Reklama

Postawimy na formację świeckich

2018-01-11 07:13

Artur Stelmasiak
Edycja warszawska 2/2018, str. IV

Artur Stelmasiak
Bp Romuald Kamiński

Artur Stelmasiak: – Ksiądz Biskup zna stolicę i diecezję warszawsko-praską. Jako były kanclerz praskiej kurii współtworzył administrację diecezjalną. Później papież Benedykt XVI w 2005 r. skierował Księdza Biskupa do pracy w rodzinne tereny diecezji ełckiej, a teraz Ekscelencja wraca do stolicy Polski. Jak Ksiądz Biskup dziś się czuje, jak w domu, czy jeszcze trochę, jak w gościach?

BP Romuald Kamiński: – Dwanaście lat to dużo czasu, ale w moim przypadku nie był to czas całkowitego odcięcia się od spraw diecezji warszawsko-praskiej. Często bywałem w Warszawie i miałem kontakt z tym, co dzieje się zarówno w stolicy, jak i w diecezji. Objęcie diecezji nie jest więc jakimś przyjściem z zaświatów. Nie mam bowiem poczucia bym wszystko odkrywał na nowo. Co więcej, gdy w październiku pierwszego dnia rozpakowałem się na Pradze i przyszedłem do biura, to miałem wrażenie jakbym nigdy z niego nie wychodził. Wiedziałem co mam robić, znałem współpracowników, struktury diecezji i parafie.

– Czyli czuje się Ksiądz Biskup jak w domu.

– Chyba tak trzeba powiedzieć, bo to określenie najlepiej oddaje moją sytuację.

– Ale również posługa w diecezji ełckiej jest cennym doświadczeniem. Wydaje mi się, że po tych 12 latach Ksiądz Biskup może spojrzeć z dystansu, świeżym okiem na sprawy Kościoła warszawsko-praskiego. Czy teraz Ekscelencja patrzy inaczej na diecezję, którą dobrze zna?

– Na pewno okres ełcki dał mi możliwość okrzepnięcia w pracy duszpasterskiej biskupa.

– W Ełku Ksiądz Biskup nauczył się być biskupem?

– To nie jest takie trudne (śmiech)... Jak się jest księdzem, to, jako biskup, pozostaje się tym księdzem, tylko ma się trochę szersze pole posługi oraz więcej obowiązków i odpowiedzialności. Ale rzeczywiście w diecezji ełckiej skupiałem się na zwykłych obowiązkach biskupa, czyli wizytowałem parafie, spotykałem się ze wspólnotami i uczestniczyłem w uroczystościach religijnych oraz patriotycznych. Tam nie było tylu ważnych instytucji centralnych, udzielania wywiadów i takiego zainteresowania mediów sprawami diecezji. Okres tych 12 lat był odskocznią od zgiełku wielkiego miasta, kiedy to mogłem wzbogacić się o doświadczenie podstawowej i najważniejszej posługi biskupa.

– Wspomniał Ksiądz Biskup o tym, że w Ełku uczestniczył także w uroczystościach patriotycznych. Ten ważny rys posługi będzie potrzebny w roku 2018, kiedy to obchodzimy 100-lecie odzyskania niepodległości Polski. W rodzinnej diecezji Ekscelencja zaangażowała się w uroczystości upamiętniające Obławę Augustowską, o której mieszkańcy Warszawy i okolic nie wiedzą zbyt wiele.

– Obława Augustowska jest mi bardzo bliska z wielu powodów. Po pierwsze wychowałem się w centrum tych terenów, które zostały brutalnie spacyfikowane latem 1945 roku. Po drugie w Obławie zginął mój dziadek ze strony mamy. Czas mojej posługi w diecezji ełckiej zbiegł się z okresem, gdy coraz głośniej zaczęto mówić o Obławie i jej ofiarach. Z jednej strony Instytut Pamięci Narodowej prowadził śledztwo, a także lokalna społeczność zaczęła organizować uroczystości patriotyczno-religijne, podczas których upamiętniamy ofiary. Na czele organizacji kultywujących pamięć historyczną o Obławie Augustowskiej stoi ks. prał.Stanisław Wysocki, który stracił w tym okresie aż troje bliskich ze swojej rodziny. O tragicznych wydarzeniach z 1945 r. dużo wiedzą mieszkańcy moich rodzinnych terenów, ale historia ta powinna być znana w całej Polsce.

– Czy ta największa zbrodnia w historii powojennej Polski zostanie kiedyś wyjaśniona?

– Ja bym powiedział, że zbrodnia już została wyjaśniona, bo wiemy o jej przebiegu bardzo dużo. Wiemy, kiedy to się stało, dlaczego doszło do tej zbrodni i kto ze strony sowieckiej brał w niej udział. Jednak nadal nie znamy miejsca pochówku ofiar Obławy Augustowskiej.

– Ksiądz Biskup w czasie II wojny światowej stracił jednego dziadka z rąk niemieckich, a drugiego po wojnie z rąk radzieckich. Dlaczego w czasach „pokoju” nadal mordowano Polaków?

– Najczęściej mówimy, że zginęli, bo byli Polakami... Ale Suwalszczyzna, ziemia augustowska, okolice Sokółki i Sejn zawsze były bardzo mocno zakorzenione w tradycji patriotycznej, narodowej i niepodległościowej. Najwidoczniej sowieccy przywódcy zdawali sobie z tego sprawę, że na tak mocnym gruncie polskości będzie im trudno wprowadzić swoje zasady i nową władzę. Doszli więc do wniosku, że teren ten trzeba spacyfikować.

– Już wiemy, że Ksiądz Biskup wywodzi się z terenów i środowiska o mocnych patriotycznych korzeniach. Ale jak to się stało, że młody Rajmund Kamiński trafił do warszawskiego seminarium duchownego przy Krakowskim Przedmieściu?

– O wstąpieniu do seminarium zacząłem coraz intensywniej myśleć w połowie szkoły średniej. Gdy rozmawiałem o tym ze swoim proboszczem z Janówki, on wspomniał o Warszawie. I tak po maturze, którą zdałem w 1975 r. w Białymstoku, przyjechałem do stolicy.

– I trafił Ksiądz Biskup do wielkiego świata.

– Ale to nie było podyktowane jakąś pychą, chęcią sławy, czy pogonią za wielkim światem. Był to przecież czas, kiedy Warszawa borykała się z problemami powołań. W innych diecezjach, gdzie chętnych nie brakowało, było przyzwolenie biskupów, aby młodzi jechali na formację kapłańską właśnie do prymasowskiej Warszawy.

– Tak było w przypadku ks. Jerzego Popiełuszki, ale także wybitny patrolog ks. prof. Józef Naumowicz pochodzi z tego samego terenu, co Ksiądz Biskup.

– Mama ks. Naumowicza pochodzi nawet z mojej parafii. Nas z północno-wschodniej Polski do Warszawy przyjechało bardzo dużo. Gdybyśmy popatrzyli na powołania warszawskie w latach 70. XX wieku, to zobaczymy, że większość kapłanów pochodzi z terenów spoza archidiecezji warszawskiej. A ówczesna diecezja łomżyńska, białostocka i podlaska stanowiły prawdziwe zaplecze w wypełnianiu seminarium przy Krakowskim Przedmieściu.

– To jest proces naturalny, bo przecież Warszawa rozbudowuje się dzięki ludziom, którzy do niej przyjeżdżają. Czy za nimi powinni podążać także „przyjezdne” powołania?

– Podobnie wygląda sytuacja, gdy wysyłamy polskich kapłanów, by otaczali opieką duszpasterską Polaków, którzy w ostatnich latach wyjechali np. na Wyspy Brytyjskie. W moich czasach do Warszawy powołania przyciągał również Prymas Polski kard. Stefan Wyszyński, który prosił innych biskupów, by pomagali w trudnej sytuacji stołecznej archidiecezji. Zresztą on sam pochodził z tej samej, co ja ówczesnej diecezji łomżyńskiej.

– A Ksiądz Biskup nie chciał wrócić w rodzinne strony?

– Po 2-3 latach pojawiała się tęsknota i wątpliwości. Zastanawiałem się, czy nie przenieść się do seminarium w Łomży. Gdy mówiłem o tym swojemu ojcu duchownemu, on szybko wybił z głowy moje rozterki. Powiedział, że na moich rodzinnych terenach jest tyle powołań, że biskupi nie wiedzą co z nimi robić, a tu w archidiecezji warszawskiej jest wiele dużych parafii, w których ciągle brakuje kapłanów do pracy.

– Diecezja warszawsko-praska także się szybko rozbudowuje. Powstają nowe osiedla, w których osiedlają się również osoby przybyłe ze wschodu Polski. Jednocześnie w diecezji brakuje „rąk” do pracy. Czy nie należy otworzyć seminarium warszawsko-praskiego na powołania z innych diecezji?

– Byłoby to całkiem naturalne. Jednak sęk w tym, że problem powołań dotyka także diecezje na wschodzie Polski, bo z tamtych terenów wielu młodych ludzi wyjechało.

– Ale jednak jest tam o wiele większy „procent księdza” na 1000 mieszkańców, niż w diecezji warszawsko-praskiej.

– To prawda, że „nasycenie” kapłanami na Wschodzie jest nadal duże i wystarczy jeszcze na wiele lat. Ale mądry biskup i gospodarz nie myśli tylko o tym, co jest tu i teraz, ale także o tym, co będzie za 20-30 lat.

– Jakie Ksiądz Biskup ma plany na najbliższe tygodnie i miesiące?

– Muszę jak najszybciej wejść w normalny tryb pracy. Z tym nie powinno być problemów, bo jak mówiłem znam diecezję i ludzi, którzy ją tworzą. Można powiedzieć, że jestem w dosyć komfortowej sytuacji.

– Diecezja i diecezjanie też są w komfortowej.

– Mam taką nadzieję... Ale wracając do planów, to zawsze bardzo ważna była dla mnie sprawa właściwej formacji wspólnoty kapłańskiej i dobrych relacji z księżmi. Diecezja jest też bardzo bogata w domy zakonne. Będę się spotykał z przedstawicielami życia konsekrowanego i zapewnię ich o swojej otwartości na ich potrzeby i propozycje. Oprócz tego bardzo ważna jest praca ze świeckimi.

– Dlaczego?

– Moim zdaniem udziału świeckich w Kościele nie możemy lekceważyć, jeżeli naprawdę chcemy troszczyć się o zbawianie ludzi. Choć duchowieństwo jest bardzo ważne i niezbędne w Kościele, to jednak księżą są maleńką cząstką pracowników tej wielkiej Winnicy Pana. Dlatego będę stawiał na formację różnych wspólnot i grup modlitewnych. Dobrze przygotowani świeccy wchodzą na te obszary i w takie społeczności, gdzie kapłan nie jest w stanie nawet zajrzeć. Świeccy mogą dotrzeć do tych środowisk i instytucji, które dla księdza są nieosiągalne. Misja i ewangelizacja Kościoła musi opierać się także świeckich.

– Na łamach „Niedzieli” wielokrotnie o tym pisaliśmy i często zastanawiam się, jak ten „świecki potencjał” powinien być wykorzystany. W cyfrach jesteśmy jednym z najbardziej religijnych narodów na świecie, ale jednocześnie mam wrażenie, że Polacy są dosyć bierni pod względem wynoszenia Ewangelii w przestrzeń publiczną.

– Ale to się poprawia i nie tracę nadziei, że będzie jeszcze lepiej. W Adwencie odwiedzałem różne parafie, by modlić się wspólnie z wiernymi na Roratach. Jak widziałem, że wcześnie rano w zwykły dzień powszedni przed świtem na Mszy św. były tłumy młodych małżeństw z dziećmi, to jestem optymistą. Przecież te rodziny z wielkiego miasta są dziś w głównym nurcie organizowania naszego życia społecznego i prowadzą sprawy naszej Ojczyzny. Oni swój dzień rozpoczynają przy ołtarzu, a chwilę później idą do swoich środowisk, do pracy. Dlatego nie widzę lepszych współczesnych apostołów od dobrze uformowanych świeckich.

– To dołożę łyżeczkę dziegciu... W ostatnich miesiącach byłem świadkiem, jak w młodych warszawskich parafiach zbierane były podpisy pod ustawą #ZatrzymajAborcję. Nie mogę zrozumieć dlaczego tak mało z obecnych na Mszach św. ludzi podpisywało się pod projektem, który ratuje życie bezbronnych i najsłabszych dzieci.

– Dlatego ja wielokrotnie mówiłem, że potrzebna jest nam lepsza i stała formacja świeckich.

– Ale znam nawet ludzi zdawałoby się uformowanych, rozmodlonych, ze wspólnot, którzy przeszli obojętnie i się nie podpisali. Nie słyszałem też o jakimś pospolitym poruszeniu we wszystkich wspólnotach i ich zaangażowaniu w toczącą się batalię o życie i zbieranie podpisów. Jeżeli ten temat jest drażliwy i kontrowersyjny nawet dla uformowanych katolików, to chyba nie jest z nami najlepiej?

– To znaczy, że jakiś element formacji świeckich źle funkcjonuje. Ludzie też mają różną wrażliwość i nie każdy element nauczania Kościoła akceptują w takim samy stopniu.

– W ostatnich latach coraz dotkliwiej w środowisku wielkomiejskim odczuwalny jest również kryzys rodziny. Nie bez znaczenia są też celowe ataki, w których usiłuje się rozmyć wizję normalnej rodziny i jej znaczenie w społeczeństwie. Jak diecezja i poszczególne parafie mogą sobie z tym radzić, aby się przeciwstawić „zachodnim trendom” społecznym?

– Tu nasza diecezja jest w wyjątkowo dobrej sytuacji, bo dziewięć lat pasterskiej opieki księdza arcybiskupa Henryka Hosera zrobiły swoje. Uważam, że jego praca w duszpasterstwie rodzin jest dziś nie do przecenienia, bo abp Hoser wprowadził swój autorski program poradnictwa, który obejmuje absolutnie najszersze spojrzenie na duszpasterstwo rodzin.

– Ale czy program sprawdzony w Afryce zadziała w stolicy Polski?

– Moim zdaniem „materiał ludzki” w Afryce pod wieloma względami był lepszy, bo nieskażony i łatwiejszy do formacji. Jednocześnie w Polsce mamy o wiele większe możliwości formacyjne, bo możemy więcej osób zaangażować w program, a do tego mamy wielu wybitnych specjalistów, których z oczywistych względów nie było w Afryce. Abp Hoser wprowadził w diecezji program dostosowany do polskich warunków, który jest wymagający zarówno dla duszpasterzy, jak i formatorów. Całym sercem będę wspierał i kontynuował ten program, bo jeżeli się w niego zaangażujemy, to wykonamy wspaniałą pracę dla rodzin z terenu diecezji, która będzie wzorcowa dla całego Kościoła w Polsce, a później może przyjdzie czas na inne państwa.

– W czasach, gdy ks. Romuald Kamiński był kanclerzem kurii warszawsko-praskiej, co niedzielę posługiwał wśród niepełnosprawnych w Międzylesiu. Jak do tego doszło?

– Można powiedzieć, że znalazłem się tam przypadkowo... Ale ja wiem, że w zamiarach Bożych nie ma przypadków. Początkowo zastąpiłem raz, drugi księdza, który nie mógł przyjechać, a później stałem się takim duszpasterzem na stałe. Wspólnie z Siostrami Misjonarkami Miłości Matki Teresy z Kalkuty jeździliśmy tam co niedzielę. Przez siedem lat przygotowywaliśmy niepełnosprawnych do Eucharystii, a później odprawiałem im Mszę św.

– I tu znowu powrócę do tematu aborcji. W Polsce obowiązuje prawo, które w brutalny sposób pozbywa się osób niepełnosprawnych, zabijając je przed urodzeniem. Pytam więc ich duszpasterza: Czy niepełnosprawni są społeczeństwu potrzebni?

– Wszystko co Pan Bóg na świat powołuje jest święte i królewskie! Na tym stwierdzeniu powinien być już koniec dyskusji. Jednak druga część tego sporu należy do nas, by ludziom wytłumaczyć niezwykłą wartość każdego życia i wyrobić w nich szacunek do niepełnosprawności.

– To dlaczego w Polsce dyskutujemy nad tym czy wolno zabijać, czy nie wolno? Dlaczego o zakazie aborcji eugenicznej mówi się, że sprawa jest „kontrowersyjna”?

– Ja się nawet denerwuje, że osoby świetnie wykształcone i na wysokim poziomie intelektualnym mają problem z obroną niepełnosprawnych dzieci. Można powiedzieć, że kwestie ochrony życia są pewną łaską zrozumienia prawdziwej rzeczywistości. Ja jeszcze raz powtórzę, że życie jest święte, bo ono jest tchnieniem samego Boga. Dlatego wszyscy jesteśmy prawdziwymi dziećmi Bożymi, a nie jakimś przypadkiem. Żaden człowiek wierzący w Boga nie może mieć „problemu” z ochroną życia, bo każda ingerencja ludzka w to życie jest otwartą walką z Bogiem Świętym.

– Jak już Ksiądz Biskup wrócił do rozpolitykowanej Warszawy, to zadam pytanie polityczne. Co by Ekscelencja poradził parlamentarzystom, którzy będą głosować nad projektem obywatelskim „Zatrzymaj Aborcję”?

– Odpowiedź wcale nie jest trudna... Posłużę się przykładem jednego z twórców Wspólnoty Europejskiej, włoskiego polityka Alcide De Gasperi. Ludzie go pytali: Alcide jak ty to robisz, że twoje słowa są takie jasnei klarowne? On nie odpowiadał tylko wyścignął z kieszeni różaniec. Zachęcam także polskich polityków, by szli śladami Alcide De Gasperi, a wszystko będzie na swoim miejscu. Sercem ich do tego namawiam, bo zwykle jest tak, że nasze pomysły bez Bożej pomocy źle się kończą.

Tagi:
wywiad bp Romuald Kamiński

Przez muzykę do serca

2018-07-17 13:10

Marta Wiatrzyk-Iwaniec
Edycja zielonogórsko-gorzowska 29/2018, str. IV

Z Przemkiem Szczotko rozmawia Marta Wiatrzyk-Iwaniec

Archiwum Przemka Szczotko
Przemek Szczotko

Na początku był Jedyny. Powołał on do życia Istoty Święte, którym podawał do wyśpiewania tematy muzyczne. Ainurowie zaś śpiewali dla Niego i On radował się tą muzyką. A reszta współbraci słuchała. W miarę jednak, jak się wsłuchiwali, zaczynali rozumieć coraz głębiej, a głosy ich zespalały się w coraz doskonalszej harmonii. Wówczas Jedyny rzekł: „Chcę, abyście z tego tematu, który wam objawiłem, rozwinęli harmonijną Wielką Muzykę, a ponieważ natchnąłem was Niezniszczalnym Płomieniem, możecie, jeśli chcecie, wzbogacić temat własnymi myślami i pomysłami. A ja będę słuchał i radował się, że za waszą sprawą wielkie piękno wcieli się w pieśń” – oto fragment powieści J.R.R. Tolkiena „Silmarillion”, który stara się na sposób literacki wyjaśnić praprzyczynę muzykowania. Może i więcej nawet – ukazuje prawdę o tym, że każdy z nas ma do wyśpiewania własną historię, lecz trzeba pokierować swoim powołaniem tak, by odszukać te nuty i zagrać je zgodnie z Bożym marzeniem o nas. O sensie swojego poszukiwania poprzez śpiewanie opowiada Przemek Szczotko.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Caritas: rusza akcja „Tornister Pełen Uśmiechów"

2018-07-18 14:36

nak / Warszawa (KAI)

150 tysięcy szkolnych wyprawek przekazała w ciągu 9 lat Caritas w Polsce dzieciom z ubogich rodzin. Ambasadorami tej ogólnopolskiej akcji są m.in. Para Prezydencka, Karol Okrasa i Olga Bończyk. Już po raz 10. rusza zbiórka na „Tornister Pełen Uśmiechów". Finał tegorocznej akcji odbędzie się 19 sierpnia w Przemyślu.

underdogstudios/pl.fotolia.com

Celem akcji jest zwiększenie szans edukacyjnych uczniów przez zebranie funduszy na zakup i wyposażenie kilkudziesięciu tysięcy wyprawek szkolnych lub przekazanie ich w całości dla najuboższych dzieci i młodzieży w Polsce.

Poza tym do specjalnych koszy wystawionych w parafiach będzie można wkładać podstawowe artykuły szkolne, które znajdą się później w wyprawkach przygotowanych przez wolontariuszy Caritas.

Włączyć się w akcję można także przez wysłanie SMS o treści "Tornister" na numer 72052 (koszt SMS 2,46 z VAT) lub wpłacając pieniądze przez specjalny formularz znajdujący się na stronie http://akcje.caritas.pl/tornister/. Zbiórka jest organizowana, aby docenić szkolny wysiłek dzieci, które potrzebują szczególnego wsparcia i motywacji do osiągania dobrych wyników w nauce.

Ogólnopolski finał akcji odbędzie się 19 sierpnia na Rynku Starego Miasta w Przemyślu. Tego dnia na uczniów będą czekać wyprawki szkolne, które przygotowali specjalnie dla nich Ambasadorowie zbiórki.

„Tornister pełen uśmiechów” jest akcją organizowaną przez Caritas Polska i diecezjalne Caritas. Od dziesięciu lat przedsięwzięcie ma charakter ogólnopolski.

Caritas Polska jest największą katolicką organizacją pozarządową. Prowadzi działania na polu charytatywnym. Każdego dnia pomaga tysiącom potrzebujących.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Tour de France 2018: kolarze spotkają się w sanktuarium maryjnym

2018-07-18 19:16

azr (KAI) / Lourdes

27 lipca odbędzie się 19. etap kolarskiego wyścigu Tour de France, świętującego w tym roku swoje 100-lecie. Tym razem kolarze wyruszą z Lourdes. Przed rozpoczęciem sportowych zmagań będą mogli wziąć udział we wspólnej modlitwie z pielgrzymami i otrzymać specjalne błogosławieństwo na drogę.

AlphaTangoBravo / Adam Baker / Foter / CC BY

Kolarze uczestniczący w Tour de France odwiedzą Lourdes w jubileuszowym roku 160-lecia objawień Matki Bożej. W miasteczku położonym u stóp Pirenejów, rozpoczną 19. etap wyścigu, uznawany za jeden z najbardziej malowniczych. Po przejechaniu 200,9 km. kolarze spotkają się na mecie w Laruns.

Zanim jednak rozpoczną sportową rywalizację, zaproszeni są do wspólnej modlitwy z pielgrzymami, nawiedzającymi sanktuarium maryjne. "Naszym wyzwaniem jest zapewnienie pielgrzymom i gościom możliwości kontynuowania ich praktyk religijnych, a zarazem skorzystania z wydarzeń towarzyszących, jakie proponuje Tour de France" - deklaruje biuro prasowe francuskiego sanktuarium. Wiadomo, że pielgrzymi i kolarze są zaproszeni do wspólnego udziału w wieczornej procesji z lampionami i nabożeństwie maryjnym w przeddzień wyścigu, a 27 lipca do udziału w Mszy św. pod przewodnictwem miejscowego biskupa Nicolas Brouwet, który na zakończenie udzieli błogosławieństwa wyruszającym w trasę.

Wyścig kolarski Tour de France już po raz 4. zagości w maryjnym sanktuarium u stóp francuskich Pirenejów. Po raz pierwszy kolarze przybyli tam 70 lat temu, a zwycięzcą etapu był wówczas Giro Bartali, który w dowód wdzięczności złożył kwiaty pod figurą Matki Bożej. Po raz ostatni metę jednego z odcinków Tour de France wyznaczono w Lourdes w 2011 r., a triumfował na niej Norweg Thor Hushovdt.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem