Reklama

Od oceanu do oceanu - 1%

Pisanie to przywilej, pozostanę mu wierna

2018-02-28 11:18

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 9/2018, str. I

Archiwum prywatne Anny Zielińskiej-Brudek
Anna Zielińska-Brudek

Miało być o kobiecie, która nadzwyczajnie łączy w sobie cechy z pozoru sprzeczne – wrażliwość liryczną, mądrą i oszlifowaną niczym bursztyn z jej ulubionego Bałtyku oraz siłę, której uosobieniem jest noszony przez nią policyjny mundur – „respekt i szacunek” – jak napisała w jednym z tekstów. Anka poetka, Anka policjantka wytrąciła mi broń z ręki, odwieszając do szafy oficerski mundur. Zostaje tylko przy poezji i dla poezji. Tylko, czy aż…?

Wydarzeniem artystycznym, literackim była w styczniu br. promocja czwartego tomu wierszy Anny Zielińskiej-Brudek „Ugina się dzień”. Sala Kieleckiego Centrum Kultury wypełniona po brzegi; przyszli ci, którzy cenią jej twórczość, przyjaciele, pisarze, poeci, a może i ci, którym jako oficer drogówki wręczała mandaty, okraszane wierszem, bo i tak bywało. Przyjechał Romuald Lipko, twórca Budki Suflera, który skomponował muzykę do jej „Kolędy od policjantów”. Tomik oryginalnie wydany przez Wydawnictwo Jedność w Kielcach, opatrzony ilustracjami jej siostry Ewy Zielińskiej (jak wszystkie publikacje Anny Zielińskiej-Brudek), z posłowiem Jana Zdzisława Brudnickiego, dla czytelnika szybko staje się bliski i ważny. Precyzja dokładnie wyważonego słowa (warsztat), subtelność i czystość zamykanych w wersach obrazów (wrażliwość), iskra indywidualności balansująca między formą a treścią (talent), przynaglają do lektury, zachęcają – jeszcze i jeszcze.

„Są tu wiersze, które można nazwać widokówkami, czy poetyckim obrazem martwej natury (…). Podejmuje podmiotowa narratorka refleksje takie, jak w tym dialogu z życiem, co porywa nas w nieznane i do tańca, jak w wierszach ze szczyptą metafizyki, gdzie Bóg śni doskonałość, a człowiek poznanie, jak w utworach autopoetyckich, w których wiersz jest instytucją pociechy, terapii, ujawnienia ukrytych tajemnic i mroczności przemienianych w jasność” – skomentował w posłowiu Jan Z. Brudnicki.

Dla niej samej ważny w tym tomiku jest wiersz „Z uśmiechem Boga”, w którym „Utkwione w górze oczy/Dedala i syna Ikara/bolały od zachwytu”. – Ale wiesz, najważniejszy jest chyba tytuł tomu: „Ugina się dzień”, wciąż mi się on ugina, umyka, ucieka, nie nadążam. Poezja wymaga ciszy, samokontroli, pracy i skupienia. Pisanie jest męczącą podróżą, jest zazdrosnym kochankiem. Zaborczym. Dlatego odchodzę z policji. Spróbuję po raz kolejny dokonać wyboru i żyć nieco inaczej. Wybieram pisanie – mówi. Już teraz w najbliższych miesiącach ma zaplanowanych wiele spotkań promocyjnych. Pisze także hymn na stulecie szkoły w Bodzentynie, planuje wydanie zbioru opowiadań.

Reklama

Czy te wiersze są moje?

– Mam życie bardzo ciekawe, wydaje mi się, że tak długo żyję, już tyle za mną, i to wciąż nurtujące pytanie, czy te wiersze są naprawdę moje? czy wyczerpią się pokłady wrażliwości? – zastanawia się poetka.

Czyż nie miał racji T.S. Eliot, mówiąc, że największym wrogiem piszącego są słowa, które rozpaczliwie bronią się przed kropką? – Dlatego nie wierzę w natchnienie, tylko w pracę nad słowem. Z drugiej strony zastanawiam się, czy ktoś potrzebuje ode mnie tylu słów? Czy warto ściąć sosnę, aby powstała moja książka? Spotkania autorskie, słowa wdzięczności, wzruszenie czytelników zdają się potwierdzać, mówić „tak”. Ale, ale – coś o pochwałach. „Jedynym sposobem na to, żeby uniknąć demoralizującego skutku bycia chwalonym jest kontynuowanie pracy” – Albert Einstein.

Pisać zaczęła wcześnie, gdzieś w czasach licealnych. Były i dłuższe przystanki, bo w jej życiu działo się niemało. Postawienie na samodzielność i odejście z domu w wieku 18 lat uważa za jedną z ważniejszych decyzji. Był to zdrowy dobry dom, z pięciorgiem rodzeństwa, ona – średniaczka, przewodziła i podejmowała decyzję. Ale trzeba było umieć zerwać pępowinę. W jej życiu był etap szkoły pielęgniarskiej, filologii polskiej w Bydgoszczy (którą dosłownie wymusiła wizytą u ministra, walcząc z obłudą procedur i przepisów), etap „siłaczki” w maleńkiej szkole wiejskiej na Podlasiu, wreszcie służba w policji, służba, która zmieniła jej świadomość, wyzwoliła upór i czujność. Nie wypłukała wrażliwości.

Na długo jednak zarzuciła pisanie. Splot nieszczęśliwych zdarzeń wywrócił jej życie do góry nogami. Stanisław Nyczaj, recenzent jej pierwszego tomiku, zacytował Diogenesa: „Żeby żyć, trzeba mieć rozum, albo trzymać w pogotowiu stryczek”. Ten instynkt samozachowawczy odnajdujemy w wierszu „Może być Ania”, którym rozpoczęła spotkanie promocyjne trzeciego tomiku.

„Taka malutka/w buciorach szarpanych/ z wątpliwościami/opuściła oślą ławkę/i człapie po ulicach miasta/w oczekiwaniu na egzaminy/te częste podróże po rozum do głowy/to bruzdy na sercu/z niepotrzebnych i potrzebnych namiętności/to odwrócone plecy od ludzkiej głupoty/i ciepłe spojrzenie/za odchodzącą młodością/”. Policjantka mówiąca wiersz z pamięci w kolorowej sukience i w za dużych butach z barwnymi sznurówkami, wzbudziła aplauz publiczności.

Służba jest dla mnie

– Jako dziennikarz „Tygodnika Nadwiślańskiego”, pisząc w czasach milicji o przestępstwach, nie ukrywałam niechęci do stalowego munduru, wątpiłam w wiarygodność sondaży i statystyk mówiących, że zaufanie do służb wzrasta, a przestępczość maleje – wyznaje. Gdy ukazał się jej artykuł o włóczędze, którego mundurowi okładali pałkami, komendantowi Rejonowego Urzędu Spraw Wewnętrznych puściły nerwy i groził sądem. W czasach nowej, odrodzonej policji nadal na łamach gazety obnażała widoczną i odczuwalną niechęć funkcjonariuszy do zwyczajnych ludzi. – Rozmowa z komendantem policji w Tarnobrzegu, podinsp. Stanisławem Wolskim była w pewnym sensie obrachunkiem z tymi faktami i nie sądziłam, że może ona zdecydować o mojej dalszej karierze zawodowej. Zaproponowanie mi przez niego objęcia stanowiska rzecznika prasowego w KWP w Tarnobrzegu w czasie, kiedy zjednałam sobie rzesze czytelników, wprawiło w osłupienie i zakłopotanie brać dziennikarską. – Zdawałam sobie sprawę, że przyjęcie tej propozycji będzie się wiązać w z uległością, ograniczeniami, rezygnacją z pisania niewygodnych dla policji tekstów – wspomina.

Pierwszy dzień w służbie, 16 maja 1991 roku. Zaspana, nieobecna i przytłoczona stosem akt i dokumentów przesiedziała cały dzień z rudowłosą policjantką, na krześle dostawionym do jej biurka. Nikt od niej niczego nie chciał… Powoli poznawała pracę, obcy jej wojskowy dryl. Bywało, że po służbie wypłakiwała się na ramieniu męża. Sceny z wypadku na drodze koło Tarnobrzega wracają do dziś. Czworo młodych ludzi leżących przy rozbitej hondzie i matka klęcząca z różańcem obok zwłok córki. – Nie wiem, dlaczego podeszła do mnie, świadka cierpienia i wtuliła się w moje ramiona. Obie byłyśmy mokre od łez...

Po przeniesieniu do Kielc pracowała w zespole prasowym komendanta wojewódzkiego policji, potem jako oficer drogówki. O pułapkach fascynacji szybkością i motoryzacją rozmawiała na tysiącach zwykłych i okolicznościowych spotkań, m.in. w kościołach, zakładach pracy, szkołach, w miastach i środowiskach wiejskich. – Być blisko człowieka, nie zawieść jego zaufania, przypominać mu, że przesłaniem naszej służby nie są kary, czy mandaty, lecz ochrona największej wartości, jaką jest życie ludzkie – taki cel przyświecał poetce w mundurze.

Każdy zasługuje na dedykację

W „Ugina się dzień” jeden z wierszy poświęciła bp. Marianowi Florczykowi. W „Ogrodnikowi winnicy” pisze: „Ugina się każdy dzień/pod krzyżem, niewiedzą,/nauczaniem z góry,/litanią niezadanych pytań,/zbieraniem snów o niebie i drodze do zbawienia (…)”.

– Nie waham się nazwać Księdza Biskupa przywódcą duchowym kieleckiej społeczności. Ma charyzmę, życiową mądrość, potrafi jednoczyć i mobilizować różne grupy społeczne, w tym także policję. Dwie zwrotki dedykowanego mu wiersza napisały mi się praktycznie same – wyznaje poetka. Nigdy nie wyrzuca notatek, poprawianych i wciąż cyzelowanych wersów, woli kontakt z czującym papierem niż z komputerem, gdy „jednym kliknięciem można zresetować pracę i przyjaciół”.

Ważna postacią w jej życiu prywatnym i zawodowym okazał się ks. infułat Józef Wójcik z Suchedniowa. Wiele miejsca w publikacjach poświęcili wspólnie omawianiu „siedmiu głównych grzechów w policji”, tj. braku solidarności, zazdrości, chwiejnej postawy, walki o wpływy przełożonych, przeceniania swoich możliwości, przenoszenia kłopotów zawodowych do domu, traktowania kościoła nie jako miejsca modlitwy, lecz własnej prezentacji i celebry.

Ta znajomość zaowocowała przyjaźnią z legendą kapłańską Gór Świętokrzyskich, wywiadem do „Duszpasterstwa policyjnego”, lekcją naturalnego odchodzenia, gdy Kapelan zachorował, jego zgody na śmierć. Anna z mężem Mirosławem towarzyszyli kapłanowi w tych ostatnich latach. Z kolei tomik „Gorzkie owoce” poświęciła pamięci Taty, który był człowiekiem z prostym kręgosłupem moralnym, twardo i godnie stąpającym po ziemi. Ból po jego stracie był tak ogromny, że zrodził się z niego cały cykl wierszy. – Rodzina jest bardzo ważna, uporządkowane w niej relacje, miłość, czułość, wierność, wartości chrześcijańskie – na to stawiam w życiu, to przecież ostoja narodu, ostoja nas, Polaków – mówi poetka.

Tagi:
poetka

Kielce pożegnały Zofię Korzeńską

2016-10-13 10:16

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 42/2016, str. 7

Poetka, eseistka, krytyk literacki i redaktorka książek od wielu lat pracująca i publikująca w Kielcach, członkini warszawskiego oddziału Stowarzyszenia Pisarzy Polskich – Zofia Korzeńska zmarła w wieku 85 lat, 15 września 2016 r. Jej twórczość była głęboko osadzona w wartościach religijnych i duchowości chrześcijańskiej

T.D.
Zofia Korzeńska

Mszy św. pogrzebowej w kościele garnizonowym w Kielcach przewodniczył ks. dr Andrzej Kaszycki – proboszcz parafii św. Jadwigi Królowej w Kielcach, który m.in. przypomniał działalność śp. Zofii w wielu instytucjach diecezjalnych oraz jej aktywność w wydarzeniach religijnych w diecezji kieleckiej. Zofia Korzeńska została pochowana w swojej rodzinnej wsi Mazury na Podkarpaciu. Wsi tej poświęciła dwutomową książkę z zakresu dialektologii oraz tom wierszy i poematów.

Między poezją a biblioteką

Będąc na emeryturze, przez wiele lat sprawowała opiekę nad biblioteką katechetyczną Wyższego Seminarium Duchownego, jej księgozbiorem i komputeryzacją, jednocześnie służyła pomocą przy redagowaniu tekstów, nagrywaniu i tworzeniu plakatów. Przez kilka lat Zofia Korzeńska była redaktorem i korektorem książek dla kieleckiego Wydawnictwa „Jedność”.

Była autorką i współredaktorką antologii poświęconych starości oraz osobie Jana Pawła II. Jej eseje, głównie na temat literatury współczesnej, znalazły się w wielu pracach zbiorowych. Często pisała w nich o twórcach związanych z Kościołem, m.in. o twórczości Karola Wojtyły, ks. prof. Janusza Ihnatowicza, Zdzisława Łączkowskiego. Cała jej twórczość poetycka zawarta została w dziewięciu tomikach wierszy o tematyce religijnej. Przetłumaczyła także i wydała „Magnificat wieczoru” francuskiej autorki Claire Arbelet.

Literatura nade wszystko

Zofia Korzeńska urodziła się 26 marca 1931 r. we wsi Mazury, woj. podkarpackie. Po wojennym, niełatwym, ale zawsze z nostalgią wspominanym przez nią dzieciństwie, zrezygnowała ze studiowania praktycznego rolnictwa, aby poświęcić się ukochanej literaturze – filologii polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim, którą ukończyła w 1955 r. W przeprowadzonej w 2011 r. rozmowie z „Niedzielą”, wspominała z rozrzewnieniem: – Moimi mistrzami byli wybitni profesorowie: Maria Dłuska, Juliusz Kleiner, Stanisław Pigoń, Kazimierz Wyka, Henryk Markiewicz, Zenon Klemensiewicz, Kazimierz Nitsch (...) i inni. Już wtedy doceniałam znakomitość mistrzów, toteż starałam się czerpać maksymalnie dużo z ich skarbca wiedzy (...). Ponadto korzystałam pełną garścią z teatrów krakowskich, z filharmonii, z licznych galerii sztuki”.

Po dyplomie pracowała krótko w Krakowie w PAN, lecz z powodu braku mieszkania musiała gród nad Wisłą, choć z żalem – opuścić. Trochę wędrowała po Polsce – uczyła języka polskiego najpierw w LO w Krzepicach k. Częstochowy, później w szkołach szczecińskich (do 1969). Podejmowała próby publikacji, ale zarobkowanie i wychowanie dwóch córek było wtedy priorytetem, poza tym refleksyjna poezja i tematy nasycone wątkami egzystencjalnymi i dociekaniami religijnymi nie były wówczas zupełnie na topie.

Aktywna w Kielcach

W 1970 r. zamieszkała w Kielcach i od tej pory poprzez swoją pracę zawodową i twórczość związała się z ziemią świętokrzyską. W latach siedemdziesiątych XX wieku pracowała w Liceum im. Juliusza Słowackiego, a później przez dwanaście lat, do 1986 r., w Pedagogicznej Bibliotece Wojewódzkiej w Kielcach.

Pod koniec lat siedemdziesiątych XX wieku rozpoczęła twórczość pisarską, publikując prace związane z bibliotekarstwem oraz eseje poświęcone współczesnej poezji. W latach osiemdziesiątych prowadziła okresowo zajęcia dla studentów z poezji współczesnej w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Kielcach.

Swoje wiersze i eseje, a także recenzje książek publikowała m.in. w tygodniku „Niedziela”, „Kurierze Sokołowskim”, w czasopismach „Akant” i „Radostowa”, kwartalnikach „Obecni” i Wici.Info oraz w Świętokrzyskim Kwartalniku Literackim. Jako członkini Polskiego Towarzystwa Nauczycieli była współredaktorką „Kodeksu Etyki Nauczycielskiej”.

Za lata twórczej pacy uhonorowana została m.in.: Złotym Krzyżem Zasługi, Odznaką Honorową Ministra Kultury – Zasłużony dla Kultury Polskiej, Nagrodą II stopnia Prezydenta Miasta Kielce, statuetkami i medalami Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych oraz Fundacji „Radostowa”.

Dorobek twórczy Zofii Korzeńskiej opisany został i skatalogowany przez Pedagogiczną Bibliotekę Wojewódzką w Kielcach w wydanej w 2016 r. Bibliografii Podmiotowo-Przedmiotowej poświęconej jej osobie.

Zawsze zbierała dobre recenzje. Oto co we wstępie do „Idąc przez Niniwę” pisze Z.T. Łączkowski: „Zofia Korzeńska. To właściwie w poezji polskiej ostatnich lat zjawisko niezwykłe poprzez swoją inność, mądrość patrzenia, jeśli tak można powiedzieć, na poezję religijną (…), która wymaga dużej dyscypliny od piszącego. Dużej wrażliwości, kontemplacji, serca i wiary. Wiary czystej. Wiara zawsze jest sprawą osobistą, ale jeśli utwory swoje podpisuje katolik czy chrześcijanin, to w tych utworach pozostawia Największą Miłość – czyli Boga”.

Pani Zofia pozostawiła tutaj, wśród nas, „ślady swoich stóp”, przeszła przez życie i ziemię mądrze, dobrze i świadomie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Bł. ks. Jerzy uczy nas chrześcijańskiej tożsamości

2018-04-24 07:27

Łukasz Krzysztofka

Łukasz Krzysztofka

W sanktuarium bł. ks. Jerzego Popiełuszki, w dzień jego imienin, na warszawskim Żoliborzu modlono się o rychłą kanonizację Kapelana „Solidarności”.

Koncelebrowanej Mszy św. przewodniczył i homilię wygłosił proboszcz parafii św. Stanisława Kostki i kustosz sanktuarium ks. dr Marcin Brzeziński. W Eucharystii uczestniczyła rodzina bł. ks. Jerzego, jego bliscy, przyjaciele, hutnicy z Huty Warszawa i setki wiernych.

W homilii, nawiązując do obchodzonej tego dnia uroczystości św. Wojciecha, głównego patrona Polski, ks. Brzeziński przypomniał, że św. Wojciech rzucił ziarno ewangeliczne w polską ziemię ponad tysiąc lat temu i stał się jednym z pierwszych męczenników, którzy na naszej ziemi wyznali wiarę w Chrystusa Zbawiciela. - Wojciech złożył ofiarę życia, bo wiedział, ze ziarno musi obumrzeć, że życie z Chrystusem zmartwychwstałym jest stokroć cenniejsze niż choćby najdłuższe życie na ziemi – mówił.

Ks. Brzeziński podkreślił, że swoistym domknięciem klamry, spinającej ponad tysiącletnie dzieje chrześcijaństwa w Polsce od czasów św. Wojciecha, jest bł. ks. Jerzy Popiełuszko. Jego życie było odpowiedzią na ziarno, rzucone w polską ziemię przez św. Wojciecha. - Na drugim biegunie naszych dziejów, pod koniec XX wieku inny męczennik zostaje wrzucony, jak ziarno w polską ziemię, w nurty królowej rzek – Wisły. To ks. Jerzy Popiełuszko. Jego życie jest jakąś odpowiedzią współczesnych czasów na Wojciechowy zasiew. Już nie z obcej, ale z naszej, polskiej krwi rodzi się świadek miłości Chrystusa, który nie znał słowa nienawiść, nie znał uczucia zawiści – zauważył.

Kustosz żoliborskiego sanktuarium zwrócił uwagę, że bł. ks. Popiełuszko szedł przez swoje krótkie kapłańskie życie z przesłaniem św. Pawła „Zło dobrem zwyciężaj” i podobnie, jak św. Wojciech, szukał służby dla Kościoła i Chrystusa. – Zginął, podobnie jak św. Wojciech – w piątek i w ten symboliczny sposób jednoczył się z umierającym na krzyżu Chrystusem – zauważył kaznodzieja.

Zobacz zdjęcia: Imieniny bł. Księdza Jerzego

Podkreślił, że w obu tych świętych biografiach tym, co uderza jest konsekwencja podjętych zadań, posłuszeństwo Bogu wyrażanemu poprzez decyzje przełożonych i odwaga bycie wiernym Ewangelii mimo wszystkich niesprzyjających okoliczności. - Obaj zapłacili za to najwyższa cenę. Można powiedzieć, wybrali zjednoczenie z umęczonym Jezusem, zaakceptowali swoją osobistą ofiarę, pozwolili na to, by stali się zasiewem nowej mocy – Bożej chwały.

Ks. Brzeziński zaznaczył, że w wyjątkowym roku 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości można i trzeba pytać samych siebie, jakie są w nas owoce ziaren życia św. Wojciecha, bł. ks. Jerzego Popiełuszki i innych świętych, jakich wydała polska ziemia. - Trzeba pytać, czy w ogóle we mnie jest ta chrześcijańska tożsamość na miarę św. Wojciecha, bł. ks. Jerzego, na miarę każdego uznanego przez Kościół świętego? Czy jest we mnie ten heroizm wybrania Jezusa Chrystusa w każdych okolicznościach i we wszystkim? – pytał proboszcz parafii św. Stanisława Kostki.

Kaznodzieja zwrócił uwagę, że ważne jest czy w przyszłości będą chrześcijanie żyjący Ewangelią, a nie pozorem tradycji, przyzwyczajeń, rutyny. - O to dziś pyta nas św. Wojciech, bł. ks. Jerzy. Czy ofiara ich życia jest przez nas dziś rozumnie i w wolnej woli wybrana, przyjęta i zrozumiana? Ofiara ich życia nie może pójść na marne. Ich świętość nie może być tylko aureolą na obrazku. Ma być przykładem do podjęcia przez każdego z nas w tych, a nie innych okolicznościach historii świata – powiedział ks. Brzeziński i dodał, że nie mamy innej drogi prócz drogi świętości, której uczą nas św. Wojciech i bł. ks. Jerzy.

Pod koniec Mszy św. krótkimi wspomnieniami związanymi z błogosławionym Męczennikiem podzielili się jego bliscy i przyjaciele. Po Eucharystii odmówiono litanię do bł. ks. Jerzego. Była też możliwość oddanie czci jego relikwiom.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Oaza ma nowego Moderatora Diecezjalnego

2018-04-24 13:36

Agnieszka Bugała

Abp Józef Kupny dokonał wyboru spośród trzech proponowanych kandydatów. W czasie VII Diecezjalnej Kongregacji Stowarzyszenia „Diakonia Ruchu Światło-Życie” na czteroletnią kadencję Moderatora Diecezjalnego Ruchu Światło Życie w Archidiecezji Wrocławskiej powołał ks. Radosława Rotmana.

facebook/ks. R. Rotmana

Nowy Moderator jest związany z Ruchem Światło Życie od 1996 r. Pełnił posługę animatora we wspólnocie młodzieżowej, diakonii liturgicznej, a od 2010 r. również moderatora Ruchu we wspólnocie. Dotychczas był moderatorem Oazy Dorosłych i Diecezjalnej Diakonii Liturgicznej. Odpowiadał za Diecezjalną Diakonię Modlitwy. Od 2012 r. należy do Unii Kapłanów Chrystusa Sługi. Na co dzień ks. Radosław jest wikariuszem w parafii Bożego Ciała we Wrocławiu.

Posługę Moderatora Diecezjalnego obejmie 1 maja 2018 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem