Reklama

Sklep sakralny

Katechizmowa polityka historyczna

2018-02-28 10:37

Z prof. Wiesławem Janem Wysockim rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 9/2018, str. 42-43

Grzegorz Boguszewski
Prof. dr hab. Wiesław Jan Wysocki

O konieczności mocnego zaznaczania sprzeciwu wobec nieuzasadnionych zarzutów pod adresem Polski i Polaków z prof. Wiesławem Janem Wysockim rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – W burzliwej dyskusji związanej z ustawą o IPN padła sugestia, że potrzebna jest redefinicja polskiej polityki historycznej. Na czym, Panie Profesorze, powinna polegać dobra polityka historyczna?

PROF. WIESŁAW Jan WYSOCKI: – W Polsce zbyt długo nie mieliśmy systemowej aktywności w zakresie polityki historycznej. Były podejmowane różne sporadyczne inicjatywy, które nigdy nie miały charakteru ogólnopaństwowego. A jednocześnie nasza polityka historyczna została przecież już dość dawno wyraziście zdefiniowana – oparta na wartościach przez samego Jana Pawła Wielkiego, którego ostatni wielki tekst „Pamięć i tożsamość” powinien być...

– ...katechizmem polskiej polityki historycznej?

– Tak, to jest chyba najlepsze określenie. Dlatego, że naszą politykę historyczną chcielibyśmy przecież opierać na etosie prawdy i poczuciu własnej wartości.

– Chcielibyśmy – co to znaczy?

– To znaczy, że właściwie dopiero w ostatnim okresie możemy mówić o tym, iż próbuje się podejmować usystematyzowane działania w zakresie stosunku do historii. Wreszcie prezydent, premier, ministrowie i inne instytucje państwa przedstawiają jeden kierunek widzenia polityki historycznej podporządkowanej interesowi państwa i narodu. I co najważniejsze, pojawiają się tu poczucie misji i służby oraz dobitne zaznaczenie sprzeciwu wobec nieuzasadnionych zarzutów pod adresem Polski i Polaków.

– Czy nie to właśnie „katechizmowe” ujęcie polityki historycznej sprowokowało niedawny absurdalny zarzut o „uprawianie przez Polskę polityki historycznej”?

– Zapewne tak, ponieważ przestaliśmy się wreszcie godzić na stosowaną wobec nas „pedagogikę wstydu”, na skandalicznie niesprawiedliwe oskarżenia związane z II wojną światową i Holokaustem, na to choćby, że np. Jedwabne ma być naszym kamieniem u szyi... Takich kamieni chętnie by nam nawieszano jeszcze więcej, a my powinniśmy być wiecznie zniewoleni tym zawstydzeniem wobec świata... Wreszcie podnieśliśmy głowę, ale musimy pamiętać, że w istocie chodzi tu nie o ten nasz dzisiejszy bunt, ale o bardzo wyrafinowaną, wyrachowaną politykę historyczną prowadzoną przez naszych oponentów i krytyków.

– O to, że wszyscy wokół nas prowadzą politykę historyczną zgoła „niekatechizmową”, interesowną i zaprzeczającą prawdzie?

– Oczywiście! Wystarczy się przyjrzeć polityce historycznej Rosji – czy to białego, czy czerwonego caratu. Podobnie zakłamana od wielu dziesiątków lat jest polityka niemiecka, która jako sprawców wszelkich zbrodni wskazywała wyłącznie „odnarodowionych” nazistów, a dodatkowo starała się podzielić winą z Polakami... Na szczęście w końcu doczekaliśmy się kilku gestów dzisiejszych niemieckich władz, które oddały Polsce należną prawdę.

– Ironią losu jest to, że najbardziej krytyczni wobec tej wydobytej z niebytu polskiej polityki historycznej są Żydzi. Dlaczego ustawa o IPN wywołała w środowiskach żydowskich aż tak wielkie poruszenie, że zaczęto Polaków oskarżać o udział w Holokauście, dlaczego właśnie teraz?

– Moim zdaniem, ma to związek z całkiem inną ustawą – z czekającą już na podpis prezydenta USA ustawą nr 447, która przyznaje Departamentowi Stanu prawo do wspierania organizacji żydowskich w odzyskiwaniu na całym świecie mienia po ofiarach Holokaustu. Choć nie jest to akt formalnie wymierzony w Polskę, to pośrednio może prowadzić do ogromnych roszczeń, których egzekwowanie będzie tym łatwiejsze, im bardziej świat uzna, że Polacy kolaborowali z Niemcami, że maczali ręce w Holokauście... Do dziś nie potrafię zrozumieć, dlaczego na terenie byłego obozu w Dachau mógł powstać klasztor karmelitański, a na terenie byłego KL Auschwitz było to niemożliwe. Czy za tym nie kryje się tylko wysokość sumy...?

– Wydaje się, że polska „katechizmowa” polityka historyczna jest dość bezradna wobec tak interesownej polityki historycznej, Panie Profesorze!

– Sądzę, że już jakiś doraźny jej cel udało nam się osiągnąć, ale aby wygrać całą batalię o prawdę historyczną, potrzeba konsekwencji, systemowego, długofalowego działania. Niestety, istnieją antypolskie siły odśrodkowe, które są gotowe zniszczyć każdy program służący narodowi. Nawet za cenę totalnego politycznego zniszczenia siebie samych.

– Rzeczywiście, okazuje się, że opinia publiczna bardzo przychylnie reaguje na obecny kształt polityki historycznej, natomiast opozycja twierdzi, że rządząca Zjednoczona Prawica zaproponowała nowelizację ustawy o IPN tylko po to, by sobie zwiększyć popularność przez obudzenie demona antysemityzmu...

– To całkowicie nietrafna i bardzo krzywdząca ocena. Ustawa o IPN – moim zdaniem, zbyt długo się z nią ociągano – jest niezbędną reakcją na zarzuty pod adresem Polski. O ile pojawiające się z dala od europejskich doświadczeń wypowiedzi o „polskich obozach śmierci” można było do pewnego stopnia lekceważyć, bo wynikały tylko z niewiedzy, to już nagminne używanie tego określenia przez Niemców mogło być traktowane jako perfidia i zła wola. Trzeba było to przeciąć, szkoda, że tak późno.

– Dlaczego nie wcześniej?

– Wcześniej w Polsce nawet nie było świadomości, jak bardzo groźne staje się to pomawianie nas o najgorsze czyny. Gdy niemiecka telewizja nadawała oczerniający Armię Krajową serial „Nasze matki, nasi ojcowie”, zorganizowaliśmy w środowisku Armii Krajowej konferencję, by zastanowić się, jak powinniśmy odpowiedzieć na tego rodzaju oszczerstwa. Wtedy usłyszałem od przedstawiciela ważnej instytucji państwowej, że w tym filmie nie została obrażona żadna instytucja państwa polskiego... Zadałem pytanie: Czy Armia Krajowa to nie część Wojska Polskiego i czy Wojsko Polskie nie zostało w filmie obrażone?

– A zatem państwo polskie nie zamierzało wtedy w jakikolwiek sposób zaprotestować? Nie mogło, nie chciało?

– Trudno mi to zrozumieć. Na szczęście znalazł się jeden zdeterminowany żołnierz AK, pan Karol Tendera, który prywatnie wytoczył niemieckiej telewizji proces, przy wsparciu społeczności Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. Ten jeden żołnierz dzisiaj powinien być wzorcem dla całego środowiska AK i dla nas wszystkich. Nikt z nas w żadnym razie nie powinien się godzić na „pedagogikę wstydu”, zwłaszcza gdy stosują ją wobec nas ci, którzy mają wielkie grzechy na sumieniu. Jakiś czas temu prezydent Francji upominał Polskę, że powinna milczeć... Teraz więc, gdy przywołuje się naszą rzekomą kolaborację z niemieckim okupantem, powinniśmy śmiało wypomnieć rzeczywistą kolaborację Francji z Niemcami w czasie II wojny światowej.

– Jesteśmy chyba wciąż zbyt delikatni i zastraszeni.

– Bardziej martwi mnie to, że nasza dbałość o to, by prezentować osiągnięcia okresu Polskiego Państwa Podziemnego, jest naprawdę minimalna. Podam przykład książki o „Żegocie”, która ukazała się w latach 60. ubiegłego wieku, a potem dopiero w latach 90. były cztery wznowienia, ale w nakładzie 50-100 egzemplarzy... Powinniśmy tego typu publikacje wydawać w dużych nakładach i w obcych językach. Na tym polega dobrze prowadzona polityka historyczna.

– Dlaczego nas na nią nie stać, dlaczego jest tak mało konkretna?

– Wciąż tego nie rozumiem. Niedawno zwróciłem się do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, byśmy z racji setnej rocznicy odzyskania niepodległości wydali przynajmniej dzieła najważniejsze dla II Rzeczypospolitej. Dlaczego do tej pory nie wydano np. „Archiwum Belwederskiego”? Publikacja w Internecie to jednak za mało... Moim zdaniem, ministerstwo kultury powinno stworzyć listę najważniejszych publikacji o charakterze politycznym z okresu międzywojennego, a także z okresu niepodległej emigracji, która przecież wydała wielkie dzieła do dziś nieznane w kraju lub znane co najwyżej bardzo wąskiej grupie. Dorobek emigracji niepodległościowej, tej II RP na wychodźstwie, powinniśmy koniecznie przywołać – po to, żeby poznać nasze korzenie niepodległościowe, by naprawdę móc się ich trzymać. Bo mentalnościowo wciąż tkwimy w II PRL.

– Ostra diagnoza, Panie Profesorze!

– Cóż, obawiam się, że próba ugruntowania tej peerelowskiej deformacji naszej świadomości przez III RP powiodła się znakomicie. Nie jest więc łatwo stanąć teraz wobec świata z podniesionym czołem i w sposób dostatecznie skuteczny bronić honoru Polski. Dlatego bardzo ucieszyło mnie to, że premier Mateusz Morawiecki w swym przemówieniu podczas obchodów 73. rocznicy wyzwolenia KL Auschwitz wreszcie powiedział o wartościach. Wcześniej nikt z liderów III RP nie mówił o tym, że można spojrzeć na Auschwitz z perspektywy trzech świętych: świętego ofiarnika Maksymiliana Kolbego, Żydówki i chrześcijanki św. Edyty Stein oraz rtm. Witolda Pileckiego, którego jego współpracownik, późniejszy profesor, Tadeusz Płużański nazwał „narodowym świętym”.

– Dlaczego, zdaniem Pana Profesora, wcześniej zabrakło tego właśnie spojrzenia?

– Dlatego, że dominowało i nadal dominuje przekonanie, iż w Auschwitz mordowano wyłącznie Żydów... O martyrologii Polaków mówi się zbyt mało, nie przekazuje się całej prawdy historycznej. Nie mówi się choćby o tym, że w powstaniu w getcie brał czynny udział oddział AK, a w Narodowych Siłach Zbrojnych jeden z najwyższych oficerów był pochodzenia żydowskiego... Nie przywołuje się pamięci gen. Bernarda Monda, legionisty i oficera Wojska Polskiego. Takich przykładów jest wiele. Niestety, zbyt często zamiast konkretnej prawdy historycznej pojawiały się rozmaite tendencyjnie zakłamane tezy, jak np. ta, że powstanie żydowskie było po to, by na Gęsiówce wymordować resztkę Żydów...

– Mieliśmy do czynienia z typową propagandową dezinformacją historyczną?

– Można by tak to określić. Trudno dziś zrozumieć i wybaczyć to, że nie poinformowaliśmy świata o naszych rzeczywistych osiągnięciach, takich jak Polskie Państwo Podziemne z prawodawstwem jedynym na świecie, które kolaborantów z okupantem skazywało sądownie i wykonywało wyroki, które stworzyło instytucję wspierającą Żydów, w której działali „antysemiccy katolicy” – jak ich nazywano – z pisarką Zofią Kossak-Szczucką na czele. Tę organizację założyło środowisko ultrakatolickie! Apel Kossak-Szczuckiej skierowany do polskich katolików, będący protestem wobec zagłady Żydów, winien być zrównany z misją Karskiego, z raportami Witolda Pileckiego.

– Tymczasem została ona skazana na zapomnienie, także jako pisarka.

– Uważam, że z okazji naszego tegorocznego jubileuszu odzyskania niepodległości Zofia Kossak-Szczucka powinna zostać przywrócona naszej świadomości czytelniczej.

– Dopiero całkiem niedawno zaczęto przywracać pamięć o rtm. Pileckim. Pan Profesor chyba już dość dawno rozpoczął swoje studia nad tą postacią, których owocem była monografia wydana w 1994 r.?

– To było w czasie, kiedy zajmowałem się kacetami i łagrami, czyli w okresie studiów akademickich i pierwszego etapu pracy naukowej. Niestety, musiałem odejść od tej tematyki, ponieważ to ciągłe obcowanie ze śmiercią, z relacjami z obozów, w których opisywano nieprawdopodobne zbrodnie, okazało się bardzo wyczerpujące psychicznie. Wtedy, tuż przed latami 80., pisząc książkę o życiu religijnym w Auschwitz i innych niemieckich obozach, zacząłem wchodzić głębiej w sylwetkę Witolda Pileckiego. Cenzura nie puściła mi, oczywiście, żadnego tekstu. Potem dopiero w latach 90. Urząd Ochrony Państwa dał mi możliwość zajrzenia do dokumentów i wówczas napisałem pierwszą, opartą na źródłach, monografię o rtm. Pileckim.

– Była wtedy jakaś reakcja czytelników?

– Zgłaszali się do mnie ludzie w związku nie tyle z samą postacią Pileckiego, ile z tymi, którzy zostali skazani na śmierć w tzw. procesach odpryskowych, z prośbą o jakieś informacje. Wtedy zwróciłem się do UOP o umożliwienie mi ponownego zajrzenia do tych materiałów. Dostałem 8 tomów – wcześniej miałem 12 grubych, jeszcze nieuporządkowanych tomów – przy czym wiele dokumentów było już zasłoniętych bibułkami, których nie mogłem odsłaniać, czego pilnował funkcjonariusz. To było w 1996 r.

– To był przejaw polityki historycznej niby wolnej III RP...

– Niby wolnej... Wtedy pomyślałem, że widocznie komuś nadal bardzo zależało na tym, aby pamięć o Witoldzie Pileckim ciągle była na marginesie historii.

– A przecież mamy tu do czynienia z bohaterem – może to kiepskie porównanie – zasługującym na wielką produkcję kinową w rodzaju filmów o Jamesie Bondzie, tyle że bez szczęśliwego zakończenia...

– W minionych latach zgłaszały się do mnie w tej sprawie cztery ekipy filmowe ze Stanów Zjednoczonych, które chciały nakręcić film o Pileckim – bohaterze z Auschwitz. Już nawet zaczynaliśmy współpracę. ale kiedy amerykańscy filmowcy zorientowali się, że Pilecki nie był Żydem, natychmiast stracili zainteresowanie. Nie ma więc wielkiej produkcji filmowej, ale powstało kilka niszowych polskich filmów, kilka widowisk teatralnych, które nie pozwoliły pamięci Witolda Pileckiego skazać na całkowity niebyt, i już dzisiaj w Polsce nie można obok tego nazwiska przejść obojętnie.

– A jutro, Panie Profesorze? Wydaje się, że jeszcze bardzo wiele trzeba by zmienić w polskich instytucjach, których misją jest wspieranie dobrej polityki historycznej. Mamy Instytut Józefa Piłsudskiego, którego Pan Profesor jest prezesem, mamy Światowy Związek Żołnierzy AK i wiele innych. Jak wzmocnić ich oddziaływanie?

– Wprost konieczne wydaje się połączenie i wykorzystanie wszystkich sił, aby nie ulegały one sztucznemu rozproszeniu w świecie, wobec ataków którego teraz bywają bezradne. Należałoby zatem wzmacniać naturalne historyczne więzi oraz – co z biegiem lat staje się najważniejsze – łączność między kolejnymi pokoleniami. Bo przecież nie byłoby Armii Krajowej i Polskiego Państwa Podziemnego, gdyby nie było żołnierzy i wychowanków Józefa Piłsudskiego... O powstańcach styczniowych mówi się, że wygrali 11 listopada 1918 r... Obyśmy więc o pokoleniu AK-owskim, o Niezłomnych mogli zawsze mówić, że naprawdę wygrali dzisiaj. Dzieci i wnukowie bojowników Polski Walczącej muszą być bardzo silnym ogniwem w łańcuchu polskich pokoleń.

Prof. dr hab. Wiesław Jan Wysocki
Historyk, nauczyciel akademicki (UKSW) – specjalizuje się w najnowszej historii Polski, historii powszechnej w czasach nowożytnych, historii wojskowości; autor m.in. prac o marsz. Edwardzie Śmigłym-Rydzu, gen. Emilu Fieldorfie, rtm. Witoldzie Pileckim, ks. mjr. Ignacym Skorupce, kard. Stefanie Wyszyńskim i św. Janie Pawle II oraz o duszpasterstwie wojskowym. Jest prezesem Instytutu Józefa Piłsudskiego.

Tagi:
historia

Ocalić od zapomnienia

2018-09-19 10:33

Piotr Lorenc
Edycja sosnowiecka 38/2018, str. III

Od odśpiewania hymnu państwowego rozpoczęła się gala wręczenia nagród i wyróżnień w diecezjalnym konkursie literacko-historycznym pt.: „Szkice pamięci. Ocalić od zapomnienia. Rodzinne wspomnienia historyczno-patriotyczne”

Piotr Lorenc
Laureaci i patroni konkursu

Uroczystości odbyły się 11 września w bazylice katedralnej pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Sosnowcu. Nagrody ufundowane przez mecenasa konkursu firmę Tauron Polska Energia S.A. wręczyli biskup diecezji sosnowieckiej Grzegorz Kaszak oraz prezes firmy Filip Grzegorczyk. Galę poprowadził ks. Michał Borda, dyrektor Wydziału Katechetycznego Kurii Diecezjalnej w Sosnowcu. A o podniosłą, patriotyczną oprawę muzyczną zadbali Młodzieżowy Chór Jubileuszowy Wydziału Katechetycznego Sosnowieckiej Kurii Diecezjalnej, Silesian Brass Artists – Śląski Kwintet Dęty oraz ks. prof. Paweł Sobierajski – kantor.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Ks. Józef Augustyn SJ: tylko mocą Ducha możemy stawić czoła dramatycznej sytuacji, w jakiej znalazł się Kościół

2018-09-22 09:59

ks. Józef Augustyn SJ, maj / Warszawa (KAI)

- Odważne, pełne pokory i skruchy stawianie czoła w Kościele przestępstwom seksualnym księży na szkodę małoletnich to nie tylko problem wiarygodności, ale wręcz jego istnienia w danej społeczności – pisze ks. Józef Augustyn SJ. Odnosząc się do kryzysu, w jakim znajduje się Kościół na skutek ujawniania się kolejnych faktów wykorzystania seksualnego nieletnich przez osoby duchowne, podkreśla, że wiernym należy się słowo wyjaśnienia a duszpasterze nie mogą przyjmować postawy dyplomatycznego milczenia.„Gdy w duchu wiary, w każdym dziecku skrzywdzonym przez księdza, dostrzeżemy poniżone, znieważone i upokorzone Oblicze Chrystusa, zrezygnujemy z pomniejszania i tuszowania problemu” – podkreśla.

http://jaugustyn.jezuici.pl/

Publikujemy tekst ks. prof. Józefa Augustyna SJ

Józef Augustyn SJ

Kiedy cierpi Lud Boży...

22 września 2018

Sytuacja, w jakiej znalazł się Kościół w ostatnim czasie na skutek ujawniania się kolejnych faktów dotyczących wykorzystania seksualnego nieletnich przez osoby duchowne, jest bardzo napięta, bolesna, krytyczna. Oliwy do ognia dodał abp Viganò, który publicznie zaatakował Papieża Franciszka oskarżając go o tuszowanie skandalicznych zachowań kard. McCarricka, wzywając Ojca świętego do ustąpienia. Fakt bez precedensu. Zapiera dech. Wielu komentatorów stwierdza, że działania wymierzone w Papieża były starannie przemyślane i zaplanowane, a termin ogłoszenia był wybrany tak, by zmusić Franciszka do zabrania głosu w sprawie.

Kard. Gerhard Müller mówi, że „trudne chwile, które przeżywa dzisiaj Kościół, spontanicznie przywodzą na myśl XVI-wieczną schizmę Kościoła oraz sekularyzację życia duchowego w przededniu rewolucji francuskiej”. Po oskarżeniach abpa Viganò, list Ojca świętego z 20 sierpnia br. skierowany do całego Kościoła w sprawie seksualnych nadużyć dzieci i młodzieży przez duchownych został w mediach zmarginalizowany. Dla nas nie traci on jednak swojej mocy i staje się zasadniczym punktem odniesienia w podejmowaniu problemu nadużyć osób duchownych wobec dzieci i młodzieży.

1. W tej napiętej sytuacji media świeckie publikują liczne komentarze na temat problemów pedofilii w Kościele, stawiają hipotezy, snują domysły, podgrzewając sytuację, świadome faktu, że problem ten dotyka tak wierzących, jak i osoby dystansujące się wobec wiary. Media katolickie piszą na ten temat raczej mało, ostrożnie, ogólnikowo, czasami nawet obronnie, unikając konfrontacji. Nie wiemy, co w tej sytuacji myśleć i co mówić. Ujawnia się tutaj cała nasza bezradność i niemożność jasnego, zdecydowanego działania. Nabrzmiałego problemu wykorzystania seksualnego nieletnich przez duchownych nie da się dzisiaj w żaden sposób ominąć, przemilczeć. Musimy się z nim bezpośrednio zmierzyć.

2. Dzisiaj wielu pyta wprost: jaki jest rozmiar problemu w polskim Kościele. Na ten temat wiemy bardzo mało. Ostatnio jeden z biskupów podał, jaka jest liczba przypadków wykorzystania seksualnego nieletnich przez jego księży. Boimy się liczb. Ale ów lęk jest przeciwko nam. Konieczne są nam wiarygodne informacje o skali zjawiska, jakie są dostępne w Kościele w Polsce w tej chwili. Pomoże nam to zlokalizować problem, by móc stawiać mu czoła. Zdania wypowiadane niekiedy przez księży: „Ja się z tym problemem nigdy nie spotkałem”, by zdystansować się do tematu, brzmią niewiarygodnie. Wiernym trzeba jasno powiedzieć, że mamy problem i chcemy rozwiązywać go z całą stanowczością i zdecydowaniem. Nie podając liczb narażamy się na oskarżenia, że chcemy coś ukrywać, maskować. Wierni czytając raporty na temat wykorzystywania seksualnego małoletnich przez księży z Australii, ze Stanów, Niemiec czy Irlandii, w których padają wysokie cyfry, mogą mechanicznie przenosić je na polski teren. To niebezpieczne, ponieważ zniekształca prawdę o naszym polskim problemie.

3. Wielu wiernym wali się dzisiaj obraz duszpasterzy, którym mogą zaufać i powierzyć swoje dzieci. Wielu też z nich czuje się zagubionych; nie wiedzą, co powiedzieć swoim dzieciom, uczniom na katechezie, którzy o to wprost pytają. Wierni chcieliby usłyszeć z ust swoich pasterzy słowo komentarza, wyjaśnienia, umocnienia na duchu, zachęty, wsparcia duchowego i ludzkiego. Jesteśmy im to winni. W tej sytuacji nie mamy prawa przyjmować postawy dyplomatycznego przemilczania, wycofanego wyczekiwania, zostawiając wiernych w ich bólu, niepewności, zagubieniu. Mamy ich umacniać w wierze. Nam duszpasterzom konieczna jest świadomość, że obecny stan, w jakim znalazł się Kościół, to dla wiernych jak ich pasterzy wielka próba wiary i stan ciężkiego kuszenia. Wszelkie pomysły, jak komentować temat, jak go rozwiązywać winny być badane, rozeznawane, od jakiego ducha pochodzą; od ducha dobrego czy też ducha złego. Odniesienie się do tej bolesnej sprawy dla wszystkich, duchownych i świeckich, to kwestia wiarygodności naszego świadectwa.

4. Nie budzi zaufania wiernych, kiedy pasterze wypowiadają się chętnie komentując sytuację Kościoła, gdy ten przeżywa dni zwycięstwa i chwały, a milczą, gdy bywa poniżony i upokorzony z powodu własnych błędów, zaniechań czy wręcz nieprawości. Gdy wierni, szczególnie młodzi, przestają ufać swoim duszpasterzom, odsuwają się nie tylko od Kościoła, ale także od wiary: porzucają praktyki religijne, zaniedbują modlitwę, przestają korzystać z sakramentów świętych. Jeżeli nie podejmujemy wysiłku, aby podtrzymać ich zaufanie do nas duszpasterzy - pasterzy, ich zachowanie i wybory obciążają także nasze sumienia. Pan powierzył ich przecież naszej pieczy. Musimy rozumieć, że młodym bardzo trudno jest pogodzić się z faktem, że ci którzy mieli pomagać dzieciom we wzrastaniu w wierze, miłości i czystości serca, stali się dla nich agresorami; odarli je z poczucia bezpieczeństwa, zaufania do świata dorosłych oraz dziecięcej niewinności. Dzieci, ludzie młodzi po traumie wykorzystania seksualnego czują się – nawet po wielu latach – upokorzeni, winni i zbrudzeni. Ból i poczucie zdrady jest tym większe, gdy sprawcą jest osoba duchowna, którą dziecko spontanicznie kojarzy z Bogiem. Nasze unikanie zabrania głosu w sprawie przestępstw seksualnych księży na szkodę małoletnich budzi u wielu podejrzenie, że stajemy po stronie sprawców przeciwko ofiarom i ich rodzinom.

5. Musimy świadomie zrezygnować z postawy obronnej oraz z drażliwego reagowania, gdy temat wykorzystania seksualnego jest wywoływany kolejny raz w mediach. Nie służy prawdzie ani oczyszczeniu podkreślanie, że fakty wykorzystywania małoletnich przez księży, to zaledwie nikły procent, podczas gdy większość faktów ma miejsce w rodzinach oraz w jednym czy drugim środowisku, w których żyją i wychowują się dzieci. I choć jest to prawdą, to jednak nie może być usprawiedliwieniem ani relatywizacją nawet dla jednego przestępczego zachowania. Za deklaracjami, które padały wiele razy: „zero tolerancji dla pedofilii w Kościele”, muszą pójść konkretne czyny, fakty. Słowom przeprosin, jakie wygłaszamy po raz kolejny, muszą towarzyszyć czyny aktywnego zaangażowania na rzecz ofiar i ich rodzin, oraz prewencji. Kościół winien otwarcie i publicznie zapewniać ofiary wykorzystania seksualnego przez duchownych, że będą wysłuchane z zaufaniem i współczuciem, z życzliwością i uwagą, gdy zgłoszą się ze swoją krzywdą, oraz że otrzymają pomoc, wsparcie i zadośćuczynienie stosownie do zaistniałej sytuacji.

6. Zgłaszanie się osób pokrzywdzonych przez duchownych i ujawnienie sprawców Kościołowi i organom ścigania, jest istotne dla przezwyciężenia zaistniałego kryzysu, ponieważ tylko w ten sposób można przerwać ów przestępczy proceder. Milczenie ofiar, maskowanie krzywdy dzieci tak przez kapłańskie środowisko, jak i przez przełożonych, stanowi dla sprawców zachętę do kontynuowania czy też rozwijania niegodziwych czynów. Zgłaszanie się ofiar molestowania seksualnego przez księży nie powinno być traktowane jako ciężar, ale wręcz jako dar. To dzięki ich świadectwu, które wymaga od nich nieraz heroicznej postawy, Kościół może skutecznie walczyć z przestępstwem wykorzystywania seksualnego małoletnich w szeregach kapłańskich.

7. Przełożeni winni otwarcie wezwać księży, kleryków, osoby konsekrowane oraz osoby świeckie pracujące z dziećmi w przestrzeni kościelnej, które mają na swoim sumieniu owe niegodziwe czyny, by zgłaszały się do swoich bezpośrednich przełożonych celem rozeznania zaistniałej sytuacji oraz podjęcia stosownych kroków kanonicznych i prawnych. Życie wielokrotnie pokazało, że faktów wykorzystania seksualnego dzieci przez duchownych na dłuższą metę nie da się ukryć. Im później się one ujawniają, tym cięższe bywają konsekwencje. Każde oskarżenie księdza o wykorzystywanie seksualne małoletnich, nawet po dziesięcioleciach, uderza boleśnie w cały Kościół z ogromną siłą rażenia. Wobec przywoływania przez media sprawdzonych faktów tuszowania przestępstw księży i zakonników przez ich przełożonych w różnych krajach, byłoby rzeczą ważną, by otwarcie upewniać wiernych, że działamy przejrzyście i nie chronimy księży i osób konsekrowanych, które krzywdzą dzieci i młodzież poprzez przestępcze zachowania.

8. Konieczne są szczere spotkania wyższych przełożonych: biskupów i prowincjałów ze ich księżmi - zakonnikami, za których ponoszą odpowiedzialność, celem podjęcia wspólne refleksji, jaki sposób dawać dzisiaj wiarygodne świadectwo prawdziwej skruchy, prawości serca, współczucia wobec ofiar i ich rodzin oraz zaangażowanej troski o bezpieczeństwo dzieci i młodzieży. Spotkania te winny zaczynać się szczerą modlitwą wynagradzającą, prośbą o skruchę serca oraz o odwagę i światło Ducha Świętego. Tylko mocą Ducha możemy stawić czoła dramatycznej sytuacji, w jakiej znalazł się Kościół. Konieczne są także szkolenia, by poznać postawę i strategię sprawców, skutki wykorzystania oraz zasady profilaktyki.

9. Tylko mocą Ducha możemy stawić czoła dramatycznej sytuacji, w jakiej znalazł się Kościół. Wbrew wszystkiemu mamy być nadal wiarygodnymi świadkami Jezusa i Jego Ewangelii. Zbyt wielu z nas, księży i zakonników, wciąż jeszcze pomniejsza czy wręcz lekceważy problem, uważając, że podnoszenie go przez media, to wyraz ataku na Kościół i próba zniszczenia go. Nie widzą potrzeby przyznania się do winy, wyrażenia skruchy czy też zajęcia się ofiarami. Nieraz wręcz oskarżają ofiary, że szkodzą Kościołowi.

10. Odważne, pełne pokory i skruchy stawianie czoła w Kościele przestępstwom seksualnym księży na szkodę małoletnich to nie tylko problem wiarygodności, ale wręcz jego istnienia w danej społeczności, bo te przestępcze czyny niektórych duchownych przyćmiewają blask Ewangelii, bardziej niż prześladowania (Benedykt XVI). Doświadczenia wielu krajów pokazują, że wierni masowo odchodzą od Kościoła tam, gdzie księża i ich przełożeni tolerują, ukrywają, pomniejszają lub lekceważą problem. Z takimi „zastępcami Chrystusa” nie chcą mieć nic wspólnego. I choć z pewnością nie jest to jedyny powód, to jednak zgorszenie zachowaniem księży bywa nieraz tą ostatnią kroplą, która dopełnia kielich goryczy. Zaangażowane i odważne działania Kościoła w obronie dzieci i młodzieży służy nie tylko jego ewangelizacyjnej misji, ale stają się także przykładem dla współczesnego świata, w którym dzieci nagminnie stają się ofiarami przemocy, także seksualnej. Bez szczerych działań naprawczych trudno będzie społeczeństwu uznać, że problem w Kościele jest lustrzanym odbiciem problemu społecznego.

11. List Papieża Franciszka o wykorzystywaniu seksualnym dzieci i młodzieży przez osoby duchowne stanowi dla nas bezcenną inspirację, w jaki sposób angażować wszystkich wiernych do stawienia czoła zaistniałemu kryzysowi w Kościele. Usilna modlitwa i post to początek i fundament wszystkich naszych działań w tym względzie. Podejmowane inicjatywy społeczne i kościelne: wszelkie spotkania, konferencje, szkolenia prewencyjne, a nade wszystko praca z ofiarami nadużyć wykorzystania seksualnego i z ich rodzinami, winny brać swój początek w modlitwie. Tylko Duch Święty może nam podpowiedzieć, co mówić, jak komentować wydarzenia, jak się zachować wobec niesłusznych oskarżeń czy też prowokacyjnych zachowań. Bez modlitwy i postu nie zniesiemy presji społecznej, niepokoju wiernych, pytań ludzi młodych, którzy konfrontują nas zadając trudne pytania, by sprawdzić naszą wiarygodność i szczerość.

12. Gdy „Kościół hierarchiczny, Matka nasza” (św. Ignacy Loyola) głęboko dzisiaj cierpi z powodu nadużyć seksualnych, władzy i sumienia niektórych kapłanów i osób konsekrowanych i ich przełożonych, winniśmy – jako jego dzieci - otoczyć go i wspomagać naszą szczerą modlitwą, gorącą miłością, postem i jałmużną udzielaną ubogim, oraz prawdziwym synowskim przywiązaniem. W XVI wieku, gdy Kościół był rozrywany przez herezje, apostazje, gorszące życie duchownych oraz wewnętrzne spory, św. Ignacy Loyola pisał w „Ćwiczeniach duchownych”: „Odłożywszy na bok wszelki sąd własny powinniśmy trzymać umysł nasz gotowy i skory do posłuszeństwa we wszystkim prawdziwej Oblubienicy Chrystusa, Pana naszego, a jest nią nasza święta Matka – Kościół hierarchiczny”. Wobec bezpośredniego ataku na Papieża, który przewodzi całemu Kościołowi, wspierajmy go naszą synowską i braterską miłością i modlitwą. Święty Ignacy w książeczce „Ćwiczeń” w kontekście rachunku sumienia i żalu za grzechy, podpowiada nam trzy pytania: „Co uczyniłem dla Chrystusa? Co czynię dla Chrystusa? Co chciałbym uczynić dla Chrystusa?” Radykalne, pełne wyrzeczenia, miłości i poświęcenia, szukanie Chrystusa: poznawanie Go, miłowanie całym serce i całą duszą, codzienny wysiłek naśladowania Go – oto jedyna skuteczna droga odnowy Kościoła, prawdziwej Oblubienicy Chrystusa, Pana naszego. Tylko na tej drodze możemy zrozumieć głębię krzywdy wyrządzonej dzieciom i ich rodzinom przez niegodziwych ludzi Kościoła. Gdy w duchu wiary, w każdym dziecku skrzywdzonym przez księdza, dostrzeżemy poniżone, znieważone i upokorzone Oblicze Chrystusa, zrezygnujemy z pomniejszania i tuszowania problemu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Turkson: osobisty grzech sprawia, że nasze Kościoły i wspólnoty stają się niewiarygodnymi świadkami

2018-09-23 14:18

maj / Gniezno (KAI)

- Złe pragnienia i nawyki, pochodzące z wnętrza każdego człowieka zniekształcają nasz sposób rozumienia Ewangelii i sprawiają, że nasze Kościoły mogą stać się niewiarygodnymi świadkami – mówił kard. Peter Turkson w homilii podczas Mszy św. na zakończenie XI Zjazdu Gnieźnieńskiego. – Jeśli chcemy realizować cele Zjazdów, czyli budować europejską wspólnotę ducha poprzez świadectwo chrześcijańskiej wiary, nie możemy pozwolić, by jej światło zaciemniły nasze wady charakteru – podkreślił.

Włodzimierz Rędzioch

Kard. Turkson nawiązał w homilii nawiązał do dzisiejszej Ewangelii, mówiącej o sporze uczniów Jezusa o to, kto z nich jest największy (Mk 9, 30-37). Wspominał też o Ewangelii z 22 niedzieli zwykłej, gdzie ewangelista Marek cytuje słowa Jezusa: „Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym” (Mk 7,15). Podkreślił, że ambicja i chęć samo-wywyższenia było złem, które utrudniało uczniom zrozumienie nauki Mistrza.

- Drodzy przyjaciele, złe pragnienia i nawyki, pochodzące z wnętrza nas samych, nie tylko plamią. Mogą one również zniekształcić nasz sposób rozumienia Jezusowej Dobrej Nowiny oraz sposób, w jaki przeżywamy nasze życie jako uczniowie Jezusa, chrześcijanie – powiedział kard. Turkson. Zaznaczył, że to, co pochodzi z wnętrza każdego człowieka powoduje takie postawy w nas, że „nasze Kościoły i wspólnoty stają się gorszącymi i kiepskimi świadkami!”.

Przypomniał następnie cele, jakie stawiają sobie kolejne Zjazdy Gnieźnieńskie – tworzenie wielkiej europejskiej wspólnoty ducha poprzez świadectwo wiary i jedności chrześcijan. - Zjazdy Gnieźnieńskie z pewnością podtrzymują swój ekumeniczny charakter. Zaś perspektywa Zjazdów – miara, jaką przykładacie do wiary chrześcijańskiej, przeżywania jej i świadczenia o niej – jest niewątpliwie bardzo wymagająca. Dlatego właśnie – opisane w dzisiejszej Ewangelii – doświadczenie uczniów Jezusa, pierwszych chrześcijańskich świadków, może być dla nas tak bardzo przydatne – zaznaczył kaznodzieja.

- Chcąc realizować cele Zjazdów Gnieźnieńskich, nie możemy pozwolić, aby nasze wady charakterów i nasze przyzwyczajenia zaciemniły światło naszej wiary i znieczuliły nasze zmysły na jej wymagania – podsumował.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem