Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Pracuję w kopalni diamentów

2018-01-31 10:19

Łukasz Krzysztofka
Edycja warszawska 5/2018, str. VI

Łukasz Krzysztofka
Ks. prał. Tadeuszem Bożełko

Łukasz Krzysztofka: – Już niedługo będziemy obchodzić w Kościele Światowy Dzień Chorego, ustanowiony przez św. Jana Pawła II. Co jest najważniejsze w idei i przeżywaniu tego Dnia?

Ks. prał. Tadeusz Bożełko: – Moim zdaniem najważniejsze jest zwrócenie powszechnej uwagi na grupę, którą stanowią ludzie chorzy i ci, którzy nimi się zajmują. W środkach przekazu codziennie kultywowana są młodość, uroda i zdrowie. Tematyka szpitalna najczęściej spychana jest na dalszy plan. Drugim ważnym wymiarem obchodów tego Dnia jest przypomnienie chrześcijańskiego spojrzenia na chorobę i cierpienie, a zatem na sprawy bliskie każdemu człowiekowi. Dużo zmienia się w człowieku, jeżeli spotka się z chorymi. Wtedy zwykle staje się bardziej otwarty dla innych, a swoje własne problemy widzi we właściwych wymiarach. Światowy Dzień Chorego to przypomnienie społeczeństwu o potrzebach ludzi chorych, o potrzebie modlitwy za nich i za całą służbę zdrowia. Poza tym ważne jest dostrzeżenie podmiotowości chorych, ich niezbywalnej, ludzkiej godności. Warto sobie także przypomnieć, że zdrowie jest kruchym skarbem i nikomu nie jest dane raz na zawsze.

– Papież Franciszek w orędziu na tegoroczny Światowy Dzień Chorego pisze o macierzyńskim powołaniu Kościoła w stosunku do osób w potrzebie i chorych. W jaki sposób osoby te mogą doświadczyć matczynego powołania Kościoła?

– Kościół jawi się nie tylko jako szkoła, która wychowuje ludzi ku świętości, ale także jako szpital, w którym ludzie doświadczają uzdrowienia ze swoich ran, znajdują pomoc i wsparcie w swoich biedach. Podobnie jak każda matka szczególną troską otacza dzieci najsłabsze i najbardziej potrzebujące podobnie Kościół kieruje swoją uwagę na chorych i niesie im nadzieję, różnego rodzaju wsparcie, obdarowuje życiem sakramentalnym i podpowiada, aby w Krzyżu Jezusa Chrystusa odkryli zbawczy sens swojego cierpienia.

– Posługuje Ksiądz jako kapelan w Centrum Onkologii na Ursynowie. Na czym polega Księdza praca?

– To przede wszystkim głoszenie w tym miejscu obecności Jezusa Chrystusa Zmartwychwstałego, który przychodzi, aby leczyć, uzdrawiać i uświęcać. Jedni pacjenci potrzebują uśmiechu, słowa otuchy czy znaku błogosławieństwa, inni dłuższej rozmowy czy przyjęcia sakramentów świętych. Zadaniem kapelana jest niesieniem pomocy duchowej pacjentom szpitala, członkom ich rodzin, jak również personelowi. W szpitalu, w którym pracuję, jest ponad 80 tys. przyjęć w ciągu roku, nowych osób pojawia się ok. 25 tys., do tego pracuje ponad 2 tys. personelu i bardzo dużo osób, które odwiedzają chorych.

– Księdza „parafia” jest więc bardzo duża

– Naprawdę jest co robić... Ale najważniejsze, by w tej posłudze zauważyć w tłumie konkretną osobę. Pobyt w szpitalu bardzo często zmienia człowieka, a ja mając przywilej posługiwania chorym pomagam w nawróceniu, umacniam pokarmem duchowym, a czasami przygotowuję do przejścia przez bramę śmierci do pełni życia w Bogu.

– Kapelani szpitalni są często powiernikami chorych, pomagają opanować lęk towarzyszący utracie zdrowia czy operacji. Najważniejsze jednak w posłudze kapelana jest jednanie z Bogiem ludzi, którzy wcześniej np. zaniedbywali praktyki religijne.

– Bardzo często jestem świadkiem powrotu ludzi do Boga. To naprawdę wzruszający wymiar kapłańskiej posługi w szpitalu. Pamiętam, jak jednego dnia, późnym wieczorem zaczepił mnie na korytarzu starszy pan. Zaczęło się od zwykłej rozmowy, która przerodziła się pragnienie spowiedzi. Mężczyzna był już po 70. roku życia i wyznał, że po Pierwszej Komunii św. jeszcze jako dziecko spowiadał się może raz lub dwa... To była piękna, głęboka spowiedź praktycznie z całego życia.

– To Ksiądz jest świadkiem prawdziwych cudów.

– Tak. Takie sytuacje umacniają kapelana, bo dają mu do zrozumienia, że jego praca ma głęboki sens. Wydaje się wtedy, że warto zostać księdzem choćby dla jednego takiego wydarzenia.

– Co uważa Ksiądz za najtrudniejsze w posłudze kapłana w szpitalu?

– Warto sobie uświadomić, że pacjentami szpitala są nie tylko katolicy, są nimi również chrześcijanie innych wyznań, są ludzie różnych religii, a także ateiści. A moim powołaniem jest towarzyszenie im wszystkim w drodze do Boga. Chorym innych wyznań chrześcijańskich staram się ułatwić kontakt z ich duszpasterzami. Dobrym słowem i uśmiechem staram się obdarzyć każdego. Choroba i cierpienie jednych otwierają na Boga, a u innych powodują jakby zatwardzenie serca. Najtrudniejsze dla kapłana jest doświadczenie, gdy człowiek bliski śmierci nie chce przyjąć Dobrej Nowiny, nie chce skorzystać ze środków zbawienia, chociaż są one dosłownie na wyciągnięcie ręki. Wielka jest tajemnica ludzkiej wolności.

– Grupę podopiecznych kapelana szpitalnego stanowią również rodziny chorych, wymagające szczególnej troski duszpasterskiej.

– Wśród chorych są również ludzie młodzie, rodzice, którzy wychowują małe dzieci, są także studenci czy narzeczeni. Obok chorego prawie zawsze pojawia się ktoś z rodziny. Przy osobie młodej są zatroskani rodzice, rodzeństwo, współmałżonek, przy osobie starszej są również dzieci i wnuki. Sytuacja poważnej choroby – a takie są z definicji schorzenia onkologiczne – weryfikuje siłę wiary nie tylko samych pacjentów, ale także ich bliskich. Ważne jest wtedy, kto z jakiego źródła czerpie nadzieję nieśmiertelności. Wśród osób towarzyszących widać różne postawy: od buntu i rozpaczy, do powierzenia się Stwórcy, do gorącej modlitwy i uwielbienia Boga w trudnych doświadczeniach. Kiedy to tylko jest możliwe staram się przy łóżku chorego animować wspólną modlitwę rodziny i bliskich.

– Św. Jan Paweł II w liście „Salvifici doloris” o sensie ludzkiego cierpienia napisał, że miłosiernym Samarytaninem jest każdy człowiek, który zatrzymuje się przy cierpieniu drugiego człowieka. Czy postać miłosiernego Samarytanina jest wzorem dla Księdza Kapelana?

– Z pewnością tak. Miłosierny Samarytanin jest taką osobą, która nie ogląda się na różnice wiary, pochodzenia, koloru skóry, a po prostu widzi w chorym bliźniego, który wymaga modlitwy i wsparcia. W tej posłudze niezwykle ważna jest szczerość intencji i determinacja, by nie zostawiać chorego samemu sobie. Taka postawa jest szczególnie ważna w stosunku do osób chorych paliatywnie. W szpitalu, w którym pracuję, stosuje się terapie, które uśmierzają ból, ale równie ważne okazują się środki lecznicze dostępne dla każdego człowieka: chodzi tutaj o życzliwy dotyk, uśmiech i ciepłe spojrzenie. Ja oczywiście także się nimi posługuję.

– Jak po chrześcijańsku podchodzić do cierpienia?

– Głównym źródłem cierpienia jest to, że człowiek nie posłuchał Boga. Pozostaje to prawdziwe nawet wtedy gdy osobiście czujemy się niewinni. Pan Bóg nie zsyła cierpienia na ludzi, ale jedyne co zsyła to swojego Syna Umiłowanego, który przyszedł na ziemię, aby zbawić człowieka. Jak zapowiadał prorok Izajasz: „W Jego ranach jest nasze zdrowie”. Pan Jezus wzywa nas także, abyśmy ofiarowali Mu swoje cierpienie i stali się w ten sposób Jego współpracownikami w zbawianiu świata. Często przypominam sobie i rozważam słowa św. Jana Pawła II, który podczas audiencji dla „Ochotników Cierpienia” (27 maja 1987 r.) powiedział: „Cierpienie jest powołaniem, aby więcej miłować, jest tajemniczym wołaniem, do udziału w nieskończonej miłości Boga do ludzkości, tej miłości, która doprowadziła Boga do wcielenia i do śmierci na krzyżu”. Zdaję sobie sprawę, że to co powiedziałem to tylko wstęp do odpowiedzi.

– Jednym z dwóch sakramentów uzdrowienia jest namaszczenie chorych. Jakie skutki przynosi ten sakrament?

– Pierwszy skutek wiąże się z tym, że przywraca on zdrowie chorym. Musimy pamiętać o tym, że uzdrowienie człowieka dokonuje się zarówno w sferze duchowej, psychicznej jak i cielesnej. Uzdrowienie dokonuje się także w wymiarze relacji pacjenta do innych ludzi, do otoczenia i w świecie jego emocjonalnych przeżyć. Sakrament chorych pomaga zaprowadzić psychiczny i duchowy ład w sercu, ale również pomaga w leczeniu ciała. Ludzie są bardzo przywiązani do zewnętrznych znaków, które nam mówią o uzdrowieniu fizycznym, a lekceważą uzdrowienie dokonujące się w innych wymiarach osoby, gdyż jest ono trudno dostrzegalne. A czasami takim znakiem wewnętrznego uzdrowienia jest uśmiech na twarzy, pokój serca i ufne powierzenie swego losu Opatrzności Bożej. Drugim skutkiem sakramentu chorych jest łaska łączenia swoich cierpień z cierpieniem Chrystusa. Dlatego często zachęcam, aby pacjenci przygotowujący się do operacji i zabiegów korzystali z dobrodziejstwa sakramentu namaszczenia chorych.

– Czy w człowieku cierpiącym łatwiej dostrzec Chrystusa?

– Mówi o tym nasza wiara chrześcijańska. I dlatego w każdym pacjencie musimy odnaleźć Oblicze Chrystusa, który utożsamia się z człowiekiem cierpiącym i chorym. Mistrzynią takiej postawy może być św. Matka Teresa z Kalkuty. Modliła się w następujący sposób: „Panie, moja Miłości, spraw, abym dziś i każdego dnia widziała Ciebie w osobach Twoich chorych i abym, pielęgnując ich, posługiwała Tobie (...), obym Cię zawsze mogła rozpoznać i powiedzieć: »Jezu, mój Pacjencie, jak słodko jest służyć Tobie»”. Trudno o jaśniejsze wyłożenie chrześcijańskiego spojrzenia na chorego człowieka. Kiedy już widzimy w twarzy cierpiącego człowieka Boże Oblicze, to o wiele łatwiej znajdujemy w sobie siłę i determinację do służby pośród chorych.

– Kard. Stefan Wyszyński mówił, że są na świecie trzy rodzaje ludzi, z powołania których wynika obowiązek bronienia człowieka nawet za cenę osobistego bezpieczeństwa. To kapłan, lekarz i żołnierz. Posługa kapelana w szpitalu jest niejako połączeniem tych dwóch pierwszych powołań. Czym ta posługa jest dla Księdza Kapelana?

– Praca kapelana jest esencją posługi kapłańskiej. W szpitalu ksiądz może oddać się w pełni temu, co jest w jego powołaniu najważniejsze: głoszeniu prawdy o Jezusie Chrystusie, który żyje, działa, uzdrawia i uświęca chorych. Dlatego jestem wdzięczny Bogu, że posługuję w szpitalu. Pytany o swoją posługę odpowiadam z uśmiechem, że pracuję w kopalni diamentów. Wyjaśniam, że na Ursynowie jest właśnie taka kopalnia, gdzie na dziesięciu poziomach i na siedmiuset łóżkach leżą diamenty i moim zadaniem jest cierpliwe zdobywanie ich dla Boga.

Tagi:
wywiad kapelan

A może odpocząć od cudu

2018-07-25 11:42

Agnieszka Sroczyńska
Edycja zielonogórsko-gorzowska 30/2018, str. 6,7

Kapelani szpitalni. Co o nich wiemy? Czy postrzegamy ich jedynie przez stereotypy – niezdartych duchownych od pocieszania, wyprawiających w ostatnią drogę duszę, której nie udało się żadnym cudem zatrzymać dłużej w ciele? Jeśli tak, to tym bardziej powinniśmy pozwolić jednemu z nich – ks. Jerzemu Hajdudze – zabrać siebie do świata jego „poezji szpitalnej” zamkniętej w tomie pt. „Odpocząć od cudu” (Warszawa 2015)


Poprowadzi nas przez szpitalne korytarze do sal pacjentów, a nawet na cmentarz. Po czym nieoczekiwanie uchyli drzwi do jeszcze bardziej zamkniętego, nieznanego nam świeckim świata klasztoru – do swojego pokoju-celi, w którym „dwa krzesła o jedno za dużo” („Dodatkowy talerz”, s. 40), albo zaprosi nas do „rozpalonego” ogrodu, w którym szuka „siebie nie siebie” („Nikogo tutaj”, s. 21).

Przełamać zamknięcie

Pierwszym kapelanem-poetą, który przed 11 laty otworzył mi oczy na trud swojej pracy, był ks. Lucjan Szczepaniak SCJ, do dzisiaj pełniący funkcję kapelana-lekarza w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie-Prokocimiu. Swoją poezją zaprowadził mnie „tam,/Gdzie inni nie chcą chodzić./Gdzie boją się/I ogarnia ich wstręt” (Lucjan Szczepaniak SCJ, Bo byłem chory... (Mt 25, 36) Poezje szpitalne”, Wydawnictwo Księży Sercanów DEHON, Kraków 2005). Jak napisała we wstępie tej książki Alina Aleksandrowicz, „To świat artes moriendi, niepowtarzalny, odrębny, inny od tego, w którym żyją «tamci» – zdrowi, zadowoleni, nierzadko bogaci. Jak przekroczyć ową zamkniętą przestrzeń, pokonać ją, przełamać zamknięcie?”.

Jerzy Hajduga tomem „Odpocząć od cudu” również pomaga nam przełamywać owo mentalne zamknięcie. Wielu z nas ma doświadczenie pobytu w szpitalu jako pacjentów lub czuwających przy chorych bliskich. Jednak doświadczenie pracy w tym miejscu jest czymś jeszcze innym. I tym doświadczeniem podzielił się z nami szczodrze ks. Jerzy. Napisałam „szczodrze”, bo mimo że zamieszczone w tomie 40 wierszy jest bardzo ascetycznych pod względem liczby użytych słów, to ich głębia, intymny charakter są poruszające. I, co bardzo ważne, autor znalazł balans w ukazaniu tej intymności. Pisanie wierszy o cierpieniu, śmierci jest bardzo trudne. Bo z jednej strony można popaść w „językowe łkanie”, nie trzymając emocji na wodzy, a z drugiej – można spłycić temat, za bardzo dystansując się do niego. Tadeusz Różewicz powiedział w jednym z wywiadów, że „nie pisze się cierpieniem (...) cierpienia nie napisały za mnie książek. One były, one tam tkwią”, ale „poddawanie się emocjom podczas pisania? – mogłoby się zmienić w sentymentalne gadulstwo”. Ks. Jerzy grzechu „sentymentalnego gadulstwa” na pewno nie popełnia jako poeta.

Tytuł – początek/puenta

Tom otwiera wiersz zatytułowany „Żadną łzą”. I właśnie ten tytuł jak przytoczony dalej w wierszu pyłek, co utkwił w oku, od pierwszego przeczytania wciąż nie daje mi spokoju. Czy poeta już na początku zastrzega, że nie będzie żadnych łez w tym tomie? A może tylko jego łez nie będzie? Bo kapelan szpitalny nie płacze publicznie? A kapelan-poeta tym bardziej nie powinien? A może chce już na wstępie nam powiedzieć, że żadną łzą nie opowie się tego cierpienia, samotności, które widział u innych i których doświadczył sam? Jedno jest pewne – Hajduga przywiązuje dużą wagę do wyboru tytułów. Są albo bezpośrednim wprowadzeniem do wiersza, jak tytuł „Gdy” („padasz przy mnie/na cztery łapy...”, s. 19), albo jego kwintesencją, jak w przypadku „Sacrum gestów” („mury klasztorne kruszą się/spacerujemy po ogrodzie//im bliżej nam im dalej/już nie wiem jak//położyć dłoń na ramieniu”, s. 12).

Bywają cytatem, głosem bohatera wiersza – „To dziecko jest moim mężem” (s. 39) albo puentą – „Samotność nie zadaje pytań” (s. 46-47) czy „Dobrze jest czekać” (s. 63).

Biel i cisza

Wspomniany już wcześniej ascetyzm wierszy, polegający na oszczędnym, by nie powiedzieć wręcz „aptekarskim odmierzaniu” słów, nie zubaża ich przekazu, ale przeciwnie – wzmacnia go. Biel i cisza są dla mnie dwoma głównymi emblematami szpitala. Jednym i drugim przesiąknięty jest ten tom. Królująca w nim biel, przywołująca na myśl sterylność i kolor szpitalnych ścian, łóżek, ubrań personelu, jest zasługą głównie Marii Kuczary. Opracowała graficznie książkę, wstawiając do niej biało-czarne grafiki przedstawiające zarysy rekwizytów oraz miejsc szpitalnego i klasztornego świata. Ilustracje nie dominują. Przeciwnie, sprawiają wrażenie, jakby chowały się po kątach tego tomu. I to również ma swoją ważną wymowę. Może nawet głębszą, gdyby krzyczały do nas makabryczne obrazy z sal operacyjnych i prosektorium. Umieszczenie grafiki prostego krzesła centralnie na przedniej okładce uważam za genialne w swojej prostocie. Każdy, kto doświadczył długich godzin czuwania przy kimś chorym w szpitalu, wie, że bez tego krzesła czuwanie byłoby jeszcze bardziej męczące, jeśli w ogóle możliwe. Chociaż sam motyw krzesła pojawia się tylko w jednym wierszu „Dodatkowy talerz”, to jednak krzesło jest ważną metaforą całego tomu, metaforą odpoczynku, o który tak ciężko głównemu bohaterowi w jego szpitalno-klasztornym świecie.

Odpocząć od cudu

W jednej z zamieszczonej na koniec tomu notatce „z przychodni wierszy” wyznaje: „Odpocząć od cudu. Ale jak? Jeszcze słyszę krzyk chorego. W moją stronę, w stronę krzyża. Szybko zamknąłem za sobą drzwi na plebanii, rzuciłem się na łóżko, okryłem kocem. Jeszcze tej nocy telefon, to on. Zdążył się wyspowiadać” (s. 66). Ks. Jan Twardowski o tym krzyku w stronę krzyża, niespełnionych prośbach o cud, z którymi musi mierzyć się kapłan, tak pisał w wierszu „Zbawia przez...”: „Chrystus przez wierzących jeszcze nie poznany –/zbawia znów/ (...)/przez nowenny nie wysłuchane/ (...)/przez chorób niewyleczenie/choć tyle włożyłeś trudu/przez niespełnienie cudu/choć jak Matka prosiłeś w Kanie/ (...)/przez twoje własne cierpienie/ (...)/przedłuża się ramię krzyża”.

A jednak w innym wierszu Twardowski prosi Boga, żeby nie musiał tłumaczyć „stale cierpienia – niech zostanie jak skała ciszy”. I tę ciszę słyszymy bardzo wyraźnie w tomie Jerzego Hajdugi. „Panuje cisza, jakby przed chwilą umilkł dzwon pozgonny albo ktoś z chorych przestał pytać: ciekawe, kiedy ja” (s. 66).

Próżno w nim szukać „złotych myśli”, jak poradzić sobie z cierpieniem własnym i czyimś. Nie znajdziemy też w nim żadnych słów pocieszenia, z którymi najczęściej kojarzymy osobę kapelana szpitalnego. Główny bohater nie jest miłosiernym herosem. Jest zmęczonym (prośbami o cud? swoją bezradnością?) zwykłym człowiekiem, którego też nie ominęła choroba. I paradoksalnie proponuje: „a może choć na chwilę/odpocznij od cudu” („Wstań”, s. 38). Jego samotność jest równa tej, do których przychodzi, a może jeszcze większa? Skoro jedyną osobą, na której „przytulenie” może liczyć, jest zmarła matka: „mamo już/późno//a ty/z dłonią//na mojej/poduszce//przytul się/przytul” („Zawsze”, s. 56).

Dwa wiersze zatytułowane „Samotność nie zadaje pytań” nie pozostawiają złudzeń, że te dwa światy – szpitalny i klasztorny – łączy bardzo wiele, na czele z poczuciem osamotnienia, które uczy między innymi milczenia. Jeśli wierzyć ks. Janowi Twardowskiemu, że „wiary uczy milczenie” („Uczy”), to ks. Jerzy jest wzorowym uczniem w tych dwóch trudnych „szkołach wiary”.

Tekst pierwotnie ukazał się na portalu: poecipolscy.pl .

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Abp Depo na Jasnej Górze do 100 tys. wiernych: dziś w Polsce chodzi o zwycięstwo moralne

2018-08-15 14:34

it / Jasna Góra (KAI)

- Prośmy o tchnienie Ducha Świętego dla nas – wołał na Jasnej Górze abp Wacław Depo. Metropolita częstochowski wygłosił kazanie podczas sumy odpustowej z udziałem ok. 100 tys. wiernych. Podkreślał, że dziś chodzi przede wszystkim o zwycięstwo moralne - prawdy i miłości. Prawdy o wartości ludzkiego życia a także o historii naszej Ojczyzny.

Krzysztof Świertok

Nawiązując do jubileuszu 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości, kaznodzieja przypomniał, że dzień 15 sierpnia 1920 roku głęboko wpisał się nie tylko w historię naszej Ojczyzny. - To był przełomowy moment obrony cywilizacji europejskiej, w której trwamy od pokoleń - podkreślał abp Depo. Zauważył, że „nie wszyscy chcą uznać, że ten dzień i następujące po nim wydarzenia, były cudem czynu militarnego za sprawą Maryi Zwycięskiej i cudem jedności Polaków broniących po wielu latach zaborów odzyskanej Ojczyzny”.

- Prawda o pięknym człowieczeństwie Matki Zbawiciela za łaską Boga niech stanie się dla nas, dla naszego pokolenia i przyszłych pokoleń nowym tchnieniem Ducha Świętego w budowaniem utraconej jedności ludzi tworzących w kraju i poza granicami Najjaśniejszą Rzeczpospolitą - mówił kaznodzieja. - Prośmy o tchnienie Ducha Świętego - dodawał. - Dzisiaj chodzi o zwycięstwo moralne prawdy i miłości, a w takim zwycięstwie nie ma wygranych i pokonanych, chyba, że ktoś czuje się pokonamy poprzez prawdę i miłość do Ojczyzny i jej dziejów – wołał abp Depo. Zauważył, że „bardzo boleśnie powróciły ostatnio wypowiedzi, że w Polsce konstytucja ma iść przed Ewangelią”.

Przypomniał, że Senat Argentyny odrzucił niedawno ustawę wprowadzającą aborcję na życzenie a Episkopat tego kraju podziękował politykom „za tę odważną decyzję, że każde i całe życie jest ważne”. - Idźmy za tym przykładem na polu zmagań w Polsce „Zatrzymaj aborcję”, bo przyszłość Polski zależy od tego czy nasze prawo będzie miało źródło w Bogu czy powołując się na procedury prawne będzie otwarte tolerancyjnie na zło i śmierć”.

- Przeżywając wraz z całym Kościołem uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, uwielbiamy wielkie zwycięstwo miłości Chrystusa w Jego Matce, Maryi - podkreślał abp Depo. "Wniebowzięcie Maryi pokazuje nam, jak wielkie są rozmiary zwycięskiej miłości Chrystusa nad grzechem i śmiercią” - dodał.

„Maryja jest w chwale, cały zatem człowiek, po dramacie grzechu pierworodnego, owej pierwszej samowystarczalności życia poza Bogiem, cudownie został odnowiony właśnie w Maryi Niepokalanie Poczętej i dziś Wniebowziętej” - wskazał kaznodzieja.

W dalszej części homilii arcybiskup zachęcał: „nie poprzestawajmy tylko na podziwianiu Maryi w Jej zawierzeniu Bogu i Jej chwalebnym wniebowzięciu, wywyższeniu jako osoby bardzo od nas odległej. Mamy nie tylko patrzeć i podziwiać Jej los, ale doświadczać tego, czego Chrystus w swojej miłości miłosiernej pragnie także dla nas, dla naszego ostatecznego przeznaczenia, byśmy przez wiarę z Nim zjednoczeni żyli w prawdzie i nie tracili Jego łaski w naszych osobistych i wspólnotowych powołaniach. Tu bowiem chodzi o Miłość, która wszystko przetrzyma i nigdy nie ustaje. Tu chodzi o łaskę Boga, która nigdy się nie wyczerpie”.

Sumie odpustowej o godz. 11.00 przewodniczył na szczycie abp Salvatore Pennacchio. Nuncjusz Apostolski w Polsce przekazał pozdrowienia od papieża Franciszka wszystkim wiernym, a szczególnie tym, którzy pielgrzymowali do Domu Matki Bożej. - Cieszę się, że dziś wszystkim tu zgromadzonym mogę przekazać błogosławieństwo w imieniu papieża Franciszka i poprosić was o modlitwę w intencjach Ojca Świętego – powiedział po polsku abp Pennacchio.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Jędraszewski: związki homoseksualne są szyderstwem z Boga

2018-08-15 17:24

jg / Ludźmierz (KAI)

Związki homoseksualne, którym chce się nadać wartość małżeństwa, nie mają nic wspólnego z Bożym zamysłem wobec człowieka i są szyderstwem z Boga i Jego najwspanialszego dzieła, jakim jest człowiek - powiedział abp Marek Jędraszewski podczas uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Metropolita krakowski 15 sierpnia przewodniczył uroczystej sumie odpustowej w ludźmierskim sanktuarium.

Joanna Adamik | Archidiecezja Krakowska

Metropolita krakowski podkreślił, że Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny to dzień, w którym trzeba dziękować Bogu za wielkie cuda Jego miłości. Wymienił m.in. region Podhala, gdzie stykają się aż cztery pasma górskie - Tatry, Gorce, Pienin i Beskidy. Hierarcha wyjaśnił także, że zbliżając się do ołtarza w procesji na wejście długo błogosławił dzieci.

- W znaku krzyża kreślonym na czołach waszych ukochanych, najdroższych dzieci chciałem oddać najwyższy szacunek dla was, drodzy rodzice i małżonkowie. Bo przez to, kim jesteście, uczestniczycie w tajemnicy Bożej miłości. Każde bowiem poczęte dziecko jest owocem małżeńskiej miłości, która współdziała z Bożą stwórczą miłością. W momencie poczęcia, kiedy tworzyły się pierwsze materialne struktury waszych dzieci, Bóg obdarzał je nieśmiertelną duszą. Co za cudowne i niezwykłe współdziałanie miłości Boga i miłości człowieka! - zaznaczył hierarcha.

- Tylko zapatrzeni w Ojca, który jest w niebie i tylko urzeczywistniający to Boże podobieństwo i Boży obraz, który w sobie macie, drodzy małżonkowie i rodzice, tylko wtedy możecie oclić siebie przed wielkimi zagrożeniami tego świata, który w imię tzw. „miłości" chce za wszelką cenę przekreślić Boży zamysł wobec człowieka co do kobiety i mężczyzny, tworząc niewytłumaczalne i nie dające się usprawiedliwić przez ludzki rozum ideologie, które za wszelką cenę chcą zatrzeć różnice między kobietą a mężczyzną – podkreślił metropolita.

Kustosz sanktuarium w Ludźmierzu, ks. Jerzy Filek pozdrawił wszystkich czcicieli Matki Bożej Ludźmierskiej, w tym rowerzystów z Podhala, którzy okrążyli Polskę, pokonując 3500 km. Nawiązał do przyjaźni podhalańsko-amerykańskiej wyrosłej z faktu, iż mnóstwo górali wyruszyło za ocean za chlebem i wolnością. Mówił, że owocuje ona także dzisiaj m.in. poprzez obecność zespołu góralskiego „Ślebodni" z Chicago oraz Rycerzy Kolumba, którym abp Marek Jędraszewski poświęcił nowy sztandar.

Uroczystości odpustowe rozpoczęły się już w nocy z 14 na 15 sierpnia Pasterką Maryjną, której przewodniczył Prymas Polski abp Wojciech Polak. Hierarcha zasadził przy Bramie Wiary w ogrodzie różańcowym dąb prymasowski na pamiątkę setnej rocznicy odzyskania przez nasz kraj niepodległości w 1918 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem