Reklama

Biały Kruk 1

Tak się bawi, tak się bawi...

Śre-dnio-wie-cze

2018-01-31 10:19

Juliusz Woźny
Edycja wrocławska 5/2018, str. VI

Madeinitaly/PIXABAY

Święto Trzech Króli rozpoczyna w kalendarzu kościelnym okres niezwykły, trwający aż do Środy Popielcowej. To karnawał. Dziś świętujemy go raczej oszczędnie – cicho i skromnie, bez pomysłu i polotu. Zabawy sylwestrowe są właściwie pierwszym i ostatnim widocznym akordem radosnych pląsów, ulice w karnawale są równie szare, jak w innych okresach. A jak było kiedyś?

Życie codzienne w minionych czasach regulowały liczne zakazy i obyczaje, których złamanie groziło sankcjami od towarzyskiego ostracyzmu lub społecznego potępienia począwszy, po surowe kary wymierzane przez prawo. W średniowieczu czas karnawału znosił wiele z tych reguł, zapewniał moment wytchnienia, wychodził naprzeciw ludzkiej skłonności do błaznowania, parodiowania i wygłupów. Były to dni wyjątkowe. Szaleństwo zabawy osiągało poziom dla nas niewyobrażalny. Ulegali mu nawet najrozsądniejsi, ci, którzy na co dzień powinni świecić przykładem. Władzę w tym „świecie na opak” przejmowali trefnisie, błaźni i komedianci – królowie karnawału.

Odpoczynek od wyrzeczeń

Skąd ta żywiołowość zabawy graniczącej z obłędem? W czasach średniowiecza kontrasty, nie tylko społeczne, były znacznie bardziej jaskrawe niż dziś. Granice między stanami, klasami społecznymi były wyraźnie zdefiniowane, trudne do pokonania. Różnice społeczne podkreślały również stroje, właściwe dla każdego stanu i płci. Ogromny był kontrast między porami dnia i porami roku. Dzisiejsze miasta nie znają ciszy i ciemności, jakie niegdyś zapadały po zachodzie słońca. Ostro zarysowana była granica między miastem, a otaczającymi go polami i lasami – wyznaczały ją mury miejskie. Dziś ciągnące się kilometrami przedmieścia nie pozwalają wskazać, gdzie konkretnie kończy się miasto. Ten stan znakomicie opisuje Johann Huizinga w swej genialnej „Jesieni średniowiecza”: „Nędzarze i ułomni mniej zaznawali ulgi niż dzisiaj, cierpienia te były groźniejsze i cięższe do zniesienia, ostry mróz i przerażające ciemności zimy były złem bardziej istotnym niż dziś. Sławą i bogactwem cieszono się gwałtowniej i bardziej pożądliwie, wyraźniejsza niż dziś dzieliła je granica od żałosnego ubóstwa i lichoty”. Pamiętajmy, że podobnie było w przypadku postu i karnawału. Podczas Adwentu czy Wielkiego Postu chrześcijanie pokutowali w sposób naprawdę surowy. Natomiast czas zabawy był okresem prawdziwego szaleństwa, spontanicznej radości, kiedy z premedytacją łamano zakazy, dawano upust tłumionym instynktom i parodiowano zwykły, codzienny porządek.

„Fotki” z karnawałów

Przechodząc wrocławskim rynkiem warto przystanąć i bacznie przyjrzeć się południowej ścianie ratusza. Pokryta niemal w całości rzeźbami, zawiera ukryte treści. Opowiada między innymi o karnawałowych obyczajach dawnego Wrocławia. Jak wiadomo, znajduje się tam wejście do najstarszej w Europie restauracji. Krytycznie o wystroju ówczesnych karczem wypowiadali się kaznodzieje. Widniejące na ścianach wizerunki zwierząt, parodiujących ludzkie zachowania, orła w stroju lekarza, małpy w roli ucznia czy lisa grającego na cytrze były, ich zdaniem, podstępnym sposobem, aby zwabić ludzi do wnętrza. Nie inaczej rzecz ma się w przypadku Piwnicy Świdnickiej. Cała ściana wręcz woła i zachęca żeby wejść do wnętrza. Zapowiada atrakcje. W sposób przekorny i dowcipny opowiada o konsekwencjach pijaństwa, jest też historycznym świadectwem dawnych obyczajów karnawałowych. Najbardziej znana rzeźba sprzed wejścia do Piwnicy Świdnickiej – para podpity mężczyzna chwiejący się na nogach i czcigodna małżonka zdejmująca z nogi drewniany but, aby godnie powitać wesołka (pamiątką po tym powitaniu był pewnie solidny guz na czole) – to dziewiętnastowieczna, konwencjonalna anegdota. Zerknijmy jednak wyżej, gdzie wdać szynkarza niosącego trunki, muzyka dmącego w piszczałkę, drugiego, grającego na cytrze i bywalca piwnicy tęgo pociągającego z charakterystycznego kufla używanego w Piwnicy Świdnickiej zwanego iglem. Nad ich głowami unoszą się anioły, równie krępe, jak bywalcy piwnicy. Wszystko zgodnie ze starą pijacką maksymą: „Pijanego, a dziecięcia Pan Bóg strzeże”. Biegnące wzdłuż gzymsów fryzy rzeźbiarskie prezentują prawdziwy korowód karnawałowych scen i antybohaterów. Dwukrotnie pojawia się wizerunek pijanej kobiety. Raz jest ciągnięta w koszu, raz obwożona w taczce. W obu przypadkach kobiety zachowują się w sposób nieprzystający pobożnej niewieście. Jedna z nich bezwstydnie wznosi flaszkę z gorzałką, druga wygraża pięścią mężczyznom, ciągnącym kosz. Jedni twierdzą, że to opiekuńczy mężowie transportują do domu małżonki, które nadużyły. Inni uważają, że to dowód poniżającego obyczaju. Ponoć pijane kobiety obwożono w ten sposób wokół ratusza, wyśmiewając je i szydząc z nieszczęśniczek. Stare kobiety – najsłabsze przedstawicielki średniowiecznego społeczeństwa, były łatwym celem drwin i poniżających rytuałów. Pod tym względem niewiele się zmieniło. Jak wielu dzisiejszych nieustraszonych bojowników o wolność i postęp społeczny drwi z „moherów”? To nowa odmiana starej, znanej i obrzydliwej tendencji.

Reklama

Parodia i miszmasz

Sceny walk rycerskich wśród ratuszowych rzeźb to echo obyczaju organizowania turniejów rycerskich podczas ostatków, a więc u szczytu karnawałowych zabaw. Szranki ustawiano na placu Solnym, dlatego wśród ratuszowych rzeźb widać szarżujących jeźdźców i walczących mieczami pieszych. Jednak tuż obok widać parodie rycerskiego turnieju: karykaturalne zmagania mocujących się mężczyzn, których pachołek okłada cepem. Oczywiście, czas karnawału to okres, gdy z lubością oddawano się hazardowi – stąd scena z grającymi w kości, a wszystko to przemieszane ze scenami z ezopowych bajek – lis zaprasza bociana do jedzenia z płaskiego talerza. W innych scenach św. Jerzy walczy ze smokiem, myśliwi ścigają zwierzynę, chłopi wędrują na targ. Tuż obok wizerunki świętych, herby Wrocławia, wszystko przemieszane, powaga i parodia – jak to w czasie karnawału.

A jednak zgorszenie...

Bernard Fabri, kaznodzieja z Zielonej Góry, zgorszony nawoływał do opamiętania czcicieli karnawału: „Święty Karnawał czcicie nie jeden, lecz trzy dni i trzy noce w pijaństwie, biesiadowaniu i opilstwie. Świątynią, która jemu wznieśliście, jest kuchnia, jego ołtarzem stół, jego służącym kucharz. Inni święci przywracają ludziom mowę. Wasz święty zabiera ją wam. Jakże wielu w tych dniach nie będzie mówiło w swym języku ojczystym, lecz w obcym! Niemcy mówią więc po polsku, Czesi i niewykształceni ludzie świeccy mówią wtedy po łacinie; a gdy nie mogą już wydobyć więcej słów z siebie wtedy ryczą to swoje okrutne lalala!”

Te wspaniałe kazania, pełne pasji i potępienia wobec grzechu, przynoszą mnóstwo informacji o karnawałowych obyczajach, chyba nieco wbrew intencjom kaznodziei. „W te dni zmieniają ludzie swe ubrania, wdziewają maski i skaczą jak kozły; nawet stare niewiasty nie pozostają wtedy cicho... a przez cały rok siedziały cicho. Szminkują się także dziewczęta i ozdabiają włosy i noszą treny jak dumny paw i obnoszą się same po targowisku jak kupiec swe towary; hulają po ulicach i śpiewają zalotne piosenki diabłu na chwałę, któremu w tych dniach stoją na służbie.”

A gdyby tak wziąć wzór z przodków?

Ignoranci widzą dziś w średniowieczu ponurą, ciemną epokę, pełną śmiertelnej powagi. Nie mają pojęcia, że ludzie w tamtych czasach potrafili bawić się bardziej spontaniczne od nas, pracowali znacznie mniej i płacili niższe podatki. To prawda, żyli krócej, ale potrafili się życiem cieszyć znacznie intensywniej niż my. Ta spontaniczna radość z biegiem czasu ustępowała, ewoluując ku coraz bardziej konwencjonalnym formom zabawy, by w końcu stać się sztywnym jak gorset, dziewiętnastowiecznym balem. Balem, na którym każda figura taneczna była ściśle skodyfikowana, każda panna na wydaniu miała w karneciku zapisanych partnerów do kolejnej polki czy walczyka, nad czym skrzętnie czuwały ciotki przyzwoitki. Z biegiem lat czas karnawałowych zabaw wypełniła sztywna, wszechobecna nuda. I nie chodzi o to, aby rozpaczać za rozpustą, pijaństwem i wyuzdaniem, których – jak widać wyżej – mieszkańcom Dolnego Śląska w średniowieczu nie zbywało – ale wynaleźć własny, właściwy naszej epoce, sposób świętowania karnawału. Kolorowo, w tańcu, razem, choćby na ulicy. Powierzchnia wrocławskiego rynku ma aż 3,8 hektara, na prostokącie o wymiarach 213 na 178 metrów można urządzić karnawałowe szaleństwo, połączone choćby z jedzeniem pączków tłustoczwartkowych. Fakt, średniowieczni przodkowie nie musieli się martwić koniecznością zabezpieczenia imprez masowych, ale czy względy formalne powinny stawać na drodze kolorowej tradycji karnawału?

Tagi:
historia karnawał

Zagadka ostatnich książąt mazowieckich

2018-02-14 11:10

Roman Stańczyk
Edycja warszawska 7/2018, str. VI

490 lat temu król Zygmunt I Stary wydał edykt stwierdzający, że ostatni książęta mazowieccy – Stanisław i Janusz – zmarli z przyczyn naturalnych. Nie rozwiązało to zagadki śmierci ostatnich przedstawicieli mazowieckiej gałęzi dynastii Piastów. Dyskusja trwa do dzisiaj

Artur Stelmasiak
Sarkofag ostatnich książąt mazowieckich w archikatedrze św. Jana Chrzciciela. Ich szczątki zostały pochowane w podziemiach pod prezbiterium

Jest marzec 1522 r. Władzę w Księstwie Mazowieckim sprawują książęta Stanisław i Janusz. Zasiadają na tronie już od czterech lat. Jednak dopiero teraz mogą czuć się na nim swobodnie. Wcześniej, do 1518 r., regencję w ich imieniu sprawowała matka – Anna Radziwiłłówna, która nawet po osiągnięciu przez książąt wieku umożliwiającego samodzielne sprawowanie władzy nie utraciła wpływu na sprawy Mazowsza.

Książęca miłość

Prywatnie Stanisław i Janusz prowadzili bardzo rozrywkowy tryb życia. Zdaniem historyków, obaj ulegli wdziękom Katarzyny Radziejowskiej. Pierwszy w córce kasztelana sochaczewskiego Andrzeja Radziejowskiego zakochał się Stanisław – starszy z książąt. Obiecywał jej nawet małżeństwo. Związkowi sprzeciwiła się jednak Anna Radziwiłłówna. Wówczas do Katarzyny zaczął zalecać się młodszy z braci – Janusz. O tym, jakim uczuciem zaczął pałać do szlachcianki, świadczy fakt, że podarował jej książęce Błonie.

Tragiczna historia zaczyna się w 1524 r., kiedy Stanisław udał się z wizytą do młodszego brata do Błonia. Po obfitej uczcie, w której najprawdopodobniej uczestniczyła również Katarzyna Radziejowska, Stanisław, nie czując się najlepiej, powrócił do Warszawy. Wcześniej niewiele jadł. Miał się posilić wyłącznie kapłonem polanym małmazją octową. Starszy z mazowieckich Piastów czuł się coraz gorzej. Wkrótce zmarł. W chwili śmierci (sierpień 1524 r.) miał 24 lata. Zgon uznano za naturalny, zaś u władzy pozostał młodszy książę Janusz. W marcu 1526 r. młodszy z synów Anny Radziwiłłówny zwołał do Warszawy sejm. Czując, że opuszczają go siły, spisuje testament. W nim zapisuje wszystko swojej siostrze – Annie. Janusz przeżył brata jedynie o 2 lata. Zmarł w nocy z 9 na 10 marca 1526 r. Odtąd miała zacząć obowiązywać umowa zawarta w 1496 r. między ojcem Stanisława i Janusza – księciem Konradem III Mazowieckim a królem Polski – Janem III Olbrachtem. W myśl jej zapisów Księstwo Mazowieckie traciło suwerenność.

Wówczas to dramatyczną próbę utrzymania odrębności Mazowsza podjęła siostra Stanisława i Janusza – Anna. Ogłosiła się ostatnią przedstawicielką rodu. Nie zyskała jednak szerszego poparcia. Szlachta mazowiecka coraz mocniej zaczęła sprzyjać pomysłowi połączenia się z Polską. Spór Anny i jej pretensje do Księstwa Mazowieckiego zakończył w 1537 r. sejm, który zmusił Annę i jej męża Stanisława Odrowąża do zrzeczenia się praw dziedzicznych do Mazowsza.

Królewska komisja weryfikacyjna

Śmierć Stanisława i Janusza nadal wywołuje sporo kontrowersji. Tuż po niej pojawiały się oskarżenia o celowe otrucie. Nazwiska winnych śmierci ostatnich mazowieckich Piastów zmieniały się jak w kalejdoskopie. Pierwotnie cień oskarżenia padł na Katarzynę Radziejowską. Szlachcianka, która najpierw romansowała ze Stanisławem, a potem uwiodła Janusza, miała w ten sposób odreagowywać niechęć ze strony matki książąt. Popularne są opinie, że to właśnie ona otruła najpierw Annę Radziwiłłównę, a potem Stanisława i Janusza.

– Kwestię rzekomego otrucia dwóch ostatnich książąt mazowieckich można traktować jako legendę, tak typową dla czasów, w których powstała. Już wówczas prowadzone śledztwa wskazywały, że oskarżenia o zastosowaniu trucizn są niespójne, pełne stereotypów, wiary w magię i zabobon – ocenia dr Sebastian Adamkiewicz, publicysta portalu Histmag.org.

– Brakowało twardych dowodów, które mogłyby wskazywać na fakt otrucia. Zresztą wersja ta pojawiła się dopiero po śmierci Stanisława, bo zgon Janusza uważano za zupełnie naturalny. Dopiero później zaczęto te kwestie łączyć. Historycy są jednak zgodni co do tego, że o śmierci dwóch ostatnich Piastów decydowały przyczyny naturalne. Wymienia się przede wszystkim chorobę alkoholową lub schorzenia weneryczne.

Rosnąca nagonka w celu wykrycia osoby winnej śmierci książąt zmusiła do reakcji nawet króla. Zygmunt I Stary powołał spośród mazowieckiej szlachty komisję „weryfikacyjną” , która miała wyjaśnić tę kryminalną zagadkę. Sprawę badali medycy, ale niczego niepokojącego nie znaleźli. „Dlatego ogłosiliśmy i niniejszym edyktem ogłaszamy, stanowimy i oznajmujemy, że wszystkie doniesienia, oskarżenia, świadectwa o otruciu i śmierci rzeczonego pana księcia (...) były i są próżne, niedołężne i żadnej siły ani wagi. (...) Okazało się, że pan książę nie sztuką ani sprawą ludzką, lecz z woli Pana Boga wszechmogącego (w którego mocy rozrządzenie życia i śmierci) z tego zeszedł świata i umarł” – czytamy w edykcie króla Zygmunta I Starego z 9 lutego 1528 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

"Niedziela" odnaleziona we Wrocławiu

2018-02-22 14:58

Agnieszka Bugała


Znalezione we Wrocławiu roczniki "Niedzieli"

W Centrum Technologii Audiowizualnych (b. Wytwórnia Filmów Fabularnych) we Wrocławiu znaleziono oryginalnie oprawione roczniki Tygodnika Katolickiego „Niedziela” z 1934r. Dyrektor Centrum Robert Banasiak jutro opowie nam historię tego cennego znaleziska.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prezydent Duda: To harcerstwo uczyło mnie, jak być dobrym Polakiem

2018-02-22 20:20

wpolityce.pl

Grzegorz Jakubowski/KPRP
Spotkanie Pary Prezydenckiej z harcerzami z okazji Dnia Myśli Braterskiej

To dla mnie wielka radość, że w Polsce istnieje harcerstwo; to harcerstwo uczyło mnie, jak być dobrym Polakiem

- powiedział w czwartek w Wiśle prezydent Andrzej Duda na spotkaniu z harcerzami z okazji Dnia Myśli Braterskiej.

Prezydent podkreślił, że tegoroczne spotkanie z harcerzami jest szczególne, ponieważ przypada w roku 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości, a także w Roku Harcerstwa.

To rok, który jest dla całego naszego narodu, dla wszystkich obywateli Rzeczypospolitej, dla całego naszego społeczeństwa, rokiem niezwykle ważnym, w którym upamiętniamy i wspominamy, i jeszcze raz dziękujemy, składamy hołd wszystkim tym, dzięki którym Polska odzyskała niepodległość po 123 latach zaborów, także polskim harcerzom - zaznaczył.

Andrzej Duda podkreślił, że to harcerze są spadkobiercami wielkiej idei, o której mówił twórca polskiego harcerstwa, Andrzej Małkowski.

Andrzej Małkowski, pytany o to, jaka jest różnica pomiędzy harcerstwem a skautingiem (…), uśmiechnął się i powiedział, że harcerstwo, to skauting plus niepodległość. I to właśnie dlatego ten rok (…) jest także rokiem polskiego harcerstwa” - tłumaczył prezydent.

Prezydent mówił, że Polska jest wdzięczna harcerzom za walkę o niepodległość.

Zawsze byli, zawsze stawali na wezwanie, nigdy nie zawiedli swojej ojczyzny i za to także, jako prezydent Rzeczypospolitej, dzisiaj, w tym właśnie roku 100-lecia odzyskania niepodległości chciałem wam wszystkim gorąco podziękować - mówił.

Jest dla mnie wielką radością, że w Polsce istnieje harcerstwo - powiedział prezydent. Tłumaczył, że sam był harcerzem - jak podkreślił - w bardzo ważnych latach swojego życia, podczas których dojrzewał i dorastał do tego, żeby stać się pełnoprawnym obywatelem Rzeczypospolitej.

To harcerstwo uczyło mnie, jak być dobrym Polakiem, obok tego, czego nauczyłem się w domu - przyznał.

Nie ma żadnej wątpliwości, że harcerstwo jest tym niezwykle ważnym miejscem wychowania młodzieży do dorosłości, współpracy, solidarności, współdziałania i wszystkiego tego, co buduje, kreuje, tworzy wspólnotę. Jednocześnie jest miejscem, w którym młodzież otrzymuje niezwykłą dawkę wartości patriotycznych, bo takie jest właśnie polskie harcerstwo. Nieważne, jak która z organizacji harcerskich się nazywa - oświadczył Andrzej Duda.

Dzień Myśli Braterskiej ma przypominać założycieli skautingu Roberta Baden-Powella i jego żonę Olave - 22 lutego przypadają ich urodziny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem