Reklama

Kalendarze 2019

Siła jest w wartościach

2018-02-07 13:42

Anna Skopińska
Edycja łódzka 6/2018, str. VI

Archiwum
Dorota Puchowicz i jej „walka z wiatrakami” w Domu „Anielisko”

Z Dorotą Puchowicz, prezesem Stowarzyszenia Ewangelizacyjno-Charytatywnego „Mocni w Duchu” prowadzącego Świetlicę i Dom „Anielisko”, rozmawia Anna Skopińska

ANNA SKOPIŃSKA: – Świetlica „Anielisko” i Dom „Anielisko” to 2 niezwykłe miejsca, w których dzieci znajdują swój azyl...

DOROTA PUCHOWICZ: – Świetlica działa od 25 lat. Przychodzą tu dzieci, które w domu mają trudno. Tu znajdują drugi dom, który ratuje je często przed smutnym losem dziecka „placówkowego”. A jaki on jest, wiemy, bo od czterech lat prowadzimy też dom dziecka. I widzimy, jaka jest różnica, gdy dziecko pozbawione jest rodziny. I chociaż ma zaspokojone materialne potrzeby i byt, to nie ma tego najważniejszego – rodziny, ludzi, którzy kochają je bezwarunkowo. Dlatego trzeba robić, co tylko można, by dzieci nie trafiały do domów dziecka.

– Takich dzieci zagrożonych odrzuceniem jest dużo?

– Dużo – i moim zdaniem – jest coraz więcej. Przynajmniej do Świetlicy „Anielisko” przychodzi ich więcej. W tej chwili mamy ok. 50 dzieci, a zazwyczaj było ok. 40. I tak naprawdę ruch jest tu ciągły.

– To znaczy, że rodziny stają się bardziej dysfunkcyjne? Nie ratuje ich 500+?

– To jest już drugie pokolenie, które jest niewydolne i te dysfunkcje się pogłębiają. A ciężko jest w obecnej sytuacji społecznej wyjść z tego dna. Owszem, jeżeli mówimy o 500+, to w wielu rodzinach się poprawiło. Poprawiło się na tyle, że nie przychodzą pożyczać na leki czy na żywność. Ale nadal ludzi nie stać na godne życie, nie stać ich na zajęcia pozalekcyjne dla dzieci, nie stać na wakacje dla dzieci.
Mamy w świetlicy chłopca, który przyszedł tu jako ośmiolatek, bardzo dobrze się rozwija, mama wychowuje go sama i naprawdę jest to porządna rodzina, tylko z racji dysfunkcji samotnego rodzicielstwa – uboga. Chłopak chce rozwijać swoje pasje, trenuje piłkę nożną i pojawiła się kwestia wyjazdu na ferie. Udało się temu zaradzić, bo daliśmy chłopcu stypendium i razem z mamą opłaciliśmy wyjazd. Ale na tym przykładzie widać dużą przepaść materialną między rodzinami. 500+ wyciągnęło ludzi ze skraju nędzy, ale te rodziny nie mają możliwości, by dzieci rozwijały się normalnie i nadal potrzebują wsparcia. Dlatego jest sens takiej placówki. I jest ich moim zdaniem w Łodzi zbyt mało.

– Mówi Pani o świetlicy. A dom? Tu mieszkają dzieci, które mają swoją historię... Trudną....

– Za każdym z nich ciągnie się historia, jakiej nikt z nas dorosłych, żyjących normalnie, nie przeżył – nawet połowy tego, co każde z tych dzieci w takim krótkim życiu, to mogę gwarantować. W świetlicy też mamy dzieci, których historie i domy są trudne. Ale one jednak są w domach. I to nie jest sytuacja dziecka, które jest tego domu pozbawione. W Domu „Anielisko”, ale też w każdym domu dziecka, są dzieciaki, które mają problemy z nawiązywaniem relacji, bo nigdy tych relacji się nie nauczyły. Od początku ich relacja z matką, z ojcem była przynajmniej dysfunkcyjna, o ile w ogóle była...

– Uczycie ich nawiązywania relacji, czy to jest już nie do odrobienia?

– Dzieci wspólnie razem funkcjonują i czynią olbrzymie postępy. Można powiedzieć, że zmieniają się niesamowicie. Pewnie, że z dnia na dzień tego nie widać, ale z roku na rok już tak. Po prostu ten dom stanowi próbę łatania ogromnej dziury, którą gdzieś tam w życiu mają. Staramy się, by jakoś ten dół zasypać i by mogły coś w przyszłości budować. Każde z nich ma problemy, by „zafunkcjonować” w szkole.
W normalnej rodzinie, gdy rodzi się dziecko, np. niepełnosprawne, to człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że trzeba się za nim będzie nachodzić – choćby po lekarzach, po specjalistach. Za tymi dziećmi nie miał kto chodzić. Gdy znajdują się w placówce, to też jest chodzenie, cały czas. I jak za swoim. Są takie decyzje, które człowiek musi podjąć. Wie, że żaden urząd czy żadna dotacja tego nie pokryje, ale trzeba się zdecydować na terapię czy na prywatną wizytę u lekarza. Smutne jest tylko to, że za tymi dziećmi nie chodzi nikt. Do tego dochodzi też ogromna bezwładność urzędów, której bynajmniej nie próbuje się zmniejszać. Dlaczego? A kto się upomni za takim dzieckiem?

– Na czym polega ta bezwładność?

– Wszystko trwa. Aktualnie jest np. problem z finansowaniem. Miasto do tej pory złotówki nie przekazało na finansowanie żadnej z tych placówek. Nikt się nie zainteresował czy dzieci mają co jeść, czy w ogóle coś jadły. To wszystko trwa. Podpisywanie umowy – półtora miesiąca do finansowania. Gdyby nie darowizny i ludzie dobrej woli...

– Brak serca?

– Ale kto ma mieć to serce? To jest system. To przekładanie papierów z kąta w kąt. Rok w rok na początku roku jest jakiś problem. I to nie tylko finanse. To też sprawy dzieci. Po interwencji dziecko jest zabierane i umieszczane w pogotowiu opiekuńczym. Zanim rozpocznie się rozprawa i postanowią, czy wraca do domu czy zostaje w placówce – i w jakiej – to są dni, tygodnie. I to dziecko jest w zawieszeniu.

– Ale to dziecko ma też uczucia...

– O tym się w ogóle nie myśli. Tak naprawdę zadaniem świetlicy jest zapobieganie temu, by dzieci trafiały do jakiś placówek. Ale w momencie gdy takie nieszczęście się zdarzy, staramy się być i towarzyszyć. I też nie jest to proste. Bo robimy za oszołomów, którzy się upominają.

– Zapobieganie to też praca i zajęcia z rodzicami?

– Ludzie nabierają zaufania, jeżeli przyprowadzają tu swoje dzieci i dzieciom nie dzieje się krzywda. Nie jesteśmy też tacy, by im się za bardzo w życie wtrącać. Owszem, jest pracownik socjalny, który zagląda do domu, sprawdza, jakie są warunki, ale on się umawia. Dlatego ludzie się ośmielają, przychodzą, mówią o swoich problemach. Oni nie pójdą do żadnych instytucji dalej, bo tam po prostu zwyczajnie wstyd jest o tym wszystkim powiedzieć.
W tej chwili mamy warsztaty dla mam i będą też takie, które pomogą rodzicom odrabiać z dziećmi lekcje, uczymy ich jak spędzać wolny czas, na weekendy pożyczamy gry planszowe. Oni muszą i starają się pewnych rzeczy nauczyć.

– Czego brakuje tym dzieciom?

– Choć dużo mają, to na pewno brakuje im stabilnej rodziny. I to wszystko. Jednym brakuje bardziej, innym mniej. To jest problem społeczny – za mało inwestuje się w rodziny, mało o nie dba. A jak nie ma normalnych rodzin, to pojawiają się rodziny dysfunkcyjne.

– Jak patrzy Pani na rodziny świetlicowe, na dzieciaki, łatwo stać się taką rodziną?

– Wystarczą przypadkowe związki. Kilkoro dzieci i każde ma innego ojca. Potem kobieta zostaje sama, wielokrotnie poraniona. A zaczynało się niewinnie. A tendencja do tego, że nie założę rodziny i będę żyć bez ślubu – jest. Nasi wychowankowie to kontynuują. Oni nie rozumieją – co to jest rodzina. Pamiętam naszego wychowanka, który jako 10-latek nie mógł zrozumieć, dlaczego ja i mój brat mamy to same nazwisko...

– Poświęciła Pani kawał swojego życia temu miejscu. Co daje Pani ta praca?

– Chyba wszystko. Na pewno taki pokój wewnętrzny. Bo choć jest dużo nerwów, szarpania się, to jest we mnie spokój i zadowolenie. Owszem, człowiek się naszarpie, ale jak czasem wejdzie i zobaczy te dzieciaki, to jak one się zmieniają... Tego nie da się ani przeliczyć, ani opowiedzieć. To jest po prostu poczucie, że widać, że dzieje się coś dobrego. I niby mam z tym wiele wspólnego, ale też wiem, że ode mnie niewiele zależy. Człowiek jakoś tam przykłada rękę do tego trybika, ale to jest sterowane wyżej i dużo lepiej, niżbym sobie nawet wymarzyła. I zdarzają się sytuacje, i pisane są scenariusze, które rozgrywane są gdzieś poza nami.

– A co jest fenomenem tego miejsca?

– Dzieciaki tu nie bluźnią, choć nie zagwarantuję, że na ulicy nie będą. W szkołach mają różnie, często doświadczają braku akceptacji, ale tu akceptuje się każdego. Uczą się szacunku do siebie nawzajem i przyjęcia takim, jakim się jest. Ale niewątpliwie siła tego miejsca tkwi wyłącznie w wartościach. Bo na to, co te dzieciaki w życiu wybiorą, nie mamy wpływu, ale to, co w nich zaszczepimy, zostanie. My im nic nie możemy dać. To, że dostaną jeść, pojadą na kolonie, dostaną fajne paczki na święta, to są wszystko przemijające drobiazgi.

– Oprócz 1 proc., co wam jeszcze potrzeba?

– Potrzebne jest pamiętanie o nas. Także – a może przede wszystkim – w modlitwie. Bo te piękne scenariusze, które pisze życie w świetlicy i w domu, to jest to, że ktoś się za nas modli, że komuś zadrga serce czy o nas usłyszy.

Tagi:
wywiad stowarzyszenie stowarzyszenie

Kraków: Joanna Sadzik za ks. Stryczka nową prezes Stowarzyszenia „Wiosna”

2018-10-04 07:57

led / Kraków (KAI)

Joanna Sadzik, dotychczasowa dyrektor Szlachetnej Paczki i Akademii Przyszłości, zastąpiła ks. Jacka Stryczka na stanowisku prezesa Zarządu Stowarzyszenia „Wiosna”. W środę 3 października odbyło się w Krakowie Walne Zgromadzenie Członków Stowarzyszenia. Jego głównym punktem był wybór nowego prezesa po tym, jak 21 września swoją rezygnację złożył ks. Jacek Stryczek.

4zmiana.pl

W trakcie Walnego Zgromadzenia członkowie Stowarzyszenia podziękowali księdzu za jego dotychczasową pracę i stworzenie jednej z największych organizacji pomocowych w Polsce. Ks. Stryczek nadal pozostaje członkiem Wiosny, nie pracuje w niej jednak i nie pełni żadnej roli.

Nową prezes Zarządu wybrana została Joanna Sadzik, która jest menadżerem i trenerem z wieloletnim doświadczeniem w zarządzaniu i budowaniu zespołów. Przez osiem lat pracowała jako trener i dyrektor zarządzający w firmie szkoleniowej. Do „Wiosny” trafiła w 2014 r. Zanim została dyrektorem jej programów społecznych, członkiem zarządu i wiceprezesem, przez dwa lata była wolontariuszką Szlachetnej Paczki.

Z wykształcenia jest politologiem, ukończyła też studia podyplomowe z zarządzania zasobami ludzkimi oraz Szkołę Trenerów Wszechnicy UJ. Jest współzałożycielką Stowarzyszenia „4 Zmiana”, wspierającego rodziców w wychowaniu dzieci, prowadzi też szkolenia z zakresu CSR oraz wykłada na Uniwersytecie Dzieci.

- Stoimy dziś przed wielkim wyzwaniem. „Wiosna”, a wraz z nią Szlachetna Paczka, znalazły się w momencie zwrotnym. Nie uciekamy przed tym wyzwaniem. Mierzymy się z nim. Wierzymy, że przejdziemy przez nie silniejsi – powiedziała Joanna Sadzik w swoim pierwszym wystąpieniu po objęciu nowej funkcji.

Jak podkreśliła, przyszła do „Wiosny”, bo chciała zmieniać świat i w stowarzyszeniu przekonała się, że jest to możliwe. – „Wiosna” i Szlachetna Paczka są dziełem dziesiątek tysięcy wolontariuszy, setek tysięcy darczyńców, przede wszystkim zaś tysięcy rodzin, które dzięki Paczce zmieniają swoje życie i sprawiają, że świat wokół nich staje się lepszy - mówiła Sadzik.

- Zamierzamy naprawić popełnione błędy i wyciągnąć z nich wnioski. I będziemy w tych działaniach w pełni transparentni. Wiemy, że wymaga to pokory, otwartości i wytężonej pracy. Jesteśmy na to gotowi, w przeciwnym razie nie byłoby nas tutaj. Wymaga też czasu i wsparcia tych, dla których Paczka jest ważna. Waszego (pracowników, wolontariuszy) wsparcia - mówiła nowa prezes.

Ks. Jacek Stryczek złożył rezygnację 21 września, dzień po publikacji w portalu Onet. W reportażu wypowiadają się dawni i obecni współpracownicy duchownego. Tekst opisuje obraźliwe względem pracowników zachowania prezesa „Wiosny”. W drugim tekście, wywiadzie, ks. Stryczek odpiera zarzuty o mobbing.

Dochodzenie ws. naruszenia praw pracowników w Stowarzyszeniu „Wiosna” prowadzi krakowska policja. Wyjaśnień od księdza żąda także krakowska kuria.

Stowarzyszenia Wiosna rozpoczęło działalność w 2001 r. Pierwsza edycja Szlachetnej Paczki odbyła się w 2000 r. Wówczas grupa studentów duszpasterstwa akademickiego WIO (Wspólnota Indywidualności Otwartych), prowadzonego przez ks. Stryczka, obdarowała prezentami 30 ubogich rodzin.

W ramach ubiegłorocznej Szlachetnej Paczki wolontariusze przekazali świąteczne prezenty ponad 20 tys. rodzin. Wartość pomocy wyniosła prawie 54 mln zł. W ciągu 18 lat Szlachetna Paczka pomogła ponad 150 tys. rodzin.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Kalisz: Ogólnopolska Pielgrzymka Singli do św. Józefa

2018-10-15 08:05

jk / Kalisz (KAI)

Ogólnopolska Pielgrzymka Singli do Sanktuarium św. Józefa w Kaliszu odbędzie się w sobotę 20 października. Zaproszeni do udziału w wydarzeniu są wszystkie osoby stanu wolnego rozumianego zgodnie z nauką Kościoła katolickiego (panny, kawalerowie, wdowy, wdowcy, osoby z sądowym orzeczeniem nieważności małżeństwa).

Bożena Sztajner/Niedziela
Cudowny obraz Świętej Rodziny z kolegiaty Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, w którym szczególną cześć odbiera św. Józef, zwany Kaliskim

W program całodniowego spotkania wpisana jest m.in. konferencja Moniki i Marcina Gomułków i ks. Andrzeja Partiki SAC. Przewidziano także sporo czasu na wzajemne poznanie się i integrację. A wszystko zakończy wieczorna Eucharystia sprawowana pod przewodnictwem tamtejszego biskupa.

Pomysł zorganizowania pielgrzymki zrodził się po 3 latach comiesięcznych spotkań odbywających się w częstochowskiej Dolinie Miłosierdzia. To u pallotynów, gdzie grupa singlowa rozwija się bardzo prężnie, pojawiła się chęć wyjazdu do św. Józefa, oblubieńca Najświętszej Marii Panny. „Skoro św. Józef jest uznawany za patrona małżeństw i osób poszukujących, to po co szukać innego miejsca na zorganizowanie ogólnopolskiej Pielgrzymki?” – pytają retorycznie organizatorzy.

Chociaż Sanktuarium Miłosierdzia Bożego, gdzie w każdą ostatnią sobotę miesiąca odbywają się spotkania singlowe, znajduje się ok. kilometra od Jasnej Góry, to jednak zdecydowano się zorganizować ogólnopolskie spotkanie nie w Częstochowie, ale zupełnie gdzie indziej. „To miejsce wskazał nam niejako sam Papież. Skoro jego decyzją w Sanktuarium Św. Józefa w Kaliszu obchodzony jest Nadzwyczajny Rok Świętego Józefa Kaliskiego, stąd decyzja, by pielgrzymować właśnie tam” – wyjaśniają pomysłodawcy.

W najbliższych planach jest pielgrzymka do Kalisza, jednak zamiary sięgają jeszcze dalej. Pojawił się pomysł, żeby miejsca, gdzie organizowane są Msze św. dla singli, nawiązały wzajemną współpracę i tworzyły okazje nie tylko do spotkań lokalnych, ale także tych ogólnopolskich. Kolejną okazją ma być Ogólnopolska Pielgrzymka Singli na Jasna Górę, która odbędzie się w sobotę, 16 marca 2019 r.

Program pielgrzymki
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kościół w Europie

2018-10-15 20:33

Andrzej Tarwid

Monika Książek

Jeśli Stary Kontynent ma pokonać targające nim kryzysy, to musi wrócić do swoich chrześcijańskich korzeni – twierdzili zgodnie uczestnicy II Międzynarodowego Kongresu „Europa Christi”, który 15 października miał swoją pierwszą sesję w Warszawie. Prelegenci naukowej konferencji wielokrotnie przywoływali też słowa św. Jana Pawła II o tym, że „Europy nie da się zrozumieć bez Chrystusa”.

Kryzys to jedno z pojęć najczęściej obecnie przywoływanych i odmienianych przez europejskie elity. Jedni mówi o kryzysie migracyjnym, drudzy o kryzysie euro. Jeszcze inni o kryzysie związanym z Brexit-em. Ale zdaniem wybitnych naukowców - którzy w poniedziałek spotkali się na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie na sesji zatytułowanej „Kościół w Europie” - główną przyczyną kryzysów, jakie dotykają Stary Kontynent jest odcięcie się od swojej chrześcijańskiej tożsamości.

Sytuacja jest paradoksalna, bo przecież to Europa przez wieki była była sercem chrześcijaństwa. I to Stary Kontynent najwięcej chrześcijaństwu zawdzięcza, o czym na konferencji mówił m. in. ks. prof. Henryk Skorowski SDB.

Autor takich ważnych książek jak „Być chrześcijaninem i obywatelem dziś. Refleksje o postawach etyczno-społecznych” czy „Z problematyki praw człowieka. Studium z katolickiej nauki społecznej” stwierdził, że chrześcijaństwo przyniosło mieszkańcom Starego Kontynentu nową kulturę, która „rządzi się zasadą miłości”. A także zasadę solidarności rozumianej jako jedność w dobru wspólnym oraz wolność i tolerancję. - Fundamentem tego wszystkiego jest człowiek, który w chrześcijaństwie nigdy nie jest owocem ślepego przypadku – spuentował ks. Skworowski SDB.

Niestety, wkład chrześcijańskiej wiary jest obecnie negowany i wypierany z historii, kultury oraz z przestrzeni społecznej. Ma to swoje tragiczne wręcz konsekwencje.

- Europa to jedyne miejsce na świecie, gdzie duża grupa ludzi żyje bez religii. Teraz jest to ok. 18 proc. W 2050 roku ma ich być ok. 23 proc. - powiedział ks. prof. Piotr Mazurkiewicz i podkreślił, że liczbę ateistów w Europie zasilają dzieci chrześcijan.

- Dzisiejsze społeczeństwo nie jest przeciwko Bogu, ale jest to społeczeństwo bez Boga – ocenił o. prof. Stipe Juricov z Chorwacji.

Zdaniem prof. Luca Piaganiego z Międzynarodowego Obserwatorium Doktryny Społecznej Kościoła w Watykanie obecna sytuacja jest wynikiem tego, że z wielkiego projektu europejskiego wykluczono idee ojców założycieli Wspólnoty – Konrada Adenauera, Alcide De Gasperiego i Roberta Schumana.

- Oni chcieli zapewnić Europie lepszą przyszłość. Aby każdy mógł znaleźć w niej miejsce. Tworząc projekt europejski brali pod uwagę założenia filozoficzne, uwarunkowania socjologiczne a także wymiar religijny – powiedział prof. Luca Piagani i podkreślił. - Ojcowie założyciele chcieli, aby Europa miała swoją wyjątkową tożsamość opartą na chrześcijaństwie. Aby jej kultura opierała się właśnie na tych korzeniach!

Historia potoczyła się inaczej. Na pewnym etapie integracji idee założycieli Wspólnoty zostały odłożone. Życie nie znosi jednak próżni i w to miejsce weszły marksistowsko-lewicowe pomysły zawarte m. in. w Manifeście z Ventotene. Ten niewielki dokument napisała grupa komunistycznych intelektualistów z Włoch. Bóg w ich koncepcji był „elementem zbędnym”.

- Konsekwencją takiego podejścia są relatywizm i egoizm. A przecież wspólnota nie może opierać się na egoizmie, bo jak zaspokoimy jedno pragnienie natychmiast pojawia się kolejne. Człowiek chce je zaspokoić bez oglądania się na inne osoby. W konsekwencji taki człowiek staje się słaby, a społeczeństwo zbudowane z takich jednostek też jest słabe, ponieważ nie potrafi wspólnie działać - diagnozował prof. Luca Piagani.

O tym, jakie skutki przyniesie wykluczenie Boga z przestrzeni publicznej mówił równo 30 lat temu Jan Paweł II podczas swoje pierwszego wystąpienia w Parlamencie Europejskim.

- W tamtym wystąpieniu znalazło się charakterystyczne stwierdzenie „Moim marzeniem jest..” - przypomniał ks. prof. Piotr Mazurkiewicz, który w trakcie swojego wystąpienia dokonał relektury papieskiego wystąpienia, w którym Ojciec Święty mówił m. in. od „dwóch płucach Europy” i o tym, że wszystkie narody mają prawo do uczestniczenia w zjednoczeniu. A także o tym, co niosą z sobą wszelkie prądy rugujące wiarę z życia ludzi.

- Na przekonaniu, że „Boga nie ma”, nie da się zbudować ateistycznego państwa. Jedynymi takimi państwami były Związek Sowiecki i hitlerowskie Niemcy – stwierdził ks. Mazurkiewicz i na koniec wykładu podkreślił. - Jan Paweł II dokładnie powiedział, że Europy nie można zrozumieć bez Chrystusa. I przypominanie tego jest naszym zadaniem!

Następcą Papieża-Polaka był Benedykt XVI, dla którego Europa zawsze znajdowała się w centrum zainteresowania. - Osią nauczania Benedykta VI na na ten temat jest problem podcinania korzeni naszego chrześcijańskiego fundamentu – mówił ks. prof. Mariusza Kucińskiego z bydgoskiego „Centrum Ratzingera”.

W ocenie Papieża-Emeryta głównym problemem, przed jakim staje Kościół to relatywizm. - Żyjemy w czasach dyktatury relatywizmu, która niczego nie uznaje za pewnik. A posiadanie własnej wiary jest uznawane za fundamentalizm – powiedział ks. prof. Kuciński.

Tymczasem nasza wiara w perspektywie filozoficzno-ontologicznej, każe nam jednoznacznie myśleć o Starym Kontynencie. - Europa pochodzi z wiecznego planu Boga Ojca, bo Bóg myśli w kategoriach wieczności – powiedział teolog i filozof ks. prof. Tadeusz Guz z KUL. - Jako prawdziwy Europejczycy mamy konkretną nadzieję, że Bóg, który powołał Europę zaprasza ja do swojego Domu – dodał.

A kiedy przypomnimy sobie o danej od Boga gwarancji, to co powinniśmy robić? - Europa odkryje na nowo swoją tożsamość, jeśli my wszyscy będziemy brali udział w jej przekształcaniu – powiedział prof. Luca Piagani i zaznaczył, że powinniśmy zacząć od ewangelizacji. - Tak jak mówił św. Jan Paweł II – stwierdził.

- Wierzący nie powinni się bać. Oni muszą pokazać, że wiara jest radosna, a nieograniczająca, bo daje nam wolność. Powinniśmy na nowo odkryć niedzielę, jako Dzień Boży. Musimy też być w naszej wierze autentyczni – wyliczał o. prof. Stipe Juricov.

Uczestniczy konferencji „Kościół w Europie” wysłuchali jeszcze wykładu prof. Wiesława Wysockiego o historycznym znaczeniu „Cudu nad Wisłą” dla Europy. A także poruszającego świadectwa o św. Janie Pawle II, którym podzielił się były papieski fotograf Arturo Mari.

Spotkanie na UKSW zakończyło wystąpienie ks. Ireneusza Skubisia. Moderator Ruchu „Europa Christi” podziękował wszystkim prelegentom za wystąpienia oraz przedstawił plany Ruchu. Są to m. in. pomysły tworzenia Klubów „Europa Christi” i Rycerzy „Europa Christi” na wzór Zakonu Rycerzy Kolumba.

- Zależy nam na tym, aby wszystkie struktury oddychały Chrystusem i były naznaczone Jego obecnością. Ponieważ chcemy, aby Chrystus Zmartwychwstały wrócił do Europy – powiedział Infułat i zaprosił na kolejne wydarzenia związane z II Międzynarodowym Kongresem Ruchu „Europa Christi”.

A już jutro, tj. 16 października, kongresowe obrady odbędą się w Centrum Arena Jesionka w Rzeszowie. 17 października uczestników kongresu będzie gościł Katolicki Uniwersytet Lubelski. Kolejne kongresowe spotkania odbędą się m. in. w: Częstochowie i Łodzi. Natomiast w stolicy odbędą się jeszcze dwie sesje: „Rechrystianizacja Europy” (18 października, Senat RP) oraz „Silna Rodzina Siłą Europy” (20 października, UKSW).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem