Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Bóg jest zawsze z nami

2018-01-17 10:04

Z Beatą Grzyb rozmawia Krzysztof Tadej
Niedziela Ogólnopolska 3/2018, str. 22-23

Krzysztof Tadej
Polka z Włoch – Beata Grzyb, szczęśliwa mama dwójki dzieci

Beata Grzyb jest przewodniczką w sanktuarium w San Giovanni Rotondo – w miejscowości, w której przez ponad 50 lat żył św. Ojciec Pio. W specjalnym wywiadzie dla „Niedzieli” mówi o cudzie w swoim życiu. Z Beatą Grzyb rozmawia Krzysztof Tadej, dziennikarz TVP

KRZYSZTOF TADEJ: – Od ponad 20 lat mieszka Pani w San Giovanni Rotondo. Na początku nie była Pani zachwycona tym miejscem.

BEATA GRZYB: – Mój mąż, Giuseppe, pochodzi właśnie stąd i dlatego tutaj zamieszkaliśmy. Nie znałam wcześniej tej miejscowości. Nie wiedziałam, kim był Ojciec Pio. Rzeczywiście, na początku nie byłam zachwycona. Obserwowałam ludzi – ich obyczaje, zachowania i kulturę, ale bez szczególnego entuzjazmu.

– Półtora roku po ślubie lekarze stwierdzili, że nie będą Państwo mogli mieć dzieci. Załamała się Pani?

– Pytałam, dlaczego mnie to spotkało. Porównywałam się z innymi małżeństwami, które doczekały się potomstwa. Byłam smutna, rozżalona. Wtedy sięgnęłam po książkę „Cuda Ojca Pio”. Przeczytałam ją jednym tchem i nastąpił przełom w moim życiu. Zrozumiałam, w jakim szczególnym miejscu mieszkam. Po przeczytaniu książki udałam się do sanktuarium. Modliłam się długo w krypcie przy grobie Ojca Pio, błagając o dar potomstwa.

– W tym okresie szukała Pani razem z mężem pomocy u najlepszych włoskich specjalistów.

– Po wizycie u jednego z nich, na północy Włoch, przeżyłam szok. Długo oglądał dokumentację medyczną. Spojrzawszy na adres, zorientował się, że przybywamy z San Giovanni Rotondo, i ironicznie stwierdził: „W waszym przypadku nawet cud Ojca Pio nie pomoże! Nie będziecie mogli mieć dzieci”. Byłam załamana. Ta rozmowa była kolejną stacją drogi krzyżowej w naszym życiu. Usłyszałam definitywne stwierdzenie lekarza specjalisty, że nigdy nie będę miała dzieci. Zabrałam ze sobą na tę wizytę obrazek Jezusa Miłosiernego i ze łzami w oczach się w niego wpatrywałam. Oddałam swoją przyszłość Panu Bogu. Postanowiłam, że nie zrezygnuję z modlitw do Ojca Pio, nadal prosiłam go o pomoc.

– Jak długo trwały te modlitwy?

– Prawie osiem lat. Dzisiaj interpretuję to jako długą drogę cierpienia i spotkania z Panem Jezusem. Pytałam: Dlaczego tak się dzieje? Nie znajdowałam odpowiedzi. Zaufałam bezgranicznie Jezusowi.

– 16 czerwca 2002 r. w Watykanie Jan Paweł II ogłosił Ojca Pio świętym. Na ustawionych na placu sanktuarium telebimach czciciele Ojca Pio w różnych krajach świata mogli oglądać wzruszenie mieszkańców San Giovanni Rotondo. A Pani nie była szczęśliwa...

– To było wyjątkowe, historyczne wydarzenie. Do miasteczka przyjechało wiele tysięcy ludzi. A ja wśród uradowanego tłumu wiernych byłam najsmutniejsza. Z bólem w sercu myślałam: „Ojcze Pio, modlę się już ponad siedem lat, a nadal jestem w tak przygnębiającym położeniu”.

– Kiedy nastąpił cud?

– Cztery dni później, w czwartek 20 czerwca. Pamiętna data. W tym dniu dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Na początku nie uwierzyłam. Po powtórzeniu badań diagnoza została potwierdzona. W tych chwilach miałam wrażenie, że niedzielne uroczystości kanonizacyjne nadal trwają. Przed oczami miałam widok tysięcy ludzi, którzy bili brawo i machali chorągiewkami z wizerunkiem Ojca Pio. Oczekiwałam na urodzenie dziecka. Czułam, że Ojciec Pio wstawił się za nami.

– Urodziła Pani Franciszka, a później córkę Klarę.

– Tak, Pan Bóg był hojny i doczekałam się jeszcze córki. Dzisiaj Franciszek ma już 15 lat, a Klara 12,5 roku.

– Opowiedziała im Pani historię związaną z ich narodzinami?

– Mówiłam o tym nie tylko w rodzinie, ale i publicznie, w sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach, gdzie wygłosiłam świadectwo podczas XIV Ogólnopolskiego Czuwania z Ojcem Pio. Pojechałam tam z dziećmi. Przybyło kilka tysięcy czcicieli Ojca Pio. Mój syn powiedział w którymś momencie: „Mamo, chyba nie będziesz mówiła przed takim zgromadzeniem o nas”. Odpowiedziałam: „Tak, będę mówić o nas dla dobra innych, chcę, abyście stali koło mnie”. Po zakończeniu czuwania, już w hotelu, usłyszałam od córki: „Mamo, dziękuję!”.

– W San Giovanni Rotondo opowiada Pani pielgrzymom o miejscach związanych z Ojcem Pio, o jego życiu duchowym i przesłaniach. A czy była Pani świadkiem szczególnych łask, które otrzymali inni ludzie za wstawiennictwem tego świętego?

– Są one niezliczone. Gdy oprowadzałam grupy pielgrzymkowe, wiele razy słyszałam świadectwa konkretnych osób o otrzymanych łaskach. Opowiem o dwóch z nich. Kilka lat temu spotkałam małżeństwo z Polski. Dotarli tutaj podczas trwającej wówczas od kilku dni nieprzerwanej ulewy. Ze względów bezpieczeństwa zamknięto kryptę z relikwiami świętego. Małżeństwo pojawiło się w naszym Biurze Pielgrzyma. Byli rozżaleni. Powiedzieli, że chcieli się pomodlić przy grobie Ojca Pio i prosić go o wstawiennictwo, bo już od 10 lat czekają na dar zostania rodzicami. Nie mogli dłużej czekać w sanktuarium, a mnie brakowało dla nich słów pocieszenia. Na pożegnanie ofiarowałam im kilka obrazków z materiałem dotkniętym do relikwii Ojca Pio. Widziałam jednak, że odjechali z żalem. Po jakimś czasie do mnie zadzwonili. Pani rozpłakała się, gdy relacjonowała, że oczekuje dziecka. Dziękowała za małe obrazki, które po powrocie do Polski stały się symbolem wielkiej nadziei. Modlili się przy nich, ufając, że Ojciec Pio wysłucha ich prośby. Dla mnie to przykład, jak wiele zależy od otwartego serca i wiary. Jeśli ktoś mocno wierzy, to przecież nawet zamknięte drzwi, jak w tym przypadku, nie przeszkadzają w uzyskaniu potrzebnych łask. Można nie dojść do grobu, nawet tu nie przyjechać, a i tak być bardzo blisko Ojca Pio.

– A druga sytuacja?

– To wzruszające spotkanie z dwoma Polakami, którzy na co dzień mieszkają w Niemczech. Przyszli do San Giovanni Rotondo pieszo, by podziękować Ojcu Pio. Szli przez prawie dwa miesiące. Jeden z nich, po operacji nowotworu, chciał podziękować za to, że przeżył.

– Polacy często przybywają do sanktuarium?

– Po mieszkańcach Włoch stanowimy największą grupę pielgrzymów pod względem narodowości. Sanktuarium odwiedza sezonowo ponad 20 tys. Polaków. Są dobrze zorganizowani, zachowują się cicho, z powagą i stanowią wzór dla innych. Bardzo dużo wiedzą, znają fakty z życia Ojca Pio. Przyjeżdżają nie po to, żeby coś odkryć, ale jadą do swojego świętego, którego dobrze znają. Jedna z pań powiedziała do mnie: „Pani Beato, my przyjechaliśmy tu do swojego Ojca, którego wybraliśmy na orędownika w niebie”.

– Czy pielgrzymi zadają pytania, które Panią zaskakują?

– Często słyszę ważne pytania, które łączą się z historią mojego życia. Spośród oprowadzanych pielgrzymów jedna pani zapytała: „Ojciec Pio nosił przez 50 lat stygmaty, czyli rany na swoim ciele. Można powiedzieć, że był przybity do krzyża. Gdyby żył, to co dzisiaj chciałby nam przekazać?”. Odpowiedziałam, że zapewne powiedziałby to samo, co mówił w czasie swojego życia – że powinniśmy dziękować za krzyże, które nieraz na nas spadają. Nie są one dla wszystkich, ale dla wybranych. Dzisiaj świat nie chce słyszeć o cierpieniu. Odwraca się od krzyża... A krzyż może przecież przynosić dobre owoce – zbliżenie do Pana Boga, nawrócenie. Myślę, że Ojciec Pio powiedziałby, żebyśmy nie bali się nieść naszych krzyży w życiu i dostrzegali w nich wolę Pana Boga, nawet jeśli nie rozumiemy, dlaczego spotyka nas jakieś cierpienie. Mamy się nie bać, bo Bóg jest zawsze z nami. To wynika z moich doświadczeń.

Tagi:
O. Pio Pio

Odpust św. Ojca Pio

2018-10-03 08:07

Kamil Krasowski
Edycja zielonogórsko-gorzowska 40/2018, str. VIII

Karolina Krasowska
Czciciele św. Ojca Pio niezwykle licznie przybyli na uroczystość

W parafii pw. św. Alberta Chmielowskiego w Zielonej Górze 23 września członkowie Diecezjalnej Grupy Modlitewnej św. Ojca Pio przeżywali uroczystości odpustowe ku czci świętego Stygmatyka. W spotkaniu uczestniczył bp Tadeusz Lityński, który przewodniczył Mszy św. i wygłosił słowo Boże.

– Drogi księże biskupie, wdzięczni Panu Bogu za dar twojej obecności wśród nas, chcemy ci podziękować za powołanie naszej wspólnoty, za błogosławieństwo i towarzyszenie. Każde spotkanie modlitewne ofiarujemy w intencji księdza biskupa oraz księży z naszej diecezji – mówili na początku Mszy św. członkowie grupy modlitewnej św. Ojca Pio, witając bp. Tadeusza Lityńskiego. – Chcemy podziękować również naszemu księdzu proboszczowi, który od samego początku jest z nami, wspiera nas modlitwą i dobrym słowem – kontynuowali dziękując ks. kan. Zygmuntowi Zimnawoda.

Uroczystości odpustowe odbyły się z okazji 50. rocznicy śmierci św. Ojca Pio i 100. rocznicy otrzymania przez niego daru stygmatów. Ksiądz biskup modlił się w intencji wszystkich biskupów, kapłanów oraz grup modlitewnych św. Ojca Pio w naszej diecezji, z kolei ks. Zimnawoda w intencji dusz cierpiących w czyśćcu, włączając się tym samym w inicjatywę modlitewną „Z Maryją i Ojcem Pio czyścimy czyściec”.

– Jako biskup i jako diecezja jesteśmy bardzo wdzięczni tym wszystkim, którzy włączyli się w to dzieło modlitwy. Dziękuję za apostolat, który dzisiaj jest tak bardzo potrzebny Kościołowi pielgrzymującemu i za to wydarzenie modlitwy, w którym możemy dzisiaj uczestniczyć, za dusze czyśćcowe – powiedział ksiądz biskup, który odniósł się do słów św. Jana Pawła II, wypowiedzianych podczas beatyfikacji Ojca Pio. – Stajemy przy tym, który zadziwił świat swoim życiem i swoją wiarą. I też pragniemy wejść na tę ścieżkę życia i wiary św. Ojca Pio, na której dokonywały się rzeczy niezwykłe. Ale potrzeba wiary. Nieodzowna jest też modlitwa. Chcemy uczyć się wierności, wytrwałości i zaufania Bogu w modlitwie na wzór św. Ojca Pio. Za to, że taka szkoła modlitwy jest tutaj obecna i tak pulsuje rytmem wiary i modlitwy, wszystkim uczestnikom tej grupy serdecznie dziękuję, zauważając ks. Krzysztofa, który taką ideę i takie dzieło ogarnia i stara mu się służyć – dodał pasterz diecezji, doceniając posługę ks. Krzysztofa Hojzera, który pełni posługę opiekuna Diecezjalnej Grupy Modlitewnej św. Ojca Pio i prowadzi to dzieło.

Po Mszy św. odbyło się nabożeństwo, w trakcie którego udzielane było specjalne błogosławieństwo olejem oraz Najświętszym Sakramentem. Spotkanie zakończyło się Apelem Jasnogórskim.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Łódź: kardynalskie prymicje w rodzinnej parafii jałmużnika papieskiego

2018-10-21 17:44

xpk / Łódź (KAI)

- Jezus nie boi się pierwszych miejsc. Tylko jest pytanie: jak my do nich dochodzimy? On proponuje, byśmy dochodzili do nich będąc pokorni, będąc beztrosko obdarzeni pięknem, służąc innym – mówił jałmużnik papieski. Dokładnie 30 lat od pierwszej Mszy świętej celebrowanej przez ks. Konrada Krajewskiego w rodzinnej parafii p.w. Opatrzności Bożej w Łodzi w niedzielę 21 października br. prymicjom kardynalskim w tej samej parafii przewodniczył jako kardynał.

Piotr Drzewiecki

W homilii odwołując się do czytanej ewangelii oraz wspomnień z dzieciństwa związanych z rodzinną parafią powiedział: "trudno, jak przyjeżdża się do swojej parafii, nie myśleć o latach młodzieńczych. Ja mieszkałem na Centralnej, tu za torami. To dla mnie była ulica Centralna na świecie, bo moja".

- Kiedy przeczytałem dzisiejszą ewangelię, to pomyślałem o mojej mamie. Gdy ja jeszcze spałem, ona prasowała, szykowała kanapki, wstawała dużo wcześniej, bo jeszcze obiad podgotowywała. Potem martwiła się cały dzień, kiedy my z bratem graliśmy w piłkę. Ona myła okna, podłogi, a kiedy chodziliśmy spać, ona jeszcze pracowała, jak niewolnik. To było ostatnie miejsce w naszym domu, jakie zajmowała mama, ale to było tak naprawdę pierwsze miejsce. Ona robiła to wszystko z miłości, bo tak nas kochała, w sposób widzialny i niewidzialny. Ona nam służyła. O tym mówi Jezus w dzisiejszej ewangelii: chcesz mieć pierwsze miejsce, zacznij służyć – podkreślił kardynał.

Wspominając młodość, jałmużnik papieski mówił: "kiedy z księdzem Jarkiem – dziś proboszczem parafii św. Antoniego na Bałutach - chodziliśmy do XXVIII Liceum Ogólnokształcącego, przechodziliśmy zawsze obok tego kościoła. Te drzwi prawe były zawsze otwarte i była krata. Można było tam zawsze na chwilę uklęknąć. Przychodziłem tutaj ze wszystkimi swoimi problemami. Na przykład, kiedy się nie przygotowywałem do klasówki, marzyłem, żeby nauczycielka w korku utknęła, albo żeby jej skradli klasówki, kiedy wiedziałem, że będzie kiepsko ze mną. Takie były moje modlitwy. Na szczęście Pan Jezus wysłuchuje tylko te, które są dla naszego dobra, ale my dorastamy rozmawiając z Nim – zaznaczył prymicjant.

Jeden z najbliższych współpracowników Ojca Świętego Franciszka przypomniał, że w każdej Eucharystii Jezus oddaje się każdemu w kawałku Chleba, "a my - z tym Jezusem z naszej parafialnej świątyni - możemy wyjść w tą piękną jesień i zanieść Go gdziekolwiek chcemy. Do twojego domu, gdzie nie możesz sobie poradzić z wieloma rzeczami, gdzie masz tysiące pytań. Zanieś Go. Niech wszyscy wiedzą, że jesteś po Komunii świętej" – podkreślił.

Kończąc liturgię, kardynał udzielił zebranym błogosławieństwa papieskiego – gdyż jako jałmużnik ma ten przywilej – a po zakończeniu Eucharystii na placu przed kościołem każdy mógł podejść i osobiście złożyć mu życzenia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Dec: Św. Jan Paweł II to papież rodziny

2018-10-22 06:44

ak / Świdnica (KAI)

Św. Jan Paweł II to papież rodziny, obrońca życia, zwłaszcza tych nienarodzonych, na których wydaje się wyroki śmierci. (…) Dziecko w łonie matki (...) jest nowym człowiekiem, które ma prawo do życia i dlatego powinno się narodzić. I to jest orędzie Boże, które papież tak często powtarzał – mówił bp Dec.

Bożena Sztajner

W Świdnicy odbyły się doroczne obchody związane ze wspomnieniem św. Jana Pawła II, patrona Świdnicy. W niedzielę bp Ignacy Dec przewodniczył Mszy św. sprawowanej w intencji mieszkańców. W homilii ordynariusz diecezji świdnickiej przypomniał nauczanie św. Jana Pawła II. My jako mieszkańcy biskupiego miasta, które obrało sobie św. Jana Pawła II za patrona, zgłębiajmy jego orędzie – apelował Ksiądz Biskup. – Warto wracać to tego, co Pan Bóg zostawił przez świętego papieża. Nauczanie zostawione przez św. Jana Pawła II pochodzi od Pana Boga, papież był wypełniony Duchem Świętem – mówił bp Dec.

Również w ramach obchodów związanych z Patronem Świdnicy w sobotę wieczorem ulicami miasta przeszła procesja różańcowa pod przewodnictwem biskupa. W nabożeństwie udział wzięły siostry zakonne, alumni Wyższego Seminarium Duchownego w Świdnicy oraz mieszkańcy miasta.

Świdnica była pierwszym miastem w Polsce, którego patronem został polski papież. Błogosławiony, obecnie święty, Jan Paweł II został oficjalnie ogłoszony patronem Świdnicy w maju 2012 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Płyta - Wojna totalna 300x400

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem