Reklama

100 modlitw za Polskę

Czujemy, że nie jesteśmy sami

2018-01-11 07:12

Ks. Mariusz Frukacz
Edycja częstochowska 2/2018, str. VI

Archiwum parafi i
Spalona zakrystia kościoła św. Andrzeja Boboli w Masłowicach

Ks. Mariusz Frukacz: – Tuż przed Bożym Narodzeniem, kiedy trwały rekolekcje adwentowe, a wierni przygotowywali się do świąt, wówczas parafia przeżyła dramat pożaru w świątyni. Jak Ksiądz Proboszcz odczuwa to wydarzenie dzisiaj?

Ks. Mariusz Sztaba: – Każde takie wydarzenie nie jest do przewidzenia i żaden moment nie jest dobry na nie. Niewątpliwie było to ogromne zaskoczenie. I wielki znak zapytania, jak to będzie. Teraz już wiemy, jak to wszystko wygląda i co nas czeka. Natomiast do tamtych chwil grozy, mimo że czas upływa, ciągle wracam. Czuje się ciągle jakąś niepewność. Pożar i to, co się wydarzyło, są to sytuacje nie do zapomnienia, nie do zatarcia.

– Jak doszło do tego pożaru? Jak duże to są zniszczenia?

– Wszystko wskazuje na jakieś spięcie w instalacji. Tynki są wypalone, przewody są popalone. Straty finansowe jeszcze trudno ocenić. Zniszczone są dwie zakrystie, korytarz prowadzący do kaplicy przedpogrzebowej. Kościół jest okopcony. To są oczywiście koszty, których jeszcze nie widać. Pewne rzeczy trzeba będzie robić od podstaw.

– Zniszczeniu uległo to wszystko, co jest potrzebne do odprawiania Mszy św. i sprawowania sakramentów?

– Nawet jeśli nie wszystko zostało całkowicie zniszczone, to zostało nadpalone i przesiąknięte dymem. Wszystkie szaty liturgiczne, tzw. bielizna kielichowa, wszystko, co znajduje się w zakrystii, spłonęło. A to były bardzo dobre rzeczy, ponieważ mój poprzednik – ks. Józef Błasiński – bardzo się starał, żeby wszystko było bardzo piękne i dobre. Tym bardziej strata jest wielka i taki żal, że już tego nie ma.

– Jak parafianie w tej sytuacji przeżyli Boże Narodzenie?

– Można mówić o pewnym szczęściu w nieszczęściu. Bo zdajemy sobie sprawę, że w ciągu kilku bądź kilkudziesięciu minut to nie mielibyśmy kościoła. I nie byłoby gdzie odprawiać Mszy św. Od 19 grudnia aż do soboty 23, przez kilka dni, była potężna walka z czasem, żeby to, co jest, zagospodarować, żeby podciągnąć prąd. Udało się, ale to była praca całej parafii. Wielu ludzi bezinteresownie zakasało rękawy. Nie umawialiśmy się, a okazało się, że na dźwięk dzwonu ludzie przyszli. A pracy było naprawdę dużo. To była walka z czasem, żeby kościół przygotować na świętowanie. Niewątpliwie parafianie bardzo to przeżyli. Żyją jeszcze ci parafianie, którzy to wszystko budowali. Tak, jak to przypomniał Ksiądz Arcybiskup w swoim słowie, że mała parafia wybudowała ładny kościół. A mało co tego kościoła w ogóle by teraz nie było.

– Spośród zdjęć, które Ksiądz Proboszcz przesłał do naszej redakcji, jedno pokazuje nadpalony krzyż. Jak Ksiądz Proboszcz odczytuje to wydarzenie i to zdjęcie?

– Mamy potężnych patronów – św. Andrzeja Bobolę i św. Maksymiliana Kolbego. Ufam, że to oni też bronili kościoła, żeby ten ogień się nie przedostał do wnętrza kościoła. Ten krzyż jest takim symbolem, że działo się coś strasznego, ale jednak Pan Bóg nie pozwolił na wszystko. Te pomieszczenia, które się spaliły, były w 2015 r. odnawiane. Mija dwa lata, a tutaj dewastacja właściwie do gruntu, dlatego to wszystko tym bardziej jest przykre. Dlatego korzystając z okazji, bardzo pragnę podziękować Księdzu Arcybiskupowi i archidiecezji, która solidaryzuje się z nami w tym dramacie, bo to jest także znak dla ludzi, że damy radę, by ta świątynia była funkcjonująca i piękna, by służyła ludziom w następnym pokoleniu.

– Czego aktualnie najbardziej potrzebuje parafia?

– Teraz najbardziej potrzebujemy spokoju, żeby to wszystko dobrze ogarnąć i przygotować sposób odbudowy. Podstawowe rzeczy już mamy. Okoliczni księża pomogli. Wychodzimy z założenia, że trzeba to wszystko dobrze zaplanować. Te wszystkie prace murarskie i tynkarskie. Najpierw trzeba zgromadzić środki i wiedzieć, na co możemy sobie teraz pozwolić. Czas zimy nie jest najlepszy na sprawy murarskie, a teraz trzeba zrobić to, co można.

– W naszej kaplicy redakcyjnej pw. Matki Słowa i św. Jana Pawła II od początku tych wydarzeń trwaliśmy na modlitwie z parafią.

– Bardzo dziękuję za tę pamięć modlitewną i za wszelką pamięć. Czujemy, że nie jesteśmy sami. Wiemy, że wszystko wymaga czasu, ale z pomocą łaski Bożej i ludzi dobrej woli damy radę. Za wszelki dobro i wrażliwość serdecznie dziękujemy.

***

Wszystkim, którzy chcieliby wspomóc parafię w Masłowicach, podajemy nr konta: Bank Pekao 67 1240 3291 1111 0010 7750 9456

Tagi:
wywiad

U podnóża Tatr po raz 35.

2018-08-28 12:11

Agata Iwanek
Edycja wrocławska 35/2018, str. V

Chłodniejsze poranki i coraz krótsze dni, to znak, że niedługo skończą się studenckie wakacje, ale zanim to nastąpi, dzieje się coś, nad czym ciężko przejść obojętnie. To 35. Obóz Adaptacyjny Duszpasterstw Akademickich Wrocławia i Opola, który w tym roku będzie trwał od 3 do 16 września. O początkach inicjatywy Agacie Iwanek opowiada Wacław Giermek – szef pierwszego obozu

Agata Iwanek
Wacław Giermek – szef pierwszego obozu w Białym Dunajcu

Agata Iwanek: – Jak wyglądały początki legendarnego dziś obozu w Białym Dunajcu?

Wacław Giermek: – Paradoksalnie pierwszy obóz wcale nie odbył się w Białym Dunajcu. W 1984 r. zorganizowaliśmy go w Małym Cichym, a dopiero każdy następny w Białym Dunajcu. W latach 80. Socjalistyczny Związek Studentów Polskich organizował obozy dla studentów pierwszego roku, w obrębie jednego duszpasterstwa, także odbywały się takie wyjazdy, nie była to może żadna nowość, ale pojawił się pomysł zrealizowania takiej inicjatywy wspólnie, między duszpasterstwami. Studenci chcieli zrobić coś dla innych studentów. Moim macierzystym duszpasterstwem było DA Porcjunkula, czyli Franciszkanie na Kruczej, ale nie ograniczałem się do jednego duszpasterstwa. Związałem się również z Dominikanami i z o. Ludwikiem Wiśniewskim, który był tutaj osobą wiodącą, to on nas popierał.

– Dlaczego Biały Dunajec?

– Małe Ciche było zbyt małe. Początkowo w obozie brało udział kilkadziesiąt osób, łącznie z kadrą ok. 80 studentów, natomiast w kolejnym roku było nas już dwa razy tyle, a w Białym Dunajcu były większe możliwości. To miejsce okazało się strzałem w dziesiątkę. Jest pod Zakopanem, więc było taniej, a i komunikacja lepsza. Gospodarze nas zaakceptowali, to wydarzenie się przyjęło, więc po co szukać dalej?

– Biały kiedyś i dziś?

– Przez pierwsze kilka obozów była inna formuła: wynajmowane w wiosce chaty były reprezentowane przez poszczególne uczelnie – zamieszkiwali je ludzie z danej uczelni, ale z innych duszpasterstw, dzięki czemu możliwa była integracja „międzyduszpasterska”. Dzisiaj chaty zamieszkują członkowie tego samego duszpasterstwa. W miarę upływu czasu dołączyły do nas także inne duszpasterstwa akademickie, nie tylko z Wrocławia, ale i z Opola. Zasadniczo obóz cały czas jest dla tych, którzy zaczynają studia, ale jeżeli ktoś jest np. na drugim roku, to też może pojechać, jeśli jeszcze nigdy nie był. Wyjątkowe jest to, że kiedyś dzień na obozie wyglądał mniej więcej tak jak teraz. Rano wyjście w góry, a wieczorem Msza św. My także mieliśmy dzień sportu, festiwal piosenki czy dzień otwartych chat. Jak widać, to weszło w rytm i stało się tradycją. Główny rys nie zmienił się przez lata.

– A jak w czasie stanu wojennego zareklamować obóz akademicki?

– Nie było telefonów, prasy ani żadnej bazy danych, więc do samego procesu rekrutacji wykorzystaliśmy struktury kościelne. Były to ogłoszenia w parafiach. Ogłaszaliśmy Msze św. dla osób zdających na studia i później, na tych Mszach, informowaliśmy o obozie – to była nasza jedyna masowa informacja. I udało się. Ludzie przyszli, zapisali się i pojechali!

– Dlaczego warto pojechać na ten obóz?

– Żeby sprawdzić, czy akurat mi się to podoba. Zawsze można wrócić. Już same góry przyciągają, a niektórzy po raz pierwszy w ogóle jadą w Tatry. Mistyka gór jest niesamowita. Dla gór warto, dla ludzi warto. Poza tym, jak się samemu trafia na studia, to jest ciężko, a jeśli na swojej uczelni zobaczymy kogoś ze starszych studentów, kogoś, do kogo można normalnie podejść i porozmawiać, bo się go zna z obozu, to sprawa już wygląda lepiej. Nie mówiąc o tym, że jest to furtka do duszpasterstwa i faktycznie wielu ludzi tam później trafia. Obóz to jedna z form wejścia w to środowisko. Biały Dunajec otwiera drogę do dwóch źródeł: duszpasterstwa akademickiego i uczelni. Jest po to, żeby nawiązać kontakt z ludźmi o podobnych poglądach. Ja w niedużej grupie na uczelni dopiero po paru latach dowiedziałem się, że koleżanka jest z innego duszpasterstwa, bo w ogóle na ten temat się nie rozmawiało. To było wtedy tabu, tak były te środowiska zamknięte. Dzisiaj jest inaczej i można z tego skorzystać.

Zapraszamy na oficjalną stronę obozu: www.bialydunajec.org

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Franciszek: cześć dla rodziców drogą do szczęśliwego życia

2018-09-19 12:17

tłum. st (KAI) / Watykan

O znaczeniu czwartego przykazania Bożego, prowadzącego do szczęśliwego życia mówił Ojciec Święty podczas dzisiejszej audiencji ogólnej. Jego słów na placu św. Piotra wysłuchało dziś około 15 tys. wiernych.

vatican.va

Oto tekst papieskiej katechezy w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

W podróży w obrębie Dekalogu docieramy dzisiaj do przykazania o ojcu i matce. Mowa o czci należnej rodzicom. Czym jest ta „cześć”? Termin hebrajski wskazuje chwałę, wartość, dosłownie „wagę”, solidność danej rzeczywistości. „Oddanie czci” oznacza zatem uznanie tej wartości. Nie jest to kwestia form zewnętrznych, ale prawdy. Oddanie czci Bogu w Piśmie Świętym oznacza uznanie Jego rzeczywistości, liczenie się z Jego obecnością. Wyraża się to również w obrzędach, ale przede wszystkim oznacza nadanie Bogu właściwego miejsca w życiu. Szanowanie ojca i matki oznacza zatem uznanie ich ważności również poprzez konkretne działania, które wyrażają poświęcenie, miłość i troskę. Ale chodzi nie tylko o to.

Czwarte Słowo ma swoją własną charakterystykę: to przykazanie zawiera pewne następstwo. Powiada bowiem: „Czcij swego ojca i swoją matkę, jak ci nakazał Pan, Bóg twój, abyś długo żył i aby ci się dobrze powodziło na ziemi, którą ci daje Pan, Bóg twój” (Pwt 5,16). Czczenie rodziców prowadzi do długiego, szczęśliwego życia. Słowo „szczęście” w Dekalogu pojawia się jedynie w powiązaniu z relacją z rodzicami.

Ta licząca wiele tysięcy lat mądrość głosi to, co nauki humanistyczne potrafiły wypracować dopiero od nieco ponad stu lat, to znaczy, że dzieciństwo naznacza całe życie. Często łatwo można zrozumieć, czy ktoś dorastał w zdrowym i zrównoważonym środowisku. Ale również dostrzec, czy dana osoba pochodzi z doświadczeń porzucenia lub przemocy. Nasze dzieciństwo jest trochę jak niezmywalny atrament, wyraża się w gustach, sposobach bycia, nawet jeśli niektórzy próbują ukryć rany swojego pochodzenia.

Ale Czwarte Słowo mówi jeszcze więcej. Nie mówi o dobroci rodziców, nie wymaga od ojców i matek doskonałości. Mówi o akcie dzieci, niezależnie od zasług rodziców i powiada coś niezwykłego i wyzwalającego: chociaż nie wszyscy rodzice są dobrzy i nie każde dzieciństwo jest pogodne, to wszystkie dzieci mogą być szczęśliwe, ponieważ osiągnięcie życia pełnego i szczęśliwego zależy od słusznej wdzięczności wobec tych, którzy wydali nas na świat.

Zastanówmy się, jak bardzo to Słowo może być konstruktywne dla wielu ludzi młodych, którzy wywodzą się z sytuacji bólu i dla tych wszystkich, którzy cierpieli w młodości. Wielu świętych - i bardzo wielu chrześcijan - po bolesnym dzieciństwie przeżyło świetlane życie, ponieważ dzięki Jezusowi Chrystusowi pogodzili się z życiem. Pomyślmy o dziś jeszcze błogosławionym, ale w przyszłym miesiącu świętym Nuncjuszu Sulprizio, tym młodym Neapolitańczyku, który w wieku 19 lat zakończył swoje życie, pojednany z wieloma cierpieniami, bo jego serce było pogodne i nigdy nie wyparł się swoich rodziców. Pomyślmy o św. Kamilu de Lellis, który z nieuporządkowanego dzieciństwa zbudował życie pełne miłości i służby; o świętej Józefinie Bakhitcie, która dorastała w straszliwym niewolnictwie; lub błogosławionym Karolu Gnocchim, sierocie i ubogim, i o samym świętym Janie Pawle II, naznaczonym utratą matki w młodym wieku.

Człowiek, niezależnie od swego pochodzenia otrzymuje z tego przykazania ukierunkowanie prowadzące do Chrystusa: w Nim, w istocie objawia się prawdziwy Ojciec, który nam daje „zrodzenie się na nowo” (por. J 3,3-8 ). Zagadki naszego życia wyjaśniają się, kiedy odkrywamy, że Bóg zawsze przygotowuje nas do życia jako swoje dzieci, gdzie każde działanie jest otrzymaną od Niego misją.

Nasze rany zaczynają stawać się potencjałem, kiedy dzięki łasce odkrywamy, że prawdziwą zagadką nie jest już „dlaczego?”, ale „przez kogo?” to mi się przytrafiło. Z myślą o jakim dziele Bóg mnie ukształtował poprzez moją historię? Tutaj wszystko się odwraca, wszystko staje się cenne, wszystko staje się konstruktywne. Moje doświadczenie nawet smutne, bolesne w świetle miłości staje się dla innych źródłem zbawienia. Wtedy możemy zacząć oddawać cześć naszym rodzicom z wolnością dorosłych dzieci i miłosiernym przyjęciem ich ograniczeń [1]. Trzeba oddawać cześć rodzicom, bo obdarzyli nas życiem. Jeśli oddaliłeś się od swoich rodziców – podejmij wysiłek i powróć do nich. Może są starzy. Dali tobie życie. Istnieje też między nami zwyczaj mówienia złych rzeczy, nawet przekleństw. Proszę was bardzo: nigdy nie obrażajcie rodziców innych osób. Nigdy nie wolno znieważać matki, czy ojca innej osoby. Postanówcie dziś w swoim sercu: nigdy nie będę znieważał czyjejkolwiek matki czy ojca! Obdarzyli życiem. Nie wolno ich znieważać.

Ale to wspaniałe życie jest nam dane a nie narzucone: zrodzenie się na nowo w Chrystusie jest łaską, którą należy przyjąć w sposób wolny (por. J 1,11-13), i jest to skarb naszego chrztu, w którym przez Ducha Świętego jeden jest nasz Ojciec, Ten w niebie (por. Mt 23, 9; 1 Kor 8, 6; Ef 4, 6). Dziękuję.

PRZYPIS:

1.Por. ŚW. AUGUSTYN, Mowa 72 A, 4 : “Zatem Chrystus uczy cię odrzucania swoich rodziców i jednocześnie ich miłowania. Otóż rodziców miłuje się w sposób uporządkowany i w duchu wiary, kiedy nie stawia się ich ponad Boga: Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien – mówi Pan. Tymi słowami zdaje się niemal cię przestrzegać, abyś ich nie miłował. Ale wręcz przeciwnie, napomina cię, byś ich kochał. Mógłby bowiem powiedzieć: „Kto kocha swego ojca lub matkę, nie jest mnie godzien". Nie powiedział tak jednak, aby nie mówić przeciw prawu, jakie dał, ponieważ to on dał, za pośrednictwem swego sługi Mojżesza, prawo, w którym jest napisane: Czcij ojca swego i matkę swoją. Nie ogłosił przeciwnego prawa, ale je potwierdził. Ponadto nauczył cię ładu, nie zniósł obowiązku miłości wobec rodziców: kto kocha ojca i matkę, ale bardziej niż mnie. Trzeba ich kochać, ale nie więcej niż mnie: Bóg jest Bogiem, człowiek jest człowiekiem. Kochaj rodziców, bądź posłuszny rodzicom, czcij rodziców. Ale jeśli Bóg powołuje cię do ważniejszej misji, w której miłość dla rodziców mogłaby stanowić przeszkodę, zachowuj ład, nie usuwaj miłości".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Anna Sobecka ponownie pyta prezes TK ws. aborcji eugenicznej

2018-09-19 16:09

lk / Warszawa (KAI)

Niedługo minie rok od złożenia wniosku w tej fundamentalnej kwestii, a wciąż zwracają się do mnie liczni obywatele z zapytaniem, co dzieje się w tej sprawie - napisała poseł Anna Sobecka w liście do prezes Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej. Parlamentarzystka ponowiła pytanie o stan procedowania w TK wniosku o stwierdzenie niekonstytucyjności tzw. przesłanki eugenicznej.

www.sobecka.pl

Jest to już drugie zapytanie do prezes TK w sprawie tzw. przesłanki eugenicznej. W lipcu Anna Sobecka wraz z poseł Anną Siarkowską zwróciły się do Julii Przyłębskiej z apelem "„o jak najszybsze rozpatrzenie skargi konstytucyjnej dotyczącej dopuszczalności aborcji w przypadku przesłanki eugenicznej”.

Prezes odpowiedziała, że wniosek "z uwagi na jego szczególny charakter" jest rozpatrywany przez Trybunał Konstytucyjny w pełnym składzie.

"Dodatkowo pragnę zapewnić, że dokładam wszelkich starań, aby zarówno w tej sprawie, jak i w innych sprawach, które są rozpoznawane przez Trybunał Konstytucyjny, nie było nieuzasadnionej zwłoki" - poinformowała Julia Przyłębska.

Anna Sobecka odniosła się do tych zapewnień w dzisiejszym liście: "Tymczasem mijają kolejne miesiące, niedługo minie rok od złożenia wniosku w tej tak fundamentalnej kwestii, a do mojego Biura Poselskiego wciąż zwracają się liczni obywatele z zapytaniem, co dzieje się w tej sprawie i dlaczego nie ma wyznaczonego terminu posiedzenia".

Dodała, że jest informowana, iż osoby dzwoniące i piszące do Trybunału niezmiennie otrzymują odpowiedź, że sprawa jest w toku postępowania merytorycznego, termin posiedzenia nadal nie został wyznaczony, a wyznaczą go sędziowie na niejawnej naradzie i gdy to nastąpi, informacja o tym będzie dostępna na stronie internetowej Trybunału.

"Mając powyższe na względzie zwracam się o podanie terminu rozpatrzenia skargi przez Trybunał" - zwraca się do Julii Przyłębskiej poseł Anna Sobecka.

Wniosek o stwierdzenie niekonstytucyjności tzw. przesłanki eugenicznej został złożony w październiku ub. roku przez posła Bartłomieja Wróblewskiego (PiS) w imieniu 107 posłów, którzy podpisali się pod skargą do TK.

We wniosku zapytano, czy możliwość przerywania ciąży ze względu na chorobę dziecka - zapisana w ustawie z 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży - jest zgodna z kilkoma artykułami Konstytucji RP.

Chodzi o art. 30 (przyrodzona i niezbywalna godność człowieka), art. 32 (równe traktowanie przez władze publiczne) i art. 38 (gwarancje prawnej ochrony życia dla każdego człowieka), a także art. 2, mówiący o tym, że Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej, a w szczególności przyporządkowaną tej zasadzie zasadą określoności przepisów prawa.

Trybunał Konstytucyjny nie jest zobligowany do zajęcia się wnioskiem w konkretnych ramach czasowych. Nie ma przepisów, które by tę kwestię regulowały.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem