynnym rekolekcjonistą, zmagającym się z ciężką chorobą – rozmawia Krzysztof Tadej, dziennikarz TVP
Niedziela Ogólnopolska 48/2018, str. 18-20

Ks. Piotr Pawlukiewicz to jeden z najbardziej znanych polskich rekolekcjonistów.
Na spotkania z nim przychodzą wielkie rzesze wiernych. Znany jest również z niedzielnych kazań podczas Mszy św. transmitowanej przez Polskie Radio. W wyjątkowym wywiadzie dla „Niedzieli” opowiada o swojej chorobie, o tym, jak przygotować się na śmierć, i dlaczego warto dążyć do świętości

youtube

KRZYSZTOF TADEJ: – „Wstań. Albo będziesz święty, albo będziesz nikim” – to tytuł najnowszej Księdza książki. Dlaczego tak wysoko stawia Ksiądz poprzeczkę? Nie lepiej powiedzieć: „Czyń więcej dobra” lub po prostu: „Bądź lepszy”?

KS. PIOTR PAWLUKIEWICZ: – Wysoko to nie znaczy ponad ludzkie możliwości. Co to znaczy być świętym? Jeśli ktoś myśli, że święty to ten, kto nie popełnia błędów, że to chodzący ideał, to rzeczywiście za wysoko stawiam poprzeczkę. Ona będzie nieosiągalna nawet dla papieża. Ale dla mnie święty to ten, kto dąży do świętości. Małymi krokami – dwa centymetry na godzinę, milimetr na rok. Idzie do świętości, a jak się cofnie, upadnie, zgrzeszy, to z pokorą podejmuje decyzję, żeby nadrobić stracony dystans. Wraca na poprzednią drogę, mozoli się, żeby osiągnąć łączność z Chrystusem.

– Czym zatem jest świętość?

– Świętość to wybór. Nieraz młodzież pyta: „Po co się spowiadać?”. „Po co się spowiadać, skoro i tak zgrzeszę, upadnę, zawiodę w różnych sytuacjach? Po co się spowiadać, skoro ciągle wracam do grzesznego życia?”. Zawsze odpowiadam: nasze decyzje dotyczą tego, na co mamy wpływ; tego, co możemy wybrać.

– Co dokładnie ma Ksiądz na myśli?

– Każdy z nas ma zaplanowany dzisiejszy wieczór i jutrzejszy dzień. Mniej więcej wiemy, co będziemy robili w tym dniu, czy coś dobrego, czy złego. Nikt nie wie, czy popełni zło np. w 2054 r. Nie wiemy, co będzie się działo w dalszej przyszłości. Odpowiadamy za to, nad czym mamy władzę. Jeśli ktoś pyta: „Po co się spowiadać, skoro znów zgrzeszę?”, to ja pytam, czy planuje grzech. Jeśli planuje, to rzeczywiście jest kiepsko. Jeśli natomiast w dniach, nad którymi mamy władzę, nie planujemy grzechu, to w tym momencie stajemy się święci. W pełnym znaczeniu tego słowa.

– Kiedyś, mówiąc o świętości, opowiadał Ksiądz o filmie, którego bohaterem był Gandhi...

– Jest w tym filmie scena, jak Hindusi idą do fabryki. Angielska policja wali ich pałkami po głowie. Potem stojące kobiety obmywają im rany, a oni na nowo ustawiają się w kolejkę i idą do fabryki. I znowu dostają w głowę, i znowu kobiety obmywają im rany, i tak w kółko. To jest symbol naszej drogi do nieba. Szatan daje nam po głowie, a Kościół robi opatrunek. Opatruje sakramentem, Eucharystią, miłością bliźniego. Potem szatan znowu daje nam po głowie i Kościół znowu nas leczy. Świętym nie jest ten, kto siedzi obok i krytykuje: „I co ci to da?”. Świętym jest ten, kto uporczywie zmierza do Pana Boga. Spójrzmy na Piotra. Dlaczego był święty? Przecież nic nie umiał, nic mu nie wyszło oprócz jednego. Oprócz wracania do Pana Boga. Wielu ludzi jest pysznych. Wstydzą się spowiedzi. Wychodzą na ring tylko wtedy, gdy wiedzą, że wygrają. A jeśli mają cień podejrzenia, że mogą przegrać, to nie podejmują w ogóle walki. Ja zachęcam do walki.

– Nieraz słyszymy, że człowiek, który grzeszy, nie będzie szczęśliwy. To dlaczego ludzie grzeszą?

– Bo to jest na początku bardzo atrakcyjne. Dlaczego jeszcze? Ludzie są pyszni, pokazują płytką dumę, nieraz pokazują, „kim to ja nie jestem”. I wadzą się z samym Bogiem. Kiedyś zapytano żebraka przed katedrą w Warszawie, ile dziennie zarabia. Odpowiedział, że w niedzielę do dwustu złotych. Pytający był zdumiony: „Jak to?! Pan tak sobie tylko siedzi i zarabia aż dwieście złotych? To przecież niesamowite!”. Żebrak odpowiedział krótko: „Bo ludzie są głupie!”. No i my grzeszymy dlatego, że też jesteśmy „głupie”. Wydaje nam się, że obietnica diabła to jakaś superoferta, coś nadzwyczajnego. A kończy się jak zwykle: płaczem, łzami, wyrzutami sumienia i uświadomieniem sobie własnej głupoty.

– W najnowszej książce pisze Ksiądz, że wiele osób jest niezadowolonych. I dzieje się tak bez względu na to, co mają i czym się zajmują. Ciągle coś nam przeszkadza. To jak znaleźć szczęście? Zaakceptować życie takie, jakie jest? Jeśli np. widzimy coś złego w Kościele, to mamy się nie odzywać, tylko kochać Kościół bez względu na to, co się w nim dzieje?

– Kiedy podczas rejsu ktoś nagle krzyknie, że w okręcie jest dziura, to raczej wszyscy rzucą się do roboty pod kierunkiem kapitana, żeby mieć szansę wyjść z tego cało. Mamy kochać Kościół takim, jaki jest. Nigdy nie był doskonały. Zawsze byli w nim grzesznicy, bo Kościół jest szpitalem. Człowiek, który grzeszy, jest w szpitalu. Jest chory i znajduje pomoc. Nieraz słyszę: „Tamten facet chodzi do kościoła, a przecież grzeszy. Wieczorami kłóci się z żoną”. Odpowiadam: „Ale jakby nie chodził do kościoła, to może by ją zabił?”. Ja, gdybym codziennie nie chodził do kościoła, na pewno byłbym gorszy, niż jestem, na pewno trochę bym rozrabiał. Kościół nas leczy. Pan Jezus jest ordynatorem, Matka Boża – pielęgniarką.

– Wróćmy do tych osób niezadowolonych z życia. Czy można znaleźć szczęście już teraz? W miejscu, w którym żyjemy, i w warunkach, w których się znajdujemy?

– Oczywiście. Kiedyś czytałem wspomnienia jednej z więźniarek z Ravensbrück. Napisała, że nigdzie nie spotkała tak wspaniałych ludzi jak tam – życzliwych, pomocnych, z otwartym sercem. Mówiła o swoich towarzyszkach, że to aniołowie chodzący po ziemi. Tam więźniarki pomagały sobie nawzajem. Gotowe były oddać za siebie życie. I chwaliły Boga za dobro, które przekazywał przez ich serca.

– Nie zawsze łatwo odnaleźć szczęście. Ktoś np. dowiaduje się, że jest chory na nowotwór, ma przerzuty i zostało mu kilka miesięcy życia. Jak ma odnaleźć szczęście?

– Wszystko zależy od tego, czy ta osoba jest przygotowana na śmierć. Każdy z nas ma się przygotowywać do tej chwili. Godzina śmierci jest najważniejsza, bo w niej dokonamy ostatecznego wyboru. Wybierzemy szczęście albo, nie daj Boże, piekło. Niektórzy pójdą do piekła z własnej chęci, z własnej woli na złość Panu Bogu. Tak Go nienawidzą. Nienawiść zatruwa człowieka. Człowiek nieraz z nienawiści potrafi cierpieć tylko po to, żeby innemu zadać ból.

– Wróćmy do człowieka, który się dowiedział, że ma nowotwór.

– Człowiek powinien być przygotowany, że może stać się inaczej, niż sobie tego życzymy. Gdy składamy życzenia, często słyszymy: „wszystkiego najlepszego”, „niech ci się wiedzie”, „powodzenia”, zdrówka, zdrówka, a przede wszystkim zdrówka”. Trzeba być przygotowanym, że może być inaczej, i życzyć ufności Chrystusowej. Kiedyś mój kolega ksiądz opowiadał, że w dzieciństwie, kiedy jechał rowerem, ciężarówka przycisnęła go do krawężnika. Przewrócił się z wielkim hukiem, rozbił kolano i zapłakany wrócił do domu. Mama spytała, o czym myślał, gdy ta ciężarówka na niego jechała. Była przekonana, że usłyszy o mamusi i tatusiu. Ale tak nie odpowiedział. To są chwile, kiedy trzeba myśleć o Bogu. Gdy spotyka nas takie nieszczęście jak nowotwór, myślmy o Bogu.

– Pojawiają się pytania: „Dlaczego ja? Skoro Bóg jest wszechmogący, może mi przecież pomóc; dlaczego nie pomaga?”. Czy są dobre odpowiedzi na takie pytania?

– Oczywiście, można znaleźć odpowiedź. Zależy to od konkretnej sytuacji. W niejednym domu nastąpiły zgoda, pojednanie, otwarcie oczu na coś, czego się wcześniej nie dostrzegało, tylko dlatego, że ktoś z pokorą przyjął śmierć. Takie osoby mogą zrobić dużo dobrego. Dostały oręż do czynienia dobra. A śmierć przecież i tak kiedyś nastąpi.

– Śmierć, która niczego nie kończy. Można powiedzieć: Idę po śmierć, czyli idę po życie?

– Życie się nie kończy, ale się zmienia. Idę po śmierć, idę po życie. Tak, to dobre określenie. Na pogrzebie mówi się o człowieku, który umarł. Ale przecież to my umieramy, a on żyje. Ilu rodziców, ojców, matek bierze dzisiaj Biblię do ręki i rozmawia z dzieckiem o zmartwychwstaniu? Posłużę się przykładem. Na dworcu kolejowym możemy zobaczyć tunel. Na peronie ptak dziobie okruszki. Mógłby wlecieć w ten tunel i znaleźć dużo jedzenia. Ale się boi. My też tak żyjemy. Nasze okruszki to samochód, DVD, komputer. Dziobiemy, a ciasny tunel prowadzi do życia wiecznego. Tylko że młodzi ludzie wiedzą jedno: liczy się kasa. Jedyną powszechną ideologią w Polsce jest materializm praktyczny. My tu sobie rozmawiamy, a tymczasem w Polsce odbywa się, powiedzmy, kilka tysięcy rozmów o pieniądzach. Jak mało mam kasy, jak bardzo potrzebuję kasy, gdzie można więcej zarobić...

– Co Ksiądz mówi tym, którzy tylko o tym myślą?

– Puknijcie się w głowę! Wjechaliście w ślepą uliczkę. Ona jest bajecznie kolorowa, śliczna, ale na końcu okaże się, że jest ślepa. Nie zaprowadzi nikogo do szczęścia. Godzinami mogę opowiadać o ludziach, którzy teoretycznie powinni być nieszczęśliwi, a jednak jest inaczej. Ostatnio np. fotografowano siostrę zakonną, która ma sto lat. Szukano oblicza starego człowieka na okładkę książki. Siostra zapytała, o czym jest ta książka. Usłyszała, że o ludziach starych, smutnych, chorych. Podziękowała. „To nie dla mnie i nie o mnie”. Miała pokój w sercu. Była szczęśliwa.

– Był Ksiądz kiedyś kapelanem w szpitalu. Widział, jak ludzie odchodzą z tego świata. I przyszła ta chwila, kiedy to Księdza dotknęła choroba. Jak to Ksiądz przeżywa?

– Na razie raczej z humorem. Nie załamuję się. Lubię rozmawiać z Panem Bogiem po wojskowemu, chociaż nigdy w wojsku nie byłem. Wyobrażam sobie, że Pan Jezus mówi o chorobie: „Pawlukiewicz, masz nowego przyjaciela”. Odpowiadam: „Tak jest!”. I żyję dalej.

– Boli?

– Bólu nie czuję. To ograniczenie ruchowe, brak koordynacji. Przewróciłem się już może z 30, 40 razy.

– Czyli żartów nie ma?

– Bywa niebezpiecznie. Jak upadam, np. ze schodów, to myślę, żeby jakoś ręce pochować i przyjąć ciałem ciężar uderzenia.

– To choroba Parkinsona?

– Tak.

– Można ją zatrzymać?

– Można ją spowolnić i to się w dużym stopniu udaje. Ale po jakimś czasie zawsze sunie do przodu. Pół milimetra, centymetr, ciągle dalej.

– Kiedy Ksiądz się zorientował, że jest poważnie chory?

– W 2007 r. Przy goleniu zadrżała mi ręka. Nie mogłem precyzyjnie dotykać maszynką twarzy. Potem był problem z wyciągnięciem chusteczki do nosa albo portfela z kieszeni. Z trudem myłem zęby. Ale jeszcze wtedy były to drobne dolegliwości. Teraz jest inaczej. Szukam jednak pozytywnych stron. Jestem wzruszony opiekuńczością sióstr zakonnych, kapłanów, ludzi świeckich. Przychodzą, pytają, czy w czymś mi pomóc, czy dokądś podwieźć, coś kupić. Te codzienne doświadczenia kontrastują z obrazem polskiego kleru, który ostatnio przedstawił jeden z reżyserów. Ja widzę codziennie inny świat i jestem nim pozytywnie zaskoczony.

– Czy boi się Ksiądz śmierci?

– Teraz nie (uśmiech). Siedzimy sobie w miły jesienny wieczór. Miło się rozmawia, jest przyjemnie. Ale jak przyjdzie lekarz i powie, że to już koniec, to pewnie będę zazdrościł tym, którzy będą mogli oglądać następne mistrzostwa świata w piłce nożnej. Pewnie też tym, którzy dostaną nowy sprzęt muzyczny, taki idealny, bezszumowy... Wiem jednak, że Pan Bóg pokaże mi w niebie wiele fantastycznych rzeczy, o których na ziemi nie mamy pojęcia. Oczywiście, jeśli znajdę się w niebie, o co Boga pokornie proszę.

– Mówi Ksiądz, że każdy powinien przygotować się do śmierci. A Ksiądz jak to robi?

– Dużo myślę o śmierci, o przemijaniu. Dwa miesiące temu umarła moja mama. Widziałem ją przez całe moje życie, czyli prawie przez 60 lat. Przyglądałem się, jak żyła, byłem blisko w chorobie, kiedy umierała. I bardzo realnie spojrzałem na siebie. Mam prawie 60 lat, jestem chory. Oczywiście, można jeszcze pracować, funkcjonować, ale trzeba realnie oceniać sytuację i przygotować się na ten moment. Przygotować – to znaczy wypełnić swoją misję na maksa. Zrobić to, co zostało do zrobienia i co można zrobić przy wszystkich ograniczeniach. Tak, aby potem stanąć jak szeregowiec przed Generałem i usłyszeć od Niego słowa: „Dobrze, synu. Wiele uczyniłeś dobrego i wielką dostaniesz nagrodę w niebie”.

– Liczy Ksiądz na cud? Przecież wiele osób doświadczyło cudu.

– Kiedy o tym myślę, mówię sobie: „To byłby numer!”. Podchodzę do wszystkiego z humorem. Na początku, gdy lekarze stwierdzili, że to choroba Parkinsona, pojechałem do sióstr zakonnych na rekolekcje. Laseczką się podpierałem, żeby się nie przewrócić. Na spotkaniu po skończonych rekolekcjach słuchaczki wymieniały poglądy: które nauki się podobały, które mniej. Ze zdumieniem usłyszałem od 90 proc. zakonnic, co zrobiło na nich największe wrażenie: to, że ks. Pawlukiewicz o lasce zmagał się przy ołtarzu, żeby czegoś nie wylać, bo ręka mu drżała. Potem pojechałem na zamknięte rekolekcje do studentów i usłyszałem to samo. Wtedy dopiero można się było załamać! Trochę się buntowałem, no bo jak to, nie podziwiają moich słów, wygłaszanych mądrości, tylko podziwiają laskę, którą się podpieram, żeby nie wylądować na ziemi? Skandal! (śmiech).

– Bywają chwile depresji?

– Kiedyś miałem złe dni. Pomyliłem tabletki i zajrzała mi w twarz perspektywa domu starców. Marzyłem wcześniej, że jak będę ociężały, to kupię sobie jakiś fajny, duży telewizor. Tak na koniec. A potem przepiszę go jakimś biednym dzieciom. A tu po lekach nastąpiło jakieś nagłe załamanie zdrowia i perspektywa, że już nie zdążę zrobić nawet tego i wyląduję w domu księży emerytów. A tam łóżko i pampersy.

– Czy w takiej sytuacji inaczej przeżywa się życie? Czy jest się bliżej Boga?

– Cieszę się, że Bóg uchronił mnie od postawy buntu. Od stawiania pytań, dlaczego, i mówienia: „przecież dobrze żyłem”.

– Powróćmy na koniec do najnowszej książki. Jakie jest jej najważniejsze przesłanie?

– Chcę przekazać wszystkim: gryź, kop, szalej, ale wracaj. Wracaj do Pana Boga. Na różne sposoby. Możesz żebrać, płakać, prosić o spowiedź, ale jednego nie zaniechaj. Wróć do Kościoła, wróć do Pana Boga. Konfesjonały są otwarte codziennie, za darmo. Nie czekaj na koniec życia, bo nie wiesz, kiedy nastąpi. Zacznij wracać. Już teraz.

– Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Hiszpania: w Madrycie żyje ponad 2000 bezdomnych

2018-12-11 21:24

mz (KAI/AyO) / Madryt

W Madrycie żyje ponad 2000 bezdomnych, wynika z szacunków organizacji społecznych współpracujących ze sobą w dziedzinie zwalczania ubóstwa, m.in. Caritas. Autorzy badania twierdzą, że wiele z wcześniej przeprowadzonych statystyk wskazywało na około 5000 osób mieszkających bez dachu nad głową w stolicy Hiszpanii. Okazało się jednak, że dane te nie były prawdziwe, gdyż uwzględniały m.in. osoby, które mieszkają w ośrodkach charytatywnych, w tym w instytucjach prowadzonych przez Kościół katolicki.

Graziako

Szacuje się, że na ulicach Madrytu większość bezdomnych stanowią samotni mężczyźni nie posiadający hiszpańskiego obywatelstwa. Zazwyczaj mają oni około 40 lat i od co najmniej roku żyją na ulicy.

Głównym powodem bezdomności w hiszpańskiej stolicy jest brak pracy. Na problem ten wskazuje 63 proc. osób bezdomnych w Madrycie. Z kolei 26 proc. twierdzi, że do życia na ulicy zmusił ich brak pieniędzy.

Z danych rządu Hiszpanii wynika, że w zamieszkałym przez ponad 46 mln osób kraju żyje w biedzie ponad 4 mln osób.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem