Reklama

Stowarzyszenie Przyjaciół Ludzkiego Życia - 1%

Symbol majestatu Rzeczypospolitej

2018-01-10 10:56

Z prof. Wojciechem Fałkowskim rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 2/2018, str. 36-37

Grzegorz Boguszewski
Prof. Wojciech Fałkowski

O historii, teraźniejszości i przyszłości Zamku Królewskiego w Warszawie z prof. Wojciechem Fałkowskim rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Zamek Królewski w Warszawie w czasach Pierwszej, a także Drugiej Rzeczypospolitej dzielił jej dobre i złe losy. Był przede wszystkim ośrodkiem i siedzibą władzy (czasem tej wrogiej), za ostatniego króla stał się zauważalnym w Europie centrum kultury. W czasie II wojny światowej został zniszczony przez Niemców, a następnie – dzięki powojennemu, bezprzykładnemu wysiłkowi całego narodu – odbudowany i mozolnie odtworzony. Dziś pełni jedynie funkcje muzealne i reprezentacyjne i wydaje się, że pozostał już tylko historyczną dekoracją...

PROF. WOJCIECH FAŁKOWSKI: – Wprost przeciwnie! Zamek jest i pozostaje w naszej pamięci jako miejsce, gdzie koncentrowała się władza suwerennej i wielkiej Rzeczypospolitej – jest więc symbolem trwania polskiej państwowości, aspiracji narodu, ciągłości polskiej tradycji. To tu odbywają się dziś główne uroczystości państwowe, a to wyraźny znak, że to właśnie tu, w sposób szczególny i właściwy temu miejscu, do dziś koncentrują się symbolika, władza i tradycja państwowa, czyli wszystko to, co dla bytu narodu i jego tożsamości najważniejsze.

– I z tego właśnie powodu przed kilkudziesięciu laty miał na stałe zniknąć z krajobrazu Warszawy!

– I na wiele lat zniknął, ale właśnie wtedy, kiedy go nie było, zyskał niezwykłe dodatkowe znaczenie. Mimo że przez ponad ćwierć wieku wiatr hulał po wybetonowanym placu, że tylko resztki muru od strony Wisły, za „oknem Żeromskiego” (pisarz wraz z rodziną spędził w zamkowym mieszkaniu ostatni rok swego życia – 1924-25), świadczyły o tym, że kiedyś stał tu budynek... Mimo że Zamku nie było, to przez cały czas trwał w świadomości Polaków i nawet przez swoją nieobecność był symbolem nieugiętej postawy narodu. A zatem jest to miejsce szczególne, ponieważ łączy się z emocjami, wspomnieniami i polską historią. Warszawski Zamek Królewski to coś więcej niż tylko budynek i więcej niż ceremoniał i reprezentacja.

– Jednak mimo że pełni dostojne funkcje muzealne tudzież reprezentacyjne, wydaje się dziś jakby nieco za mało obecny i doceniany w życiu narodowym...

– Nie zapominajmy, że Zamek Królewski w Warszawie zawsze symbolizuje majestat Rzeczypospolitej, a tym samym pewien dystans wobec spraw bieżących, wobec przechodniów, wobec turystów. Trzeba więc tu odpowiednio pogodzić kilka jego bardzo ważnych funkcji. Przede wszystkim połączyć funkcję dostojnego symbolu z powszedniością funkcji muzealnej, która zakłada bardzo szerokie otwarcie dla zwiedzających. A codzienność muzeum musi tak funkcjonować, by nie kolidowała z równie ważną funkcją reprezentacyjną, czyli z dostępnością dla gości zagranicznych najwyższej rangi i naczelnych władz państwowych, z możliwością organizacji najważniejszych uroczystości państwowych. Równolegle niezmiernie ważne jest pielęgnowanie i niezatracanie jego funkcji symbolicznej, najważniejszej dla narodu. Coraz większego znaczenia nabiera też rola Zamku Królewskiego w Warszawie jako placówki naukowej.

– W jaki sposób warszawski Zamek odgrywa tę rolę?

– Moim zdaniem, to powinna być wysokiej klasy placówka, która rozwija badania naukowe w dziedzinie historii sztuki, historii, muzealnictwa, organizuje piękne i ważne wystawy o znaczeniu popularnonaukowym przybliżające historię chwały Polski, a jednocześnie rozwija badania naukowe związane z rezydencjami królewskimi, z rytuałem i ceremoniałem władzy.

– Powiedział Pan Profesor: „powinna być”. A nie jest?

– Jest, ale uważam, że jej funkcje naukowe powinny być pielęgnowane i nieustannie wzmacniane. Musimy pamiętać o tym, że trwanie jest wartością ważną, ale niewystarczającą. Dlatego też coraz ważniejsze staje się umocnienie wiedzy historycznej współczesnych Polaków, a także Europejczyków, dotyczącej znaczenia naszego Zamku Królewskiego. Zamek Królewski powinien stać się znakiem rozpoznawczym Polski na miarę Westminsteru czy Luwru.

– Jak to osiągnąć?

– Z całą pewnością przez ważne wystawy czasowe. Także przez nieustanne pozyskiwanie nowych obiektów sztuki do naszej kolekcji stałej.

– A przede wszystkim przez odzyskiwanie tych utraconych?

– Tak. Musimy pamiętać o tym , że przez cały XIX wiek, podczas zaborów, a później zwłaszcza w czasie II wojny światowej polskie dziedzictwo kulturalne było niszczone i rabowane; najeźdźcy kradli wszystko, co cenne, a dopiero później palili i niszczyli... Teraz to, co można, trzeba odzyskiwać, ale również pozyskiwać nowe dzieła – nie tylko polonica, ale także te najwyższej klasy światowej, na ile będzie to, oczywiście, możliwe.

– Tak jak to było kiedyś, gdy wielcy lokatorzy Zamku dbali o jego wystrój i rozbudowę...

– Tak, ta historyczna wskazówka powinna nam obecnie jaśniej przyświecać, przynajmniej przez okres jednego pokolenia; powinniśmy wzmocnić i rozbudować naszą kolekcję zamkową o dzieła z najwyższej półki.

– W najnowszej historii Zamku, od odbudowy aż po lata III RP, nie było z tym najlepiej?

– Nie było łatwo, o czym świadczy wciąż jeszcze trwająca odbudowa Zamku. Dopiero teraz kończymy aranżację tzw. dolnych ogrodów, które schodzą ku Wiśle, stosunkowo niedawno zostały oddane do użytku Arkady Kubickiego. Ogrody Dolne będą takim naturalnym dostępem do Zamku od strony rzeki. Chcielibyśmy zakończyć te prace w ciągu najbliższego roku, a ogrody udostępnić zwiedzającym na wiosnę 2019 r. Byłoby to najlepsze uczczenie 400-lecia istnienia Zamku w ostatecznym kształcie pełnoprawnej i z rozmachem zbudowanej rezydencji królewskiej. Prace wykończeniowe zakończono w 1619 r., ale już wcześniej, w 1611 r., zamieszkał tu na stałe król Zygmunt III Waza wraz z całym dworem. Chcemy, by rok 2019 był Rokiem „Zamkowym”, podkreślającym rolę Zamku Królewskiego w panoramie stolicy i w historii Polski.

– Czy znany jest już program obchodów tego zacnego jubileuszu?

– Planujemy wielką wystawę poświęconą kulturze epoki Wazów, ale również całą serię małych seminariów, konferencji naukowych, także pikników i festynów dla szerokiej publiczności, które będziemy urządzać na dziedzińcu zamkowym oraz w Dolnych Ogrodach.

– Będzie to zatem znakomita okazja do niezwykle ważnej edukacji historycznej, i to chyba nie tylko dla Polaków?

– Jak najbardziej. To będzie historia Polski w pigułce. Chcielibyśmy przedstawić opowieść o historii I Rzeczypospolitej, z jej tradycją parlamentarną, tradycją demokracji szlacheckiej, wspaniałą historią wielokulturowego społeczeństwa i rozwoju świadomego narodu polskiego. No a dalej pokazać późniejszy okres zaborów, gdy Zamek przez cały czas pozostawał symbolem polskiej państwowości, także czasy II Rzeczypospolitej, która przywróciła należny mu cały jego majestat, aż po trudną odbudowę w czasach PRL. Historia Zamku prowadzi przez historię Polski i chcemy, by dotarła ona nie tylko do Polaków, ale by przedostała się także do europejskiej publiczności.

– I tu akurat niezwykle istotne wydaje się przypomnienie nie tylko wspaniałej historii, okresu świetności warszawskiego Zamku, ale też barbarzyńskiego zniszczenia go w czasie II wojny światowej...

– Przypomnimy przede wszystkim to, że zasadniczym elementem tożsamości warszawskiego Zamku jest jego trwanie w najtrudniejszych czasach, że upływ czasu, grabieże, zniszczenia – nawet wysadzenie w powietrze w 1944 r. w celu złamania ducha walczącego narodu – nie osiągały zamierzonego przez najeźdźców celu, lecz zawsze, jakby na przekór, umacniały polską tożsamość. Oczywiście fakt, że trudne koleje losu zawsze raczej wzmacniały Zamek, niż go osłabiały, nie zwalnia nas z konieczności nieustannego dbania o to wielkie dobro narodowe. Dlatego też warto wciąż przypominać powojenne zaangażowanie całego polskiego społeczeństwa w jego odbudowę, co samo w sobie było symbolem powrotu do normalności w umysłach i sercach Polaków, mimo niesprzyjającej rzeczywistości politycznej.

– W swoim czasie zajmował się Pan Profesor szacowaniem strat wojennych stolicy w czasie II wojny światowej. W jaki sposób przygotowywany pod Pana kierunkiem specjalny „Raport o stratach wojennych Warszawy” uwzględnia stratę z tytułu zrównania z ziemią warszawskiego Zamku Królewskiego?

– Tej akurat straty nie sposób przecenić... Oszacowanie wartości tych konkretnie zniszczeń jest o tyle proste, że łatwo możemy obliczyć wartość odtworzeniową całej budowli, właśnie ze względu na powojenną odbudowę. Łatwo można nie tylko podsumować to, ile kosztowało odbudowanie murów, ale też wycenić całe wyposażenie i przywrócenie wnętrzom dawnej świetności. Do tego, oczywiście, należy doliczyć wszystkie dzieła sztuki do tej pory nieodzyskane – malarstwo, rzeźby, meble – które do dziś znajdują się w prywatnych zbiorach zagranicznych. Takie bardziej szczegółowe obliczenia są wciąż możliwe, choć do tej pory ich nie zrobiliśmy.

– Czy w związku z podnoszoną od niedawna kwestią reparacji wojennych od Niemiec będą podejmowane także szczegółowsze wyliczenia strat związanych z intencjonalnym zniszczeniem warszawskiego Zamku?

– Z tego, co wiem, podstawą prac specjalnie powołanego zespołu parlamentarnego ds. reparacji wojennych będą wcześniejsze, już wykonane szacunki i obliczenia, przechowywane w polskich archiwach. Ważne, aby pokazać światu ten ogrom zniszczeń oraz koszt ich odbudowy i włożony w nią wysiłek. A właśnie na przykładzie Zamku można to zrobić najlepiej... I choć w tej chwili nie umiałbym podać bardzo dokładnej kwoty, to myślę, że kiedyś ją wyliczymy.

– Podobnie jak to było w przypadku wyceniania szkód wojennych stolicy?

– W tym przypadku rzecz jest prostsza; przede wszystkim trzeba się oprzeć na podliczeniu wydatków związanych z odtworzeniem Zamku w latach 1971-90 i przeliczyć je na dzisiejsze pieniądze. Nasz raport o zniszczeniach stolicy – przygotowany w 2004 r. na zlecenie ówczesnego prezydenta Warszawy Lecha Kaczyńskiego – niestety, nie odniósł oczekiwanego skutku, nie odbił się szerszym echem, gdyż nie został nawet opublikowany, ani po angielsku, ani po niemiecku – mimo że tłumaczenie niemieckie mieliśmy gotowe, już po redakcji naukowej i terminologicznej... Mam nadzieję, że tym razem wystarczy woli politycznej, by te ważne sprawy doprowadzić do pomyślnego końca.

– To znaczy – wreszcie szerokiemu światu pokazać warszawski Zamek z jego niełatwą historią tak, aby stał się bardzo czytelnym znakiem i symbolem polskiej historii?

– Właśnie tak. W związku z tym gdy obejmowałem stanowisko dyrektora Zamku Królewskiego, wyznaczyłem sobie trzy podstawowe cele-marzenia. Po pierwsze: pozyskać dla Zamku dzieła wybitne. Mimo że Zamek dziś jest już dobrze wyposażony, to z pewnością bardzo w nim brakuje eksponatów najwyższej klasy światowej... Dzięki darowiźnie prof. Karoliny Lanckorońskiej uzyskaliśmy kilka cennych obiektów – dwa wspaniałe obrazy Rembrandta oraz kilka obrazów XVI- i XVII-wiecznych. Chciałbym kontynuować to wzbogacanie zamkowych wnętrz. Drugim moim celem jest rozwijanie działalności naukowej – Zamek powinien być ośrodkiem naukowym promieniującym na całą Europę, powinien prowadzić badania nad ośrodkiem władzy centralnej, powinien mieć bardzo dobrą bibliotekę, zapraszać gości zarówno do studiowania polskich przykładów, jak i do prowadzenia zajęć z polskim środowiskiem naukowym, doktorantami, młodymi naukowcami... A w sensie czysto materialnym – chciałbym doprowadzić do ostatecznego odtworzenia całego korpusu zamkowego, razem z Malarnią Królewską, która stanowiła integralną część budynku, z ogrodami i uporządkowaniem terenu gospodarczego. To jest praca, która zajmie 10 najbliższych lat.

Prof. Wojciech Fałkowski, historyk mediewista, nauczyciel akademicki i urzędnik państwowy, profesor zwyczajny nauk humanistycznych, profesor nadzwyczajny Uniwersytetu Warszawskiego i paryskiej Sorbony, działacz opozycji demokratycznej w okresie PRL, w latach 2015-17 podsekretarz stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej, od 2017 r. dyrektor Zamku Królewskiego w Warszawie

Tagi:
zamek

Inspiracja i natchnienie

2018-02-07 13:42

Piotr Grzybowski
Edycja sosnowiecka 6/2018, str. VIII

Piotr Grzybowski
Zamek Rabsztyn

Zamek w Rabsztynie jest jedną z największych atrakcji architektonicznych powiatu olkuskiego. Nic więc dziwnego, że był inspiracją dla wielu artystów. 11 stycznia w Miejskim Ośrodku Kultury w Olkuszu odbył się wernisaż wystawy poplenerowej „Zamek Rabsztyn 2017 im. Jacka Taszyckiego”. V Plener Plastyczny „Zamek Rabsztyn”, którego pokłosiem jest prezentowana w MOK wystawa, odbywał się od 8 do 10 czerwca ubiegłego roku. W trzydniowym plenerze wzięło udział dwudziestu uczniów liceów plastycznych z Krakowa i Dąbrowy Górniczej wraz z opiekunami. Efektem pleneru jest przeszło 50 obrazów i rysunków, które jesienią 2017 r. były prezentowane na wystawach organizowanych w liceach plastycznych w Krakowie i Dąbrowie Górniczej. Został także opracowany katalog wystawy, wydany przez MOK Olkusz, który jest bezpłatnie rozdawany zwiedzającym. Plener został zorganizowany przez Stowarzyszenie „Zamek Rabsztyn” w Olkuszu we współpracy z Miejskim Ośrodkiem Kultury w Olkuszu. Honorowy patronat nad plenerem objął prof. Stanisław Tabisz, rektor Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie.

Tyle artyści. Ale o zamku myślą też włodarze Olkusza. Niedawno w olkuskim magistracie rozstrzygnięte zostały przetargi, które wyłoniły wykonawców kilku inwestycji. Zaplanowano m.in. budowę nowego, trwałego mostu nad fosą oraz wykonanie stylizowanego placu zabaw dla dzieci wraz z małą infrastrukturą, które będą bezpłatnie udostępniane zwiedzającym. Został także opracowany projekt edukacyjny w formie zajęć dla najmłodszych. Planowane inwestycje są odpowiedzią na sugestie mieszkańców i turystów odwiedzających rabsztyński zamek. Zgodnie z zapowiedziami władz miasta, przedsięwzięcie na rabsztyńskim zamku zostanie zrealizowane w tym roku. To nie wszystkie prace, jakie w tym roku są planowane w ruinach rabsztyńskiego zamku. Władze gminy czekają jeszcze na rozstrzygnięcie konkursów na dofinansowanie prac konserwatorskich na zamku. Gmina Olkusz złożyła dwa wnioski o dotacje na kontynuację prac na zamku z programu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Pierwszy z nich dotyczy kontynuacji prac konserwatorskich i zabezpieczających w obrębie murów zamku dolnego i pałacu. Drugi wniosek dotyczy kontynuacji prac na zamku górnym.

Z kart historii. Pierwszy, drewniany zamek w Rabsztynie, wzniesiono w XIII wieku. Murowana, gotycka warownia na najwyższej części wzgórza powstała w XIV wieku za panowania Kazimierza Wielkiego. Na przestrzeni lat twierdza wielokrotnie zmieniała swoich właścicieli, którzy stopniowo rozbudowywali zamek. Okres świetności zamku przerwał najazd wycofujących się z Polski Szwedów, którzy ograbili i częściowo spalili warownię. Zniszczona i zdewastowana twierdza nie była odbudowywana. U progu XIX wieku została ostatecznie opuszczona i popadła w ruinę. Na całe szczęście na początku nowego tysiąclecia, powstało stowarzyszenie Zamek Rabsztyn, którego celem jest rekonstrukcja warowni.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Od oceanu do oceanu - 1%

Z Czech przez Polskę do nieba

2018-04-18 11:44

Ks. Marek Łuczak
Niedziela Ogólnopolska 16/2018, str. 20-21

Urodził się zaledwie 10 lat przed chrztem Polski. Śmierć męczeńską poniósł już jednak w czasach, kiedy nad Wisłą władcy zdawali sobie sprawę ze znaczenia świętych relikwii. Czy Polska byłaby dziś tym samym krajem, gdyby nie św. Wojciech, jego związki z naszym państwem oraz przyjaźń z cesarzem?

Tadeusz Jastrzębski
Św. Wojciech nauczający z  łodzi, malowidło ścienne. Chojnice, kościół pw. św. Jana Chrzciciela

Św.Wojciech został biskupem Pragi jako 27-letni mężczyzna. Jak podają jego biografowie, do katedry miał wejść boso, co prawdopodobnie symbolizowało ewangeliczną prostotę przyszłego męczennika. Potwierdzeniem tej tezy są inne historyczne źródła, według których wiadomo dziś ponad wszelką wątpliwość, że Wojciech nie dysponował wielkim majątkiem. To, co posiadał, miało służyć sprawowaniu kultu, zaspokajaniu potrzeb miejscowego kleru oraz jego osobistemu utrzymaniu.

Hagiografowie św. Wojciecha są także zgodni co do jego wielkiej wrażliwości na potrzeby biednych. Miał ich osobiście odwiedzać, słuchać ich skarg, wspierać datkami. Ponieważ Praga leżała wówczas na skrzyżowaniu wielkich szlaków handlowych, w mieście tym kwitł gorszący, a nawet niechrześcijański zwyczaj sprzedawania niewolników. Działalnością tą mieli się parać miejscowi Żydzi, którzy sprzedawali nieszczęśników do krajów mahometańskich. Wojciech opowiadał później, że przyśnił mu się sam Chrystus. Od Boskiego Mistrza miał we śnie usłyszeć następujące słowa: „Oto Ja jestem znowu sprzedany, a ty śpisz?”. Scenę tę przedstawia jeden z obrazów Drzwi Gnieźnieńskich, które powstały ok. 1127 r. Nie trzeba w tym miejscu dodawać, że Wojciech bywał często na targach niewolników, by w miarę swoich możliwości wykupywać ich i uwalniać.

Z odciętą głową na żerdzi

Kościół w Czechach w czasach sprawowania biskupiego urzędu przez Wojciecha przeżywał nie lada kryzys. Wiele postulatów należałoby sformułować pod adresem zarówno świeckich, jak i miejscowego duchowieństwa. Ci pierwsi nie godzili się z moralnością chrześcijańską, a możnym najwięcej trudności sprawiały przykazania związane z dochowaniem wierności małżeńskiej. Jawnie wtedy żenili się także duchowni, którzy nie chcieli się podporządkować prawu wymagającemu od nich życia we wspólnocie. Po kilku latach nawoływania do zmiany ich życia Wojciech zdecydował się opuścić stolicę biskupią i wyruszył na długą pielgrzymkę. Odwiedził Rzym, Ziemię Świętą i katolicką Francję. Postanowił, że przez jakiś czas będzie zakonnikiem, ostatecznie jednak – gdy Czesi nie zgodzili się na jego powrót do Pragi – powziął decyzję, że będzie nawracał pogańskie Prusy.

Bolesław Chrobry na początku ucieszył się z przyjazdu duchownego, którego chciał zatrzymać na swoim dworze i polecić mu dyplomatyczne zadania. Zapał ewangelizacyjny kazał jednak Wojciechowi udać się Wisłą do Gdańska, gdzie głosił Chrystusa Pomorzanom, a później udał się do pogańskich Prus. Ponieważ nie chciał, by jego wizyta kojarzyła się z podbojem, najpierw odprawił wojów, których dał mu na służbę i do ochrony polski władca, i rozpoczął swą misję jedynie z krzyżem w ręku. Niestety, spotkał się z nieprzychylnym przyjęciem miejscowych, którzy prawdopodobnie w okolicach dzisiejszego Elbląga zadali mu śmiertelny cios. Zachował się następujący opis tamtych wydarzeń: „Ledwie skończyła się odprawiana przez biskupa Wojciecha Msza św., rzucono się na nich i związano ich. Zaczęto bić Wojciecha, ubranego jeszcze w szaty liturgiczne, i zawleczono go na pobliski pagórek. Tam pogański kapłan zadał mu pierwszy śmiertelny cios. Potem 6 włóczni przebiło mu ciało. Odcięto mu głowę i wbito ją na żerdź. Przy martwym ciele pozostawiono straż. W chwili zgonu Wojciech miał 41 lat”.

Potężny patron

Wielką intuicją charakteryzował się polski władca Bolesław Chrobry. Wykupując relikwie czeskiego męczennika, przyczynił się do zjazdu gnieźnieńskiego w 1000 r., kiedy to Polan odwiedził cesarz Otton III. Wtedy właśnie – podczas spotkania z Bolesławem Chrobrym – została uroczyście proklamowana metropolia gnieźnieńska z podległymi jej diecezjami w Krakowie, Kołobrzegu i we Wrocławiu.

Z dzisiejszej perspektywy warto zwrócić uwagę na rolę chrześcijaństwa w procesie konstytuowania się polskiej państwowości. Wraz z powołaniem do życia struktur diecezjalnych na naszych ziemiach pojawili się wykształceni duchowni i dyplomaci. Ta okoliczność niewątpliwie przyczyniła się do rozwoju cywilizacyjnego naszej ojczyzny. Św. Wojciech – poza tym, że patronuje Czechom, Węgrom czy Polakom – z powodzeniem może też patronować całej Europie. Jego życiowe drogi pokazują, że w średniowieczu Europa mogła być chrześcijańska albo nie byłoby jej wcale. Doskonale rozumieli to mądrzy władcy, dla których znak krzyża na żołnierskich sztandarach skutecznie przypominał o naszej tożsamości. Tak więc Kościół XXI wieku na ziemiach polskich ma wiele do zawdzięczenia czeskiemu męczennikowi. Bez jego ofiary nie byłby tym samym Kościołem. Krew męczenników po raz kolejny stała się posiewem chrześcijan.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Uczestnicy Rejsu Niepodległości rozpoczęli szkolenia

2018-04-23 19:22

mm / Warszawa (KAI)

Pierwsza grupa 80 uczestników Rejsu Niepodległości zakończyła tygodniowe szkolenie, a 23 kwietnia trening rozpoczęła kolejna. Już 20 maja na pokładzie Daru Młodzieży wyruszą oni w rejs dookoła świata, którego kulminacyjnym punktem będą Światowe Dni Młodzieży w Panamie, zaplanowane na styczeń 2019 r.

Akademia Morska

Uczestnicy wyprawy to laureaci konkursu Rejs Niepodległości organizowanego przez Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej. W jego ramach młodzi ludzie przygotowywali kampanie w mediach społecznościowych, promujące ich „małe ojczyzny”. Do finału zakwalifikowało się 400 osób i wszyscy będą mieli szansę przemierzyć jeden z etapów rejsu na Darze Młodzieży.

Ważnym celem rejsu jest edukacja historyczna, kształtowanie hartu ducha i postaw patriotycznych u młodych ludzi, a także promocja Polski na arenie międzynarodowej. Po drodze statek będzie cumował m.in. w Kopenhadze, Bordeaux, Lizbonie, Dakarze, Kapsztadzie, Szanghaju, Singapurze, Osace, San Francisco i Londynie.

Podczas postoju w poszczególnych portach będą organizowane koncerty, spotkania i konferencje promujące Polskę i polską kulturę. Na Darze Młodzieży będą się też spotykać dyplomaci i biznesmeni. Statek powróci do portu w Gdyni 28 marca 2019 r.

Organizatorami Rejsu jest Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, Akademia Morska w Gdyni oraz Pallotyńska Fundacja Misyjna Salvatti.pl.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Stowarzyszenie Przyjaciół Ludzkiego Życia - 1%

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem