Reklama

Nowi wikariusze biskupi

2018-01-11 07:13

Kamil Krasowski
Edycja zielonogórsko-gorzowska 2/2018, str. VI

Karolina Krasowska
Ks. kan. Robert Patro

Bp Tadeusz Lityński mianował trzech nowych wikariuszy biskupich. Wręczenie dekretów odbyło się tuż przed świętami Bożego Narodzenia podczas kapłańskiego spotkania opłatkowego w Paradyżu

Zgodnie z przepisem kan. 476 KPK, biskup diecezjalny mianuje jednego lub kilku wikariuszy biskupich „w określonej części diecezji lub w oznaczonym zakresie spraw albo w odniesieniu do wiernych jakiegoś obrządku względnie do pewnej grupy osób”. Bp Tadeusz Lityński wikariuszem biskupim ds. personalnych na okres 5 lat mianował ks. kan. Roberta Patro, dyrektora Wydziału Duszpasterskiego Kurii Diecezjalnej, członka Kolegium Konsultorów oraz Rady Kapłańskiej Diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej. Ks. Patro mieszka w parafii pw. św. Stanisława Kostki w Zielonej Górze.

Ks. kan. Zygmunt Zapaśnik został mianowany wikariuszem biskupim ds. zgromadzeń zakonnych, indywidualnych form życia konsekrowanego oraz stałej formacji kapłanów. Ks. Zygmunt jest Diecezjalnym Ojcem Duchownym, mieszka w Wyższym Seminarium Duchownym w Gościkowie-Paradyżu. Z kolei wikariuszem biskupim ds. duszpasterskich na okres 5 lat został mianowany ks. kan. Zygmunt Zimnawoda, dziekan dekanatu Zielona Góra – Ducha Świętego, proboszcz parafii pw. św. Alberta w Zielonej Górze oraz duchowy opiekun Stowarzyszenia Cudownego Medalika – Apostolatu Maryjnego. – Propozycja księdza biskupa była dla mnie ogromnym zaskoczeniem, wielkim wyróżnieniem, a jednocześnie perspektywą wielkiego zadania. W imię posłuszeństwa, jakie ślubowałem bp. Józefowi Michalikowi i jego następcom, a jest nim obecnie bp Tadeusz Lityński, przyjąłem to dodatkowe zadanie. Uroczystość wręczenia dekretów odbyła się w gronie kapłańskim, a otrzymane wtedy życzenia i gratulacje były dla mnie miłym momentem – powiedział ks. Zygmunt Zimnawoda. – Mam świadomość, że reprezentowanie księdza biskupa na terenie diecezji czy pewne posługi, jakie będzie mi zlecał, mają swoją wielką powagę. Nasz rektor, śp. ks. prał. Henryk Dworak, wychowując i kształtując nas w seminarium, uwrażliwiał przy tym na dwie postawy – posłuszeństwa i dyspozycyjności. I takim właśnie chciałbym być wikariuszem wobec księdza biskupa – posłusznym i dyspozycyjnym – dodał ksiądz dziekan. Warto przypomnieć, że dwa lata temu wikariuszem biskupim ds. liturgii został ustanowiony ks. prał. Zbigniew Kobus, proboszcz parafii katedralnej w Gorzowie, natomiast wikariuszem generalnym jest ks. kan. Piotr Kubiak, kanclerz Kurii Diecezjalnej.

Tagi:
nominacja wikariusz biskupi

Patent oficerski dla międzyzdrojskiego proboszcza

2018-09-04 13:45

Ks. Tomasz Tylutki
Edycja szczecińsko-kamieńska 36/2018, str. V

ks. Jakub Sielicki
Ks. prał. dr Marian Jan Wittlieb odbiera nominację

W przeżywanym roku 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości, w wigilię uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i Święta Wojska Polskiego, ks. prał. dr. Marianowi Janowi Wittliebowi wręczono w nobliwej międzyzdrojskiej plebanii patent oficerski w stopniu podporucznika od Prezydenta RP Andrzeja Dudy. Z racji usprawiedliwionych nieobecności na uroczystości nadania stopni wojskowych w Warszawie, nominację w imieniu Zwierzchnika Polskich Sił Zbrojnych przekazali mjr Piotr Suski i mjr Maciej Król z Jednostki Wojskowej w Świnoujściu.

Były szef MON Antoni Macierewicz podczas uroczystości wręczenia patentów przypomniał, iż w latach 1959-80 władze PRL, naruszając zawarte z Kościołem porozumienie, wcieliły do wojska ok. 3 tys. studentów seminariów duchownych, z których formowano kompanie kleryków. Zmuszano ich do ciężkich prac, uniemożliwiano praktyki religijne, poddawano socjalistycznej indoktrynacji, próbując nakłonić kleryków do rezygnacji z powrotu do seminarium. – Ustrój PRL utrudniał drogę do kapłaństwa. Prawda o tym, że w latach 1959-80 około 3 tys. studentów teologii zostało przymusowo wcielonych do LWP upowszechniła się po roku 1984, gdy został zamordowany ks. Jerzy Popiełuszko, także były żołnierz-kleryk. Swoim wysiłkiem, swoim cierpieniem, swoją determinacją stanowiliście i stanowicie wzór dla całej armii, dla całego narodu. Armia dzisiaj wam dziękuje. Jestem dumny, że mogę w imieniu armii i państwa polskiego wręczyć te patenty, (…) które są tylko symbolem – powiedział Antoni Macierewicz.

Wśród grona kleryków wcielonych przymusowo do wojska w latach 1966-68 był ks. Marian Jan Wittlieb. Przez 2 lata służył w Jednostce Wojskowej 4413 w Bartoszycach wraz z bł. ks. Jerzym Popiełuszką. Tak wspomina ten czas: – Z powodów, które tu nie są ważne, zostałem wcielony do LWP już po czasie terminowego poboru. Trzy plutony II kompanii rozlokowanej na II piętrze były w tym czasie na zajęciach. Przypisano mnie do II plutonu. „Raz na wozie, raz pod wozem” – taki „model wychowawczy” obowiązywał we wszystkich strukturach tej jednostki, od luzu „na wozie” – I pluton, przez „plus/minus” II pluton i do III plutonu „zawsze pod wozem”. Jerzy należał do plutonu „zawsze pod wozem”. Kapral właśnie tresował Alka (Jerzego) w tworzeniu na nowo 70-kilogramowego, rozrzuconego po izbie słomianego siennika po tzw. lotniku. Nie odzywaliśmy się ani słowem. Wystarczyło patrzeć. Po latach można rozumieć „proroctwo” dowódcy III plutonu: „Popiełuszko ma brzydkie łóżko!”. Moim zdaniem, Jerzy wraz z innymi żołnierzami-alumnami został obdarowany Jezusowym przywilejem: „Jeśli Mnie prześladowali, to i was prześladować będą” (por. J 15, 20). Jerzy jednak przywilejem miary nadzwyczajnej świętości. On potrafił ściągać na siebie całą nienawiść przeznaczoną dla nas wszystkich. Pozostali, w czasie przeznaczonym na złośliwe szykany, mogli od nich odpocząć i np. spać z otwartymi oczami, stojąc na wieczornym apelu – wspomina ks. Marian Jan Wittlieb.

Antoni Macierewicz podkreślił: – Wtedy, gdy były tylko szyki zaciężne, to wy tworzyliście armię duchową. Dzięki temu żołnierze polscy bez względu na to, jakie musieli wykonywać rozkazy, zawsze pamiętali, że mają obowiązek służyć Bogu i Ojczyźnie. Ta myśl przetrwała i stała się źródłem odbudowy polskiej armii, to dzięki wam w olbrzymim stopniu. Antoni Macierewicz zaznaczył, że tak jak powracamy do znaków polskiej armii, do jej historii do jej fundamentów, żołnierzy niezłomnych, tak przywracamy też księży niezłomnych. Prezydent Andrzej Duda w 2017 r. – jako sprawiedliwość dziejową – podpisał patenty na pierwszy stopień oficerski byłym studentom teologii przymusowo wcielonym do wojska.

Po Mszy św. w katedrze polowej Wojska Polskiego, wraz z biskupem polowym gen. bryg. Józefem Guzdkiem Antoni Macierewicz wręczył akty mianowania na stopień podporucznika. Ksiądz Biskup nazwał byłych alumnów-żołnierzy „rycerzami wolności, żołnierzami Chrystusa, którzy pozostali niezłomni, nie dali się złamać ani przemocy, ani pokusie”. – Ten przymusowy pobyt w wojsku był czasem represji, poniżania waszej godności i próbą łamania waszych sumień. Jednak oparliście się tej próbie i wyszliście zwycięsko z tamtych doświadczeń. Zyskaliście wiele, nie tylko umocniliście się w wierności Bogu, Kościołowi i Ojczyźnie, ale niejako od środka poznaliście śmiertelnego wroga, jego metody i ludzi służących bezbożnej ideologii – mówił biskup polowy gen. bryg. Józef Guzdek.

Jak podkreśla MON, mianowanie na stopień podporucznika rezerwy nie wiąże się z żadnymi przywilejami przewidzianymi dla oficerów zawodowych. Jest to przecież podstawowa służba honorowa Bogu i Ojczyźnie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Łódź: kardynalskie prymicje w rodzinnej parafii jałmużnika papieskiego

2018-10-21 17:44

xpk / Łódź (KAI)

- Jezus nie boi się pierwszych miejsc. Tylko jest pytanie: jak my do nich dochodzimy? On proponuje, byśmy dochodzili do nich będąc pokorni, będąc beztrosko obdarzeni pięknem, służąc innym – mówił jałmużnik papieski. Dokładnie 30 lat od pierwszej Mszy świętej celebrowanej przez ks. Konrada Krajewskiego w rodzinnej parafii p.w. Opatrzności Bożej w Łodzi w niedzielę 21 października br. prymicjom kardynalskim w tej samej parafii przewodniczył jako kardynał.

Piotr Drzewiecki

W homilii odwołując się do czytanej ewangelii oraz wspomnień z dzieciństwa związanych z rodzinną parafią powiedział: "trudno, jak przyjeżdża się do swojej parafii, nie myśleć o latach młodzieńczych. Ja mieszkałem na Centralnej, tu za torami. To dla mnie była ulica Centralna na świecie, bo moja".

- Kiedy przeczytałem dzisiejszą ewangelię, to pomyślałem o mojej mamie. Gdy ja jeszcze spałem, ona prasowała, szykowała kanapki, wstawała dużo wcześniej, bo jeszcze obiad podgotowywała. Potem martwiła się cały dzień, kiedy my z bratem graliśmy w piłkę. Ona myła okna, podłogi, a kiedy chodziliśmy spać, ona jeszcze pracowała, jak niewolnik. To było ostatnie miejsce w naszym domu, jakie zajmowała mama, ale to było tak naprawdę pierwsze miejsce. Ona robiła to wszystko z miłości, bo tak nas kochała, w sposób widzialny i niewidzialny. Ona nam służyła. O tym mówi Jezus w dzisiejszej ewangelii: chcesz mieć pierwsze miejsce, zacznij służyć – podkreślił kardynał.

Wspominając młodość, jałmużnik papieski mówił: "kiedy z księdzem Jarkiem – dziś proboszczem parafii św. Antoniego na Bałutach - chodziliśmy do XXVIII Liceum Ogólnokształcącego, przechodziliśmy zawsze obok tego kościoła. Te drzwi prawe były zawsze otwarte i była krata. Można było tam zawsze na chwilę uklęknąć. Przychodziłem tutaj ze wszystkimi swoimi problemami. Na przykład, kiedy się nie przygotowywałem do klasówki, marzyłem, żeby nauczycielka w korku utknęła, albo żeby jej skradli klasówki, kiedy wiedziałem, że będzie kiepsko ze mną. Takie były moje modlitwy. Na szczęście Pan Jezus wysłuchuje tylko te, które są dla naszego dobra, ale my dorastamy rozmawiając z Nim – zaznaczył prymicjant.

Jeden z najbliższych współpracowników Ojca Świętego Franciszka przypomniał, że w każdej Eucharystii Jezus oddaje się każdemu w kawałku Chleba, "a my - z tym Jezusem z naszej parafialnej świątyni - możemy wyjść w tą piękną jesień i zanieść Go gdziekolwiek chcemy. Do twojego domu, gdzie nie możesz sobie poradzić z wieloma rzeczami, gdzie masz tysiące pytań. Zanieś Go. Niech wszyscy wiedzą, że jesteś po Komunii świętej" – podkreślił.

Kończąc liturgię, kardynał udzielił zebranym błogosławieństwa papieskiego – gdyż jako jałmużnik ma ten przywilej – a po zakończeniu Eucharystii na placu przed kościołem każdy mógł podejść i osobiście złożyć mu życzenia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Płyta - Wojna totalna 300x400

Prymas przełomów – dziś 70. rocznica śmierci kard. Augusta Hlonda

2018-10-22 14:38

Bernadeta Kruszyk / Gniezno (KAI)

Jego pogrzeb był wielką publiczną demonstracją wierności Kościołowi wśród gruzów Warszawy. Ostatnią przed mrokiem stalinowskiej nocy. 22 października mija 70 lat od śmierci kard. Augusta Hlonda.

Archiwum

Archidiecezja gnieźnieńska ma szczególne powody, by o tej rocznicy pamiętać był on bowiem nie tylko jej długoletnim ordynariuszem, ale w znacznym stopniu przyczynił się do tego, że w dobie odradzania się państwa polskiego tytuł prymasa Polski pozostał przy arcybiskupie gnieźnieńskim. Wbrew pozorom w okresie międzywojnia nie było to takie oczywiste.

W 1918 r. odrodzona Polska miała dwóch prymasów: abp. Edmunda Dalbora w Gnieźnie i Poznaniu oraz abp. Aleksandra Kakowskiego w Warszawie prymasa Królestwa Polskiego. Ten drugi tytuł, ustanowiony przez cara, był spadkiem po zaborach. Po odzyskaniu niepodległości powstało słuszne pytanie, przy której ze stolic arcybiskupich dziedzictwo prymasowskie ma pozostać? W społeczeństwie rozgorzała gorąca dyskusja. Obaj zainteresowani hierarchowie starali się w niej nie uczestniczyć, dążąc do uspokojenia nastrojów. Ich postawa i apele nie zdołały jednak uciszyć prasowej i społecznej debaty.

Sprawę rozwiązała ostatecznie Stolica Apostolska, znosząc w 1925 r. jurysdykcję prymasowską w Polsce i zachowując tytuł prymasa Polski przy arcybiskupie gnieźnieńskim, a tytuł prymasa Królestwa Polskiego dożywotnio przy kard. Kakowskim (nosił go do śmierci w 1938 r.). Tymczasem w 1926 r., a więc rok po papieskim rozstrzygnięciu na rzecz Gniezna, zmarł kard. Edmund Dalbor. Na jego następcę papież Pius XI mianował młodego, zaledwie 45-letniego Augusta Hlonda, który w krótkim czasie odnowił ideę prymasostwa związanego z Gnieznem i tym samym wyciszył pojawiające się tu i ówdzie głosy przemawiające za Warszawą.

Ze Śląska do Gniezna

Abp August Hlond przyjechał do Gniezna z Górnego Śląska, gdzie był administratorem, a później ordynariuszem nowo erygowanej diecezji katowickiej. Mimo niedługiego czasu urzędowania dał się poznać jako dobry duszpasterz i sprawny organizator: uruchomił kurię, nabył grunty pod budowę katedry, powołał do życia Drukarnię i Księgarnię św. Jacka oraz założył tygodnik „Gość Niedzielny”. Jego nominacja na arcybiskupa metropolitę gnieźnieńskiego i poznańskiego (arcybiskupstwa były połączone od 1821 r. unią personalną) została przyjęta przychylnie zarówno przez polskich hierarchów, jak i mieszkańców Wielkopolski.

Ingres do katedry gnieźnieńskiej wyznaczono na 10 października 1926 r. Nowy prymas Polski w drodze do Gniezna zatrzymał się zwyczajowo w Trzemesznie, gdzie przy dźwięku fanfar, biciu dzwonów i huku moździerzy wszedł do świątyni i ukląkł przed ołtarzem św. Wojciecha. Przed wjazdem do Gniezna przesiadł się z samochodu do powozu zaprzężonego w szóstkę kasztanów. Na miejscu witali go biskupi i przedstawiciele polskiego rządu.

„Przychodzę do was diecezjanie, wiedząc, że stoczyliście ciężką walkę o wiarę, do was, którzy idziecie razem z duchowieństwem waszym i stojąc między wami polecam się opiece Najświętszej Maryi Panny i św. Wojciecha – mówił w czasie ingresu i wskazywał: „Obecnie dokonać się musi wielkie dzieło odrodzenia narodu. Odrodzić się może naród tylko przez Chrystusa; trwałe będzie odrodzenie tylko na podstawach chrześcijańskich, na takich tylko podstawach oprze się trwały byt Ojczyzny”. O odrodzenie to walczył do końca życia.

Promotor laikatu

Nowy prymas Polski „awansował” w ekspresowym tempie. W 1927 roku został wyniesiony do godności kardynała. Miał wówczas zaledwie 47 lat. Nominacja jeszcze bardziej podniosła jego prestiż i wzmocniła autorytet. Nie miał już politycznych i państwowych uprawnień prymasów przedrozbiorowych, starał się jednak piastowaną przez siebie godność maksymalnie wyeksponować. W efekcie uczynił z prymasostwa potężną siłę moralną, która miała odegrać ogromną rolę w okresie PRL-u.

„Życie polskie należy uleczyć z nienawiści, która jest posiewem szatana i stoi w zupełnym przeciwieństwie do nauki chrześcijańskiej – nawoływał. – W życiu prywatnym i społecznym nienawiść jest siłą rozsadzającą i niszczącą, którą się katolikowi posługiwać nie wolno. Tak w ideowych sporach jak i w politycznych grach nienawiść uważać należy za broń zakazaną, którą bezwzględnie potępiamy”.

Jako ordynariusz gnieźnieński i poznański uporządkował sprawy majątkowe archidiecezji, wprowadził kilka zmian w administracji oraz podjął szereg inicjatyw na polu życia zakonnego: zorganizował m.in. Braci Serca Jezusowego oraz sprowadził do Poznania dominikanów, powierzając im duszpasterstwo akademickie. Reaktywował również prastarą kapitułę kolegiacką w Kruszwicy oraz zrealizował zamiar swojego poprzednika, kard. Dalbora, przedłużając czas trwania studiów seminaryjnych do 6 lat.

Ważnym obszarem służby kard. Hlonda była aktywizacja polskiego laikatu. Czynił to m.in. poprzez powołanie do życia Akcji Katolickiej, która miała przyczynić się do wspomnianego duchowego odrodzenia Polaków. Z myślą o promowaniu katolickiej nauki społecznej utworzył Radę Społeczną przy prymasie Polski, w skład której weszli wybitni przedstawiciele nauki i działacze społeczni. Wiele uwagi poświęcał także Polonii, będąc z papieskiej nominacji protektorem polskiego wychodźstwa. W 1932 r. wraz z ks. Ignacym Posadzym utworzył Towarzystwo Chrystusowe dla Polonii Zagranicznej, które miało w sposób szczególny służyć rodakom mieszkającym poza granicami Ojczyzny.

Gdyby go nie było

Wojna zastała kard. Hlonda w Warszawie. Zdążył jeszcze wrócić przepełnionym pociągiem do Gniezna i naradzić się z ówczesnym wikariuszem generalnym ks. kan. Bleriq’iem. W pierwszych dniach września ponownie wyjechał do Warszawy, a stamtąd za rządem polskim do Krzemieńca, gdzie podjął decyzję do wyjeździe do Rzymu. Po zrelacjonowaniu papieżowi wydarzeń z 1 września zamierzał wrócić do Polski, ale władze niemieckie nie wyraziły na to zgody. W tym czasie był kandydatem na urząd prezydenta RP i premiera, nie przyjął jednak żadnej z tych funkcji. Nie mogąc powrócić do Ojczyzny pracował na jej rzecz poza granicami, zbierając materiały o prześladowaniach narodu polskiego i Kościoła oraz informując opinię światową o okrucieństwach hitlerowców.

W Rzymie, a później we Francji organizował także dla rodaków pomoc materialną. Po wojnie wrócił do kraju z papieskim pełnomocnictwem do organizacji Kościoła na ziemiach polskich w nowych warunkach. 4 marca 1946 r. otrzymał nominację na arcybiskupa warszawskiego, rezygnując jednocześnie z urzędu arcybiskupa poznańskiego. To z jego inspiracji papież Pius XII rozwiązał unię personalną Gniezna i Poznania i utworzył nową gnieźnieńsko-warszawską, która miała przetrwać do 1992 r. Również na jego prośbę kolejnym arcybiskupem gnieźnieńskim i warszawskim, prymasem Polski został młody Stefan Wyszyński wówczas biskup lubelski. Jak powiedział kiedyś abp Damian Zimoń: „Gdyby nie było kard. Hlonda, nie byłoby kard. Wyszyńskiego. Gdyby nie było Wyszyńskiego, nie byłoby papieża Polaka”.

Kard. August Hlond zmarł 22 października 1948 r. w dzień, gdy w liturgii Kościoła obchodzono wspomnienie Matki Bożej Szczęśliwej Śmierci. Miał 67 lat. Proces beatyfikacyjny trwa od 1992 r. 21 maja tego roku papież Franciszek uznał heroiczność cnót prymasa co stanowi ważny krok w drodze na ołtarze. Papież Jan Paweł II właśnie w Gnieźnie w 1979 roku nazwał go wielkim prymasem Polski niepodległej, Polski dwudziestolecia, Polski okupacyjnej. On sam o sobie mówił: „Zawsze pracowałem dla Kościoła, dla rozszerzenia Królestwa Bożego, dla Polski, dla dobra narodu polskiego. Zawsze kochałem Polskę i będę się w niebie za nią modlił”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem