Reklama

Woda utleniona – nietypowo, a skutecznie

2018-02-21 10:32

Karolina Szostkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 8/2018, str. 48

Robert Przybysz/fotolia.com

Obecny w każdym domu najlepszy środek na odkażanie ran. Przydatna przy dezynfekcji oraz do płukania gardła w czasie choroby. Jednak mało kto z nas wie, że woda utleniona jest w stanie zatrzymać rozwój bakterii, które namnażają się w naszym organizmie, a co za tym idzie – zatrzymać rozwój choroby we wczesnym stadium. Im wcześniej zaczniesz reagować, tym lepiej!

A dzieje się to tak...

Ucho środkowe jest miejscem, gdzie rozpoczyna się infekcja. Właśnie w tej części czaszki namnażają się bakterie, które dają początek rozwoju infekcji górnych dróg oddechowych. Woda utleniona zaaplikowana w odpowiedni sposób już od pierwszych chwil, gdy czujesz się nieswojo, może sprawić, że na drugi dzień obudzisz się bez choroby, która po nocy w normalnych warunkach mogłaby się rozwinąć. Dzieje się tak z powodu jej właściwości bakteriobójczych.

Jak to działa?

Jeśli poczujesz, że „coś Cię bierze”, połóż się na jednym boku i wkrop do ucha 2 krople 3% wody utlenionej. Odczekaj kilka minut i jeśli wszystko jest w porządku (nie odczuwasz bólu ani innych niepokojących objawów), zakrop jeszcze 5-6 kropli. Poczekaj w pozycji leżącej ok. 10-15 min, a następnie przekręć się na drugi bok, aby wodę wylać z ucha. Powtórz tę czynność na drugim uchu. Możesz odczuwać lekki dyskomfort, który wiąże się z „bzyczeniem” w uchu. Dlatego jeśli stosujesz tę metodę na swoim dziecku, wytłumacz mu, co może się za chwilę wydarzyć, aby było spokojne. Jeśli uchwycisz właściwy moment – początek stanu zapalnego – ta naturalna metoda powinna pomóc i infekcja zostanie zatrzymana.

Reklama

Jeśli przegapimy pierwszy moment i infekcja rozprzestrzeni się w kierunku gardła, warto wykonać roztwór, aby go płukać. Do 1 szklanki wody wlej 2 łyżeczki wody utlenionej oraz 4-7 kropli płynu Lugola. Tym roztworem płucz gardło 3-4 razy dziennie. Dzięki temu wstrzymasz rozwój bakterii, a wraz z tym infekcję w migdałkach.

Jeśli Twoja infekcja jest w stadium zaawansowania lub masz od dłuższego czasu problemy z zatokami, również woda utleniona może wyeliminować ten problem. 5 ml soli fizjologicznej z apteki wlej do filiżanki i dolej 2-3 krople 3% wody utlenionej. W tym przypadku będziesz potrzebować zakraplacza do nosa (do nabycia w aptece). Połóż się tak, aby Twoja głowa była odchylona w dół (czołem do tyłu). Nabierz do zakraplacza zrobiony roztwór i zakrop jego całą zawartość po pół do dwóch dziurek. Płyn przejdzie do zatok. Możesz mieć uczucie dużego dyskomfortu, który charakteryzuje się mocnym pieczeniem za oczami oraz na czubku głowy. Ten ból jest dobrym objawem. Wytrzymaj tyle, ile możesz. Podnieś się do pozycji poziomej i wydmuchaj nos. Jeśli pojawi się kolorowa wydzielina – śluz jest zanieczyszczony, w tej sytuacji należy powtórzyć zabieg 3 razy w ciągu dnia. Często osoby, które miały problem z przewlekłymi stanami zapalnymi zatok przez wiele lat – pozbywają się tej choroby.

Zabiegi należy wykonywać na własną odpowiedzialność, z dużą ostrożnością. Jeśli miałeś w swoim życiu problemy z uszami, pękniętą błonę bębenkową czy inne dolegliwości, bądź rozważny. Nie każdy organizm reaguje tak samo. Pamiętaj, aby woda utleniona była świeżo otwarta – tylko wtedy działa właściwie.

Z własnej obserwacji mogę powiedzieć, że zakrapianie uszu stawia na nogi nie tylko mnie, ale również moich pacjentów i bliskich.

Karolina Szostkiewicz
Dietetyk kliniczny. Zajmuje się leczeniem żywieniowym chorób zależnych od diety. Propaguje zasadę: „Poznaj zdrowie z jedzenia – odżywiaj się świadomie”. Organizatorka warsztatów promujących zdrowy styl życia – dla dzieci oraz dorosłych. Na co dzień poszukuje prostych i praktycznych rozwiązań na zdrowe smaki do zastosowania w każdej kuchni.

Tagi:
porady

Jak po 25 maja chronić dane osobowe? - powstał kościelny poradnik

2018-05-09 14:15

Łukasz Kasper / Warszawa (KAI)

Kościelne jednostki prawne, czyli m.in. kurie diecezjalne, prowincje i domy zakonne otrzymały omówienie specjalnego dekretu Episkopatu Polski na temat zmian w przepisach ochrony danych osobowych, jakie nastąpią 25 maja wraz z początkiem obowiązywania unijnego rozporządzenia RODO. Ma to im pomóc w zrozumieniu tych zmian m.in. na poziomie parafialnym, w kontaktach z wiernymi, ale także niekatolikami.

cherezoff/Fotolia

25 maja zacznie obowiązywać rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych.

Do tego czasu państwa unijne mają obowiązek dostosować swoje wewnętrzne prawo w zakresie przetwarzania danych osobowych do tegoż dokumentu. Obowiązek ten spoczywa także na Kościołach i związkach wyznaniowych, przy poszanowaniu wszelkiej ich autonomii. Jeśli Kościoły nie stworzyłyby własnego urzędu, to ich zadania przetwarzania danych osobowych przejmie organ państwowy.

Kościół katolicki w Polsce ogłosił 30 kwietnia specjalny dekret ws. ochrony osób fizycznych w związku z kościelnym przetwarzaniem danych osobowych. Dzięki temu dokumentowi nastąpiło ujednolicenie zasad stosowania przepisów, które istnieją w Kościele przynajmniej od kilkudziesięciu lat, a dotyczą ochrony danych osobowych.

Jak w praktyce będą realizowane nowe unijne przepisy w odniesieniu do kościelnego przetwarzania danych osobowych i których instytucji kościelnych konkretnie będą te przepisy dotyczyły?

Wyjaśnienia w formie pytań i prostych odpowiedzi zaprezentowano na szkoleniu dla kanclerzy kurii, oficjałów sądów biskupich i inspektorów ochrony danych, które odbyło się 7 maja w Sekretariacie Episkopatu Polski w Warszawie*.

Te swoiste FAQ (Frequently Asked Questions - często zadawane pytania) lepiej tłumaczą, co się zmieni i kogo ewentualne zmiany obejmą. Oprócz kurii zostały one rozesłane m.in. do prowincji i domów zakonnych oraz instytutów życia konsekrowanego z prośbą o dokładne zapoznanie się i skorzystanie z nich w przygotowaniach do wejścia w życie nowych przepisów.

Przetwarzanie danych - co to jest?

Przede wszystkim należałoby wyjaśnić, że na przetwarzanie danych osobowych składa się szereg różnych czynności. Jest to m.in. zbieranie, porządkowanie, przechowywanie, modyfikowanie, pobieranie, przeglądanie, ujawnianie poprzez przesłanie, rozpowszechnianie lub innego rodzaju udostępnianie, dopasowywanie lub łączenie, ograniczanie, usuwanie lub niszczenie tychże danych.

W działalności Kościoła zbiorem danych są zwłaszcza księgi parafialne zawierające rejestr ochrzczonych, bierzmowanych, Pierwszej Komunii świętej, zawartych małżeństw czy zgonów. Takim zbiorem danych jest też rejestr parafian, alumnów seminariów duchownych, nowicjuszy i członków instytutów życia konsekrowanego i stowarzyszeń życia apostolskiego.

W rozumieniu dekretu KEP zbiorem danych nie jest jednak np. zwykły spis kontaktów telefonicznych czy w postaci adresów poczty elektronicznej w pamięci telefonu lub na koncie pocztowym.

Kto jest administratorem danych?

Administratorem danych w działalności Kościoła jest, z zachowaniem odpowiednich norm Kodeksu Prawa Kanonicznego oraz statutów wewnętrznych, np. parafia, diecezja, prowincja zakonna lub dom zakonny.

W dekrecie wspomina się też o szczególnych kategoriach danych, tzw. danych wrażliwych. Chodzi o dane ujawniające pochodzenie rasowe lub etniczne, poglądy polityczne, przekonania religijne lub światopoglądowe, przynależność do związków zawodowych oraz dane genetyczne, dane biometryczne oraz dane dotyczące zdrowia lub seksualności osoby fizycznej.

Których instytucji kościelnych dotyczą przepisy dekretu Episkopatu Polski? Obejmują one tzw. kościelne publiczne osoby prawne, które organizują i prowadzą działalność wynikającą z misji Kościoła, czyli zwłaszcza diecezje (a w nich przede wszystkim kurie i sądy kościelne), parafie (a w nich np. bractwa i grupy duszpasterskie), prowincje i domy zakonne, seminaria duchowne oraz publiczne stowarzyszenia wiernych.

Natomiast instytucje kościelne prowadzące działalność m.in. o charakterze edukacyjnym (np. szkoły, biblioteki), opiekuńczym czy leczniczym (np. hospicja) stosują się w tym zakresie do przepisów prawa powszechnie obowiązującego w danym obszarze działalności.

Prawa wiernego

Pytaniem bodaj najczęściej trapiącym wiernych może być to, czy jest konieczna zgoda osób korzystających z posług religijnych, duszpasterskich, charytatywnych, administracyjnych i sądowych na gromadzenie i przetwarzanie ich danych osobowych koniecznych do wypełniania tych posług?

Zgoda taka nie jest wymagana, gdy gromadzenie i przetwarzanie danych wynika z przepisów prawa kanonicznego. Każda osoba, także niekatolik, zwracając się do Kościoła w każdej sprawie będącej w jego kompetencjach, winna wiedzieć, że jej dane będą przetwarzane zgodnie z obowiązującym prawem kanonicznym. Zgoda jest natomiast konieczna, gdy dane mają być przetwarzane w innym celu niż wyżej wskazane.

Obowiązki proboszcza

Osobą odpowiedzialną za gromadzenie i przetwarzanie danych w parafii jest proboszcz. To na nim spoczywa obowiązek czuwania nad prawidłowym zachowaniem odpowiednich przepisów prawa kanonicznego oraz koordynacji działalności ewentualnych współpracowników. W innych instytucjach kościelnych osobą odpowiedzialną jest przełożony danej instytucji.

Nie ma obowiązku powoływania inspektora ochrony danych w każdej parafii i w każdej innej kościelnej osobie prawnej. Wystarczy, że inspektor będzie powołany np. w diecezji dla wszystkich podległych podmiotów, albo dla całej prowincji zakonnej czy nawet kilku zgromadzeń.

Proboszcz ma w szczególności dbać o zachowanie standardów przetwarzania danych, a w szczególności dbać o ich staranne gromadzenie, zabezpieczenie i przetwarzanie. Powinien unikać gromadzenia danych, które nie są wymagane przez przepisy prawa kanonicznego i praktykę duszpasterską.

Proboszcz powinien też - niezwłocznie - uaktualniać dane na zgodny z prawem wniosek osoby zainteresowanej. W odniesieniu do danych zawartych w parafialnych księgach metrykalnych może jednak dokonywać zmian wyłącznie za zgodą biskupa miejsca.

Proboszcz musi dbać o takie przechowywanie i przetwarzane danych, aby zapewnić im odpowiednie bezpieczeństwo, w tym ochronę przed niedozwolonym przetwarzaniem, przypadkową utratą, zniszczeniem lub uszkodzeniem.

Do jego obowiązków należy zwłaszcza dbanie o to, by wszystkie księgi metrykalne i inne zbiory danych były przechowywane w pomieszczeniu zamkniętym i zabezpieczonym przed wejściem osób nieuprawnionych. Pomieszczenie to musi być wyposażone w odpowiednie drzwi, zamek i zabezpieczenie okien. Ważne jest ponadto właściwe zabezpieczenie systemów informatycznych, w których znajdują się zbiory danych.

Proboszcz może udzielać upoważnienia na dostęp do danych innym osobom i je odwoływać. Powinien nadzorować ów dostęp przez upoważnione przez niego osoby, w tym przez innych duszpasterzy i pracowników parafii, a w szczególności czuwać, by osoby przez niego nieupoważnione nie miały dostępu do zbiorów.

Gdyby stwierdził, że dostęp do takich danych uzyskały osoby nieupoważnione, proboszcz powinien jak najszybciej (a najpóźniej 72 godziny po wykryciu nieprawidłowości) poinformować o tym zdarzeniu Kościelnego Inspektora Ochrony Danych oraz właściwe władze kościelne, chyba że jest mało prawdopodobne, by zdarzenie skutkowało naruszeniem praw lub wolności osób fizycznych.

Państwowe organy ścigania winny być poinformowane o naruszeniu, jeżeli skutkiem była utrata lub zniszczenie rejestrów, akt, dokumentów urzędowych, indeksów i katalogów zawierających dane osobowe i jeżeli zachodzi podejrzenie popełnienia przestępstwa.

Rejestrowanie przetwarzania danych

Na czym polega prowadzenie rejestru czynności przetwarzania danych osobowych? Czy konieczne jest rejestrowanie w nim każdego pojedynczego zdarzenia, np. wydania zaświadczenia lub odpisu aktu? To nie jest konieczne, gdyż prowadzenie rejestru polega na spisaniu jedynie kategorii czynności, które są wykonywane z wykorzystaniem danych. Wydanie np. odpisu aktu czy zaświadczenia wystarczy odnotować zgodnie z przepisami prawa kanonicznego lub w zwyczajowo przyjęty sposób.

Proboszcz nie musi osobiście dokonywać wpisów, może zlecić tę pracę innej osobie (duchownej, np. wikariuszowi, lub świeckiej, np. pracownikowi biura parafialnego), ale pod warunkiem zobowiązania jej do zachowania tajemnicy. Upoważnienie może być dokonane w formie ustnej lub pisemnej, ale powinna być prowadzona ewidencja osób upoważnionych do przetwarzania danych.

Analogiczne obowiązki spoczywają na osobach odpowiedzialnych za przetwarzanie danych w innych niż parafia instytucjach kościelnych, których dotyczy dekret Episkopatu Polski.

Jak chronić dane?

Jakie dane są szczególnie chronione i przez jak długi czas? Dane dotyczące chrztów - do 100 lat wstecz; małżeństw - do 60 lat wstecz; zgonów – do 50 lat wstecz. Obejmuj to także inne dane konieczne do bieżącej pracy (np. księga intencji mszalnych, kartoteka parafialna, raptularze, rejestry osób, wykazy członków grup duszpasterskich i rad parafialnych, wykazy darczyńców i osób korzystających z pomocy charytatywnej).

Pomieszczenie, w którym przechowuje się dane, powinno być wyposażone w system zamknięcia, który gwarantuje wystarczającą ochronę przed kradzieżą i włamaniem. Klucze do pomieszczeń muszą być starannie przechowywane przez proboszcza lub osobę przez niego upoważnioną. Staranność powinna być dochowana także przy autoryzacji dostępu udzielanego osobom postronnym.

Księgi parafialne, kartoteki oraz inne zbiory i dokumenty zawierające dane, winny być przechowywane w metalowej szafie umocowanej do podłoża lub ściany, zamykanej na zamek, który gwarantuje wystarczającą ochronę przed kradzieżą i włamaniem.

Księgi oraz inne zbiory i dokumenty, mogą pozostawać poza szafą, w której są przechowywane (np. na biurku) wyłącznie na czas dokonywania odpowiednich czynności. W żadnym przypadku nie wolno pozostawiać ich niezabezpieczonych poza godzinami pracy biura parafialnego, zwłaszcza w godzinach nocnych.

Ponadto należy zorganizować wydawanie wypisów z ksiąg parafialnych w taki sposób, aby osoby znajdujące się w pomieszczeniu nie miały możliwości wglądu w dane innych osób (np. sąsiednie akty chrztu, małżeństwa itp.).

Jakie dane można gromadzić i przetwarzać?

W Kościele przetwarzane są dane osobowe, w tym te wrażliwe, osób ochrzczonych w Kościele katolickim i tych, którzy po chrzcie zostali do niego przyjęci (członków Kościoła), łącznie z tymi, którzy złożyli formalne oświadczenie woli o wystąpieniu z Kościoła katolickiego zgodnie z jego wewnętrznymi przepisami („byłych członków Kościoła”) oraz osób niebędących katolikami, a utrzymujących z nim stałe kontakty w konkretnych sytuacjach (chodzi np. o osoby korzystające z pomocy charytatywnej, czy też narzeczonych i małżonków niebędących katolikami).

Dane osobowe mogą być ujawniane wyłącznie w instytucjonalnych relacjach wewnątrzkościelnych. Dane te nie mogą być przekazywane poza Kościół bez zgody osób, których dane dotyczą, z wyjątkiem zgodnego z prawem żądania ze strony organów publicznych. O innych przypadkach mówi szczegółowo art. 7 dekretu KEP.

Poniżej zamieszczamy odpowiedzi na kilka konkretnych pytań, jakie mogą się pojawić w związku ze zmianami w przepisach kościelnej ochrony danych osobowych.

1. Komu wolno wydać świadectwo chrztu lub kopię aktu chrztu?

- Świadectwo chrztu i kopia aktu chrztu mogą zostać wydane wyłącznie osobom, których akt dotyczy, jeżeli są pełnoletnie, oraz, w przypadku aktu osób małoletnich, ich rodzicom lub prawnym opiekunom.

- Inne osoby mogą je otrzymać wyłącznie na podstawie pełnomocnictwa udzielonego przez wyżej wymienione osoby.

- Kopia aktu chrztu i świadectwo chrztu mogą również zostać przesłane do parafii zamieszkania osoby wnioskującej o wydanie dokumentu i tam mogą zostać odebrane, po zweryfikowaniu tożsamości i uprawnień osoby odbierającej (np. pełnomocnictwa).

- Kopia aktu chrztu może zostać wykonana wyłącznie przez proboszcza lub osoby przez niego upoważnione, dowolną techniką, z zastrzeżeniem, aby akty sąsiednie zostały przesłonięte.

2. Czy takie same zasady obowiązują przy wydawaniu innych świadectw, kopii aktów i zaświadczeń?

- Tak, takie same zasady obowiązują przy wydawaniu świadectwa i kopii aktu małżeństwa i innych zaświadczeń (np. zaświadczeń dla chrzestnych, opinii o religijności itp.).

- Świadectwa i kopie aktów chrztu i małżeństwa osób zmarłych oraz świadectwo i kopia aktu zgonu mogą także być wydawane krewnym, spadkobiercom lub innym osobom, które wykażą interes prawny.

3. Czy za wydanie świadectw i kopii aktów wolno pobierać opłaty?

- Skrócone świadectwo chrztu do Pierwszej Komunii św. i bierzmowania wydawane są nieodpłatnie, co nie wyklucza złożenia dobrowolnej ofiary.

- Koszty związane ze sporządzeniem i wydaniem kopii i świadectwa chrztu (w innym celu niż wspomniany wyżej), małżeństwa lub zgonu ponosi osoba wnioskująca o ich wydanie.

4. Czy wolno udostępnić księgi parafialne do celów badań naukowych lub genealogicznych?

- Przeglądanie i badanie ksiąg ochrzczonych w celach naukowych lub genealogicznych wymaga odrębnego zezwolenia proboszcza lub ordynariusza miejsca.

- Nie mogą zostać udostępnione do tych badań księgi zawierające dane dotyczące zdarzeń, które miały miejsce w czasie chronionym (czyli chrztów - mniej niż 100 lat, małżeństw mniej niż 60 lat i zgonów - mniej niż 50 lat).

5. Czy wolno przechowywać i przetwarzać dane w formie elektronicznej?

- Wolno przechowywać i przetwarzać dane w formie elektronicznej, z zastrzeżeniem pełnej ochrony tych danych.

- Przy zachowaniu szczególnej staranności dane wolno przekazywać uprawnionym pod-miotom także drogą elektroniczną.

- Komputer, na którym przechowywane są dane osobowe, z zasady nie powinien służyć do celów prywatnych i nie może być udostępniany osobom postronnym. Dostęp do niego mogą mieć wyłącznie osoby upoważnione. Zainstalowane jest na nim legalne oprogramowanie chronione odrębnym hasłem.

6. Jakie dane wolno upubliczniać w ogłoszeniach parafialnych, na tablicach ogłoszeń, zamieszczać w gazetkach parafialnych i na stronach internetowych parafii?

- Wolno zamieszczać te informacje, które wynikają z obowiązku kanonicznego, np. zapowiedzi przedślubne w postaci imion, nazwisk i parafii zamieszkania narzeczonych, sądowe wezwanie edyktalne w celu ustalenia miejsca przebywania osoby, która jest stroną w procesie kanonicznym.

- Wolno zamieszczać informacje, które, zgodnie z miejscowym zwyczajem są podawane do publicznej wiadomości, jak np. wykaz intencji mszalnych, informacje o osobach ochrzczonych, osobach, które zawarły kanoniczny związek małżeński, osobach zmarłych, darczyńcach na rzecz parafii, z tym że osoby te lub ich przedstawiciele ustawowi mogą zastrzec prawo do niepublikowania tychże danych.

- Wolno zamieszczać informacje zawierające dane dotyczące udziału osób w zdarzeniach o charakterze publicznym, np. uczestników uroczystości kościelnych.

7. Czy wolno na stronie internetowej zamieszczać fotografie osób?

- Wolno zamieszczać fotografie, które stanowią relację ze zdarzenia o charakterze publicznym oraz fotografie osób sprawujących funkcje publiczne.

- Wizerunki (i inne dane) osób prywatnych mogą być publikowane wyłącznie za ich wyraźną zgodą, a w przypadku osób małoletnich za zgodą ich przedstawicieli ustawowych.

8. Czy proboszcz ma obowiązek usunięcia danych z ksiąg parafialnych na żądanie osoby, której te dane dotyczą?

- Proboszcz nie ma obowiązku ani możliwości usunięcia danych z ksiąg parafialnych.

- Prawo do żądania usunięcia danych nie przysługuje w przypadku, gdy dane dotyczą udzielonych sakramentów bądź w inny sposób odnoszą się do kanonicznego statusu osoby.

- Jeżeli tego typu wniosek zostanie złożony, to powinien zostać odnotowany w zbiorze i zobowiązuje proboszcza do niewykorzystywania danych objętych wnioskiem bez zgody ordynariusza miejsca lub wyższego przełożonego instytutu życia konsekrowanego lub stowarzyszenia życia apostolskiego.

9. Czy i w jakiej formie można zwrócić się do proboszcza o dokonanie zmian w zbiorach danych i jaka jest dalsza procedura?

- Wniosek o dokonanie zmian w parafialnych zbiorach danych może być złożony w dowolnej formie: pisemnej lub ustnej, osobiście lub przez pełnomocnika.

- W przypadku wniosku dotyczącego zmian w księgach ochrzczonych, małżeństw lub zgonów, na ich dokonanie proboszcz musi uzyskać pisemną zgodę ordynariusza miejsca.

- W przypadku odmowy dokonania zmiany wnioskodawca może odwołać się do ordynariusza miejsca, a w przypadku odmowy ze strony ordynariusza miejsca do Kościelnego Inspektora Ochrony Danych, a następnie do właściwej dykasterii Stolicy Apostolskiej.

- Proboszcz lub, w zależności od przypadku, ordynariusz miejsca mają obowiązek poinformować wnioskodawcę o procedurze odwoławczej.

10. Czy sąd kościelny może od proboszcza lub od innej instytucji kościelnej (np. innego sądu lub kurii) uzyskać dane (np. dane adresowe, dokumentację dotyczącą zawartego małżeństwa) dotyczące osób uczestniczących w procesie kanonicznym, w tym osób, które nie są i nigdy nie były członkami Kościoła katolickiego?

- Tak, pod warunkiem, że informacje te zostaną przekazane drogą służbową, za pośrednictwem poczty lub osób upoważnionych z parafii bezpośrednio do sądu. Dotyczy to też przekazywania danych z sądu do parafii, kurii, sądów lub innych instytucji kościelnych, w tym za granicą, a w szczególności do trybunałów i innych dykasterii Stolicy Apostolskiej.

- Te same zasady dotyczą także danych osób niebędących katolikami, które zawarły małżeństwo kanoniczne, którego dotyczy proces kanoniczny oraz innych osób, w szczególności świadków uczestniczących w procesie zgodnie z przepisami prawa kanonicznego.

- Podstawę do przetwarzania danych przez sąd kościelny w procesach dotyczących małżeństwa stanowi sam fakt zawarcia małżeństwa kanonicznego lub wola jego zawarcia.

W przypadku wątpliwości co do interpretacji przepisów dekretu Konferencji Episkopatu Polski należy zwrócić się o pomoc do najbliższego inspektora ochrony danych, np. w kurii diecezjalnej.

*Na podstawie dokumentu "Praktyczne wyjaśnienia dotyczące stosowania Dekretu ogólnego Konferencji Episkopatu Polski w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych w Kościele katolickim z dnia 13 marca 2018 roku" autorstwa Zespołu Konferencji Episkopatu Polski do spraw opracowania wewnątrzkościelnych regulacji ochrony danych osobowych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Urodził się jako święty

2018-06-06 10:32

Rozmawia Lidia Dudkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 23/2018, str. 12-14

Archiwum
Ks. Dolindo Ruotolo zostawił nam orędzie o bliskości Chrystusa i sile zaufania: „Jezu, Ty się tym zajmij!”

LIDIA DUDKIEWICZ: – Wydaje się, że zaczyna do nas docierać głos św. Jana Pawła II, który uważał, iż święci uratują świat. Dziś coraz bardziej zaludnia się kontynent cyfrowy – ludzie przenoszą się do przestrzeni wirtualnej – świat się laicyzuje, a jednocześnie biografia nieznanego wcześniej kapłana z Neapolu błyskawicznie staje się bestsellerem. Jak to wytłumaczyć? Skąd, zdaniem Księdza Profesora, bierze się dziś nadzwyczajna popularność ks. Dolindo Ruotolo?

KS. PROF. ROBERT SKRZYPCZAK: – Zaraz po Soborze Watykańskim II powstało poczucie ogromnego kryzysu chrześcijaństwa na Zachodzie. Było to związane z podziałami, które nastąpiły w Kościele. Z jednej strony stanęli wówczas zwolennicy szybkich zmian, podążania za postępem, dostosowania Kościoła do zmieniającego się świata, z drugiej – zwolennicy włączenia biegu wstecznego, powrotu do tradycji. A przy tym wszystkim mieliśmy pustoszejące kościoły, seminaria, zakony, kryzys zainteresowania modlitwą, kryzys spowiedzi – w związku z tym również odczuwania grzechu – kontestację nauczania Kościoła, wszystko, co przyniosła rewolucja seksualna w 1968 r. To naprawdę przerażało wielu obserwatorów, pasterzy i teologów zamiast dostarczać radość nowej wiosny Kościoła. Kard. Joseph Ratzinger w swojej głośnej książce „Raport o stanie wiary” napisał, że jeśli w Kościele nie pojawią się owoce świętości, to odbije on w sobie cały kryzys pokolenia. Tylko święci mogą ratować Kościół. I gdy przypatrujemy się historii chrześcijaństwa, widzimy, że kiedy dochodziło do zamętu, braku jedności, pesymizmu, Bóg budził wybitne jednostki – świętych, którzy ratowali Kościół. W wiekach średnich, gdy rozkwitały herezje, był to m.in. św. Dominik. Spójrzmy na ogromny wysyp świętych po Soborze Trydenckim – od mistyków hiszpańskich przez Ignacego Loyolę, Karola Boromeusza po Andrzeja Bobolę. Tak samo jest po Soborze Watykańskim II. Bóg wychodzi naprzeciw – a czasami uprzedza znaki kryzysu, wzbudzając świętych. W Polsce jesteśmy szczęściarzami – w zlaicyzowanym świecie wciąż stanowimy wyspę żywej wiary. Wciąż są u nas ludzie, którzy chętnie przychodzą do kościoła, biorą udział w pielgrzymkach, w rekolekcjach i w nabożeństwach, przystępują do sakramentów i chcą się nawracać.

– Z czego to wynika?

– Przez długi czas przeżywaliśmy ucisk wiary, prześladowanie, a poza tym jesteśmy pokoleniem dotkniętym zasiewem świętości, o którym wspomniałem. Jesteśmy pokoleniem, które miało wielkiego świętego – Jana Pawła II. I myślę, że duchowo to odczuwamy – nawet jeśli ktoś się zagubi, odłączy od praktykowanej wiary, gdzieś w głębi duszy ten posiew zostaje. Polacy są także bardzo wrażliwi na św. Faustynę, na św. Szarbela i podobnie teraz bardzo dobrze zareagowali na postać świętego kapłana z Neapolu.

– Czy mógłby Ksiądz Profesor przybliżyć duchową sylwetkę ks. Dolindo? Jego najbliższa żyjąca krewna twierdzi, że urodził się już jako święty.

– Myślę, że ks. Dolindo przemawia do nas bardzo mocno swoją postawą wewnętrznej radości w przeciwnościach. Oznacza to, że znalazł on prawdziwe oparcie w życiu. To bardzo ważne – dziś wielu ludzi nie ma na co ani na kogo liczyć. W związku z tym liczą na samych siebie i wpadają w przewlekły stres czy przerażenie, mówiąc: wszystko jest na mojej głowie, nikt mi nie pomaga. Tymczasem ks. Dolindo jest świadkiem szukania oparcia w miłości Boga, w Chrystusie. Nawet jeśli ktoś jeszcze nie poznał samej postaci kapłana z Neapolu, to zapewne słyszał wcześniej o modlitwie „Jezu, Ty się tym zajmij!”. To jest kwintesencja takiej postawy zaufania. Oczywiście, wymaga ona wyjaśnienia, nie wszyscy właściwie ją rozumieją. Łatwo można pomyśleć, że jest to pewien rodzaj spychologii, że przez ten akt zawierzenia wyznacza się Chrystusowi powinności, którymi sam nie mam ochoty się zająć. Nie o to chodzi. „Jezu, Ty się tym zajmij!” to akt radykalnego zaufania. Ks. Dolindo często mówił, że ludzie nie widzą Boga właśnie dlatego, że Mu nie ufają. Tymczasem Boga możesz zobaczyć, kiedy obdarzysz Go zaufaniem. Wywodzi się to wprost z Ewangelii – gdy ludzie przychodzili do Chrystusa ze swoimi sprawami, prosili Go o zdrowie dla siebie lub dla kogoś bliskiego, o uwolnienie od demona, Jezus często zaczynał od pytania o wiarę. Uzależniał spotkanie z Jego mocą od wiary człowieka, który do Niego przychodził. I nie chodziło o wiarę jako światopogląd religijny, ale o osobiste otwarcie, często wbrew oczywistym, namacalnym faktom.

– Jak realizowało się to w życiu ks. Dolindo?

– Została po nim potężna autobiografia pt. „Dolindo znaczy ból”. Opisuje on tam swoje życie – i rzeczywiście, jest to prawdziwe pasmo bólu i nieszczęść, które rozpoczęły się już w dzieciństwie. Jego rodzice się rozwiedli. Wcześniej jego ojciec, Rafaele, sadystycznie wychowywał swoje dzieci. Mały Dolindo nieraz był bity, za drobne przewinienia trafiał na długie godziny do komórki ze szczurami. Wtedy klękał i modlił się za tatę. W tak strasznych warunkach budziły się w nim miłość i zaufanie do Chrystusa! Później, jako chłopak, przeżywał niepowodzenia w szkole – co z pewnością było efektem wieloletniego udręczenia i zamknięcia. Został wysłany do prestiżowego liceum w Neapolu – był z niego dwukrotnie wyrzucony, następnie wstąpił do mniejszego seminarium duchownego – dostawał same dwóje, jedna po drugiej... Aż do momentu, kiedy pewnego dnia zwrócił się ze łzami do Matki Bożej: Maryjo, jeśli chcesz, żebym został księdzem, pomóż mi, żebym nie był takim kretynem – on tak często o sobie mówił... Sam nie mógł nic zrobić, oddał się w ręce Maryi i prosił o wstawiennictwo – i to był moment zaufania. Zerwał się nagły podmuch wiatru, aż obrazek, który stał na półce, niespodziewanie znalazł się na jego czole. I ten symboliczny moment go odblokował. Okazało się, że w chłopcu drzemie ogromny intelekt. Już jako młody kapłan rozpoczął coś, co dzisiaj moglibyśmy nazwać duszpasterstwem akademickim, ówcześnie zupełnie nieznanym. Ponieważ cechowała go ogromna miłość do Pisma Świętego, zaczął studiować język hebrajski, dużo czytał i modlił się. Szybko stał się słynny z powodu swoich biblijnych katechez, które głosił w kościołach i w domach – a to gromadziło wokół niego wielu studentów, młodych ludzi. Znajdowali oni w ks. Dolindo niezwykłego ewangelizatora, spowiednika i ojca duchowego. To, oczywiście, budziło w wielu ludziach coś odwrotnego: zazdrość, zawiść, pomówienia, próby wplątania go w lokalne afery... Jak wiemy, te doprowadziły ks. Dolindo do postawienia go przed Świętym Oficjum, oskarżenia o herezję i, ostatecznie, do lat suspensy. Ks. Dolindo cierpiał, ale nigdy nie odpłacił złem za zło. Nie słyszano, żeby kiedykolwiek narzekał, pomstował czy kogoś krytykował. Nie pozwalał także innym ludziom na szemranie przeciwko Kościołowi czy pasterzom. Zawsze powtarzał, że Kościół to Jezus. To była jego ulubiona definicja. Jednocześnie jest to serce Dobrej Nowiny: w Kościele pośród ludzkich grzechów i mimo ludzkiej słabości działa Chrystus – nieskończenie potężniejszy od nas. Ks. Dolindo doskonale to rozumiał i wiedział, że trzeba przede wszystkim ufać Jezusowi.

– Biografia ks. Dolindo cieszy się wielkim zainteresowaniem zwłaszcza wśród księży. Świadectwo jego życia dla wielu z nich stanowi umocnienie w powołaniu... Dlaczego? Co kapłani odkrywają w życiu księdza z Neapolu?

– Często spotykam się z kapłanami, którzy chętnie rozmawiają na temat ks. Dolindo, pytają o niego, czasem piszą do mnie z prośbą o więcej jego pism w języku polskim. Wiem, że także niektórzy księża biskupi są poruszeni postacią kapłana z Neapolu. Ostatnio zostałem nawet poproszony, by w jednej z diecezji poprowadzić dzień formacyjny dla kapłanów właśnie na temat ks. Dolindo. Słyszę świadectwa, że ks. Dolindo uratował już niektórych kapłanów z sytuacji kryzysowych, wątpliwości, cierpień, które zamieniały się w zniechęcenie. Są także kapłani, którzy w tej intencji pojechali do Neapolu – modlić się przy grobie ks. Dolindo, by powierzać tam swoje kapłaństwo... Ks. Dolindo rzeczywiście jest dużym wsparciem w tym powołaniu. Dlaczego? Myślę, że wszyscy jesteśmy w kruchym momencie zaburzenia tożsamości i jest to generalny powód duchowego cierpienia wielu ludzi. Coraz mniej oczywista staje się odpowiedź na pytanie, co to znaczy być kobietą, mężczyzną, matką, ojcem, małżonkiem... To dotyka również kapłanów, którzy często tracą z oczu jednolity model bycia pasterzem, wpadają w myślenie, że bycie dobrym księdzem oznacza bycie menadżerem, organizatorem pielgrzymek, turniejów sportowych, bycie dobrym psychologiem czy budowniczym... Wtedy pomija się to, co dla każdego księdza powinno być najbardziej smakowite – głoszenie ludziom Ewangelii i dawanie Chrystusa w sakramentach. Z tego płyną miłość, pokora, prostota – to jest jako pierwsze kojarzone z byciem człowiekiem Boga i tego przede wszystkim oczekują od nas wierni. Właśnie taki model kapłaństwa pokazuje ks. Dolindo. Wystarczy dzisiaj pojechać do Neapolu i spytać tamtejszych mieszkańców o „padre Dolindo” – natychmiast się ożywiają i zaczynają opowiadać o jego dobroci. Tymczasem dzisiaj księża starają się być profesjonalistami w konkretnych świeckich dziedzinach, a to często jest przyczyną wewnętrznego znerwicowania i w konsekwencji prowadzi do kryzysów. Ks. Dolindo wiedział, że chodzi o to, by mieć w sobie dobroć samego Chrystusa.

– „Nic, co wyszło spod pióra ks. Dolindo, ani jedno słowo, nie może być zaprzepaszczone. Święty to kapłan” – powiedział św. Ojciec Pio. Ksiądz Profesor sprawił, że Polacy otrzymali porcję dzieł ks. Dolindo pt. „W twej duszy jest niebo. Konferencje i świadectwa”. Co znajdziemy w tej książce?

– Bardzo się cieszę, że ta książka mogła się ukazać w Polsce. To zaledwie pierwsza próbka dzieł ks. Dolindo. Jego dziedzictwo jest naprawdę imponujące, bo zostawił on m.in. 33 tomy komentarzy do Pisma Świętego, autobiografię, która liczy ponad 2 tys. stron, ogromną liczbę listów do kapłanów... Moim marzeniem jest, by móc je udostępnić polskim księżom. Osobiście jestem już 20 lat po święceniach i dość trudno mnie zaskoczyć, ale kiedy czytałem listy ks. Dolindo do kapłanów, nieraz miałem gęsią skórkę. Poza tym jest wiele jego prac teologicznych o życiu Jezusa, o Duchu Świętym, są teksty na temat Matki Bożej. Swoją ostatnią książkę poświęcił właśnie Jej – żył z Nią w dużej bliskości, przez większość życia odczuwał Jej obecność, towarzyszyła mu we wszystkich trudnych momentach aż do ostatnich lat – ciężkiej choroby, udaru i jego skutków. Właśnie w takiej sytuacji podjął się napisania wielkiego dzieła o Maryi, w którym, jak mówi, Ona sama przekazywała mu rzeczy, które powinien był napisać. Doznawał przy tym ogromnych ataków ze strony złego ducha, demon bardzo nie chciał, by ta książka powstała. Chciałbym, by te wszystkie prace dotarły do jak najszerszego grona. Było to zresztą także życzenie ks. Dolindo, które wyraził w swoim testamencie. Proszę czytelników o modlitwę, by to było możliwe. Sama książka „W twej duszy jest niebo” zawiera natomiast bezcenne świadectwo Enziny Cervo, jednej z duchowych córek ks. Dolindo, kobiety, która opiekowała się nim w ostatnim okresie życia. Druga część to próbka zakosztowania konferencji na temat Bożej miłości, które ks. Dolindo wygłaszał w różnych częściach Neapolu – czasem nawet po osiem razy dziennie – w kościołach i w domach... Czytelnik wreszcie może posmakować słów ks. Dolindo i odkryć, co było pociągające w jego sposobie głoszenia.

– A skąd tytuł książki?

– Tytuł jest diagnozą, którą św. Ojciec Pio postawił ks. Dolindo. Ojciec Pio znał ks. Dolindo, odsyłał nawet do niego swoich penitentów. Gdy nieraz do San Giovanni Rotondo przyjeżdżali neapolitańczycy, pytał ich: – Dlaczego przyjeżdżacie do mnie? Macie świętego u siebie! Do spotkania tych dwóch mistyków doszło w 1958 r. – 10 lat przed śmiercią Ojca Pio. Ks. Dolindo pojechał do niego razem z biskupem pomocniczym Neapolu. Gdy przyjechali do San Giovanni Rotondo i udało im się spotkać z Ojcem Pio, a ks. Dolindo poprosił go o spowiedź, ten spojrzał na niego i powiedział: – Chcesz się wyspowiadać? Przecież ty cały jesteś błogosławiony! Kiedy potem się żegnali, Ojciec Pio powiedział do ks. Dolindo właśnie te słowa: – W twej duszy jest niebo. Wszystkich to bardzo poruszyło, pytali potem ks. Dolindo, co to znaczy. Pomyślałem, że to diagnoza, którą stawiają sobie nawzajem święci, by dodać odwagi, umocnić się, dać świadectwo, które płynie od samego Ducha Świętego. Myślę, że to był właśnie taki moment, dotyczący identyfikacji tego świętego kapłana. Jaka nauka płynie z tego dla nas? Ludzie nieraz szukają nieba w zaświatach, w wyobraźni, myślą o tym, że niebo będzie po śmierci... A można je nosić w sobie.

– Ks. Dolindo jeszcze nie został oficjalnie wyniesiony na ołtarze. Jak wygląda jego proces beatyfikacyjny? Czy prawdziwa jest opinia, że ostatnio Polacy wpłynęli na przyspieszenie procesu?

– Ks. Dolindo zmarł 19 listopada 1970 r. i został pochowany na cmentarzu parafialnym. Po dwóch latach na prośbę wielu wiernych, którzy nieustannie gromadzili się tam na modlitwie, dokonano ekshumacji jego ciała. Został przeniesiony do kościoła pw. Matki Bożej z Lourdes i św. Józefa przy Via Salvatore Tommasi w Neapolu, gdzie służył za życia. Proces beatyfikacyjny – zbieranie materiałów, świadectw, dokumentacji – rozpoczął się bardzo szybko, zaraz po śmierci ks. Dolindo. Niestety, pierwszy postulator zmarł, a drugi, który zajmował się tą sprawą, w pewnym momencie ze względu na trudną sytuację zgromadzenia zakonnego, do którego należy, został zablokowany. Siłą rzeczy sam proces również zablokowano. Jest on na poziomie uznania heroiczności cnót ks. Dolindo – co oznacza, że ks. Dolindo ma tytuł sługi Bożego. Rzeczywiście – pod wpływem licznie przyjeżdżających pielgrzymów z Polski proboszcz parafii, w której spoczywa ks. Dolindo, postanowił napisać świadectwo do kardynała Neapolu. W odpowiedzi neapolitańska Kuria podjęła decyzję o reaktywacji procesu beatyfikacyjnego. Na nowo jesteśmy proszeni o zbieranie świadectw dotyczących pomocy ks. Dolindo, czekamy na świadectwa cudów fizycznych, uzdrowień, które dokonały się za jego wstawiennictwem. Kiedy usłyszeliśmy tę odpowiedź kardynała Neapolu zawartą w liście przeczytanym podczas Mszy św. odprawionej w rocznicę śmierci ks. Dolindo w ubiegłym roku, bardzo wzruszona Grazia, jego bratanica, powiedziała: „Wy, Polacy, doprowadzicie ten proces do końca”. Dzięki temu, że ks. Dolindo został zaprezentowany, doświadczamy w Polsce przebudzenia, otwarcia się na jego przesłanie. Mam nadzieję, że jeśli uda się przetłumaczyć publikacje na inne języki, duchowość tego kapłana zacznie dotykać serca ludzi na całym świecie. Osobiście jestem przekonany, że Bóg w tym pokoleniu postanowił zapalić dwa wielkie reflektory. Jednym jest to, co zostało przekazane światu dzięki ubogiej i pokornej zakonnicy z Polski – s. Faustynie Kowalskiej. To pokolenie bardzo potrzebowało przesłania o Bożym Miłosierdziu, odkrycia na nowo tego, zapomnianego nieco, aspektu Dobrej Nowiny. Przyjęli je ludzie, którzy zostali zmasakrowani przemocą, bestialstwem, okropnością grzechu i podłości, które pojawiły się w postaci wojen, totalitaryzmów, nazizmu i komunizmu, tego ogromnego zła i cierpienia. Natomiast drugi reflektor, moim zdaniem, Bóg zapalił w Neapolu. To jest inny aspekt Ewangelii – przesłanie o obdarzeniu Chrystusa całkowitym zaufaniem i objawienie się Boga poprzez zewnętrzne doświadczenie Jego czułości. Ks. Dolindo szczególnie przemawia do ludzi w dzisiejszych czasach: zmęczonych, zagubionych, będących w nieustannej gonitwie... Trafia do ludzi, którzy nie dają rady pogodzić wszystkich obowiązków, do tych, którzy są nieustannie przytłoczeni życiowymi okolicznościami, świadomością wziętych kredytów i koniecznością ich spłaty, do ludzi, którzy są zmuszani do całkowitej dyspozycyjności w wielkich korporacjach... Niestety, nieraz za cenę oddalenia się od modlitwy, sakramentów, Kościoła – to jest haracz, który postnowocześni ludzie składają bożkowi cywilizacji. W związku z tym odczuwają wewnętrzne wyjałowienie, duchowy głód. Ks. Dolindo udziela odpowiedzi, na którą od dawna czekali – możliwości zaznania dotyku Boga, Jego miłości i czułości, a także ogromnej siły, która płynie z wiary. Jezu, Ty się tym zajmij!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Milion ludzi na Partynicach

2018-06-21 23:59

Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała

Spotkanie zorganizowano w Sali Wielkiej wrocławskiego Ratusza, rozmowę moderował ks. Grzegorz Sokołowski. W nastrój świętowania 35. rocznicy pierwszej wizyty Papieża Polaka we Wrocławiu wprowadził film pt. „Spragnieni sprawiedliwości” oparty na opowieściach kard. Henryka Gulbinowicza, Rafała Dutkiewicza i prof. Andrzeja Wiszniewskiego. Spotkanie wzbogacała obecność…pastorału papieskiego, w kształcie krzyża, z którym pielgrzymował Jan Paweł II.

Prelegenci najpierw dzielili się osobistymi wspomnieniami o tym, co robili 21 czerwca 1983 r. Prof. Wiszniewski, zaangażowany wówczas w działalność opozycyjną nie ukrywał emocji:

- Głęboko się wzruszyłem słuchając tych głosów z nagranego filmu. To było 35 lat temu, ale było fundamentalne dla naszej przyszłości. Na Partynicach zgromadziło się ok. miliona ludzi, zagospodarowanie tego tłumu wcale nie jest prostą rzeczą. Partynice były podzielone na sektory. Ten najbliższy był sektorem zerowym, ale dostać wejściówkę na sektor zerowy było trudniej, iż zdobyć bilet na mecz mundialowy – wspominał Profesor. Słowa papieża odczytywaliśmy jako poparcie dla „Solidarności”. Tłum na Patynicach stał pod tysięcznymi sztandarami z napisami „Solidarności”. Byliśmy złaknieni sprawiedliwości… Lekcję papieską odrobiliśmy nie najgorzej, bo sześć lat później skończył się w Polsce komunizm. Ale dziś, po 35. latach, powinniśmy się chyba zastanowić co nam zostało z nauczania papieskiego. To, co zostało, co nam się udało, a co nie, trzeba koniecznie zrewidować – konkludował. W dalszej części swoich wystąpień odkreślał kontynuację nauczania Papieża Polaka w sposobie prowadzenia Kościoła, który proponuje Franciszek, pochylając się nad najsłabszymi, niezdolnymi do odnoszenia spektakularnych sukcesów. – Wtedy byli komuniści, jednoczyliśmy się, aby obalić ich rządy. A wokół czego dziś powinniśmy być solidarni? – pytał wskazując na niepełnosprawnych i emigrantów. Profesor podkreślił też niemożność solidaryzowania się ze współczesnymi związkami zawodowymi, które – wg niego – solidaryzują się z rządzącymi.

Bp Andrzej Siemieniewski przywoływał obrazy i emocje tamtego dnia. - W mojej pamięci i sercu zostało o wiele więcej obrazów, uczuć, niż słów i pojęć papieskich. Bardzo ważne ze wszystkich pielgrzymek papieskich do Polski jest nie tylko to, co słyszymy, ale też doświadczenie, które przeżywamy. To przemiana tłumu we wspólnotę. To nie jest wspólnota zorganizowana przeciw czemuś, ale wokół – w tym wypadku wokół ołtarza, wokół nauczania. Stąd rozszerza się ewangeliczne nauczanie papieskie. Bp Andrzej podkreślał tę nadrzędną cechę papieskiego nauczania, które nigdy nie występowała przeciwko człowiekowi, nawet wtedy, gdy błądził.

Juliusz Woźny podzielił się wspomnieniem… nieobecności we Wrocławiu w 1983r. - Nie miałem wtedy okazji uczestniczyć bezpośrednio w tej uroczystości, bo odbywałem służbę wojskową, byłem podchorążym. W dzień poprzedzający wizytę papieża poprosiliśmy naszych zwierzchników o to, byśmy mogli pójść na spotkanie – opowiadał. Oczywiście, odpowiedź była odmowna. Nocą pod murami koszar ciągnęły tłumy w stronę Partynic, wołaliśmy, że chcemy iść z nimi, ale oczywiście nie było to możliwe. Zapamiętałem jednak obraz, który zostanie w moim sercu już do końca życia: nad poligonem pojawił się helikopter. Oficerowie zgłupieli, nie wiedzieli co zrobić. My zaczęliśmy wołać, machać w stronę helikoptera. Konkluzja jest taka, że wszyscy, którzy mogli, poszli na Partynice, by tam spotkać papieża, a mnie papież odwiedził w wojsku – zakończył.

Zobacz zdjęcia: Konferencja pt.


Organizatorem spotkania było, m.in. Centrum Historii Zajezdnia. Patrona honorowy nad wydarzeniem sprawowali metropolita wrocławski i prezydent Wrocławia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem