Reklama

Telewizja publiczna – czas na zmianę

2018-01-10 10:56

Witold Gadowski
Niedziela Ogólnopolska 2/2018, str. 34

tvp.info

Ludziom prostolinijnym wydawało się, że skoro PiS objął rządy, to teraz wpływ dobra na tzw. media publiczne będzie nieograniczony i rychło, bez stresu, będziemy mogli włączać nasze odbiorniki i smakować ofertę tych środków przekazu, a telewizji publicznej w szczególności.

Właściwie należało zrobić tak niewiele – po prostu stworzyć uczciwym dziennikarzom możliwość działania i wsparcie, a oni odwdzięczyliby się TVP materiałami, które na pewno uczyniłyby publiczną telewizję bardziej wiarygodną i pożądaną w przeciętnym polskim domu.

Gdy na czele TVP stanął pan Jacek Kurski to panowało w nas przekonanie, że „telewizję odwojujemy dla Polski”. Wreszcie wielu dziennikarzy z nadzieją ruszyło na ulicę Woronicza, aby zaangażować się w projekt odbudowy w pełni publicznej, wartościowej telewizji narodowej. Ostatnie dwa lata to jednak okres ogromnych rozczarowań dla wszystkich, którzy wierzyli w to, że wraz ze zmianą rządów w Polsce nastał także czas dla uczciwego i porządnego dziennikarstwa. Coraz częściej także kibice „dobrej zmiany”, oglądając programy TVP, przecierają ze zdumienia oczy.

Gdyby wieczorem 31 grudnia 2017 r. naraz pojawił się w Polsce przybysz z krainy uczciwości i bezstronności i na podstawie słynnego już „Sylwestra marzeń”, nadawanego w Programie 2 TVP, chciał sobie wyrobić jakiś poważny sąd o naszym kraju, to – jak Państwo myślicie – do jakich doszedłby wniosków?

Reklama

Po pierwsze, co oczywiste, uznałby, że władze TVP mają o sobie wielkie mniemanie i tej – zaiste trudnej do wyjaśnienia – „mania grandiosa” nie psuje im nic, nawet występy najpodrzędniejszego gatunku szansonistów. Płacą bowiem za to z gestem książątek saudyjskich. Szkopuł tkwi jedynie w tym, że ten „gest” kosztuje również zwykłego Kowalskiego.

Wniosek następny: Polska to obrzydliwie bogaty kraj, skoro za publiczne pieniądze (w kwocie przekraczającej 100 tys. dolarów) sprowadza się tu niepozornego, podrygującego wokalistę z Puerto Rico, który – za książęce wynagrodzenie – wykonuje, z playbacku, dwa numery i znika. To nie taniej było puścić jego występ z portalu „YouTube”? – tam przynajmniej śpiewa prawdziwie.

Dalej naszego obserwatora dopadnie jeszcze bardziej ciekawa konstatacja. Polska (w „Sylwestrze marzeń” TVP) jest po prostu krajem hołdującym szatanowi, a przynajmniej mającym do złego ducha wielką atencję!!! Fakty: oto na scenie występuje wykonawca Limahl (dawno już zapomniany), śpiewa cienkim, zachrypniętym dyszkancikiem, jednak z szyi zwisa mu różaniec zakończony... odwróconym krzyżem, a na jego palcu lśni biskupi pierścień. Limahl, oczywiście, jest mocno zaangażowany w europejski ruch gejowski.

Koncert się wyraźnie rozkręca, w pewnym momencie polski wykonawca pan Michał Szpak pokazuje dłonią całej publiczności – zgromadzonej przed sceną i przed ekranami telewizorów – znak zwyczajowo nawołujący do nadejścia szatana i oddający mu hołd. Wzywany nadchodzi... a przynajmniej na zakopiańskiej scenie – opłaconej z naszych kieszeni – pojawia się wykonawczyni o wdzięcznie brzmiącym pseudonimie scenicznym „Sarsa”. Jej włosy uczesane są tak specyficznie, że wyraźnie widać, jak na głowie wyrastają jej... dwa diabelskie rogi. Do tego ogólnie już odmalowanego obrazu dodać można również upozowanie „na dziewicę” czołowej divy PRL-u – pani Maryli Rodowicz, która za kosmiczne honorarium wykonała wiązankę okolicznościowych piosenek.

Nasz obserwator odniósłby zatem wrażenie, że znajduje się w kraju wysoce ceniącym sobie złego ducha i zły gust muzyczny. Występy niejakiego „Sławomira”, Zenona Martyniuka czy grupy Bayer Full dowodnie by go o tym przekonały. Pozostawmy już naszego wyimaginowanego widza w spokoju. Jak Państwo widzą, „inwazja dobra” w telewizji publicznej objawia się w sposób... bezobjawowy.

Mogę, oczywiście, nadal wyzłośliwiać się, opowiadając o stanie polskiej telewizji publicznej. Rzecz jest jednak na wskroś poważna. Być może po raz pierwszy od 1989 r. pojawiła się realna szansa na zbudowanie modelowego medium – telewizji publicznej, która swoim poziomem, interesującymi treściami i propozycjami ustanowi wysoki pułap dla innych – obecnych na polskim rynku – mediów. Niestety, jak dotychczas, PiS potraktował TVP tak jak inni politycy – na prezesa tej instytucji wyznaczony został człowiek dający absolutną gwarancję spełniania wszelkich życzeń partyjnego kierownictwa. W tej sytuacji cała walka o ulepszenie rynku mediów w Polsce stała się jeszcze bardziej mozolna niż przed wyborczym sukcesem partii Jarosława Kaczyńskiego. Wszelkie nadzieje dziennikarzy, którzy cenią sobie dobry poziom warsztatu, prawdę i niezbędny w tym zawodzie poziom bezkompromisowości, spełzły jak dotąd na niczym.

Ogromny impuls dla stworzenia prawdziwych mediów narodowych, który mogła dać TVP, nie wypalił. Rządzący – jak dotąd – satysfakcjonują się płynącą z publicznej telewizji propagandą i właściwie nie interesuje ich żadna dyskusja o możliwości odrodzenia się niezależnego, polskiego dziennikarstwa.

Można, oczywiście, stwierdzić, że przecież nikt nie każe nam oglądać telewizji w ogóle. To fakt, ale skoro pojawiła się możliwość wprowadzenia dobrych standardów do tak dużej instytucji, jaką ciągle pozostaje telewizja publiczna, to grzechem byłoby z niej nie skorzystać.

Jak na razie, autor tego felietonu i jemu podobni żyją w tym grzechu – swoistym grzechu zaniechania. Tyle gardłowaliśmy na temat dziennikarskich obowiązków, wśród których niezależność znajduje się na poczesnym miejscu, a gdy pojawiła się możliwość wprowadzenia naszych planów w życie, życie właśnie zniechęciło nas do angażowania się w możliwości, jakie się otworzyły.

Ciągle jednak towarzyszy mi nadzieja na wskrzeszenie w Polsce prawdziwej telewizji publicznej. To byłaby rzecz niesamowicie budująca nie tylko dla dojrzałego obiegu informacji, ale także dla państwa jako takiego. Pozostało jeszcze sporo czasu, aby proces sanacji mediów publicznych przeprowadzić. Problem jednak w tym, że w środowisku PiS niezmiennie powtarza się opinię o „krótkiej ławce” i braku odpowiednich kandydatów, którzy taki proces mogliby zainicjować i nadzorować.

Nic bardziej błędnego, wystarczy stworzyć nieco wolności dla dziennikarzy i dobry kandydat znajdzie się bardzo szybko. Co więcej, będzie to kandydat wraz z gronem fachowców, którzy od startu mogą codziennie TVP tak zmieniać, że niedługo będzie to już zupełnie inna instytucja niż dziś. Wystarczy uwierzyć ludziom i szeroko otworzyć oczy, a to, co dotychczas jawiło się jako porażka i potężny kłopot, stanie się powodem do dumy. To wciąż jeszcze jest możliwe.

Tagi:
komentarz telewizja telewizja TVP

Telewizja otwarta

2018-08-08 10:15

Mateusz Wyrwich
Niedziela Ogólnopolska 32/2018, str. 10-13

Jest anteną wyjątkową. Dociera do Polaków na wszystkich kontynentach. Powstała przed ćwierćwieczem jako pierwszy polski program satelitarny. Emisja próbna odbyła się w październiku 1992 r., a regularne nadawanie rozpoczęło się pod koniec marca 1993 r. Pomysłodawcami powstania TVP Polonia dostępnej na całym świecie za pośrednictwem satelity byli wówczas Barbara Borys-Damięcka i Janusz Zaorski.

Mateusz Wyrwich/Niedziela
Siedziba TVP przy ul. Woronicza 17 w Warszawie, gdzie znajduje się również TVP Polonia

Początki były skromne, programy własne stacji stanowiły jedynie kilka procent całej ramówki. Jednakże twórcy anteny zakładali przede wszystkim emisję tych programów, które pochodziły z ogólnopolskich bądź regionalnych anten TVP. Do pierwszych pracowników stacji należeli Bożenna Bielawska, Lena Kowieska i Grzegorz Jędrasik. To on zajmował się m.in. opracowywaniem ramówki, czyli tego, co określa układ programów, które możemy zobaczyć na co dzień w telewizji. Redaktor wspomina, że tworzenie programu TVP Polonia traktowano jako niezwykłe wydarzenie, była to bowiem pierwsza tego rodzaju stacja w Polsce.

Chodziło się po redakcjach

– Pracę w Polonii rozpoczynało blisko 60 pracowników i współpracowników – wspomina redaktor Grzegorz Jędrasik. – Każdego dnia podczas kolegium redakcyjnego odbywały się ożywione dyskusje wokół proponowanych audycji. Mieliśmy dawać odbiorcom program jak najciekawszy, z wszechstronną informacją publicystyczną. Polonia zakładała sobie wówczas spełnianie 3 funkcji. Po pierwsze – informacja o szeroko rozumianym bieżącym życiu społecznym, politycznym i kulturalnym Polski; dalej – prezentacja repertuaru filmowego oraz emisja programów publicystycznych. Nad całością programu czuwało dwoje sekretarzy: Grażyna Engler i Leszek Wasiuta, który jakiś czas później został jednym z dyrektorów Polonii.

– Mieliśmy wtedy ogromną świadomość misji. Nie mówię, że teraz jej nie ma, ale wtedy była szczególna. Może dlatego, że była to pierwsza tego typu stacja. Niezwykła nowość. Pierwsza telewizja satelitarna – opowiada Lena Kowieska. – Założenia były takie, że jesteśmy anteną powtórkową korzystającą z audycji Jedynki i Dwójki. Chodziło się więc po redakcjach i prosiło o udostępnienie materiałów. Nie tak jak dzisiaj, że wchodzi się do systemu i wszystko mamy w podglądzie. Wtedy trzeba było śledzić całą antenę i prosić kolegów o wyrażenie zgody na emisję jakiegoś materiału w Polonii. Nie zawsze podchodzono do nas chętnie. Zazdrościli nam nowości, ale też poszła plotka, że mamy jakieś astronomiczne zarobki – i to wywoływało czasem nieporozumienia. Choć pracowaliśmy w tej samej telewizji, to jednak trzeba było być bardzo miłym i uprzejmym, żeby dostać materiał. Ale wszystko było do pokonania. Dużo chcieliśmy pokazać. Niekoniecznie stare filmy czy programy, ale choćby te z przełomu lat 80.-90. Teatr Telewizji, piosenki Agnieszki Osieckiej czy Muzyczny Festiwal w Łańcucie. To było wielkie wydarzenie, bo koncerty szły na żywo. Rok po powstaniu naszej anteny przypadała 50. rocznica Powstania Warszawskiego. Zaprosiliśmy wtedy po raz pierwszy do studia wielu powstańców, którzy przyjechali niemal z całego świata. Towarzyszyliśmy im z kamerami przez kilka dni. Było to dla nas niezwykłe patriotyczne i świąteczne przeżycie.

Pojawiały się coraz to nowe dziennikarskie osobowości. W 1994 r. telewizja rozpoczęła emisję na obszarze USA, potem – Australii. Ogromnym powodzeniem wśród społeczności polonijnej cieszyły się nie tylko filmy, teatr czy opera, ale i programy informacyjne. Z zainteresowaniem widzów spotykały się także wiadomości z dziedziny kultury, jak np. „Notatnik literacki”, audycje prezentujące osiągnięcia Polaków na świecie – czy to w dziedzinach artystycznych, czy naukowych, jak choćby dokonania wybitnych Polaków pracujących dla NASA czy w Dolinie Krzemowej. Nadto w Polonii były prezentowane sylwetki znanych rzeźbiarzy czy literatów. Niezwykłą popularnością cieszyły się programy redakcji dziecięcej oraz prowadzone przez Barbarę Kolago audycje „Polskie ABC” i „Na polską nutę”, w której m.in. przed 20 laty miał miejsce telewizyjny debiut zespołu Golec uOrkiestra. Ogromną oglądalność miał piętnastominutowy program „Zwierzolub” o domowych – i nie tylko – zwierzętach prowadzony przez doktor weterynarii Joannę Iracką. Uznanie widzów zdobył również program „Mówi się”, traktujący o zawiłościach i uroku języka polskiego, z udziałem językoznawcy prof. Jerzego Bralczyka. TVP Polonia zapoczątkowała też bezpośrednie rozmowy z widzami w programie „Studio kontakt”.

– To była chyba najbardziej emocjonalna audycja w Polonii – wspomina Lena Kowieska. – Dzwoniący do nas z całego świata dzielili się radością, już choćby dlatego, że mogli się z nami połączyć i podzielić swoim dotychczasowym życiem. Dla wielu z nich był to pierwszy kontakt z Polską po blisko pół wieku. Ogromnie tęsknili za krajem, ale przez lata nie mogli tu przyjechać, bo nie wiedzieli, co ich może spotkać w komunizmie.

Program ten – już pod zmienionym tytułem „Halo Polonia” – wciąż cieszy się ogromną popularnością.

Halo, halo Polonia

Dziś TVP Polonia jest niezwykle dynamicznym kanałem telewizyjnym. Wciąż emitowane są audycje, które się sprawdziły, inne zostały zmodyfikowane i uwspółcześnione, powstały też zupełnie nowe. Do dziś jednak TVP Polonia korzysta w większości z dorobku innych kanałów TVP. Obecnie udział własnych programów stacji to ok. 20 proc. Mimo ograniczonego budżetu stacji coraz częściej udaje się docierać z kamerą do Polaków w najodleglejszych zakątkach świata. Powstają reportaże z USA, krajów Afryki, Kazachstanu, Chin o tamtejszej Polonii i przedsięwzięciach Polaków. Na antenie od niedawna goszczą cykliczne magazyny pokazujące życie Polaków w USA; w Wielkiej Brytanii i w innych zakątkach Europy Zachodniej. Od wielu lat emitowane są programy powstające na Litwie, Białorusi i Ukrainie: „Wilnoteka”, „Nad Niemnem”, „Wschód”. Z niedawno przeprowadzonych badań oglądalności stacji na świecie wynika, że widzowie z krajów zachodnich oprócz tego, co dzieje się w Polsce, oglądają równie chętnie to, co się dzieje na Wschodzie – w krajach, które jeszcze przed II wojną światową były częścią II RP. Polacy ze Wschodu natomiast często interesują się tym, co się dzieje w Ameryce. Wielką popularnością cieszą się seriale lubiane również w Polsce, a także filmy dokumentalne. Dużą oglądalność mają magazyn „Kulturalni PL”, informujący Polaków w świecie o wydarzeniach artystycznych w kraju, oraz program „Krótka historia”. To kilkuminutowa gawęda o wybranych wydarzeniach z historii Polski autorstwa trzech historyków: Andrzeja Smolińskiego, Jana Wiśniewskiego i Wiesława Jana Wysockiego. Do dziś powstało ponad 600 odcinków. Jednak prawdziwe rekordy popularności biją programy „Polonia 24” i „Halo Polonia”, których tematem są najważniejsze wydarzenia z życia Polonii na świecie. Z myślą o dotarciu z informacjami o Polsce do jak największej grupy odbiorców – w tym również do osób nieznających języka polskiego – od lutego główne wydanie telewizyjnych „Wiadomości” jest tłumaczone na język angielski.

Polska w różnych aspektach

– Naszą misją jest przede wszystkim pokazywanie Polski w różnych aspektach i budowanie łączności między Polakami rozsianymi po całym świecie – mówi Magdalena Tadeusiak-Mikołajczak, dyrektor i redaktor naczelna TVP Polonia, doświadczona dziennikarka telewizyjna, przez wiele lat korespondentka TVP w Brukseli i Paryżu. – Choć jesteśmy programem polskojęzycznym, to by wyjść naprzeciw oczekiwaniom widzów, tłumaczymy na język angielski wiele programów, m.in. seriale, które nasi widzowie uwielbiają, również filmy dokumentalne. Po to, by osoby nieznające dobrze języka polskiego mogły skorzystać z informacji o tym, co się dzieje w Polsce. W ostatnich latach stworzyliśmy wiele nowych programów dla Polaków i o Polakach mieszkających poza granicami kraju, bo chcemy żyć tym, czym żyją nasi rodacy – ich sukcesami, ich osiągnięciami i ich codziennością. Są to programy z Wielkiej Brytanii, USA, krajów Europy Zachodniej. Nie zapominamy, oczywiście, o naszych rodakach na Wschodzie – na Litwie, Białorusi, Ukrainie – mamy magazyny również stamtąd. Duży nacisk kładziemy na naukę języka polskiego, mamy wiele programów temu poświęconych. Od września uruchamiamy już czwartą edycję programu „Baw się słowami”, który wspomaga dzieci w nauce języka polskiego. Zaczęliśmy od maluchów w wieku 3-6 lat. Obecnie są to już kursy dla nastolatków: „Baw się słowami” to program nowoczesny, ciekawie oprawiony graficznie i muzycznie. W tym roku TVP Polonia świętuje jubileusz 25-lecia. Mamy rzeszę wiernych widzów przed telewizorami na całym świecie – zmieniamy się i wciąż będziemy się zmieniać właśnie dla nich.

– Ale nasza telewizja to nie tylko sama emisja – dodaje zastępca dyrektora TVP Polonia Filip Frąckowiak. – Czasem interweniujemy w sprawach Polaków mieszkających poza granicami. Angażowaliśmy się np. w akcje ratowania Szkoły Średniej im. Joachima Lelewela w Wilnie, polskiego kościoła w Essen, pomnika Jana Pawła II we Francji, ostatnio zaś pomnika katyńskiego w Jersey City. Przeciwstawiamy się też szkalującym nasz kraj informacjom o rzekomo „polskich obozach koncentracyjnych” w czasie wojny. Współpracujemy z różnymi organizacjami polonijnymi działającymi na rzecz Polaków. Nasze inicjatywy znajdują odzew antenowy. Udało nam się stworzyć akcję „Polacy Polakom”. Rokrocznie wybieramy jakiś cel i zapraszamy naszych widzów do jego wspomagania – np. 2 lata temu, wspólnie z Fundacją Wolność i Demokracja, zachęcaliśmy naszych widzów do wsparcia wyposażenia pracowni komputerowej w jednej z polskich szkółek sobotnio-niedzielnych na Ukrainie. W zeszłym roku zaś zainicjowaliśmy akcję renowacji pomnika Żelaznej Brygady w Pasiecznej na Ukrainie. W tym roku zamierzamy wystąpić do Polaków na świecie z prośbą – apelem o filmowanie czy spisywanie wspomnień emigracyjnych swoich dziadków, rodziców, krewnych czy znajomych. Można więc powiedzieć, że w jakimś sensie jesteśmy telewizją interaktywną. Otwartą na Polonię i Polaków na świecie...

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Nie zapomnijmy o 17 września 1939 r.

Jerzy Andrzej Skrodzki
Niedziela Ogólnopolska 38/2006, str. 21

17 września 1939 roku Armia Czerwona wkroczyła na tereny II Rzeczpospolitej, położone na wschód od linii Narew-Wisła-San. Był to efekt tajnego paktu Ribbentrop-Mołotow, podpisanego 23 sierpnia 1939 roku w Moskwie, który ustalał "strefy interesów Niemiec i ZSRR" na terytorium Polski.

Ehlert, Max / wikipedia.pl
Spotkanie żołnierzy Wehrmachtu i Armii Czerwonej we wrześniu 1939 r. na wschód od Brześcia.

Dziś nie powinniśmy zapomnieć o ziemi, po której stąpały całe pokolenia Waszych przodków.
Wiktoria Blacharska,
„Brasławszczyzna”, Gdańsk 2004

Wschodnia połowa przedwojennej Polski była spolonizowana, ale wielokulturowa i wielonarodowa. Było to dziedzictwem Polski Jagiellońskiej, bo nie wyobrażano sobie Polski bez Wilna, Grodna, Lwowa i Kresów.
Gdy w 1939 r. szykowała się niemiecka napaść na Polskę, władze polskie podpisały sojusz wojskowy z Wielką Brytanią i Francją, który przewidywał ich wystąpienie zbrojne w 14. dniu po wypowiedzeniu przez nie wojny. Termin ten zbiegł się z sowiecką agresją na wschodnią Polskę. Nasi sojusznicy wycofali się ze swych obietnic, twierdząc, że układ przewidywał tylko wojnę z Niemcami. Jak pokazały późniejsze dzieje II wojny światowej, utrata wschodniej Polski była na rękę aliantom pomimo protestów emigracyjnego rządu polskiego. Wtedy nie było powszechnie wiadome, że zawarty 23 sierpnia 1939 r. układ o nieagresji pomiędzy Niemcami a Sowietami zawierał tajny protokół o wspólnym rozbiorze Polski. I tak 17 września 1939 r. zaczęła się wojna Sowietów z Polską, zwana „nożem w plecy”. Front był rozległy - od Łotwy do Rumunii. Nie było to przewidziane przez władze polskie. We wschodniej Polsce zgromadzone były olbrzymie zapasy wojenne dla stawienia ostatecznego oporu Niemcom, ale wojska tam były nieliczne, głównie Korpus Ochrony Pogranicza. Dzisiejsze badania historyków wskazują, że wojska niemieckie były już wówczas zmęczone i cierpiały z powodu braku materiałów i paliw. Sowiecka agresja przyszła im w porę. Stało się to 17 września o godz. trzeciej w nocy, gdy w Moskwie ambasadorowi Wacławowi Grzybowskiemu wręczono notę o rozpoczęciu działań wojennych przeciwko Polsce. Ambasador Grzybowski nie przyjął tej noty - rząd polski był jeszcze w kraju, nadal trwały walki z Niemcami.

Atak sowiecki był niespodziewany - Armia Czerwona zaskoczyła polskie placówki; gdy żołnierze byli jeszcze we śnie, przez otwarte okna do sal sypialnych wrzucano granaty, uprzednio zabijając wartowników. Trudno ustalić wielkość tego uderzenia. Źródła niemieckie oceniają te siły na 20-24 dywizje piechoty, 15 dywizji kawalerii i 9 brygad czołgów. Użyto również samolotów bombowych.

Historia tej wojny jest wciąż w stadium opracowań. Mówi się o obronie Wilna i Grodna, o bohaterstwie żołnierzy KOP-u, o marynarzach Flotylli Pińskiej. Cała wschodnia część Polski była objęta beznadziejnymi walkami z Sowietami. Wielu generałów dostało się do niewoli. Władysław Anders, ranny, dostał się do osławionego więzienia NKWD na Łubiance w Moskwie. Mieczysław Smorawiński i Bronisław Bohaterowicz zginęli w Katyniu i mają swoje osobne, zidentyfikowane jeszcze przez Niemców mogiły. Zasłużyli się jako obrońcy Kresów gen. Wilhelm Orlik-Rückemann, gen. Władysław Langner i gen. Franciszek Kleeberg - bohater późniejszej bitwy z Niemcami pod Kockiem. Sowieci jeńców polskich pędzili w długich marszach. Zaczęły się aresztowania i wywózki ludności polskiej.
Dopiero po 1989 r. z trudem przebijała się prawda o 17 września 1939 r. Dowodzą tego choćby trudności z pomnikiem mającym upamiętnić walki z Sowietami i masowe wywózki ludności na Wschód. Ówczesne władze Warszawy wręcz nie chciały tego pomnika. Wreszcie po długich przetargach znalazł on dobre miejsce w ruchliwym punkcie Warszawy.

Autorem pomnika jest Maksymilian Biskupski, a odsłonięto go 17 września 1995 r. Pomysł dzieła jest genialny - przedstawia on wagon towarowy pełen krzyży, a na podkładach toru umieszczono napisy z miejscami bitew i deportacji. Co roku 17 września odbywa się tutaj apel poległych i cały pomnik płonie zniczami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Osiemnastoletni Święty na grafice w licheńskim muzeum

2018-09-18 15:47

Anita Rossa

Dzisiaj obchodzimy święto patrona Polski, młodzieży i dzieci św. Stanisława Kostki (1550-1568). Jego dzieje są dokładnie udokumentowane w hagiografii polskiej.


Temu świętemu przypisywano zwycięstwo nad Turkami w bitwie pod Chocimiem w 1621. Związane jest to z wizją o. Mikołaja Oborskiego, jezuity, który widział św. Stanisława na obłokach, jak błagał Matkę Bożą o pomoc dla wojsk polskich.

W Muzeum im. ks. Józefa Jarzębowskiego w Licheniu Starym znajduje się kilka grafik przedstawiających św. Stanisława.

Autor prezentowanego miedziorytu - Wolfgang Kilian (1581-1663) przedstawił św. Stanisława Kostkę proszącego Maryję o wstawiennictwo i pomoc w bitwie pod Chocimiem zwanej "Polskim Lepanto". Św. Stanisław stoi w centrum grafiki, po jego lewej stronie Matka Boża, w płaszczu i w koronie, idzie z dłońmi wyciągniętymi przed siebie, w geście powstrzymywania, wzrok ma skierowany na dół, na słońce, które znajduje się u Jej stóp. Ma to zapewne związek z zaćmieniem słońca, które miało miejsce przed wyruszeniem wojsk tureckich.

Stanisław Kostka urodził się w 1550 r. na Mazowszu, w Rostkowie koło Przasnysza. Jego ojciec Jan był kasztelanem zakroczymskim, matka Małgorzata pochodziła z rodziny Kryskich z Drobina. W życiu Stanisława znaczącą rolę odegrał jego brat Paweł, z którym po ukończeniu 15. roku życia został wysłany na studia do kolegium jezuickiego w Wiedniu.

Stanisława charakteryzował zapał do nauki i żarliwa pobożność. W młodym wieku osiągnął dojrzałość prowadzącą do przeżyć mistycznych. Jego wizje po raz pierwszy miały miejsce w 1565 r., w Wiedniu, podczas krótkotrwałej, lecz groźnej choroby. Nagłe uzdrowienie Stanisław przypisywał wstawiennictwu Matki Bożej.

Wcześnie zrodziło się w nim powołanie do życia zakonnego. Mimo wielu przeszkód młody Stanisław usilnie dążył do tego by zostać zakonnikiem. Decyzja o wstąpieniu do zakonu spotkała się ze sprzeciwem ze strony rodziny, zwłaszcza brata Pawła. Stanisław potajemnie udał się pieszo z Wiednia do Bawarii, do jezuitów w Dylindze (650 km). Tamtejszy prowincjał Piotr Kanizjusz odesłał go do Rzymu. Chłopiec pieszo odbył dalszą podróż. 28 października 1567 r. został przyjęty do nowicjatu jezuickiego przez Franciszka Borgiasza. Budował wszystkich uczynnością i pokorą w spełnianiu obowiązków.

Mając 18 lat, złożył śluby zakonne. Niespodziewanie zapadł na malarię, po krótkiej chorobie, przepowiedziawszy swą śmierć, zmarł w wigilię uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, 14 sierpnia 1568 r.

Kult Stanisława zrodził się spontanicznie. Kostka został beatyfikowany w 1670 r. Jego kanonizacja odbyła się za papieża Benedykta XIII w 1726 r.

Decyzją polskich biskupów rok 2018 przeżywamy pod szczególnym patronatem tego właśnie Świętego. Wybór nie jest przypadkowy, bo 15 sierpnia 2018 r., obchodziliśmy 450. rocznicę Jego śmierci.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem