Reklama

Kalendarze 2019

między nami

Tajemnica miłości

2018-01-10 10:56

Krzysztof Reszka
Niedziela Ogólnopolska 2/2018, str. 52-53

uckybusiness/fotolia.com

Używaj życia z niewiastą, którąś ukochał, po wszystkie dni marnego twego życia, których ci Bóg użyczył pod słońcem” (Koh 9, 9a). „Znajduj radość w żonie młodości. Przemiła to łania i wdzięczna kozica, jej piersią upajaj się zawsze, w miłości jej stale czuj rozkosz!” (Prz 5, 18b-19). Tak Pismo Święte wychwala miłość i wierność w małżeństwie. Jednak współczesny świat zdaje się zapominać o tej radości, do której powołuje nas Pan Bóg. Swoboda seksualna i łatwy dostęp do pornografii wielu ludziom wydawały się kuszącą propozycją. Ostatecznie przyniosły ból, smutek i wiele rozczarowań. Gdy narasta fala rozwodów, zdrad i tzw. seksu bez zobowiązań, wiele osób zadaje sobie pytanie o to, jak odnaleźć prawdziwą miłość i budować trwałe, szczęśliwe małżeństwo.

Sekret szczęśliwych małżeństw

Liczne badania pokazują, że te małżeństwa, które modlą się razem każdego dnia, są najbardziej trwałe i stabilne. Drugim zwyczajem powszechnym wśród najszczęśliwszych małżeństw jest szybkie przebaczanie sobie po kłótni, tak aby konflikt nie przeciągał się na kolejny dzień.

W 2005 r. opublikowano wyniki badania przeprowadzonego przez Uniwersytet w Perth (Australia). Wnioski? Pobożni chrześcijanie mają lepsze życie seksualne od innych grup. Dr Andrew Cameron wyjaśnia: przedmałżeńskie stosunki wywołują w późniejszym małżeństwie obawy o niewierność i zmniejszenie intymności. Nasze badania pokazały także, że większe bezpieczeństwo, intymność i harmonia w chrześcijańskich małżeństwach tylko częściowo może być wyjaśniona przez to, że mniej chrześcijan ma wielu partnerów. I dodaje: światopogląd chrześcijański pozytywnie wpływa na relacje w czterech kwestiach – poczucia bezpieczeństwa, intymności, harmonii i porozumienia w kwestii ról płciowych. Małżeństwa chrześcijańskie są trwalsze i rozpadają się z powodu choroby czy biedy rzadziej niż małżeństwa osób niewierzących. Chrześcijanie są też zdecydowanie bardziej zadowoleni z życia niż ateiści czy nawet wyznawcy rozmaitych religii wschodnich.

Reklama

Lepszy seks

„Pobożni katolicy żyjący w małżeństwie mają najlepsze życie seksualne ze wszystkich grup społecznych” – stwierdzają badacze z Family Research Council, podsumowując badania przeprowadzone w ciągu kilku ostatnich dziesięcioleci. Ich wnioski opublikował w lipcu 2013 r. amerykański serwis internetowy U.S. News w artykule pt. „Devout Catholics Have Better Sex, Study Says”.

Tego samego roku w tygodniku „Wprost” (nr 19/2013) pojawił się artykuł pt. „Religijni kochają się lepiej”. Omówione są tam badania portalu C-Date przeprowadzone w 12 krajach Europy, w tym także w Polsce. Wynika z nich, że osoby głęboko wierzące doświadczają bardziej satysfakcjonującego życia seksualnego. Maria Rotkiel, psycholog zajmująca się życiem par, komentuje: – Nie ilość, ale jakość seksu się liczy. Wierzący i praktykujący – ci, którzy żyją według zasad Kościoła, są wierni w relacjach i monogamiczni. Przez lata trwania w związkach musieli się więc nauczyć dbać o swoje potrzeby seksualne. Dobry seks wymaga czasu – wyjaśnia terapeutka – na dłuższą metę musi być czymś podparty i to właśnie daje monogamiczność u osób wierzących.

Mądrość młodych kobiet

Kiedy przeglądałem wyniki badań, wskazujących na to, że wiara chrześcijańska sprzyja budowaniu ekscytującej więzi małżeńskiej, postanowiłem zapytać o te kwestie dwie młode kobiety. Magdalena Siemion, autorka głośnej książki pt. „Teologia ciała. Seks według Jana Pawła II cię wyzwoli”, komentuje: – W ogóle mnie nie dziwią wyniki tych badań. Chrześcijańskie małżeństwo jest wyjątkowe z jednego, jedynego powodu: do miłości dwojga kochających się ludzi zapraszany jest Pan Bóg. To zmienia wszystko. Od tej chwili można powiedzieć, że jest ich trzech... jak Trójca Święta. A ponieważ Bóg jest wierny, kocha nas miłością całkowitą, ciągle owocującą, to nie dziwi, że małżeństwa, które faktycznie wchodzą z Nim w relację, też chcą tak kochać. A jak się kocha drugą osobę, to konsekwencją tego jest udane życie seksualne. Bardzo udane.

Katarzyna Waliczek, filozof i publicystka, ostrzega, żeby nie traktować chrześcijaństwa jako magicznego talizmanu gwarantującego sukces: – Chrześcijaństwo to coś więcej niż etyka, światopogląd czy styl życia. Tu chodzi o relację z Chrystusem! Nawet gdyby zawalił nam się cały świat, źródłem naszego szczęścia jest Bóg. I dodaje: – Są jednak pewne powody, dla których życie zgodne z wiarą chrześcijańską można uznać za czynnik zwiększający szanse na szczęśliwe małżeństwo. Pierwszy z nich jest oczywisty. Bóg sam jest Miłością, komunią Osób. Do kogo możemy się zwrócić po miłość, jeśli nie do Miłości wiecznej? Po drugie, chrześcijaństwo uczy, że w relacji chodzi o służbę drugiej osobie. Brzmi to dość rozsądnie, nawet z punktu widzenia osoby niewierzącej. Wiadomo, że osoba, którą kochamy, będzie się zmieniać. Z biegiem czasu może się okazać, że już nie posiada tego wszystkiego, na czym nam zależało – urody, zdrowia, pieniędzy, energii. Możliwe, że po okresie fascynacji zaczniemy dostrzegać także jej wady. To wszystko banały, prawda? Ale ilu ludzi uzależnia swoje szczęście w miłości od tego, czy druga osoba spełnia „warunki umowy”, czy też zaczyna „się psuć”? Stabilny związek jest możliwy tylko przy nastawieniu na dawanie, dbanie o relację nawet w obliczu kryzysu, ciągłe „odnawianie” i „naprawianie”. Po trzecie, niepowodzenia w miłości bardzo często łączą się z naszymi kompleksami. Boimy się odrzucenia z powodu naszych wad, słabości, problemów emocjonalnych czy mankamentów urody. Życie zgodne z wiarą chrześcijańską pomaga uwolnić się od tego typu lęków. Pozwala odkryć, że każdy z nas jest dziełem Stwórcy, a nasze niedoskonałości nie czynią nas niewartymi miłości.

Rady starych dżentelmenów

O miłości i poszukiwaniu swojej drogi pisali dwaj brytyjscy profesorowie, twórcy gatunku fantasy: J.R.R. Tolkien, znany jako autor „Hobbita” czy „Władcy Pierścieni”, i C.S. Lewis, znany przede wszystkim jako autor „Opowieści z Narnii”.

Tolkien w liście do syna pisał: „Spomiędzy ciemności mego życia, pełnego rozczarowań, kładę ci przed oczy jedną wspaniałą rzecz godną miłości na ziemi: Najświętszy Sakrament. Tam znajdziesz miłość, chwałę, honor, wierność i prawdziwy sposób przeżywania wszystkich twoich miłości na ziemi, których pragnie serce każdego człowieka”.

Lewis w książce „Chrześcijaństwo po prostu” odniósł się do trudności, które mogą nieraz paraliżować na drodze do szczęścia: „Ale jeśli jesteś istotą ubogą – zatrutą przez złe wychowanie w domu pełnym wulgarnych zazdrości i bezsensownych kłótni, obarczoną nie z własnego wyboru jakimś strasznym seksualnym zboczeniem, dzień w dzień nękaną kompleksem niższości, który każe ci docinać najlepszym przyjaciołom – nie rozpaczaj. On [Jezus] wie o tym wszystkim. Należysz do ubogich, których pobłogosławił. On wie, jak zdezelowaną maszyną przyszło ci kierować. Nie poddawaj się. Rób, co możesz. Pewnego dnia (może w następnym świecie, a może znacznie wcześniej) On ciśnie ją na złom i da ci nową. A wtedy wprawisz w osłupienie wszystkich, również samego siebie – bo uczyłeś się kierować w trudnej szkole jazdy (ostatni nieraz będą pierwszymi, a pierwsi – ostatnimi)”.

Tagi:
małżeństwo

Remont małżeński!? co to takiego?

2018-11-16 07:35

Remont? - Czemu nie! Nowy kolor ścian, może nowe podłogi, można kupić nowe meble albo nadać nowy charakter naszym przestrzeniom zmieniając dodatki. Wszystko po to, aby było wygodniej, ładniej, przytulniej, żebyśmy z jeszcze większą przyjemnością wracali do naszego domu.

A gdyby tak zrobić remont małżeński? Zainwestować czas, aby wyremontować nasze małżeństwo? Tylko po co?- Aby było wygodniej, piękniej, aby bardziej chciało się do siebie wracać. Temu służy remont! Celowo nie ma tu nazwy odbudowa albo naprawa. Wcale nie musi być źle, żeby mogło być lepiej! Pomysł remontu małżeńskiego w Częstochowie został zaczerpnięty z opolskiej inicjatywy, która już od wielu lat służy małżeństwom w tamtym mieście.

Zapraszamy małżeństwa z każdym stażem– zarówno te, które dopiero zaczęły tę niesamowitą przygodę we dwoje, jak i te, które trwają w niej wiele lat. Jeśli tylko chcecie przyjrzeć się Waszemu małżeństwu i podjąć działania zapobiegawcze przed jego uszkodzeniem- ten czas jest dla Was!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

"Quo vadis" - czyli w świecie symboliki pierwszych chrześcijan


Edycja szczecińsko-kamieńska 41/2001

Agnieszka W. Łaszewicz

Kiedy przed opuszczeniem domu Aulusów Winicjusz usiłował rozmówić się z Ligią, zaintrygowało go to, co dziewczyna nakreśliła trzciną na piasku. Był to znak ryby, którego znaczenia on, wówczas jeszcze poganin, nie umiał odczytać. Nawet Petroniusz, erudyta i baczny obserwator ówczesnego życia, nie potrafił wytłumaczyć siostrzeńcowi znaczenia symbolu, którego wielkiej wagi nawet nie przeczuwał i dlatego całe zajście zbanalizował. Młody wojownik nie zdawał sobie również sprawy z tego, że wpadając w sidła miłości ziemskiej, dostaje się w sieć jeszcze jednego uczucia (zupełnie nowego w zepsutym i chylącym się ku upadkowi Rzymie), niesionego przez nową wiarę - chrześcijańską.

Greckie słowo ichthys oznacza rybę, utożsamianą, zwłaszcza przez pierwszych chrześcijan, z Chrystusem. Skąd takie zestawienie? W Nowym Testamencie Zbawiciel wykreowany został na "rybaka ludzi", często przedstawianego na łodzi lub głoszącego nauki nad brzegiem wody. Sam też niejednokrotnie, zwracając się do swych uczniów, operował wymowną metaforyką: "Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi" ( por. Mt 4,19; Mk 1,17), "Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił" ( do Szymona Piotra, rybaka z zawodu; por. Łk 5, 10). Toteż po Jego śmierci również apostołowie (w Quo vadis Piotr i Paweł z Tarsu) stali się Chrystusowymi rybakami, a neofici - rybami. W popularnej pieśni śpiewamy: "Pan kiedyś stanął nad brzegiem. Szukał ludzi gotowych pójść za Nim, by łowić serca słów Bożych prawdą". I dalej: "Swoją barkę pozostawiam na brzegu, razem z Tobą nowy zacznę dziś łów". Dodać należy, iż jest to jedna z ulubionych pieśni Jana Pawła II, następcy Piotrowego, i jest jak najbardziej adekwatną ilustracją jego misji.

Ryba to również symbol eucharystyczny. Do IX w. był wykorzystywany, podobnie jak chleb i kielich wina, przez ikonografię. Cudownie rozmnożonym chlebem i rybami nakarmił Chrystus zgromadzony na pustyni wielotysięczny tłum, co stało się projekcją Komunii św.

Symbol z szacunkiem przyjęty przez pierwszych chrześcijan stał się ich znakiem rozpoznawczym. Prosty i niewinny, potrzebny był wyznawcom wiary postrzeganej w politeistycznym, zdemoralizowanym i będącym na skraju duchowego upadku Cesarstwie Rzymskim jako znak rozpoznawczy niebezpiecznej "sekty". Ale dla ludzi, którzy go znali, był kluczem do zdobycia ich ufności, dawał poczucie przynależności do wspólnoty. Pretorianin potajemnie wyznający wiarę w Chrystusa, zbliżywszy się do Winicjusza, bezowocnie próbującego dostać się do więzienia, w którym przetrzymywana była Ligia, "pochylił się i w mgnieniu oka nakreślił na kamiennej płycie swym długim galijskim mieczem kształt ryby". Obiecał drobną pomoc, ale miał świadomość, że i on może się wkrótce znaleźć po drugiej stronie murów. "Ten żołnierz chrześcijanin byt dla niego [Winicjusza] jakby nowym świadectwem potęgi Chrystusa".

Symbolem potęgi stał się dla wierzących również krzyż, przez innych postrzegany jako miejsce śmierci haniebnej. Jednak wielu skazanych przez Nerona na zagładę w rzymskim amfiteatrze wręcz marzyło o śmierci na krzyżu, przedkładając ją nad umieranie na arenie w walce ze współwyznawcami lub w paszczach dzikich zwierząt, gdyż ta, choć powolniejsza i wstydliwa, była powtórzeniem śmierci Zbawiciela.

Sam znak krzyża łagodził ból, niwelował strach. Stał się znakiem błogosławieństwa, symbolem zbawienia i atrybutem świętych i męczenników. Szykujący się na śmierć fossor wyjawia Markowi swą ostatnią prośbę: "Chciałbym na niego [Piotra Apostoła] patrzeć w chwili śmierci i widzieć znak krzyża, bo wówczas łatwiej mi będzie umrzeć, więc jeśli wiesz, panie, gdzie on jest, to mi powiedz". Znak odpędzał zło, chronił, wyrażał oddanie się pod Bożą opiekę. Z takim też gestem rzucili się na ziemię zgromadzeni na Ostrianum wierni, których prześladowania rozpoczął Neron po podpaleniu miasta, oskarżając o to niewinnych.

Dzisiaj gest przeżegnania się ma przede wszystkim charakter publicznego wyznania wiary i niejako zastępuje symbol ryby, który funkcjonował w wymiarze niemal konspiracyjnym. Zaś zwyczaj leżenia krzyżem utrwalił się w ceremonii święceń kapłańskich i celebrze Wielkiego Piątku. Warto dodać, że chrześcijanie posługiwali się i posługują ponad czternastoma formami tego znaku.

W spopularyzowanej przez film J. Kawalerowicza powieści naszego noblisty w myślach i na ustach wyznawców pojawia się imię Baranka, czyli Zbawiciela, który został złożony w ofierze przebłagalnej za grzechy ludzkości. Jest to paralela ofiary krwi pierwszych chrześcijan, którzy zadziwili tłumy gapiów pokorą w przyjmowaniu śmierci. Mieli przekonanie, że giną na ołtarzu Rzymu - miasta zła, aby to zło i okrucieństwo zwyciężyć Bożą miłością. Dlatego niemal godzili się na przelanie swej krwi, co rozumieli jako dopełnienie ofiary, powtórzenie przymierza z Bogiem.

Wizji ofiary pierwszych męczenników towarzyszą lwy, które, wygłodniałe, wypuszczono wraz z innymi dzikimi zwierzętami na wyznawców Chrystusa, robiąc sobie z tego krwawe widowisko. Jakiż w tym jednak tkwi paradoks! Lew był w pierwszych wiekach naszej ery wyobrażeniem szatana, ale tradycja biblijna nakazywała w nim widzieć symbol Chrystusa! Cóż, jako znak heraldyczny, kojarzony z pojęciem mocy i zwycięstwa, w przenośny sposób ściśle wiąże się z epoką prześladowań i zamyka w sobie ich sens.

H. Sienkiewicz tak zakończył swą powieść: "I tak minął Nero, jak mija wicher, burza, pożar, wojna lub mór, a bazylika Piotra panuje dotąd z wyżyn watykańskich miastu i światu.

Wedle zaś dawnej bramy Kapeńskiej wznosi się dzisiaj maleńka kapliczka z zatartym nieco napisem: ´Quo vadis, Domine?´" . W tym właśnie miejscu miał rybak - apostoł zadać Panu pytanie o drogę. A Pan skierował go na powrót do Wiecznego Miasta. Tytuł i zakończenie dzieła tworzą klamrę kompozycyjną - swoistą, bo metaforycznie określającą sens ludzkiego bytowania, a właściwie ludzkiej wędrówki, która powinna być nieustannym podążaniem ku Bogu i za Nim.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Co zrobić z nieużywanym kościołem?

2018-12-17 21:03

vaticannews.va / Watykan

W przypadku kościołów, które zostały porzucone lub straciły swoje symboliczne znaczenie, ich desakralizacja jest jak najbardziej możliwa, ale nigdy nie jest dopuszczalna ich profanacja – stwierdził kard. Gianfranco Ravasi, prezentując opublikowany dziś dokument Papieskiej Rady ds. Kultury na temat zbywania i nowego przeznaczenia kościołów.

rafaelguitarforever/pixabay.com

Przewodniczący Rady przyznał, że w dawniejszych czasach duża liczba kościołów była wynikiem pewnego kontekstu społeczno-kulturowego. Dziś natomiast np. centra miast są prawie niezamieszkałe i pełnią funkcje administracyjne czy urzędnicze. Jako przykład podał Rzym, gdzie ponad połowa kościołów w centrum miasta jest nieużywana. Ale ze względu na to, że dla wielu osób, które przyjeżdżają je zobaczyć, pełnią funkcję symboliczną, nie można zmienić ich przeznaczenia. Jeżeli nawet straciły one swą funkcję sakralną, to nadal pozostają ważnymi miejscami z punktu widzenia duchowego i artystycznego.

Kard. Ravasi podkreślił, że dokument wskazuje także na wagę formacji przyszłych kapłanów czy nowych biskupów, aby byli dobrze przygotowani do zarządzania dobrami kulturalnymi oraz znali wagę i znaczenie historyczne i artystyczne dziedzictwa Kościoła. Błędy popełniane w tym zakresie biorą się bowiem często z braku kompetencji i świadomości.

Mówiąc o desakralizacji świątyni nowy dokument zwraca także uwagę na meble i inne wyposażenia. Stwierdza, że powinny być przeniesione do innego kościoła albo przechowywane w muzeum. Nie dotyczy to ołtarzy, które nigdy nie tracą swojego przeznaczenia i konsekracji. Jeżeli nie mogą być przeniesione do innego kościoła, winny być zniszczone.

Omawiając dla włoskiej agencji katolickiej SIR nowy dokument o zbywaniu i nowym przeznaczeniu kościołów, watykański hierarcha zaznaczył ważną rolę wspólnoty związanej z daną świątynią, która powinna mieć wpływ na decyzję dotyczącą jej przyszłości, tak, aby nie pozostawała ona tylko w gestii proboszcza czy biskupa. Rola wspólnoty parafialnej jest także ważna w podejmowaniu decyzji dotyczącej przeszłego przeznaczenia świątyni. W tej sprawie – zaleca dokument – należy współpracować z władzami cywilnymi oraz zasięgnąć rady osób kompetentnych w tej materii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem